Skip to main content

Full text of "Żywot Adama Mickiewicza [microform] : podług zebranych przez siebie materyałów : oraz z własnych wspomnień"

See other formats


Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial partics, including placing technical rcstrictions on automatcd querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designcd Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automatcd queries of any sort to Google's system: If you are conducting rcsearch on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laigc amount of text is hclpful, pleasc contact us. We cncourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout this project andhelping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał WhatCYcr your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assumc that just 
becausc we believc a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whcthcr a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offcr guidancc on whcthcr any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http : //books . google . com/| 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 






I 




i 



•i 



u. 



r 



■ •' • • • •.•^-*^*;:— 



ŻYWOT 

ADAMA MICKIEWICZA. 

ZEBRANYCH PRZEZ SIEBIE MATERYAŁÓW 

ORAZ Z WŁASNYCH WSPOMNIEŃ 
i>iiiujui/.i.\t, 

WtADVStAW HICIIIEWICZ. 
TOSI II. 



W POZNANIU 



ŻYWOT 

ADAMA MICKIEWICZA. 

PODŁUa 

ZEBRANYCH PRZEZ SIEBIE HATERYAŁÓW 

ORAZ Z WŁASHYCH "WSPOMHIElł 

OPOWIEDZUŁ 

WŁADYSŁAW MICKIEWICZ. 
'/ 

TOM n. 



w POZNANIU 

w DRUKARNI DZIENNIKA POZNAŃSKIEGO, 
W PMjto Q iDton 7 nu 
1892. 



Wnienia Mickiewicza przy opuszczeniu Roisyi. Podróż po 
Niemozeoli i pobyt w Berlinie. 

Hołdy gieninszowi poety wskutek jego wyjazdu. Swobodne ode- 
tchnięcie na wyjezdnem z Kronstadtu. Wylądowanie w Trave- 
munde. Pierwszy rzut oka na miasta niemieckie i picn\'sze donie- 
Bienia o sobie przyjaciołom pozostałym w Petersburgu. Niezado- 
wolenie z Berlina. Zaznajomienie eię z Mcndelssolmem i 2 Zelterem. 
Spotkanie się z Bazy lim żakowskim. Prożba do BuUiaryna 
O wstawienie się za zesłanymi Filaretami. Przyjęcie Mickiewicza 
przez kolonia polaka nad Sprewą. Krytyka heRlomanii i ztąd 
oburzenie rwolennik<'iw filozofii niemieckiL-j. Zażalenia na Mickie- 
wicza przed Lelewelem i obrona Malewskiego. Uczty na cześii 
AdAtna, jeg;o improwizacye, wierezo Eulogiu^za Zakrzewskiego 
i wystąpienie publiczne profesora Cianso. Wpływ na Stefana Oar' 
czyńskiego. Ostatnie spory z powodu artykułu do recenzentów 
warszawskich. 



Przyjaciele Mickiewicza, tak Polacy jak Rossyanie, cie- 
szyli się z jego odjazdu. Fakt, te odetchnie wolnera powie- 
trzem, osładzał 2alc rozstania. Wszyscy myśliic o nim, za- 
pominali o sobie. Rozjątrzonym na Adama klassykom Rząd 
zamknął usta, warszawscy przyjaciele poety też odezwać sig 
nie mogli. Za to, w Telegrafie moshemskim^) Polewoj pod- 



') Artykuł ten ogłoszony został w Marcu na pierwsza wia- 
domość, że poecie pasportu nie odmówiono i że gotuje sii; do 
drop. 

2»K»t Aitma i/irhttiieim. Tom II. i 



niósł głos w imieniu literatów rossjjskicłi: „Mickiewicz, pisał 
Polewoj , opuszcza w tśj chwili Rossy^ i udaje sig do Włoch. 
Nowe natchnienia czekają go na ruinach Rzymu i na gro- 
bach wielkich ludzi. Rodacy jego i odlegli przyjaciele ocze- 
kiwać bgd% od niego nowych pieśni i dalszego ciągu znako- 
mitych j^o utworów. Oprócz gieniuszu, posiada on nadzwy- 
czajne wykształcenie i zadziwiającą znajomość wszelkich 
literatur." Cały ten artykuł jest pełen werwy i ciepła. Mó- 
wiąc o znikomości pochwał, które się sypią nieraz autorom 
współczesnym, a którjcb nie uznaje potomność, Polewoj do- 
daje, iż taki sąd nie może być udziałem Mickiewicza. „Nie 
mówimy tego z grzeczności, ale jesteśmy przekonani, że 
chwalą Mickiewicza będzie trwała i nie przez dziecinny za- 
p^ nazywamy go wielkim poetą : głos poważny krjtyki przy- 
znaje mu wieniec nieśmiertelności. Gdy zamilkł Goethe, 
a Byron zeszedł z pola, Mickiewicz, bądźmy z tego dumni, 
zostaje nietylko pierwszym poetą Polski, ale niemal pierws/yni 
ze wszystkich dziś istniejących poetów. Jlallettrod, Dziadij, 
Sonety, Farys, są to płody twórczćj wyobraźni, którćj nic 
równego przeciwstawić nie może żaden z teraźniejszych poe- 
tów Anglii, Niemiec, Francyi i Włoch. Niech Opatrzność bło- 
gosławi temu młodemu orłowi, który w locie swym wznosi 
sig pod niebiosa." Polewoj kończy wyrażeniem życzenia, aliy 
wyborną przedmowg edycyi petersburskiej przetłumaczono na 
język rossyjski, ponieważ klassycy są wszędzie jednacy, ró- 
wnie ciaśui, przesądni, i dodaje : „Jeden sarkazm wyższe;^'0 
umysłu wystarcza, aby obalić to plemię, które raiei^zy łokciem 
talent i gieniusz. Pociesznie widzieć, jak w upadku chwytają 
sig Listom do PUonÓHf i Sztuki Rymolitórczej Boileau." Pod 
taką wróżbą podążał Adam ku nowym swym przeznaczeniom. 
Gdy grono jego wielbicieli winszowało mu głośno, że 
Petersbui^ zamienia na Rzym, jakżeby sam Mickiewicz nie 
miał się cieszyć z cudownój swój ucieczki z nad Newy? Pra- 
wie każdy, 'kto opuszcza gianice państwa rossyjskiogo, do- 
znaje uczucia ulgi, wielki cigżar spada mu z piersi, wie, że 
odzyskał piawo objawiania swobodnie swój myśli, i że bidzie 



czytał niecenzurowane książki i dzienniki. Rozkoszniejszera 
jeszcze musiało bjć to wrażenie Mickiewiczowi po więzieniach, 
śledztwach i prześladowaniach. Zamiast marnować, jak tylu 
biednych towarzyszy, zdolność swą w przymusowćj bezczyn- 
ności i zostawać na Sybcryi niemym świadkiem ucisku współ- 
braci i naduż}ć władz rossyjskich, mógł bujać po Europie, 
poznawać jćj zoakomitych mgżów, podziwiać arcydzieła sztuki. 
Dotychczas krępowały go wymagania cenzury, odtąd nic nie 
miało tamować jego natchnień. Kadował sig, bo nie przewi- 
dywał, że niezależność słowa ogłoszonego drukiem lub wy- 
powiedzianego z katedry okupi dożywotniem wygnaniem. „Od- 
pływając z Krousladtu instynktowo prawie chowałem si§ pod 
pokładem, opowiadał Aleksandrowi Biergielowi, A na pełucm 
morzu, gdy byłem jui pewny, że mnie nie schwycą, wstąpiłem 
na pokład i wrzucałem w morze drobne pieniądze z wizerau- 
kiem orła rossyjskiego." ') Fatyga i wzruszenie nabawiły go 
bólu głowy. Po dwudziestu czterech godzinach odzyskał 
zdrowie i nawet oczy praestały mu dokuczaj Wylądował 
w Gravcnmunde l^o Junii, zaraz ruszył do Lubeki, zkąd 
po noclegu, wybrał sig do Hamburga. Z Hamburga pierwsze 
listy wysiał do Szymanowskiej i do Malewskiego. Ponieważ 
koledzy jego wiecniie wątpili, aby sam sobie dał radg, chwa- 
lił się przed Panem Franciszkiem, że liczy marki i szylingi 
i robi redukcyą monet „z całą zimną krwią bankierską"^) 
i że wszystko zwiedza z sumiennością angielskiego turysty. 
Przyznawał mu sig, że go podróż bawi, ale, wśród mnogich 
wrażeu, w najpigkniejszćj porze roku i nieznanym mu kraju, 
odzywała sig tęsknota do przyjaciół i humorystycznie zape- 
wniał Panią Szymanowską, że gdyby nie wstyd, toby w>Tzekl 
się wież gotyckich i powróciłby do Petersburga, aby „potem 
z łyżką w kieszeni nie proszony u drzwi Pientcszcwa^) za- 
dzwonić. "*). 



■) Z opowiutlnń A. ISicrgiela atarszemu synowi Adama. 
*) Korespondencya A. Mickiemcza t, I. str. -i~\ 
') Mieszkanie Szymanowskiej w Petersburgu. 
*) JCorespoiiilairya A. Mkkiemieza t I, str. 4', 



Po paru dniach , spędzonych w Hamburgu zwrócił 
drogę ku Berlinowi, gdzie stanął 6-go Czerwca. Widzie- 
liśmy, że wielbicielka jego w Moskwie przetłumaczyła Wal- 
lenroda wierszem na język niemiecki. ') Wyjście z druku 
tego przekładu zdarzyło się właśnie na wstępie podróży 
Adama po Niemczech. 8-go Czerwca C. Daszkiewicz zapo- 
wiadał z Moskwy Lelewelowi, że mu powierzy rękopi.sm 
panny Karoliny Jaenisch. „Przyślę, pisał do niego, Panu po 
niemiecku przełożony urywek Wallenroda, którego czyby wy- 
drukować nie można było w gazetach niemieckich i war- 
szawskich. Autor, panna mfoda, piękna i moja elewa, po 
polsku nauczyła się wyśmienicie, wigc już teraz wszystkiemi 
Europy mówi językami," Panna Jaenisch wydala pracę 
swoje w myśli przyczynienia się tym sposobem do dobrego 
przyjęcia poety w jćj ojczyźnie i rzeczywiście ten przekład, 
umieszczony w bardzo rozpowszechnionym przeglądzie lip- 
skim, rozniósł nazwisko autora po kolach literackich od 
Elby do Renu. 

Łatwo sobie wyobrazić, jaką próżnię wyjazd Mickiewi- 
cza zostawił w gronie jego petersburgskich przyjaciół i jak 
wielce osierocił jego tyloletniego towarzysza. „Oto, pisze 
Malewski 1/13-go Czerwca do sióstr, wyjechał Adam, zosta- 
wił mi swoje intercsa, musiałem w różne strony pisać, lic;!y(', 
a to wszystko przy smutnym z tego rozstania humorze. Acli 
Adam, Adam! Z jego odjazdem zdaje mi się, że mię do- 
bry duch odleciał. Nie mogę przywyknąć do samotnych 
śniadań, obiadów." Z innego hstu Malewskiego pod datą, 
6-go lipca dowiadujemy się, jak wyglądał pokój Adama 
w Petersburgu: „Pozostałe, pisze on, po Adamie sprzęty 
i rysunki zapełniły moje dwa pokoiki bardzo ładnie i wy- 
godnie. Nad moim stolikiem portret Papy, Lelewela, księcia 
"Wiaziemskiego, wielki portret okjny Adama '^) Turek, ntliofy 



') Żyifot Adama Miekiemicza t. 1. str. 271. 
*> Pi.^dzla Olcszkicwiczn, dzi^ w Muzeum Narodowcm v 
ko wie. 



Orłowskiego nad kanapą służącą za łóżko, portret Krasic- 
kiego, drugi Mickiewicza,') kilka widoków, jeden olgny 
obraz na drugiej ścianie. To wszystko leżało zwalone, za- 
kryte i pewnie byłbym nie wydobył nic z paki i pyłu, gdyby 
mnie raz nie odwiedziły damy (_pani Szymanowska z familią). 
Tak mif złajały, zakrzyczały, że musiałem wszystko poroz- 
wieszać. Czasami też to i smutek robi, przypominając ko- 
chanego Adama." 

Berlin, który i dziś przykre sprawia wrażenie na każ- 
dym cudzoziemcu, nie podobał się Mickiewiczowi. „Osobli- 
wości tutejsze, pisał on do Szymanowskiej 12-go Czerwca, 
strasznie mig nudz%. Jeżeli wszgdzic tyle tylko, ile.tu znajdę 
ciekawych przedmiotów, nie miałem poco z domu Jochima 
z takim kłopotem, biedą i nudą uciekać." ^ Listy poleca- 
jące pani Szymanowskiej wręczył Mendelssohnowi i staremu 
Zeltcrowi. Zelter, architekt i muzyk, a przedewszystkiem 
przyjaciel i korespondent Goethego, oświadczył Adamowi, 
że pani Szymanowska napisała o nim, że wielki poeta, co 
dla niego dużo znaczy, bo to osoba bystrego umysłu, i zdolna 
sądzić o tem jako będąca w stosunkach z Goethcm. *) Nic 
był widać zadowolnioiiy z tego Mickiewicz, skoro sig nawet 
nie zgłosił do staruszka po obiecany list polecający do Goe- 
thego. Zelter 12-go Czerwca zapowiedział Groethemu odwie- 
dziny Mickiewicza. Pisał do niego: „Nasza przyjaciółka, 
pani Szymanowska poleca pełnego talentu współrodaka 
i poetę, tobie osobliwie jako księciu poetów, nazywa się 
Mickiewicz i chce odbyć podróż do Włoch. Młody to czło- 
wiek, mówi dość dobrze po niemiecku, lleszty dowiesz się 
od niego samego." Goethe mu doniósł 18-go Lipca, że pol- 
ski poeta odwiedził go w towarzystwie księżny Wołkońskiej, 
nie wyrzekł ani słowa i nie wpadł na pomysł przedstawienia 
się osobno, ale w kilka dni potem tłumaczy Zelterowi, że 



') Rjsunek "Wańkowicza tówaiei w Muzeum Krakowakiem. 
•) Korespondeticya Ailatna Mickiewicza t. I. etr. IG — 1". 
') Ibid. t. I. Btr. 47. 



wziął za Mickiewicza jakiegoś Rosjanina. Był to prawdo- 
podobnie towarzyszący Wolkoiiskićj Szewyrew, grzeszi^cy 
zbytnią nieśmiałością. 

Jeżeli Mickiewiczowi znajomość z Zeltercm nic przy- 
padła do smaku, to zawitał dość miły gość ze świty car- 
skiej. Po koronacyi w Warszawie, Mikołaj wybrał się do 
Berłina, a w orszaku jego znajdował sig przjjacieł Adama. 
Bazyli Żukowski, nauczyciel następcy tronu. Mickiewicz 
użalał sig w liście z 12-go Czerwca do Lelewela, iż nie 
udało mu się go odszukać. ^) Obaj poeci zeszli sig wkrótce 
i Adam przesłał przez Żukowskiego list do Lelewela. ,Po- 
wróciłem, pisze Adam, do domu o dwunastćj, a Żukowski 
wyjeżdża o siódmtj z rana jutro." *) Serdecznie go pole- 
cał panu Joachimowi, mówiąc o nim : „Jest to zacny mąż 
i niepospolity poeta." *) Lelewelowi poruczał zaznajomić 
Żukowskiego z Bohdanem Zaleskim za pośrednictwem Wit- 
wickiego. *) 



') Jiorespondeneya Mama ilickieiiicza t. III. str. 201. 

•) Ibid. »Łr. 295. 

»J Ibid. 

*) Żukowski obezedl się bez Witwickicgo i wprost zapukał 
do pokoiku Bohdana Zaleskiego, który mu aam drzwi otworzywszy 
pomyślał iobie na widok orderowego paan, że g03u ten o piętro 
się omylit, poniewnż iiii£^ mieszkała Jakaś urzędowa figura. Zn- 
czynat mu więc to tłumaczyć, lecz Żiikowaki przerwał mu, zapc- 
vroiaii|C, te przyjechał odazukau nic ^Inii eksccIcDcyą , aln ukraiń- 
skiego pienci;, zachwalonego mu przez Mickiewicza. IZ opowiailau 
Bohdana Zaleskiego titarszcmu syuowi Adamn). 1t>ła to chwila 
naigorętHzych uczuó Żukowskiego dla 1'olBki. Mianowano jcfjo 
i Wiaziemskiego członkami Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciilit 
Nauk, a 3-go Kwicttiin 1S'2<.> r. Żukowski pisał <lo jednc;;o z naj- 
bliższych powierników cesarza Mikoluja list, w którym mówił, ,,Ke 
przysztefio władzcę polskiego trzeba zapoznać z Polski) i zmusić 
do pokochania jC-j. Trzeba, aby jii widział taką, .jaku jest, bez 
nprzedzcii, bez stronniczości, trzeba, żeby on wiedział czem jest 
ona obecnie, czego jej brak, co mieć powinna, trzeba, Żeby pozna- 
wszy ji'-j przeszłość i leraźniejsza4i'', mógt on pokochać ji^ przy- 
szłość." (Ob. t. VI. s^tr. 373 dzieł Żukowskiego.) Takie zdrowe po- 



żukowski w Petersburgu chętnie wygnańcom polskim 
życzliwość swoję okazywał, ale nie odważyłby się przemówić 
za Sybirczykami. Los Zana, Czeczota, Kowalewskiego naj- 
bardziej trapił Mickiewicza. Przekonał się był, że jedyny 
mo2c Tadeusz Biiłharyn mógł dalekim przyjaciołom poety 
przysłużyć się, a to dzięki zażyłości swojćj z Maksymilia- 
nem von Fockiem, który jako prawa ręka hr. Benkendorfa, 
stał na czele tajnój policyi. Mickiewicz wystosował więc do 
Bułharyna list pisany, jak listy kobiece, dla post scriplum. 
Zaczynał od doniesienia mu, że odebrał z Warszawy wia- 
domość o koronacyi i pełne entuzyazmu opisy uczt i zabaw. 
„Ja tam, dodawał, nic byłem. Podzielam tylko z daleka 
szczęście moich spólrodaków. Chciałem zrazu przesiać tobie 
w oryginałach i prozaiczne i poetyczne Warszawianów i Li- 
twinów płody, ale musisz je mieć od dawna, a przynajmnićj 
słyszeć o nich musiałeś." ') . Mickiewicz wiedział, że te za- 
chwyty nakazane są prasie polskii''j, gorszyło go jednak, 2e 
się ZDigdują pisarze, płaszczący się uizko choćby i za grube 
pieniądze. Kończył, odwołując się do znanego mu wpływu 
Bułbaryna i polecając mu Filaretów, osiedlonych na Syberyi. 

Ledwie gruchnęła w Berlinie wieść o przybyciu Mic- 
kiewicza, rodacy pospieszyli odwiedzić go, niektórzy powo- 
dowani samą ciekawością, lecz większa część współczuciem 
i czcią. Dla zdania sobie sprawy z usposobienia ówczesnego 
kolonii polskiej w Berlinie, trzeba sobie przypomnieć, że 
w Maju 1820 roku chciano w Warszawie skorzystać ze zjazdu 
obywateli na obchód koronacyjny i z mal^j liczby pułków 
rosyjskich, konsystiyących w Polsce, aby dać hasto do po- 



jęcia o obowiązkacli cesnrzewicza zawdzięczał Żukowski n-plywowi 
Mickiewicza i starał »ię je wpoić swojouiu uczniowi. Moie stara- 
niom tym nalely przypisać słalie porywy Aleksanilra II-go w po- 
czątkach panowania ku polspazeniu \>yVa Polski. 

') Krytyków, ktńrzyby aiij kusili brać tę ironia, za crcilo po- 
litjcsne, odsyłamy do li^jtu pijanego w podobnych okoliczno.^ ciach 
i 2Ł^ samą ironią 20 marca ll^JU do paci It. Zaleski<'j. 



wstania przez zamach na życie Mikołaja. Posłowie Trzciński 
i Żurkowski obradowali z Piotrem Wysockim nad oznacze- 
niem chwili wybuchu. Wielu Poznańczyków (między nimi 
hrabia Tytus Dzialyński) hyło wtajemniczonych w zamiary 
patryotów warszawskich. Datę powstania odroczono z na- 
mowy wpływowych posłów, ale Polacy w Berlinie wiedzieli, 
co się kryło pod oficyaln% pompą uroczystości koronacyjnych, 
nie jeden z nich iświadomy był niebezpieczeństwa jakie gro- 
ziło Mikołajowi. 

Ziomkowie Adama w Berlinie serca mieli gorące, pol- 
skie, ale głowy obałamucone niemieckiemi teorjami. Kolonia 
polska nad Sprewij składała sig prawie wyłącznie z Poznau- 
czyków, poznał więc Mickiewicz przedstawicieli części kraju 
bezpośrednio wystawionej na wpływ pruski. Rodacy wypra- 
wili mu obiad u Jaegra pod Lipami, hucznie pili jego zdro- 
wie i objawiali mu swe sympatye, ale gdy na biesiadach pol- 
skich wydawanych poecie w Moskwie i w Petei-sburgu pano- 
wała zupełna niezależność od ducha rossyjskiego, tu przeci- 
wnie duch niemiecki niemile się dawał uczuć. Słuchano 
improwizacyi Adama z uniesieniem, zapytywano ro o stan 
Litwy. Chlubiono się z tego, że Poznańczycy idą ręka 
w rękę z Warszawą, lecz wracano zawsze do mglistych ab- 
atrakcyi ideologów teutofiskich, zatapiano sig w niezrozu- 
miałych ich formułach i balano, co wieszcz mniema o sub- 
telnych definicyacb, któremi głośni ówcześni profesorowie 
owładnęli uczącą się młodzież. O ile cieszyła go serdeczność 
Poznańczyków, o tyle martwiło ich korzenie się przed filo- 
zofią niemiecką: „FilozoAa, pisze 12-go Czerwca Mickiewicz, 
tu pozawracała łby ; Igkam sig, abym nie przeszedł na stronę 
Śniadeckiego, tak mnie nudzą Hegliści. Cliadzam na Hegla. 
Dwie lekcye zajęła różnica między J'ermai/i i Verstand.''^) 
Wtenczas bardzićj jeszcze utwierdził się Adam w niekorzy- 
stnym swym sądzie o wartości umysłowej pracy Niemców 



') Kori!sponileucija Aifama MkkieKicta t. I. Btr. 4(j. 



i t^o przekonania nic nigdy zachwiać nie zdołało. Z pó- 
źniejszych zdań jego o bałamuctwach mędrków germańskich 
można sobie wyubrazić, jak jego napomnienia gorsz}'ty mło- 
dzież odurzoną gr^ słów swycli psendo mistrzów i zamykającą 
oczy na icłi próżnią moralną. Według Mickiewicza „tilozotia 
nieioiecka chciałaby zatrzymać wszelki ruch ducha ludzkiego 
tolo jego słońca i wbić go całkiem w ziemię, zatrzymała 
nawet postęp nauk ścisłych w Niemczech. Możnaby powie- 
dzieć, 2e sama myśl u nich zapomniała już drogi, kgdy nie- 
gdyś puszczała sig ku ciałom niebieskim. Materyalizm uczo- 
nych francazkich daleko w tćj mierze jest odważniejszy, wig- 
c^ dociekający, niż filozofia niemiecka. We Francyi robią 
przynajmniej domysły co być może na księżycu,* w Niemczech 
cała rzecz kończy się na definicyach próżnych. II^cl na 
przykład mówiąc o kornelach powiada, że fo zanos:;enia się 
na wod{. I czegóż sig ztąd dowia<Iujemy ? Wiele razy za- 
cznie rozprawiać o gwiazdach, o słońcu, zawsze zbywa wszy> 
stko podobnemi wyrażeniami jak śmiatło bierne albo czynne, 
jednia siły, cifikości i ciepła i t. d. Ale co tam dzieje sig 
na tych gwiazdach, na tern słońcu'? — to go nie zastanawia. 
Od chwili, jak Niemcy wyrzekli, że Bóg objawia się tylko 
■w człowieku, że myśl ludzka jest szczytem wszystkiego na 
świecie, nie masz dla nich żadoych jestestw duchowych na 
wszystkich globach świata. Niezliczone gwiazdy, księżyce, 
komety stały sig u nich świecidełkami przyczepionemi do 
2iemi: chcą oni dać obrót światu nie około słotica, ale około 
katedry filozofii swojćj " *) 

Heglistom poznańskim ten zdrowy litewski rozum \)0- 
]ączony z bystrem ocenieniem ostatecznych wyników wykła- 
danych im prawideł zdał się dziwactwem, przestrogi Adama 
drażniły miłość własną ludzi uważających sig za Platonów 
nowego. Sokratesa z nad Sprewy. Niektórzy z nich rozpisali 
się do. prz^aciół Warszawskicli, upokorzeni, że ich uczo- 



') Lileraliira Shnńaiiska t. III str. i'5J— 2ó'i. 



— 10 — 

nośr nie olśniła wcale Mickiewicza i że on otwarcie ganił 
mozolne ich ^Igczenie nad terminologią kryjącą według nicłi 
aksiomata moralne a według niego absolutną nicość. Lele- 
wel miał bibtiograńczną słabość do wszelkich druków. Ogro- 
mne foliały niemieckie i sława ich autorów imponowały mu 
nieco, życzył Mickiewiczowi więcej uległości dla modnych 
doktryn i dla dyalektyki ziomków. Po części dzieląc kwasy 
filozofujących Poznauczyków, zaczepił nie poetę, lecz Malew- 
skiego, który mu na to odpowiedział 11-go Września 1829 
roku: „Daruj mi, kochany Panie Joachimie, jeśli mijając 
chronologiczny porządek, od ostatniego listu odpowiedź moje 
zacznę. Odebrałem go współcześnie z listem Adama z Dre- 
zna do mnie pisanym, długo myślałem i po tern długiem 
myśleniu muszę wziąć obrong Adama przeciwko tobie nawet, 
najdroższy, naj szanownie szy Panie Joachimie. Najprzód urc- 
czam honorem i życiem, żem w ciągu długoletniego obco- 
wania z Adamem nigdy nic od niego nieposłyszał , nigdym 
nic nie dostrzegł, coby komukolwiek z ziomków mogło dać 
prawo do wykrzyknienia: Me dla nas Adam! Po tem urc- 
czenin, choć wiem, że słowo honoru w historyi nie wielkiej 
jest wagi, mogę Cię, Szanowny Panie Joachimie, prosić, 
abyś otrzymane doniesienia wziął pod krjtyczną rozwagę 
i rozpatrzył jak faktum historyczne potrzebujące wielostron- 
nego sprawdzenia. Z kilku słów, bo obszernego listu jeszcze 
nic miałem, wiem, co było w Berlinie, przenoszę się w stan 
duszy naszego podróżnika. Znam młodzież Poznańską, znam 
ją z własnego na miejscu doświadczenia. Niepohamowany 
entuzyazm ze szlacbetnych w gruncie pochodzących pobudek, 
ale tak na siebie niebaczny, że się z najgorętszą skwapliwo- 
ścią chwyta za coś sobie pochlebne, nie pomny, że i pod 
względem nauki i pod wzglądem uczucia zaprzedaje się 
w obce dla siebie, podobno najzgubniejsze ręce. Za dni moich, 
po szale Szleglowskim nastąpił szał Heglowski. Nie rozu- 
miałem dziesięciu lekcyi, ale com na jedenastćj mógł zrozu- 
mieć, przekonało mię, że kursu słuchać warto, że się go po- 
tępiać nie godzi. Prawda, mówiłem, że w Hegiu nowe 



— 11 - 

zstąpiło objawienie, ale przynajiDnićj, kiedy jut mamy jurare 
in verba przysięgąjmyż, W7uczyv¥szy się wprzód historyi na- 
turalnej i historyi powszechni i t. d. i t. d. Adam znalazł 
rzeczy w podobnym stanie, z tą różnicą, że za moich cza- 
sów nie było nad kilku ziomków, on ich zastf^ kilkudziesiąt. 
Upojenie się Heglem nie było mu mile, nie mnićj przypaść 
mu nie mogło do smaku i przejęcie obcych zwyczajów w za- 
bawach, w obiedzie dla niego danym. Te okoliczności mogły 
ostudzać Adama, który i tak do pierwszych znajomości nigdy 
nie miał szczęścia, lecz zawsze zyskiwał na przywiązaniu 
przez dłuższą zażyłośi!." 

Malewski, odpierając zarzuty, czynione Mickiewiczowi, 
wyraźnie był krępowany obawą obrażenia Lelewela, Lelewel 
za^ zbyt łatwowiernie dowierzał wszelkim zażaleniom swych 
korespondentów i, jak niejeden z dzisiejszych krytyków, 
chętnieby posądzał Adama o wkroczenie w szranki bez na- 
leżytej zbroi. Otóż wstręt Mickiewicza do filozofii niemie- 
ckićj bynajmniój nie polegał na nieznajomości jćj mistrzów,*) 



') Ka zasadzie jednego frazesu z listu Mickiewicza z lK22r, 
{Korespondencya Ad<tma IHkkieniita t. I. Btr. 2) P, Chmielowski wy- 
rokuje, że jego studya filozoficzne ograniczaty się w owf-j epoce „na 
czytaniu jakiejś rozprawy Szellinga, a następnie nie miitt sposobno- 
ćci ani chęti prowadzenia ich Jal^j." (Zarys biograficino-tileracki 
t. II. sir, ii)- W wyżćj przytoiiionym liście, Mickiewicz i Kanta 
wspomina. Ponieważ prawie wszystkie listy wileńskie i kowieiiskie 
zaginęły, nie można z pani ocalałych bilt^cikfiw wydać zdania sta- 
nowczego o oczytaniu poety w tych właśnie latach. Blyszatom od 
Franciszka Malewskiego, który z Berlina (ioatarczat Mickiewiczowi 
najnowszych utwonjw w tym przedmiocie i listownie mu dono-^il 
o sporach scholastycznycb, fe Adam jui na Litwie przewcrtowat 
nuićatWD dziel nierotecliich filozoficznymi treści. Dopisek iego na 
bileciku Malewskiego do Polewoja dowodzi, że w Roasyi żywe pro- 
wadził sprzeczki metafizyczne. iŻyn'ol Adama Mickicivic:a t. I. atr. 
242.) Nic Ojczyzna nie straciła na jego niepoddaniu się prąilom 
aiemieckim, bo Niemcy, chociai niektórzy z ich pisarzy zdobyli sie 
na pewną bezstronność wobec Policki , a czasem i na częściowe 
nwiględnienie jśj zasług w przeszłości, filozofa broniącego świc- 



— 12 — 

ale na poczuciu szkodliwości jej dla ducha polskiego. Mło- 
dzież poznańska niarnowak du2o czasu na zgłębianiu czczych 
subtelności, wbijała się w pychę. Zamiast wyłącznie myśleć 
o Ojczyźnie, z niesłychanym natężeniem umysłu oddawała 
się sofizmatom, które ich twórców nie odwodziły bynHjmnićj 
od gnębienia słabszego sąsiada. Można nawet powiedzieć, 
że większa część sjstematów filozoficznych niemieckich uspra- 
wiedliwiała podział Polski i starała się uprannić podboje 
pruskie. Słusznie póżnićj Mickiewicz porównał filozofią nie- 
miecką do gęstego lasn, w którego krzakath zaczajeni roz- 
bójnicy czyhają na przechodnia. 

Ale nie samym Ileglistom nie dogodził Mickiewicz 
i w wyżćj przytoczonym liście z 11-go Września. Malewski 
zbija też zarzuty z innćj strony czynione Adamowi. Do 
Warszawy doleciały zażalenia, jakoby Mickiewicz uchybił 
Muczkowskicmu, co Lelewela tern żywiej dotknęło, że on 
był z nim traktował o wydanie poznańskie dzieł poety 
i uważał się za osobiście mu zobowiązanego. Wieści te 
więc w ]iierwszych chwilacli bardzo Pana Joachima obeszły, 
zaniepokoił niemi Malewskiego, a ten znów owemi plotkami 
Mickiewicza samego turbował, tak że burza w szklance wody 
wywołała cały szereg tłumaczeń. Dla tego też opisujemy 
ji'} przebieg. W Berlinie, Mickiewicz nie zastał Józefa Muez- 
kowskicgo, wydawcy zbioru jego poezyi, ale spotkał sig 
z bratem jego Antonim. Kto nadesłał Józefowi Muczkow- 
skieniu rclacyą z Berlina nie wiadomo, fakt jest, że ten 
ostatni obraził się i że Lelewel początkowo stanął po jego 
stronie. 

Malewski, zagabnięty pnsez Lelewela, nie czekał nawet 
na usprawiedliwienie się Adama i w tym liście z 11-go Wrze- 
śnia, prawie wyłącznie poświęconym obronie przyjaciela, pisał 
do Pana Joachima : ,,0 nie dobrem przyjęciu Muczkowskiego 
nic mogę sądzić, nie wiedząc, jak był, jak jest Muczkowski, 



loici sprawy polskMj nie wydały. Nnpaści łlartmuiia : 

8^ oatatnieiii alowcm tych apologistuw brutnlui'j siły? 



— 13 — 

kiedy sig pokazał, może wówczas zawiązanie rozmowy było 
Bieatosowne. Wyrazy francuzkie najwiccćj mnie dotkngły, 
ale przed kim? kiedy? jak były wyrzeczone? jeżeli były. 
Może też Adam dostrzegł, że tg przysługę edycyi za nadto 
w}'6oko stawiono, że nadto sig z nićj chlubiono. Kiedyśmy 
o tćj edycyi z sobą roi^mawiali, wprawdzie nie chwaliliśmy 
jćj wcale (na końcu dla zrównoważenia tomów przydano wier- 
sse Góreckiego i to jeszcze nie Goreckio^o), aleśmy obaj 
wdzięcznie wspominali zajgcie si$ Muczkowskiego, dokładność 
rachunków. Pisał przecież do Muczkowskiego sam Adam, 
w te słowa własne niechby wierzył, a nie w niepewne wieści. 
Przydam jeszcze, że w liście ostatnim wspomina, że w Berli- 
nie nad zamiar dłużej zabawił, znalazł<;zy wielu zacnych Po- 
znańczyków, z którjmi czas mu prędko schodził. Byli wigc 
i tacy, którym i on i oni jemu do serca przypadli. Musiało 
coś zajść z Muczkowskim poznańskim, czego bez wysłucha- 
nia i drugićj strony roztrzygać nie śmiem." 

Poeta tem niewinniejszą; był ofiarą urojonćj krzywdy 
i niezasłużonych posądzeń, że nie tylko oddawał zupełną 
sprawiedliwość szlachetnym pobudkom, gorliwym zabiegom 
i wzorowćj akuratności Muczkowskiego, aie chwytał każdą 
zręczność wywdzigczenia się mu i pisał na przykład z Ber- 
lina 23-go Czerwca do Malinowskiego : „P. Muczkowski, dla 
któr^o, jak wiesz, mam obowiązki, ogłosił pierwszy tomik 
zbioru dawnych poetów. Tomik ten obejmuje rymy Sępa. 
liiestety ! to ptastwo nie zbyt u nas popłatne. Wszakże 
tizeł>a zachęcać gorliwość przedsięwzięcia. Umyśliłem więc 
tobie stadko Sępów nastać. Dziesięć egzemplarzy na moje 
konto zakup. Gdyby nieszczęściem nic nic udało się sprze- 
dać, weź połowę na mój koszt. ■)." Kiedy pó;hiiij okazała się 
jakad pomyłka w rachunkach Muczkowskiego, Malewski pisał 
o tem do Lelewela: „Wracam do rachunków. Muczkowskiego 
pomyłkę zdaje mi się można za nic uważać. Adam nic 
apomni się o to, biorę na moje odpowiedzialność." 



') KorespomleiKija A. Wckiemkza t, I. -tr. ■ 



— 14 — 

Józef Muczkowski, któremu Mickiewicza wystawiono 
jako lekceważącego j^o osobę, choć krytykował jedynie po- 
prawność poznańskiego wydania, wziąwszy to do serca, po- 
Etanowit usuQ%ć się od wszystkiego, tern bardziej że Księstwo 
opuszczał, i w Sierpniu napisał do Lelewela: „Nim przez 
zdarzającą się sposobność będę mógł z końcem tego miesiąca 
przesłać W. P. Dóbr. pieniądze i sprawę z danych mi pole- 
ceń i uskutecznionego wydania poezyi P. Mickiewicza, upra- 
szam, byś W. P. Dóbr., dla uwolnienia mig od dalszej opieki 
nad pozostałemi egzemplarzami, chciał się porozumieć z któ- 
rym z księgarzy warszawskich, c/yliby nie wziął w komis 
gotowych do podróży, bo już zapakowanych 305 egzemplarzy 
2 nowo wydanym piątym tomikiem. Jestto reszta i w Po- 
znaniu ani jednego nie zostawiam, dla tego, 2eby łatwiej było 
z jednym tylko księgarzem załatwić interesy pieniginc. Cze- 
kając spiesznćj odpowiedzi, bo z końcem tego miesiąca wy- 
jeżdżam do Krakowa, zostaję z najwyższym szacunkiem itd." 

W następnym łiście 3-go Września, Muczkowski żal 
swój najwyraźniej Lelewelowi wypowiada: „Przesyłając W. 
P. Dóbr. rachunek z zebranych pieniędzy za poezye Mickie- 
wicza winienem mu oświadczyć, iż dodatek w końcu rachun- 
ku: trh maufiiise edition, byłem przymuszony umieścić jako 
odwet autorowi za jego niegrzeczność, z którą się przed 
kilkoma obywatelami w Berlinie dał słyszeć, naganiając wy- 
danie poznańskie jedynie dla zadośćuczynienia woli W. P, 
Dóbr., nie bez małych zabiegów dla korzyści autora, przed- 
sięwzięte. P. Mickiewicz pokazał się i ztąd względem mnie 
dosyć niegrzecznym, że przez bawiącego wówczas w Berlinie 
brata mego nie raczył mnie choć ustnie o sobie zawiadomić; 
lubo z mojego o upowszechnienie poezyi interesowania e;g 
powinien był osądzić, że osoba jego i powodzenie nie mogą 
mi być obojętne : a kiedym mu na list pisany z Petersburga 
nie odpisał, to raczćj niepewności, w jakiej zostawałem 
względem jego miejsca pobytu, aniżeli memu niedbalstwu 
powinien był przypisać. Po dziesięcioletnim pobycie w Po- 



— 15 — 

znaniu opuszczam Wielkopolskę i 9-go b. in. wyjeżdżam do 
Krakowa, zkąd może już nie powrócę." 

Bezinteresowność Kuczkowskiego zasługiwała na uzna- 
nie, którego mu wcale Mickiewicz nie odmawiał. Józef 
Muczkowski przecenił doniosłość uwag o kilku niedorzeczno- 
ściacli wydania poznańskiego. Oskarżenia jego doszły przez 
Petersburg do Mickiewicza we Włoszech i poeta ttumaczyl 
ich bezzasadność w liście do Muczkowskiego pod datą 30-go 
Listopada 1829 roku : „Mnczkowskiego paszkwilów przez 
Boga nie rozumiem. Wiesz dobrze, że nigdy nie byłem dla 
rodaków niegrzeczny i pamiętam nawet, że z bratem Mucz- 
kowskiego gadałem, i że mu list bardzo grzeczny do profe- 
sora wręczyłem. Coś mi się obiło o uszy, że go tam na ja- 
kąś fetę nie zaproszono, ale już nie wiem jak to było. 
Wieści te rnusz^ być karą Bożą za jakieś moje grzechy. 
Zdarzyć sig mogło, że o poznańskiem wydaniu, jako o źle 
dmkowanem mówiłem, ale o entrepryzic i o wdzięczności 
dla Muczkowskiego rozwodziłem sig do znudzenia. Pisałem 
nawet do Poznaniu na ręce Bernatowicza, dawnego kolegi 
Nowogródzkiego i Muczkowskieniu odpowiedziałem na jego 
pytania względem pieniędzy. Pozostałe egzemplarze zdałem 
na jego rozporządzenie, prosząc, aby je biednym uczaiom 
rozdarował. Masz tedy nadto już długie wymówki. Powta- 
rzam, że brat Muczkowskiego musiał nakłamać grubo. Mo- 
gły też spaść na mnie różne kłótnie, które danym mnie 
obiadom, słyszałem, że towarzyszyły. Dość już o tem.-") 

Wkrótce Lelewel, zimuićj już rzeczy biorąc, całą winę 
składał na hypocliondryą Józefa Muczkowskiego i pisał do 
Malewskiego : „Trzeba wiedzieć, że Józef Muczkowski stetry- 
czał, narzeka, że Adam nie dał mu o sobie wiedzieć, że może 
się Adam nań gniewa, że na list nie odpisał i za ofiarowany 
^emplarz nie podziękował.''^ Inna musiała być przyczyna 
rozjątrzenia Józefa Muczkowskiego i tego też był zdania brat 



M koresponilimajn Ailmna Mkkicn'k:n t. I. sir. . 
») Ibid. t. III. 8tr. 4',t. 



— 16 — 

jego Antoni: „Przybyły tutaj do Warszawy Muczkowski, pi- 
sze datój Lelewel 6^ Października 1829 r., domyśla si§, 
że ktoś musiał chcieć jego brata Józefowi złość wyrządzić, 
dla t^o o Adamie taką puścił plotkg, a Józef temu uwie- 
rzył. Kto Adamowi sig przysłużył, dochodzić będziemy." ') 
Winowajcy Lelewel nie odkrył, ale okazuje się, że to nie 
brat Antoni w błąd wprowadził Józefa Muczkowskiego, po- 
nieważ Lelewel odwoływ^ sig na jego świadectwo, aby „za- 
przeczać potwarzom." ') Antoni, obecny na uczcie wydanćj 
Mickiewiczowi, bynajmnićj sig na jego obejście nie użalał : 
„Opowiadał mi, pisze Lelewel 6-go Października 1829 r. do 
Malewskiego, spotkanie swoje z Adamem, jak w kompanii 
licznćj Adam dopytywał sig o Józefa Muczkowskiego, czy nie 
spotka kogo, coby go znał, bo mu wdzięczny niemało za tak 
staranne wydaniem w Poznaniu zajęcie sig. Wskazano mu 
na to oświadczenie, że właśnie jest jego brat i zaprezento- 
wano, ale nacisk nie dozwolił Muczkowskiemu z Adamem 
rozmawiać, a wkrótce Muczkowski z Berlina wyjechał i co 
było dalćj nie wie Upewnia mig tedy, że co było Pola- 
ków, przjnajmnićj w pierwszych dniach pobytu Adama, 
z Adama kontenci byli."") 

Nieporozumienia te z Muczkowskim więcćj krwi napsuły 
przyjaciołom Mickiewicza, niż samemu poecie. 

W BerliDie bawili wówczas migdzy innymi: Włodzimierz 
Wolniewicz, Stefan Garczyński, Karol Libelt i Wojciech Cy- 
bulski. O pierwszym wiemy tylko z słów, które wpijał 
24-go Sierpnia 1880 r. do Albumu pamiątkowego Mickiewi- 
cza w Karlsbadzie: „Przed laty pięćdziesiąt jeden poznałem 
cię wieszczu w Berlinie. Ćwierć wieku leżysz w grobie, lecz 
pamięć żyje wiecznie o tobie." *) Stefana Garezyiiskiego 



') Ibid. t m. 8tr. 50. 
') Ibitl. t. Ul. att. 49. 
') Ibi'l. 

*) Ś. p. "Włodzimierz Wolniewicz byl właścicielem w 
f Poznaiiskicm, 



- 17 — 

wpływ Mickiewicza oderwał od filozofii niemieckiej i przerzu- 
cił do poezyi ojczygtćj. Libelta zraził poeta, nie podzielając 
czci jego dla tćj kuźni niemieckiej, wyrabiającej niesłychaną 
moc syllogizmów, Wojciechowi Cybulskiemu zawdzięczamy 
najwięcćj szczegółów o pobycie Adama w Berlinie. „Cała 
młodzież uniwersytecka, pisze Cybulski, słuchała łlegla, mia- 
nowicie Polacy byli najgorliwszymi. Nie było zadnio zebra- 
nia, na któremby nie rozprawiano o przedmiotach filozofi- 
cznych. Wprowadzono, także Mickiewicza na jeden z jego 
odczytów, a mianowicie na odczyt z Ic^ki. Przedmiotem 
wykładu był rozwój rozumu i rozsądku. Hegel nie miał daru 
wykładów, trzeba się tiylo do niego przyzwyczaić. Micldewicz 
nie bardzo lub wcale nie okazał wrażenia i wyprowadził tylko 
wniosek, że mą2, który tak niejasno mówi, tak się męczy 
caluteńką godzinę, by rozjaśnić znaczenie dwóch pojęć, pe- 
wnie się sam nie musi rozumićć. Libelt odpowiedział na to, 
że niepodobna wystawić sobie psychologicznego stanu czło- 
wieka przy zdrowych zmysłach, któryby mógł mówić godzinę 
sam siebie nie rozumiejąc i wywierał podoboe wrażenie na 
słuchaczy, których na setki liczono." ') „Metafizyka zaczjiia 
sif tam, mówił Yoltaire, gdzie profesor i uczeii jeden dru- 
gi^o nie pojmoją," co nie wyklucza bynajmniej, że obie strony 
są ze siebie zadowolone. Powodzenie niezmierne w staro- 
żytności tylu czczych sofistów greckich świadczy, że można 
nie tylko całemi godzinami, ale całemi latami odurzać siebie 
i drugich rozumowaniami, których sensu nikt ostatecznie nie 
donuica się. Jużci nauka Hegla strasznie była zagmatwana, 
gdy „po dziesięciu leciech nauczania filozofii na katedrze 
w Berlinie zostawił swoich słuchaczy w wątpliwości o tern, 
czy przypuszczał bytność Boga osobistego, duszy nieśmiertel- 
nej i niewidom^o świata? Przecież wykładał on filozofią, 
nie chemią, ani fizykę, albo historyą naturalną. Jeżeli nic 
pewo^o nie wyrzekł o Bc^d, o nieśmiertelności duszy, 
o ćwiecie niewidomym, o czemże przez dziesięć lat gadał?"*) 

') Odciytij o poezyi polskuj str. 215. 
•) Literatura stoniaiiska Ł III. str. 215. 



Sąd Libelta był słuszny, że Mickiewicz „nie cierpiał 
abstr&kcyi mcmieckich", *) ale nie tylko Hegel, lecz i jego 
buchacze nie mni^ go gorszyli. Tak on oddaje wrażenie 
jakie na nim wywarli : „Niechaj kto szuka typu ludzi zdol- 
nych czuć rzeczy wniosle. , . Wszedłszy do sali prelekcyi 
w Niemczech znajdiye sig wpośród głów obciążonych formu- 
łami, posępnych, zwisłych ku ziemi, jak gdyby był w ogro- 
dzie maku. Widać tam zaraz, że wszystkie umysły posku- 
pialy sig całkiem w czaszkach, zostawiając serca oschle 
i czułe tylko na wrażenia życia zwierzgcego. Jeżeli czasem 
na tych czołach przeminie coś na kształt radości z pojgcia 
t^j lub owśj formuły oderwanćj, wzruszenie to, zadrganie, 
pochodzące jedynie z mózgu, ze krwi, bardzo jest podobne 
do tego, jakie można widzieć migdzy grającymi w bursę; 
jest radością z zysku, nic w niem nie masz przenikającego 
do ducha."*) 

Poetg korciła myśl, że wielu Poznańczyków, nasłuchaw- 
szy sig tych przygnębiających doktryn, stanie sig podobnymi 
do zaroznmiałćj, a samolubnćj młodzieży niemieckiej. Zby- 
teczne hołdowanie Heglianizmowi nie wstrzymało młodzieży 
od objawów najżywszćj dla Mickiewicza admiracyi: „Wszy- 
scy, pisze Cybulski, ubiegali sig o to, by Mickiewiczowi 
okazać uwielbienie lub ofiarować usługi. Co dzień miały 
miejsce zebrania prywatne i obiady, zwłaszcza, że to była 
chwila jarmaku na wełng, na który wielu obywateli z Po- 
znańskiego przybyło. Podczas jednćj z tych uczt, poeta, gdy 
już wstano i zaczęło coś śpiewać przy fortepianie, nakazał 
milczenie. Wszyscy byli posłuszni. Poeta improwizował, 
śpitwąjąc przy akompaniamencie fortepianu na nótg: Za szu- 
mnym Dniestrem. Pieśni tćj, ponieważ nie było pod ręką 
ani papieru, ani ołówka, a wszyscy byli rozochoceni, nikt 
nie był w stanie spisać. Przypominam sobie tylko, że obu- 

') Liat Libelta do Bełzy w Kronice z iywola Jl!ii-kiewic:a. 
etr. 248. 

') LiUralma słomaAska L IV. Btr, 22. 



— ła- 
dziła wówczas zapuł nie^ychany, równie jak druga pieśti, 
także improwizowaua , którćj treść dotyczyła unii Litwy 
z Polską, tg już pisać się przygotowano, lecz każdy wolał 
slacłiać niż spisywać. Poeta śpiewał na melodyą poloneza 
Kościuszki. Przypominam sobie tylko cztery wiersze, które 
sam zapisałem: 



Czy to 


z Litwy, czy z Poznania, 


Ohociaż 


T6iB6 nosim bronie, 


Nic nai 


D bracia nie zabraoia 


Wspóin 


e Bobie podać dłonie. ') 



13-go Maja, po innym takim obiedzie, udano sig do 
Poznaiiczyka Eulogiusza Zakrzewskiego, który go wierszem 
przywitał. °) Zdaje sig, że Zakrzewski, przecliadzając się 
w towarzystwie kilku kolegów świadomych, jak on, że Mic- 
kiewicz musi już znajdować się w Berlinie, pozn^ poetę, 
mówi mu bowiem: 

Mickiewicz, toś ty byt! W»zakżei sie nie mylę. 
Poznotem cię za znakiem, coś m^j duszy wtłoczył. 
Nie znanym ci był, alo ja znalem cii; tyle 
Dawniej , nitelim dc zoczył ! 



•) Wojciech Cybulski. Oikzylijt o poevji polskWj t I. str. L'll, 
Poznań 1870. 

•) Wieraz ten przytoczony w całości na str. 2r)i» t. II, W)'d. 
z 1872 r. korcspiaidmaji Adama Mickiewicza. Aatograf Zaltrzewskie- 
go wierszu opatrzony naat^pnym przypisctii : „Wiersz ten napisany 
do Adama Mickiewicza w dzień, kiedy tcn'c przyjechał do Berlina 
i aamotnio wieczorem przechadzając się |ioil Lipami, od rodaków 
poznany został. Wiersz ten itiiat mu być aninnjme do stancyi prze- 
słany, lecz gdy autor osobiście miał szczęście poznać te^i) kcula 
wierazAw, za niegodny poczytał ton pidd Hwcgo szalu udzielenia te- 
muż mężowi. Lecz jak zbytek radości z widzenia go w Berlinie 
ośmieli! do napisania tych rymów, tak uczucie dla niego wyniesione 
do najwyższego stopnia w dniu 13-go Maja, gdy tenże improwiza- 
cyami najpyszniejszenii przez cztery przeszło go<lziny wszystkich 
nmysly rozognił, przywiodło do przeczytania ich, tak jak hyly 
w brulionie. Te na rozkaz tego trysokiego wieszcza zostały mu 
tutaj przepisano i wn.^zone dnia Ii>go Czerwca. E. Z," 



jakiż dźwięk czarujący ji',n'i glos 
slow jego ! Eiitu/jnzni dos/cdl by 
kiedy poeta, cny to w czuciu be 
czy w świadomości hezwzfitfdnój w 
czy też w zaininrze, aby mlod/ioż, 
i w zagraniczni poezyi i titeraturzt 
nia niż w swojój własnój znajdującą, 
iiio>szym dla krajii natcluifjł duchen 
w chwili powszeclinego uniesienia, lit 
cyą, wyrzekł z całą duin^ wcwnętrzn 
Móreśmy wiernie zachowali w paniigt 

Czyś ty mi !<cliillpr lub C 
Widiial rfnviii'go poetę?") 



') libelt inacit?] sBpnmi^tsl pier»v9zi 
' następne przytacza: 

Nietib mi Schiller albo ( 
k-Wakaźe równego poele! 
W'Jm Pan rymów: silą duc 
'Wskrzeszam temu co mi 
Z piersi mojf^j pieśii. 
Niejaki P. S. (zapewno .Skarżyński), 
■ - ■ ■ Beiaie U7.rr<- ■•— 




— 21 — 

„O nie! O nie! odpowiedziały glosy. Ty wieszcz nad 
wieszczami! Ty wieszcz z ramienia Boga! Wieszcz z ar- 
chanielskiemi skrzydłami i głosem, dzierżący w ręku miecz 
archanioła! Ty Polski, tyś naszym duchem. Tyś Polski, 
tyś naszym archaniolem-stróżem. Ty naród, jak nas w Łćj 
chwili, uszczęśliwisz. . . Oto wrażenie jakie na słuchaczach 
sprawiły słowa Mickiewicza. Oto bezpośredni s%d o potgdze 
jego gieniuszu. Ludzie zimni i krótkiego wzroku nazw^ 
natchnienie takie zarozumieniem i dumą, my nazywamy ne- 
nmfłrznem przeiwiadczenićm ducha, isltrą, boską, która wszę- 
dzie, gdzie padnie, nowe życie zapładnia." ') 

Mickiewicz, jeżeli Hegla nie podziwiał, to nie mi^ do 
Niemców uprzedzenia i z innym profesorem berlińskiego uni- 
wersytetu zawiązał serdeczne stosunki. „Zapoznano go, pi- 
sze Cybulski, z Gansem, który wkrótce bardzo sig zaprzyja- 
źnił z poetą i na jego cześć dał obiad, zapraszając zarazem 
znaczną liczbę Polaków. Oans podówczas miał swe znako- 
mite odczyty o rewolucyi francuzkiij. Cfda młodzież uniwer- 
sytecka ich słuchała. Największa sala nie starczyła na po- 
mieszczenie słuchaczów. Kreślił wówczas historyą traktatu 
w iedeć sinego, przyczem po mistrzowsku charakteryzow^ 
rządy, udział w nim biorące. Wybornie przedstawił nowe 
zapatrywania na Rossyą, dziwiono się tym wybitnym właści- 
wościom, które wykazywał. Nie wiedziano, iż sig ich nau- 
czył od poety a niemi wysoko podniósł swoje odczyty, lecz 
przy tój sposobności dał dowód dla poety największego pu- 



z 21-go Grudnia 1B74 r. zaczyna, od wyznania, że m^o co panuctft 
o pobjcie Mickiewicza w Berlinie, a potem dodaje, ii. deklamował 
nędznie, miał „głos slaby, prawie piskliwy" (atr. 223 w Kromce z ty- 
cia Adama Mickietcicia). !Moie głoa Mickiewicza byłby sig wydi^ 
Libeltowi dźni^iniejf^zym, gdyby spory filozoficzne z poct^ nie byljr 
go ^le usposobiły. Adam w liście późniejszym nazywa Libelta 
„zimnym filozofem." (Listy tlo Honstanofi atr. 10, Poznań 1803 r.) 

') W piśmie Itoh 1845 pod względem oświaty, przemyśla 
i wypadków czasowych, w artykule Dr. Cybubkiego: Mickiauicza 
morahe i poetyckie stanowisko. \U1, 34—35. 



— 22 — 

blicznego uznania. Mówił o dzidach „stu dni,*' wystawiając 
Napoleona jako Tytana, co raz jeszcze wziął na swe barki 
liistoryą świata. „Byłaby to, dodał najwspanialsza treść do 
epopei nowożytni, gdyż wszelkie ludy Europy, jak niegdyś 
greckie szczepy przed llionuui, wystąpiły do wspólntj walki 
przeciw jednemu powszechnodziejowemu ludowi, przeciwko 
mętowi, co stał na j^o czele. Pomiędzy żyjącymi poetami 
znam jednego tylko, zdolnego opisać ten wzniosły przedmiot. 
Zaszczyca on w t^j chwili mój odczyt, a należy do narodu, 
który do ostatniej chwili walczył przy boku bohatera. Oka- 
zał on niesłychane zdolności w swych dotychczasowych 
utworach ducha i dla tego sądzg, te jest jedynie godnym 
opiewać treść tak wzniosłą!" Oczy wszystkich szukały po 
sali nienazwanego poety i wkrótce z ust do ust przecho- 
dziło imig jego podane przez znajomych. Gdy przy wyjściu 
wszyscy koło niego sig kupili, Gans podał mu ramię i wraz 
z nim opuścił audytoryum." ') 

Mickiewicz spełnił zapowiedź Gansa w części przynaj- 
mniL^, co sig odnosi do jego ojczyzny. Przezeń Polska prz)- 
łączyła hymn swój na cześć Napoleona do natchniefi innych 
wieszczów, których bohater za sobą pociągnął. Ze strof 
tych może powstanie kiedyś prawdziwa epopeja Napoleońska, 
jak Diada powstała z urywków rapsody! wszystkich ludów 



') Oilezijiy o poczyi iwUkićj etr. 214, Gana urwlzil sig w 17',iS 
roku. '/i powodu prciekcyi o poet^jiic w OBlatnim piędiiicsi<:cio1cciii, 
nąd pnislii zawiciiit jejro wykUdy. Gans zot^tał do kocka, żyatliwy 
Polakom i u nich mir /acfiowat, umnrł Ti-go ilaja 1&J1> r., pogrzeb 
odbył aip w-RO Maja. „Cały uniwersytet, akademicka m!odxii'ż, 
a szciegfllniój Polary, na uniwersytecie w Berlinie zostający, nieśli 
na barkach drogie szczątki uwielbianeffo nauczyciela." I Ti/;/0'iniA 
literaM, Poznań, w t-ierpniu ISSU r.) „Kuchni on, wyrzekł pro fcsnor 
Marlieineke nad jego grobem, wolność nauki, wolnoii' duclia, ^¥ol- 
ność ludów, ponieważ ii'j istota była mitośir, a miłośi; jest wolnośi', 
wolność miloHcią. Kochał prawdę, w ji^j źriidlc tylko szukał prze- 
konania, nic zaś u mocarzy ti'go świata, aby podług ich zttaiiia 
własny sąd nastroić, gardził taką drogą, kt<'ira dzi.4 dnpronadza wielu 
do chlebai, pozbawiając ich szacunku innycłi." 



— 23 — 

Hellady. Już w 1829 r. poeta polski wyrobił w sobie te 
głębokie poglądy o Napoleonie, które wspaniale rozwinął 
w ColUge de France. 

Silniąjsze i trwalsze wrażenie niż na Gansie wywarł 
na dwudziestodwuletnim Stefanie Garczyńskim. Poetyczny 
ogień zapalony w jego duszy żywem słowem Adama oczyścił 
ją z mętów heglowskiej filozofii. 

Garczyński dozgonną mu zachował wdzięczność, której 
ślady znajdują się w jego dzietacb. Jeszcze z Berlina ode- 
zwał się wierszem do Mickiewicza: 

. . , Tak, kiedy czucia twego zadiwieczyiy strony. 
Ja śpię, aż rozpoczynam od ciebie budzony. ') 

Nieśmiały młodzieniec długo ukrywał przed Adamem 
tajemnicę swego poetycznego zawodu. 

W ostatnich dniach pobytu Mickiewicza w Berlinie 
młodizież coraz bardziej garnęła się do niego: „W Berlinie, 
pisał sam Adam 3-go Listopada do Malewskiego, zdaje się, 
że wszyscy ze mnie byli radzi, bo mnie uczniowie fetowali 
i w nocy do powozu odprowadzili, a dla Poznańczyków 
obywateli powziąłem szacunek i mam dowody, że mnie na- 
wzajem lubili i najmilej przyjmowali: z nimi w Berlinie 
ciągle żyłem." *) Potwierdza to Cybulski, opisiyąc odjazd 
Adama. „Na pożegnanie, pisze on, zgromadzili się jego 
znajomi jeszcze raz na wieczorne zebranie. Bawiono poetę 
śpiewami patryotycznemi, narodowemi i ludowemi, o co 
Bzczególnićj prosił. Wiele rzeczy nieznanych zanotował so- 



') Z rękopisu znajdującego się w Bibliotece JagieUońskiiij cy- 
towanego przez Chmielowskiego. W przedmowie podpisan(?j 13-go 
lipca 1820 r. Garczyński pisze: „Trudniłem się juJ wprawdzie da- 
wnii^j poezyą; zatrudnienie to jednakie nigdy czasu mego nie pię- 
tnowało. Poznanie przypadkiem .A.clama Mickiewicza takie wrażenio 
na duszy m^j wywarło, ie od tego czaau gwałtowną chęć pisania 
uczułem." 

*) Korespoiidćnaja Adama Mickiewicza t. I. str. "il. 



— 24 — 

bie. Pożegnał się z towarzystwem już późno. O północy 
odprowadzono poetę do tiotelu. Gdy mu jego towarzysz 
podróży, hrabia Plater robił wyrzuty, że go tak długo nie 
było, wówczas gdy konie pocztowe już od godziny czekały, 
odpowiedział: Patrz na tych naszych braci, a Jeśli masz 
serce odeślesz konie, abyś sam w ich towarzystwie moment 
przeżył, jakich mało w tem życiu mieć bgdziesz," ^) Że 
Mickiewicz nie przesadzić wzniosłości tych chwil, świadczy 
Cybulski: „Jaki zaś, pisze on, od czasu pobytu Mickiewicza 
w Berlinie aż do chwili powstania panował duch pomigdzy 
młodzieżą polską w tem mieście, nie tu pora o tem mówić. 
Dosyć nadmienić, że od lego czasu zgoda, miłość, brater- 
skość, zapał do nauk, obyczajność w życiu i pożyciu, przy- 
tem pewien rodzaj egzalŁacyi, przeczucia i oczekiwania, na- 
dzieja i wiara w przyszłość, ożywiały wszystkich umysły 
i serca. Zdawało się, jakoby ducli promienisty przeniósł sig 
z Wilna do Berlina. Całą tg przemianę spraw- kilkodniowy 
pobyt Mickiewcza." ^ 

Jechał wigc Mickiewicz do Drezna pod miłem wraże- 
niem tego ciepła polskiego, które mogły przypniszyć, ale 
nie zdołały zgasić naleciałości cudzoziemskie. W owyni 
czasie, cały transport wydania Petersburskiego, wysłany do 
Krzemieńca Aleksandrowi Mickiewiczowi, przepadł w drodze. 
Malewski ^^^§~-^,^-" doniósł o tem I^elewelowi: „Od Adama 
dwa listy już miałem z Hamburga i z Berlina, oba z data- 
mi , dobrze złożone i nieźle zapieczętowane. Prosiłbym 
łaskawego Pana Joachima, abyś, jeśli to być może, za po- 
wrotem Edwarda^) pozwolił mu dla mnie ze swoich ode- 
branych listów co ważniejszego wypisać. Po tak nagłym 
odjeździe, nie mogę jeszcze przemódz na sobie, abym nie 
wiedzie jak można najwięcćj o wędrowniku. Cięży mi te- 
raz na sercu zawód doznany ze sprzedażą dzieł jego : wy- 



') Oitczyti/ o poezyi polskidj atr. 214. 
■) Rok 1845, Btr. 35, 
') Od>'ńca. 



słane do Krzemieńca w Kwietniu egzemplarze dotąd tam nie 
stanęły. Najmniej z 1000 r. na tem straty, a długo trzeba 
czekać nim się to naprawi. W przyszłym roku powinien 
wydać coś nowego na zapewnienie dalszćj podróży. Przyłą- 
czam list do ni^o, oddanie na pocztę i opłata pada na Wa- 
leryana." *) 

Lelewel szczerze był Adamowi oddany i z klassykami 
ujadał sig o niego, ale żył z nimi i Przedmowg petersburską 
uważał za zbyt surową dla Warszawy, na co mu Malewski 
odpowiada: „Radbym uwierzył w uwagi nad Przedmową i or- 
tografią, lecz mam fakta po sobie. Byrona i Walter Scotta 
nie było wprawdzie za życia Dmochowskiego, lecz był Goethe 
w całi?j swojćj wielkości, był Schiller, a co najwięk.sza, był 
Szekspir. Jeśli to było czytane, jakże się mogło utaić, kiedy 
wiadomo, że nauka nie może się utaić. JMożna było ignoro- 
wać wówczas Niemców jawnie, lecz czytać w kącie zawsze 
■warto było, a podług czytanego zawszeby się sąd urozmM- 
cił i nie urósłby stos sexternów, aniby wychodziły całe ge- 
neracye pełne takich uprzedzeń, z jakiemi teraz walczyć po- 
trzeba. Nic byłoby ludzi, którzyby czekali aż na WaZ/enrorfa, 
z przyznaniem Adamowi talentu i myśleli, że ta jałmużna 
z ich ust będzie wielkim dla niego zasiłkiem. Może w roz- 
mowach warszawskich wigcśj jest dobrego ; w pismach, w ie- 
kcyach, na pensyach brzibią jeszcze nie zużyte cymbały. 
Wczora jeszcze słyszałem kogoś, wrócił z Warszawy i po- 
przywoził pełno zdań Beockich, mam wielkie podejrzenie, że 
świeJo słyszanych. Może dziś Towarzystwo nie zamierza ko- 
deksu ortograficznego. Lecz to pewne, że dawnićj zapowia- 
d^o komissyą do ustalenia pisowni, a nawet przez byłego 
Prezydtnta oświadczyło sig wyraźnie, ii a i e kreskować nie 
będzie. Wcale sig inaczćj wydaje wszelki krok Towarzystwa 
na prowincyi, niż w małćj izdebce, w którój kiedyś byłem. 
Mojore longinąue remreniia. Może nie mam racyi , lecz mi 
tego nie zaprzeczysz, Szanowny Panie Joachimie, że masz 



*J Knuiuakiego. 



Itologów, którzy myślą, że to jest właśnie rzecz Towarzystwa 
napii^ać stałe prawidła pisowoi, stały słownik syDOnimów 
i stały słownik starożytności polskich, a wszystko raz na 
zawsze, bo wspólną urzędową kolegialną pracą. Te słowni- 
kowo ortograficzne przedsięwzigcia przypominają mi Szlegla, 
który akademią francuzką z jćj słownikami porównał do cy- 
rulika, który tak powoli golił, że broda z jednój strony od- 
rosła, póki on drugą był zajęty." '■). 

Na pierwszą wieść o Lelewelowskich skrupułach, Mic- 
kiewicz z Berlina 12-go Czerwca tak się mu tłumaczył : 
„Słyszałem, żeś nie bardzo rad z przedmowy! Cierpig nad 
tem. Myślałem nieraz pisząc, że cię do śmiechu pobudzi. 
Powiedz, dla czego miałem oszczędzać krzyklmif czeladkę 
Parnasu, jak nazywa Trębecki. Wielkie też oni zadali ciosy 
literaturze, głupiemi radami swojemi zły smak zaszczepiając. 
Odyniec choć ich nie lubi, jednakże uległ nieco ich wpły- 
wowi i głupstwa niektóre ledwie źe nie admiruje. Może 
w innych naukach macie tam dobrych pracowników, ale 
w literaturze, cofniono się o pól wieku nawet od Rossyi. 
Cokolwiek będziesz myślał, jeszcze im dokuczę nieraz, niech 
sobłe co chcą na mnie piszą i jak chcą potępiaj ą."'') 

Zapewne, że i Lelewel niektóre głupstwa klassyków 
warszawskich, ledwie że nie adrairowal, nie dał się przeko- 
nać, posądzał Adama o zarozumiałość i cierpko się na niego 
użalał. Wywołał odpowiedź Malewskiego, którćj urywek 
podaliśmy, a dokończenie przytaczamy, ponieważ zamyka się 
na tem zawzięta polemika warszawskich klassyków z lite- 
wskimi romantykami. Pan Franciszek nie przewidywał, że 
spór literacki pełen pozornćj żywotności w samćj rzeczy do- 
gorywał : „Niechby, pisał on, ci co pomawiają o upojenie 
się dymem pochlebstw i o traktowanie z góry przychylnych 
osób, niechby świadkami byli, jak Adam mówi o Byronie, 
Moorze, Goethem, Skocie, jak szanuje ich dzieła, jak skrom- 

') List z 11-go ■\Vrze«nia 1829, 

'J Aorćspoiiilciiei/a J. Mickieifieia t. III. 9tr. 2!)5. 



— 27 — 

nie, mojem zdaniem zbyt skromnie, swój do nich stosunek 
ocenia, jak go nigdy robione nad jego dziełami postrzelenia 
nie obruszają, jak nawet do uwag sig nakłania, a w rze- 
czach krajowej literatur)' jak jest wyrozumiałym sędzią, jak 
wszelkie piękności podnosi, z jakim zapałem powtarza wier- 
sze Zaleskiego, Niemcewicza. Nie skończyłbym, gdybym 
miał wyliczać wszystko, co go różni od ludzi odymanych 
pochlebstwami. Któż mu wreszcie pochlebiał, rozumiejąc 
pod tym wyrazem bezwzględną pochwalę : rossyjscy literaci 
i kobiety. Ale są zdania, opinie, reputacye, którym Adam 
otwartą wojnę wypowiedział i to nie ze względu na osoby, 
lecz na dobro krajowej literatury. Ile razy przychodziło 
o nie zawadzaf, prawda, '/.e nie szczędził wyrazów, nazywał 
rzeczy po nazwisku i wyszlifowany jak palce szulerskie gust 
często obrażał. Tu właśnie wielu dostrzega skutki pochlebstw, 
widzi symptomata zarozumiałości. Czuli adoratorowie Bar- 
bary, przebaczyć mu nic mogą, że o Felińskim, o gieoiuszu 
Wołynia mówi nie na klęczkach: wieczni dcklamatorowie 
Cyda, AUyry, odchodzą zgorszeni, że Mickiewicz nie przestał 
palić lulki wśród ich extozyi. Widywałem osoby stygnące po 
takich pierwszych spotkaniach. Podobnie stygły przychylne 
osoby, kiedy Adam nie chciał po obiedzie zaimprowizować, 
kiedy w sali nie szukał zręczności prezentowania się pol- 
skiemu hrabiemu! nic wpisał wierszy do sztambuchu, nie dał 
egzemplarza swoich poezyi, pokazał wyraźnie, że nie jest 
biednym, potrzebującym laski, zadrwił nieco z protekcyi, 
z dawanych mu instrukcyt, nasuwanych do pisania przed- 
miotów i tysiąca innych tego rodzaju pobudek. Ale ta to 
władnie niepodległość, bo wigcij nigdy nic nie widziałem, 
d^a nam Wallenroda. Zawczasu jestem przygotowany na 
najsprzeczniejsze z mojem przekonaniem opinie o Adamie, przy- 
wożone z zagranicy przez własnych ziomków, lecz obok tego 
mam mocną wiarę, że najpiękniejszy jego charakter po nie- 
jakim czasie wyjdzie tak na jaw, jak wyszedł już jego ta- 
lent. Żałować tylko będę, jeśli jak przewiduję, wprzódy się 
na nim obcy poznają niż swoi. Co do tegoczesmfj naszij 



literatury, Mickiewicz już w swojćj przedmowie wyspowiadał 
się z głębi duszy, oie ma nadziei, żeby zdanie cofnął; ci 
którzy go po odczytaniu mieli za straconego, niech go już 
mają na zawsze, lecz niech się przygotują posłyszeć, że 
w Adamie byl doskonały kwadrat serca i gieuiu^zu. Będą 
może zmuszeni cenii^ osobę, nie cierpiąc ballad, nie nawidząc 
wierszy nierymowych i gniewając się za przedmowę. Za- 
nadtom podobno sig rozpisał, ale mi szło bardzo o to, żebyś 
Pan podzielił moje przekonanie i nie bolał z powodu biega- 
jącycli wieści o Adamie, dla którego pewnie ta boleść Pana 
Joachima byłaby smutniejszą i dotkliwszą niż wszystko, co 
o nim było i będzie mówione. Pomimo to wszakże napiszę 
od siebie do Adama, powiem mu szczerze moje myśli, jestem 
pewny, że jeśliby w czem chybił, to zaraz naprawi." ') 

Wszyscy oczekiwali z jednćj strony często powtarzają- 
cych sig Szturmów, a z drugićj zaciętój obrony. Ale wkrótce 
jedni spostrzegli, że nie mieli o co dobijać się do fortecy, 
która sobie zostawiona nic mogła nie poddać sig, a oblężeni 
tem bardzićj upadli na ducliu, że nieprzyjaciel nawet ich 
turbować nie raczyŁ fiewolucya 1830 roku zagłuszyła lite- 
rackie kłótnie, ale i bez wybucłiu listopadowego Mickiewicz 
nie byłby odnowił wycieczek na krzykliwą czeladkf Pamam. 
6-go Lutego 1830 roku pisze on do Lelewela: „A propos 
literatury, cliciałem jeszcze raz o moj^j przedmowie do ciebie 
napisać, ale już miejsca nie ma. Wreszcie wolę przyszłcmi 
dziełami (jeśli si§ urodzą) na zarzuty odpowiedzieć." *) Żadna 
już napaść późniejsza nie zmieni tego zapatrywania i do 
końca życia Mickiewicz krytykom inacz6j nie odpowie jak 
czynami lub dziełami. 



■) Liat z n-go Września 1829 r. 

') Korespondencja Adama Mickiemcza t. IIL etr. 2'Jij. 



II. 

Pobyt w Dreźnie, Pradze i Karlsbadzie. Poznanie się z Goethem 
w Wejmarze i podrói do Wtooh. 

Przyjemny trj'b życia w Dreźnie i zawarta tam znajomoM^i. (.'el 
wycieczki do Pragi i Btosunek z Wacławem Hnnką. Powzięta myi*! 
Dspisania ilrnmatu o i^yżce. Kuracya w KarUbadsic i połączenie 
się z Odyiicem. Droga do Wejjnarii. Uprzejm* przyjęcie Goetłipgo. 
Mickiewicz staje bIę codzieDnym gościom niemieckiego poety i bie- 
rze udziat w uroczystym obchodzie jego imicDio. Zbli;tenie eię 
z Dawidem d 'Angere, Wykonanie przez tegoż medalionu Adama 
i portret przez Szmellera do zbiorów Goethego. "Widzenie się 
w Bonn z Wilhelmem Schleglem. Droga przez Niemcy i Szwajca- 
ryii do granicy wtoakii'}. 



Drezno „chociaż ciasne i ciemne" ') wydało się Mic- 
kiewiczowi „milszem daleko" *) od Berlina. Sławna galerya 
obrazów data mu przedsmak arcydzieł muzeów włoskich. 
W Dreźnie byli Polacy liczni i dobrze widziani. Poeta po- 
znał jenerała Kniaziewicza, miał więc żyjącą kronikę Le- 
gionów, Bywał w kilku domach polskich : ti Pani Dobrzy- 
cki(?j, u Państwa r.abcckich i donosił Malewskiemu że „tu 
Mazurów i Warszawiaków ledwie nie tyle co Niemców, 
a wszystkie Mazurki ładne." ^ Poznajomił się Adam z Fal- 



■) Korespondenajn Adama Aliekiemaa 

») Ibid. 

*) Ibid. Btr. 49. 



kcnsteincm, bibliotekarzem królewskim, biografem Kościuszki, 
i z Aleksandrem Bronikowskim, autorem licznych romansów 
po niemiecku. Czas mu schodził przyjemnie. „Mam, pisał 
do Fr. Malewskiego 15-go I.ipca, o pięćdziesiąt kroków Elbę 
i piękne przechadzki. Dzień mój tak się pospolicie toczy: 
o 6-t4j, jeżeli pogoda, w szkole pływania; po 8-m<?j idg z ka- 
talogiem w kieszeni do galeryi obrazów i tam siedzę, a ra- 
czój chodzę do J2-ŁĆJ lub 2-giej i potem z kochanym jene- 
rałem gdzieś na obiad, lub gawędkę, lub wizyty." ') 

Nic długo jednak zatrzymał sig w Dreźnie i w połowie 
Lipca wybrał się w towarzystwie Morozewicza do Saskji^j 
Szwajcar)!. Po kilkudniowej wycieczce wśród uroczćj natury 
i gór wspaniałych Saksonii udał się do Czech. Ciekawy był 
przypatrzeć się widokowi narodu, wygrzebującego się wla- 
snemi siłami z pod min wiekowego ucisku i poznać ojców 
filologii słowiański^. O ruchu literackim w Czechach ob* 
szeme mu był przed laty przysłał sprawozdanie Franciszek 
Malewski, który liczne zawiązał w Pradze stosunki i zaprzy- 
jaźnił się z Hanką. W Sierpniu 1823 roku Maryan Piasecki 
zawitawszy do stolicy czeskiój, dopisywał się na liście (do 
Malewskiego) „poczciwego Hanki, u którego tyle Pan umiał 
pozyskać przewiązania." Hanka zaś swoją czeską polszczy- 
zną pisał do Malewskiego : „Kochany Franciszku, z iiie- 
ukoutcntowaniem serca wiadomość ci dawani, żem bardzo 
już rozgniewanym, że do mnie żadnego listu lak długo uie 
posyłasz." Więc nic jako turysta zawitał poeta polski do 
ojczyzny Żyżki. Wiele lat póinićj ce! tćj podróży tłuma- 
czył: „Umyślnie po to jeździłem do Pragi w 18211 roku, 
abym ])oznaI tamecznych filologów i rozpatrzył się w icli 
dziełach. *} Jeżeli, według słów Zyżki, sam odgłos bębna 
z jego skóry miał zmuszać Niemców do ucieczki, to do dziś 
dnia samo nazwisko ich pogromcy wywołuje cały szereg ol- 



'I Korespondi-ncya Adama Mickietfieta t. L Htr. JSI. 
*J I.iat z i!l Lipca 1S4(J na str, ^_*5 1. 1. Koreiponiiencji Ailama 
Mkkitmeza. 



- 31 — 

■brzymich walk Czechów o niepodległość. Nic dziwnego, że 
taka postać bohaterska obudziła w Mickiewiczu chęć jćj 
opiewania, zbierał o ni^ szczegóły historyczne, w czem mu 
Hanka dopomagał, ale zaniechał dramatu, ^) bo inny bohater, 
lud warszawski, wystąpił na scenę i gromy bitew polskich 
oderwiJy poetę od czeski<^ przeszłości. Literaci w Pradze od 
dawna go znali z dzieł i z opowiadań Malewskiego i Piase* 
ckiego. Przyjęli go najserdeczniej, i opuszczając Pragę 24-go 
Lipca zapisał się w pamiątkowej ksigdze Hauki jako jeden 
z jego wielbicieli. *) Mało pozostało piśmiennych śladów 
bytności poety w Pradze, ale mile z nićj wywiózł wspomnie- 
nia. Wyuczył się dość mowy czeskićj, aby o sobie powie- 
dzieć „umiem po czesku nie?,le." ') Z wiadomości zaś ze- 
branych o słowiaiiszczyznie skorzystał później przy wykła- 
dzie literatury słowiańskićj w ColU-ge de France. 

Z Pragi Mickiewicz pojechał do Karlsbadu, gdzie z Ka- 
likstem Morozewiczem*) zamieszkał na AlteWiese') pod 



■) Wypada zaliczać do przechwałek mu zwtkły<.h tnicrdze- 
nle Niewiarowicift, jakoby poeta czytał mu usti py z dramatu /i ika. 
Wprawdzie w .^iiryerze poUkim" w Diimorze z 4 Listopada IbJO r 
czytamy: „Słychać, że Adam Mickiewicz ukoiiczjł za graiiicit nono 
poema z dziejfiw czeskich pod tytułem ^ytka" I^ecz ]cieli niLnct 
Mickiewicz poemat ten naszkicował, to zniszczał go zapewne nra^ 
z innemi próbami tego rodzaju w roku 1S41, o czem będzie mowa 
niićj. 

*) iorespoiitleticya Adama Mkkuivkza t, IV 8tr. 134. 

•) Ibid. t. I atr. 2^. 

*) Morozewirz urodzony w Jakiibowcu w Liilielnkiom 14-go 
Kwietnia lTt)9, liyl jednym z sekretarzy Bejtnu polskiego, podczas 
wojny 1831 r. dyrektorem poczty, w 1848 r. w imieniu 17-tu człon- 
ków byłego sejmu polskiego zuatal delegowany do aejmu nioiniuc- 
kicgo w Frankfurcie, l'mar( w Paryżu I-go Kwietnia ISTL* r. 

*) Dom ten jest miejscem pielgrzymki dla gości kiipielowych 
w Karlsbadzie, którzy zapisują się w hotelu pod ^-trznlii w ksiinlzo, 
opatrzonej następnem objaśnieniem ; „Polacy, j>rzebywajiicy na kura- 
cyi w Karlsbadzie w IJpcu 1870 r., mając sobie wskazany ten dom 
ptzez A. E. Odyńca, który wtenczas towarzyszył w tern miejscu 
Midkimriczowi, poi^tauowili położyć na uim pamiiitkowii tablic;, uii 



«iiniyin, czPgo clice. Cie^zkows 
ale po rliwili odiirtwiedzial wiers/i 

Bo gdzież ma leciei' po 
Kto pn^iiiiil Iioga wiclkipf 
I kochHl invKa wi-lkirjro 

Wzruszenie, z jakiem Cieszko 
mowat, rozdobruchalo Aiiaina, w 
i uszczęśliwi! dość dlugii gawędką. 



waftr Jidoliiin^ych domy i>o<l Bliilym l.iibi 
nsni, w których mJcezkali uicj.tlya !;fliil 
BicJBi^iii wmurowaną została w ilumu pod 
X oapiwim „Tu mieszkał poil n-rem 4-tyij 
1829." Odyuiui:, AJcktauJcr Przcźilnierk 
siniyli iiH n;ce wJaśoicieln domu nlhiim, ] 
Micltifu-icna, aby «■ nim przyszli pticic. 
tuphywnć mogli. Z mnóstwa n aj równio) s2 
exeiu cici dla poety, podoie-my slowjt 
ojcaystycii: „WyczytiJpm z li.ilii twoioli 
wal tego, it mnie nie po2nale.~, pi^at to li 
irddego Feliksa w Saint- Eticiine, a ten 
eaawy. A łńcc ugoda / nami. Pisał w Kii 
187!i r. Wacław Aleksander JlaL^iejow-^ki. 



— 33 — 

Poeta zastał licznych kąpielowych gości i nie łatwo 
mu było obronić sig w tak małćj mieścinie od natrę- 
tów. Naglił więc na Odyńca, który marudził w Dreźnie, 
aby do niego przybył co prędzój uwolnić go „od udrę- 
czeń sławy, która mu wody w Karlsbadzie emetykiem za- 
prawia," O 2 listu tego znamy tylko ustęp przytoczony 
przez Odynca, ale inny list z Sierpnia 1829 r., również pi- 
sany z Karlsbadu, zdradza zniecierpliwienie poety : „Kochany 
Edwardzie, listów twoich dawniejszych nie odebrałem i na 
moje daremnie czekałem odpisu. Wyglądam tu ciebie, tylko 
się nie baw długo, bo i tak te kilka dni umyślnie dla ciebie 
wysiedzieć muszę." *) Najbardzićj dokuczali Adamowi wier- 
szokleci, którzy nalegali, aby oceniał ich utwory. „Vf Karls- 
badzie, pisał do Franciszka Malewskiego, 30-go Listopada 
1829 roku, prawda, że od niektórych poetów uciekałem, bo 
biorąc wody, niepodobna być w humorze słuchania głupich 
■wierszy, ale z całą prozą w dobrój byłem harmonii."*) 

Odyniec przybył dopiero 10-go Sierpnia. Adam chciał 
wnet wjTUBzyć, zabawił jednak parę dni dłużej na naleganie 



enie z MickicH-iczem bawił w Karlsbadzie Arcybiskup warszawski Ick. 
Pawei Woronicz, autor poematu Sybilla. Cytra gości kupiolowycli 
yrynosiła 4783 osób. W liście gości kąpielowych figuruje i^Uckiewicz 
pod dniem 24 Lipca 1S2H, zapisany jak następuje: ,3cit von )lic- 
kiewicz, rusaisch-kaiserlicher Beaiiiter aua St. Petersburg, in Beglei- 
tung eines Herm von Morozowiez, Gutsbeaitzet aua Lublin, wolin- 
haft zum weiBsen Pfeil neue Wicae." Szczegóły te pudiil dziennifc 
karlsbadzki Spnutel w Lipcu 18!)0 r. 

') Lisly I podróży t. I. str. 113. 

») Poeta dalśj pisze: „Dądż zdrów. Paniom Dobriyckim i Pani 
Bielińskiśj przypomnij nmie. Wyszukaj w Dreźnie malarza llęczko- 
irsldego, który wziul do oprawy egzemplarz poezyi moich, i tu przy- 
wieź. Dopytaj Bię o p. Kraszewskiego, doktora fitozoiii na Krcutzgasao 
Kr. TSó czy Sió. Ma on polecenie listy pisane do mnie odbierać, 
mofe iuf jakie odebrał. Zajrzyj t^ż, czy nie ma co do mnie na 
poste-restante. Adam. Pytaj o mnie w Karlsbadzie na Neue Wiese 
2H»i P/eS." Liat ten Odyniec ofiarował do pamiątkowego aJbnmn 
Mickiewicza w Karlsbadzie, 

*) KoTespondeH<ya Adama Miekiemicza t, I. str. 31. 

Żttul Adama ifIcUnrIeta. Ton IL 3 



Odyńca i bliższych zuajomych. Ziomkowie chcieli wyprawić 
IDU pożegnalny obiad, ale wyprosił się od tego, zrażony może 
przypomnieniem niesnasków wynikłych na ucztach w Berlinie. 

Wypoczęcie w górach czeskich orzeźwiło Mickiewicza 
i na kilka miesięcy przed śmiercią, przypominając sobie <Jw 
pobyt, pisał do pani Wodpol : „Gdyby nie utrudzenia grani- 
czne, jakże bym był rad choć oa krótko odwiedzić Karlsbad) 
Tameczne wody bardzo mi służyły, lubo wówcsas byłem zdrów, 
czułem, że mi przydawały zdrowia." ') 

Mickiewicz wyruszywszy z Karlsbadu 13-go Sierpnia, 
zatrzymał się w Marienbadzie, zapewae, aby dać możnoić 
Odyńcowi widzenia się z dobrą przyjaciółką Panią Becu, ktÓra 
tam się znajdowt^a na kuracyi. Obaj podróżni razem pra- 
wdopodobnie złożyli wizytę matce Juliusza Słowackiego. Z Ju- 
liuszem Odyniec niedawno rozBtał się był w Warszawie 
i pragnął o nim powziąć wiadomość. Adam zaś znał Słowa- 
ckiego dzieckiem, lecz pierwszych a słabych prób jego pióra 
nie czyt^. Słowacki w końcu Maja przysłał był Odyńcowl, 
bawiącemu wówczas w Petersburgu, jakąś powieść, z proźb) 
oddania jćj po sąd Mickiewicza, ale list ten i zamączone wier- 
sze Malewski odebrał po wyjeździe już Pana Edwarda.^) MSo 
musi^o być dwom Litwinom pogawędzić o Wilnie z osobf 
świadomą wszystkich tamecznych stosunków i powszechnie 
szanowaną, pomimo nie osobliwćj reputacyi jej drugiego 



') Korcspoiulenci/a Adamn Mickiemeza t. II. str. 108. 

'J D^iobi t^j okoliczności li*t 6vr jjozoatai u Malewskiego 
i jest ogłoszony iia str. 61 111 t. Horesponi/encyi Adama SHckiewietM. 
Z wierazy, Malewski coś iir^^pisal i wysłai Atlamoiri , wyraź*}^ 
zttuDic, ŻQ „to nie su urj-aiiskie perły," dotączyt nawet parodyf 
orycntalnych poezyi Juliusza. Przy pierH'szcm epotkanin się ns 
euiigracyi Adam ,,przypomiiiaż mi, pisze Słowacki, że ma Malewski 
moje wierezi' za granic; przysłał," fJnlinsz Siorfacki, jei/o tycie i dóeia, 
w stoswiku ilo Kspółczestiej efioki, przez Antoniego Małecki^o, t. Ł 
Btr. 57.) 



— 35 — 

W Marienbadzie widział Adam Metternicha, który się 
tam leczył, „Włosy białe a twarz czerwona," ^) pisze Ody- 
niec. Łatwo wyobrazić sobie, jakie uczucia widok najprzewro- 
tDiejsz^o wroga wolności narodów obudził w poecie tak 
przpjętym epopeją napoleońską. 

W Chebie (Eger), Mickiewicz obejrzał z Odyńcem pa- 
miątki po Wallensteiuie. Postaci tćj zagadkowi^' tyle blasku 
przydf^ Schiller, że rozmowa toczyła się o wpływie poezyi 
na dzieje, bistorya przez poezyą tylko może być mistrzynią 
ludzkości. „Bez Iliady, powiedzif^ Mickiewicz, Aleksander 
Wielki nie miałby siły do podboju światii. Nie bistorya bo- 
wiem sama, ale dopiero poezya nadaje wypadkom tg posąguwą 
nieśmiertelną postać, pod którą je widzi potomność."^ 

Adam 15-go stanął w Iraacensbadzie, chcąc uścisnąć 
po drodze przyjaciela z Litwy, wieczór spędził z Adolfem 
jannszkiewiczem, który dla piersiowćj choroby pił wody 
w Franceusbadzie. W parę lat potem Moskale zesłali Janusz- 
kiewicza na Sybir za udział w rewolucyi polskiój. 

Mickiewicz 16-go raco puściwszy się w dalszą drogę, 
popasał w Hof, w Bawaryi, a nocował w Schlciz. Przyja- 
ciele poety w kraju nie przestawali troszczyć się o warunki 
przyszłych jego wędrówek. Franciszek Malewski rozpisał 
listy do wszystkich tych, co mieli dzieła Adama na sprzedaż 
i zdaje mu sprawę 11-go czerwca 1829 r.: „Pietraszkiewicz 
przysłał 1300 złp., Krasiński 1000 złp., z Mińska 300 złp., 
Piotrowski 200 złp., zapłaciłem Maryanowi 800 złp., Glau- 
bicz po swoje nie przyszedł jeszcze." ") Przyznawał się, że 
sła2ąc^o Nikifora nie miał serca odprawić- „Zapomniał 
się raz, pisze Malewski do Adama, podał mi lulkę z rana."*) 
FaD Franciszek nie palił. Wspomina tćż o Szymanowskich. 
„Ileż te kobiety nie wyliczyły rzeczy istotnych, hez których 



') lisly I podróiy t, I. atr. lliS. 

») Ibid. t. I. 8tr. 137. 

•) Korespoti/lenci/a Adama Mickkwicza t. 111. 8tr, 112. 

*) Ibid. 



— 36 — 

^^j^^^ •" O Adam nie spieszył się z odpowiedzią, jak to 
widzimy z listu Malewskiego do sióstr z 21 Sierpnia 1829 r. 
„Zmęczony wieczorem id§ do domu Szymanowskićj, proszę 
o muzykę, a ie mi nie odmawiają, wracam lepićj zabawiony 
niż po przechadzce w salonie miedzy wistowemi stolikami 
i rozmowie z kilku staremi damami. Od Adama nie mam 
iadnćj wiadomości już od Juuii. Pisał mi Jed: ak temi dniami 
Hanka z Pragi, że go widział w Pradze, a z gazet wiem. że 
już był w Karlsbadzie." 

Nie zatrzymując się, przejechał Mickiewicz przez Jenę, 
zamierzał bowiem umyślnie wybrać się z Wejmaru na zwie- 
dzenie miejsca zwycięztwa, z którego powstało Wielkie Księ- 
stwo warszawskie. Jeżeli Odyniec spieszył do Wejmaru jak 
Turek do Mekki*), to zapewne Mickiewicz podzielał j^o 
niecierpliwość. Goethe wznosił się nad całą plejadą żyjących 
poetów i odbierał z Olimpijskim spokojem hołdy bezustannie 
przesuwających się wielbicieli. 

Widzieliśmy, te Goethego jeszcze z Berljna uwiadomił 
Zelter o przybyciu Mickiewicza z listem polecającym pani 
Szymanowskićj. Goethe był wielkim jćj wielbicielem,") cze- 



') Korespondeiiofa Adama Mkkieificza t. III. Htr. II?. 
*) Listy t ipodrótij t. I. atr. 134. 

*} Jeżeli nic bez pr/.esftUy pr7/!<istnn'iono w jcdnem ?. pi^m 
.n-skich panii) Szymanowską jako ostntnii; mitośi' (loetliego, 
to rzecz pewna, źe silne na nioi wywarU wrażenie, Spotkawazy się 
z nią n Manenbadzie iv 1623 r. zachwyci siu jój gni i rozmową 
i wpiaai jćj do sztambucha następujący nieraz: 

Namiętność, która totnami najii dzwoni. 
Co uspokoi w sercu zasmueonem? 
Kto zwróci chwile watrzą^ająCL' lonetii. 
Godziny, które prę<lki ctas uroni? 
Nieprótnoi dany najwznioślejszy dar, 
Który E przed zmysłów zciera smutny świat. 
Anielskich dźwięków gdy nas dotknie czar 
Skłócone chęci w piękny zbiera Jad. 
Miliony dźivięków z milionami wioże, 
Ca)ą istotę prsejmuje i wzrusza. 



_ 37 _ 

mu po czgści Mickiewicz zawdzięcza, że autor Fausta tak 
się star&j uprzyjemnić mu pobyt w Wejmarze. Właśuie 
opuszczali gu goście angielscy i w pierwszćj chwili żałował, 
że Mickiewicz wcześniej się nie zjawił, ponieważ wygodnić 
by mu było podejmować wszystkich naraz, lecz prędko po- 
cieszył się, zobaczywszy różnicę migdzy odjeżdżającymi An- 
glikami, a przybyłymi Polakami. „Rzadko się zdai'zyto, pi- 
sał Goethe, być świadkiem większego kontrastu." *) 



We wieczną piękność czuję wraz źe dążę 
W łzawćj tęsknocie żyje vk-zniośle dusza. 
Harmonii cenę puznaju i tez, 
I czujo Bycie i znów kocham życie, 
Świat chmuroy, gorzki z oczu moich zszedł, 
Powraca męzkie, silne serca bicie, 
Niechże ta chwila po wiek się nie prześni, 
WthieczDości pctcn także się otworzę, 
Żj-je me serce i żyć jcsx»;e może 
Podwójnem szczęściem miłości i pieśni. 

(TtiiinaczcDio Teofila l>enartowicza.) 
Goethe zaproeit panią Si^yiuanowską do Wejmaru i przema- 
wiajnc na pożegnalnym obiedzie, tak sie wyraził: „Czyi nic czujemy 
#ię wszyscy odświeżeni, lepsi, szczersi przez to czarujące zjawisko ?" 
Fani Szymanowska mu d;'.iękowa)a, ic pokrzepił wiarę w siebie sa- 
mą. {Goethe iit Poleii, dn Beilrag zur alłgtmeiata ŁiUeratur-GeschichU 
-von Gustav Karpelcs, Berlin 18U0 i recenzya tego dzieta przez Za- 
theya w C:iasie N. 05—70 ISllO r.J 

'} Dziwi niektórych krytyków pobkich, że w koreepondencyt 
tioethego nie ma innych wzmianek o Mickiewiczu. Jeśli dla Adama 
poznać osohii^cie Goethego było zdarzeniem 8zcz<;^liwem, to odwie- 
dziny polskiego poety utanowily w żyeiu tioethego epizod nic nie 
znaczący. Polską się nie zajmował, bo jak to sztusznie zauwaiot 
P. Zatbey „to była przykra sprawa, a od systematycznie odsuwał 
się od wszystkiego co go niepokoić mogło." Karpeles przytoczył 
zdanie niby wypowiedziane przez niego kanclerzowi MilUerowi o po- 
-dziale Polski, ale chociażby w potocznej rozmowie Goethe przyzual 
królom prawo niedotrzymania słowa a Prusakom wyjścia nie z go- 
lemi rękoma, gdy Rt>HSya i Auatrya zabierały, to potwierdziło by 
tjlko obojętność, z jaka pogladat na przewroty polityczno w Europie 



— 38 — 

Adam stan^ w Weimarze I7-go Sierpnia o l-mij im- 
czorem, ząjech^ do hotelu pod Słoniem na rToku. Ooetke 
przeniósł się był na letnie mieszkanie tu2 za miastem, więc 
dopiero 18-go Sierpnia mógł Adam wręczyć pani Ottilii 
listy pani Szymanowskiej, polecające go jćj i teściowi/ Sy- 
nowa Goethego, osoba bardzo wykształcona, świetnie wywiązy- 
wała sig z tnidnćj roli gospodyni salonu, przez który pmso- 
wały się znakomitości całego świata. Najuprzejmićj Midde- 
wicza przyjęła; i ona, i mąż jćj i teść nie zaniedbali nic, aby 
dwaj Polacy czas jak najmilćj spędzali. Nie trzebaby pne- 
sadzać sobie doniosłości tych grzeczności. Goethe królowi 
w Wejmarze, musiał też dźwigać ciężary podobnego panowa> 
nia. Ustalił się byt pewien ceremoniał na jego dworze: 
śmiertelników, którzy mieli zaszczyt mu być przedstawieiii 
dzielił na różne katcgoryc. Dzięki listom pani Szymanow- 
skiej Mickiewicza i Oilyńca przypuścił do rzędu osób my- 
bardziej ugaszczanych. ') 

Pani Ottilia tegoż samego wieczora zaprosiła Mickie- 
wicza i Odyńca na herbatę. Mąż jćj „realny człowiek, to 
jest nie bujający po niebie, ale wesoło i jasno patrzący po 
ziemi"*) spotkał się z Adamem w wspólnej admiracyi dla 
Napoleona. Pani Ottilia lubiała się otaczać kwiatem Łowa- 



') "W ronnowftch Goetliego, spisywanych przez Eckermanns 
wzmianki o Mickiewiczu nie ma, chocinź znalazł sii; jednocześnie 
z nim w Wejmarze. Zatliey przyznaje, ie g<)yt)y nie li«t Ottilii 
do Mickiewicza to możnaby powątpiewać o prawtlziwouci opiro 
Odyńca. Zdaje się, że przeciwiiiu ta Ciąść Lislóm z potłriitij mciśI^ 
zredagowana według notatek Ówczesnych. W Maju ISW roku Mea- 
delsBohn-Bartholdi te* Ijawit dni kilka w Wejmarze, listy jego 
najzupełniej zgadzają siq z i^2czcg''iłan)i, iwdancmi przez Odyńca 
i wykazują wielkie poilobieiistwo w traktowaniu dobrze widzianych 
o«ób. (ioethe Mendelssohnowi oznajmił, źe zapruHil mnOKtwo pię- 
kności wejmarakich, ponieważ wypadało, aby goić jcpo źyl też 
z młodzieżą, a Odyiica, zapraszając na obiad, ostrz<^gl podobnie, źe : 
„Nous anrons (]uel<iues joliea dames et demoisellen, j'eKpiTe (|ue ca. 
TOUB fera plaisir," {Listy z poilróiij t. 1. str. 157.) 

*) IJsty t podruUj t. 1., str. 151. 



— 39 — 

raystwa wąjmarskiego : pierwszego wieczora, oprócz Ecker- 
nianiia i siostry pani domu, znajdowała Big panna Pappen- 
heitn, praprawnnczka sławnego wodza. Wśród bardzo oży- 
wionćj rozmowy, bo Adam chociai całe 2ycie salonów nie 
łnbił, nmiał w nich błyszczeć, kiedy sobie trud ten zadawał 
oddano pani Ottilii list, po przeczytaniu którego oznajmiła 
Mickiewiczowi i Odyńcowi, że ich Goethe nazajutrz przyjmie 
o dwunastej, dodała, że na ten sam dzień zaprasza ich na 
obiad, na którym i teść jćj będzie. 

Mickiewicz i Odyniec 19-go rano otrzymali bilet wizy- 
towy Goethego, a ponieważ deszcz padał, pani Ottilia po- 
słała po nich swój powóz. Kwadrans wypadło im czekać 
na Goethego. Słysząc nareszcie krok jego, Adam zacytował 
wiersz Kiszki Zgierskiego: 

Słychać chodzenie i g<^ni« stąpanie. 

Goethe podf^ im rękę i powiedział: „Przepraszam 
Panów, te kazałem im czekać na siebie. Bardzo mi jest 
miło widzieć przyjaciół pani Szymanowskiej, która zaszczyca 
mię też swoją przyjaźnią. Jest ona równie roiła jak piękna 
i tak pełna wdzięku jak jest mila." ') Adamowi oświadczył, 
że jest mu wiadomo, iż stoi na czele nowego kierunku lite- 
ratury w Polsce. „Wiem z doświadczenia, dodał, jak to jest 
rzecz tmdna, jest to jak iść przeciwko wiatru." „My też 
wiemy z doświadczenia waszćj Ekscclcncyi, odpowiedział 
Adam, jak wielkie gicniusze w przechodzie wiatr ten zawra- 
cają za sobą." Goethe wyraził jeszcze żal, że tak mało wic 
o literaturze połskićj, „ale człowiek ma tyle do czynienia 
w tem życiu !" *) Po wymianie kilku spostrzeżeń o pieśniach 
ludowych, zakończył przypominając gościom, że ich zobaczy 
na obiedzie u synowćj. 

*) pardon Sle^Hietirs ąue je vous ai fait alttsmlre. II ni'est 
trts agrćable de voir les amis de Jl-nie Szymanowska, qui m'ho- 
nore aussi de hod amitić. Kile pst channante eomruc clle est lielle 
«t grocieuse comme elle est charmante." 

■) i^aia Hiomine a tant A faire dana cctte vie." 



— 40 — 

/ powierzchowności Goethego najbardzićj uderz3iy Ada- 
ma jego oczy. „Oczy, pisze Odyniec, piwne, jasne i żywe, 
odznaczają, się jeszcze jakąś osobliwą światło-szar% , jakby 
emaliowaną obwódką, która obie tęcze źrenic na około ota- 
cza. Adam przyrównać j% do pierścienia Saturna.'' ') 

Przy obiedzie Goethe rozpowiadał o dawnych żołnie- 
rzach niemieckich, których widywał za młodu w Strasburgu, 
jak stojąc na wałach twierdzy, a położywszy na ziemi ka- 
rabin, sami robili pończochę. Przy stole zasiadało osób 
szesnaście, między innemi wnuczka Schillera, lejb-medyk 
książęcy ^'ogel z żoną i t. d. Na twierdzenie p. Vogla, że 
teorya w każdej nauce musi poprzedzić praktykę, Goethe 
zauważał, że praktyka powinna zawsze iść obok „bo nie 
dano jest ludziom tworzyć duszy bez ciała." Gdy Goethe 
odszedł do swoich pokojów, całe towarzystwo poszło na 
przechadzkę do parku i wróciło na herbatę do państwa Vo- 
gel. Do sprzyjających Adamowi okoliczności trzeba zaliczj-ć, 
że rzadkim przypadkiem on i Odyniec byli przez dni kilka 
jedynymi gośćmi w Wejmarze. Widywali codzień Goethego 
„z parku, z ławki Schillera, jak chodzi po swoim ogródku."-) 
Po proszonych obiadach, bo grzeczni Niemcy bardzo ich roz- 
rywali, wieczór kończyli u państwa Goethe. Często słuchali 
grającego Hummla i czas tak miło schodził, że Adam zde- 
cydował się pozostać aż do 28-go Sierpnia, to jest do ośm- 
dziesiątćj rocznicy urodzin Goethego. Ze wszystkich stron 
Niemiec miały przybyć deputacye od uniwersytetów, teatrów 
i uczonych korporacyi. 

Pierwsi :^awili się dwaj Francuzi: Wiktor Pavie, przy- 
jaciel Wiktora Hugo, który miał listy Cousin'a i Ampera, 
polecające go Goethemu i David d'Angers, znakomity rzeź- 
biarz. Zatrzymali się też pod Sioniem i przy obiedzie do- 
wiedziawszy się, że sąsiadują z dwoma Polakami, Pa\ie za- 



') Lisly : iioiliciji t. I., etr. 15i. 
"J Ibid str. 163. 



— 41 — 

pyti^ Adama, czy zna wielkiego poeŁg polskiego, którego 
^ieła Chodźko niedawoo wydał w Paryżu. Adam odpowie- 
dziawszy, że mówić zapewne chce o Krasickim (Chodźko 
bowiem też dzieła Krasickiego w Paryżu był wydał) Pavie 
zaprotestował, gniewał sig, że Polacy o własnćj sławie nic 
nie wiedzą, ale dokładnie nazwiska przypomnieć sobie nie 
mógł. Gdy wypiwszy kawę Adam do swojego pokoju po- 
wrócił, Odyniec zdradził tajemnicę, ku wielkiemu zdumieniu 
p. Pavie. Francuzi natychmiast złożyli wizytg Adamowi, 
David'a d'Angers poglądy o sztuce Mickiewiczowi podobały 
sig, David zaś prosił o pozwolenie wykonania jego meda- 
lionu. Tak sig zawiązała w Wejmarze przyjażu z Davidem 
d'Anger8, z którym w blizkich późnićj żył stosunkach w Pa- 
ryżu. ') 

') Wiktor pRvie (ur. 26-go listopada 1808 r,, umarł IT-gu 
Sierpnia 1886 r.) byl syDem drukarza z Angera, kolegą szkolnym hr. 
FaUonx i Gu£ranger'a, przyjacielem Davtda d'Angera, Wiktora Hugo 
i Sainte-BeuYB. Po powrocie z Wejmaru ogłosił w dzienniku: Ajfi- 
ehes d'Angers No. 21 18-go paidaiernika 1829 roku, artykuł jiod 
tytułem „Goethe, son hiisle eolossalpar David if Amjers," gdzie wzmianki 
o Miclciewiczu nie ma. ^V' 1874 r. wydał wspomnienia swoje wej- 
marskie pod tytułem: Goethe et Dachi. Soimenirs ifuii oayage ii Ifei- 
mar, Angers 1874. ^Icr6cenic t^j pracy ogtoait dziennik VArlisle pod 
tytułem: Goethe chez łiii, sm biiste par Harid <f'Anffers w zcszj-cio 
z Września 1874 r. Całkowicie za« przedrukowaną została w Oetiores 
choisUs de YietoT Panie, prrccd^es d'une notice biographiqiie par lieue 
Bazin, 2 voł. in-lS. Paris 1887. Dowiadujemy się od brata autorii, 
źe Wipomniema z Wijmaru pisano dopiero po wojnie 1870 roku. 
P. Wiktor Favie posługiwał sic, jak Odyniec, listami ówczesncnii 
do rodzicńw, ałe Że uzupełniał owe listy niezawsze szczęśliwie, tego 
dowodzi n. p. twierdzenie, jakoby ftan zdrowia pewnego towarzysza- 
wygnańca aciiignąt byt Adama do łte.\ w Pzwajearyi, zknd się iidal do 
Wejmaru dla widzenia się z Goethem. {Goethe et David fltr, 54.) Pa»io 
■W kilku drobnych szczegółach uzupełnia Odyiica, ale ten ostatni do- 
kładniejszy od niego. Opowiadanie jego potwierdza jednakowo w glfi- 
wnych zarysach opowiadanie Odyńca. W swoim nie wydanym dzien- 
niku podróiyPaTie zapisuje tylko: „Spotkanie dziwne i nieprztj widziane 
z poetą Mickiewiczem, przed którym nic znając go, kaleczyłem jego 
własne nazwisko." W liście zaś nie drukowanym do ojca, pianym 20 



— 42 - 

Na wieczorze n Goethego z powodu obecności Davida 
d'Angers i nowo przybyłego architekta Coudray rozmowa 
toczyła sig o pomnikach. Goethe wyraził się, „że gdyby 
wieża Babel dała się dokończyć, to według wszelkicti praw 
natury i sztuki, musiałaby się zakończyć spiczasto, to jest 
jednym najwyższym, kulminacyjnym punktem." Adam zwródł 
uwagę na podobieństwo piramid, odkrytych w Ameryce 
z Egipskiemi. Goethe zauważał, że oprócz umysłowego roz- 
woju sama także natura materyału, który artyści mają do 
użycia musi mieć wpływ konieczny na ogólny charakter ich 
utworów jak n. p. zbyteczna twardość egipskiego granitn 
należy bezwątpienia do przyczyn, że wszystkie z niego wy- 
kute posągi raąją zawsze ręce przy ciele. 

25-go Sierpnia, przy obiedzie na cześć Davida, Goethe 
rozwijał poglądy humanitarne. Zaznaczał, że obowiązkiem 
ludzi wyższych jest łagodzić stosunki narodów i ubolewał 
nad tern, że dotąd społeczeństwo międzynarodowe nie ma 
pewnych praw i zasad moralnych, które już w społeczeń- 
stwach prywatnych nieskończone różnice Indywiduów zlewają 
w mniej więcćj harmonijną całość. Goethe sądził, że wiek 
nasz nie jest po prostu dalszym ciągiem poprzednich, lecz, 



J^ierpnia 18:^9 z Wejmani, tak opowiada zawarcie zimjomosci z Mic- 
kiewiczem: ...„Jeszcze wzruszenie, dziś przy obiolzic, bardzo nie- 
przewiilziane i dziwne. Odszukaj w zbiorze moim portret Mickie- 
-wicza, poety polskiego, którego nic nigdy nie czytałem, ale wyraz 
jego mi sii; szczególnie podobał, z gtow% pochylona i z brodą, kry- 
jącH sig pod płaszczem. Podczas obiadu, cudzoziemiec (juź zgadłeś 
o kim mowa, ale mniejsza o to), siedząc obok przyjaciela, wmieszał 
eii; do naszćj rozmowy, napomknął, źe jest l'alakiem i odpowiadał 
na Diehti^re nasze pytania, tyczące się literatury polskiej , ktCra 
wzrasta z siłą młodości. Wymieniam mu niewyraźnie poetę, któ- 
rego nigdym nie mógł wymćwić nazwiska. Un się uśmiechnął, 
a jego przyjaciel objaśnia ntts, że ten autor to chluba poezyi pol- 
skiej i okazuje się , iera rozroawiil z oryginałem mojego portretu. 
Obaj mieszkiijii w hotelu, jadą do lizymu i czekają tu na uroczy- 
stość (ioetlicgo. I)avid już zabiera eię do zostawienia w Wejmarze 
jeszcze jednrj pamiątki." 



— 43 — 

łe zdaje się być przeznaczoiiTm do rozpoczęcia jakićjś nowćj 
ery, poniewajt wielkie wypadki, jakie zatrzęsły światem 
w pierwszych j^o latach, nie mogą pozostać bez odpowie- 
dnich im skutków. Po w^^ściu Goethego, Odyniec poszedł 
dowiedzieć się, dla czego pani Yogel na obiedzie nie było, 
„zostawiwszy Adama i reszt§ towarzystwa, które David głó- 
¥rmc zagajał." M 

Po tym obiedzie u Goethego, D&vid zabr^ sig do lepie- 
nia medalionu Mickiewicza. Rzeźbiarz prosił poetg o prze- 
thimaczenie mu choćby m^ego urywku z swych poezyi : 
„Wypowiedz nam, jedng z pieSni powtarzanych przez matki." 
A on, chociaż noga jego nigdy nie postała we Francji, wy- 
recytował doborem wyrazów, kti^regoby mu pozazdrościł naj- 
wysznkańszy pisarz francuzki pierwsze strofy Fari/sa." *) Wie- 
czorem wszyscy zeszli się u jednćj z Pań Wejmarskich pani 
Gerstenberg. 

Już 27-go Sierpnia zebrał sig był w Wejraarze cały 
tłum gości spieszących na imieniny Goethego. Goethe z sy- 
nem i synową przyjmował wieczorem całe towarzystwo Wej- 
marskie i przybyłych z rói^nych ^t^0D wielbicieli, a między 
nimi pana Quetelet, Dyrektora obserwatoryum astronomicznego 



■) Zisiff z podróiy t. I. str. 176. 

*| Goethe et DiiM atr. !}2. ravie twierdzi, że eiowa Adama 
BpiRot Dntjchiniast. Jak to twierdzenie p. Pavie pof^dzić z tem, 
fo pray roMtaniu aiq z l)avidein w Strasburgu Mickiewicz ofiaro- 
wał ma przekład Faryca z następnym przypiHkiem : „Przetłumaczone 
I polskiego i darowane p, Davidowt w dowrtd przyjaźni przez Ada- 
ma Mickiewicza 16-go Września 1820." (Traduit dit polonais et 
donn^ ^ M. David en aigne d'aniiti^ par Adam Mickiewicz 15 !^p- 
Łembre 1829.) David udzieli! ów przekład pp. G. FulgenB'owi 
i Miaskowskienm, którzy utwór ten dołączyli do wydanego przez 
nich w 1830 r. tłumaczenia Konrada Wallcnroila, z takim do Fa- 
rjBB przypiskiem: „Winniśmy grzeczności p. Duvlcia to tłumaczenie 
wykonane przez samego poetę, którego nanz znakomity rzeźbiarz 
jest od dawna przyjacielem.'* (Nous devou)< u la complaieance de -M. 
Dm-id cette tradnction faite par le poi-te lui-m<^me dont cet illuatre 
Bculpteur eat depuiK longtemps l'ami." 



w Brukselli. Po odejściu Goethego z salonu, Adam zacieka- 
wił mocno obecnych oświadczając, że umie z oczu odgadywać 
myśli i przenikać tajemnice serc ludzkich. Na jego wezwa- 
nie złożyła na tacy każda z dam najulubieńszy pierścionek. 
Adam przeglądał je przez kilka chftil i potem wrgczał po 
kolei kaźdćj właścicielce z uwagami po cichu, które wpra- 
wiały w zdumienie i zamieszanie wejmarskie damy. Musiało 
być silne wrażenie, wywołane tym wesołym, jak mniemamy, 
żartem Adama, kiedy obecny tćj scenie poeta niemiecki 
Karol Holtei, opowiadając o nićj w swych pamiętnikach do- 
daje: „Ilekroć! potem widziałem w pismach francuzkicb imig 
jego połączone z najniepodobniejszemi do wiary baśaiami, 
zawsze mi stał w oczach ów blady wejmarski czarodziej 
pierścionkowy." ') 

28-go Sierpnia po południu Adam złożył powinszowa- 
nia swoje Goethemu. Tego dnia solenizant obiadował z sa- 
memi tylko damami u Pani Ottilii, a wszyscy mężczyźni ze- 
brali się na składkowy obiad poć Słoniem. Cudzoziemcy 
zaproszeni zostah bezpłatnie przez mieszkańców Wejmaru. 
Pierwszy przemówił kanclerz Mtlller; delegowany uniwersy- 
tetu w Bonn odczytał wiersz Wilhelma Schlegla, Adam 
i David podziękowali po francuzkii. Gdy siadano do stołu, 
Adam i Odyniec nie znajdując na żadnera miejscu swych 
nazwisk, zwrócili się do kanclerza Mallera, pełniącego obo- 
wiązki gospodarza. OkazaJo się, że Niemcy nie mogąc so- 
bie dać rady z polskiemi nazwiskami, poprzestali na kart- 
kach z napisem : der Pole A'. 1. der Pole A'. 2. 

29-go Sierpnia Goethe dal panu Quetelet obiad, na 
który zaprosił Adama z Odyńcem. W rozmowie o naukach 
przyrodzonych uderzyły Odyńca aforyzmy Goethego i kilka 
z nich sobie zanotował: „Natura ma powab i wdzięk nie- 
skończoności. Trzebaby być tylko konsekwentnym w szuka- 
niu, a natura nie zawiedzie nik(^o. Skarby natury są to 



') yier:ig Jahre. lipsk 18C2 r. str. 138, t. VI. 



— 45 — 

skarby zaklęte, które nietylko rydel, ale i słowo otwiera- 
Bfłem często w sporze z naturą, aleiu zawsze ją ostatecznie 
przeprosił, Kiedy rozprawiam z człowiekiem, nigdy całkiem 
pcvniy nie jestem, kto z nas ma rzeczywiście słuszność, ale 
rozprawiając z naturą, wiem z góry, że słuszność po jćj 
stronie. " ^). 

Wieczorem wszyscy zebrali się na przedstawieniu /"aw- 
sta w teatrze. .,Z głębi loży, ku którśj ciągle zwrócone 
były oczy i aktorów i widzów, Goethe z twarzą nierucbomą 
śledził bacznie, jakie wrażenie sprawiała gra jego dramatu. 
Faust liczył sześćdziesiąt lat wypróbowanćj popularności 
w chwili, w którćj się przedstawiał oklaskom parteru. Autor 
żadnego zdania nie odwołał i olśniewający blask jego młodo- 
cianych i zuchwałych negaeyi oświecał przy zachodzie żywot 
jego." *) 

Fo tern pamiętnem przedstawieniu Odyniec zachęcał 
Adama do napisania polskiego Fausta, Twardowskiego. 
Adam mu tłumaczył, że polski Faust musiałby być nawpół 
jowialnym. ') 

Następnego dnia t. j. 30-go Sierpnia Goethe wyświad- 
czył Adamowi grzeczność, którą tylko wybraiiszym gościom 
okazywał. Przysłał do Adama malarza Schmellera z bileci- 
kiem, w którym prosił o pozwolenie zdjęcia jego portretu 
do swojćj kolekcyi. *) 

Zbliżała się godzina pożegnania Wejmaru. 31^0 Sier- 
pnia Adam z Davidem d'Angers i Wiktorem Favie zrobił 
wycieczkę do Jeny i zwiedził pole wiekopomnój t^ bitwy. 



') Lisly i podróiy t. I. atr. 200—207. 

■) Goethe et Daeid p. 82, 

') Listij z podniiy t. I, str. 214. 

*) Portret ten zDajduje się w Goethonskiem muzeum w Wej- 
marze i jego reprodukcya została zamieszczona na czcla 8-go Bocz- 
nika Pamiętnika Toiuarzi/stma literackiego Imienia Adama Mickiewiaa. 
Bilecik Goethego ogłoszony w 8-cim tomie Korespondencyi Adama 
Mickiewicza etr. 116. 



— 46 — 

W Dzienniku swym Pavie pisze: „Zdumiewająca jeet szybkodć 
z jaką wykonano myśl Napoleona. W jednaj nocy wykuto 
drogę w Bkale i opanowano gorg niedostępną w wilią. Na- 
poleon nąjczgścićj tworzył miejscowości jak ludzi. „Dal^ 
znajdujemy uwagg zapewne wypowiedzianą przez Davida 
d'Angers: „!4atura rzeźbi miejsca dla wiclkicb wypadków, 
jak głowy dla wielkich dzi^" Pogodę mieli tę samą co 
Napoleon 14-go Października 1806 r. Według Pavięgo, „złu- 
dzenie było zupinę, m^a jak w ów dzień, góry wydawt^ 
się jak olbrzymie groby, a chmury jak kłęby dymu." Darid 
dodaje Favie, w późniejszych wspomnieniach, rozmyślić nad 
poległymi bez nazwisk, którycb nie podaje żaden głos ani 
grobowiec. Mickiewicz mówił ze smutkiem „o tak obfitym, 
a marnym wylewie krwi bratniej." ') Dumid nad przezna- 
czeniem bohatera, który na tem polu: 

„Brzydkie Prus»ctwo zdepta!" 

i nad zagadnieniem pozornie bezowocnój, a ciągle powtarza* 
jącćj się ofiarności polskiój. Wieczorem Goethe parę godzin 
bawił z gośćmi. Odyniec poproeił go o własnoręczny podpis 
i o dwa zużyte pióra, Adam dodał, że to będzie dla nich 
drogą pamiątką. Odchodząc Goethe pocałował Adama w czoło, 
a w kilka minut potem, wnuk jego starszy przyniósł Ada- 
mowi gęsie pióro zużyte i wiersz drukowany z własnoręcznym 
podpisem Goethego i datą 28-go Sierpnia.-) 



') Goethe et Damd atr. 70. 

°j Odyoicc zlewajuc w jedn<; całość aoŁiitki ewojc podrfiżnu, 
listy do przyjaciół i późniejsze wspomnienia, wielki trud zadał pray- 
ezlytn biografom Adama. N. p. w Ustach z [Mifruti/ (t I. atr. LIM) 
ycbmoller wn^cza "iS-go Sierpnia bilecik Ooethefro, który nosi w rze- 
czywistości dati; 30. {Korespondeiteija Adama Mickiemcia t. III. str. 
IIG.I Pożegnanie z Goctbcni i wręczenie wierszy z jego podpisem. 
majii miejsce 31-go Sierpnia (Listij : jioiłróiy t. I. str. 244), a (lOethe 
podpiaal na odbitce dawniej iioozyi z 182i; r. dato 2S aug. I82D 
(Atelimi/es jiosl/iuaies d'.4dam Mickienicz t. I. Btr. 212.) Może antida- 
towal naumyślnie, aby odjeżdźąjącciiiii Adamowi przypomnieć dzicu 



— 47 — 

Czułości Goethego bjłj szczere, ale powierzchowne. Jo- 
wisz wejmarski, który uśmiech^ się do ludzkości, ale z ludzko- 
ścią nigdy nie zapłakał, przypatrywał sig łaskawie nowym 
generacyom, lecz pamigci swojej nie obciążał postaciami 
szybko przesuwającemi sig przed nim. Chociaż niejednemu 
okazywi^ większe jeszcze wzglgdy,') Mickiewicza przyj- 



obchodu aroczystego, w którym brał udział? Wiersz 6v/ brzmi jak 
nftatępiiie : 

Wątek doi nasiych dziwnie się mota, 
Jutra uinpewne skarby 2ywota, 

Łzy s pod powieki wyciska żal. 
Idziesz samotny stromą drużyną, 
Dni twoje mamie płyną a płyną, 
Smutno samemu poglądać wdał. 

Gdy przyjacielska dloń cię powita, 
Błogosławieństwa dusza twa syta, 

Wnet promyk ciemną roajaśni noc. 
Kiecli przy twym boka stAnie ktoś drogi, 
Podzieli radość, trud i zasługi, 

Duch twój w potęiną urasta moc. 

Skoro dwa eerca drgające 2ywo, 
Święte braterstwa sprzęie ogniwo, 

Patrzcie bez trwogi w dni przyszłych tór, 
Bozmoie dzielność, sławę wzbogaci 
życzliwy udział drogich współbraci, 

To blyek słoneczny wśr6d życia chmur. 

(Tłumaczenie Pani Seweryny Du chińskiej.) 
Odyńcowi dostał się następny cztorowicrsz; 
Chccaz posłuchać dobrej rady, 

Idź, nie wstrzymuj kroku — 
Pierzchnie pomrok, a zawady 

Zostawisz na boku. 

') Mendelssohnowi n. p. ofiarował przy rozstaniu nie druko- 
waną poezyą, ale ćwiartkę z rękopiFtmu Fausta. 'A wyjątkiem Uij 
okoliczności opowiadanie Mendelesolina o jego pobycio w Wcjmarze 
to kubek w kubek opowieść o bytności tamie naszych dwóch poe- 
tów. Mendelasołm bawił w Wejmarze od 21 do 25 łtfaja lIjSO: ,,Lii 



— 48 - 

b&rdzo dobrze. O Adamie Goethe powiedział Dawidoin 
d'Angers : „Widać że to człowiek gienialny." *) Nad tem 
zjawiskiem dłużćj sig nie zastanawia. Goethe kanoił się ^aw| 
jak bogowie greccy źyh dymem kadzideł i ofiar. O dzidach 
Mickiewicza z kilku drobnych tłumaczeń, Goethe mógł tylko 
lekkie powziąć wyobrażenia. Cierpień duchowych Polaka 
pojąć nie był wstanie. Odgadł, że ma do cz}'nienia z wy- 
jątkowo obdarzonym człowiekiem, i o więcćj nie pytid.") 
Adama uderzył niezmiernie widok gienialnego męjta, który 
majestatycznie jak słońce zatapiające się w morze, schodził 
ze sceny świata. Pierwszy wykrzyknik Adama po wizycie 
u Goethego: „Niech go licho, jaki rozumny !" ') był zapewne 
i ostatniem jego słowem przy opuszczaniu Wejmaru. Zmie- 
rzywszy jeden z najświetniejszych i najpotężniejszych rozu- 
mów ludzkich, powtarzał sobie : 



rdaoD i|ni me fait prolonger mon ^^jonr h Weimar, pisze on, n'B 
rien de dfsagr<?ttble. EUe me rend j)resqoe vaniteu. Goethe in'ł 
cnvovii biur poar un peintre d'ici uue leŁtre que je devaid r«mettre 
tnoi-inr^nie et Oltilie m'a confii- (lue dans cette lettre it chargeait I« 
peintre de dewincr mon portrait qu'il Tcut joindre ii ane collection 
de portraitK de uee amis. Jusqu' & pr^sent j'aj din^ tous les joun 
i 88 tablc... II a convoquĆ iine foule de beautós de Weimar, paroe 
<|u'il dit <|nc je dois Tivre aussi avec la jeiinesse. {Mendelssohn, leilres 
iiiedites trąd. par A. Rolland. PariH 1S84). 

■) 'On voit <(ne cest un homme de g^oici {Zisly z podróiy 
t. 1. str, 372,) 

') W niewydanych pamiętnikach Goetbego, przechowanjch 
w muzeum jego imienia w Wejmarze znajdują siq tylko następu- 
jące wzmianki; „m-go Sierpnia. Po przytoczeniu rozmaitych za- 
rządzeń „Hierauf die beiden Polen" a potem: Zu Tische die bei- 
den Polen. 24-go Sierpnia wieczorem herbata n Goethego na któ- 
rej ; Die polniscben, franzosiachen und engliscben Fremden. 27-go 
Sierpnia wieczorem herbata a przyczem ogólnikowo wspomniano: 
Yicle Einheimische und die Fremden." 31-go Sierpnia wieczorem 
znowu herbata, przyczem dodano: „Die Polen nahmea Abaohied." 
Z pohijlH m fCejmarze przez Leopolda Meyeta w Kr. 14 15-go Łipoft 
1890 r. dziennika krakowskiego Świai). 

') Listy z podróii/ t. J. str. 1B7. 



Czucie i winra silniej mńwi do mnie. 

Z listu późniejszego Pani Ottilii do Mickiewicza widzi- 
my, te ta powzięła dlań głgbsze uczucie. Ostatni wieczór, 
który spędził Adam w jćj domu, pozostawił w ni^j trwalsze 
wrażenie, przytacza w owym liście słowa Adama i przeczy 
jego zdania, że sława nie jest tak wielkiem dobrem na ziemi. 
List C£^ tchnie uczuciem przyjaźni, czułości prawie. ') 

Mickiewicz opuścił Wejmar I-go Września z rana. Do 
dyliżansu odprowadził go Dawid d'Angers. On i Odyniec 
mieli za towarzyszy podróży Karola Tijpfera z Goettingi, 
dramaturga i powieściopisarza i barona Meyendorfa, Kur- 
landczyka, urzędnika z niinisteryum finansów. O 5 po połu- 
dniu 2-go Września stanęli w Frankfurcie, widocznie nie 
bardzo znużeni, bo tegoż samego wieczora poszli na przed- 
stawienie Fidelia BeethoTcna. W Frankfurcie zmienili weksle 
na złoto. Odyniec wysypał dla zabawki całe to złoto na 
stół. Na ten widok Adam przypomniał mu scenę z Orlando 
Furioso, kiedy on zobaczywszy pierwszy raz broń paln% ^vy- 
wozi ją na morze i topi, przewidując z niśj upadek odwagi 
i siły osobistej : „Otóż, dodał, i ja myślę, 2e jak skoro po- 
ezya zacznie przynosić złoto, to się sama powoli w bałwo- 
chwalstwo złota zamieni." Do Moguncyi udali się wod%. 
Patrząc na Ren, Adam powiedział Odyńcowi, że widzi Dru- 
idów i Legiony Cezara. W Moguncyi i w Koblencyi zwie- 
dził na prędce główne kościoły i gmachy. W Bonn stanął 
6-go Września. Dzieła Augusta Wilhelma Schlegla obudziły 
u Adama chęć poznania osobiście tego krytyka europejskićj 
sławy. Opatrzył się w listy rekomendacyjne do niego od 
kanclerza Mullera i barona Meyendorfa. Schlegel ciekawe 
udzielił mu szczegóły o Schillerze i Burgerze, ale za wielkie 
zajmowała w jego życiu migsce Pani Stitel, żeby o nićj nie 
wspomniał. Opowiedział więc wspólną podróż odbytą z nią 
do Szwecyi i do Rossyi w 1805 r. Z komiczną próżnością 



') Ob. Liflt Pani Ottilii w dodatku pod 

2>>K)I Adama HtckiacHtii. Tam IŁ 



— 50 — 

podD03ił, jak na stacyach pocztowych w Rossyi spotkali ich 
z rozkazu ministra urzędnicy miejscowi w mundurze galowym, 
z odkrytą glow% i ze szpadą u boku.') Może ta próżność 
Schlegla uatcbnęła Mickiewiczowi wiersze z 3-dćj częśd 
Dziadów o profesorze niemieckim: 

On przez dzień caJy chodzi po Bpaceracli. 
Albo prz7 piwie zasiada w orderacłi, 
A wieczór pisze, cara ataniąc, póki 
Wystarczą lipskie bibuły i druki. ') 

Przy rozstaniu się, Schlegel ofiarował Adamowi z dedy- 
kacyą : A monsieur Mickiewicz de la part de favteur, wiera 
odczytany na obchodzie urodzin Goethego. 

Odyniec, który obdarzał znajomych na Litwie mnogiemi 
opisami i wierszyki układał, nalegał na Mickiewicza, aby 
ten prowadził dziennik podróży. Adam 7-go poszedł za je^ 
radą i pokazał mu w pugilaresie następne słowa: „Hamburg- 
bifsztyk, Weimar-Goethe, Bonn-kartofle." Widocznie kartofle 
w Bonn barfzićj mu sig podobały niżeli Schlegel. Spisywri 
inny szczegółowy dziennik podróży, lecz nigdy jednśj kartki 
nie przeczyli^ Odyiicowi. 

Po drodze z Darmstadtu do Heidelberga, Mickiewicz 
i Odyniec spotkali 12-go Września Davida d'Angers i Wi- 
ktora Pavie i w ich towarzystwie zwiedzili Heidelberg i Karls- 
ruhe. 15-go Września rozsta'i się z nimi w Strasburgu. De- 
szcze prawie ciągłe towarzyszyły Adamowi w przejeździe 
przez Szwajcaryą. l3-go Września podziwiał spadek Renu 
w Szaffuzie i przez Chur, Zurych i Splugen dostał się do 
Włoch, głównego celu swojśj podróży. 



') ,.En plein uniforme de gala, chapeau boa et Tep^ au cAtó," 
•) Diifia Adama Mkkien-iaa t. II. etr. 419. 



m. 

Miokiewioz we Włoszech. Stosunki jego i tryb iyoia w Rzy- 
mie. Anastazya Chlustin i Henryetta Anitwiozówna. 

Przeprawa przez Alpy i ostatni wiersz do Maryli na ich §zcz;cie. 
Urocze wraienie muzeOw i pomników miast włoskich. Poznanie się 
z księciem Atichałcm Ogińskim we Ftorcncyi. Wjazd do miasta 
wiecznego. Ksicina Wolkońaka i ksiąie Ga{:arjn, Kniądz Parczc- 
ivBki i Wojciech Stattler. Rodzina Chlustinćw i poznanie członków 
familii Napoleona. Cicerone poety w Kzymie. ' 

Mickiewicz 25-go Września nad raoem zaczął się spu- 
szczać ku Włochom wśród mgły i deszczu. Odbył on czgści^ 
pieszo, częścią powozem przeprawę przez Alpy wśród słoty. 
Deszcz chwilami ustawał, słońce przedzierało sig przez mgły 
i pozwalało podziwiać piękności tak zwaiK^j via mała, wyku- 
tĆj w skale i wijącej sig nad przepaściami. Adam wierzył, 
ie Opatrzność nastręcza każdemu człowiekowi na drodze ży- 
cia zjawiska najstosowniejsze dla jego nauki i jeduo drobne 
zdarzenie głęboko się wyryło w jego pamięci : „Ja w Alpacti, 
pisał do Aleksandra Chodźki, raz widziałem byka na urwi- 
sku góry walczącego z piaskiem,' który usuwał się i niósł 
go w przepaść. Walka trwała dwie może godziny i byk 
wytnuął. Podróżni przechodzili mimo. Odyniec patrz^ na 
zwierzę jak na aktora, a ja wyciągnąłem z jego ruchów 
naukę, która mi nieraz była pomocna, a raz wyrwała mig 
z niebezpieczeństwa moralnego." ') 



Idat z I-go Kwietnia 1S42 i 



— 52 - 

Zbliit^ąc się do Wioch, poeta dumał o roskoszy z ji- 
kąby zwiedzał cudną t§ krainę z Marylą, obnrzał dg u 
myśl, te niewdzigczna może w t^j chwili rej wiedzie na we- 
sołem zebraniu i wnet zadawał j^ czułe pytanie : 

Czy bvtabyj szcz<,-śliwa, g<lyby moja miła 
WieriK^ oi wygnaiica przygody dzieliła? 

Maluje jćj, czemby była przeprawa z nią przez góiy: 

Ach jabym cie za rękę po tych skalach wodził, 
Jabym trudy podróżne piosenkami ałodził. 

Wiersz ten rzucony na papier w wiosce Splitgen, t» 
ostateczne pożegnanie pierwszćj miłości, to jakby wieniec 
z kwiatów alpejskich, zło2ony na grobowcu przeszłokL 
Serce już się namiętnie nie burzy, jak przed laty, ale na 
szczycie Alp, jak niegdyś na szczycie Czatyrdachu, gdy wzro- 
kiem szukał Litwy, stanęła przed oczyma poety TuchanCK 
Więcka kochanka: 

Na lodowiskach widzę blytszczące twe śkdy 
I głos twój slyszi.; w ezumic alpcjśkiij kaskady. 

Chociaż tysiączne drobne zdarzenia podróżne oderwrfj 
poetę od dumań żałosnych, to lada co przenosiło go w ro- 
dzinne strony, W Campo Dolcino, pirożki z serem przypo- 
mniały mu nowogródzką kuchnią, ravio/i lombardzkie wydidy 
mu 819 tem samem, co domowe szaitonosy. Ulewa prawie nie 
ustawała, wezbrana woda rzeki Liro uszkodziła drogg. Adaa 
brnąc w t)łocie, pieszo (tostał się do Cliiaveimy. Z Chiap 
Tenny dnia następnego wyjechi^ ekstra-pocztą, ale w miaste- 
czku Riva musiał przesiąść na statek i przypłynął do sam^ 
bramy pocztowego domu w Domaso, zkąd parowcem Lano 
zawinął do Como. Prawie całe miasto leżało pod wod| 
i czółnem udał się do katedrj-. Owoce południowe, jak 
świeże figi i winogrona, sprzedawały się po ulicach, mimo 
powodzi, a 27-go Września, w ciąga odbytćj drogi do Me- 



— 53 — 

d;olanu odkryła się Mickiewiczowi roślinność Lombardyi, 
morwowe drzewa, przeplatane girlandami winnych latorośli 

yf Medyolanie zastał Adam śliczna pogodę. Spotkał 
pierwsze z tych muzeów, których bogactwo odsłania widzo- 
wi całą dziedziog sztuk pięknych i pobudza do badań wie- 
kowego ich rozwojn. 

Jeżeli pierwszy rzut oka na brzegi Renu dał Mickie- 
wiczowi widzenie Druidów i Rzymskich Legionów Cezara, ') 
ileż wielkich scen dziejowych wywołały w jego umyśle Wło- 
chy, ta wspani^a świątynia wspomnień? Z jak% roskoszą 
odczytywał te karty przeszłości, zapisane na olbrzymich ru- 
inach lub w arcydziełach sztuki? Przypatrywał się wszyst- 
kiemn, najczęściej nie objawiając doznanych wrażeń, nie tyle 
dla braku gruntownej znajomości technicznej strony ogląda- 
nych przezeń przedmiotów, jak to przypuszcza jego biograf,*) 
ile z potrzeby zamknięcia w sobie myśli i uczuć cisnących 
się Oumnie na sam widok tych pamiątek przeszłości. Ody- 
niec nieraz go męczył, nalegając, aby ideę ledwie poczętą, 
wcielił i wydał na świat. Adam pokusie tćj opierał się, 
zbierał skrzętnie zasoby wiedzy, ale nie chcirf spostrzeżeń 
Gwoich udzielać na prędce ani publiczności, ani nawet Odyń- 
cowi, którego zbyw^ bądź milczeniem, bądź żartem. Po- 
dziwiał olbrzymich rozmiarów dtiomo lśniące od białego mar- 
muru. W wspaniałym teatrze de la Scala śpiewacy pier- 



') lisli/ z podroży Ł. I. str. 270. 

*) Zanfs hioyraficmo -Uuracki ekrcślił Piotr Chmielowati, 
L II. atr. 45. Aotor wybornie streniicza listy Odyiica, ale, zbyt na 
nich polegając, twierdzi, że „IV[ickiewicz do szcr.egi^łowego rozpatrze- 
lU 8JQ w koMoIach. galeryacb, posągacli, obrazach i ciekawościacb 
miejskich ochoty wielkidj nic miał i oglądał to wszystko b&rdziej 
[łla podróźniowego znyczAJn, aniżoli dla zadoHĆu czynienia Hilnćj 
iifetyczn^ potrzebie." Z tego or/eezenia wypadałoby posądzać 
Mickiewicza o zupełny l)rak, w owym czasie, zmyi^tu estetycznego. 
My jesteśmy innego zdania: mógł zmysł ten wydoskonalić, ale jego 
^najomoJG starożytności i wyższe poczucie artystyczne nie pozwa< 
ają przypuszczać, ieby Mickiewicz oglndaJ obojętnie Włochy. 



wszorzędni: Rubini, Lablache, wykonywali opery Rossiniego, 
balety odznaczały się wielkim przepychem. Ale Rzym ngcił 
Adama nadewezystko. 3-go Października puścił sig w dal- 
szii drogę. W tej czĘŚci podróży znalazł rozrywkę w do- 
wcipnej rozmowie bardzo oczytanej Włoszki Signora Racheli. 
W Wicenzie 5-go Października Odyniec zauważywszy, te 
Adam zabiera się oprowadzić tę panią po mieście, poszedł 
w inną stronę, aby nie narazić się na poetyckie gromy rzn- 
cane w sonecie na natrętnych:') i 

O przeklęty nadziarzii! Ja liczę minuty ' 

Jak zbrodniarz, co go czeka ostatnia katusza, 
Ty pleciesz błahe dzieje. 

Obawy Odyiica były zapewne urojone, lecz za usunie i 
cie sig swoje 2adnćj nie odebrał wymówki. 

W Padwie 6-go Października, Włoch Yizenzio MozetU, 
z którjm Odyniec zapoznał się na ulicy, oprowadzał grze- 
cznie jego i Adama po mieście i pokazał im posągi Stefana ' 
Batorego i Jana Sobieskiego, wystawione byłym uczniom 
sławnego uniwersytetu Padewskiego. 7-go Października rano 
w Fusinie nad Brentą, gdzie zamożni Wcnecyanie mają swe le- 
tnie wille, Adam i Odyniec spotkali hr. Gritti, do którego mieU 
list z Petersburga. Tegoż samego dnia wylądowali w We- 
necyi w oberży delia Luni;. Ale nie długo tam gościli i prze- 
nieśli się do prywatnego mieszkania: Ponte dei Dite Tom 
Correnta al Moro. 

Adam miał listy polecające od pani Szymanowskiej 
i od księżny Wołkońskićj do muzyka Peruchiniego: „Jestem, 
mówiła Wolkońska o Adamie w swym liście do Peruchi- 
niego, przyjaciółką jego gieniuszu i jego serca, nasz Ricri 
też go kocha, jest to jednem słowem ogniwo z naszego 
przyjacielskiego łańcucha." *) Peruchini zaprosił parę razy 



■) Lisly z podrótij t. IV. Btr. 130. 

') KorespOttdgnaja Adama Hickieiricza t. III. str. 100. 



— 55 — 

llickiewicza na muzykalny wieczór. Z przypadkowo spot- 
kanym Badowskim z Królestwa Polskiego i z Signorą Ra- 
chelą, Odyniec i Mickiewicz zwiedzili gondolą Malamocco, 
Mnrazzi i klasztor Mechitarystów na wyspie ś. f^azarza. 

W ciągłym nicliu i roztargnieniu Adam nie spieszył si§ 
z udzieleniem szczczegółów o sobie nawet swoim najserdecz- 
niejszym kolegom. „Od Adama pisał Malewski do Lelewela 
18/30-go Września 1629 roku, żadnych późniejszych, nad lip- 
cowe drezdeńskie wiadomości, dotąd nie mam, łubom otrzy- 
mał list z Pragi, podług podyktowanego przezeń adresu na- 
pisany. Niech mu Bóg tego nie pamięta, że mig tak niepo- 
koju nabawia! Już wyczerpała się cierphwość. Nie wiem 
żadnego adresu." Odyniec mniśj się zaniedbywał w korespou- 
dencyi, zdaje się, że z jego listów czerpane były doniesienia 
o obrotach Adama, które ukazywały sig od czasu do czasu 
w pismach warszawskich. Świadomy, że poeta, pod względem 
funduszów, opatrzony jest na kilka miesięcy, Malewski nie 
naglił przyjaciel, którzy wzięli na siebie trud rozpowszechnie- 
nia petersburgskiego wydania," Nie ścit)gam, donosił Lele- 
welowi w powyżćj przytoczonym liście, pieniędzy, bo aż 
w nowym roku chciałbym wszystkie długi popłacić, żeby za- 
ległych żadnych nie mieć rachunków.-' Prawie wszyscy, któ- 
rzy zajmowali sig sprzedażą wydania petersburgskiego, przy- 
jęli też na skład odbitki portretu poety. Lekwel nie wiedział, 
jak sobie poradzić ze zbyt wielką liczbą nadesłanych mu 
egzemplarzy litografii Wańkowicza, zasięgnął zdania Malew- 
skiego. „Spekulacye, odpowiada mu Malewski, na facyatę 
Adama tak dokuczyły, 2e już dawno wszelki^o do nich wda* 
wania się zaprzestałem. Teraz w 1500 r. ma być tu w loteryą 
rozgrywany ten sam wielki olejny portret, z którego te 
wszystkie ćwiartkowe i arkuszowe litografie rozmnożyły się. 
Zdaje mi się, że jeżeli do magazynów oddać egzemplarzy nie 
można, ode^anie ich do komisanta Wańkowicza byłoby naj- 
właściwsze." Litografie, na mnogość których tak początkowo 
narzekano, stały się prędko rzadkością. Oryginał zaś olej- 
n^;o portretu Adama wygrał br. Michał Borch. 



_ 56 — 

Gdy przyfaciele Adama byli tak niespokojoi o j^o 
osobę, czas mu szybko schodził w WcDecyi. Miasto to do 
zadnio innego nie podobne, przypomniało mu żywo Byrona, 
który tak lubił szukać natchnienia na pustem wybrzeżu Lido, 
gdzie Adam bgdąc raz sam na sam z Odyiicem, wpadł w zadumg 
i zapytał: „Czy ty czujesz kto tu jest z nami?" 1 jakby 
potrącony duchem angielskiego poety, zaczął o nim prawić. 
Dla niego dwa imiona wiek zapełniały: Byron i Napoleon. 
„Byron, mówił on, rozjątrzył tylko, Napoleon nadeptał t« rfe, 
które obaj w ludziacli czali i chcieli naprawić. Ale pr^z^j 
czy późniój przyjdą inni zesłańcy, którzy robotę ich d&lćj 
posunę." 1) 

Tak rozmyślając w Lido nad posłannictwem wielkich 
mężów i przyszłemi losami narodów, lub w kościołach i pa- 
łacach weneckicłi nad dawną świetnością królowćj Adryatyku, 
Mickiewicz nie odzywał sig nawet do rodzonych braci, nie 
sam więc Malewski ubolewał nad jego uporczywem milcze- 
niem : „Posyła ci, pisał z Krzemieńca 8-go Października 
18*29 roku do pana Franciszka Aleksander Mickiewicz, ukłon 
pani Zaleska, którą tu za powrotem z Wilna na kuracyi 
u Kaczkowskiego znalazłem. W tych dniach powraca na 
dawne mieszkanie do Białój Cerkwi, nie doznawszy spodzie- 
wanf'j pomocy w talentach lekarskich Kaczkowskiego. Przy- 
pomina ci jakiś iuteres literacko -drukarski, który ci powie- 
rzyła. Dla czego tak rzadko do niój pisiyesz? Dla czego 
Adam całkiem zdaje się zapominać? Mało jest osób, które 
równie z nią cenię, pamięć jój powiną być dla nas droższą 
i spodziewam się, że tak jest, bo o rzeczywistości ide^, 
który sobie o was wymai-zyłera, jeszcze nie wątpię." 

Mimo nalegania brata, Adam nie stał się pilniejszym 



'i Listy z poilroty t. JI. str. 17j. Może ze wezystltich zebra- 
nych w ksztiilcie listów wspoiiinieii Odyńca, żadne iiie nosi tak 
■nyrflżaie piętna Mickiowiczowekiego, jak ston-a, w których. wicsECz 
jiolt-ki bada tajouiiiico tjcli wielkich przeznaczeń. 



— 57 — 

korespondentem. Przebaczali mu przyjaciele, odgadując z ja- 
kich pobadek rzadko się do nieb zgłaszał. Do Rossyi swo- 
bodnie pisywać nie mógł ; zniechęćmy go ostrożności konie- 
czne przy wymianie listów z krajem, w którym tajemnicy 
korespondencyi rząd nie szanuje. Wiedział, że jednem słó- 
wkiem nieoględnem może narazić nie siebie, ale drogie mu 
osoby, o samych wrażeniach podróży pisać nie chciał, głęb- 
szych ncznć bał się wynurzyć. I finansowe względy miał 
na uwadze. Opłacać listów za ca}% przestrzeń nie było mo- 
żna, taryfa proporcyonalna do odległości wynosiła Bummc zna- 
czną, a dla kieszeni niejednego z wygnańców byłaby zbyt 
uciążliwą. Kilka zresztą listów jego do Malewskiego, które 
pan Franciszek posłał Czeczotowi i Zanowi do Orenburga, 
przepadło, między innemi i list jeden z Wenecyi. O tym 
liście Malewski wspominał ojcu swojemu 9-go Listopada 
1829 r.: „Miałem temi czasy list od Mickiewicza z Wenecyi. 
Papa wie zapewne, że sławny Goethe żądał mieć jego por- 
tret i umyślnie po to przysłał malarza. Piszę to jedynie 
dla tego, abym mego najłaskawszego Papg przekonni, że sig 
nie pomyliłem w wyborze moich przyjaciół, o których zna- 
jomość pierwsi dziś na świecie ludzie ubiegają się." Zdaje 
się więc, że w tym zatraconym liście Adam nadmienić 
o swojem przyjęciu w Wejmarze. Tyle pan Franciszek skru- 
szył kopii z ojcem o Adama, że nie mógł oprzeć się chęci 
dowiedzenia ma, że miał słuszność za sobą. „Z drugićj 
strony, dodawał z dumą dającą się usprawiedliwić, we^ Papo 
na uwagę, że taki jak ja człowiek, w obcym kraju, do któ- 
rego przybyłem bez żadnych rekomendacyi, nie mając 300 
I, sr. na rok opatrzonego dochodu, potrafiłem jednak zyskać 
dobrą opinią, znajomość uczciwych ludzi, zasłużyć na ich 
przychylność i mieć przyjaciół, których dziś świat admiruje, 
a szczerze mówiąc, jest za co dziękować Bogu! Daruj mi, 
drogi Ojcze, że się tak z głębi duszy przed tobą tłumaczę, 
ale radbym, żebyś uwierzył, że twoje dobrodziejstwa dotąd 
nie poszły na darmo i nadal, da Bóg, nie pójdą." Chwała 
]VIickiewicza wynagradzała Franciszkowi Malewskiemu nic- 



— 58 — 

złomn^ wiarę w gwiazdg poety, ale gwiazda la tylko zda- 
Icka miała mu przyświecać. 

W Wenecyi prawdopodobnie otrzymał Adam rozczula- 
jący dowód pamięci przyjaciół rosyjskich. W numerze Wrze- 
śniowym Telegrafu Moskiewskiego 1829 roku wyszło tłuma- 
czenie przedmowy do petersburgskiego wydania dzieł jego. 
Powtórzywszy artykuł o krytykach i recenzentach warszaw- 
skich, tłumacz dodawał nastgpne uwagi : „Mickiewicz jest 
njezaprzeczenie pierwszym poetą Polski i jednym z pier- 
wszych wszechświata literackiego. Podobnie jak wszystkie 
gioniusze, które sobie torują nowe drogi w dziedzinie poe- 
zji, przyjęty był oklaskami radości i podziwienia przez lubo- 
wników sztuki, a krytykami pedantów klasycznych. Uczo- 
noś<^, tych ostatnich czuła się widocznie znieważoną. Jakże 
młody poeta śmiał uwolnić się od prawideł scholastycznych, 
które go pętały jak pajęczyna i wznieść się tak wysoko bez 
zezwolenia obrońców dawnój poetyki ? Takie zuchwalstwo 
musiało byó ukarane. Ale jak ? Poeta wziął lot tak wy- 
soko, 2e pająki nic mogły już go dosięgnąć. Nie pozosta- 
wało im, jak snuć nową pajęczynę dość grubą, aby przejąć 
światło, które mogłoby innych wwicść w pokuszenie. Tak 
też poradzono sobie. Dziennikarze zabrali się do usunięcia 
nowćj pajęczyny prawideł scholastycznych z gorliwością zdu- 
miewającą dla wszystkich. Mickiewicz przez litość dla nich 
postanowił wykazać im wątłość ich roboty. Wydał wszys- 
tkie swe dzieła z odpowiedzią szczegółową i pouczającą dla 
swych krytyków." Dal^j oświadcza tłumacz, że pominął 
nazwiska tych krytyków „ponieważ są nieznane w Rosyi, 
a ich nieuctwo tak dowiedzione, że miał skrupuł rozpow- 
szechniać aż do Azyi repuŁacyą, którćj w własnym kraju 
używają. Powiem dla pociechy ciekawych, że i w Rossyi 
mamy klasyków, którzy dzięki nicowaniu dziel wielkich pi- 
sarzy, nie mniej śmiesznie przyczepili swoje nazwiska do 
nazwisk Karamzina, Żukowskiego t Puszkina. Któż im za- 
zdrości tego rozgłosu ? Można ich porównać do węża w bajce 
Ezopa, gryzącego piłę." 



— 59 — 

Dla Mickiewicza to wystąpienie mii^o tylko wartość 
znaku czci przechowanej dla niego. Klasyków warszawskich 
musiało to jeszcze bardzićj rozdrażnić. 

Z Wenecji Adam wybrał się 20-go Października przez 
Padwę, Ferrarę, Bolonią do Florencyi. Signora Rachela 
odprowadziła odjeżdżających aż do brzegu kanału, a p. Ba- 
dowski aż do Mcstry, pierwszego miasta na stałym lądzie. 
Wieczorem stanęli w Padwie w oberży Stella d'Oro. Dnia 
następnego kilka godzin poświęcił Adam Ferrarze, zwiedza- 
jąc pamiątki po Tassie i Arioscie. W tera mieście uśpio- 
nem i pustem, żaden objaw współczesnego życia nie tamuje 
cofnięcia się w przeszłość. Jak w Pompei starożytność, tak 
w Ferrarze epoka odrodzenia bije w oczy na każdym kroku. 
I^zy okazałości gmachów i obfitości arcydzieł nie zwraca 
się uwagi na to, że ludzi nie widać, doznaje się tego sa- 
mego uczucia, eona scenie przed zaczęciem widowiska: sala 
pusta, lecz ma się zapełnić za parg godzin. 

W Bolonii Adam zabawił od 22 do 25-go Października. 
Stanął w oberży Aquiia i\era. Miał list polecający do Mezzo- 
fantego, który władał kilkudziesięciu językami, a zaczął od 
polskiego w 1800 r , kiedy w mieście stał legion Dąbrow- 
skiego, ale nie udało się Mickiewiczowi zastać w domu tego 
uczonego Włocha. Przechadzał się więc pod arkadami ulic 
Bolońskich, zwiedził stary uniwersytet, gdzie znajdują się 
herby Polaków, którzy tam -studya odbywali, Piazza degi- 
ganie, dwie krzywe wieże Asinelli i Garisenda, finakołeke, 
kościoły w mieście i kościół Madonny di S. Luca za mia- 
stem. Do I''lorencyi jechał w jednym powozie z Williamem 
Allanem, malarzem. Allan, rodem ze Szkocyi, przepędził 
niegdyś półtora roku w Tulczynic, u Szczęsnego Potockiego 
i umiał trochę po polsku. Nie władając włoskim językiem, 
zażądał czegoś w karczmie po polsku, przez co zwrócił na 
siebie uwagę Adama i Odyi'ica i wywiązała się znajomość. 
Allan znał Trembeckiego w Tukzynie, był przyjacielem Wal- 
ter Scotta, prezesem Akademii sztuk pięknych w Edymburgu. 
Adam chętnie rozprawiał o sztuce, zwiedzał z nim muzea, 



— 60 — 

ale nie zdaje się, żeby ich poglądy artystyczne były zgodae 
i nic przyszło do ściślejszych między nimi stosunków. 

Droga z Bolonii prowadziła przez Apeniny, te Alpy 
w miniaturze. Florencya leży na równinie, między góraini. 
Przybywającemu do niój podróżnemu przedstawia się coras 
w innym kształcie. „Piękność kraju, słodycz obyczajów jego 
mieszkańców, były podziwem dla cudzoziemców, nazywąji- 
cycb Toskańczyków kapitalistami." ') Stolica Toskanii jest 
po Rzymie miastem najbogatszem we Włoszech w arcydzieła 
sztuki, nie dziw, że Adam parę tygodni potrzcbowi^ dla 
obejrzenia tylu skarbów. W Duomo florenckim, w Santa- 
Croce, w Uffizi, w Palazzo Pitti, dojrzewały w nim te po- 
jęcia o sztuce, które rozkwitły w Rzymie, a plon wydały 
dopiero w Paryżu. We Florencyi posłem rossyjskim był 
książę Gorczakow, przyjaciel Puszkina, dawna dobra znajo- 
mość londyńska Maryi Szymanowskiej. „Proszę go konie- 
cznie widzieć i powiedzieć, że się pamięci przypominam. 
Należy on do malfj liczby ludzi uczciwych na świecie." *) 
Gorczakow otworzył Mickiewiczowi salony arystokracyi wło- 
skićj. Poeta mało korzystał z jego uprzejmości. Pokazał 
się jednak na świetnym balu wydanym przez księcia Baccio- 
chi, szwagra Napoleona. ..Rzadko, pisał Odyniec do Wit- 
wiekicgo o pobycie we Florencyi, bywaliśmy gdziekolwiek. 
Większa część wieCKOrów przeszła nam na teatrze del Coco- 
mero, gdzie sławny aktor Yestri doskonale nas ubawił." ') 
Z hotelu di San Luigi Adam przeprowadzi! się na Canio 
alle RonĆini Nr. 7000 ulica Pianellai. Z polecenia Lelewela 
wręczył egzemplarz jego historyi polskiej Cianipieinu.*) Ksiądz 
Sebastian Ciampi, jako były professor literatury starożytnej 
w uniwersytecie warszawskim, został w stosunkach z uczo- 
nymi polskimi. Osiedlił się też by! we Florencyi książę 



') biiela Miana MkkUmicza 1. VI. atr. liii. 
=J KiiresiHiHiliHcya Adama Mickiewicza t. III, n 
") Ibid. t. I. str. m. 
*) Ibid. 



— 61 — 

Michał Ogiński, z którym Adam zawzięcie grywał w Bzachy, 
przysłuchiwać się gorliwie opowiadaniom człowieka czynnie' 
wmieszanego do wielkich wstrząśnięć narodowych od ostat- 
nich lat panowania Stanisława Augusta do upadku Napo- 
leona. . Stary ksią2e przekonawszy się do jakiego stopnia 
Adam lubował się w muzyce, grywrf mu polonezy w}asn^ 
kompozycyi, przeplatając te narodowe melodye anegdotami 
o Kościuszce i Aleksandrze I-szym. 

Jeżeli na Lido stanęły Adamowi przed oczyma postacie 
Kapoleona i Byrona, to w Santa-Croce, w tym Panteonie 
włoskim, wielkie imiona Galileusza, Michała-Anit^a, Alfierego, 
nie mogły nie wstrząsnąć silnie jego duszą. „Obchodziliśmy, 
pisze o bytności w Santa-Croce Odyniec, formalne Dziady."'^) 
Tak samo jak w Wenecyi, towarzysz Adama, streszcza roz- 
mowy z nim we Floroncyj w sposób noszący cechę wiarogo- 
dności. „Wieczna walka, mówił Adam, człowieka z niebem 
o pierwszeństwo ziemi nad słońcem, tak w świecie natural- 
nym jak ducha, jest jedną z wielkich tajemnic stworzenia 
i odkupienia. Ile wieków min§ło, rte walk staczać było po- 
trzeba nim Kopernik a za nim Galileusz odkryli i przekonali, 
że ziemia nie jest panią, ale sługą słońca. W świecie ducha, 
^ońce prawdy duchowćj ulega ciągle jeszcze wątpieniu i roz- 
trząsaniu każdego nowego pokolenia, które t§ prawdę po 
swojemu przesądza, a zawsze chce ją uczynić satettUą ziem- 
skiego rozumu. W świecie ducha ziemia, którćj silą jest 
rozum, a grzechem jest pycha, przeważa dotąd nad słońcem, 
którego światłem prawda, a ciepłem jest miłość," *J Poeta 
zastanawiając się nad oporem stawianym wielkim ludziom 
przez współczesne im społeczeństwo, tłumaczył, że wyższość 
ich w duchu razi „pychę równych im w ciele, chyba że ich 
matcryalną potęgą do uznania tćj wyższości przymuszą. 
Ludzie wielcy i dla przyszłych nawet pokoleń stają się bo- 
żyszczem, często nic przez co innego, jak przez to, że im 



') IasUj z podróiij %. TL str. ! 
') Ibid. t n. atr. 2m. 



słoią za miarę do sądzenia i poniżania współżyjących, a obok 
tego, solidarnie niejako w każdym pychę ludzką podnoszą 
i łechcą," ') Jest rzeczą godną uwagi, jak poglądy ówcze- 
sne Adama we 'Włoszech, o ile są przechowane dokładnie, 
przypominają treścią i formą późaiejsze wykłady parj-zkie 
w Collage de France. 

Adam wyruszył z Florencyi 14-go Listopada w towa- 
rzystwie Allana, Anglika Ryszarda Templcr, Izraelity Isaaka 
Mocatty i jakiesjoś Meksykanina. Przez San Cacciano i Ta- 
vemalli, zajechał na noc do Poggibonsi, 15-go Listopada 
zatrzymał się w Sienne, nocleg wypadł w Torinieri, 16-go 
Listopada popasywał w Radicofani, a nocował w San Lo- 
renzo. Odyniec spotrzegłszy, że Mocatta jest bardzo boja- 
źliwy, wpadł na koncept nastraszenia go, a namówiwszy sig 
z towarzyszami, zaczęli opowiadać o rozbojacli i rozljójni- 
kach, w ezero dopomagał i Adam. Mocatta przerażony, za- 
czął chować pieniądze w cholewy. Ponieważ Odyniec za- 
pewniał, że w razie napadu bronić si; będzie wszelkiemi 
silami, Mocatta błagał* Adama, aby go umitygował, zaręcza- 
jąc, że zwróci w Rzymie, coby napastnicy im zabrali. Mi- 
styiikacya ta niezmiernie zaba\Yiła wszystkicb, a Mocatta na- 
straszony wziął 17-go Listopada ckstra-pocztg do Rzymu, 
dla zyskania na czasie i bezpieczeństwie nie podróżując nocą. 
Po popasie w \iterbo Adam nocował w Ronciglione, zkąd 
ruszył w dalszą drogę 18-go Listopada o 4 z rana. 'Wkrótce 
odkryły się przed nim Campi A/aladeili, to jest kampania 
rzymska ogołocona z ludzi z powodu febry. AYidać było 
tylko stada bawołów i pastuchów konno z długimi kijami 
w poprzek siodła. O trzecićj po południu na widok kopuły 
Św. Piotra, Adam zdjął sam i kazał Odyńcowi zdjąć czapkę 
przed tą „tyarą świata."-} 

„Z uczuciem i wzruszeniem, pisał Odyniec do Witwi- 
ckicgo, wjeżdżaliśmy do Itzymu dnia 18-go Listopada o 4'/ł 



') LisUj z iiodróiij t. II. 8tr. 3(8. 
•j Ibid. Btr. 886. 



po polndniu. Przejeżdżając most na płowym Tybne, sławny 
zwycieztwem Konstantego nad Massancyuszem i rozparaicty- 
wn|ąc o legiach, postrzegamy z zagóry coś podobnego do 
ostrza dzid, były to uszy stada osłów, kt^re łachmanami 
malowniczo udrapowane Włochy pgdziły i ztąd rozmowa 
o togach, tunikach, nakoniec o konsulach. Wtem spotkaliśmy 
trzech tucznych abbatów. Za każdym krokiem odnawiają się 
podobne przeciwieństwa między wspomnieniami i rzeczywi- 
stością.." •) 

Szczególny urok miało dla Mickiewicza to „miejsce bo- 
skie, gdzie wszystko co znikło odradza się, aby nam okazać, 
że nie ma śmierci."*) Od ławek szkolnych tęsknił za Rzy- 
mem, wychowany wedle dawnćj metody Rzeczypospolltój 
Polski^'. „Żyliśmy, pisfJ Adam, w nićj i w Rzymie,"') 

We Florcncyi poeta odebrał był list księżny Zeneidy 
Wolkoński^, ponawiającej dawne nalegania, aby u rai] w Rzy- 
mie zamieszkał: „Nie zapominaj, pisała do niego 10-go 
Października, że ci ofiarowałam zajechać do mnie; nic krę* 
powalabym cię w niczem, a to nie jest czczym frazesem. 
Wjeżdżając przez bramę dei Popolo, zatrzymaj się na placu. 
Jest to widok przecudny, Toskania jest sama wytwomość, 
wszystko tam nosi cechę dobrego smaku. Brwi się marszczą 
przybliżając się do Rzymu, ale też i myśli się rozszerzaji^." *) 

Poeta przenosił swobodę nad najserdeczni^szą gościn- 
ność, ale pierwsza jego wizyta była n Wołkońskićj. Nim 
przecie do nićj zaszedł, obrawszy sobie kwaterę w Albcrgo 
di Europa na Corso, pobiegł do kościoła Ara Coch i do są- 
siedniego Kapitolium. Po południu, rzucił okiem na Wa- 
tykan i kościół świętego Piotra, potem udał się do PaJazso 
Ferruccl Via Monte de Briamo Nr. 20, gdzie Wołkońska ka- 



') Korespondeneya A. Miekietnicza i. I. etr. 56. 
■J Uefaip z Hatu pod dstą 12-go Kwietnia 1830 r. EonstctŁcna 
do panny ChluBtin. 

') Korespondeiio/a A. Mickiemcza t. II. str. 76. 
•) Ibid. t. HI. atr. 116. 



— 64 — 

zała przygotować mu pokój. Z pokoju nie skorzysta, lecę 
dal się zatrzymać na obiad, a księżna wysłała Szewyrewt, 
guwernera J^ syna, aby sprowadzić Odyńca, który czeka) 
na Adama w hotelu. 

Niezawodnie, źe i bez Wołkońskićj, byłyby się otwo- 
rzyły przed Adamem salony kosmopolityczne stolicy papież- 
kićj, ale nikt nie mógł oezczgdzić mu bardziej przykrości 
pierwszych chwil pobytu pomiędzy obcymi. Nie mógł te* 
Uickiewicz przybyć w lepsz^ chwili - Wołkońska, która żyła 
w wielkićj zażyłości z zacnym księciem Gagarynem, posłem 
rossyjskim, pośpieszyła 20-go Listopada przedstawić mo 
Adama. Gagaryn oświadczył się poecie z gotowością uprzy- 
jemnienia mu pobytu w Rzymie, o ile będzie w jego mocy, 
nalegał, aby swobodnie korzystał z bogatćj ksi%2ęcćj biblio- 
teki i zaprosił go natychmiast na obiad. Prasa moskiewska 
rozniosła była sławę Mickiewicza i pomiędzy Rossyanami, 
przebywającymi za granicą. Właśnie w zeszycie Łistopador 
wym 1829 r. lelegra/u Moskiewskiego, krytyk, rozbierając tłu- 
maczenie Sonetów Mickiewicza przez Kozłowa, chlubił się 
z tego, że Rossyanie sprawiedliwiej ocenili poetę polaki^o 
od samych j<^o ziomków. Krytyk zapominał, że wielbiciela 
polscy Mickiewicza nie mogli wyjawiać swoich uczuć dla niego 
z tą samą swobodą, co naprzyklad Polewoj, ale takie wystą- 
pienie krytyki rossyjskiej uie mnićj było dla ni^ zaszczytne 
i oddziaływało na zachowanie się wobec poety polskiego 
nawet figur rządowych. 

Adam pożyczył od Gagaryna Liwiusza, a na obiedzie 
poznał profesorów uniwersytetu rzymskiego Nibby i Lanzi, 
malarza Brulowa i księdza Stanisława Parczewskiego. Re- 
prczentacya Rossyi przy Watykanie podówczas istniida tylko 
z tytułu spraw dotyczących kościoła katolickiego w Polsce. 
Gagaryn mawiał żartobliwie, że się uważa jedynie za posła 
króla polskiego, Polaków przyciągał do siebie i chętnie ich 
popierał. W albumie Mickiewicza przecliowała się akwarela, 
przedstawiająca Adama z długim cybuchem w ręku, grają- 
cego w szachy z rudym Gagarynem. Sama Wołkońska wy- 



dawała wieczory, ndńi' >ii; ;^hi(.'i-:ily «>/y-lkic /llaknlllit^l^|■i 
rzymskie, duście jej. z ^(ity liinyed/eni kim je^t Mitkiewie/, 
wyjątkowe okazywali mu wzi;lęiiy, a w 182'J r. towarzystwo 
w Uzj-mie było i liczniejsze i wybrańsze ni* kiedykolwieii, 
Rzym skupia każdt'^ prawie zimy wybitniejsze osobistości 
z całego świata, ale nigdy nie było nad Tybrem większego 
doboru cudzoziemców, bawiono się na zabój. Po wstrząśnie- 
niach wojen napoleońskich, arystokracya europejska odnawiała 
tradycye XVI]I-go witku, przerwane katastrofami plerwszćj 
rewolucyi francnzkiej i piorunuj iicemi zwycięztwami cesarza. 
Spieszono się korzystać z chwili wytchnienia. Adam wapo- 
minając o gorączkowej wesołości wyższych sfer Swczesnych, 
przypisywał ją po czgści mętnemu przeczuciu blizkich zmian. 
Jak w wilią, terroryzmu, tak w wilią dni lipcowych, w przed- 
burzy odurzano się bezustannie rozrywkami. 

Na balu wydanym 28-go listopada przez Gagaryna, 
Mickiewicz zapoznał się z najznakomitszymi artystami, któ- 
rzy bawili wówczas w Itzymie: z Comniucinem, z Horacyu- 
szem Yernetem, z Thorwaldsenem, który wykonał był pię- 
kne popiersie marmurowe Maryi Szymanowskiij, na tyni?:e 
balu spotkał się z hrabią, Aukwiczem z Galicyi. Hrabia 
Ankwicz, pan zamożny, przjjmowal n siebie cale towarzystwo 
polskie. Zaraz na następny wieczór (,2d'go Listopada), zapro- 
sił Adama z Odyńcem. Zebrało się u .\nkwiczów na Via 
Mercede ze trzydzieści osób, między nimi księitna Iza San- 
guszkowa, książę Wilhelm Radziwiłł, młody książę Aleksan- 
der Czartoryski z guwernerem swoim Strzeleckim, dziewięć- 
dziesiątletni Dunin , komandor Maltański etc, Mickiewi- 
czowi ból zębów nie pozwolił być na balu. 15-go Grudnia 
oddał wizytę Ankwiczowi, który 2-go Grudnia przyszedł za- 
prosić go na obiad, na 4-go Grudnia. I'o obiedzie córka jego 
Henryeta') zagrała na fortepianie. Tak się zawiązał ten sto- 

') Urodziła sii; w Macliowic kolo Pil/.na, 2!i-go Listopada 
ISIO r., primo voto Soltykowa, seciiiii/o '■•ilo Kuczkowska, umarła 
w Krasneiu T-go Stycznia 18711 r. Do zwiRrzeii jej, starannie spisa- 
nym Adama McUruicia. Tom IL 5 



— 66 — 

Eunek, który pozostał długo niejasnym dla przyszłych bio- 
grafów Adama, a może nie był nigdy Jasnym i dla nich 
samycłi. Rzeczywistość nie odpowiada późniejszym domy- 
słom ; błąkanie się po kwiecistych ścieżkach, nawet bez ża- 
dnego celu, ma wprawdzie w sobie wiele powabu, lecz nie 
należy nadawać mu dokładności topograficznej, jak to nh 



nych przez Panią Sewerynę Uuohlńaką , nie moina przywiązywać 
uajmniojszĆ) wagi, jak tego dowiódł ksiądz Jan Siemieński na zasa- 
dzie i^j własnych papierów, które mu się dostały. Z papierów tych 
okazało aię, ie w Listach z podróiif opia stosunku Adauia z Ankwi- 
czarni Pani Kuczkowska ułoiyła 2 Odyticeui. Talent Odyiica nie 
mógł zarfldrió jego wlasnty nicwiafiomoaci, a Pani Kuczkowska bai^ 
dzi^j tro.szczyfa fi«; o wystawienie siebie w poetyczuem świetle przed 
potomnością, niż o prawdę. W dzienniczkach j^j, wzmianki o ItUo- 
kiewiczu są rsadkie i suche, namiętność obudzą się dopiero, gdy 
występuje na scenę przyszły j^j pierwszy maż, hrabia Sołtyk. 
W koreapondencyi Mickiewicza są dowody, ie OdyńcH nie przy- 
puszczał do roli konfidenta. Uwalnia nas od potrzeby azezegóto- 
wszych objaśnień dzieło ks. .T. Sieniieńakicgo pod tytułem; Eimmia, 
gdzie wykazuje dostatecznie, ie tak opisy Odyńca o Ewuni , jak j^j 
zwierzenia nalcłą do szeregu tych bajeczek, które dość obficie priy- 
ozepiaJy się do opowiadań o Mickiewiczu. „Wiele w nich, pisze- 
ełusznie ks. J. SiemieńskL o zwierzeniach Ewuni, jest fantazya i na- 
wet niedokładności i nawet zmyislenia... Mówiła przy herbacie to, 
co w podobnych razach mogło mieć miejsce, co znajduje sie w ro- 
mansach drukowanych, lecz, co prawdopodobnie w stosunku Mic- 
Idewicza do ni^j miejsca nie miało." (Emuiia str. 258 — 259.) N, p. 
opowiadanie, jakoby w Albano Odyniec zgubiwszy śrubkę od ołówka 
i napisawszy wierszyk na ten temat w Albumie Panny Henrietty, 
otrzymał za to burę od Adama, który natychmiast utwór przyjar 
dela zastąpił wierszem: 

Gdybym się zmienił w stęgc złocistą, 
upada przed faktem, ie wiersz ów powstał jeszcze w Odessie. Pani 
Kuczkowska wspomina o a potkam u się Malewskiego w Pary £11 
w 1834 r. z Mickiewiczem, a Malewski za iycta Adama w Paryia 
nigdy nie był. Pani Duchińska rozczula się na myśl, co cierpiało 
serce Ewuni, gdy Celina Szymanowska przejeżdżała przez Kraków, 
w drodze do Paryia. Panna Celina jechała na AVrocław, w Kra* 
kowie nie była, a nikt o j^j projekcie zam^pójścia nie wiedział. 



- 67 — 

bią Odyniec i pani Buchińska. Dwudziestoletnia panienka 
wzdychała za ideałem, poeta nie byt obojgtnTm na widok 
podlatującego ku niemu Eerduszka. Błogie wahanie się, 
słodkie wątpliwości, czarujące znaki zapytania, trwi^y dość 
dłogo, aby ślad zostawić w poezyacb Adama. 

Hrabia Ankiewicz wybnd się hyl do Włoch w 1827 r. 
z żoną i córką z przyczyny wątłego zdrowia tćj ostatniej. 
Opowiadania księżnćj Wołkońskiój o Mickiewiczu bardzo 
zaciekawiły pannę Ewę Henryettę Ankwiczównę, znalazł 
więc w ni^j poeta gotową wielbicielkę. Ma wiadomość, że 
poeta do Wioch się wybiera, „panna Henryetta Ankwicz, 
mówi obecny wówczas w Rzymie Wojciech Stattler, drżała 
z radości, iż go wkrótce obaczy."') 

Sam Adam miłego doznał wrażenia, spotykając ładną 
panienkę (acz nie była istotną pięknością), wielce oczytaną, 
bardzo muzykalną, obeznaną z osobliwościami Rzymu i z naj- 
nowszą poezyą francuzką i angielską. Pierwsza to była ro- 
daczka, w której dostrzegł tyle wiadomości estety czno-lite- 
rackicb i nie taił jćj, jaką znajdował przyjemność w możności 
traktowania z nią poważnycb przedmiotów. Ale ododość 
nie zamyka się długo w przeszłości, rozmowa przechodziła 
z katakumb rzymskich do więzień rossyjskich. Panna Hen- 
ryetta okazywała najwyższe współczucie dla ofiar litewskich, 
j^j religijność była raczej powierzchowna, chociaż gorliwie 
broniła katolicyzmu, może pod wpływem nieodstępnej towa- 
rzyszki, krewnćj Marceliny EempickićJ, osohy wyższśj i głę- 
boki^ wiary; lecz jeżeli Łempicka marzyła o niebie tylko 
i o lilasztorze, to panna Henryetta zdawała się być postacią 
Byronowską. Rozplywfda się nad dziełami angielskiego poety, 
ubolewała, że nie znalazł godnćj siebie pocieszycielki. Uczony 
YiscoDti chętnie skarbami sw^ erudycyi obdarzał młodziu- 

■) Przypomnienie starych tnajomosci na pamiąlkĘ Kletneulynie 
z Zerbonich SlatlUr przez Wojciecha Kornela Stattlera (Nr. 431 Kiosów 

aOWrlrtnl. J873 j 



chne cadzoziemki. „Yisconti, pisze w swoim dzienniku 13-go 
Grudnia 1829 r. panna Chlustin, oddany nam jest, jak gdy- 
byśmy były ruinami." On tei przysposobił pannę Ankvi- 
czównę do cyceronowania poecie, a jego spostrzeżenia nabie* 
rały szczególncj^o uroku w panieiiskicti ustach. Poeta uwie- 
rzył w nastrój poważny rozpieszczonej jedynaczki; „panna 
Henryetta ceniła (według pani Cłilustiu ') nie człowieka, ale 
poetę, kochała się w je^o sławie nie w jego osobie. Oboje 
usiłowali wmówić w siebie uczucia, którycti nie dozuawalL 
Nie była to miłość. Nie przywiązywałam wielkiej wagi do 
podobnych marzeń bez jutra." 

Matka panny Ilenryetty chciała przedewszystkicm nie 
sprzeciwiać się w niczem ubóstwianćj córze. Ojciec zaś 
jćj był człowiekiem praktycznym i prozaicznym , pełnym 
dumy rodowej i obawy nu'zaliani>u. Nie zdaje sig, żeby 
córka kiedykolwiek opierała sig gwałtownie woli ojca. Nie 
troszcząc się zapewne barłizo o mglistą przyszłość, trzymała 
się raczćj starożytnćj maksymy: Oape diem. A dni scho- 
dziły tak miłe! Kolonia polska iiyła łącznie, w kilku do- 
mach zbierali się i magnaci, jak : księstwo Sanguszkowie, 
hrabiowie Alfred i Artur Potocki, książę Jerzy Czartoryski 
i duchowni, jak : Parczewski i Chołoniewski i artyści, jak : 
Stattler i Karczewski. Mickiewicz w Uzymic prowadził więc 
życie nic mniij ruchliwe i światowe, jak w Moskwie i Pe- 



*) Z opowiadania ustno>;o. Oilc:!ytiiłoin pnni (Ihliisliii, tłu- 
macząo na francnzkie, Lisli/ ; jioiłnii;/, i sąd s(,ilziwej przyj aci''ilki 
Adama zgai\x&l si^ najzujielui^j zu zdattii'i>i, kti'irc znajdujem; da' 
leko płSźnićj u ksii^ny iSaiigiisKkowilj. ..Uzccis była ci&bawa, pisał 
hrabia Stanisław Tarnowski w iiekfoloini ksi(;;!ny Izy z Liiltouiir- 
flkich Sangusakowfj, slyszcó ksii.-żiii-, jnk czyfnjnc Odyilca, prosto- 
wała jego podnnic i sprowadzała du właściwej miui-y. Jako naowny 
świadek przyznawała, że ive wszystkitiui je^t coś prawdy, ale pra- 
wie zawrze prawda pr/osadzona i przekaztałcoiia. — Wierzcie mi, 
ie w tycli liatacli jeat dużo poetyckich amplifikacyi. Sama ta miłośt^ 
Mickiewicza nio liyla nic wielkiego." (Odcinpit Cznsii ll^-go Kwietnia 
189(1 r.) 



— 69 — 

sburgu. Z Allanem, a częściej z Stattlereni zwiedzi 
izea, z Ankwicz6wn% starożytności i okoliczne wille. 

Adam trafił na zimę dżdżystą w Rzymie, a że zawsze 
ł czuiy na zimno w mieszkaniu, mało siedział w domu, zwie- 
ał du£o i korzystał z ciągłycłi zaproszeń. Nakoaiec uciekł 
!ed zimnem z Albergo dtl Europa, Szewyrew wyszukf^ ma 
>szą stancyą na Via del Orso 35 w pobliżu palazzo Ferrucci, 
zie mieszkała księżna Wołkońska. Niestety i na via del Orso 
am dzwonił zębami, a raz próbując ogrzać się za pomocą 
rbonelli, to jest naczynia z blachy z rozpalonemi węglami, 
ko co się nie zaczadził. Życie takie, najnieodpowiedniej- 
! literackiej pracy, uśpiło jego muzę, spotkały go tćż 
artwienia, o którycłi pisał Malewskiemu pod dat% 30-go 
itopada 1829 r. „Odbieram dziś list twój pełen nowin smu- 
■ch i zgryźliwych. Biedny Sobolewski, mój niegdyś towa- 
sz u Bazylianów i na kibitce! Słowa twoje, że to pier- 
zy nasz nieboszczyk głęboko utkwiły mi w duszy."*) 
rwszy to był nieboszczyk z zastępu czternastu Filomatów, 
iyt kości swoje na zauralskim cmentarzu tylu pokoleń 
skich, na Syberyi. Myśl, że może w t^ chwili jedea 
ego towarzyszy kona gdzieś samotnie, często ściski^a serce 
arna wśród wesołego gwaru biesiad i wieczorów rzymskich, 
ikał ukojenia w gruzach miasta wiecznego tak silnie prze- 
A-iających do jego wyobraźni. \. nie same kamienie 
adczyły o znikomości najpotężniejszych mocarstw. Nad 
łrem żyła matka człowieka, który trząsł światem, żyła 
odziną swoją na wygnaniu. Napoleonidzi poczuli instyn- 
wo, że po ruinie ich losów, najwłaściwszą dla nich sie- 
>ą było miasto odwiecznych ruin. 

Księżna Wołkońska wspomniała królowej Hortensji 
rzybyciu Mickiewicza, o jego czci dla cesarza i chęci 
:nania jego rodziny. Mickiewicz złożył 12-go Grudnia 
ytę królowej Hortensyi. W domu rodzicielskim czyty- 



') Korespmidataja Adama Mickiewicza t. L str. 51. 



wał o ni^ coda w opisach uroczystości pierwsz^o cesar- 
stwa i nieraz słyszał jak zazdroszczono szczęśliwcom, którzy 
mogli podziwiać j^j r>'sy. Przy wejściu do jej salonu, mło- 
dociane te wrażenia tak go silnie opanowały, te gdy zuniasŁ 
spodziewanej cudnej urody kriilow^j spostrzegł osot>g bei 
żadnych śladów piękności, zapomniał jeżyka w gębie. ') 
Zmieszanie to krótko tmało. Adam wyraził wiarg swojg, 
że gwiazda Napoleonów nie znikła na zawsze. Było to też 
przekonaniem Hortensyi, wszczepiła je może w doszę syna, 
Ifcz nie podzielali go wszyscy czIonkoHie rodziny. liortfn- 
sya raczyła otworzyć mu zbinr}' familijne, które pokazywała 
tylko wybranym. Był tam także portret Napoleona na ko* 
niu przez barona Gros, w historycznm szarym sordocie 
Pani Letycya złamała była sobie nogę, więc j^ widzieć 
nie mógł. Hortensya przypomniała .\damowi, że j4j brat 
winien był ocalenie życia jenerałowi Kickiemu i zaprosiła go 
na wtorki i soboty, dni. w których przyjmowała, 

Uickiewicz niebawem z jej zaprosin skorzystał i 15-go 
Grudnia był u nićj na wielkim wieczorze. Przedstawiony 
został synom królowćj Hortensyi. Przyszły cesarz liczył 
wówczas 21-szy rok życia, zdawał sie szczególnie lubować 
w konnfj jeździe. Skończyło się z nim na pohicżnćj znajo- 
mości, chociaż go później spotkał kilkakrotnie, gdy przeci< 
wnie ze strjjem jego królem Hieronimem, zawijały się 
bliższe stosunki. Przy przedstawieniu go nąjmłodszemo 
z braci Napoleona, Adam przypomniał sobie, żewlbia roku, 
przez sztachety ogrodu rodzicielskiego domu, widzi^ króla 
Hieronima „idącego przez szpaler, salutującego na obie strony 
prezentujących przed nim broń żołnierzy. Tłumny orszak 
lśniących od złota, w kaszkietacłi i kapeluszach z piórami, 
szedł za nim i zatrzymał się przed gankiem, z którego król 
ich pożegnał. Gdyby anioł zstąpił z nieba, nie mógłby go 
przejąć wigksz% czcią i podniesieniem." -) Adam powziąt 

■) Z opowiadań Adama Mickiewicza star^icmu sanowi. 
*) Listi/ z poilriiiij t. III. etr. j4. 



— 71 — 

wielką sympatyą dla króla westfalskiego, ktdry mu odpłacał 
najszczerszą życzliwością. 

W tymie samym miesiącu, 14-go Grudnia na wieczorze 
B księżnej Zeneid; Wołkoński^j poznał osobę, z którą za- 
chował stosunek długotrwałej przyjaźni, Rossyankę, Werę 
CłilustiD, wdowg podróżującą po Europie z córką. Prostotą 
i słodyczą swoją wznosiła się ponad wszelkie międzynaro- 
dowe rozterki, nigdy zaciętość walk polsko-rossyjsklcłi nie 
zakłóciła ani na chwilę j6j przyjaźni z Adamem, na skargi 
własnych rodaków odpowiadała, że jeżeli Adam na nich po- 
wstaje, to chyba dla ich większego dobra i ie za to należy 
mu się od nich wdzięczność, w żadne zresztą dyskusye 
w tym przedmiocie nie wdawj^a się. Najwięksi panowie 
rossyjscy, Posłowie Mikołaja w Paryżu, uszanowali jćj nie- 
złomne przekonanie. Po kilku dniach znajomości, znalazła 
się z Adamem na tej sam^j stopie, co do końca jego życia, 
żadna chmura nigdy nie zaćmiła ich harmonii. Pani Chlustin, 
jak Ankwiczowie, szukała pod pięknem niebem włoskiem 
wzmocnienia delikatnego zdrowia swćj córki. Córka ta, 
panna Anastazya, trzymała dzienniczek, opisuje w nim pier- 
wsze widzenie się z Adamem „Otóż mi dzień ruchliwy 
Po nŁ=zćj mszy nastąpiły przedstawienia wszystkich nowo- 
przybyłych Rossyanów, potem zaszliśmy do świętego Piotra, 
następnie obiadowaliśmy n księcia Gagaryna w małem kółku.'] 
Jaki chłód panował! Wszystkie damy w jednym salonie, 
wszyscy mężczyźni w drugim, podczas obiadu ten sam roz- 
dział. Miałam przy sobie nadzwyczajnym trafem jenerała 



') Jest to w sprzeczności z Odyńcem, który przytacza nawet 
bilecik Wotkoóskićj do Adama: „Venez diner .')ujourd'hui chez moi. 
Anastasie sera des ni'itres" i opowiada, że piec, przy którym po 
obiedzie podawano kawę i cygara ,,tak wkrótce obie strony roz- 
grzał, że gdybyśmy nie pierwej poznali Pannę Honryettę, Bóg wie, 
coby być mogin. Adam jest pod urokiem t^j nowej Armidy." (Listi/ 
2 podróiy t m, Btr. 74). W tych wszystkich szczegółach pamięć 
Odyńcowi nie dopisała widocznie. 



— 72 — 

Winspeare, który jest bardzo uprzejmy. Wieczorem wrbrar 
liśmy sig caią, gromadą do ksigżnój Zeneidy Wolkoński^ 
osoby dowcipnćj, pelnćj talentów. Mo2na tam słyszeć wy- 
borną muzykę, ale zawsze wokalną. Wyznaję, że te piękne 
rulady nie wstrząsają moj^j duszy, mały kawałek odegrany 
przez pana Brockelberga większe robi na mnie wrażenie. 
Wszystkie znakomitości Rzymu były tam zebrane, zacząwsiy 
od sekretarza stanu kardynała Albani, który też układ& 
pieśni, ale sądzę, że trzebaby edyktu, aby je kto wykonaŁ 
Dużo rozmawiałam z Thorwaldsenem, jest pełen naturalno- 
ści i prostoty Jakby sig nie domyślał własDój cbwały. Po- 
znałam poetę polskiego, którego Szymon ') już był widzi^. 
Jest to Byron polski, rozmawialiśmy o literaturze i wy- 
znaję, że wieczór zszedł mi mile między sztuką a literatarą. 
W żadnym kraju cierpieć nie mogę oklepanycłi komunałów, 
lecz nie do przebaczenia są tu w Rzymie, gdzie tyle na- 
stręcza się przedmiotów do rozmowy dla wszelkiego rodzaju 
umysłów." 

Panna Anastazya, chłodnej duszy, ale przenikliwego 
umysłu, rzadkiego wykształcenia osoba, całe życie gam^ 
do siebie wielkie inteligencye i ciekawie przezierała skarby 
ich wiedzy jak inni wertują książkę. Wprawdzie zapisatei 
ona pod datą 18-go Grudnia: „Wczoraj poeta Mickiewicz 
zacłiwycił mię swoim dowcipem," lecz mózg jźj a nie serce 
podlegało zachwytom. Dzięki trzeźwemu rozumowi nie da- 
wała się odurzyć światowością, chociaż salonowość była j^ 
żywiołem. Jak na balach tancerze podziwiali jćj dowcip 
i wesołość, tak podziwiali starsi archeologowie j6j oczyta- 
nie i inteligencyą. Otoczona naj wybitniej szemi osobistościa- 
mi, nie starała się bynajmnićj zawracać im głowy, cieszyła 
się z obfitości składanych j^ hołdów i z rozmaitości obja- 
wianych uwielbień. W swoim dzienniku, pod datą 9I-go 
Kwietnia 1830, pisze o sobie: „Znajdują mnie miłą w towa- 
rzystwie. Xie jest to zalotność, ale naturalna skłonność do 



') Chluatiu, brat P. AnuBtazyi. 



— 73 - 

zaskarbienia sobie życzliwości. Po co ta żądza podobania 
się, ta chęć jednania sobie sympatyi, po co ten haracz na 
rodzaj ludzki? Tego sobie wytiumaczyć dotąd nie umiem, 
przyjdzie to potem. Nigdy tyle się nie rozkoszowałam w po- 
ezji, wszystko mi sig przedstawia w kolorach ciepłych i ży- 
Tvycfa, poezye Byrona zgadzają się z tem uczuciem. Nie je- 
stem melancboliczną, ale melancholią rozumiem, boję sig 
żeby nie była moim udziałem, gdy wyjdę z życzliwćj atmo- 
sfery, w którćj rozwinęła się moja młodośl^. Czuję, że bę- 
dzie coś ze mnie, jeżeli trafię na serce. Szczęśliwą mogę 
być tylko przy zupełnćj swobodzie i wyrobionem stanowi- 
sku." Teorya, według której szczęście polega na tem, aby 
głowa zawsze rozkazyw^a sercu, zapowiadała pannie Ana- 
stazyi najpomyśIniq'sz% przyszłość. 

Brat j^j Szymon zupełnie inacz^ zapatrywał się na ży- 
cie. „Ma on, pisała panna Anastazya w swoim dzienniku, 
du2o oryginalności, piękną, szlachetną i gorącą duszę, ale 
bez jasnego celu. Życie realne go nudzi, zdaje sig wszyst- 
kiem brzydzić. Gdy się chce każdą rzecz rozbierać i spro- 
wadzać do ostatecznych wyników, życie traci urok. Moje 
■wesołość bierze za lekkomyślność. Chciałabym natychmiast 
pogrążyć się w smutku, aby mu dogodzić. Ale nie mogę." 
W bracie mnićj było równowagi, w siostrze mni^ ciepła. 

Trójcę Cblustinów, jak ich żartobliwie Mickiewicz na- 
zywał, prędko polubił i dom ich upodobał sobie, a chociaż 
wierszem nie podzigkow^ pannie Anastazyi, za to nie mniój 
go oprowadz^a po Bzymie, jak jćj przyjaciółka Henryetta 
Ankwiczówna, którćj poeta wdzięczność swojg wyraził jako 
swojemn cicerone: 

Przez rzjmskie bramy, grahj i świątynie 
Tjpj przewodaiczym bjla dla mnie aniołem. 
<• Oprócz polskich i rossyjskich domów, Adam hywat 
jeszcze u księżn^ Bietricbstein, u hr. Ksawerostwa de Maistre 
i w paru angielskich kołach. Ale pogoda wciąż nie sprzy- 
jała wycieczkom za miasto. „Ciągle deszcz, pisze panna 
Anastazya w swoim dzićnnikii pod datą 16-go Grudnia. 




T-T/.-! -w-jn^z 'i* Eiii?- ■*. laisT"- - C-iwifiei^ sw. Piotr 

-•t«-, la; a-j:*-'/.-; Łi:rł=ŁŁh' AiiaLŁlbir Sass^I i lady H»- 
~:"*,r_ Tl ■■-r.trr--.i wriia Łł l*-r; GnńŚŁ _C'5rki Udj 
Ei.-,;.;7 iiizi;'.:-!! -ł rrr4s1i.2=^. ;si-i pdsaa ^ustuyi. 
hty.r.. ziz.^ --i;!z.:z:. ^■"-•is.y JiiŁKi-iori. srządzosT Dajgin 
■■■■.■*i.ł;. C-- Tj-i: .'■*s* iŁii:-=iT7.i Ta-irci:«iKi>w znaUdo 
*;* 'a::! '-•rz -r^it^- W t-i-ritii:! Iłł;*: i^nisu. nstlok 
i«;iWT7:*, zi;r-.^z^ : rcris:-;: tiłki-elsyca aże tU SKe- 
k'.»^'.T:'[ ;':.-*i'.\ ■^^-."■-■'^r-A ii-^-zo GnisiA był lu śnia- 
"iir.:-. 'ii.^ćc. ;tz~z hzziryzA =:■«*=:: f-:j!=i'>»i inncozkieiin 
li*. U f *rT0i:.i7*. Ci k:->*c: się z&i]uł.> ai :ne^*li kanlyiu- 
t'i» : Pi',..*. AlijiŁi : OdesthilihL I»e lx Ferroanaye pod- 
«4.i "Tsizra-' ji. dńEO przebywał jak AiI»Ł w TukzyBie. szczy- 
cił ni^ z:.iy.^'i'.ciA i z Trembeckim i B»acz3 Tomaszewskiiii, 
a'-*orijn T-j /usifUoniilu. ktOra p-jishiżyła Mickiewiczowi do 
wj-^ąpi^iiia r.a ictr.ie literacidej « r>>li recenzenta. Wieczór 
pT7.':p^iizH poeta na (1:3 Mtrctńt. Naitepneso dnia. to jesl 
Sfl-irr) wtbrał rjc z Ankwiozami d<> Watykann oglądać Loggk 
e nanzt )Ufa<.-Ia : po obiedzie catc poUkie towarzy^wo udała 
-:c i\h ksi^ztwa r^aniiiszków. i^-ąa Grudnia ksictua Woł- 
krfń<<ka zawiozła Adama do willi Pamphili i do galeryi Bor- 
(.'b"v-. ^3-Ko Orudnia hył na ••biedzie a Itadziwilła. na ber- 
hA<-Ai: PI .Strzel'":kiei:"j. 

Na wilią. uc/.ta odbyła się u Ankwiczów, całkiem po 
pol-ikri, na .siaoir; pod gwiazdą z opłatków i z obrzędowemi 
pritrawami. Zf:brało się osób dwanaście: Pani Moszyńska, 
JtTzy Czartoryski, Strzelecki, Stattler. ksiądz Zaj%czko\i-ski 
i k^i^dz {'arczewiiki i t. d. Gospodarz wzniósł zdronie soleni- 
zanta, ^■>^cie odpowiedzieli zdrowiem solenizantki, a ksiądz Za- 
jąrzkow.ski wzniósł trzeci wspólny toast Adama i Ewy. Pani 
Ankwiczowa, po obiedzie, na proźbę Adama, zagrała melo- 
(lyj[ : Anioł pitUerzom mówił, Ale żadna z dam nie towa- 
r/yHzyla Adamowi na pasterkę do Sania Maria Maggiore 
7. przyczyny ulewnego deszczu. „Papież, pisze w swoim 
dzienniku panna Anastazya pod datą 25-go Grudnia, mit^ 



_ 75 — 

odprawić pasterkę w kościele Santa Maria Maggiiire, ale 
ma tego zdrowie nie pozwoliło. Poszliśmy więc spać spo- 
kojnie, zamiast noc przepędzić w kościele, jak tylu cieka- 

Na Boie Narodzenie Pius Viii jeszcze nie domag^, 
ale zastępował go kardynał Pacca i ceremonie odbyły się 
po kościołach rzymskich z zwykłą stolicy apostolskiej oka- 
załością. Adam był na mszy w kościele św. Piotra. „Na 
nieszpory, pisze w swoim dzienniku panna Anastazya, wy- 
braliśmy sig do Sania Mana Maggiore, gdzie były wysta- 
wione prawdziwe jasełki Zbawiciela." 

Tego dnia Adam obiadował u Sanguszków, a 26-go 
Grudnia u pani Ghlustiu, ') jako w oktawę dnia urodzin 
księżny WołkońskiĆj. 

Zabawy 1829 r. zakoiiczył dla Adama wspaniały raut 
n Potockich, w pałacu Gregorio. Adam ujrzawszy Ankwi- 
czównę w balowym stroju, powiedział j^j ; „Jabym pani dzi- 
siaj nie poznał, taka pani strojna, światowa." *) Na tym 
wieczorze panna Henryetta poddawała się tylko wymaganiom 
salonowym i zapewne sam poeta dając jśj do zrozumienia, 



*) Odyniec zaliczA Bonstcttena do gości obecnjch na tym 
obiedzie i podaje treść rozmowy z nim Adama, {Lisbj z poilriiiy 
t. III. etr. 101 — 107.J Z całego szeregu listów BonMettenn do Fanny 
Anastazy], które przejrzałem, okaiuje aie, że niezawodnie ten zna- 
komity Gecewczyfc ani w Gnidniu 1829, ani w Styczniu 18:^0 r. nie 
mszył Bie z miejsca. 22-go Grudnia 182!) r. pisze on do panny Ana- 
stazy! o zimie genewskiej : „Słońce zjawiło sig po raz pierwszy od 
waszego odjazdu. Mamy piękną Sybcryą bieluteńką, zupełnie za- 
marzła, chociaż ją oŚR-ieca piękne słońce, które walcząc z mrozem, 
skrapla dachy kilku kroplami śniegu, jak na znak zwjciiy.twa." 
JUówiąc o m próbach literackich, twierdzi, źc talent pisarski pocho- 
dzi z duszy, a *e kształty jego wyrabiają się w towarzystwie. Do- 
daje: „ZawBze i wszędzie iyłaś z tem, co jest wzniosłe, zacząwszy 
od najmilszej z matek." Zobaczymy, że 22-go Marca 1H30 Bonatet- 
ten donosi Pannie Anastazy!, ie cieszy ai<; z perspektywy poznania 
Mickiewicza, z którym spotka się po raz pierwszy w Genewie. 

') Lisly z podróiij t. III. atr. UO. 



76 



że ją woli w codziennej sukience, nie odgadł jakie mięj&ce 
Btrój i światowość zajmą w 2y'ciu tćj dotychczas cich^ 
i skromnej panienki. 

Chociaż Adam w Rzymie nie brał się do pióra, Ody- 
niec nie tracił przecież nadziei, że zasili awemi poezjami 
pisma warszawskie i widocznie na jego doniesieniach opie- 
rała się wiadomość, podana w Kuryerze Warszawskim z dnia 
38-go Listopada 1829 r. . „Słychać, że z początkiem rokn 
przyszłego, równie jak w roku bieżącym, wyjdzie na widok 
publiczny noworocznik. Ma zawierać poezye po większ^ 
części młodych autorów, a migdzy niemi wiele innych nowych 
utworów Adama Mickiewicza. Lubownicy narodowćj poezyi 
oczekują z niecierpliwością wyjścia tegoż." Tenże sam dzien- 
nik 30-go Listopada donosił, że wyszły w Petersburgu so- 
nety Mickiewicza, przetłumaczone na język rossyjski przez 
poetę Kozłowa. 



IV. 

Nowe Askahe wymagania moskiewskie z powodu procesu Fila- 
retów. Nieoględne wystąpienie prasy francuzhiej. Rozstanie si^ 
z Ankwiozami 1 wyjazd z Rzymu. 



PrasMi warazaweka o Mickiewiczu. Uduni(;cie si<; Franciazlca Male- 
wskiego z tedakcyi Tygoilińka PeUrshwskiego. Salony rEymskio. 
Oziębi<:nie stoBiinku i Odyńcem. Pierwsze glosy dziennikilw paryz- 
kich i pii?riT!>zo tłumaczenia francuzkie. Alekaoniler Potocki i Stefan 
Garczyu-iki. Władysław Zamoyski i Wojciech Stattler. Wiersze do 
Heoryetty AnkwicuJwny i Maryi I^mpickiej. Zgon ksiiilza Par- 
czciYsldego. Poeta wybiera sii; do Nenpohi. 



Na pozór rok 1830 zaczynał sig Mickiewiczowi w wa- 
niDkach pomyślnych. Byt matcryalny miał chwilowo zabez- 
pieczony, życie pędził wśród najdobrańszego towarzystwa, 
w mieście wiccznem, na tćj ziemi włoskićj tak uroczij dla 
dusz poetyckich, Ale nawet w zamęcie salonowych rozry- 
wek nie spuszczał on z myśli towarzyszy, którzy się nic wyr- 
wali jak on, z pod rossyjskiego jarzma. Zaczynali oni ustępo- 
wać z pola Jeden po drugim, przypłacając życiem długoletnie 
prześladowanie. Dla powierzchownych widzów, może i dla 
Odyiica, czas Mickiewiczowi przyjemnie schodził, poeta nie 
stronił bowiem od ludzi, błąkał się po ruinach, zwiedzał 
kościoły, bywfd na balach. Co się działo w jego duszy, 
opowiadania Odyńca zajmującego się tylko zewnętrznem ży- 
dem poety, nie di\ją nam odgadnąć. Prawdziwe uczucia, 



— 78 — 

bUre miotały duszą jego, przebijają się głównie w listach 
do dalekich przyjaciół. Jak na końcu 1829 r. śmierć Sobo- 
lewskiego, tak na początku 1830 r. zakrwawił mu serce zgon 
Cypryana Daszkiewicza. Począł się obawiać i o ionycli ko- 
legów. „Ach! kochany Józefie, pisał on do Je2owskiegi> 
w lutym 1830 r., takie okropne nowiay robią mnie niespo- 
kojnym o was Mam zaś taką naturę, że w oddaleiUD 

jeszcze więcćj koctiam." ') I Franciszek Malewski podobnie 
u2alał sig przed Lelewelem 1/13 Stycznia : „Mój rok smutnie 
się zakończył. Nie miałem od dalekich przyjaci(U żadoćj 
wiadomości, jeden przeniósł się już nadto daleko, na tam- 
tym już chyba świecie zobaczę Cypryana, a jeden bliższy 
w tćj chwili odrywa się odemnie. Chodźko Aleksander 
wyjeżdża do Astrachania, zkąd ma [^ynąć z darowanemi dlt 
Abbasa Mirzy armatani do Baku, a ztamtąd pojectutć do 
Tyflisu i czekać na rozkazy Paszkiewicza." Żałobne te wie- 
ści trapiły również Lelewela. Odpisał on 29-go Sierpnia 
Malewskiemu: „Z ostatniego listu twojego wyczytiąję o zgo- 
nie Cypryana. Ciężki to los dla wielu bardzo i dla mnie 
nie mniejszy. Zawszem miał nadzieję, że zdołam go jeszoe 
do mego serca przycisnąć, podobało się niebu inacz^ I fi- 
szą mi, że Sobolewski^) w uiedostatkn umarł, że Czeczot 
jest tćż w niedostatku. Czyż to prawda?" Lelewel w tymże 
samym liście dodawał parę szczegółów o Mickiewiczu: „So- 
bolewski ') znajduje się w tycb czasach w Paryżu, przywiózł 
Adama listy z Rzymu, żądające pieniędzy, o tern późnij 
obszerniój napiszę. Księgarzom Szlegnerowi i £ermanowi 
skradziono tom pierwszy poezyi Adama, wydania petersburg- 
skiego, pytają się, czyby nie mogli tego tomu pierwsz^o 
dla skompletowania nabyć osobno. Zostawi^ę resztę papierń 
na interes kolegi mojego, o którym już dawniej z natchnie- 
nia Adama do Ciebie Fanie pisałem. Znany jest z miłośni* 



') Korespotidaicija Adama Mickiemicza t, lY. str. 111. 

■) Ja-i. 

»} Nie wiadomo nam, o którym tu Sobolewskim jest i 



— 79 — 

ctwa swego do nauk i ksiąg, a instancya Adama, do której 
i moje dołączam dosUteczD% będzie u was, abyście co mo2e- 
cie pomogli i obcego w petersburgskich robotach objaSnili." 

Nie sama podróż pochłaniała dochody z wyprzedaży 
dzieł. Mickiewicz dopomagi^ rodzeństwa. Po części zape- 
wne z powodu poczynionych wydatków na brata Jerzego, 
a po częśd dla pokrycia kosztów sądowych filareckićj sprawy, 
zaciągnione zostiUy pożyczki hipoteczne na kamienicę w No- 
wogródku. Snmmy potrzebne na opłacenie procentów dostar- 
czti Malewski z wpływów edycyi petersburskiej; 25-go Sty- 
cznia poleci siostrom poprosić p. Pietkiewicza „aby z pie- 
niędzy za ksią2ki Adama 150 r. ass. posłał bratu jego Fran- 
ciszkowi do Nowogródka." W końcu Lutego rząd rossyjski 
zaczął dopominać się nowych summ od Filaretów w dalszym 
ciągu kosztów procesu. Rozporządzeniem pod datą 28-go 
Lutego V. s. 1830 r. gubernator wojenny ogłosił, że od by- 
łych członków tajnych Towarzystw Filaretów i Filomatów, 
a mianowicie od Aleksandra, Adama i Jerzego Mickiewiczów 
należy się do zwrotu skarbowi od każdego po 13 r. 8673 
kop. srebr. i po 213 r. 317* kop. asygnacyami. ') Na tę 
wiadomość, Franciszek Mickiewicz pisał do Malewskiego : 
„Konieczne procenta, ucięmieżające nieszczęśliwą kamienicę 
poopłacałem. Po wyjeździe Adama za granicę w ogóle summę 
rubli assygn. 245 otrzymałem. W kuryerze wyczytałem, że 
Adam, Aleksander i Jerzy, bracia moi, jako Filareci na za- 
płatę kosztów monarszych skazani. Nie wiem co to znaczy. 
Wszak od lat dwóch pohcya odemnie należność takową uzy- 
skała i do kaznaczejstwa Nowogródzkiego wniosła, a ja mam 
urzędowe świadectwo z odbioru tych pieniędzy." 

Na tego rodzaju nadużycia w Rossyi środków nie ma. 
Franciszek Malewski załatwiał te sprawy z funduszów Ada- 
ma. 7-go Kwietnia za pośrednictwem swoich sióstr znowu 
naglił o dochody ze sprzedaży dzieł poety : „Z listów widzę 



żo p. Pietkiewicz was odwiedza. Poproście go w mojem 
imieniu, aby przed końcem tego miesiąca odesłał mi co ic- 
brat ze sprzedaży Mickiewicza. Trzeba już posyłać mu pie- 
niądze i tu zapłacić. Dziś nie mam czasu sam napisać, dia 
niech będzie tak dobry na list mój nie czeka. Poproście 
p. Pietkiewicza do siebie, przeczytajcie mu to z listu. Spo- 
dziewam się, te daruje mi, żem tak nieregularny, zwłaszcza 
kiedy go za brata pięknie przeprosicie." 

Wpływy z petersburgskiego wydaaia miały wkrótce 
ustać: „Edycya Adama, pisał Malewski do Lelewela 5/17 
Lutfgo, kończy się w przyszłym tygodniu," W ciągu nie- 
spełna roku, wyczerpała sig edycya petersburska, mimo pu- 
szczenia w obieg, prawie w tymże samym czasie, wydań 
w Poznaniu i w Paryżu. 

Prassa krajowa zajmowała się coraz bardzie Mickiewi- 
czem, Wieści o projektowanych przez Adama dalekicli wę- 
drówkach po wscliodzie niepokoiły pana Joachima. „J^ 
to źle, odpisywał mu Malewski, że o jego przejazdacti mylne 
wiadomości szerzą." 2ó-go Kwietnia v, a. Kunjer Litentki 
powtórzył z Guzely Warszawskiej następną o nim wzmiankę: 
„Mickiewicz ciągle bawi w Itzymie. Widzieć go mo2na 
czĘstfl po przechadzkach ze sławnym amerykańskim romaa- 
sistą Cooperem i z rossyjską literatką panną Chlustin. Jest 
tam teraz wiciu Polaków. P. Artur Potocki wyjechał do 
Paryża." 30-go Kwietnia 1830 r. Kuryer Warszawski wy- 
drukował szczegóły, pocłiodzące widocznie od osoby, mają- 
cej zręczność widywania poety. „W Gazecie Lwowskiej ') 
mówi warszawskie pismo, jest następujący list, pisany z Rzy- 
mu do Lwowa: Wiadomo ci, że Mickiewicz jest w Rzymie 
i pewnie go nam zasdrościcie. Należy sig spodziewać, że 
w tym miłym klimacie natchnięty pięknościami tak zachwy- 
cającogo kraju, zbogaci łiteraturg ojczystą stosownemi poe- 
zyami, równie świefnemi jak wszystkie jego dzieła. Jakże 
ci wyrazić radość, której doznajemy, widząc go pośród nas, 

'J R-izmailosci Nr. 17 2:-i-go Kwietnia 1B:W r. str. IM. 



— si- 
tem nięcćj, 2e jako człowiek towarzyski zyskuje w poufołem 
zgromadzeniu, gdzie i duch jego jest obecny. Czssto się 
zdarza, (jak tego przeRzłćj zimy tutaj doświadczyłam), że 
ludzie za autorów ogłoszeni, tracą na bliJszem icłi poznaniu, 
lecz przeciwnie, Mickiewicz na pierwszym wstępie powa2ny 
i spokojny, ale wszedłszy z nim w ściślejsze obcowanie, mo- 
żna dopiero poznać krainę jego myśli, a każde słowo zdra- 
dza V nim iskrę gieniuszu wielkiego poety i czoła duszę 
autora Wallenroda. Ten poeta jest jeszcze więc^ godny 
uwielbienia z swćj prostoty i skromności, nigdy bowiem 
o swoich dziełacli nie mówi, chyba zmuszony pytaniami, na 
które wrodzona grzeczność każe mu odpowiadać, a nieraz 
uważałam, że nawet w małem gronie dziesięcin osób zdawał 
się być przyćmiony ich światłem, gdyż jest tak małomówiiicy, 
jakby lękał się okazać swoję wielkość, najchętniej zaś roz- 
mawia w cztery osoby; chociaż zazwyczaj melancholiczny, 
jednak w mniejszem zgromadzeniu jego rozmowa jest żywa, 
pełna rozmaitych ciekawych rzeczy, których mu dostarcz^ą 
obszerne wiadomości. Gdyby kiedy mogło zabraknąć z nim 
rozmowy, możnaby go jeszcze ująć i zachwycić muzyką, lubi 
ją równie jak poezyą, wyznając, że jest jego główną namięt- 
nością; chociaż sam wcale nie grywa, zna tak dobrze mu- 
zykę, jakby całe życie strawił na jćj nauce, szczególnie unosi 
8ię nad dziełami Mozarta i Rossiniego. Trzy razy w tygo- 
dniu przyozdabia on nasze małe wieczorki, lecz to dla nas 
nigdy zadosyć, ażeby go widzieć i słyszeć mówiącego; je- 
dnak wyznam szczerze, 2e jeszcze więci^j go lubię na prze- 
chadzce po gruzach starożytnego Rzymu, obok tegoczesnych 
końd<^ów, któremi odwieczna Ciie jeszcze się szczyci. Roz- 
prawiając o tych cząstkach nietrwałości dzieł ludzkich, gie- 
nioBz jego poezyjny zmienia się w uwagi proste i zwyczajne, 
leo r^ttem zachwycony staje się w myślach tak wielki 1 no- 
-wy, że chciałabym zawsze pisać wszystko co powiedział, 
ażełiy nic z pamięci nie stracić. Święta wielkanocne prze- 
pędzi jeszcze z nami, potem zamierza odbyć wielkie podróże, 
chce zwiedzić Grecyą, Kair, Aleksandryą, Palestynę. Co za 

JtKl Oiltmm Mttmuua. Tom IL 6 



pole dla jego gieniusza! Z powrotem myśli bjć 
w Paryżu. Moie też jeszcze nie wiecie, że Wallenrod jest 
przetłumaczony na rossyjski język przez p. Szewyrewa, który 
jest teraz także w Rzymie. Mickiewicz chwali to Uumacze- 
nie. Sławny tutejszy malarz StAttler zrobił pyszny portret 
naszego poety, tak że wszyscy tutejsi znawcy uczcili to dzieło 
swemi pocfawtUami, a br. Artur Potocki kupił go i przezna- 
czył podobno do Krakowa. Jest tu także przyjaciel Mickie- 
wicza Odyniec ; nie znam wprawdzie pism jego, ale mnsz^ 
być piękne, równie jak on, w calem znalezieniu sig jest we- 
sc^y, żywy, rozsądny i światły." ') 

Korespondencya ta, może nie przeznaczona do dnibi, 
pisana była niezawodnie przez jedne z pań stale uczęszcza- 
jących na wieczorki Ankwiczów. Przyjaciele Mickiewicza 
w krąjn nie zadawalniali się podobnemi doniesieniami, sztor- 
mowali do Malewskiego, spragnieni wieści o działalności 
Adama. Pan Franciszek nie doczekawszy się spodziewanych 
prac, któremi Adam miał zasilać Tygodnik Pe/ersbwsAi, ogło- 
sił w tem piśmie krótkie wyjątki z kilku listów, skleiwszy 
je w jedne całość, o czem donosi Lelewelowi 15/27 Stycznia. 
„List patiski, pisze on, przez Rohozińskiego wczoraj odebra- 
łem. Z dawien dawna wiedziałem o procederze ŚwidziiS- 
skiego. Adam nie bardzo mocnych wskazał do sprawy agen- 
tów. Od Adama listy podrukowalem temi dniami."^) Kole- 
dzy Adama dopominali się, aby nie króciutkie wyjątki, ale 
listy w całości drukować. Adam, który nie cierpiał zajmo- 
wać publiczność swoją osobą nie byłby się na to zgodził. 
'Wigksza część tych listów przepadła, ponieważ każdy odbie- 



') List ten ogtosil też Kuryer Polski 2-ga Maja 1830. W}rd- 
oek (Bil z guetjAdam przechował w swoich papierach, przez wzgląd 
mołe dla piezącć] go z Rzjmu osob;^. 

') ^yn^ki z listónt Adama Mkkiemcza pisatiyck z Jt^mu iv końai 
littopada i w połonie //rodnia 1839 w N-rze 1-azym I-go Stjcznim. 
1830 r. Tygodnika Petersburskkgo i w Korespondencyi Adama Uiekie- 
wicza Ł. I. Btr. 52. 



|cy lada kartkę od Adama, prz«sjłał ją dalszym jego 
yjaciołom, nie wiedzieć gdzie zapodzii^a si^ jego kores- 
ideDcya z owego czasu. W Lutym redakcyą Tygodnika 
ersburskiego objął Przecławski. „Zaszła zmiana w moim 
:ie, pisał 5-go Lutego Malewski do sióstr, dla którć) 
Tygodnikiem mnszg się rozliczyć. Zostałem na rozkaz 
;arza odkomenderowany na pomocnika redaktora do jego 
icelaryi i do redakcyi praw polskich, a póki tam bgdę 
nie wolno drukować, nic pisać do dzienników." Malew- 
dodawE^ 19-go Lutego: „Żal mi rozstania się z Tygo- 
kiem, ale cóż było począć? Miejsce nowo przyjgte było 
o które się dawno starałem." Od usunięcia się Malew- 
ego z redakcyi Tygodnika, żaden już list Mickiewicza 
piśmie tern się nie ukazał. 

Klassycy warszawscy, skruszywszy kopie przeciw Mic- 
wiczowl upadali na duchu i przyjęli dość przychylnie to- 
i, wydany w końcu 1829 r. przed wyjazdem do Persyi, 
ez Aleksandra Chodźkę, co Lelewel przypisywał ich nie- 
adomości stosunku autora z Adamem. „Poezye Chodźki, 
al on do Malewskiego 3-go Lutego 1830 r. podobały się, 
ie je na pamięć Dmochowski, smakuje w nich Kruszyński,, 
dwik Kamiński, Witwicki, Brodziński (lubo czegoś więcĄj 
mi^a niż znajduje) i wielu innych, tylko Koźmian się 
'ma, bo mu powiedziano, że to Adama przyjaciel. Zdaje 
się, że wojna o Chodźkę dopiero się rozpoczyna, a Ko- 
ian napsuje sobie krwi wiele, bo przy takich zdarzeniach 
lowią się wspomnienia o Adamie." 

Klassycy wojny Aleksandrowi Chodżce nie wypowie- 
eli. Mickiewicz zaś, mając ogrom Rzymu do zbadania, 
brat się do pióra, często też poddawi^ sig tęsknocie, 
obrzem widziała wczorą) po twćj powarzonćj minie, pi- 
a do niego panna Cblustin, żeś był racz^' smutny ni2 
)ry. Znam przyczynę twego żalu i wierząj, że go podśfr- 
1 i pojmuję. Jeżeli Cię to może rozerwać, byłybyśmy 
zęśliwe przy t^ pięknćj pogodzie znów opatrywać ten 



— 84 — 

Rzym staroż}'tny, który jedyny mocen rozerwać albo nto^ 
zająć duszg strapioną. Posyłam ci dwa dzieła 
z którycłi spodziewam się będziesz rad." ') -Tylko 
przeczytał, odpowiada jćj Mickiewicz, piękny poemat waszego 
genewskiego przyjaciela. Jest niezawodnie więc^ filozofii 
w jego książce, niż jćj znaleźć można w kilku szk<rfaeh nie- 
mieckich, a więcćj poezyi, niż w grubych rymowaoydi to- 
inacłL Zawdzięczam temu czytaniu kilka rozkosznych 
dżin." *) 

Niewiemy dokładnie o jakich dzidach Bonstettena^ 
tu mowa, ale panna Chlustin pospieszyła udzielić sŁaremn 
swemu czcicielowi sąd o nim tak pochlebny polskiego poety. 
Na wiadomość, że Mickiewicz wysoko ceni jego atworj 
i niecierpliwy go poznać osobii^cie, BoDStetten odpisał 10-gs 
Marca pannie Chlustin: „Cieszę się, że zobaczę waszfgD 
przyjaciela Mickiewicza, chociaż boję się zawrzeć z nim zna- 
jomość. Ma o mnie zbyt dobrą opinią, abym nie stracił za 
ukazaniem się." Poeta nosił się z zamiarem uciec do Szwq- 



■) Korespondenci/a Adama Mickimicza t IV, atr. 372. 

") Ibid t. I. etr. (J7. 

*} Sławnego tego Szwajcara, kWry urodeiwszy się w 1746 r. 
był żywą kroniką schyłku zeszłego i początku naszego stnledi, 
Panna Chluatin poznała w Sierpniu 1828 r. w Genewie. „Uąż, pisM 
ona w snoun dzieoDiku, który poufale żyt z Yoltairem, Bonii«t«iii, 
Neckerem, Mathiaeonem, Gibbonem, Urayem, jednem słowem, któiy 
przypatrzył się wszystkim znakomitościom ostatniego wieku, obudnl 
moje ciekawość. Wiedziałam, jak aię boi nudów, byłam pewoa, ■• 
go nie zdołam zaciekawić. Zaczął od przytoczenia mi anegdoty 
o bocianach. Odpowiedziałam mu: „W RosByi smutno poglądać aa 
wędrówkę ptaków. Kiedy nas opuszczają, zdaje się, łe to kraj bliz- 
ki^j wojny." Znalazł t*; myśl oryginalną, winszował mi poetyom^ 
wyobraźni, rozpoczęła się rozmowa, która trwała caluteńki wieczór. 
Koiumiem, że głowy zawraca, oltdarzony jest bowiem bystrością 
imaginacyi i żywoaci% rozmowy, które rzadko spotykają eię a łudzi 
jego wieku. Pan Bonstetten dziwi się, że w moich latach mogf 
smakować w czem innem, jak idyllach i rozprawiać zapalczywie 
o czem innem, jak o sukniach i galganach." 



- 85 — 

caryi na czas upaWw włoskich. Panna ChlustJn, która 
w 183S r. letnie miesiące przepędziła nad Lemanem, chwa- 
liła mu tameczne towarzystwo, a Genewczykom zalecała 
poetę polskiego. Zapewne, że w listach swoich czgsto o nim 
wspominała, poniewa2 22-go Marca Bonstetten dodaje: „Ty- 
siąc przyszłych życzliwości Byronowi polskiemu." A 22-go 
Kwietnia pisał do niśj : „Weź twoje rószczkę, aby mi przy- 
prowadzić waszego barda polskiego." 

Panna Chlustin wolała używać swojśj czarodziejskiej 
rószczki, aby barda polskiego przyciągać do salonów, których 
opis zostawiła w swoim dzienniku. Z magnatów różnych 
narodowości, zebranych w Rzymie, najliczniejsi byli Anglicy, 
a z angielskich domów najmilszy pannie Anastazyi dom lady 
Hamilton. Z późniejszego listu panny Chlustin dowiadujemy 
się, że „lady Russel, pigkność nad pięknościami" była wielką 
wielbicielką Adama, ale nie zdaje sig, aby te wsz; stkie zna- 
jomości z arystokracyą angielską ślad po sobie zostawiły 
w życiu poety. Z mnogich opisów panny Chlustin przyto- 
czymy bal u posła rossyjskiego Gagaryoa, z teatrem ama- 
torskun, na którym występowali Sanguszkowie: „I*yszna 
para, pisze panna Chlustin, księstwo Sanguszkowie, odegry- 
wali rolę kochanków. Pani Menou, dyrektorka jeneralna, 
oddawca doskonale rolę staruszki, w dowcipnej przesadzie 
jćj gry nie podobna było odgadnąć jćj wieku. Nic nie ma 
przebieglejszego, jak Francuzka, gdy chodzi o ukrywanie 
zmarszczek i niepowetowanych krzywd wieku. Rozpoczęto 
od Afame da Proverbes, sztuczki przyjemniejszej w czytaniu 
□iż na scenie. Za to Siary m^i miał zupełne powodzenie. 
Hrabia Alfred Potocki grał stryja, p. Bengnot Michała. Ca- 
łośii wydała mi się chłodną z powodu publiczności, złożonćj 
z pięciuset osób. Jest to zebranie zbyt liczne na przedsta- 
wienie amatorskie. Obszerna sala zapełniona przypomina 
wielki teatr, widząc podjętą kurtynę, oczekuje sig prawdzi- 
wych talentów, zapomina się o drobnostkach towarzyskich. 
Po oklaskach mni^ wigcćj zasłużonych, bal uwieńczył ten 
wieczór." Jeżelh u Gagarina pięciuset zebrało się gości, to 



następnego dnia u Torlonii tysiąc sto osób, od kardynałów 
do urzędników bankowych, od lordów do kupczyków loo- 
dyiiskich przesuwało się przez wspaniałe sale, przep^iooe 
arcydziełami, a służba roznosiła „na karczemnycłi tacad 
szkaradne chłodzące napoje." 5-go Lutego kolonia angiel- 
ska wydała bal kostiumowy. Panna Anastazya, udając sig 
nań, zaszła do Ankmczów, przebrana za damę z czasów 
Henryka III. „Oczy Mickiewicza zapaliły się, pisze w dzien- 
niku swoim, oczekuję co najnini^ ody na cześć mojc." Nie 
doczekała się ody. Urządzający uczty i bale, oa lEtóre 
uczęszczał, nie dziwili się, że poeta często nie podzielał ogól- 
nćj wesołości, chmurne jego usposobienie przypisywali zape- 
wne byronizmowi. Mickiewicz sposępniał z innych zupełnie 
przyczyn. W pałacach rzymskich, jak w celi więzienni, 
oddawał się tym samym dumaniom, a nie miał już z kim 
wymieniać głębszych uczuć. Podczas wygnania do Rossyi, 
osładzali mu 2ycic nieodstępni towarzysze. Bozmowy z nimi 
nie bylyż poniekąd dalszym ciągiem prac Filomackich? 
Rozpamiątjwania o Litwie łączyły się z treską o jśj wy- 
zwolenie i w otoczeniu druhów młodości, odkrywała się poe- 
cie: „Księga syhylińska przyszłych losów świata." 

Miła gawędka z Odyiicem uie była w stanie zastąpif 
związku z powiernikami wszelkich porywów j^o duszj. 
Odyńca przerażała zuchwałość tytanów, gotowych jak Atlat 
dżwiguąć świat na barkach swoich, przed nowymi zaś zna- 
jomymi Adam nie łatwo mógł się wynurzać. Pewne ukoję* 
nie znajdował w towarzystwie panny Ankwiczówuy, ale po 
kilku zawodach, serce jego bało się prób nowych. Odyniec 
czułostkowy radby swatać Adama, Mickiewicz musiał wystrze- 
gać się jego gorliwości, którą nie mało iim dokuczał. Żale 
z tego powodu wypowiada w kilku') listach do dalekich kole- 
gów. Najjaskrawszy zaś przykład tego zniecierpliwienia znaj- 
dujemy w liście Adama do Jeżowskiego (w Lutym) : „Jestem 

*j SlyHzeiiŚmy od Aleksandm Hickienicza, że Adam i do 
niego pisząc, podobnie się wyraził o Odyńcu. 



— 87 — 

moralnie samotny zupełnie, bo towarzysz mój dobry już calem 
niebem różni się odemnie i sposobem myślenia i czucia i nie 
mając między sobą języka, zamknęliśmy się w skompach, wy- 
jąwszy to, 2e razem mieszkamy, zdaje się, żeśmy daleko od sie- 
bie."*) 2-go Lutego Malewskiemu prawie w tych samycli sło- 
wach to samo powtarza: „Może w części tęsknota pochodzi 
z zupełnej samotności, bo mój towarzysz zbyt różni się i wie- 
kiem i myślami i całem życiem, nie ma więc między nami takich 
związków, w jakich żyó przywykłem."*) Nte można tych 
kilkakrotnych utyskiwań uważać za przypadkowy wybuch 
złego humoru. Adam kładł widoczny przycisk na rozbrat 
swój duchowy z Odyócem i chciał, aby grono najbliższych 
kolegów o tym fakcie wiedziało, a chociaż jeszcze rok pra- 
wie obok niego przebędzie, stosunek ich do końca nie zmieni 
sif. Odyniec wziął byt na siebie praktyczną strong wspól- 
nego pożycia. Panna Anastazya przezwała go la bonne de 
M. Mlckiemicz, za co się Odyniec bynajmoiój nie gniewał. 
^Nieustanne, jak mawiał Czeczot, paplotanie Odyńca"^ nie- 
raz bawiło Adama, był mu wdzięczny za troskliwość jego 
i tnidy około kawalerskiego gospodarstwa, ale unikał wyja- 
wiać mu skrytość serca swego, a gdy czasami Odyniec co 
odgadywał, to nie śmiał się chlubić przed Adamem z swćj 
domyślności. 

Pomimo fiskalnych prześladowań byłych Filaretów, za- 
czynano w Wilnie swobodniej wspominać o ich dziełach 
i losach. Widzieliśmy powyżój, że Kuryer Litewski powtó- 
rzył wzmiankę Gazety Warszawskiej o pobycie i stosunkach 
Adama w Rzymie. To samo urzędowe pismo 24-go Marca 
V. S. 1830 w nr. 36 donosi, że „z litografii Uniwersytetu 
Wileńskiego przez P. Przybylskiego zarządzanej, wyszedł 
Śpiem Sirzełca z poezyi Mickiewicza ułożony na gitarę hisz- 
pańską i ofiarowany przez K. Kotkowskiego z piękną wi- 



') Korespowlencija Adama Mickiewicza t IV, str. 112. 

*) Ibid. t. I. sir, iii. 

*) Żywot Adama Mickiemcza. t. 1, str. XXII. 



nietą strzelca konno wyobrałającą i przedaje sig w kaifgani 
Józefa Zawadzkiego w Wilnie po r. sr. 40." W Kwietnin, 
Wojciech Sowiński *) dorobił muzykę do ballady Lilie i wy- 
dał z nutami nietylko tekst polski owej ballady, ale i fr«o- 
cuzkie tłumaczenie wierszem pióra p, G. Fulgence.^ 

Ale p. Fulgence podkładając słowa francuzkie pod pol- 
skie w jednaj balladzie, nie dotykał biografii autora. Nad' 
chodziła cliwila, w której zaczęto z życiem Mickiewicza za- 
poznawać publicjinoSć zagraniczną, a to tak niedokładnie 
i nieoględnie, że Mickiewicz wyrzekłby się chętnie wszel- 
kiego rozgłosu, byleby nie powtarzano o nim tyle bredni. 
Szereg podobnycłi wystąpień otwiera artykuł Joumai da Bi- 
bats pod datą 2-go Stycznia 1630 r. podpisany J. J. ( Juliuu 
Janin). Janin, z powodu przekładu l^H/ielma Meistra przei 
Tb. Toussenella przyznaje Mickiewiczowi pierwszeństwo mie- 
dzy poetami polskimi i opowiada, że „był wygnany przez 
siedm lat na Syberii za to, że jak Włoch opiewał z namięt- 
nością i łzami straconą wolność swojćj ojczyzny." ') Poeta 
obawiał się, aby kto nie przypuścił, że z własnych jego prze- 



') Wojciech Sowiński (urodź. 180."i na Podolu; osiadł byl 
w Paryiu w 1828 r., umarł w teni inic;kie 2-go Marca IS30 r. 

•) Cliauls polonais naiionmu: el /Mi/mltiires apcv arcotupngittment 
de piano et karpę par G. Ftdijenee et de Frematit. Eii dau: Ucraitons. 
Prix HO franci, a Paiis, c/iez P. Petit, ediieur de nt»si'/He me yivienM 
Paris 1830. Pierwszy zeazyt zawiera tekst i tłumaczenie ballady 
Lilie z luwtępDem objaśnieniem; ,.Pieśń ta, pochodząca z Litwy, ro- 
zeszła się od dawna w reszcie Poliiki. Czysto intode dziewczyny 
sluchajti tego sraĘtnego opowiadania. P. Mickiewicz przywłaszczył 
sobie ten temat i rozwinął go, ule zachowując z rzadkim talentem 
wszystkie wyraienia ludowe. Muzyka jest jclna z najdawniejszych 
melodyi, przechownja.eych się w wi(;kszt'j części Słowian azczy z ny." 

') Adam Afiekiewicz, sa vie cl sim mwrc, str. 103. W pismach 
francuzkich nazwisko Mickiewicza po raz pierwszy, o ile nam wia- 
domo, wymieniła Reeue Eiicyclopedii/ue, donosząc w artykule o prassie 
polskiej, te zaliczają go do „sławnych żyjących Polaki')W." (P. XXXI 
«tr. fi'j8, Wrzeeień 1S20 r.) Artykuł ten podpisany; M. P. (MictuU: 
Podczaszyński.) 



Chwałek powstała legenda o iDOiemanem wywiezieniu jego na 
Sybir, a w samśj rzeczy autor artykułów jego nie rozróżnić 
wewnętrznych prowincyi Rossy! od Syberyi. Ale co najży- 
wićj nbodło Adama, to, że mu hołdy oddając, oceniano nie- 
dorzecznie Goethego w artykule zdradzającym co najmni^ 
współpracowntctwo jednego z gości podejmowanych razem 
z Mickiewiczem przez poetę niemieckiego i że tg napaść 
ogłaszał dziennik czytywany w Wejmarze. Gniew Mickie- 
wicza wybuchnął w liście do Fr. Malewskiego, pisanym 
z Rzymu pod datą 2-go Lutego 1830 r.') „Musiałeś czytać 
w Joumai des Debats niedorzeczny artykuł o Goethein, gdzie 
i o mnie i o moich podróżach po Syberyi śmiesznie bre- 
dzono. Wybaczam głupiemu cudzoziemcowi, który wtenczas 
był w Wejmarze i przebawiwszy miesiąc, synową Goethego 
bral za żonę i w artykule swoim troje dziwów o Niemczech 
prawi ; ale stokroć wigc^j mię boli, że ten przeklęty Leo- 
nard Chodźko *) w swoich jakichś Rysach Literatury polskiej, 
bez sensu o mnie pisze." Dwćch Francuzów zDajdowało się 
w ówczas w Wejmarze; architekt Coudray i Wiktor Pavie. 
Że nie Wiktora Pavie posądzał o autorstwo artykułu, tego 
dowodzi fakt, iż nie Pavie „przebawiwszy miesiąc, synową 
Goethego brał za iong," ponieważ towarzysz Dawid'a d'An- 
gers w dzienniczku swoim pisze : „Następnego dnia w ponie- 
działek widzieliśmy Goethego chwil kilka na wieczorku wy- 
danym przez jego synową, panią Goethe. Syn jego jest 
ciężki głupiec, dobry chłopak, ale używający powszednio 
życia i ani odrobina rozunm ojca nie przeszła do jego móz- 
gownicy. Synowa Goethego jest jego prawdziwą przedsta- 



') Korespoiidenaja Adama Miekierricza t. I H'r. fil— (i2. 

^ Leonard Chodźko {ur. 16 listopada 1800 r. w Oborku, 
w powiecie O^zmiań^kim) kolegon-ał w Mołodecznie z Tomaszem 
Zanem, kraj opnScił w 1810 r. jako sekretarz księcia Michała Ogiń- 
skiego, osiadł w 1S26 r. e^łale w Paryżu, podczas wojny fraocuzko- 
pruekićj schronił sig do Poitiers i tam iycie zakończył 21-fco MarcR 
1871 r. 



- 90 — 

wicieiką. To t^ż ooa jest wszrstkieni w domu. Poeta ro- 
mantrczD}- Mickiewicz znajdował się na t7m wieczoize. 
Goethe przTbvł ze wsL pokazał sig tylko i wrócił na noc 
do swego wiejskiego mieszkania. W przyszły piątek pny- 
pada 80-ta roc2nica jego urodzin. Nazajutrz odegrają Fausta 
po raz pierwszy."* 

Te pobieżne notatki uwalniaią go od powytszego za- 
rzutu, na który nie mógł t^ż zasłużyć p. Condray, arcłiitekt 
francuzki, zamieszkały w Wejmarze i zaprzyjaźniony od da- 
wna z Goethem i z jego rodziną. Winowajcą był astronom 
belgijski p. Quetelet, o którym Mickiewicz nie zbyt poclile- 
bne powziął wyobrażenie. List p. Qut'telet, do p. JuUiena ') 
dał pochop Juliuszowi Janin ^przyszłemu księciu Icry^ków*' 
do rozpisania si« tak niefortunnie o Wejmarze. Janin mó^ 
nawet dużo swego dodać do plytkicli spostrzeżeń p. Qućte- 
leta o Niemczech, ale ustęp o wygnaniu Mickiewicza na Sy- 
berii dosłownie był wzięty z listu Darid'a d'Angere,*) dOi 
którego Newa płynęła za Uralem. 

Nietaktowne wyrażania się o nim rodaka Litwina obu- 
rzyły Mickiewicza więc^ aniżeli gruba nieświadomość cudzo- 
ziemca. Wszelkie miał prawo czuć się obrażonym, czytając 

') Marc-ADtonin^ JuUitu i]e 1'arb (ur. 1774, um. 1848 r.J 
za. mtudfch lat przyjaciel i ajent Kobe^pterra, w 1829 i 1830 r. byt 
dyrektorem Rtruć Emyiiojieili-jiu, u po rewolucji listopadowej gor- 
lin-ym Mt: okaziit obroiicH sprawy polakii^j. 

*) „MoD^ieur, pisał z Paryia 24 Października I821I r. D«vid 
d'Angeia do P. Jiillieiia, U lettre dc M. Qut'ielet rend tr&s eiacte- 
ment ce qtti 8'eat passe i Wetmdr, le jour de la fr'tc da (ioetho. 
II parle da M. )Iickiewic£, jeune poet« polonais. Voua pourriez 
peiit-utre, dans votrc artiole, dirc '[uo ce poidle a óli' es tle en SibiEiie 
pendant ^pt annees, parce qu'il a osi flever la voix pour raflriui- 
cbii^enient de son pays; vou9 poiirriez dire i|ue r'eat le poetę le 
pluii Temartjiiablc dc »on pays, qu'il a publie di^jA plusienia rolu- 
mes Feiiiplis de cette poćsie toutc d'amc. 

,.QuaDd vouB ^rirez H M. Qu£telet, veuillez avoir la bontć de 
le remercier de aon boo eousenir i mon egard, et lui pr^Dter 
mes complimentB ałfectueux 

Votre bien devoui: de coenr." 



— gi- 
ną miejscu nąjbardzi^ bijącrm w oczy wielkiej sztychowanćj 
tablicy XVI. szkiców literatury polskićj pod szumnym tytu- 
łem: Pomnik polski: „Poniższe dzi^o jest podwójnie godne 
uwagi i jako pierwsza książka polska drukowana we Fran- 
cji i jako pomnik poświęcony cbwale poety miłowanego przez 
swych rodaków. Wydanie dzieł poetycznych Adama Mickie- 
wicza, z portretem autora, w dwóch tomach, drukowane 
a J. Pinard w 1828 r., dokonane zostało kosztem szlache- 
chetnćj i hojn^ Polki hrabiny Ostrowskiój (Klementyny), 
z domu księżniczki Sanguszkównćj, z znakomitego szczepu 
Jagiellonów. Dzieło to sprzedaje się na korzyść wygnanego 
poety." ') Reklama ta wystawiała Mickiewicza jako wygnań- 
ca, gdy tymczasem podróżował on za pasportem. Nie miłe 
mu też było kadzenie Ostrowskiej jego kosztem, bo nigdy 
jój o nic nie prosił, a z jój ofiarności najwięcej skorzystał 
sam Chodźko. Odlane czcionki polskie dla wydania Mickie- 
wicza pozwalały próbować innych spekulacyi i puszczać 
w obieg w Paryżu cały szereg dzieł polskich. 

Nie była to jedyna sprawka p. Leonarda, która doku- 
czyła poecie. Chodźko był podówczas prawie wyłącznem 



') „Monument polonais. L'ouvrage ci-apr?^s cet doiiblcment re- 
marąuable eomme 1e premier Iivre polonaia imprimó en France et 
<!ominB tm monument conaacrć i la gloirc du poetę chSri <li; sea 
compatrioŁes. L'ĆditioD dea oeuvres po(^tii|ues d' Adam Mickiewicz, 
avec le portr&it de I'anteur en dciix volunies In IS impriini;s ii l'a- 
ria cbez J. Piaard en 1828, a 6t6 publió aux frais d'iinc noble et 
g6aireaae Polonaise, la comtesse Oatrowsbu (Ci^mentine), n£c prin- 
cesse Sanguszko, de la race illuatre des Jagellons. Cct oi]vrflge sa 
vend aa profit du poiite en exil." (Esquisse cIiToiiologUjue de la Utlź- 
rattirc polonaise par A. J. de Mancy et L. Chodźko.) Esqmsse \ t. d. 
■tanowi ŁablicQ XVI bia 25 tablic, składających dzieło: Atlas histo- 
riguf et chrorwloffique des Ulteialitres andennes el modenus, des scieiices 
et des Seaux-Arts par A. Jarry de Manaj, d'apris la mOibode et sur 
le plaa de r Atlas de Lesuge {Las Cases) in fol. Paris 1831. W przed- 
mowie powiedziano, ie Polską literutun; opracował wyłącznie 1a 
Ctiodźko. Tablica zaś XVI bis ukazała sią w r. 1829. Wyjście \i.\ 
<%Io8Eone w Joumal de la Łibrairie 2-go Maja 18^ r. 



— 92 — 

źródłem wszystkiego, co pisano o Polsce w prassie francnz- 
bićj. Za jego natchoieniem powstały przekłady Mickiewicn, 
których przedmowy nabawiały poetę nie małego kłopota. 
Sam zaś Chodźko drukował w słownikach biograficzDTch 
i encyklopedyach francnzkich życiorysy wybitniąjszych Pola- 
ków, bez zachowania niezbędnych w obec p<^ożenia kriya 
ostrożności. Mickiewicz nie wiedział, czy mu nie wypadnie 
do Rossyi powrócić, takie zaś artykuły o nim zamyki^ mn 
granicę państwa. Narażały one ogromnie wygnańców gybir- 
ryjskich, o których patryotycznem dzi^aniu rozpisywano się 
bez najmniejszój oględności. Coraz więc nowe miał Mickie- 
wicz powody być niezadowolnionym z dzi^alności Chodźki. 
Od chwili zaś, w którćj poeta dał Chodźce do zrozumienia, 
że ma mu za złe wydanie dzieł jego w Paryża bez poprze* 
dniego z nim porozumienia się, ten ostatni ciągle użal^ się 
przed Lelewelem na niewdzięczność Adama. Pan Joachim 
czuły na skargi pana Leonarda, pisał 3-go Lutego 1830 r. 
do Malewskiego: „Adam ma w Paryżu różnych przyjaciół, 
którzy do niego nieco się poniechęcili. Sam zacny i da8E% 
i ciałem Leonard cierpi od Adama. To wszystko nie dobrze, 
oh wiele nie dobrze ! Sobolewski rozgłosił, rozniósł narzeka- 
nia Adama na hrabiny Ostrowskiej uczynność. ') Niewczesna 
i śmieszna wielfcomyślność ! Nie, panie Franciszku, nie prze- 
konasz mię, jest Adam w swćj sprawie winowaL Mrukiem 
być dla swoich ziomków tyle sercem i uczuciem przychyl- 
nych, nie ładnie. Zdarzenia niestety aż nadto częste. Nie 
wiemy w kogo natrafimy, a to nic dobrego nie zbuduje 



') Chodźko w pierwszej receuzyi fmacuzki^j dziel Adanui 
w zeszycie kwietniowym Ririie Ena/clnpfdu/ne, o Promienistych wy- 
rażał sie oględnie, mówiąc, ie to byto towarzystwo literacko-filantro- 
piczne, nie mające nic wspólnego z niemieokiemi tajnemi zwiątkftmi, 
ale głosił tirbi et orbi wspaniałomyślność br. Oatrowski^j, pisząc, le 
wszystkie egzemplarze paryzkiego wydania Autorowi darowała, co 
t«m cli wale bn lej Bze, łc go osobiście nie zna. Chwalebniejsze to mote, 
ale źe antorowi nie przyjemniejsze, to penna. 



— 93 — 

Adamowi, to go do celu nie doprow&d2i. Jei:eli otwarcie 
piszę do ciebie, milczę ze wszystkiem co żyje, ale boleję, to 
iD02e nie mało ctiwil Adama zatruć. Bodajem był złym 
«różb%. Żąda Adam z Paryża pieniędzy, ma je Łam przez 
Życzliwych 1 sławę jego ceniących zgromadzone, a z tego coś 
mi Panie o funduBzach, gdy się puszczał w podróż, pisał, 
to mię dziwuje, że tak prędko zapotrzebow^ ? i trwoży 
mnie nie pomału, ażeby się zaprgdko wszystkie nie wyczer- 
pały resursa." 

Leonard Chodźko nie spieszył się z wypłacaniem Mickie- 
wiczowi dochodów z paryzkiego wydania. Lelewel z daleka 
^m był sędzią gospodarki pieniężnćj Adama. Przedłuża- 
jąc system zbytniej opieki nad Mickiewiczem, fundusze ze 
sprzedaży dzieł powierzał Chodźko drukarzowi Barbezafowi, 
u którego one później przepadły, gdy zbankrutował. 

Gderalatwo Lelewela mało obeszło Mickiewicza, zbyt 
mu był wdzięczny za jego niezachwianą przyjaźń, aby się 
urazić łatwowiernością, z jaką przyjmował plotki berlińskie 
lab paryzkie. Ale nie mogło go nie obruszyć przedwczesne 
wyjawienie faktów, które najprostsza ostrożność nakazywt^a 
<^go jeszcze zachowywać w tajemnicy. Bardzo był zwa- 
rzony artykułem o nim p. Alfonsa d'Herbelot. ') D'Herbe- 
lot, pisząc z notatek danych mu przez L. Chodźkę, taki sąd 
wydawał o pierwszych poezyach Adama; „Był to czas, 
w którym duch wolności, po wstrząśnieniach europ^skicb, 
gasł wszędzie, przytłumiony obłudą lub gwałtem. Despotyzm 
po chwilowem zachwianiu się, powstawał straszniejszy, kon- 
stytncye pad^ jak trony przed trzydziestu laty. Oburzony 
takim widokiem i aby użyć jego własnych wyrażeń, tchó- 
rzostwem ludzi dojrzałych, Mickiewicz w swój szlachetnćj 
boleści, odezwo sig do młodzieży, zdając na nią odbudowa- 
nie ołtarza wolności. Prześladowania, wygnania, kajdany 
młodzieży wileńskiój stanowią najwymowniejszy komentarz 



') NoHct sw la vie et Us poesies dAdam Mickienncz na stronie 
35G— 373 Ł XLVI pneglądn RAme Encyciop^diipie. Maj 1830 r. 



_ Ji4 — 

W^' do młodości.-' Dalej p. d Herbelot twierdzi, *e „Wallen- 
rod je^t czToem patryotTC2iiyffi. Tożsamość p(rfo2eiut Ii- 
twinaw, tępionych przez Krzyżaków i Polaków pod jaizmem 
mo-kieikskiem uderzyła poetę.' Adamowi, którego noga ni- 
gdy nie j-ostata na dworze rossjjskim, przykro było czytaf 
w artykule p. dHerbeiot, że ^eiykieU dworska nie zga- 
dzała Eic z niepodległością duszy Mickiewicza." Aator pio^ 
whzego francuzkiego tłumaczenia Konrada Wallenroda *) p. 
Burceaud des Marets*) nie wiecćj miał względów na bezpie- 
czeństwo osób. gdy w swej przedmowie mówił, że „stowa- 
rzyszenia wileńskie miały na celo rozniecać w sztacheta^ 
Polsce świętą miłość ojczyzny i wolności," o samym zii 
autorze takie zadawał sobie pytanie: .gdyby mn było daae 
opiewać ojczyznę niepodległą i oswobodzoną, jakteżby nie- 
śmiertelne wydobył tony ten. którego serce rozdarte kies- 
kami kraju nie ugiylo się na «Tgnaniu, ale wzolodo d{ 
i jakby zatiartowane nową walką, obdarzyło Polskę Konra- 
dem Wallenrodem'"' 

W tym samym miesiącu wyszedł w Paryża inny prze- 
kład tego2 sarnio poematu bez żadnego wprawdzie komen- 
tarza, tylko ustęp z przedmowy autora, gdzie mowa o Roś, 
opatrzony przypiskiem, ostrzegającym czytelnika, że Roi 
i Rossya nie jest wcale jedno i to samo. *) Za to w nnme- 



'I Konrail Ha/h-nrotl, romaii histerigue Iradmt du pelammt,^ 
\*i <)c 7 feuillef *,(- Iin|<riinerie łie J. Tutu, ches Osfpuud Oni 
YolEaire No. 13 et A. .i. DeDoin rae VineDDe K. 10. Dzieimik^ 
bUfjrapliie lie Ui France ogłasza lo tłumaczenie w N. 23 lui str, 3GS 
ii Czerwca 1S30 r. 

*i LeonanI Chodźko podaje Burg^aud des Marets jako thi- 
marza w katalojra pod tytułom : „Oarrayes reiab/i a l« Pologtte |» 
bfWi en France •■( en AmjUterre dqnas 1836." Tvp<^nplue d« P^ 
Dard, Impriuieiir du Comitć polunai?, nie ćCAnjou Dauphine No. 8^ 
litr. 8. w S-ce. 1'odobDo, łe Btu^eaad'oiri dopom&gł Jaatn^bdd, 
kt-irt-inu tet przrpisrwano tlumftczeDie. 

■) Konrad Jfallenrod , recit historique tii€ des AddaIm d» 
Lithuania ei de I'Tus9e, Le Fani, Sonnata de Crimće, tnduik 



— 95 — 

rae 25-go Kwietnia 1830 dziennik Łe GMe, zdając sprawę 
' z owego tłumaczenia, udzielonego mu w korekcie, nim jeszcze 
w obieg puszczono egzemplarze, po wzmiance o prześlado- 
waniach doznanych przez autora, dodawał, że „kara jakkol- 
wiek okrutna wydaje się ledwie odpowiednią zbrodni, kiedy 
sig czyta te wiersze, gdzie zapał patryotyczny odmalowany 
w tak jaskrawych kolorach, niweczy wszelką inną namię- 
Łnoś^, zwycięża nawet cnotę i jak płomień wszystko spożywa 
i świeci nad popiołami." Recenzent wspomina, że autor 
„długo wygnany do Tartaryi, zamknięty w ostrogu, bez ognia 
podczas srogich zim rossyjskich, odpokutował za tę potrzebę 
życia i rozwoju, które rządy prześladują tak zażarcie u lu- 
dów." 

Najnieoględniźj postąpił sobie L. Chodiko w artyku- 
łach o Mickiewiczu i o Zanie w dziele: Biographie unher- 
teiie et portative des conlemporains. ') Rozżalony Adam pisał 
do Malewskiego: „W biografiacti des Conlemporains moje 
2ycie z wymienieniem różnych domowych okoliczności i z na- 
zwiskami osób, umieszczono za sprawą zapewne tegoż Chodźki. 
Nie słusznież woł^ ów Wlocb : „Broń nas Boże od głupich 



dn polunaiB pur M. Fćlix Miaahowski et G. Fulgence, in S<* de 5 
feuillea. Intprimerie de A. Barbier. librairie de Sódillot. Bibliographie 
de ta France ogłeszs to tłumaczenie w aeezycie 26, str. 416 pod datą 
2ti Czerwca 1830 r. Kwyer Warsiaieski z d. 16 Listopada 1B39 za- 
powiedział bfl jego wyjście: „Jeden x ziomków naazych, bawit^c; za 
' granicą, który zna język francuzki, tak jak ojczysty, zajmaje ai^ 
teraz pTzeUHdem Konrada Wallenroda, poematu Adama Mickiewi- 
cza, na język francazki, z przydaniem krótkiej wiadomości o nowszej 
literaturze dbskćj." 

') BiographU uniuerselli! ei portatwe dts eoiitemporaiits ou die- 
tUnmaire hUtoriąue da homniti tmanti et des hommes morts deptds 
1788 fusgu' a nos jmcrs pubtiee sous la direction dt M. Viahł de Bois- 
jodm 4 t. w 8-ce. Wydanie ozdobione ^0-cin portretami. IMerwazy 
K»zji wyszedł w 1826 r., ostatni na samym początku 1880 r. W ar- 
tykule o Mickiewiczu (t. ITI etr. 694—595) zapowiedziana jeat re- 
Tec«D^a Wallenroda w dodutku, ftle w Supptónenl, t. j. V tomie, 
iryszłym w 1834 r., wzmianki nie ma o Mickiewiczu. 



przfjaciółl" Jeśli tu bezwstydna biografia dojdzie kiedy do 
Litwy, może ktoś poiDjśIi, że ja sam napisałem." *) 

Przedewszystkiem wzdryg^ się na podaoBzeoie go poi 
niebiosa. Drżał tćż o ofiary Nowosilcowa, tak niemSosia'- 
nie wystawione na nowe pociski wroga. W artykule poświe- 
conym iyciorysoiD spólczesnych Mickiewicza, Chodźko tbA- 
wił, 2e Filareci mieli na celu podtrzymanie w całćj sile 
ducha narodowego i języka polskiego. W artyknle ai 
o Zanie*) Chodźko kreśli tak szczegółowy opis FikmiaekiA 
i Filarcckich związków, te zostaje to do dziś dnia doko- 
mentem pouczającym, lecz podobna szczerość mogła szko- 
dliwe mieć skutki i dla t^o Mickiewicz 10-go Lipca 1830 r. 
pisząc z Florencyi do Leonarda Chodźki, przypomina ma, 
że oprócz niego ^wszyscy przyjaciele są na wygnaniu i łe 
wystawiać ich jako ludzi niebezpiecznych jest to im na za- 
wsze drogę do powrotu zamykać."^). W tym samym liśde 
Adam użalał się na część polityczna artykała z Jlerue E»- 
cyclopt-dir/tte. 

Tłumaczenia te Konrada Wallenroda szybko się rose- 
szły. „Z powodu, mówi Tygodnik Petersbwgski (w nnmKa 
9 lipca 1830 r.) wydanego tłumaczenia poezyi Mickiewicza, 
dzienniki paryzkie zamieszczają rozbiory dzieł naszego poe^, 
wszystkie na zuszczyt na&zćj literaturze nużące, szkoda 
tylko, że wiadomości biograficzne o nim wszędzie są liczneiai 
błgdami skażone." Kuryer Warszawski z 20-go Sierpnia o. s. 
umieszcza wiadomo.^ć, że „poezye Mickiewicza przełożose 
na język francuzki, gdy niedawno wyszły z dmku w Paiyta, 
natycliniiast rozkupiono wszystkie egzemplarze." kurjtr 
Litewtki w numerze 18-go Sierpnia n. s. nowinę tę przedru- 
kował dosłownie. 20-go Sierpnia Kuryer PoJski pisze : „Poe- 



') List z ■> Lutego 1830 r. HorespondeiKija Adama i 
Ł 1. str. Gl, 

*) Biographie tmkerselie et portative des Coattmporm%$ Ł. IT| ' 

*) Karespwidencija Adama MickUwieza t. L ste. 65. 



— 97 — 

zye Mickiewicza zwróciły na siebie uwagg Paryża. Pierwsze 
wydanie przekładu Wallenroda, uskutecznione tamże przez 
p. p. Miaskowskiego i Fulgence, rozkupione zostało tak 
prędko, że księgarze nie zdołali nawet kilku egzemplarzy 
takowego do Warszawy przesłać. Powtórne wydanie w for- 
macie mniejszym (pierwsze było w duiśj 8-ce) wyjdzie wkró- 
tce 2 pod prasy. Oprócz Wallenroda znajdują się. w pier- 
wszem wydaniu Sonety Krymskie i Farys, przez samego 
Mickiewicza dla znanego rzeźbiarza pana David przełożony, 
Yfszystko proz%. Zaslugujit na uwagę miejsca, w których 
Mickiewicz od swego oryginału odstąpił. Miało już wyjść 
i inne tłumaczenie wierszem." 13-go Września Kuryer Polski 
dodaje : „Donieśliśmy czytelnikom o rozbiorze pism Mickie- 
wicza przez Niemców. Dziennik francuzki Retme Encyclope- 
dupie umieścił także obszerny artykuł o naszym pisarzu. 
Ocenienie pism wymowne, światłe i najczęściej prawdziwe. 
Autorem artykułu jest d'Herbe!of ; podług niego Mickiewicz 
nasz czerpie natchnienie w miłości i patryotyzmie. Wytłu- 
maczył jego Ode do młodości, kawałki z Dziadów i hczy go 
do najpierwszych poetów dzisiejszego wieku." W lipcowym 
zeszycie pisma angielskiego The Aew MontMy und London 
magazine, w artykule: Anegdoles of Russiit jest wzmianka 
o Mickiewiczu i tłumaczenie dwóch wyjątków z pism jego: 
z Wallenroda i Sonetów Krymskich. 5-go Lipca Gazeta Pol- 
ska streszczała artykuł o Mickiewiczu z niemieckiego pisma 
liliitłer fiir LlUerarische Uaterknltunij z 16-go Maja, gdzie 
Icrj-tyk szczególnie rozbierając balladg: /"ani Twardoteska, za- 
daje sobie pytanie „czy poeta nie miał na myśli znanćj po- 
wieści Machiavela, gdzie także uporny djabet ucieka przed 
złą kobietą, czy też AsX to zakończenie z własnćj fantazyi 
i doświadczenia?" Ostatnie to przypuszczenie tłumaczy się 
zupełną nieświadomością biografii poety, 

W początku Lutego przybył do Rzymu hr. Aleksander 
Potocki, syn Szczęsnego, dziedzic Zofijówki, gorliwy Polak, 
trochę dziwak, ale pełen prostoty i ofiarności. Mickiewicz 
znał go z Odessy. Wczesna wiosna sprzyjała przejażdżkom 

ŻttH* Aima MclUtKktm. Tom U. 7 



i czgsto Potocki zajeżdżał z rana powozem po AdanuL 
Z Odyiiccm, ks. Parczewskim, Strzeteckitn i Potockim, zwie- 
dził Adau) katakumby iw. Sebastyaiia, z Ankwiczami grób 
Tassa, w kościele św. Onufrego, na wzgórku Janicuhim i wiUj 
Doria Pamphili. W pigknym ogrodzie U'i willi, Adam azbie- 
rai garstkę fijolków dla panny Henryetty za to, że mu gry- 
wała ulubioną sztuczkę: la iloleiie Herza, oua mu znląz^t 
bukiecik z dwóch różyczek i kilku liści laurowych, które 
Adam wzbraniał się przyjąć, mówiąc : „Jedno zawcześnie, 
drugie zapóźno." ') Nazajutrz zapowiedział Odyiicowi wyjazd 
swój do Neapolu z Potockim. Wstrzymał się z wyjazdem, 
ale widocznie bał się zapuścić za daleko w igraszkach 
z kwiatami. Dał sig przecież namówić w kilka dni późniĆj 
do towarzyszenia Ankwiczom w zwiedzaniu Villi Albani, JJiels 
i San Scverino. Karnawał kończył si§ 23 Lutego. W Marcu, 
w licznem kole rodaków, odbyła się wycieczka do ujścia 
Tybru i Fiumicino, a „nazajutrz wszyscy razem byli na ko- 
pule Św. Piotra, zkąd powróciwszy Ewunia, rozentuzyazmo- 
wana rozmową artystyczną z Adamem, skreśliła przypisek do 
obszernego opisu kościoła św. Piotra, z roku przeszłego : Po- 
wracam z drugićj wyprawy na kopulę kościoła św. Piotra, 
którą zwiedziłam w towarzystwie dziesiątka Polaków, między 
nimi znajdował" się sławny Mickiewicz, my beloved, zaszczyt 
swego wieku i chwała Polski. Bardzo jest rzeczą korzystna 
podziwiać dzieło wielkiego gieniuszu w towarzystwie innego 
gieniuszu wzniosłego, chociaż w innym rodzaju. Wielkie talenta 
umieją oceniać się wzajemnie, a wielki człowiek czuje i nau- 
cza czuć otaczających go prawdziwi| wzniosłość i prawdziwe 
piękno." -) Dziennika Ankwiczówny nigdy nie znamieuąje 
ani szczera namiętność, ani zdolność pisarska. 

') Uslij : podióty t. III. str. 2(i:>— 300. 

*) Ustoii, skreślony po fraucozkii, brzuii w oryginale jak na- 
sti^iiujer „.lo reiiens une aiUre fois dc la coiipole <le Saint-Kene 
quc )'ai yisilf^fi dans la pocit-tć d'iine dizoine de Polonais^ parmi les- 
ijubIs k6 trouvaii le eflrbre Mickiewicz, my /'cloreil, liouneur de aon 
tłi('cle et gloire dc la Pobij^ae. II cst c\ttt'meDicnt ayautageuz 



Oczekiwała Mickie\ncza w Rzymie miła niespodziaDka. 
3-go Marca przybył do wiecznego miasta Stefan Garczyuski, 
szukając ciepłego nieba dla słabych płuc. Odyniec opowia- 
da, ') 2e przy pierwszem spotkaniu Mickiewicz zadumany le- 
dwie poznał Stefana, co tern bardziój tego ostatniego zmie- 
szało, że w Berlinie wystąpił jako jeden z gorgtszycb wiel- 
bicieli Adama i zapozna! go był z profesorem Gansem. 

Garczyński o siedm lat młodszy od Adama, całą ener- 
gią trawił na zgłębianie systematów filozoficznych niemiec- 
kicb, gdy Adam oderwał go od spekulacyi abstrakcyjnych 
i otworzył mu dziedzinę poezyi, Bojaźliwie się bral do nićj 
młodzieniec z polszczyzną skażoną, przez wyłączne używanie 
obcego języka i z obciążającym go w chodzie niezmiernym 
balastem arcyprozaicznych syllogizmów i rozumowań- Długo 
nie śmiał przyznać sig Adamowi, że wiersze pisze. Nie cał- 
kiem daremnie lata najpiękniejsze spędził ua ławach szkół 
oiemieckich. Zdobytą przez niego martwą naukę ożywiły 
wielkie myśli, które rodzi sam widok IŁzymu. Mickiewicz 
wykazywał mu nicość oderwanych teoryi, zwłaszcza w zasto- 
sowaniu do sprawy polskiśj i radził mu badać, o ile każda 
z nich jest zbawienną dla ojczyzny. Maiemane leki przeista- 
czały się w kuglarstwo lub truciznę. Mickiewicza zaś, ten 
hegelista przesiąkły ideologią, lepić'] wtajemniczał w dążno- 
ści mistrzów niemieckich i zarazem odkrywał mn, jakie 
w jego słowiańskiej duszy istniaJy skarby pod naleciałościami 
gcrmańskiemi. Szczerze go pokochał Mickiewicz, którego 
dusza łaknęła zawsze obcowania z pokrewnemi duszami, 
przywiązywał się coraz bardziój do Stefana. Dawni towa- 
rzysze młodości Adama byli od niego oddaleni, żadnego już 



d'adiiiirer les cBiivres d'un grand gfnio en coitipagnic d'un nuŁre 
gf'Die ćlcvć, i)iioiquc dane iin genre dilfĆTent. Les granda talentu 
(■afent B'apprĆcie]; mutuellement et un grand bommc eent et apprend 
Si sentir i, ceux (^ui Tcntoureiit le vTai sublime et le VTfti beau," . 
(Emmia Btr. 33, 34.) 

') Usit/ z iiodTÓtij t. III, Btr. 254. 






:■— i;;:::. 'T^rZ-ż Garczyństi 
::■", :^:rr:;:_r— ii^ zastępie 
-^. ■---:£ Ali- w nowej faiie 

::s;-."™::: riŁk-TTiiifs.j jioKie- 
L". :t ■,■..:; -b RzTcje z córką 
r.:---;. .-_.:. « juper. o sitilm 
":t£ .-■_: ;-.£ i.^je europejitą 
i:..; " r:i:; i:Lor>kaH;ki>? i tak 
..:- '\ Z -_ 1;. :z -.y.Th. że w sa- 
^ ::>■";;:; j :.;:v wii-Ikiepi 
■.-.r:^ :r:.~:.-, kieJy jianna 

.k:y'r:.v ■ '^.L:^^: ]'chał Adama 
lTc- r..-is-i;y rraj^iu wątpliwości 
-. -■ tri ::.>;zia:i? >:■? Oikńca 
: j uk ir..:';:ivej.:- lu.Iożpnia, 
;■::.;■.: :.:■; i ■ AsiiTTki, ro na 
".-.' kr:-;-; :,;i.- ijuigl myśleć, 
■tka!. W iiisrzmióaej Litwie 
.;;,-. wy '^yc:?.. rirlinientarjzm 
;l^.> r-^::i-'u -ilii Adama. Ra- 
I.jyzk: j Iz-y Dojiuuiwamch. 
^Mi^^kitw:.;^. ^iu-^ w Paniiv::iika-:i sw.:.:.:h Wla:Iy*ław Za- 
ti,oj-ki. kt^żry Kiwil wowc;::i« w I^y::.:e. .iMx\l lezwzglęilne 
zaj/^ilzaiiif bi^- opozyoyi Warszawek: t.;T. w:i..cznie szakaj^ci^ 
wz'"irów w niedowarzoiijiii farlaiiiiMtaryzmio irsncuzkini owych 
cza-r'jw; ul-łlewal nal wa'ką iiliT..^w:!ą. iiji-p.idobua, proica- 
flzącą do kl£=ki nieuniknior.ii. Za Iziwiat mię sądem tak 
siiro»7in i do zastanowienia potiuilzah źródłem t^j politycz- 
n<';j w nim wytra«nońi była el<^bi'ka, izfielna, sumienna 
inilo.MJ ojczyzny, ktijra wzcledem sii-bie i Imizi wszechstron- 
ną, jasnowidzącą prawie byia." 'i PrzL'^wiadc2en^e o bez- 



kLia rzy:i 


;k: b 




k:. 




:_. 


po-i^u ]■-.-, 


y ' 


J -" 


■. I 






A:.k«;^.^;L: 




•.!■. 




:.■■:■ 




źy»o y^y-.lr. 


:/L:a 


; ■, 




i 


:■: :. 


d-. t^; i>ai; 


L?; i 


>y. 






1 ■■■'- 


w tym iz^;- 


iz:-. 






■]•■ 


•■'■i.':. 


i La :er- .■ 


z.y 


li! 




wy- 


i V 


jrzeirirMora 


ic liii 


:vką 


r 




i. 


Wschód. 


ncL 


lyni 




■.MO 




w-:e.lzial. jak: 


:ry ^ 


■ .. ta 


ini 


;. s 


-: 


Ko;sya Di': '] 


loż-.^s 


Llńla 


i:a 


ża 


i::--- 


waraawski ! 


a !:! 


■■ r.; 


;.^.i 


w ii 


,;k: 


lii: ^0 śki..r 


!ia-: 


'.A-l- 


»C! 


,:« 





'j 0<lvni(:'.- oponiada. żo IJ^jro 4irii'łni:i l^.ł r, na balu 
U krvlow''j J Ifcrttn-yi, Kapuznal A'laiua z -nieio przybyłym do B«j'- 



— 101 — 

skuteczności krasomówczćj walki nie pochodziło u Adama 
z niewiary w siły narodowe. Cuda waleczności dokonane 
w 1830—31 r. dowiodły, że Polska mogła zwyciężyć wroga 
tak bez porównania mocniejszego od nićj liczebnie, ale wąt- 
pił, aby kierownicy opinii publicznćj w kraju byli duchowo 
na wysokości wymagań nadchodząjCych wypadków. To bo- 
lesne przeczucie przekazał nam Zamoyski. 

Władysław Zamoyski nie długo bawił w Rzymie, po- 
nieważ 22-go Kwietnia 1830 r. J. Lelewel pisał do Malew- 
skiego: „W ten moment, gdy ten list piszę, przynosi mi 
Władysław Zamoyski ordynatowicz list z Rzymu od Adama 
z kusyip Odyiica przypisem. Jest z daty 6-go Lutego '). 
Żali si§, że dawno z Petersburga nie ma wiadomości, czyta 
Łiwiusza, przerzuca Niebuhra, Giiubona, pali się do historyi, 
radby jaką czgSć wziąć do wypracowania, nadewEzystko jak% 
cześć polskićj, myśli o dalszym ciągu przedmowy, pisze, że 
przeciąga swój pobyt w Rzymie dla ekonomii, że jeśli mu się 
uda co napisać, coby pokrzepiło fundusz, toby się udał na 
Wschód. Tyle jest słów jego. Widzę, że o Paryż nie dba. 
Czy £i§ z przyszłym funduszem do Judei czy do Arabii wy- 
bierze, także nie wiem, bo nie do Marokku. Zimno mu 
w Rzymie, obucha w palce i pragnie pory cicplejszćj. Niech 
jedzie z Rogiem, gdzie mu sig podoba, byleby mu zdrowie słu- 
żyło zawsze, to wszystko na użytek obrócić potrafi." Adam, 
w powyższym liście zamiast bronić przedmowy swojśj, która 
Lelewelowi nie podobała sig, lub zapowiadać dalszy jśj ciąg, 
mówił mu, że woli „na zarzuty przyszłemi '.dziełami odpo- 
wiedzieć." Nic dał się tem ukoić Lelewel : „To mi się tylko 
nie podoba, donosi on Malewskiemu, że trzyma sig przed- 
mowy swojćj jak pijany płotu. Nie ja sam upewniam go, że 



mu WladyBlawem Zamoyskim (Lisly z podroiy t. 111, str. 51 — 52), 
ale, wedtug świadectwa samego Zamoyskiego, przybył on do Rzyma 
j)0 raz pierwszy dopii^ro iv Lutym 1831 (Jenerał Zamoyski, nekrolog 
przez Bronisława Zaleskiego, atr. IS, Paryż 186!).) 

') Korespondeiicya A. Mickićwiaa t. 111, str. 2%. 



— 102 — 

jest jak w rogu. ustnie mu to niejeden już powiedział, ale npór, 
zaślepienie, uprzedzenie. Ś. p. Laclinicki, kiedy wiete ^^M>^- 
tóy JW. Generał Gubernatora o bractwacłi wileńskich poda- 
wał, powtarzał, że sam Generał Gubernator Korsaków nąj- 
lepszym jest dowodem spokojności miasta, bowiem bez straSj 
śpi bezpiecznie i posila się spokojnie. Tak coŚ podobna 
jest z Adamem, wrzeszczy na zapowietrzoną, obarykadowan% 
Warszawę, a przecież w nićj znajduje tłum czytelników po- 
ezyi, że nie mówię admiratorów. Są że tu obarykadowaui 
ludzie, bez gustu, bez czucia? Połowa Warszawy z Niem- 
ców urosła i wybornie po niemiecku mówi, jest publicznych 
czytelni niemieckich wiccćj i dawniejsze niż francuzkie, ale 
nasz pan Adam utrzymuje, że w Warszawie nie znają lite- 
ratury niemieckiej, a to dla tego, że p. Edward ') dworako- 
wał przy ordynacie, w bibliotece jego żadnćj niemieckićj 
książki nie znalazł, szukał po salouikach dymku pochleb- 
nego, tam sig nudził, gdzie zgromadzenie mnićj nim było 
zajgte, kłócił się bez potrzeby z Osińskim i t. d., o czem 
niesłychanie wiele gadać. 1 dobry Witwicki nie wiele z tych 
otrębów wystudzL Wiele, nieskończenieby wiele było o- tem 
gadać, ale pewny jestem, żeby to było groch o ścianę." 
Dalej Lelewel znów powtarza swe obawy rozrzutności Adama : 
„Odyniec i Adam wielcy bałamuci. Może tam do was do 
Petersburga coś wigcój pisują, ale do Warszawy bardzo 
mt^o. Coś mi Waleryan ') wspominał, że mu trzeba będzie 
pieniędzy posłać. Jeżeli nie wyjechawszy z Rzymu warsza- 
wski fuodusz zabiorą, to nie daleko zajadą i nie długo koło 
Alp zagrzeją." 

Lelewel zżył się był z Warszawą i gromy ciskane 
w przedmowie Mickiewicza na klassyków obraźmy jego mi- 
łość własną jako mieszkańca nadwiślańskićj stolicy. Ciągłe 
zaś jego obawy o stan kassy Adama powodowała szczera 
życzliwość. Pielęgnował on z Malewskim projekt zebrać 

') Odyoiec. 
») Krasiński. 



— 103 — 

z kapita)iku, wpływającego z wydania petersburskiego fun- 
dusz żelazny, mający kiedyś zapewnić niezależność matery- 
alną poety. Były to pia desideńa. Adam przez c^e życie 
wiemy zostanie zasadzie, wypowiedzianej w liście z Moskwy 
do Czeczota: „Kiedy mam grosz, każdy z przyjaciół może 
wziąść z niego trzy czwarte." ') Nie jest to droga do ma- 
jątku. Wzbogacał się ioaczćj w Rzymie, dni spędzał w nie- 
porównanych muzeacli miasta wiecznego, w pracowniacłi naj- 
głośniejszych mistrzów, znakomici archeologowie odczytywali 
z nim dzieje zapisane wspaniałemi pomnikami. Owerbeck 
rozwijał mu chrześciańskie teorye neo-Rafaeltzmu a Yemet 
poglądy nowszćj szkoły francuzki^j. Szczęśliwym trafem, 
znalazł na samym wstgpie rodaka, z którego doświadczenia 
wielce skorzysta. Ich sądy estetyczne zgadzały się zupełnie. 
Był to malarz Wojciech Stattler. ^) Fachowe jego wykształ- 
cenie, długi pobyt we Włoszech i gruntowne obzuąjomienie 
sif z arcydziełami Rzymu pozwalały mu oddać rzeczywiste 
osługi poecie, kroczącemu nieśmi£^ym krokiem po tym nie- 
zmiernym labiryncie. Mickiewicz lubiał z nim rozprawiać 
o źródle i celu nauki: „Otwierają się powoli, pisał w Lu- 
tym do Jeżowskiego, zmysły moje dla sztuki, które oceniać 
i rozeznawać poczynam. Pomaga ^i wiele jeden artysta 
Polak, Stattler, którego zdania przemawiają do mnie." ^) 
Stattler wprowadził Adama do pracowni Owerbecka: „Ma 
poruszenie dzwonka, pisze Stattler, sam Owerbeck stan^ 
w otwartych drzwiach przed nami. Poeci zetknęli się jak 
Jeden płomień Poznali się jak znajome, odwieczne duchy. 
Owerbeck pokazywał mu rysunki obrazów z pisma świętego. 

') Korespmidencija Adama MickUwieza t. I. etr. 2!i. 

*) Stattler byl rodem z Galicyi, banit we Włoszech od Vx\kxi 
laU W 1829 r., powracając do Rzymu, przejeżdżaj przez Drezno, 
gdzie mu hr. Roman Sottyk dat list polecaji^y do Mickiemcza. 
Odmalowi^ portret poety, o którym eun przytacza trafne zdanie 
hr. Alfredowi] Potockiej, \t poet& na tem płótnie wygląda jak nobSć 
Veiieio. Portret ten znajduje aiQ dziś w Weinbaua około Wiednia, 
w galeryi księcia Jerzego Czartoryskiego. 

•) Korespondencija A. MtekićKieza %. lY. atr. 112. 



— 1«_«4 — 

'/jy ]■".• 2>az!a;t- ]-jże^i^:i^j e*. jian Adam iHTTniByiii 
hł/rerii. iaklr i-/,; ł :d« fi-rira przeszkadzało. powiedzuU: 
>':e wirdziai-^iu ta c<- lianzeć: cz>- na oiego? czy na 
jrtEO obrazy r- '_! Miwiaj fi.źiJ^j o Owfrbecku. że w dzie- 
lacL te:;... ii;:-trza z^iuwatL- ma fie czytać pisma prorł- 
k'^'. *. Wymykali śif tz^sto A']am 2 falonów airstokra- 
tyiiaiiyth IlzyiD',;, aby w kołku rodaków swobodni^ oddj- 
chaiy. .\V;c-.-z.jii-!L. j.ifze .Siatiler. z pośpiechem biegł ni 
]iKtc HifZi<u!i>k; i znikai n uarożnym domu (presso la Scali- 
nata." V '^ Sirzi-iŁ-ckii-so za^ta«&l < larczjiiskiego, Gajer- 
skii-^o. Par.zi-w-kii-^o. Nie^cik-wskiego. Politylłj, Wodn- 
ckieL'-j. ./ajniował kanapkę. uyi-:ą<ająi- r^ke ku dłagieom 
cybuchowi z ttiflkiiii !'ur?zt>i,em. \-y rzucać dymy w pełaycii 
kłębaL-h, tworząct.' i'b!i.iki nad jr^o głową. Tak przesiady- 
wał cale wifczoiy. olniozając naj.iikawize rozmowy. Stne- 
lecki, tilolo;^ i zapalony ^Ur^żymik, podawał ku temu mate- 
ryal z naj>viit-ż>zyoli t-dkryć rzyni>kifli. których z oka nie- 
spuszczał. St('t'.tii (jarczyiiiki. łiiiili^ta. bronił stanu filozofii 
w Niemczech. Stanisław Parczt-wiki, leolcę i romaosopisan, 
stawiał obrazki z d;;wnych i<liyfzajóvv. Najmilszą jednak 
w>ród tych przyjaciół była dla pana Adama pogadanka 
o starycli polskicli cza-atli, I'ykieryiki o księciu Panie 
Kochanku, pobudzały f;o do rad-sufan .-hichotania. od któ- 
rego po»>tizymać <ię nie niu^'!." 'i lialtj Siattlcr przyta- 
tacza >aii Slitkifwicza. z którtjio ?if okazuje jego zwykle 
niezadiiwolenii.' z własnych utworów: _Po przeczytaniu Wal- 
lenroda w tłumaczeniu trancuzkicui księżny Wolkoiiski^ 
rzi-kl w najwi^-kszym niepokoju: Nigdy nie dam do druką 
czego pierwej w obcym jeżyku uie zobaczę, jakby chciał 
święcie zobowiązać się do i>aczności na czary mowy ojczy- 



' II-I fnnmiit/tf KIcmeHlgHit 
/itziernik 1^73 r. 



, 




■rf,' 


nit/' Siiiitfi: 


5 


Ibi.I. 


» 


II.M, 


* 


Ibi.l. 



— 105 — 

tój, co swą pięknością zasłoniła niedostatek myśli." *) Nie 
otrzymt^ w t^ mierze i nie mógł dotrzymać sobie słowa, 
le ta uwaga cecbuje wzniosłe jego pojęcie o powołaniu 
oety. 

Post położył koniec balom i amatorskim przedstawię^ 
iom, zostały przechadzki po dawnym Rzymie i kazania. 
Ranki, pisze panna Ghlustin w swoim dzienniku 5-go Lu- 
;go 1830 r., bardzo mile spędzamy. Zwiedzamy z Mickie- 
'iczem i z p. Duby wille i galeryp, słuię im za cycerona. 
Pczoraj dobrze dzień zużytkowaliśmy. Zaczęliśmy go od 
ysłuchania kazania O. Jabolot,^ dominikanina. Obrał so- 
ie za przedmiot, szczęście należenia do kościoła katolickiego, 
iczekiwałam gromów przeciw heretykom, usłyszałam tylko 
ardzo piękne kazanie praktyczne, mogące zastosować się 
: ogóle do wszystkich cbrześcian. Kilka uniesień krasomów- 
zych podobało mi się, żałowałam tylko, że audytoryum 
łożone z kanoników świętego Piotra, było tak mało w sta- 
le je oceniać, spali spokojnie z łokciami oparteml aa krze- 



pi Frzupomiiitiiie slan/ch znajomość'. Klosy JS73 t. 

*) O. Jabolot, mimo swego francuzkiego nazwiska, byt WIo- 
bem i n' bardzo nielkiśj zażyłości z księdzem S. CholoDiewskini, 
kt<Jrj'm niirj będzie mowa. Ks. Chotooiewski wprowadza go na 
;eJiĘ w swojem dziele; Wieczory i przechadzki rzymskie. „Kiedym 
nwił w Rzymie, piiize ks. Chołoniewski, dla studydw teologicznych 
tak zwanej Akademii cklezyae tycznej, korzystają z przypadają- 
joh wakacyi zaszedłem wieczorem do blizkiego klasztoru 0I.>. I>0- 
linikanów Siipra Htmervani, w którym midom wielce na siebie la- 
lawego wielebnego Ojca J&łjoJot. 'Włosi, nie wiedzieć po jakiemu, 
azwisko jego wymawiali, cliociai on był z Parmy rodem, co mnie, 
ic wiem dla czego, w ciekawość jakąś n-p^dziło zapytać się o przy- 
zynę t^o dziwnego wymawiania, a on mnie sie przyznał, że jogo 
radziad pono oriiindus był z Polski i z Marya Leazczyńakii do Pa* 
JŻA przybył. A ojciec ju£ zfrancuziatj na dwfir kBii'CLu Pariciy mq 
istat i osiadł na zawsze we Włoszech Ja zaraz na myśl w pa- 
lem, ie Włosi dla tego kaleczyli naznisko jego, iz byto iiljmkicm 
;yli korrupcyą jirzezwiska polskiego i ^e terazmcjszy Jabolot mu- 
nl być łriedyś poprostu Zabłockim." {Puma poiimeitne ks. Si (Ao- 
■Hiewskiego t. II. Lipsk 1B51.) 



— 106 — 

słacli. Ztamtąd poszliśmy opatrywać iiaczynia etruskie i k]q- 
noty znalezione w wykopaliskach przez Lucyana Bonaputego, 
niegdyś republikanina, a dzisiaj ksigcia rzymskiego. S4 to 
przedmioty dawniejsze jeszcze od pompejskich, pochodzą bo* 
wiem z miasta etruskiego, które nawet BzjTnianom nie było 
znane. Allegorye i napisy wystarczają, aby nam odtworzyć 
całe dzieje tego narodu, tak mato znanego, a który przygo- 
tował Rzymianom całą ich chwałg. Może kiedyś wylcaże a(, 
2c ci wladzcy świata mnićj zdziałali mi myślimy. Nasz po- 
ranek skończyliśmy na Via Ap/ńa, na tćj ożywionćj drodie, 
która nigdzie nie prowadzi. Jedynie służy cudzoziemcom, 
podziwiającym groby, których nazwiska s% już przypuszcze- 
niami. Wieczorem udaliśmy się do hrabiny Lozzano slysief 
doskonałą muzykę i widzieć rzecz dość ciekawą: tow^rty- 
stwo włoskie i Włoszkę robiącą honory domu. Zupinie 
byłam zachwycona wdziękami pani GuiccioU. Przy nićj nij- 
piękniejsze kobiety zdawały mi się brzydkie, a przyn^- 
mnićj jednostronnie ładne. Daje mi ona zrozumieć ko* 
biety Rubensa, których piękność zdaje mi sig idealną. Jaka 
cera ! Jakie włosy ! Rysy ma regularne, wzrok dumny 
i łagodny. Zdawało mi się, że cień Byrona błąka sig ok(do 
nićj, Bóg nie szafuje na raz wszystkiemi swojemi darami. 
Obdarzył ją sowicie pod względem piękności i dowcipu, ale 
niektóre fakta dają do myślenia, że nie ma serca. Z mę- 
żem nie żyje i niejedno małżeństwo zakłóca. Włada wybor- 
nie angielskim językiem. Byron patrzał na jćj ustal Ilet 
wspomnień! Dla niej napisał przepowiednią Daotego. Bliż^ 
poznałam Byrona polskiego. Czytałam przekład jego dzi^ 
Znajduję je nie mnJćj poetyczne, ale rzewniejsze dla serca. 
Por}'wają mnie, unoszą. Gdyby sądzić o autorze z cłiara- 
kteru nadanego jego bohaterce, Mickiewicz byłby aniołeoL 
Aldona Wallenroda jest zupełnie tKtska, nie ma nic ludzki^^." 
Zbliżała się pora, w której cudzoziemcy Rzym opu- 
szczają. Fanny, podziwiające z rana wymowę kościelną, 
we dnie zabytki etruskie, a wieczorem powaby Guiccioli 
projektowały tć2 uciec od brzegów Tybru przed upałami 



— 107 — 

Uickiewicz zamierz^ paścić eig ku ślicznym wybrzeżom nea- 
politauskićj zatoki. Ankwiczowie, korzystając z pogodoych 
doi wiosennych, 2egnali okolice wiecznego miasta. Adam to- 
warzyszył im w tych wycieczkach. 20-go Marca nocowano 

V Frascati, nazajutrz przez Grotta Ferrata udano się do 
AlbsBo, w Rzymie stanigto o północy. Pani Chlustin otrzy- 
n^a pozwolenie zwiedzenia rzeźb Watykańskiego muzeum 
przy pochodniach, zaprosiła i polskich swoich przyjaciół, 
a Yisconti sam oprowadzał gości po tćj świątyni sztuki. 
Postanowiono 2-go Kwietnia odbyć pielgrzymkę do Genez- 
zano. Ankwiczówna, w swym dzienniku zapisuje, że tą raz% 
„i mizantrop Garczyński dał sig namówić." Nocleg wypadł 

V PaleBtrinie. Do Genezzano trafiono na nabożeństwo, pa- 
nie przystępowały do św. Sakramentów. Okoliczność ta nat- 
chnęła Adamowi wiersz do Marcelliny Łempickićj. Panna 
Ankwicz powierzyła była poecie swój album z proźbą o na- 
pisanie w nim czego. Dziękując jćj za cycerowanie mu 

V Rzymie, kończył zapytaniem : 

Ach ty wiesz może i pnyszlość pielgrzyma? ') 

Ankwiczówna nie wiedziała jasno, czy drogi jćj i Mic- 
kiewicza zejdą się kiedyś. Nie była w stanie odpowiedzieć 
na zadane jćj pytanie, jeszcze niepewniejsza siebie niżeli 
poeta. 

\^'ier8z do Marcelliny £empickićj tchnie czcią najwyż- 
szą dla głębokićj jćj pobożności: 

Ty spuszczasz oczy, kUJre bóstwem górą, 
Jak ty mnie swoją przerażasz pokorą! 

Czyż W tem wyznaniu mdzieć trzeba oznakę jakićjś 
rewolucyi wewnętrznej i przypisać wpływowi Marcelliny 



*) Odynieo niby donosi 24-go Marca Korsakowi, łe wiersz 
ten był napisany 17-go Marcs, ale w aztambuciiu Ankwiozówny da- 
towany z Kwietnia. [fJmmia str. 40.) 



— 108 — 

Łcmpickićj i Henryetty Ankwiciówny skruchę poety i uwrot 
ku kościoloui? Henryetta (IziaJala bardzićj na wyobrainif 
AdAtiia niż na jego serce, a nie mogła mu udzielić czego 
sama nieposiadała, to jest ognistej wiary. Płytki katolicym 
panny Henryetty nic zasługiwał na cłiwilg zastanowienia ug 
ze strony Adama. Uderzyć go owszem musiał powa2ny lu- 
strój jej towarzyszki. Ale silniej jeszcze niż szczera religij- 
ność Marcelliny Łempickiej Itzym sam przez sig podzi^ 
na ożywienie wiary Mickiewicza, pobudzając potężny j^ 
umysł do zgłębiania tajemnicy upadku pogaAstwa. ^.Nierat 
pisze Stattler, p<^źn!i nocą, o pełni księżyca udawaliśmy sig 
z nim na stare Forum do Colosseum. Tam siadał skronuiie, 
jak pielgrzym, pod drewnianym krzyżem na środku arnę 
będącym i skupiał się w sobie, jakby przerażony widokiem 
lwów i tygrysów, co pożerały clirześcian na skinieuie Ne- 
ronów. Potem podnosił oczy w górę ku miejscu Westalek, 
jakby im czynił wyrzuty, że na to patrzały! A cłicąc przer- 
wać te wspomnienia zwracał nagle nasze uwagę na najwyż- 
sze szczyty amfiteatru i tam w czworogrannych okienkadi 
palcem wskazywał nam szyby, które w nich upatrywał. Był 
to czysty błękit nieba." ') 

A cóż w nim dopatrywał? Źródło siły moralnćj Piotr* 
i Pawia, „którzy z małego miasteczka żydowskiego wycho- 
dząc rozbili największe na świecie mocarstwo, większe nit 
Mikołaja cesarza i zatknęli na jego ruinie krzyż." *j Docho- 
dzenie jak kończą się caryzmy ukajało boleść patryotycznf. 

Wśród tych medytacyi, spotkało go nowe utrapienie. 
Zaprzyjaźnił się był w Rzymie z księdzem Stanisławem Par- 
czewskim, którego widzieliśmy, że Stattler wymienia w lio- 
bie zwykłych gości wieczornych zebrań u Strzeleckiego. .Par- 
czewski, wysłany za granicę kosztem uniwersytetu Wileń- 
skiego, oddawał się literaturze 1 pracował nad powieśdi 

') przypomnienie starych znajomości, w Kłosach Wrzesień 
Paxilzieniik 1873 t. 

') KortspondeHCija Adama MickieKicza t. It. str. "6. 



historyczną ■/. c/as/j\v I.c^/lia llićilriro. •i\'-'i<\ \k\\'w\\\\a kirw 
ii(lt'rzy]a mu do [liui', c^iijai -ii; lili/kiiii koi;ia ["jilyUtuw.il 
ostatiiiii swij wol^. W tjiii toftamencii'. pijanym i"gką Ju- 
liana Karczewskiego, dnia 2Jt-go Kwietnia 1830 r., a który 
się między papierami Adama przechował, chory, po przeka- 
zaniu majątku siostrze swojej Zotii, dodawał: „Rgkopisma 
powierzam Edwardowi Odyńcowi i Adamowi Mickiewiczowi 
i po zdjęciu z nich kopii, oryginał matce moj^j ma być 
przesłany. To rozporządzenie dyktowałem w obecności An- 
toniego Strzeleckiego, Juliana Karczewskiego, Franciszka 
Tanhauzera, Apolinarego Gajewskiego." Parczewski skonał 
I-go Maja. ,,Trzeba było, opowiada Stattler, ułożyć napis 
na kamień grobowy. Podałem nm (Mickiewiczowi) pióro. 
Napisał: 

W imię Ojca i Syna i Ducha św. 

Stanit-ław ks. Parczewski 

ur. się na Litwie. Umarł w Rzymie 1830 r. 

Pochowany d. 3 Maja 

Ziomkowi 

Ten kamień położyli 

Przyjaciele. ') 

„Nie od razu jednak ulał się ten napis. Pierwszy 
wiersz dopisanym był w końcu ręką Strzeleckiego, na który 
zgodzono się dla nadania napisowi ducha cbrześciańskiego; 
zaś po napisaniu wiersza drugiego i trzeciego, pan Adam 
zmuszonym byt zatrzymać się, bo Garczyiiski prosił „by nie 
pominąć daty 3-go Maja, daty historycznej, narodowćj! pod 
którą Bóg dozwolił Parczewskiemu umrzeć." Pan Adam na- 
pisał ją. Lecz gdy przyszło powiedzieć: „Ziomkowi ten 
kamień położyli przyjaciele," naraz ozwało się kilka gło- 
sów: „Przyjaciele!" A inni wołali: „Przyjaciele zmarlegol-' 



^) Imiona, pisze t-tuttlcr, kazałem wyryć na brzegach tablicj 
grobowej, zapuszczonymi w poHiidzki; kościelną, w kościele ś. Stani- 
Btawa. (Prtj^onmiaiie starych znajomości, w Kłosach 1873 t.) 



— 110 — 

Fan Adam napisał pierwszy wyraz, a przemazawszy napiad 
drugi, który równic przemazał i zapytał: „Ozy wam konie- 
cznie idzie o to, by obok wspomnienia nieboszczyka hjli 
i o was wspomnienie?-' „Nic! Nic idzie o nasze imiona* 
odrzekli, „ale o narodowość tych co ten kamień połołyU." 
Pan Adam zawsze powolny dla pana Edwarda, napisał we- 
dług jego chęci ; lecz znowu przekreśliwszy, tę samą mjfl 
wyraził w swój sposób: 

Ziomkowi 

Ten kamień położyli 

Przyjaciele. 

„Cytując ten spór o napis (według autografu, któiy 
posiadam) z upodobaniem przypominam sobie tego nielki^ 
wieszcza z piórem w ręku, mażącego wyraz po wyrazie,, ja- 
kiemi prostą myśl wyłożył." *) 

Z innym polskim księdzem Stanisławem CliołoniewskiiB, 
Mickiewicz serdeczne w Rzymie zawiązał stosunki; na psrc 
lat przed przybyciem poety do wiecznego miasta, CIiołoDie- 
wski napisał był „zrozpaczonego wioską kuchnią Polaka 
sonet do barszczu, potworna metamorfoza sławnego sa 
Adama Mickiewicza: Aiemnie, domowa rzeko moja."^ Pra- 



') Oto ów sonet do liaisECzu: 

'Rkb/.czm, ilomowit zupo moja, gdzież an mry, 
'A których BZ|)tk n-)-ci>kalciii w iiKta niemowlęce, 
Kt^irenii potom, dzielnu uzbroiwszy n'Co, 
Tęsknemu ^olndkowi z.ibijatem kury? 
W tobie imlchoa sloninkti, cbiul>na z swt^j urody, 
liUliitn sit; przegliidni- w miłosnych nszck gronie, 
Tn obrft/ jt'] miilowny, w srebrniy misy łonie, 
Lyżkii nieraz mijcileni, zapaleniec młody. 
Bnrdzrzii, domowa zupol gdzie na smaczno soje, 
A z uionii tyle szcz^hcij, łakoci tak wiele? 



— 111 — 

-podobnie nie pochwalił się przed Adamem z tej niewin- 
parodyi, ale, chociaż i fraszki pisywał, był to wyższy 
ys\ i Mickiewicz z nim o Kzymie chrześciańskim rozpra- 
.1 jak z Yiscontim i z Kibby o Rzymie pogańskim. 

Trzechdniowa wycieczka do Subiaco zamknęła szereg 
ti peregrynacyi, gdzie zachwyty nad krajobrazami, kościo- 
li i gruzami zaprawiane bywały złudzeniem miłości, zwic- 
no po drodze yiUc Adriana i Usticg, gdzie wznosiła się 
a Horacego. Ankwiczowie gotowali się już do wjjazdu. 
im ofiarował na pamiątkę pannie Henryecie dwa tomy 
'ch poezyi wydania petersburskiego. Na okładce wpisał 
imię i nazwisko, dalój: „w dzień jej odjazdu z Kzymu 
o Maja 1830 r. Adam Mickiewicz." Na pierwszi^j zaś 
tce skreśli! te słowa: „W bramie del Popolo. Wyjeżdża- 
z Rzymu, nie będziemy płakać ani w dzień ani w nocy, 
Iziemy w dobrem zdrowiu, do widzenia." Jest to raozćj 
przestróg kapryśnemu dziecku, niż żałości żegnającego 
:hanka. W dzienniczku pisanym po francuzku przez An- 
iczównę i darowanym Odyńcowi, od którego dostał go 
im, panna Henryetta zapisuje, że rzewnie płakała, ale 
ue te kartki nie zdradzają głębszego i trwalszego wzru- 
nia. Na drugim tomiku darowanego jćj egzemplarza dzi^ 
ama, w klórym są Dziady, poeta napisał: , .Czytać nic 
Ino!" Przekonany, że całych Dziadów panna się nie wy- 
cze, dużo ustępów naznaczał słowem: lo^) Ostrożność 
zawodnie zbyteczna. Adam odprowadził odjeżdżających 
pierwszego popasu w Storta. Z Terni Ankwiczówna wy- 
,wiła Adamowi obiecany list, gdzie słabiuchno opisuje 
A'ną kaskadę. 



Gdzież milsze burzliwego miodku niepokoje? 
Kijdyi jest wódka moja? Gdzie tatarskie ziele? 
Wszystko przeszło. Ach! czemu nie przejdą Izy moje? 

(Pisma pośmiertne ks. Si. Chołoniewskiego t. II. Lipak 1851.) 

') Emalia Btr. 51. 



— 112 — 

Adam 6-go Maja puścił się z Odyńcem w drogę do 
Neapolu, Adolf JniiuszŁiewicz i Stefan Garczyński po2egDali 
się z nimi w Albano. Adam stanął 8-go wieczorem w Nea- 
polu i najął prywatne mieszkanie Via Concezione nr. 39. 
Płacił on z Odyńcem za jeden wielki pokój od osoby na 
dohę po 3 karliny {car/ino ncapolitańskie wynosiło 20 gro- 
szy polskich). 

Tymcasem Ankwiczowie jechali na Florencyą do Pa- 
ryża. ^V Perugii zwiedziwszy kościół zwany Porciuncida, 
panna Henryetta zapisała w swoim dzienniczku: „Tam po- 
modliłam się, ofiarując siebie i Adama pod opiekę Matki 
Boskiij'' (słowo: Ailama przekreśliła i zastąpiła słowami: 
mojego brata.') Wchodzący ludzie z ciałem zmarłego wy- 
płoszyli ją z kościoła. „Smutne wrażenie, pisze ona, zostało 
na cały dzień. Chcąc przerwać ten bieg myśli, wzięliśmy 
sig do poezyi, i te natychmiast pożądany skutek zrobiły, 
zajmując nas zupełnie i odrywając od kaźdćj inn^j przykro 
myśli, za co nową wdzięczność dla autora mamy i tak cią- 
gle nim zatrudnieni, przybyliśmy do Tybm." Towarzyszący 
Ankwiczom w podróży Strzelecki, uczył panny jak czytać 
Pieśń Wajdeloty podług metru. „Od granicy toskańskiej, 
pisze panna Henryetta, niebo sig zachmurzyło. Tak wszystko 
zdawało się łączyć, aby mnie przekonać, iż z Rzymem po- 
goda wszelka dla nas znikła i tam ją może tylko jeszcze 
zobaczymy." W Arezzo panna Henryetta zapisuje, że podała 
towarzyszom projekt uczenia się na wyścigi na pamięć piosnki 
o Wilii. „Marysia i ja wzięłyśmy się szczerze do tego 
a z wielką moją radością ja najpierwćj całą piosnkę bez 
zmyłki powiedzieć mogłam." W Chamhćry panna Henryetta 
zapisuje, że sig wyuczyła wiersza Adama do Lelewela. 
W Lyonie przcrj-wa się Dziennik Henryetty. Okazuje się 
z tjTh wzmianek, że panna Henryetta o poecie nte zapom- 
niała, ale tćż, że bez wielkich wysiłków zastosowyw^a się 
do danćj przez niego rady : nie płakać ani w dzień ani w nocy. 

') Ewunia atr. 53. 



Miokiewioz w Neapolu. Przekład z Goethego. Poeta udaje tię 
przez Rzym do Szwajoaryr. Powrót do miasta wieoznego. 

Projekt wybrania się na Wachód. Wycieczka do Sycylii. Prze- 
chadzki po okolicach Neapolu z Aleksandrem Potockim, Wyprawa 
z Chlustinami do zatoki SalerDy i do Poestum, a z Odyńcem na 
WeznwiuBz. Stosunki te znakomity mi Neapolitaiiczykami. MickiC' 
wicz na ślubie Stattlera w Kzymie. Wyprawa do Szwajcarjri. Wiersz 
do Sfatki-Polki. Zejście siq w Genui z Angustcm Goethe. Oenew- 
»kie znajomości. Wycieczka do Obcrlandu w towarzystwie Zy- 
gmunta Krasińskiego. Poiegnanie się z Odyńcem. Wiadomość 
o wybuchu listopadowego powstania. Wptyw księdza Chołoniew- 
skiego na nastrfij wysoko religijny poety. 



W Neapola pędził Mickiewicz tryb życia turysty. Z hr. 
Aleksandrem Potockim obcował częściej jeszcze mż w Rzy- 
mie i zwiedzi z nim wspólnie okolice. Wkrótce zjawili sig 
tćż w Neapolu tyle mu życzliwi Chlustinowie. Zast^ Łćż 
kilka rodaków, między innymi Władysława Pusłowskiego 
i Jaźwióskiego. Był to a Adama peryod niesmaku i nieza- 
dowolenia z siebie. Głos wewnętrzny wyrzucał mu, 2e sig 
dał za daleko pociągnąć w Rzymie, nie przyznawał sig może 
do tego, lecz czuł potrzebę ucieczki. W oddaleniu łatwićj 
było odzyskać zupełną swobodę, którą postradał, wmawiając 
w siełrie, że BpoŁkał pokrewną mu duszg. Powątpiewanie, 
kt^e często powraca, jest bezowocną męczarnią. W walce 
t^ z sobą samym nie miał pomocy w Odyńcu, który w po- 
dobaycli zdarzeniach stawić zawsze po strome płci pięknćj. 



— 114 — 

Adam, miotany niepokojem, postanowił wybrać się do 
Sycylii sam jeden, nie zwierzając się towarzyszowi Bwojemu, 
że marzy o Atenach, Konstantynopolu i Jerozolimie. Może 
dalby nam klucz do chwilowego usposobienia poety list pi- 
sany przezeu do Maryi Szymanowskićj przćd projektowana 
wycieczką, lecz go nie posiadamy. Wzmiankuje o nim panna 
Helena Szymanowska w swoim dzienniku pod datą S^go 
Czerwca: „Mickiewicz pisał z Neapolu, że wyjeżdża do Sy- 
cylii." Wiadomo nam tylko, że odpłynął 15-go Maja. Z li- 
stu Odyóca do Malewskiego z tego2 samego dnia okazuje 
się, że cierpiał na brak wiadomości z kraju: „Niech dę nie 
martwi, pisze Odyniec, ani obraża gorzki nieco styl jego lista 
do pani Szymanowskiej. Nie wiem, jakie mieliście powody 
do tak nadzwyczajnego długiego milczenia, ale wldzifUem, 
ile ono chwil, ile dni Adamowi zatruło. Adam nic a mc 
nie pisał. Dał mi raz słowo, że jeżeli list twój odbierte, 
w parę dni napisze pierwszą pieśń zamierzonego poematu. 
List nie przyszedł i poematu nie ma. Mo2e go Sycylia 
natchnie." *) 

Eorespondencya Polaka z zagranicy do Kossyi , jak 
z Rossyi za granicę, jest zawsze niepewna, a wówczas pro- 
porcya konfiskowanych lub zatraconych listów była znacznie 
większa ni2 dzisiaj. Nąjczęścićj więc obie strony oskarżał; 
się bezzasadnie, ale w braku wiadomości niepokój przema- 
gal nad rozumowaniem. Sycylia Adama nie natchn^a, zwie- 
dził jedynie Palermo i Mesaynę, i nie poddając się pokusie 
wędrówki po wschodzie, zawitał 24-go Maja do Neapolu. 

Zakątki roskoszne zatoki neapolitańskićj uprzytomniła 
poetyczne tradycye przechowane w Eneidzie i groźne sceaj 
Cezaryzmu, opowiedziane przez Tacyta. Wśród dziwów na- 
tury odzwierciedlają się w błękicie morza szczątki świątyfi 
i pałaców, które runęły pod ciężarem wieków i zbrodni Ty- 
beryuszów i Neronów. Adam umiał odtwarzać postade tych 



') Korespmdenq/a Adama Mtckieimcza t. III. str. 54 — 55. 



— 115 — 

^razecliwładzcńw świata na ich własnym teatrze dzidania. 
Pani Wera Chlnstia stania sig odbywać z nim te pielgrzymki, 
nakłonią go więc, nie tracąc czasu, wybrać &i§ morzem 
wj^ towarzystwie do przylądku Mizeny. Mickiewicz z Odyii- 
cem i rodziną Chlustinów płynął wzdłuż malowniczych wysp 
Misidy, Frocidy i lachii, a wylądował w pobliżu tak zwanych 
Cento Comere, zwiedził świątynie Wenery, Dyany, Merkurego, 
kąpiele Nerona, groty Sybilli, jezioro Fusaro i Avemo '). 
Dnia następnego panie Chlustin, potrzebi^ąc wypoczynku, 
zostały w Neapolu. Adam z Szymonem Chlustinem, Odyii- 
cem i Potockim pojechał do Puzzoli, a po drodze zatrzyni^ 
się u grobu Wirgiliusza i wszczęła sig rozmowa o Niebuhrze 
i jego szkole historycznej ; przytoczono opinią jednego z adep- 
tów t^ szkoły, że mniemany griib autora Eneidy, to proste 
cottanbarium. „A czy on był na pogrzebie?" spytał Adam*), 
Wstrętna mu była erudycya niemiecka, wiecznie szukająca 
namacalnych dowodów i za nic uważająca wiekowe podania. 
W towarzystwie pani Chlustin i jój córki, jako też kilku 
znajomych, zszedł Mickiewicz 27-go Maja do Herkulanum, 
a po tym wspaniałym okazie cywilizacyi pogański^, zwiedził 
98-go Maja katakumby św. Januarego. 29-go Maja po po- 
łudniu odbyła się wyprawa na Wezuwiusz. ') Odyniec sta- 
nąwszy na wierzchu był zgrzany, więc Mickiewicz jaj^oby 
otulił go swoim płaszczem, którego Jaskrawo-czerwona bar- 
wa, odbijająca promienie zachodniego słońca, czyniła go 
istotnie podobnym, mówi Odyniec, .do ognistego płaszcza 
Eliasza." Ta czerwona podszewka natchn'^ła ma wiersz, 
w którym mówi: 

I tw6j płaszcz — od którego barw elońce jak [rfomię 
Bito bliBkiem, zdał mi się, jak ów plaezcs proraka, 
Fnez który du(A od mistrza zszedł w Elizeusza. *} 



■) Dodatek pod numeiem IIL 

■) litfy X podrói!/ t. IV. atr. 61. 

*) Dodatek pod nnmerem III. 

•) Lilly z podróiy t IV. str. 69-73. 



Adam i Odjoiiec zeszli aż do dna krateru. W jednem 
miejscu przez rozpadlinę dochodził ogień, przy którj^ Adam 
ukląUszy zapalił cygaro, które Odjrniec odebrał mu i zacho- 
wał sobie na pamiątkę. ') 

Na Zielone Świątki 30-go Maja Mickiewicz, Odyniec 
i rodzina Chlustinów obiadowali u Arcybiskupa Tarentu 
z księciem Satriano-Filangieri. Adam dowodził gościom, 2e 
Etan rzeczy we Francyi utrzymać się nie może, co trafii^ft 
do przekonania gorących Napoleonistów. Po obiedzie zawióit 
Fiłangieri Mickiewicza i Odyńca na pokład wojennego ofcrgta 
Capri i oprowadził po wojennćj fregacie Cristina. Nastę- 
pnego dnia, 31-go Maja u mostu delia Maddalena Adam z Po- 
tockim i Cblustinami przyglądał sig powrotowi Neapoliłaii- 
czyków z pielgrzymki do okolicznćj Madonny defarco. Wi- 
dok dwukołowych Corricoti neapolitańskich, mieszczących po 
kilkanaście osób jest do dziś dnia jedną z osobliwości tćj 
Btolicy. Nazajutrz 2-go Lipca, książę Fiłangieri oprowadzi 
Mickiewicza i Chlustinów po willach Ricciardi i Floridiani. 
Zwiedziło tćż całe towarzystwo klasztor Kamedułów z jego 
katakumbami i klasztor żcuski Trenlaire. 

3-go Czerwca Mickiewicz wybrał się do prześliczna 
zatoki Salerny, w niczem nie ustępującój Neapolitańsld^ 
i do Poestum, tćj europejskii^ Palmiry. Poprzedniego roku 
paniom Chlustin zabrakło odwagi koczować pod kolumnami 
Eterczącemi w bezludni krainie, ponieważ rozbójnicy tylko 
co tam byli zamordowali młode m^żeństwo. Ale towarzy- 
stwo Szymona Chlustina, Adama i Odyńca przemogło nad 
obawą, wywijaną strasznym tym wypadkiem. Ziyechawszy 
w pc^dnic do Avellino, podejmowani byli gościnnie przez 
adwokata Baf^a Filidei, do którego Fiłangieri d^ im list 
polecający. Nocowali w Salemie. 4-go Czerwca w południe 
hyli w Poestum i oglądali świątynie Neptuna i Wenery 
z prześlicznem panorama na góry, na morze i na wyspę Ca- 



') Ust!/ z podruiy L IV. str. 69— 7a 



— 117 — 

pri. Za powrotem do Salemy, Adam z Odyńcem i paniami 
odbyt jeszcze przechadzkę po ogrodach wśród migocącego 
światła latających świętojańskich robaczków. Przez Yietri, 
Cava i Nocera dojechawszy do Pompei, raz jeszcze zgrzeli 
do tego umarłego miasta, którego mury więc^ przemawiają 
■do wyobraźni niź tłum uliczny w Neapolu. Adam lubił du- 
mać „nad drogami w Pompei, myśląc o kołach, które mu- 
siały w tył i w przód wyjechać, nim tę koleinę wygryzły!"') 

Hr. Aleksander Potocki nie doczekał się powrotu Adama. 
W obawie, aby poeta nie znalazł się w pieniężnych kłopo- 
tacli, oznajmił mu w liście pożegnalnym, że mu otworzył 
kredyt u swojego bankiera, tak że Mickiewicz mógł już się 
nie troszczyć o opóźnienie przesyłek z kr^u. „Asygnowałem 
sto dukatów dla Odyńca za napisane przezeń wiersze w dzień 
moich imienin. Odyniec nie mógł wierzyć, żeby to istotnie 
było prawdą, mówił Adam." ^) Gdy wysł^ Odyńca do bankiera 
po sto dnkatów, pan Edward nieświadomy kredytu, otworzo- 
nego przez Potockiego, z niedowierzaniem zgłosił się do 
kasyera, który mu sumkę wypłacił. Dopióro za powrotem 
z banku, Mickiewicz mu wytłumaczył, jakim sposobem pod- 
pis jego nabył podobnego finansowego znaczenia. 

Cuda przyrody nie obudziły w Mickiewiczu natchnienia. 
PrzeUnmaczył jedynie z Goethego: 

Znaaz li ten kraj, zoaaz li o moja mil&f 
Tu byłby raj, gdybyś ty ze mną była. 

Nie jest to już jęk boleści, jaki mu się wyrwał z piersi 
•vr Splagen, żegnając na zawsze Marylę. Wspomnienie An- 
kwiczówny nic nie wywołało oprócz . mistrzowski^o naśla- 
dowania niemieckiego poety.") 



') Korespondencya Adama SUckiemeza Ł I. atr. 106. 

') Z opowiadań Mickiewicza Eustachemu Jan uszkie wieżowi 
w 1846 r. 

') Tłumaczenie to stało Bię wkrCtce tak popularne w Pobce, 
jak OTyginal w Niemczech. Po npadku powataoia 1831 r. pn^jadel 



— 118 — 

Zaspokoiwszy pierwszą ciekawość wspanifJycfa widoków 
tego wybrzc2a, Mickiewicz zaczął bywać częstym gośden 
n wybitnięjszycti osobistości Neapolu. Żyli jeszcze świadko- 
wie krótkotrwałej rzeczypospolit<'j Partenopejskiftj, jenerdft- 
wie i mrowie stanu, którzy dobili się sławy pod orłami 
francuzkiemi i żałowali upadku odrodziciela Włoch. Mickie- 
wicz zbli2ał Bi§ zawsze chgtnie do uczestników epopei Ma- 
poleońskićj. Widzieliśmy, że na Zielone Świątki Adam olń*- 
dow^ u Arcybiskupa Tarentu z Filangierim. Wstęp do ^ch 
znakomitości ułatwili mu Chlustinowie. Poprzednie lato 
spędziwszy w Neapolu, zaprzyjaźnili się z przedslawictelaim 
świcźominionych czasów i dworów Józefa Napoleona i Joa- 
chima Murata. Wymienia ich panna AnasŁazya w dziennika 
swoim z 1829 r., zajmujące o nich podając szczegóły. Pod 
datą na przykład 18-go Czerwca 1829 r. zapisuje: „Kstąłe 
Satriano zaprowadził nas przedwczoraj do hrabiego Ridardi, 
byłego ministra sprawiedliwości za panowania Murata. Zna- 
leźliśmy u piego jednego z pierwszych poetów włoslitch. Ni- 
gdym jeszcze nie spotkała człowieka tak wytrawnego jak 
książę Satriano. Jest to syn sławnego Filangieręgo, którego 
dzieła tutaj wysoko cenią. Sam bardzo przystojoy, wycho- 
wany we Francyi, ma ducha czysto fntncuzkiego. Był jui je- 
nerałem w trzydziestym roku życia. Posiada wielkie dolnt 
w Sycylii. Książe zaprowadził nns do Arcybiskuoa Tarentu, 
który mimo swoich 85-ciu lat, niezmiernie lubi towarzystwo, 
wszystkie panie u niego bywają. Ma słabość wielką do ko- 
tów, wymaga, aby się z jego faworytami zapoznawano, przy- 
taczf^, że w Turcyi mówią : „Chrześcianic psy" a nie mó- 



Mickicwioza K. Fi Wodziński, podnJż.njiic po Wtoszech za pupor- 
leii] Francuza, pisze w swoim dzienniku: „Znnszli ten km]... Dwie 
Angielki, obok kt^rjch zjeidżałem z ^Ve7.uniu^za, patrzały na utaie 
jnk na mroga, gdy, mniemany Frnncuz. deklamowałem im z sapa- 
łem h; pioanku po polaku, kti^rą (.'•iicilic w Neapolu Dapiaa), ■ Mio- 
kiewicz w Neapolu przetłumaczył." (lispwimUnia z wlóczfgi |W 
Europie.) 



— 119 — 

wi%: „Chrześcianie koty." Przyj- sas z rzadką i 
ćcią. Utrzymywał on korespondencyą z panią Stael." 

Filangieri odznaczył się pod Austeriitz i zntd osobiście 
nąjdzielniąjBzych polskich jener^ów. Poezya opromieniająca 
niegdyś Paladynów Karola Wielkiego otaczała nie mniejszym 
blaskiem towarzyszy broni nowożytnego Cezara. Arcybiskup 
Tarentu, Capece Latro, ex-niinister Józefa N'apoleona i Joa- 
chima Murata, został gorącym wielbicielem gieniuszu, na 
którym pokładał długo nadzieję oswobodzenia i zjednoczenia 
swojćj ojczyzny. 

Naturalnie, ie panna Anastazya pospieszyła opowiedzieć 
swoim wielbicielom w Neapolu o chwale Adama, i że zaraz 
go z nimi zapoznała. Czcią dla męczennika na wyspie imę- 
t^ Heleny, Adam prędko zaskarbiał sobie względy wiemyi^ 
t^j tradycyi. Nie jest nam wiadomo, czy z margrabią del 
Carretto ') zetknął się poeta w Neapolu lub w Sycylii, z któ- 
rśj przyszły ulubieniec Ferdynanda II był rodem. Z trzech 
Włochów, któi7ch nazwiska łączą się z pobytem Adama 
w Neapolu, dwóch mitdo si§ sprzeniewierzyć sprawie naro- 
dowej i stać się katami własnych ziomków. 

Dzięki piękności przyrody prawie każda z miejscowości 
sąsiednich stolicy godna jest widzenia. Chlustinowie wybrali 
się z Adamem 9-go Czerwca do Caserto, gdzie wznosi się 
królewska rezydencya budowana na wzór wersalskiego pa- 
łacu, tylko z okien widać morze. 15-go Czerwca Mickiewicz 



') Filangieri i Del Carretto zniżyli się do roli ślepych oarz^- 
dzi Ferdynaiida II. Del Carretto zasłynął z okrucieństwa i Mickie- 
wici przypadkowo byl świadkiem grozy, którij samo nazwisko 
bylago ministra policyi Biirbona Neapolitańskiego wywoływało od 
Alp do Adryatyku. „W podrAfy naszej morBki^j, pi?al Adam 12-go 
Lutego 1848 r., minęliśmy się z okrętem, który niósł zbójcę Del 
Carretto, znajomego mi jeszcze x czasów pierwszego pobytu we Wło- 
szech." (Korespom/enci/a Adama Mickiewicza t. IV, str. 128.) Okrętu, 
na którym uciekał Del Carreto przed rewolucyą w INeapolu, nie 
przyjęto w ładnym porcie włoskim i znienawidzony margrabia wy- 
lądował dopiśro w Marsylii. 



— 120 — 

z Odyńcem, Jaźwińskim i Niegolewskim puścił się do Sor- 
rento, miasteczka na nysokich skałach nad morzem, z do- 
mami rozrzuconemi wśród lasów cytrynowych i pomarańczo- 
wycb. Adam powrócił przez Casłellamare, miasto zbudowane 
nad starożytną stolicą, która czeka pod popiołami, aby j) 
odgrzebano, jak Pompeję. Trochę czasu zabrd; poż^j^nalM 
wizyty do arcybiskupa Tarentu i innych znajomych. WabSi 
jeszcze Adama Pompeja. Cały dzień 18-go Czerwca pofiwi^- 
cił, w towarzystwie Szymona Chlustina, pustym j^ ulicom 
i gmachom, na obiad zaproszony był do Chlnstinowćj. Zł- 
mówił dla panny Anastazyi serenadę pod jćj oknami. Ody- 
niec zabrał sig do pakowania. Nazajutrz Adam rozpocz^ 
dzień od kąpieli morskić). Szymon Chlustin z siostrą pny- 
szli pożegnać odjeżdżających i przed południem wyrnsiył 
Mickiewicz ku Rzymowi. 

Nie byłby zapewne wyrwał się tak prędko z rosko- 
sznój okolicy, lecz wypadło mu wcześniej rozstać sig z Nea^ 
polem niż pierwotnie zamierzał, bo przyjaciel jego StattJer 
zapotrzebował obecności jego w wiecznem mieście. Żenił 
się on z Rzymianką Klementyną Zerboni i zaprosił Adamt 
na świadka. 

Mickiewicz stanął w Rzymie 20-go Czerwca wieczorem. 
Garczyński, Stattłer i Gajewski czekali na Adama a bramy 
miasta. Przyjaciele wynajęli już dla niego mieszkanie na 
Bocca di Leone pod numerem 3-cim. Nie wszyscy znajomi 
opuścili byli miasto a na wieść o jego przybyciu niektóny 
z nich powrócili ze wsi. W liczbie tycłi ostatnich przyje- 
ch^a go powitać księżna Zeneida Wołkoóska. Nie ol>e8iło 
się bez obiadu u księcia Gagarina i bez kilku wieczordw 
u kosmopolitycznćj arystokracyi, którą Ezym co rok tak li- 
cznie przyciąga. 

Ślub Stattlera odbył się 27-go Czerwca. „W niedzielG 
pisze Stattier, kreśląc dla żony opis owych chwil, o godzime 
10-t^ z rana, pan Adam z jednćj strony, pan Edward z dra- 
gićj, wiedli cię do kościoła: mnie Stefan Garczyński i kozyn 
jego Gajewski. O drugi- godzinie był obiad, przy ktdrym 



bicia ich serc były ojczysterai, rodzinneiiii dzwonami, co gło- 
siły święto nasze !" ') Przy toaście na zdrowie państwa 
młodych, Adam improwizował o natchnieniu i celach -sztulii. 
29-go Czerwca, w dzień śś. apostołów Piotra i Pawła poeta 
oglądać illuminacye kopuły św. Piotra i fajerwerk oa zamku 
ćw. Anioła. 

Po tem widowisku już tylko dzień jeden poświgcił 
Rzymowi i przyjaciołom. 30-go Czerwca objął wzrokiem 
z wieży Kapitolu najwspanialsze szczątki starego Ilzymu 
■w silnem oświetleniu włoskiego słońca, a wieczorem przy 
blasku księżyca podziwiał raz jeszcze Colosseum. Między 
jedną a drugą przechadzką był na grobie ks. Parczewskiego. 
Obiecał się tego dnia na obiad do ksigżny Wołkoński^. 
Wychodząc od ni^ zabiegł na chwilkę do Stattlerów. 

Weturyno czekfd na Adama I-go Lipca przed siódmą 
na placu del Popolo. Od mieszkania do placu odprowadził 
Stefan Garczyński. Poeta, nim wsiadł do powozu, zaszedł 
pożegnać z Moaie Pincio kopułę ćw. Pifitra, która : „nakryła 
'wszystkie pamiątki włoskie" *) i muzeum watykańskie „to 
prawdziwe miasto posągów, zawalone sarkofagami i tynko- 
wane inskrypcyami." ') 

Droga prowadziła przez kampanią rzymską, gdzie spo- 
tyka się jedynie ogromne stada bawołów. Pierwszy nocleg 
wypadł w Civila Castellana, poeta i jego towarzysz zwa- 
bieni zielonością przyległych miastu wąwozów odpoczywali 
sebie na murawie, gdy zostali obsypani mrówkami. Odyniec 
przypuszcza, że epizod Telimeny z mrówkami w Farm Tade- 
uszu mógł byó reminiscencyą tćj sceny,*) chociaż tego ro- 
dzaja przygoda każdemu nieraz w życiu się zdarza. Adam 
stanął 2-go Lipca w Terai, w porę, aby przypatrzeć się 



') ffspomtuaue starych znajemoiei i 
t Zerbomch StałlUr. W Elosaeh Kr. ^33 t. 

*) Koreipmulmeya Adama Mkkiemicia t. I. Btr. 53. 

•) Ibid. 

*) JAsly t podróty t. IV. str. 160. 



(iaJAC £■: l-i-i-:;-: =:-i-rv»- :■:■ Nery. Welhig Odrńo. iD^ 
kirniz ■■.'Tii 7J pr7-ii=i:-:: rozmowT Pr>}im«niste^') mnaił 
w:^.; Trjo-:-i-- : ■:■ Pr':z::-e::i=*:T .■£! i o reoryi Pnmionkd*, 
rak vrT'e z^iłzizr; z fr:=ż-:Łz«c:; wileńskiemi ezasaim. 
>'i.-:r::::^ -W:' i ^j^^ai ■"^ F:lii:n-. ł-cił zai popasał w Suts- 
M^ri -i^-:;! \z.zi.i. jizi-; t-iwirał pierwazy klasztor bnei 
mr.:'-;-z7:b. zw:-;'izji w \:jł:i. w k':ściele ozdobionym fres- 
kar.: f:rrjt':;-i'> : Oijtty. £T>>b święteęo Fnadżzka. W eug- 
i-o."*''.-l-:a:h. zif.'i ■-rco n^dycya silniej do serc pizemanu, 
cł^r^:-; P';'if 'iziiUIi-^ić oweg>> wie'kieco cndotwórcy, *) 
kfir^jio P'-'ż--"J "*' =*"'jic!i prelekcyach podniósł miłość, z jak) 
iBij-sLi *> z-łierz^M-h. nazywając ich braciszkami i ^ostrzjo- 
kan.i iwemi -■ Wieoz^Tem -l-iro Lipca zajechawszy do Pe- 
n:rii. Adam um przenoconat. ciekawości miasta obiegł M 
jiT^'l':f i 5-co wyruszył dal-rj. W Ursaglii przekroczył gr»- 
nic^ To-kafiaka. Jezioro Trasimeóskie żywo ma przypo- 
mniało ojiowiadanie Liwiusza o klęsce Rzymian. W nocy 
■stanął u' An^zzo i zeuni^trznie tylko oglądał dom rodzinny 
Fł^rrarki. W Incizie »;-co Lip-a wykąpał sie w wodadi 
Arno. o T-m-rj «ieiZ'.'ri.-m odkryła mu sie Florencya. Z * 
t/T'/', S'in Luigi A>łam z Oclyii>'eni poszli zaraz na teatr 
// i.'',mfr''. 

I-lor*:Di"ya zairzjTnała Mickiewicza trzy dni. Po dłu- 
j.'i'łi ^Mlzinaih 'odzicnnie spędzonych w- Ifizzi i w Pnla:zo Puti, 
miły wypnczynek -stanowiła dla niego gawęda z starym kd^ 
v'\f:m Michałem Ogiiiskim i przysłuchiwanie sig niewyczerpa- 
nym anegdotom o powstaniach narodowych i o legionaek. 
Fnir-d wyjazdem, upomniał listownie, jak o tem nadmieniliśmy 
wyż^j, Leonarda Chodźkę, aby mimowolnie artykułami dzień* 
nikar^-kiemi nie narobił wiele szkody i tłumaczył ma, 2e je- 



'i r>lon*a Ail&iua Mickiewicza. \Liitra!nra itoieiaHtta t. lY. 
. 17..) 

') lAteraiiira Slamańika t. IV Btr. 150. 



— 123 — 

teli się do niego w tój sprawie wcześnie nie odezwał, to 
dla tego, że podobne rzeczy listom powierzać nie lubi. ') 

W letnićj porze przyjemnićj podróżować we Włoszech 
nocą mi dniem. Adam wieczorem 10-go Lipca wyjechał do 
Pizzy i stanął na miejscu o 6-tćj z rana. Jeden dzień mu 
wystarczył dla obejrzenia skupionych w małćj przestrzeni 
Campo Santo, Babtisterium, katedry i, jak zwykle czynią 
taryści, zatrzymał się przed pałacem Lanfrancfai, pod oknami 
mieszkania, zajmowanego niegdyś przez Byrona, O pobycie 
w Fizzie przyjaciel Mickiewicza, Irlandczyk John Leonard, 
dyszał od niego następną anegdotę: „W Wejraarze, mówił 
Adam, pani Ottilia Goethe powierzyła mi list do pana Ro- 
berstona we Włoszech. Zauważałem, że nie było adresu, 
ale uspokoiła mię, tłumacząc, że go każdy zna. Daremnie 
dopytywałem się wszędzie o niego i zapomniałem listu w mo- 
im pugilaresie Haz w Pizzie znalazłem się w katedrze pod- 
czas odprawiania Mszy żf^obnćj ; katafalk wznosił się wśród 
kościoła, dowiedziano mi, że ktoś leży w katafalku, dowia- 
duję sig u zakrystyana, ten mi odpowiada : „Musisz pan to 
wiedzie)!." — nCo?" „Że anglik Roberston prosił nas o po- 
zwolenie przeleżenia wewnątrz katafalku, aby przekonać sig 
jakiego dozna wrażenia." Po ceremonii Mickiewicz podbiegł 
bu niemu z listem w ręku, mówiąc : „Nie wiedziałem, że mi 
wypadnie list doręczyć nieboszczykowi," Trzeba było widzieć, 
z jakim dowcipem Mickiewicz opowiada to zdarzenie. 

O wschodzie ^ońca wyruszył 12-go z oberży pod Hu- 
zarem do Pietra Santa, gdzie tylko popasał, nocował zaś 
w Sarcana. Droga przez Spezie do Sestri di Levante nie 
mniój wspaniała jak sławna Riviera di Genova. Z Levanto 
wyjechawszy 14-go Lipca przez Chiavari, Rapallo, Ruta, do- 
8t^ się wieczorem do Genui. 

Jakim sposobem po tój śliczn^ drodze z Pizzy do 
Genui, mając przed oczyma cudny krajobraz, przyszło poecie 



') Korespondencya Adama MickitnHcza t. I. Btr. I 



— 124 ~ 

wyluć ten wiersz do Matki Polki, tak bolesny, jak los pokt- 
luń, które wyrastają dla kata i giną po więzieniach 
szubienicy? Może patrz%c na jedno z tych arcydzieł, gdas 
tak często mistrze włoscy przedstawiają Boga Rodzicf d^ 
jąc^ dzieciątku Jezus bawić sl§ krzyżem, zapłakał na mjA 
tylu mieczów godzących w serca matek polskich? Sui 
zgrozą przejęty, długo wahał się z wypowiedzeniem ^ 
wrogićj przepowiedni. Pokazawszy ją Odyiicowi, który jt 
w Genewie Zygmuntowi powtórzył, nie udzielał jćj nikonn, 
aż w Rzymie, w przeddzień uocy listopadowój, znów mnsig 
okaite matka Polka i wówczas poeta wypowie światu knri«% 
przyszłość narodu, mającego kiedyś być- odkupionym prui 
wiarę w potęgę męczeństwa. ') 



■} Uóżne i sprzeczne fa świadectwa co do daty wienift B§ 
Maiki Polki. Odyniec opowiada n- liMiie z Poggibooi 14-go ListM- 
pada lt)2!> r., że w teni miasteczku Adam wiersz I>o Maiki Palki m 
czytał. „Genezą jego s>i Pamiętniki Ogińskiego i rozmów; s niH 
Bamym." {Listy z podróży t. II. atr. 305.) I Paniiętniki Ogiaski^a 
i dykteryjki jego nic wspólnego nie mają z rozdzierającą nutą tegi 
utworu. Według T. I^nartowicita, słyszał on od Adftma, ie łiyl 
uwiadkiem niepokoju Szwajcarów, gdy zabrakło im listów i dxiaiot- 
ków z Paryża, nareszcie dowiadują się, że Burboni wypędseni. Adaś 
wycliodzi ns spacer, spotyka Kretyna, mówi do siebie: takai W 
wolność! i i>owróciwszy, pisze ii'iersz Do Maiki Polki. (Lislff o .Łitmii 
Mickienńciu str, "il.) Mickiewicz liT, 28 i 29 Lipca priebywaJ w Uar- 
tigny, C^ol de Ralme i Cbamouny wśród góralów, a dopiero w Geot- 
wie I-go Sierpnia dowiedział się o wybucha rewolucji paryzkj^ 
i o ji^j swycięitwie. Kr, Ostrowski zapewnia, te mn Zygmunt En- 
eiński w łódce na Lemanic wydeklamowal wiersz Do Matki Palki 
(Przedmowa I-go wydania przekładu francuzkiego dziet łlickiewiezŁ 
Paryż 1>^1 r.) Na jednym z sztambuchów Ank^riczówny, kupianya 
w Grudniu 1830 r., brulion niersza Do Matki Polki nosi zamiast 
podpisu, wzmiankę: „Pisałem w drodze do Genui 1S30." (Ewumt 
■tr. 70). Kwestya zdawałaby się rozstrzygnięta. Ale 29-go Ijslo- 
pada 184T t. Adam Mickienicz w mowie poiegnalnfj tak st; wyra- 
ził; „W Rzymie r. 18% Listopada 2T.go piszigc wiersz Do It^U 
Polki przeczułem powitanie, które za dni par); wybuchło w Waran- 
wie." Podobn^o szczegółu Adam by tak stanowczo nie przytocajt 



— 125 - 

W Genui, gdzie piętrzą się pałace dawnych dożów 
f Szeczypospolitćj, przepełnione arcydziełami sztuki, Mickie- 
. wicz bawił cztery dni. Wieczory przepędzał w teatrze 
iCarlo Felice. Porfyszawszy dźwięk polskiej mowy, Mirecki, 
^dyrektor orkiestry tćj sceny, przedstawił się poecie i nama- 
mwi do napisania libretto opery, do której on dorobiłby" 
nnzykę. Przypadkiem w tym samym łiotelu co Mickiewicz 

■ stanął August Goethe, który podróżował po Włoszech z Ecker- 
■mannem. „Byliśmy przy śniadaniu, pisze on do ojca 16-go 
. Lipca ISiiO r., aż służący mcłduje dwóch Polaków. Kogóż? 

■ Mickiewicza i Odyuca. Jaka radość z obu stron! Bezładnie 

■ przypominaliśmy sobie strzelanie do ptaka, Dayida i We- 
bichta. W tem wchodzi Stirling i Mickiewicz wywiązał się 
się z polecenia, z którem się od tak dawna nosił, składając 
mu nkłony pani Ottilit. Gawędziliśmy przyjemnie przez 
godzinę.^"') August Goethe pisze zaś 17-go Lipca: „Obia- 
dowali u mnie Polacy. Nie mało wymieniono zajmujących 
sądów. Urządziłem wycieczkę morską. Zwiedziliśmy naj- 
przód fregatę amerykaiiską. Wszystko nam pokazano; po- 
tem pływaliśmy sobie jeszcze z godzinę po morzu. Dzień 
zapadł i powrócihśmy. Polacy projektowali wyruszyć do- 
pićro w poniedziałek. Ale o 11 -tćj w nocy przyszli poże- 



bespodstawcie. W Gmdniu zapewne darował Ankwiczdwnie wieraz 
natchnioDj mu w Lipca, lecz któremu oatatdczDy kształt nadał do- 
piero w laatopadzie. Są Ło wszakże tylko przypuszczenia i ntkt dziś 
iii« moi* nsoDąć wątpliwotei. W Pa>m(litffeu Emigracyi, y-yA. przez 
H. Podczaszyósluego, w nomeTze I-go Lipca 1332 r. wiersz Do Matki 
Fvlld ogłoszony z datą: w Listopadzie 1831 r. niewątplitrie mylną. 

'} „Wir (AngUBt v. Q. und Ek^ermana) waren beim Fruh* 
Btilck, da meldete der Cameriere zwei Polen. Wer war es? Mic- 
kiewicz und Odyniec I Welohe Freude Ton beiden Sełt«n: Erinne- 
mnKen an dos YogelsobiesBen, Dańd, Webioht, allaa ging durch- 
einaader; da tr«t Stirling dn und Mickiewicz richtete den lang 
bawałuten Gruas Ton Ottilien aua. Angenełune Unterhaltnng eine 
Etnnde lang." 



— 126 — 

goać Big. Jadą do Szwajcarjri." ') Paa August opowiednał 
Odyucowi, te Ojciec jego mawiał o Adamie: „To mlodzie- 
niec, który zapowiada wielkiego człowieka ;" *) pił tć2 iet 
zdrowie tcm częściej, te miał słabostkę do kielicha. Ciale 
się rozstali po tak miłycłi i długich pogadankach o Wy- 
marzę i o gientalnym starcu, około którego obracało af 
całe wejmarskie towarzystwo. Nazajutrz puścił sig Wckie- 
wicz z Odyiicem w dalaz% podróż. 

Po popasie w Ronco, Adtim zajechtd na noc do Nori 
i zwiedził pole bitwy, skropione tak obficie krwi^ polską 
legionistów, którzy pod jenerałem Joubert do śmierci wal- 
czyli przeciw hordom Suwarowa. W Pavii przenocowawaty 
Id-go, Adam 20-go Lipca wjechał do Medyolanu. 

Jak Augusta Goethego w Genui, tak znów w Medyo- 
lanie Adam spotkał Szymona Chlustina, który z rodziną od 
dwóch dni bawił w stolicy Lombardy!, w przejezdne do 
Szwajcaryi, Pierwszy dzień pochłonęło zwiedzanie w jefo 
towarzystwie muzeów i kościołów. Drugiego dnia Włoch 
Sogni, któremu Stattler polecił był Adama i OdyAca, zgłosi 
się do nich i oprowadzał po pracowniach znakomitych modj- 



') „Mittag waren die Polcn bel mir ku Tisch. Es g»b man- 
cho gtite T'nt«rlialtiiiig. Ich hattc eine Wasserpartic arrangirt. Wit 
fuhren itucrst an dic AmeiikaniBehR Fregatte, maa zeigl« uiu Alin 
— dano fulircn wir nocli eine Htiindo in das Meer; ea wurde dos- 
kel und wir kehrteu zurfick. Die Poieu hatten geglaubt, tnt ib» 
tag zu gelien, und kamon aber ooch die Nacht '/i 12 am AbHłiM 
zu oehmeD. Sic gehen in dic l^chweiz." 

'j .,C'est nn jeune horame qui promet d'^tra (jrand." {Litll 
X jiodróty t. IV. str. IbS.) Odyniec opowiada, że August Ooette 
dowicdziawiizy aiq z tablicy boteloui^j, źe Mickiewicz i jego towai^M 
mieszkają w tym i<amyin hotelu, otworzył drzwi z impetem i wpadł, 
nie wezcdi; ie 17-gu Adam Ooethego częstował wiecsorcm lodami 
i herbatą, i z nim do Il'tr'j przebył; te I8-go, po poi^gnalnem śnią- 
daniu , August Goetbe odprowadził ich ai do bramy mianta. Liitf 
Augusta Cioethego Die poewftlajit przyji^ć za dokładne wssyatkie te 
szczegóły. August Goethe umart w ciągu tć) podróży w Rsymis 
2S-go Listopada i zwłoki jego zluionc w piramidzie Ceetiusa. 



— 127 — 

olaóskich artystów, a na obiad zaprosił ich do siebie z po- 
etami TommaGo Grossi i Tommaso Torti. Zamierzał nawet 
zawieźć Adama na wieś do Manzoniego, lecz tylko Odyniec 
óal sig namówić, a Mickiewicz wolał 22'go Lipca z odje2- 
dżającymi ChlustiDami czas spędzić. Niedługo po nich, bo 
84-go Lipca, dyliżansem Adam wyruszył do Sesto Calende, 
gdzie wsiadł na parowy statek, a po przystankach w Isola 
Bella i Isola Mądre, nocował w Fariolo. 

Tam zaczynia sig przeprawa piesza przez Alpy. Wszakże 
w Yogogna Adam i Odyniec wsiedli do szarabanu i tak 
drogę odbyli a2 do Iselle. Noc ich zaskoczyła we wsi Sitn- 
plOD. Następnego dnia, t.j. S6-go Lipca, Adam doszedł do 
szczytu góry i zacz^ spuszczać się ku Szwąjcaryi, o 7-mćj 
wieczorem w Brteg wsiadł do dyliżansu i po całonocnćj je- 
ździe ujrzał się nad rankiem 27-go w Sionie, a o południa 
fitanął w Martign;. Z Martigny robił wycieczki do kaskady 
Pusvache i w temże miasteczku nocował. 28-go Lipca ezę- 
icią pieszo, częścią na mułach, Mickiewicz przebył Col de 
Balme i dostał się do Ghamouny. Z Chamouny 29-go wdra- 
■ptH się na górę Flćg^re, z którćj szczytu Mont-Blanc od- 
krywa się w cf^ćj swćj okazałości. 30-go poeta zwiedził 
morze lodów, U podnóża ogrodu, tak nazywają małą oazę 
roślinności wśród tycb lodów, Odyniec, bojąc się zawrotu 
0owy, został w tyle. Nadeszli pasterze alp^scy, z którymi 
się nakoniec wybrał, ale i siebie i Adama nie mało nabawił 
trwogi, dla te^o to Mickiewicz za powrotem na bezpieczną 
powierzchnią, wpisf^ do dzienniczka towarzysza te słowa: 
„Bogu cbWE^l 2e już z powrotem z Jardin na Montanvers .'^ 
Po obiedzie w MontanYers, Adam i Odyniec przenocowawszy 
w Chamouny, wyruszyli 31-go Lipca do Genewy, gdzie sta- 
nęli o piąt^ po południu, płace Molard. 

W Genewie Chlustinowie oczekiwali Adama z wiado- 
mością o wielkich wypadkach, zaszłych podczas jego alpej- 
skich peregrynacyi. nMy, powiada Odyniec, nie czytając 
wcale żadnych gazet po drodze, nie wiedzieliśmy tćż nic 
o Bo2ym świecie, co się na nim tymczasem stało. Dopiero, 



- 128 — 

gdy wysiadłszy z kuryerskićj bićdy, weszliśmy na próg donra 
państwa Chlustinów, panna Anastazya, spostrzegtezy Adami, 
zamiast witać go, jakby się mote spodziewa, porwda ze 
stołu arkusz jakiejś francuzki^j gazety i rozłożywszy go 
oburącz, przyklękła przed nim, wołając: „Cliwała proroko- 
wi!" ') W ten sposób dowiedzieliśmy się po raz pieńmy 
o tern, co się stało w Paryżu w ostatnich dniach Lipca." 
Runął tron francuzkich Burbonów. Rządy wszędzie przejęte 
były trwogą, a narody nadzieją. Sprawdziła się przepowie- 
dnia Adama, że Burbonów niechybnie zmiecie gniew lądowy. 
Cała Genewa zajęta była wypadkami paryzkiemL W liście 
do Szymona Chłustina, który wybrał się był w góry, Adam 
żartował z rozgorączkowania cliłodnych zwykle Szwajcarów. 
„Możesz sobie wyobrazić, pisał on do niego, agitacye Ge- 
newczyków przy każdym kuryerze. Biegają, pytają, krzyczą, 
spierają się z takim zapałem, że podnieśli temperaturę do 
29-ciu stopni gorąca. Odwiedzając Genewczyka, widzi^em 
stróża domu, który leżąc w koszuli na podłodze, chn4HJ 
przy szmerze nowin politycznych, czytanych głośno prza 
kucharkę w szóstym dodatku do Dziennika Genewskiego.*)'^ 
U Genewczyków ciekawość tylko była podnieconą, dmiesme 
się więc wydawała burza ta w szklance wody, ale każdego 
Polaka głębiej zastanawiało to przebudzenie nagłe Ynncjl 
Jakież przeczucia łączyły się u Adama z niedowiar- 
stwem w trw^ość Restauracyi? Czy będąc w wieku, w któ- 
rym przyszłość przedstawia się człowiekowi łatwo w pi^ 
knych barwach, oddawał się złotym nadziejom z powodu Ł^ 
ważnego naruszenia kłamliwego europejskiego porządku? 
Czy on, który w ośmnaście lat potem witać będzie z unie- 
sieniem upadek innego tronu we Francyi, zaśpiewa hymn 
radości ? Czy w walącym się jednym filarze gmacha świC' 
tego przymierza ujrzy znak, że więzienne sklepienie qjan- 



') „Gloire au proph&te." (Listi/ z podróly t IV. atr. 
') Korespontieiici/a Adama Mickiemcia t. IIL *tT. 297. 



— 129 — 

mion^j Polski wkrótce runie? Przeciwnie, Adam od pier- 
wszej chwili, chociaż cieszył sig z upadku alianta, Rossyi 
i z tryumfu wolności, Die dowierzał, aby rewolucya lipcowa 
miała być prologiem rychłego wyzwolenia świata. Przygnę- 
biony Dajsmutniejszemi myślami, trawi je w sobie. A gdy 
mu się odsłoni widnokrąg Polski, zamiast pieśni zwyciczkićj, 
wzniesie hymn męczeństwa. 

W najlepszych znalazł się warunkach, żeby poznać do- 
kładnie drobną rzeczpospolitą Genewską. Genewa szczyciła 
sig wówczas osobistościauii europejskiej chwały. A tych 
uczonych wyrocznią była panna Auastazya. Boostetten, Cau- 
dolle, Sismondi przyjęli Mickiewicza jak Byrona polskiego 
i dawno oczekiwanego gościa. Zastał też w Genewie do- 
brych znajomych z Rzymu: De Luc i Duby. Poznał bliżej 
z Anglików p, Henryka Reeve ') a z Polaków hr. Augusta 
Zamoyskiego. Odyniec, który w salonie jenerała Wincentego 
Krasińskiego tyle kopii skruszył z klassykami, przedstawił 
Adamowi jego syna Zygmunta, bawiącego wówczas w Gene- 
wie z swoim mentorem Jakubowskim. Zygmunt w liście 
pod datą 11-go Sierpnia tak ojcu opisuje pierwsze spotkanie 
sig z Adamem : nWidzialem się z Odyńcem, który mnie pre- 
zentował Mickiewiczowi, który bardzo grzecznie mnie przy- 
jął. Ale jest bardzo blady i slaby. Średniego wzrostu, wy- 
chudłej twarzy, ale pięknych, spokojnych, melancholijnych 
rysów, Mickiewicz jest zinmy, ponury, wygląda na rozsą- 
dnego bardzo człowieka. Ja myślałem, 2e wcale przeciwnie. 
Dziwne czasem robimy sobie o ludziach wyobrażenie, które 
apada za ich poznaniem.*' Widocznie Zygmunt wywiózł był 
z Warszawy pewne uprzedzenia, które znikły przy pierwszem 
zetknięciu się z Adamem, ale dziewiętnastoletni młodzieniec 
nie prędkoby doszedł do poufalszych stosunków z Mickiewi- 
czem, gdyby nie szczęśliwa okoliczność wspólnćj kilkodnio- 
wćj wycieczki, którą sam wdzięcznie w Ustach do ojca opi- 
sał. Zygmunt z Jakubowskim a Mickiewicz z Odyńcem 

') P. Beere jest dzisiaj sekretarzem królonćj Wiktoryi. 

i^M( AUimt IHeUmiaa. Tom II. 9 



— 130 — 

mieli odbyć różuemi drogami tę samą podróż, ^.ale, pisze 
Krasiński 14-go Augusta, jak si^ to najczęściej po polska 
dzieje, rzeczy już w ostatniej cliwili się rozstrzygają. Wła- 
dnie przed ruzłiiCKuiiiem się, ułożyliśmy razem jechać, do 
czego iiajwiccij przyczyniły się iialc};ania Odyńca. Własu 
moja chęć także nie inalo, bo pragiiijtcm bardzo poznać Mi- 
ckiewicza bliż(''j, a teraz kiedym go poznał, prawdziwie na- ', 
zywaiii szczęśliwą tę godzinę, w której na statku parowym ■ 
zdecydowaliśmy, że razem i)oje(lzicmy. Tego dnia nocowa- 
liśmy w Moiitreux, iiajiii^kniejszój wiosce Szwajcaryi, nad 
brzegiem Lemami, naprzeciwko skal Meillerie, blizko Chilioń- . 
skiegu zamku.'* Krasiit-^kicgn i^tyl ju2 często zapowia<U 
aiitDra .\t'fbo.i/^irj Komrfhji. Ślicznie ojiisiije 15-go Augusta , 
panoramę z wierzchołka góry, zwanój f)tnt de Jamratt: „całe 
jezioro błękitne, cale niebo błękitne, wieniec gór w około, , 
lekkie żagle na jeziorze, srebrne chmury na niebie i ptze- [ 
strzeń ogromna, u^niiecliająca się, ciągnąca się aż do pasma 
gór .liira, które zdawało się być zagrodą między ziemia 
a widnokręgiem:" dalej opowiada, że kiedy zabrakło pię- 
knycłi widoków, to pritypominali sobie z Oilyńcem „warszaw- 
skie dysputy z Ku/niiaueni, Osińskini i obiady, na których 
tak żwawe bywały kłótnie." Jeżeli się Adam tym reminis- 
ceneyom przysłuchiwał, mui-ialy one wywoływać częsty 
uśmiech na jego n^laeli. rrzeiiocowali w Cłititeau il'Oei 
„wiosce do.ść iiędzm'') pomiędzy dwiema skałami." 16-go 
■Sierpnia deszcz zaczął [ladać, a „w górach, jiisze Zygmunt, 
piękny wiilok wydarty oczom naszym pr/.oz mgłę w smutek 
wprawia, tak jak lica pięknej kubiety welonem zakryte. Ale 
rozprawy z Odyńcum, kontemplowanie Mickiewicza, bo mało 
bardzo, prawie nic w pierwszych dniach nie mówił, skracały 
mi nudy niepogodnego dnia.'- Nicjiogoda i 17-go Sierpnia 
trwała, w Thun wieczorem pocieszyło podróżnych jawienie 
się tęczy przy zachodzie słońca. „Na czarnem tle clunur, 
pisze Zygmunt, opierała się dwoma końcami na dwóch ska- 
łach, jakl)y ntost przez powietrze anielską ręką zarzucony." 
Z Thun 16 Sierpnia Adam przeiiłymjwszy jezioro, pojechał 



— 131 — 

z drugiego brzegu do Interiaken, miasto przepcłaione było 
ADglikami. „Dobrze i trafnie, pisze Krasiński, to Mickiewicz 
porównywa do dawnych wypraw krzyżowych; tylko z tą ró- 
tmcą, że tam byl cel religijny, tu Światowy: tam bronili 
pancerz i kopia, tu gwinee i franki." Dla słoty wypadło 
cale po południe przesiedzieć w Interiaken. 20-go Sierpnia 
przez jezioro Brienz wybrał się Adam na zwiedzenie kas- 
kady Giessbach. „Poszliśmy na sam wierzch, pisze Krasiń- 
ski, i pamii^tam, że z powodu tęczy, która zależy jedynie 
od położenia oka patrzącego, bardzo pięknie rai mówił 
o .świecie, jakimby się wydał, gdyby w nim człowieka nie 
było." Za powrotem do Interiaken, trzej podróżni wybrali 
się na dolinę Lauterbruunen. Jungfrau zachwyciła Zy- 
gmunta bardzićj, niż Mont Blanc, tak, że podług słów jego, 
moźnaby się w ni^ kochać. „Kibić ma cieńszij nierównie, 
śniegi jej srebrnicjsze, czoło bardzićj zaokrąglone, wszystkie 
kształty bardziój kobiece, dziewicze." 21-go Sierpnia, po 
zwiedzeniu dalszćj części Lauterbrunna, Krasiński notuje, że 
„Mickiewicz nieco się ożywił i z nami lepićj zapoznał. O! 
jakże fałszywe sędy były o nim w Warszawie! KozlegiiJ 
on jest nauki, umie po polsku, po francuzku, po włosku, po 
niemiecku, po angielsku, po łacinie i po grecku. Doskonale 
zna pohtykę europejską, liistoryą, lilozofią, matematykę, che- 
mią i fizykę. W literaturze nikt może w Polsce tyle nie 
ma znajomości. Słysząc go mówiącym, zdaje się, że każdą 
książkę czyt^. Sądy ma bardzo rozsądne, poważne o rze- 
czach. Smutny zwyczajnie i zamyślony ; nieszczęścia, już 
mu zmarszczki na trzydziestoletnieui czole wyryły. Zawsze 
spokojny, cichy, ale znać we wzroku, że rzucona iskra zapali 
śpiący płomień w piersiach. Wydał mi sig być ideałem 
człowieka uczonego i gieniuszu pełnego." 

Jak przyjął tę apologią Mickiewicza jenerał Krasiński 
i czy na swoich obiadach wspomniał klassykom o zachwy- 
tach syna? Wyjechawszy 22-go Sierpnia z Lauterbrunnen, ' 
przebył Adam Alpy Wengeru wśród gęstej mgły, za to w do- 
linie Grindelwald zabłysło im słońce. 23-go Sierpnia odpo- 



— 132 — 

czywali trz^j turyści w dolinie Obcrhasli. 25'go, wyszedhzf 
z Mciringcn wjechali w okolicę Grimsel, 26-go Sierpnia wiln- 
pali się na wierzchołek furki i doszli do Aniicrniat, gdzie 
się kończy Obcriand. Nic omieszkali zwiedzić stawny most 
Djabła. Następnego dnia pojechali powozem do Altorfa, 
a ztatntąd płynąc jeziorem Czterech Kantonów, wylądowid 
w Brunnen. Ztąd 28-go Sierpnia udali się na wienEcholek 
Bigi. 30-go Sierpnia o czwarttg z rana podziwiali wschód 
słońca. „Słońce jeszcze nic ukazało się, pisze Krasiński, 
ale złote chmury u Wschodu czekały na pana. Uyliśmy nad 
chmurami, a chmury wydawały się powierzchnią zbitą ze 
ćnicgu i lodu. Lecz kiedy weszło słońce, ta powierzchnii 
rozrywać się zaczęła i przez otwory w mi-j, coraz hardzi^' 
się rozsuwające, to przebijał błękit jakiego jeziora, to zie- 
loność jakiej łi^ki lub lasu. Wreszcie, kiedy mgła zupnie 
się rozsypała, ujrzeliśmy krainę w około szeroką, rozmaita 
daleką: czternaście jezior, gór tysiące i Włochy i Niemej 
w oddali 1" Przez jezioro Czterech Kantonów, Adam, Zyg- 
mund i Odyniec dostali się do Ijucerny. Wyjechawsir 
z tego miasta 31-go Sierpnia stanęli I-go Września w Ber- 
nie, a nazajutrz nic zatrzymując się ju2, powrócili pTza 
Lozannę do Genewy, „W Lozannie, opowiadał Adam, spot- 
kaliśmy Szemiotową z domu Kowalską i panią Sidorowiczową 
z domu Maciewiczówną, Pierwsza pragnęła bardzo umrzef 
we Włoszech. Dla czego? Otóż, że moieby późnij paa 
Odyniec jakiś wierszyk napisał."') „Ogółem, pisze Krasiński, 
podrói ta przyjemną mnie była, a towarzystwo Mickiewicza 
niezmiernie pożyteczne. Nauczyłem się od oiego zimniej, 
piękniej, bezstronniej rzeczy tego świata uważać i wielu 
przesądów, uprzedzeń i fałszywych wyobrażeń się pozbyłem 
i niezawodnie to wpływ będzie miało na dalsze mtye życie, 
wpływ dobry i szlachetny,"*) 



■) z rozmowy Adama siiisanćj przez Eaatachcgo Jftnu»kłS- 
wieik w 184(1 r. 

*) W p<3ŻDiejsEym liście z 2J PiiździcrDika, Zygmunt jeeccift 



— 133 — 

4-go Września, zawinąwszy do Genewy, Mickiewicz za- 
raz udał się dci Chlustinów. Dowiedzia.ł się, że Ankwiczo- 
wie przybyli do Genewy w kilka godzin po jego wyruszenia 
w góry. Zaszła była u Chlustinów zmiana, która odebrała 
Adamowi dawną swobodę w obcowaniu z panną Anastazyą. 
Byłaby teraz stokroć wolała, ieby sig nie sprawdziła przepo- 
wiednia Adama co do Burbonów. Znalazł ją zaręczoną 
z lir, Adolfem de Circourt, dawnym sekretarzem ksigcia Po- 
lignac, wypłoszonym przez rewolucyą z Paryża, Nadawało 
mu to w oczach panny Anastazyi pewien urok prześladowa- 
nego losem rycerza i wiernego nieszczęśliwej sprawie sługi. 
Circourt był to człowiek niesłychaną obdarzony pamięcią, 
lodowatej duszy i rzadkiej gadatliwości. Panienkę bardziej 
inteligentną niż uczuciową olśnił encyklopedyczną swoją 
-wiedzą. Może póżnićj dotkliwie dal się jćj uczuć brak 
wszelkiego ciepła w tćj chodzącćj i paplącćj bibliotece, 
ale wówczas zdawało się jćj, że odkryła drugiego Hca z Mi- 
randoli. Adamowi nieznośna była wszechwiedza tego feno- 
malnego człowieka, któremu przedmiot rozmowy był rzeczą 



pisze do ojca o Mickiewiczu: „Ozi;sto go widywałem. Bosmowy 
z nim ffliane oświeciły mnie w wielu względach co do literatur; 
i filozofii. Niech ojciec wierzy, ie to nie stronność, ale prawda, co 
powiadam. Jest to człowiek zupełnie nu rćwni z europejską cywt- 
lizacyą, umiejący dziwnie dobrze godzić realność such^ życia z uaj- 
wznioślejazemi pomysłami poezyi i filozofii idealn^ i mający naj- 
czystsze zamiary i chęci; a razem obszernego umysłu, sięgającego 
do wszystkich nauk i sztuk; wybornego sądu o rzeczach politycz- 
nych i Bcyentyficznych; rozsądku niezachwianego w rzeczach co- 
dziennych, spokojnego, cichego charakteru, widać, że przeszedł prtei 
szkolę nieszczera. Zupełnie mi wyperswadował, że smutność jest 
głupstwem, tak w działaniu, jak w mowach, jak wpisaniu; ie pra- 
wda i prawda tylko może być piękną i ponętną w naszym wieku, 
śe wszystkie ozdóbki, kwiatki stylu są niczem, kiedy myśli nie ma; 
że wszystko na t^j mySli polega, i źe chcąe być czemś teraz, trzeba 
ticzyć siq i uczyć i uczyć, i prawdy wszędzie szukać, nie dając się 
nhidzić przez błyskotki, które kwiecą przez czoa jakiś, jak robaczki 
na trawie w maja, a potom gasną na wieki. Spotkanie się z nim 
wiele mi dohra przyniosło." 



— 134 — 

obojętną, byleby mógł o każdt^j poruszonej kwestyi przyto- 
czyć obszerne, dokładne, lecz bezbarwne objaśnienia. Nie 
wypadało się bardzo cieszyć z rewolucyi lipcowej przed je- 
dn% z j^'j ofiar. Mimo caltj dobn') woli i nadzwyczajnego 
taktu panny Anastazy!, stosunek z niii z przyjacielskiej 
stat się czysto konwencyonalriyni i byłby sig zerwał zupełniej 
gdyby nie cześć niczacłiwiana Adama dla ji''j matki. 

Po CbliisŁinacb pierwsza wizyta Adama była do As- 
kwiczów. Sam fakt, że wiedząc o ich blizkiem przybydn 
lio Genewy, wybrał się w podrót pu Oberlandzie świadoj 
o zmienionej temperaturze w stosunku Adania z tą rodzina 
Ankwiczowic opowiadali o swoich trwogacli podczas doi li- 
pcowych w Panżu i oznajmili, że na zimę pojadą do Rzymn. 
Zaczgli przyjmować u siebie całą kolonią polską, Adam by- 
wał u nich częstym gościem. 

Po kilkudniowej słocio powróciła pogoda i Adam w to- 
warzystwie to Ankwiczów, to Clilustinów odbywał wycieczki 
za miasto. CłilusŁinowie znajomych swoich zaprosiU u 
śniadanie pod namiotem, w dolinie Arwy, przy ujściu ttj 
rzeki do Rodanu. Z Ankwiczem wdrapał sig Adam na gdr; 
Salćve 30-go Września. Dzień przed tern Ankwiczowie d»- 
wali pożegnalny wieczór, na którym, między innymi gośćmi, 
znajdowali się kasztelan Ostrowski i znujomy Mickiewicu 
z Petersburga, liomuald Hubę. 

Adam lubiał szybować łódką po Lemanie, w czem nn 
dogadzał zapał do jeziornej żeglugi Zygmunta Krasińsbieg* 
i młodego jego przyjaciela, poety angielskiego, Henryki 
Reeve, Ten ostatni tak opisuje swoje z Mickiewiczem sto- 
sunki;') „Bardzo się zaprzyj a/uiłem w latach 1829 i lB3ł 



1) P. Keeve, uileinlajuc mi powyższych Bzcaagółńw, piaal d» 
mDie 13-go f*tytznia 188!i r.: „Ha<l jestem dow-jediieć się, te pratn- 
jeiz n&d tynotein twojego Ojce,, intercsujiicym pod tyla wzgl^kini. 
Poaylam Panu notatkę o Htosuiikach, które mi»łem sasit^yt i racsf* 
ćcie zawiązać z nim przed szeŃćdzieaięciu Inty! Zostały mi om 
drogie, liczyłem ledwie lat siedin naście, gdym w 1830 r. pnethi- 



- 135 — 

w Genewie z hr. Zygmuntem Krasińskim i z hr. Augustem 
Zamoyskim i z innymi Polakami tam- przebywającymi. Pan 
Mickiewicz zjawił się w tem mieście w 1830 r. z przyjacie- 
lem swoim Odyńcem i spędzili tam parę miesięcy. Miałem 
wówczas przyjemność ich poznać. Przepędziliśmy dużo czasu 
razem na wycieczkach po górach, na przechadzkach po je- 
ziorze czółnem i na pogadankach. Pan Mickiewicz nazywał 
mię admirałem, ponieważ posiadałem najlepszą łódź i wozi- 
łem go czasem po jeziorze. Pamiętam, że jednego wieczora 
Krasiński chciał puścić fajerwerk ua Lemanie. Race nagro- 
madzone w jego czółnie zapaliły się i wystrzeliły między 
nogami jego przyjaciół. Na szczęście Mickiewicz znajdował 
się w moj^j łódce poza obrębem ognia. Zachowałem ser- 
deczne wspomnienie poważnych, nieco smutnych rozmów 
Mickiewicza i okazanój mi przezeń życzliwości, chociaż by- 
łem wówczas mlodziuchny. Z tćj tćż epoki datuje gorące 
moje współczucie dla Polski i ten był zarodek moich później- 
szych stosunków z księciem Adamem Czartoryskim, z Niem- 
cewiczem i z rodziną Zamoyskich." 

Ankwiczowie wyjechali 5-go Października. Adam da- 
rował pannie Henryecie kryształową pieczątkę, a gdy zapy- 
tała, co na nićj wyryć, odpowiedział: „Oko Opatrzności 
z godłem „Zdajmy wszystko na Pana."') 

Zbliżała się godzina rozstania z Odyńcem. Jeżeli sam 
sobie tego 2yczył Adam, to nie mógł w podobnej chwili nie 



Tohczyt Farysa. Dziii nie wywiązałbym sic tak dobrze z I«go zaila- 
Dia. Przetłumaczyłem Farysa z przekładu francuzkiego *) , z egzem- 
plarza, }łxAtj dotąd posiadam. Pracę moje ogłoBiłem w jednym 
prz^łądzie aogielakim w 1833 czy ]83:i r. i przedrukowałem w ma- 
łym tomiku moich poezyi, wydanym u Murraya, w lts4L'.'' 
') Listy z podióiy t. IV, str. 376. 



*) Xowk ta o pTHkłidilF rrancuiklm far,sa aamego Mtckliwifu (rtr. 67 ćiieli 
Xnr«d Wattatrri, rteil AMon^st Urc dn inD(l.'B de Lilhuanle eC dc PnuH. Ir Fani: 
BoatuHt ds Crimte Indnltł du polanils par M. M. Fclii Miubowski rt li. Folgenis 
Futa U30J 



— 136 — 

być nieczułym Da szczery żal Odyńca. Nikt zresztą do t^ 
stopnia sobie nie wystarcza, aby czasem nie zapragnąć to- 
warzysza. ^Ja znowu, pisał Adam do Aleksandra Chodiki, 
w wilią swego wyjazdu, samotny jak kij na świecie.')" Di- 
rował mu zapewne na jego proźbg płaszcz hiszpański spra- 
wiony w Odessie do podróży Krymskićj. ") „Jutro o południu, 
pisze Odyniec w jednym ocalonym dzienniczku podróży, Adam 
już wyjeżdża. Idg ostatni raz pakować rzeczy Adama. Smu- 
tne zatrudnieniu." Dalćj zaś: „10-go godzina Srano. Jezus, 
Jezus! jak mi smutno! Ani snu w nocy, ani cłiwili spokoj- 
nej. O południu wyjedzie. Boże, mój Boże I Cóż jest szczę- 
ście ludzkie, co tak prędko przemija! W każdem rozstanin 
się uczymy się niejako umierać. On mnie chce pocieszyć; 
gada mi o Litwie, o i^^osi, że do nas kiedyS przyjedzie. 
Jakby on sam mógł wiedzieć co będzie." Potem ręką Mi- 
ckiewicza wpisano: „Genewa 10-go Października. Do wi- 
dzenia się w Litwie. Adam." Pod tem zaś ręką Odyńca; 
„Pojechał! nic tu pisać, com cierpiał. O niech^ go Bóg 
zdrowo i szczęśliwie prowadzi! Kocham go wigcćj niż kiedy. 
I on płakał." *) Obecny ttj scenie Zygmunt łzy w oka 
Adama nic dostrzegł, bo tak tę chwilę opisuje ojcu w liście 
z 22-go Października: „Piawdziwie było smutnem i rozcza- 
łającem widzieć, kiedy się żegnał z Odyńcem. Myśl, te 
może już nigdy się nie zobaczą rzucała barwg boleści na tą 
chwilę. Ściskali sif długo. Odyniec ze łzami w oczach, 
Mickiewicz ze stalszą postawa, ale z twarzą, na któr^ znać 
było najgłębszy smutek. Tak się rozjechali i Odyniec żalo- 
wi^ go jak kochanki " 

W miesiąc potem, w Listopadzie, pisze Adam do 
Odyńca , przez hr. Franciszka Mycielskiego : „Wraci^em 



') Korespoiufenaja Ailaiiia Mickiewieta t. I. atr. 75, 

■) Lisly z pndróiij t. IV. str. H7'2. 

•) Diiemiiezek podruiy Antoniego Eduarda 'idyrica wyd. przei 
A. Pługa na iitr. 2C6— 2>3T trzeciego rocznika Pamiętnika Towanystipa 
Uteraekiego bniatia Adama Mickim'icza wo Lwowie 1889 r. 



— 137 — 

przez Simplon, smutno mi było w tjch miejscach i pokojach 
stawać, gdzieśmy niegdyź chichotne, wesołe miewali noclegi, 
bo niezawodnie ta podróż była ze wszystkich najprzyjem- 
niejsza.'^ ') Jeśli Odyniec nie zajmował w sercu Adama ta- 
kiego miejsca, jak Zan, Czeczot, Jeżowski, Malewski, Do- 
meyko, to jednak niewątpliwie był mu bardzo miły i dawał 
mu dowody szczerego przywiązania. 

W drodze do Kzymu zatrzymał się Mickiewicz w Mc- 
dyolaoie, gdzie zastał Ankwiczów. Nie mile go „dotknęło"^) 
co u nich widzie. Panna chorowała. „Nieopatrzni rodzice, 
pisał do Odyćca, jeden dziwną, oziębłością, druga zbytnią 
troskliwością zapewne ją domęczą." *) Raziły go nie same 
dziwactwa rodziców, coraz widoczniój znikały ułudy, jeśli 
były jakie i względem panny, musiała nastąpić stanowcza 
zmiana w ich stosunku. Ułatwił mu to Ankwicz, zabierając 
rodzinę swoją do Como, a późniój do Oleggio. Adam wy- 
jech^ z Medyolanu, nie czekając powrotu Ankwiczów, a do 
Odyńca napisał: „Opuściłem Medyolan chory i zgryziony. 
Ale trzeba Big godzić z przeznaczeniem. Afon parli esl 
pris." *) Nie jest to głos rozpaczy zawiedzionego kochanka. 
Zdaje się, 2e i panna Henryetta nie myślała walczyć z prze> 
znaczeniem. Uproszony przez Ankwiczów, żeby wyszukał 
<lla nich mieszkanie, Mickiewicz zaszedł do domu poprzednio 
przez nich zfymowanego i donosi im, że dawny gospodarz 
oczekiye ich z radością: „Cudzoziemców bardzo mało w Rzy- 
mie i domy stoją pustkami.'"') Ankwiczowie zjawili się 
■w ostatnich dniach Listopada. Adam na P'ia Mercede za- 
chodzi, ale ja2 spotykali się na powszednim grancie znajo- 
mości salonów^. 



') Korespondeneyti Aitania Miekiemcza t. I. etr. TO. 

•) Ibid. t. IV. Btr. 113. 

*t Ibid. Btr. 114. 

*) Ibid. 

■) Ibid. t. II. Btr. 150. 



— 138 — 

Vła:ŚDie w chwili, ^ilj się ten stosunek ulatniał, wieść 
n nim doleciała do Litwy. Maryla niepomna, że nie Mickie- 
wiczowi, ale jej zabrakło stałości, oskarżyła go o zmiennofć 
przeii Czeczotem. Odpisał jej 8 20 Października 1830 r. 
,.Co Maryla powiada o ożenienia pewn^o j^omościa z pe- 
wną pannq. to pierwszy raz o tem słyszę i z niektórjch 
wzsilf (lów poczjiuję to za rzecz bajeczna ; wTeszcie, gdyby 
tak było, może byłoby i dobrze, ho trzeba na świecie pe- 
wnego uspokojenia, i kiedy żyć mamy, trzeba go sznkaó. 
W rmglćj boleści człowiek do niczego niezdatny i Życie jego 
wisi często na włosku, lada okoliczność może je o zgnbf 
przyprawić. Zdziwisz się, Maryo, że tak chcę, aby dłngł 
ludzie dobrzy żyli, ale Mar}'o pomyśl sobie, że ludzie dobi^ 
mogą coś w życiu dobrego uczynić, i nie będziesz Eię dii- 
wić dla czego pragnę, abyście żyli i mnie przeźylL Ale pro- 
szę Maryi nie robić żarcików z gicniuszńw połączenia ; dlt 
kogo mogą to być gieniusze, a dla nas proste głowy, które 
bardzo dobrze można zakręcić." •) 

Zdaje się, że rady Czeczota trafiły Maryli do jKzeko- 
nania. 2.'i-go Czerwca .-idam wysiał był z Rzymn, ale u 
Petersburg, więc nie prędko doszły, drobne pamiątki dli 
ni<''j i dla pani Wereszczakowćj, „dla kazdćj po różańcL 
Rijżaike te były poświęcone od samego Papieża"'). Maiylt 
podziękowała mu z Zapola dopiero I-go Listopada. 30-gft 
Października przyjechała była w odwiedziny do Ignaca 
Domeyki: „Dziś, donosił Domeyko .\damowi 31-go Paździer- 
nika, uroczystość Dziadów była w Zapolu, dziś oddałem Ml- 
ryi przysłany od ciebie różaniec" '). Różaniec z relikwiurf 
Św. Józefa, przeznaczony dla pani Wereszczakow^, Domeyko 
ciotce swojćj od dawna był oddał,*) ale widać, że różamee 
przeznaczony dla Maryli chciał jćj wręczyć u sietńe, aby jt 



1)0 Jatek pod E 

k'orespondeiiq/a Ailtuna Mickienicza Ł 

lbi<l. [. 111. str. 1:M. 

Ibi<i. str. 13)3. 



— 139 — 

nakłonić do nysztychowania Adamowi własnoręcznego bile- 
ciku. Fan Ignacy wiedział, jak to Adama uszczęśliwi, wie- 
dział tśż zapewne, że Maryla łatwo do tego kroku da sig 
nakłonić, a znów wolał, a2el)y podobny list pisała z Zapola 
i pod jego kopertą. „Od naszego rozstania się, m<iwi Ma- 
ryla, ni$;dym nie odważyła się pisać do ciebie. Otóż, za- 
chęcona przez Żegotę, ośmielam sig dołączyć słów kilka do 
jego listu i podziękować ci za różaniec, który byłeś tak 
łaskaw mi przystać. Myślałam, że wielki świat zatarł w two- 
jćj pamięci dawną twoje znajomą, podczas gdy twoja postać 
zawsze obecną jest mojemu ducbowi, każde słowo słyszane 
z ust twoich brzmi dotąd w mojem sercu, często zdaje mi 
się, że cię widz§ i słyszę, ale są to tylko sny wyobraźni. 
Ach! gdybym raz jeszcze mogła zobaczyć cię sama, będąc 
sama niewidzialną, więcej niczego nie żądam. Może za twoim 
powrotem nie znajdziesz mnie już w liczbie żyjących, wyryj 
wówczas krzyż na kamieniu pokrywającym mój grób, każę się 
pochować z różańcem, z którym się nigdy nie rozstaję. Z Bo- 
giem, Kapisałam do ciebie więcej, niż wypadało mi pisać. 
Niech cię te słowa znajdą w najlepszem zdrowiu i tak za- 
dowolnionego i szczęśliwego, jak tego tobie życzy 

M a r y a. 
„Spal tę bazgraninę. Błogosławię Opatrzność, która 
cię oddaliła z kraju, gdzie cholera morbus czyni straszne 
spustoszenia." 

Pod popiołem tlił jeszcze ogień i za lada dotknięciem 
sypały się iskry. Adam na odwrotnćj stronie tego bileciku 
napisał: ostatni list M. Słowa te dodał zapewne po długich 
latach, rozczulony jeszcze widokiem tćj ćwiartki papieru i że- 
gnając uleciała młodość swoje. Jakiego w chwili doznał 
wzruszenia, o tem świadczy list pisany do Domeyki już 2-go 
Stycznia 1832 r. : „Twój list dawny, smutny odebrałem w Rzy- 
mie. Było tam kilka słów Maryi. Widok j^ ręki tak mię 
apoił, że płakałem jak dziecko. Pierwszy to był płacz od 
pożegnania się z Czeczotem i Zanem. Nie będziemy już 
nigdy widzieć się ze sobą. Ale powiedz jćj, że ona zawsze 



— 140 — 

Dia w sercu mojem miejsce, z kt<irego oilct j^ nigdy nie 
usunął i gdzie jćj nikt nie zastąpi" ^). Nie jest2e to prtj' 
tłumiony, daleki, ostatni odgłos łkania Gustawowego? 

W Rzymie zastał dawnych przyjaciół, jak Garezyfi- i 
skiego, Gajewskiego, Chołoniewskiego, a wkrótce przybył 
do miasta wiecznego Heuryk Rzewuski z Soną: „On, pistd 
20-go Listopada Mickiewicz <lo Malewskiego, tradycyami, 
anegdotami, szlacheckim stylem, ożywił mnie. Czujg niestety 
słuchając jego polszczyzny, jak wiele tracę przez niedostatek 
książek, a co gorsza, rozmowy polskiej od lat tylu"*;. Ude- 
rzony opowiadaniami Rzewuskiego, Adam wymógł na nim, 
że wziął sig do pióra i zaczął je spisywać. „Adam stworzył 
Rzewuskiego i Garczyńskiego, zachęcając ich do pisania,"^ 
mówi Aleksander Chodźko. Jeżeli nie stworzył icb, to wzbo- 
gacił ich dziełami literaturg nasze, bo bez niego nie byłol^ 
Dziejim Wactawa i Pamiątek Soplicy. 

Na początku Października śmierć znów zabrała jednego 
z najbliższych Adamowi: Oleszktewicza. Opłakując towarzy- 
szy swoich, nie rozpaczał, ufny, że sprawiedliwość Boża po- 
liczy Polsce icb cierpienia. Na początku 1830 roku pisd: 
„Śmierć przyjaciół naszych przebudziła mnie ze snu nadzigą. 
Czyż tylko bgdziemy wzdychać do Jerozolimy naszego po- 
wrotu i wspólnego razem życia, umierając po jednemu?-*') 
Kie mógł jaśnićj pocieszać wygnańców i w podobnym ducha 
musiała być zatracona odpowiedź na wieść o zgonie tak dla 
niego dotkliwym.'^) „Oleszkiewicz, pisze Przecławski, zapattt 



') iLorespondćHcya .Mama MiekUmcza t, II. str. 151. 

») Ibid. t. I. 8tr. 77. 

') 7i Dotatki Alcksaudr& Chodźki. 

*) Korefpondeiicya Adama Mickiemcia t IV. atr. 113. 

*) Odyniec opowiada w Listach z podróty (t. I. etr. 52), ił 
wiadomość, td Oleszkien-icz je^^t uDiierający, doszła Mickiewicia 
w Genewie z listu P. Franciszka Malewskiego. „Nie byłem, pisa* 
on, w domu, kiedy list ten odebrał. Za powrotem znalasłem go 
dziwnie zmicoioDym i z zaczermenioDemi oczyma. Na zapytanie, oo 



— 141 — 

na podagrę, połączoną z chorobą wątroby. Ośmiu z jego 
srzyjaciól zmieniało się, aby go dozorować. Przelionaliśmy 
iię wtenczas jak był lubiany. Drzwi jego uie zamykały się 
iniem ani nocą. Cala arystokracja przesiadywała przy jego 
ikromnem ł<iżku. Wiełkie panie, panny z \vy2szego świata 
przynosiły mu fnikla, cukierki, soki, godzinami piełęgnowały 
10. Oleszkiewicz miał za prawidło nie targnąć sig na życie 
tadnego stworzenia. Panie wiedząc, że płuskw nigdy nie za- 



Tiu jest, widoczne bjło, ie odpoiriedzieó nie mole, aby ^nów w so- 
lie nie obudzić irirugzenin. Domyśliłem się jakiegoś nieszczęścia 
zląkłem się o najbliższych. Wćwcias on powalał szybko ?. kanapy 
idąc niby zapalić fajkę u kominR, n' przechodzie wziąt mię zn 
■ękę i jak przez gwałt wymówii tylko : Oleszkiewicz, poczem wyszedł 
lo dnigiego pokoju. 'Wieczorem dopiero dał mi do przeczytania ów 
ist, ale mowy o nim nie było. Nazajutrz obudzit mi; wcześaił^j, 
lit. zwykle, m<5wiąc, abym iię apieazyt z ubraniem i razem x nim 
zedl do kościoła. Jakoż trafiliśmy w gam czas na mszę, kt^ra był 
i'c/oraj na intencją cborego /junówił. Udtąd już ani razu nie wspo- 
ninat o 01es7.kiewic!;u, jak zwykł byl dawniej w iartobliwy sposób, 
, mówiąc o nim, mówit już tylko zawsze jako o najcuotliwszym 
najświątobliwBzym, jakiego znał, oztowieku." Szczegóły powyższe 
mduo pogodzić z datami cboroby i Hmieroi Oleszktewicza. 8-go 
^a/dziernika, starego stylu, Malewski pisał do sióstr: „W tym 
«ku nie miałem czasu pomyśleć o swoich imieninach. Na kilka 
Ini przedtem dobry mój przyjaciel, najpoczciwazy z ludzi, Olesz- 
iewicz, zachorował mocno i nieszczęściem za późno dat o sobie 
riedzieć. Nie odstępowałem od niego, ile mogłem dzieliłem z innymi 
locne jego pilnowanie: có£, kiedy te starania przyjaciół i pomoc 
oktora zeszły na niczem, w niedzielę z rana umarł. Alnie naznai 
zyl jednym z egzekutorów ostatnii^i swojśj woli. Wczoraj spuści- 
iśmy trumnę do ziemi." Imieniny Vi. Malewskiego przypadały i-go 
'aździernika. Oleszkiewicz umarł 5-go Października, starego stylu, 
borował krótko, wieść o jego stanie mogła dojść Adama chyba 
statnich dni bytności przy nim Odyńca, który rozstał się z nim 
O^go Października, nowego stylu. Oleszkiewicz, urodzony na żmu- 
.zi, w parafii Szydłowskimi, był uczniem Smuglewioza, kształcił 
ię w 160B r. w Paryżu pod Ludwikiem DaTidem w sztuce molat' 
ki^j; pochowany w Petersburga na cmentarzu smoleńskim. (Nekro- 
Dg Oleezkiewicza w 41 n-rze, czyści 2-gió} Tygodnika Peleriburskiego.) 



- 142 - 

bija), wstręt swój przez\vycigżały, służąc mu jak wizyUi. 
Tłumy biednych przychodziły po wiadomości. Oleszkiewia 
znał swój stan i czekał z spokojem dobrego sumienia firn 
uniiersae caniis. Z wielką przytomnością rozmawia, przyjął 
Eakramcnta i z<;asł w pełnej świadomości. Rzeczy swoje 
rozdał przed śmiercią, pieniądze podzieli! na połowę między 
starą służącą a biednymi, według uczynionego ich spisa 
Koty swoje rozdał między przyjaciółmi. Jakby czuły śmi«ć 
pana, koty te dom cały napełniły swojem miauczeniem. Po- 
grzeb jego przedstawi! widok nadzwyczajny. Trumnę jego 
nieśli aż do cmentarza jogo przyjaciele, między którymi 
dużo woliioniularzy, za trumną postępował nieskończony 
szereg karet pafiskich, wielu wielkich panów i pań szło pie- 
cliotij, ale co było najhardzi<i rozczulającego, to mnóstwo 
żebraków, płaczących nad swoim przyjacielem i dobrodzie- 
jem. Ci, co znali nieboszczyka, mogą zaręczyn, że te Izy 
zrosiły drogę, która go doprowadziła do wiecznego szczę- ' 
ścia." ') 

Vi ostatnicli dniach Listopada, Mickiewicza dręczyło 
przeczucie ważnych wypadków w kraju. W Grudniu gm- 
chiięła wiadomość o listopadowcm powstaniu, radośnie prze- 
jęta przez i)rawie wszystkich przebywającycli w Rzymie Po- 
laków. Rzewuski „pełen uniesienia oświadczył, że pójdzie 
służyć w szeregach obrońców ojczyzny," „Kto ma wielki 
majątek, odpowii-dział mu Adam, nie tylko osobą swoją, ale 
i pieniędzmi powinien służyć krajowi." „Nie mam tu z sobą 
kapitałów żadnych, rzekł Rzewski, ale oto piszę ci rewers 
(kwota była znacznal, że na pierwsze zawezwanie summc 
tę obowiązuję się złożyć liządowi narodowemu." Micfcicwia 
niezmiernie żałował, że podczas późniejszych wędrówek w bu- 
r/liwtj tej c|)Oce zatraci! wymowny ten dowód ówczesnego 
usposobienia Henryka Rzewuskiego." -) 



'I n-iahija Slarinii, Lipiec 1870 r. 

•) '/. opowiadań Mickiewicza slarazć) swOj córce 



— 143 — 

Leonard Chodźko składał dochód z wydania paryzkiego 
n drukarza Barbćzat. Ten skorzysta! 2 rewolucyi lipcowśj, 
aby zbankrutować. Przyczyniło się to wielce do opóźnienia 
wyjazdu Adama. 30-go Grudnia 1830 donosił Szymonowi 
Chlustinowi, że w-yjedzie za kilka dni, kienijąc sig ku Al- 
pom. ^) Następnego dnia pisał pani de Circourt, że biega 
c^e dni bez celu, a wieczorami rozmyśla. „Ucałujcie, do- 
dawał, ręce waszej kochanćj matki, którą czczę i kocham 
jak własną. Proście ją o jćj błogosławieństwo, pewnie bedg 
go potrzebował." ") 

■W takich moralnych udrętwieniach i przygotowaniach 
skoiiczył Mickiewicz rok 1830. Szczegóhi^j opieki Boskiój 
potrzebowała Polska w nowych niebezpieczeństwach nicró- 
■wnćj walki. I Mickiewicz szukał w religii podpory w tym 
strasznym zamęcie. Pod wpływem księdza Chołoniewskiego 
i wzruszenia wywołanego powstaniem, poszedł do spowiedzi 
i oa pamiątkę dnia tego i jako wiatyk na drogę dostał Na- 
Jladowatłie Chrystusa. ") Na egzemplarzu mu darowanym, 
pod słowami kreślonemi na pierwszej stronnicy, a wyję- 
temi z pisma świętego: „Amicus fidelis, mtdicamentiim vUue 
et immortalilads et (jui meluunt Domiman invenienł Ui'im'- 
(Eccl. C. Vi. V. 16) czytamy: „Tę ksiijżeczkę ufiai-uje ko- 
chanemu panu A. Mickiewiczowi X. Stanisław Chołoniewski 
na pamiątkę dnia 8-go Grudnia r. 1830, którą nic zatracić 
nie zdoła w sercu jego." Nic też nie zdołało zatracić jij 
■91 sercu Adama, który przyznawał, że księdzu Cholouiew- 
Bkiemu wiele winien „pociechy, wiele chwil szczgśliwycli 
i nowy widok świata, ludzi i nauk." *) 

W owym czasie pisał li tylko na tle religijnem. Wier- 
sze : Rozum i mara, Arcijmistrz, Mędrcy, Rozmowa meczonta 



') Korespoiułe»q/a Adama Nichim-kza t. I. atr. 
«) Ibid. str. 79. 
') De limłatione Christi lihri qiialiioi; nora editio Vi 
A. ilontarsolo et socii. 18S8. 
*) Korespomlencya Adama Mickieieictii l. IV. etr, 115. 



E 




— 14* — 

i tlomaczenie z Zend Awesty: Aryman i Oromaz, tchną silną 
wiarą, połączoną z g]cbokim bólem. Czyż Ml nie tryska 
z przepowiedni tych wspaniałych strof, godnych być wyrj- 
temi na sarkofagu poety: 



Kiedy rozmone, gromowładna czoło 

Zgiąłem przed Panem, jak chmurę przed elońcem, 

P&n je tTzaidst w niebo, jako t^czj koło, 
1 umalował promieni tysiącem. 

I bi.-dzie błyszczeć na świadectwo wierze, 
Ody luni^ klęski z oiebieakiego stropu; 
I giy m<Jj nan!id zlęknio aię potopu, 
Spojrzy na teczt; — i wepomni przymierze. 



VI. 

Ostatnie miesiące w Rzymie. Podróż Icu Polsce. Zatrzymanie 

•iq w Kti^twie Poznańskiem. Pobyt i twórczość poetyczna 

w Dreźnie. Wyjazd do Paryża. 

Burzliwe objawy z końcem 1830 r. spotkanie się z Sergiuszem 
Sobolewskim. Pożegnanie aię z Ankwiczami, Pobyt w Genewie 
i w Paryżu. Wybór na cilonka-korespondenta Towarzystwa Przy- 
jaciół Nank w Warszawie- Mickiewicz w gościnie u obywateli Księ- 
stwa Poznańakiego. Pani Konatancyii Łubieńska. Pociski miotane 
na poetę. Stan jego moralny w Dreźnie. Trzecia część l>ziadfiw 
i Reduta Ordona. Poeta opuszcza Niemcy, aby osiąść w Paryżu. 



Roić 1831 groźnie się zapowiedział światu. Zdaw^o 
się ogólnie, że z upadkiem Burbouów, Francya rzuci się aa 
sąsiednie mocarstwa, powołując ludy do wolności. Według 
słów Micłciewicza „wstrz%śnienie, które w dniach lipcowych 
poruszyło bruk paryzki, podniosło całą staropolską ziemię, 
kule karabinowe, które wyganiały Karola X-go, przeleciawszy 
cicho przez Niemcy, pozamieniały sig w Polsce w granaty 
i bomby." O Narody przysłucHwaly się z biciem serca od- 
głosowi opora, stawianego przez bohaterów północy hordom 
moskiewskim. A krok w krok za wojskiem carskiem, po- 
stępowała cholera, zapuszczając się coraz bnrdzićj w głąb 
Europy. Salony we wszystkich stolicach straciły ochota do 

>) literatwa slowiaiUkei t. IV. str, 162. 

Żwo** Afma ItlManaa. Tom U. 10 



— 146 — 

zabawy. Rzym więc nie przedstawiał ożywienia poprzedmćj 
zimy. 

Sergiusz Sobolewski, przyjaciel Adama z Moskwy, pray- 
był do Rzymu 2-go Lutego, nazajutrz po wyborze Grz^o- 
rza XVI-go, ua którego egzaltacyą pospieszył do kościoła 
Św. Piotra i tam spotka! Mickiewicza. Odtąd przebywali 
dużo razem, zwiedzali Rzym i okolice, schodzili się częGto 
u Wołkońskićj i u Aleksandra Galicyna, żonatego z Cliod- 
kiewiczową. Adam nie taił mu żalu swojego, że okoliczno- 
ści nie pozwoliły mu dotąd podążyć do Polski. O niekt^i- 
rycli z tych okoliczności wspomina w liście do Haryi Szy- 
manowskiej pod datą 20-go Lutego: „Rzym pełen trwop. 
Boją się wszyscy gminu i Transtewerynów, którzy burzycie- 
lów i cudzoziemców za jedno mają. Licho jakieś wyniodo 
Grabińskiego na dowództwo w Bolonii, co tytuł Polaka źre- 
biło we Włoszech niebezpiecznym. Chodzimy tu po ittiq 
z pistoletami w kieszeni. Muzea zaparte, galerye puste."") 
Znajdujący się jednocześnie z Adamem w Rzymie Fdib 
Mendelssohn-Bartholdi potwierdza ten opis, piaze łmwim 
I-go Marca: „Prawie wszyscy moi znajomi wyjechali. LTice 
i przechadzki są puste, galerye zamknięte. Jesteśmy pra- 
wie zupełnie pozbawieni nowin zewnętrznych. Zebrań nil 
ma żadnych, lub prawie żadnych, słowem milczenie pasiq6 
wszędzie."*) 

Znany już kompozytor, chociaż ledwie dwudzieatotrrech- 
letni Mendelssohn tęsknił za rozrywkami swojego wieka 
C^y oddany sztuce, najzupełniej był obojętny na konwnlsTe 
Europy i wojnę polską. Przed rokiem Mickiewicz ze swo- 
jem głębokiem poczuciem muzykalnem byłby się zastanomt 
nad utworami niemieckiego mistrza, ale teraz nie miał ud 
oczu dla obrazów, ani uszu dla muzyki. „Stracę moie 
a ciebie łaskę, pisał do Stattlera do Krakowa 19-go Ewie* 



') Korespondeneya Adama itickiemcza L I. etr. 80. 
') Lcttres inediles de Me»delssohn, traduiten par A. BoUud, 
Farifl 1881. 



_. 147 — 

tDia, kiedy si§ przyznam, że mię mokry arkusz niemiecki^') 
bnidnćj gazety wiccśj teraz zachwyca, niż wszystkie Vinci 
i Rafaele. Moje muzeum jest teraz na placu Colonna Scutrra 
« brudnej jamce, która sig nazywa gabinetem lektury." ') 
Tego nspoEobienia poety Mendelssohn zgoła pojąć nie mógł 
i pisał 16-go Marca: „Zniyduję, że Mickiewicz jest nudny. 
Ha ten rodzaj obojętności, z którą nudzi siebie i drugich 
- i którą damy biorą chętnie za melancholią i za piętno dii- 
s»y riaman^j. Mnie to wcale nie zachwyca. Jeżeli patrzy 
na kościół św. Piotra, to 2ałuje czasów hierarchii. Gdy 
niebo pogodne, pragnąłby chmur, a gdy pochmurne, ska- 
rży uę i twierdzi, że mroźno. Przed Kolosseum chcia- 
łoby mu się żyć w epoce, którą pomnik ten przypomina. 
Pytam siebie, coby miał do życzenia, gdyby żył pod pano- 
waniem Tytusa?" ') Dąsał się tak Mendelssohn, że Mickie- 
wicz nie w złotym humorze, Adam zaś z przyczyny smutku 
swojego podobnemu młokosowi spowiadać sig nie chciał. 
Sobolewskiemu wyznawał, że jako poeta narodowy tnusi 
trzymać z ruchem, a ruchowi nie dowierza. ') W nastroju 
jego moralnym leżał główny powód wahania się i ociągania. 
Dotąd w ważnych chwilach błyskawica oświecała mu widno- 
krąg, spostrzegał drogę przed sobą i wskazywał ją drugim. 
Ciemności w tym razie rozproszyć nie mógł, ani pieśnią za- 
chęcić rodaków do zwycięztwa, bo jak zmora dusząca gnio- 
tły mu serce złowrogie przeczucia. 

Czy nie było w tem jego winy ? Postanowił oczyścić du- 
szę, aby jaśnićj w nićj wyczytać obowiązek. „Wybierając się 
2 Bxymu do Polski, pisze ks. H. Kajsiewicz, wyspowiadał 
się był na drogg : co większa, 'poczuł w sobie powołanie do 
stanu duchownego (jak mi to sam powiadf^), ale odłożył 
zapewne tg myśl do ustalenia się spraw krajowych." *) Na 



*) Kor€tpa*dencyti Adama Mickiemaa t. I. str. 82. 
•) Briefe von FeUx MeadeUsohu-Barfholdg. Leipzig 1869. 
*) Korapmdencya Adama Miekieniicza t. III. atr. 66. 
*) Pamiętnik o poaątkach zgromadzenia tmann^cknstuitia pań' 
10* 



— 148 — 

wiadomość, że K^siemcz wstępuje do zakonu, powieda 
mu kilka lat później : „I ja miałem powołanie, alem je zna 
Dował." •) Kajsiewicz dodaje, że „nie zdaje się jednak, I 
już się wtenczas był głębiej w nabożeństwo wdrożył." *) 1 
znaczy, że tylko przelotnie postawata w jego duszy ż^ 
służenia wyłącznie Bogu- Polska powoływała wszystki 
swoich synów. Mickiewicz i Garczyiiski nie mieli po i 
w Rzymie dal<!'j przesiadywać. Dwaj przyjaciele powzi| 
zdaje się, myśl udania się wspólnie do Warszawy, le 
gdy ich wszystkie zasoby nie starczyły nn to, Gurcz}'DSi 
mający zamożnych krewnych w Księstwie Poznadskia 
umyślił tam wyjechać sam, zabierając Adamowi resztę got 
wizny. Zwrócił niedługo pożyczkę, lecz nie zwyczajnym w 
kslem, jak się Adam spodziewał, tylko w innćj formie, kt 
r^j Adam nie zrozumiał , przez co stracił dużo czas 
czekając na wezwanie od bankiera. Dopiero Sobolews 
wytłumaczył, iż ma się tylko sam zgłosić do bankiera, I 
pieniądze odebrać. Tak się też st^o. ^) Dla wicltszego b« 
pieczeństwa w czasach zaburzeń i częstych rozbojów, Micki 
wicz postarał się w dość licznem towarzystwie przcpra* 
się przez pustą Rzymską kampanią. Nic obojętnie rozst 
wał sig z miastem wiecznem. „Żal mi Rzymu, pisał poe 
do Stattlera. Smutno myśleć, że podobno już go więcej i 

skiego, Btr. 407 w 3-cim tomie 1'ifiin Ks. H. Kaj^icwicza. Uerl 
1872 roku. 

") Ibid. atr. 410. 

•) Ibid. Btr. 407. Dla rażacycli iiicdokładnohci Zwierzeit Em 
nie molemy przywiązywać- iadnój wagi do poditnych przez i 
BzcMgół&w o oatatnidi miesiącach pobytu Ailaina w Szymia Pn 
puBcczając nawet, że rzeczywiście I-go htitego Mickiewicz komuj 
kowai, a ż« po półnoey śnito sii; .\nkiviczówiiic, le go wiifzi w bit 
bawiącym a)q białym liarackieni iia reku, trudno temu itdarza 
przypisać, jak to robi Odyniec W liiJcie do Lucyana t^iemień^kie 
(Studyum tegoż pod tytułem: Religijnoii i mistyka tv tyciu i pof!y 
Adama Nickiewicza. Kraków 1871, atr. 143), przeważny wpływ 
caiy pćźniejsiy rozwfij Adama. 

'') Moreapondiiia/a Adama Mickieii-icza t. III str. 65. 



— 149 - 

obaczc." ') Przed wyjazdem odniósł pannie Ankwicziiwnie 
pożyczony mu egzemplarz dzieł Byrona i na poż^nanie za- 
kreślił dwie pierwsze strofy wiersza Farewel. *) Nie wiedział 
gdzie go los zapędzi, musif^ na długo pożegnać się z myślą 
odbierania listów tok od przyjaciół rzymskich, jak tćż i od 
kolbów petersburskich. Chociaż żadnego z listów pisanycli 
przez Franciszka Malewskiego do Rzymu nie posiadamy, 
nie mógł nie wspomnieć Adamowi, przed wyjazdem jego, 
o nowem tajściu z Botwinką, którego opis wyciągamy z listu 
pod datą 18-go Marca 1831 do młodsz^ siostry. „Moja 
Zoaiu, mówi Malewski, już i wiosna i twoje urodziny. Dąj 
Boże, abyś na ten dzień była wesoła, bo wam bliższym te- 
raz klęsk wojny trzeba wybierać dni, w którychbyście nie 
radować się, ale przynajmniej nie smucić się mogły. ' Nie 
ma człowiek na podobne nieszczęścia innĆj pociechy tylko 
w fiogu i w Jego niezbadanćj Opatrzności. Dla tego niech 
ci dzień twoich urodzin tak zejdzie, jakbyś nie wśród stra- 
pienia była. Dziś Botwinko, wasz były sąsiad, skarży się 
wszędzie, że ja mu przeszkodziłem wedrzeć się do służby 
w naszćj kancelaryi. Midbym prawo i ja i takież prawo 
miałby Daniłowicz przeszkadzać, bo on mig pozbawił nie- 



'} Korespondencya Jdama Mkkieivicza t I. etr. U2. 

*) ()w wienz, nuśladowaDj z oryginału, ogtosiU Pgni Sewe- 
ryna Dnchińska w Ztneneniach Ewuni. Ewunia opowiedziała jt^j, la 
^dam pnjmieł wielki tom Bjrona i dat go Ewuni na pamiątka." 
4 Ob. Ewunia w Bibliotece Warszawskiej etr. 477.) Ksiądz J. Bie- 
mieńald snalazł na tym egzemplarzu Bjrrona napia ręką Ankwiozó- 
WUJ, iwiadccący, łc nabjła go w Parjtu w Sierpniu 1830 r. Ewu- 
nia t^ twierdzi, ie 19-go Kwietnia Adam otworzył Bajrona, a oczy 
Jego padły na stówa z dramatu Sardanapaia: „I utracisz je obie." 
Ewunia na egzemplarzu Byrona zakreśliwszy ten wiersz, dopisała 
„February 12. 1831 r." Nie moina przypuszczenia opierać na pro- 
stych podkreśleniach ołówkiem pewnych ustępfiw, ale nie tylko, te 
w wiersza Farend dwie strofy są zakreślone, ale oprócz tego w api- 
ńe T«eczy Adam dopiutł: April 18. 18.tt i dla tego moina uważać 
za wiarogodny ten siczeglM ze zwierzeń zkąd inąd arcy-niedokła* 
dnych. (Emada przez Kb. J. Siemieńakiego, atr. 84.) 



— 150 ~ 

słusznie tego domowego szczgścia a Danilewicza domowego, 
pokoju. Aleśmy nic ani on ani ja nie n^iwiU. Ja t^lko 
miałem mocne postanowienie prosić o dymisyą, gdybym nuU 
2 nim służyć. Aż nadto byłem pewny i ufny w OpatiznoJf, 
że ona znajdzie swoje drogi do uliarania tycli Bprawiediiwit 
Iftórzy drugich niesprawieilliwie skarali. Ani jednego kroka 
na icłi szkodę nie zrobiłem i nie zrobię." 

Nie można godnićj okazać łotrowi zasłużonej poganlj. 

Mickiewicz wybrał się z calem towarzystwem rosnj- 
^kiem: z Sobolewskim, dwoma Cialicynami, księżną Galicji 
i Chwoszczyiiskim. Sobolewski zapisał w swoim dzieDoiki 
pierwsze popasy tćj wspólnej podróży. Wyjechawszy 19-gi 
Kwietnia'), zwiedzili w Civita Costellana okoliczne wąwoij; 
w Terni kaskadę, w Foligno obraz liafaela w galeryi Gre- 
gorio. „tlalicyn z synem występowali, pisze SoboleiRii 
z patryotyzmcm moskiewskim, księżna, która miała dv6A 
synów (z pierwszego nialżeustwa Chodkiewiczów) w wojsh 
polskiem, wściekała sig; ja z Chwoszczyiiskim przerzucali^- 
my się z jednego do drugiego obozu. Nastawaly cią^ 
kłótnie i pojednania. W obozie polskim też były nieporo- 
rozumienia, ponieważ księżna wierzyła w zwycięztwo Po- 
laków, a Mickiewicz nie tylko nie wierzył, ale nawet wraat 
zwycięztwa powątpiewał o jego trwałości i dobrych rtot- 
kacb." ■) Adam zostawił Ankwiczrjw zatrwożonych pogło- 
skami o przegranój Polaków. Z Florcncyi 26-go Kwietnia 
pospieszył ich uspokoić, późniejsze urzędowe depesze nic 
o tym takcie nie nadmieniuły, musiały to być fałszywe po- 
głoski. 

Jeżeli Mickiewicz tak pilnie śledzi! za każdą wieścią 
z Warszawy, to i Warszawa o nim nie zapomniała. Na po- 
siedzeniu 3-go Maja Towarzystwa Przyjaciół Nauk, odczytano 



■) Adam pUze 19-go Knietnia do ^tnttleni, że wyjeżdża n 
dni parę. {Koresponiiencyu Adama Mickieiricza t. I. str. 82.) Zape- 
wne po wyclaniu tego listu wyjazd przyspiiisiyj. 

*) Korespoiułencya A. Mkkitivicza t. III. str. 68. 



— 151 — 

Betę nowo wybranych członków. Na członka korespondenta 
postawiono na pierwszem miejscu Mickiewicza. Kuryer Polski 
Usznie zauważał, że to posiedzenie należało do „najświe- 
tniejszycłi." Odbyło się ono pod prezydencyg: J. U. Niem- 
cewicza. Członkami honorowymi obrano : Jana Skrzyneckiego, 
naczelnego wodza wojsk polskich, lorda Eroughama i Ma^ 
dtintosha^) członków parlamentu, Bignona, *) Anbernona") 
Delavigna. ') Podobnie rewolucya francuzka nadała hono- 



*) Brougham i Mackintosh popierali wpljwem awoim ajen- 
tów pobkich w Londynie. Na lat kilka przed rewoliicyą listopa- 
dową, Brougham ogłosi! w Przeglądzie Edymburskiin Liatoryą po- 
działu Polski 1 przetłumaczoną w 1831 r. na fraiicuzki pod tytułem: 
Prśds h.istonq\ie ilu Partaf/t ile la Pologne.) W tern dziele piętnując 
„potworną tranzakc}'% ," dodawał, że „hańba, którą Katarzyna była 
doHĆ bezczelna, aby całkowicie wziąi' na siebie, oczerni J^j pamięć 
w oczach najod ległej sz^i potomności," 

*) Blgnoa zostawił najlepsze wspomnienia w Wilnie i iv "War- 
szawie, bronił sprawy polskii^j w Izbie, należał do komitetu franko- 
polskiego. 

') Anbernon jeat dzisiaj zupełnie zapomniany. W 1827 r. 
■wyóei głośną rozprawę przeciw śniętemu przymierzu: Bailama histo- 
ryczne i poUlycziie iinil Rossy/l, Aiislryą i Pitissaoii. W tern dziele 
wyrzncal łrtocaratwom, które rozszarp.ily Polskę, „pogwałcenie wazcl- 
Łich zasad do tego stopnia, it patryotyzm stał się zbrodoią, zdrada 
cnotą, a z sądownictwa robiono narzędzie do pozbawienia najszla- 
chetniejszych obywateli dObr, Ojczyzny i życia." 

*) Warszawianka wnet przetłumaczoną została przez Karola 
Sienkiewicza (Prace literackie Btr. 327). W ti^j pieśni Delayigne od- 
zywał się w imienin Polski do własnych rodaków; 

O Francuzi! czyż bez ceny 

Rany nasze dla was są, 

Z pod Marengo, Wagram, Jeny, 

Drezna, Lipska, Waterloo? 

Świat was zdradzał — my dotrwali. 

Śmierć czy tryumf — my gdzie wy, 

Braeia! my wam krew dawali, 

Dzi4 wy dla nas t- nic, prócz Izy. 
Poeta kończył stoiczną maksymą: 

Kto przeżyje, wolnym będzie. 

Kto umiera, wolnym już. 



— 152 — 

rowe obywatelstwo Kościuszce, Faynowi, Mackintoahon, 
Schillerowi i t d. lligdzy cztonkiiini rossyjskimi zniydiófl 
się nazwisko Michała Kaczenowskiego, redaktora WiettiaJn 
Europy, gdzie z uzDaniem nyrażał się o Mickiewiczu,') i Mi- 
kołaja Polewoja, najbliższego z rossyjskich przyjaciół pol- 
skiego poety. Na tern posiedzeniu, które było łabędam 
śpiewem Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Romuald Hubę, wy- 
kazał, że „Konstytucya 3-go Maja ciągle żyła, cbocial pne- 
moe wydarła życie narodowi," a Kaźmierz Brodziuski wy- 
głosił śliczna swoje mowę o narodowości Polaków.*) 

Wybór Mickiewicza na członka korespondenta wskazy- 
wała opinia publiczna, ale pewnie zaszczyt ten go spotkał 
na wniosek Lelewela. Tak rewolucya polityczna rozsŁiz^łi 
wielki spór literacki i rzec można, że Belwederczycy przy- 
wiedli klassyków warszawskich do uznania romaDtyzmu. 

Mickiewicz rozstał się z Sobolewskim w Fioreozaola 
3-go Maja. Z Genewy 16-go Maja odezwo si{ do Haryi 
Szymanowski<^j, nie tając j^ oburzenia wywołanego wyjąt- 
kami z Tygodnika Petersburskiego, podanemi przez 
niemieckie: „Mądry autor, pisał Mickiewicz, nauczył 
rzeczy, o których, chociaż Litwin, nigdy nie 
Nie mogę zgadnąć, myśląc dniem i nocą, ktoby się mó^ 
zdobyć na ten artykuł ! Nie wiem nawet, czy tyle razy 
wzmiankowany artykuł był oryginalnie napisany po polsko, 
czy też w naszym ojczystym jgzyku, który, jak wiadomo, 
jest rossjjski." ^) 

Mickiewicz nie byłby w najmniejszej wątpliwości co do 
pochodzenia tego dokumentu, gdyby był mi^ przed oczyma 
sam Tygodnik Petersburski, zamiast wyciągów podanydi przei 
prassg niemiecką. Prawdopodobnie pierwszy lepszy urzędnik 
moskiewski, z polecenia jednego z ministrów lub naczelnika 



') Żynmt Adama Mickien-icza, t. 1. Btr. 355. 

*) Dodatek pod numerem V. 

*J Morespomlencija Adama Miekienńcza, t. L itr. 88. 



— 153 — 

toeciego oddzielenia kancelaryi cesarza, zredagował inemo- 
ryiU pTzeznaczoDjr z jednćj strony aby dostarczyć argumeutów 
przeciw Polsce płatnym dzienoikora niemieckim, a z dnigićj 
edradzać Litwinom, aby szli za przykładem Warszawy. Ty- 
godnik Petersburski musiał z rozkazu wyższego przywłaszczyć 
i zachwalać tę półarzgdową prozę, jak dzisiaj dzienniki warsza- 
wskie wciąż ulegają podobnćj konieczności. Pismo to wyszło 
w Dum. 24 i 25 z 31-go marca i 3-go Kwietnia 1831 roku. 
Franciszek Malewski z początkiem Lutego przestaj należeć 
do redafccyi Tygodnika, jak widzieliśmy był użyty do rcdakcyi 
praw polskich z zakazem pisania i drukowania po dzienni* 
kacłL Chociaż Przecławski odwagą cywilną nie grzeszył, 
Bie jego pióra zapewne były te kilka uwag o leraźniejszój 
retiohtcyi poUkieJ priez obynratela Królestwa Polskiego. Na sa- 
mym wstępie jest powiedziane, że Jeden z Polaków ogłosił 
w Berlinie myśli swoje, a kto inny z Królestwa przedruko- 
wi t§ książeczkę w Petersburgu." Dziełko to wyszło w Pe- 
tersburgu i po francuzku, widocznie szło rządowi o najwię- 
ksze rozpowszechnienie tych oticyalnych poglądów. Redaktor 
icli odwiadczał, że „rokosz nie pochodzi bynajmniej z niiej- 
Bcowćj przyczyny, lecz jedynie jest skutkiem rewolucyjnego 
szi^, który od połowy zeszłego roku opanował niektóre ludy 
europejskie;" winszuje sobie, że Opatrzność nareszcie zakre- 
śliła granice między Litwą a Polską. Sposób okłamywania 
opinii publicznćj różnił się trochę od dzisiejszego. Autor 
przypomina, że w XIV. wieku Europa kończyła się na Bugu 
i Niemnie, „te dwie rzeki stanowiły granicę między dwoma 
wielkiemi systematami politycznemi, światem europejskim 
i światem mako-mongolskim." Obwinia Polskę, że pokrzy- 
■wdziła Litwę, wciągając ją do systematn politycznego Europy 
zachodni^, i na dowód, jak Polska wyzyskiwała Litwinów, 
przytacza, że od Lwa Sapiehy do Kościuszki, wszyscy jćj 
wielcy ludzie byli Litwinami. Michelet właśnie w wielkich 
ludziach różnych części Polski upatrywał j^j jedność moralną, 
dla niego o polskości Prus Zachodnich świadczył Kopernik, 
o polskości Litwy Kościuszko i Mickiewicz, o polskości Rusi 



— 164 — 

Sobieski itd.') Fseudo-Polak z nad Sprewy, użyty do ga- 
szenia zapału Litwinów, kończył twierdzeniem, że „rewolucya 
polska, rozpoczęta bez przyczyny, rozwinięta z bezczeln) 
przewrotnością, a popierana zapamiętałością jeszcze występ- 
niejszą, nie może i nie powinna obudzać w eercach naszych 
innego uczucia prócz politowania nad niepojętnem zaślepie- 
niem dawnych naszych politycznych spółbraci." Czy obym- 
tel z Królestwa Polskiego, stał się raptownie Litwinem, czy 
do jego rozumowań anonim występujący w Tygodniku dodd 
swoje z punktu litewskiego dowodzenia, nad tern zastana- 
wiać się dluż6j nie będziemy. Bardzo jest rzeczą pojętna 
że Mickiewicz, który zamierzał zasilać T^godrnk swąjeim 
pracami, mocno ucierpiał, dowiadując się na jaką pchnięto 
go drogę. 

„Przyjechałem do Paryża w Czerwcu 1831 roku, pisi^ 
Mickiewicz do ministra Brogiie." *) W Paryża rząd polski 
miał swoich ajentów, między innymi Kniaziewicza, kt^irego 
Adam znał z Drezna. Jeszcze nie rozchwiały się nadzieje 
czynnej pomocy państw zachodnich, głośne wystąpienia dzies- 
nikarzy i mężów stanu za interwencyą w Polsce napełniały 
Kzpalty gazet, ale nad Sekwaną Adam prędko zostiU rozcza- 
rowany, tak co do iządu francuzkiego, jak i co do opozycji 
„Ja oba te stronnictwa, pisał do Lelewela, mam za zgraję 
egoistów zdemoralizowanych i nic na nich nie liczę. Fraii- 
cya, podług mnie, są to Ateny za czasów Demostenesa, będą 
wrzeszczeć, odmieniać mówców i wodzów, ale się nie ule- 
czą, bo rak toczy ich seica. Czy znasz dzieła Lamennais? 
Jest to jodyny Francuz, który szczerze płak^ nad nami, 
jego łzy były jedyne, którem widział w Paryżu." *) Lamen- 
nais wydawał wówczas dziennik t'Avenir. „Niech bohaterska 
i szlachetna Polska, pisał on I-go Lipca, na zawsze droga 
naszym sercom, tak wielka w naszem uwielbieniu, tak święta 



') La Połogite Martyr, str. VII. 

«) Adam MkkieKift sa rie, son leime, P*ryż 1888 str. 158. 

*) A'tirespoHiieiiq/a Adama Mickiemna L I, str. 00. 



- 155 — 

w naszych wspomnieniach, wie, że to nie my opuściliśmy 
starych naszych towarzyszy broni, nie my winni jesteśmy 
brwi jćj dzieci : spadnie krew ta na innych, piętnując ich 
wiecznym znakiem hańby i przekleństwa." ') 

Pola działalności dla siebie w Paryżu nie widząc, 
Adam postanowił na Drezno udać się do Księstwa Poznań- 
skiego. „Mamy tutaj, pisali do Rządu narodowego I-go 
Lipca 1831 r. Kniaziewicz i Plater, od pewnego czasu pana 
Mickiewicza, a od kilku dni Antoniego Góreckiego, który 
chciał się udać z Litwy do Warszawy, a był zmuszony za- 
kręt zrobić na Londyn i Paryż. Obydwaj wyjeżdżają wkrótce 
do Warszawy, Ostatni jest deputowanym litewskim i dajemy 
mu na koszta podróży, pod warunkiem zwrotu." Patryoci 
litewscy wyprawili byli Góreckiego do Warszawy, ale nie 
mogąc przekroczyć kordonu rossyjskiego, popłynął był do 
Londynu, aby przez Francyą i Niemcy przedostać się do 
miejsca przeznaczenia. *) 

W ostatnich dniach pobytu nad Sekwaną, Adam nową 
poniósł stratę nad Newą. „W dniu 13/25 Lipca, pisze Dr. 
S. Morawski w swych pamiątkach, Marya Szymanowska, 
jeszcze przed chwilą w oczach moich zdrowa, wesoła i hoża, 
nie przeżyła kilku godzin srogićj uiBCzarni, znoszonćj z dzi- 
wną odwagą i niepodobną do wiary spokojnością." ZgOD 
j^ pociągnął za sobą uwięzienie Malewskiego,*) który chcąc 



*) Ouwes compiites de Lamennaa tom X. strona 35B Paryf 



*) „l-or Jnillet 1831. Nouii arons ici depuis <]uelque temps 
M. Mickiewicz et depais ąiiekiiies jours Antoine Górecki, i]ui vou- 
lait Be readre de Lithuatiie a iWsovU et a ^t^ oljligć de faire le 
dćtoDr de Londres et de Paris. lis parteat touH denz inccsjamment 
ponr V(trsovte. Le premier eat clCput^ lil/inamm et noas lui Bv«ncons 
les frais de roate, sauf & restitution." (Z arcbiwu poselstwa pol- 
skiego w Paryżu.) Wyrnzy podkreślone są pisane szyfrem. Wyraz 
premier przez pomyłkę sekretarza, trzymającego pióro napisany za- 
miast le lecotid, 

') O tym aresEcie doniósł rodzicom Fr. Malewskiego Igoacy 



— 146 — 

zabawy. Rzym więc nie przedstawiał ożywienia poprzedniej 
zimy. 

Sergiusz Sobolewski, przjjaciel Adama z Moskwy, przy- 
był do Itzymu 2-go Lutego, nazajutrz po wyborze Grzego- 
rza XYI-go, na którego egzaltacyą pospieszył do toćdoła 
Św. Piotra i tam spotkaj Mickiewicza. Odt%d przebywali 
dużo riizem, zwiedzali Rzym i okolice, schodzili się często 
u Wołkouskićj i u Aleksandra Galicyna, 2onatego z Chód- 
kicwiczową. Adam nic taił mu żalu swojego, te okoliczno- 
ści nie pozwolił)' rau dotąd podążyć do Polski. O niektó- 
rych z tych okoliczności wspomina w liście do Haryi Szy- 
manowskiej pod datą 20-go Lutego: „Rzym pełen trwogi. 
Boj% sig wszyscy gminu i Transtewerynów, którzy burzyde- 
lów i cudzoziemców za jedno mują. Licho jakieś wyniodo 
Grabińskiego na dowództwo w Bolonii, co tytuł Polaka zro- 
biło we Włoszech niebezpiecznym. Chodzimy tu po oli^ 
z pistoletumi w kieszeni. Muzea zaparte, galerye puste."^ 
Znajdujący sig jednocześnie z Adamem w Rzymie Fetiki 
Mendel ssohn-Bartboldi potwierdza ten opis, pisze Iwwia 
I-go Marca: „Prawie wszyscy moi znajomi w^echalL Ulice 
i przechadzki są puste, galerye zamknięte. Jesteśmy pra- 
wie zupełnie pozbawieni nowin zewnętrznych. Zebrjuli ok 
ma żadnych, lub prawie żadnych, słowem milczenie panige 
wszędzie."^ 

Znany już kompozytor, chociaż ledwie dwudziestotrzecb- 
ietni Mendelssohn tęsknił za rozrywkami swojego wieka. 
Cały oddany sztuce, najzupełniej byt obojętny na konwnlaye 
Europy i wojnę polską. Przed rokiem Mickiewicz ze stro- 
jem głębokiem poczuciem muzykalnem byłby sig zastanoml 
oad utworami niemieckiego mistrza, ale teraz nie mu^ am 
oczu dla obrazów, ani uszu dla muzyki. „Stracę mole 
u ciebie łaskg, pisał do Stattlera do Krakowa I9-go Kwie- 



•) Korespondtneya Adama AUckienicza Ł I. str. 80. 
•) Lettrei ineHiles de Mendelssohn, tritduitea par A, Rollud, | 
Puis 18S1. 



— 147 — 

toia, kiedy stg przyznam, że mię mokry arkusz niemieckićj 
bmdnćj gazety wicc6j teraz zachwyca, niż wszystkie Vinci 
i Rafaele. Moje muzeum jest teraz na placu Colonna Scioira 
■w brudnej jamce, która się nazywa gabinetem lektury." ') 
Tego usposobienia poety Mendelssohn zgolą poją^ nie mógł 
i pisał l&-go Marca: „Znajduję, że Mickiewicz jest nudny. 
Ma ten rodzaj obojętności, z którą nudzi siebie i dmgich 
i którą damy biorą chętnie za melancholią i za piętno du- 
szy złamanej. Mnie to wcale nie zachwyca. Jeżeli patrzy 
na kościół św. Piotra, to żałuje czasów hierarchii. Gdy 
nidw pogodne, pragnąłby chmur, a gdy pochmnme, ska- 
rży Uf i twierdzi, że mroźno. Przed Kolosseum chcia- 
łoby mu się żyć w epoce, którą pomnik ten przypomina. 
Pytam siebie, coby miał do życzenia, gdyby żył pod pano- 
waniem Tytusa?" ^ Dąsał się tak Mendelssohn, że Mickie- 
wicz nie w złotym humorze, Adam zaś z przyczyny smutku 
swojego podobnemu młokosowi spowiadać sig nie chciał. 
Sobolewskiemu wyznawał, że jako poeta narodowy tnusi 
trzymać z mchem, a ruchowi nie dowierza.^) W nastroju 
jego moralnym leżał główny powód wahania się i ociągania. 
Dotąd w ważnych chwilach błyskawica oświecała mu widno- 
krąg, spostrzegał drogg przed sobą i wskazyw^ ją drugim. 
<]ieionośd w tym razie rozproszyć nie mógł, ani pieśnią za- 
chęcić rodaków do zwycięztwa, bo jak zmora dusząca gnio- 
tły ma serce złowrogie przeczucia. 

Czy nie było w tern jego winy ? Postanowił oczyścić du- 
szę, aby jaśnićj w ni^j wyczytać obowiązek. „Wybierając się 
z Bzymu do Polski, pisze ks. H. Kajsiewicz, wyspowiadał 
się był na drogę : co większa, "poczuł w sobie powołanie do 
stann duchownego (jak mi to sam powiadał), ale oiUożył 
zapewne tę myśl do ustalenia się spraw krajowych." *) Na 



') Horespmdetuya Adama Mickiemcza t. I. Btr. 82. 

*) Britfe von FeUx Mendelssohi-Biertluiid)/. Leipiig 1869. 

*) Koretpondencya Adama Mickiemcza t. III. str. 66. 

*) Pamiffaik o początkach zyromadzema zmartwychwstania pań- 

10* 



wiadomość, 2e Eąjsiewicz wstępuje do zakonu, poMdti^ 
mu kilka latpóźnićj: „I ja miałem powołanie, alemjezU'' 
nował." ') Kajsiewicz dodaje, że „nie zdaje się jediw*- 
już się wtenczas był głębiśj w nabożeństwo wdrożył." "* 
znaczy, 2e tylko przelotnie postawała w jego duszy 
słnżenia wyłącznie Bogu. Polska powoływ^ wszy^' 
swoich synów. Mickiewicz i Garczyński nie mieli ^ 
w Rzymie dalżj przesiadywać. Dwaj przyjaciele po^ 
zdaje Sie, my£l udania się wspólnie do Warszawy, 
gdy icłi wszystkie zasoby nie starczyły na to, Garcz£ 
mający zamożnych krewnych w Księstwie Poznańst- 
nmyślił tam wyjechać sam, zabierając Adamowi resztę g 
wizny. Zwrócił niedługo pożyczkg, lecz nie zwyczajnym* 
kslem, jak się Adam spodziewał, tylko w inn^ formie, 
r^ Adam nie zrozumiał , przez co stracił duto ce 
czekając na wezwanie od bankiera. Dopiero Sobolet 
wyUnmaczył, ii ma się tylko sam zgłosić do bankiera, 
pieniądze odebrać. Tak się tćż stało. *} Dla większego b 
pieczeństwa w czasach zaburzeń i częstycli rozbojów, inA 
wicz postarał się w dość licznem towarzystwie przepra 
się przez pustą Rzymską kampanią. Nie obojętnie roB 
wał się z miastem wiecznem. „Żal mi Rzymu, pisał po 
do Stattlera. Smutno myśleć, że podobno już go więcćj 

skiego, Btr. 407 w 3-cim tomie Pism Kc IT. Kajsicwicza. Bei 
1872 roku. 

■) Ibid. str. 410. 

^ Ibid, str. 407. Dla rażących nietloktodnośoi Zmerzm £ 
nie moiemy przywiązywać ża<Iu6j wagi Jo podanych przoi 
szczegółów o ostatnich miRsiącach pobytu Adamn w Rzymie. F 
puezczając cawet, ża rzeczywiście I-go Lutego Mickiewicz kom 
kowaJ, 8 że po pófaocy aniJo się Ankwiczównic, le go widzi w b 
bawiącym aię białym barankiem na ręku, trudno temu zdars 
przypisać, jak to robi Odyniec w liście do Lucyaaa Siemień^ 
(Studyum tegoż pod tytułem: ReUgijnośi i mistylca tv iyciu i poez 
Adama MickUmcia. Kraków 1671, atr. 14aj, przeważny wpływ 
cały późniejszy rozwój Adama. 

') Koreupondeneya Adama MiekieH!ic:a t, III atr. 65. 



— 147 — 

tnia, kiedy się przyznam, źe mię mokry arkusz niemieckiej 
brudnej gazety wiccśj teraz zachwyca, niż wszystkie Vinci 
i Rafaele. Moje muzeum jest teraz na placu Co/onna Sciarra 
w brudnej jamce, która się nazywa gabinetem lektury." ■) 
Tego usposobienia poety Mendelssohn zgoła pojąć nie mógł 
i pisał 16-go Marca: „Znajduję, że Mickiewicz jest nudny. 
Ma ten rodzaj obojętności, z którą nudzi siebie i drogich 
• i którą damy biorą chętnie za melancholią i za piętno du- 
szy złaman<^j. Mnie to wcale nie zachwyca. Jeżeli patrzy 
na kościół Św. Piotra, to żałuje czasów hierarchii. Gdy 
niebo pogodne, pragnąłby chmur, a gdy pochmurne, ska- 
rty uę i twierdzi, że mroźno. Przed Kolossenm chcia- 
łoby mu się żyć w epoce, którą pomoik teu przypomina. 
Pytam siebie, coby miał do życzenia, gdyby żył pod pano- 
waniem Tytusa?" *) Dąsał się tak Mendelssohn, że Mickie- 
wicz nie w złotym humorze, Adam zaś z przyczyny smutku 
swojego podobnemu młokosowi spowiadać się nie chciał. 
Sottolewskiemn wyznawał, że jako poeta narodowy musi 
traymać z ruchem, a ruchowi nie dowierza. ') W nastroju 
jego moralnym leżał główny powód wahania się i ociągania. 
Dotąd w ważnych chwilach błyskawica oświecała mu widno- 
krąg, spostrzegał drogę przed sobą i wskazywi^ ją drugim. 
Ciemności w tym razie rozproszyć nie mógł, ani pieśnią za- 
cłiQGić rodaków do zwycięztwa, bo jak zmora dusząca gnio- 
tiy ma serce złowrogie przeczucia. 

Czy nie było w tem jego winy? Postanowił oczyścić du- 
szę, aby jaśnićj w nićj wyczytać obowiązek. „Wybierając się 
z Rzymo do Polski, pisze ks. H. Eajsiewicz, wyspowiada 
się był na drogę : co większa, 'poczuł w sobie powołanie do 
stann duchownego (jak mi to sam powiadał), ale odłożył 
zapewne tę myśl do ustalenia się spraw krajowych." *) Na 



*) Korespmdtncya Adama Mickiemcza t. 1. str. 82. 
■) Briefe von Felix Mendebsohn-Bartboldg. Leipiig 1869. 
^ Koretpondma/a Adama Mickiewicza t. III. atr. 66. 
*) Pmm^mk o poaątkach tgromadzenia zmartwychKstatua pań- 
10- 



— 150 — 

słusznie tego domowego szczęścia a Danilewicza domoweg' 
pokoju. Aleśmy nic ani on ani ja nie mówili. J& tylk 
miałem mocne postanowienie prosić o dymisyą, gdybym mii 
z nim służyć. Aż nadto byłem pewny i ufny w OpatnaoJi 
2e ona znajdzie swoje drogi do ukarania tych sprawiedliwii 
którzy drugich niesprawiedliwie skarali. Ani jednego imk 
na ich szkodę nie zrobiłem i nie zrobię," 

Nie można godnićj okazać łotrowi zashiżoat^ pogard] 
Mickiewicz wybrał si§ z calem towarzystwem rossy 
skiem : z Sobolewskim, dwoma Galicynami, ksigżną Galie; 
i Chwoszczyńskim. Sobolewski zapisał w swoim dziennik 
pierwsze popasy tój wspólnej podróży. Wyjechawszy 19-g 
Kwietnia'), zwiedzili w Civitu Castellana okoliczne wąwoij 
w Terni kaskadę, w Foligno obraz Rafaela w galeryi Gn 
gorio. „Galicyn z synem występowali, pisze Sobolewsfc 
z patryotyzmem moskiewskim, księżna, która miała dwud 
synów (z pierwszego małżeństwa Chodkiewiczów) w wojsk 
polskiem, wściekała się; ja z Chwoszczyńskim przerzucalii 
my się z jednego do drugiego obozu, zastawały dą^ 
kłótnie i pojednania. W obozie polskim też byty nieporo 
rozumienia, ponieważ księżna wierzyła w zwycięztwo Po 
laków, a Mickiewicz nio tylko nie wierzył, ale nawet w rsiii 
zwycięztwa powątpiewał o jego trwałości i dobrych skul 
kacb." *) Adam zostawił Ankwiczów zatrwożonych pogło 
skami o przegranej Polaków. Z Florencyi 26-go Kwietni 
pospieszył ich uspokoić, późniejsze urzędowe depesze ni 
o tym fakcie nie nadmieniały, musiały to być fałszywe p« 
głoski. 

Jeżeli Mickiewicz tak pilnie śledził za każdą wieśd 
z Warszawy, to i Warszawa o nim nie zapomniała. Na p( 
siedzeniu 3-go Maja Towarzystwa Przyjaciół Nauk, odczytań 



') Adam piezo 19-go Kwietnia do Staltlera, że wyjeżdża ■ 
dni pftrę. {Korespondena/a Ailama MkkieKiczn i. I. str. 82. j Zap 
inie po wysłaniu tego listu wyjazd przyspiesz;!. 

•J Korespottdencija A. MickieKkza t. III. str. 68. 



— 151 — 

listę nowo wybranych członków. Na członka korespondenta 
postawiono na pierwszem miejscu Mickiewicza. Kuryer Polski 
Usznie zauważał, że to posiedzenie należało ilo »najświe- 
tniqszych." Odbyło się ono pod prezydencyą J- U. Niem- 
cewicza. Członkami honorowymi obrano : Jan.t Skrzyneckiego, 
naczelnego wodza wojsk polskich, lorda Broughama i Ma- 
ckintosłia ^) członków parlamentu, Bignona, ') Aubemona ") 
I>elavigna. ") Podobnie rewolucya fraocuzka nadała hono- 



*) Brougham i Mackintoah popierali wpływem awoim ajen- 
tów pobkich w Londynie. Na lat kilka przed rewolucya listopa- 
dową, Brougham ogłosił w Przeglądzie Edymburskini historyą po- 
działu Polaki (przetłumaczoną iv 1881 r. na fraiicuzki pod tytułem: 
Prilcis huloriiiie dn Parlaf/e de la Palogne.) W tem dziele piętnując 
„potworną traozakcy^ ," dodawał, że „bańba, któri) Katarzyna była 
doać bezczelna, aby całkowicie wziąć db siebie, oczerni j€j pamięć 
w oczach najod ległej szćj potomności." 

*) Bignon zostawił najlepsze wspomnienin w Wilnie i w War- 
szawie, bronił sprawy polskićj w Izbie, naiełał do komitetu franko- 
polskiego. 

*) Anbemon jest dziaiaj zupełnie zapomniany. W 1827 r. 
■wydal głośną rozprawę przeciw świętemu przymierzu : Satlaiiia histo- 
ryczne i polityczne nad Rossyą, Jusiryii i Pfussami. W tem dziele 
wyrzncal Mocarstwom, które rozszarpały Polskę, „pogwałcenie wszel- 
kich zasad do tego stopnia, ii patryotjzm stał się zbrodoią, zdrada 
cnotą, a z sądownictwa robiono narzędzie do pozbawienia najszla- 
chetniejszych obywateli dóbr. Ojczyzny i życia." 

t yfarszamianka wnet przetłumaczoną została przez Karola 
Sienkiewicza {Prace Ulerackie str. 327). W tśj pieśni Delavigne od- 
Z7«'al się w imienin Polski do własnych rodaków: 

O Francuzi! czyż bez ceny 

Kany nasze dla was en, 

Z pod Marengo, Wagram, Jeny, 

Drezna, Lipska, Waterloo? 

Świat was zdradzał — my dotrwali, 

Śmierć czy trynmf — my gdzie wy, 

Braoial my wam krew dawali. 

Dziś wy dla nas :— nic, prócz Izy. 
Poeta kończył stoiczną maksymą; 

Kto przeiyje, wolnym będzie. 

Eto umiera, wolnym jut. 



— 152 — 

rowe obywatelstwo Kościuszce, Paynowi, Macłdotoshoni, 
Schillerowi i t. d. Między człookami rossyjskiini ziujdigB 
się nazwisko Michała Eaczenowskiego, redaktora fTtetAiite 
Europy, gdzie z uznaniem wyrażał sig o Mickiewiczu, ') i Ifi- 
kołaja Polewoja, najbliższego z rossyjskich prz^'aeiół p(^ 
skiego poety. Na tern posiedzeniu, które było łabędan 
śpiewem Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Romuald Hubę, wy- 
kazał, że „Eonstytucya 3-go Maja ciągle żyła, cbociai prze- 
moc wydarła życie narodowi," a Kaźmierz Brodziński ny- 
głoBit śliczną swojg mowę o narodowości Polaków. *) 

Wybór Mickiewicza na członka korespoDdenta wakaiy- 
wała opinia publiczna, ale pewnie zaszczyt ten go spotk^ 
na wniosek Lelewela. Tak rewolucya polityczna rozatizy^ 
wielki spór literacki i rzec można, że Belwederczycy pny- 
wiedli klassyków warssawskicb do uznania romaot^zmo. 

Mickiewicz rozstał się z Sobolewskim w Fiorenzuoli 
3-go Maja. Z Genewy 16-go Maja odezwo si$ do Maiyi 
Szymanowskiej, nie tając jćj oburzenia wywołanego wyjąt- 
kami z Tygodnika Petersburskiego, podanemi przez dzienniU 
niemieckie: „Mądry autor, pisał Mickiewicz, naaczył mnie 
rzeczy, o których, chociaż Litwin, nigdy nie wiedii^em. 
Nie mogg zgadnąć, myśląc dniem i nocą, ktoby sig md^ 
zdobyć na ten artykuł ! Nie wiem nawet, czy tyle mj 
wzmiankowany aitykiił był oryginalnie napisany po polsko, 
czy też w naszym ojczystym języku, który, jak wiadomo, 
jest rossyjski." ^) 

Mickiewicz nie byłby w najmniejszej wątpliwości co do 
pochodzenia tego dokumentu, gdyby był miał przed oczyma 
sam Tygodnik Petersburski, zamiast wyciągów podanych przes 
prassę niemiecką. Prawdopodobnie pierwszy lepszy urzędiuk 
moskiewski, z polecenia jednego z ministrów lub naczelmka 



') Żyniot Adama Mkkiemaa, i. 1. atr. 355. 

>) Dodatek pod uunicrem V. 

') Korespomtencya Adama Mickiewicza, Ł. L ■tr. i 



_ 153 — 

trzeciego oddzielenia kaocelaryi cesarza, zredagował incmo- 
Tjal przeznaczony z jednćj strony aby dostarczyć argumentów 
przeciw Polsce płatnym dziennikom niemieckim, a z driigićj 
odradzać Litwinom, aby szli za przykładem Warszawy. 7V- 
codnik Petersburski musi^ z rozkazu wyższego przywłaszczyć 
i zachwalać t§ półurzędową prozg, jak dzisiaj dzienniki warsza- 
wskie wciąż ulegfgą podobnćj konieczności. Pismo to wyszło 
w num. 24 i 25 z 31^o marca i 3-go Kwietniii 1831 roku. 
Franciszek Malewski z początkiem Lutego przestał należeć 
do redakcyi Tygodnika, jak widzieliśmy był nżyty do redakcyi 
praw polskich z zakazem pisania i drukowania po dzienni- 
kach. Chociaż Przecławski odwagą cywilną nie grzeszył, 
Hie jego pióra zapewne były te kilka uwag o terainiejszij 
retvoiucyi polskiej przez obywatela Królestwa Polskiego. Na sa- 
mym wstępie jest powiedziane, że Jeden z Polaków ogłosił 
w Berlinie myśli swoje, a kto inny z Królestwa przedruko- 
wał tę książeczkę w Petersburgu." Dziełko to wyszło w Pe- 
tersburga i po Irancuzku, widocznie szło rządowi o nąjwig- 
ksze rozpowszechnienie tych oficynlnych poglądów. Redaktor 
ich oświadczał, że „rokosz nie pochodzi byniijmnićj z miej- 
scowćj przyczyny, lecz jedynie jest skutkiem rewolucyjnego 
szaJn, który od połowy zeszłego roku opanował niektóre ludy 
europejskie;" winszuje sobie, że Opatrzność nareszcie zakre- 
ślOa granice migdzy Litwą a Polską. Sposób okłamywania 
opinii publicznej różnił sig trochg od dzisiejszego. Autor 
przypomina, że w XIV. wieku Europa kończyła sig na Bugu 
i Niemnie, „te dwie rzeki stanowiły granicg migdzy dwoma 
wielkiemi systematami politycznemi, światem europejskim 
i światem nisko- mongolskim." Obwinia Polskg, że pokrzy- 
wdzUa Litwg, wciągając ją do systematu politycznego Europy 
zachodni^, i na dowód, jak Polska wyzyskiwała Litwinów, 
przytacza, że od Lwa Sapiehy do Kościuszki, wszyscy j^ 
wielcy Indzie byli Litwinami. Michelet właśnie w wielkich 
ladziach różnych czgści Polski upatrywał jój jedność moralną, 
dla niego o polskości Prus Zachodnich świadczył Kopernik, 
o polskości Litwy Kościuszko i Mickiewicz, o polskości Rusi 



Sobieski itd.') Fseudo-Polak z nad Sprewy, użyty do ga- 
szenia zapału Litwinów, kończył twierdzeniem, że „rewolucya 
polska, rozpoczęta bez przyczyny, rozwinięta z bezczelna 
przewrotnością, a popierana zapamiętałością jeszcze występ- 
niejszą, nie może i nic powinna obudzać w sercacłi naszydi 
innego uczucia prócz politowania nad niepojętnem zaślepie- 
niem dawnych naszych politycznych spółbraci." Czy obym- 
t«I z Królestwa Polskiego, stał się raptownie Litwinem, ay 
do jego rozumowań anonim występujący w Tygodniku dodd 
swoje z punktu litewskiego dowodzenia, nad tern zastana- 
wiać się dłużej nie będziemy. Bardzo jest rzeczą pojgbi^ 
te Alickicwicz, który zamierzał zasilać Tygodnik swąj^ 
pracami, mocno ucierpiał, dowiadując sig na jaką pchnięto 
go drogę. 

„Przyjechałem do Paryża w Czerwcu 1831 roku, pis^ 
Mickiewicz do ministra Broglie." *) W Paryżu rząd polski 
miał swoich ajentów, między innymi Kniaziewicza, którego 
Adam znał z Drezna. Jeszcze nie rozchwiały się nadzieje 
rzynnćj pomocy państw zachodnich, głośne wystąpienia dzien- 
nikarzy i mężów stanu za interwencyą w Polsce napełoiały 
szpalty gazet, ale nad Sekwaną Adam prędko został rozcza^ 
rowany, tak co do rządu francuzkiego, Jak i co do opozycyL 
„Ja oba te stronnictwa, pisał do Lelewela, mam za zgraję 
egoistów zdemoralizowanych i nic na nich nie liczę. Fran- 
cya, podług mnie, są to Ateny za czasów Demoatenesa, będą 
wrzeszczeć, odmieniać mówców i wodzów, ale się nie ule- 
czą, bo rak toczy ich seica. Czy znasz dzieła Lamennais? 
Jest to jedyny Francuz, który szczerze płakał nad nami, 
jego Izy były jedyne, którem widział w Paryżu." ■) Lamm- 
nais wydawał wówczas dziennik tAfenir. „Niech bohaterska 
i szlachetna Polska, pisał on I-go Lipca, na zawsze dn^ 
naszym sercom, tak wielka w naszem uwielbieniu, tak święta 



') La Paloifiie lHartyr, str. VII. 

*) .Mam MickieKict sa vie, son ainre, Paryż 1888 str. 

») Korespouditicya Adama Afickienicza t. L str, 99. 



— 155 — 

w naszych wspomDieniach, wie, źe to nie my opuściliśmy 
starych naszych towarzyszy broni, nie my winni jesteśmy 
krwi jśj dzieci : spadnie krew ta na innych, piętnując ich 
wiecznym znakiem hańby i przekleństwa." ') 

Pola dzi^nlności dla siebie w Paryżu nie widząc, 
Adam postanowił na Drezno udać się do Księstwa Poznad- 
skiego. „Mamy tutaj, pisali do Rządu narodowego I-go 
Lipca 1831 r. Kniaziewicz i Plater, od pewnego czasu pana 
Mickiewicza, a od kilku dni Antouiego Góreckiego, ktńry 
chciał się udać z Litwy do Warszawy, a był zmuszony za- 
kręt zrobić na Londyn i Paryż. Obydwaj wyjeżd^ajij wkrótce 
do Warszawy. Ostatni jest deputowanym litewskim i dajemy 
mu na koszta podróży, pod warunkiem zwrotu." Patryoci 
litewscy wyprawili byli Góreckiego do Warszawy, ale nie 
mogąc przekroczyć kordonu rossyjgkiego, popłynął był do 
Londynu, aby przez Francyą i Niemcy przedostać się do 
miejsca przeznaczenia. *) 

W ostatnich dniach pobytu nad Sekwaną, Adam nową 
poniósł stratę nad Newą. „W dniu 13/25 Lipca, pisze Dr. 
S. Morawski w swych pamiątkach, Marya Szymanowska, 
Jeszcze przed chwilą w oczach moich zdrowa, wesoła i hoża, 
nie przeżyła kilku godzin srogićj męczarni, znoszonćj z dzi- 
wną odwagą i niepodobną do wiary spokojnością." Zgon 
jćj pociągnął za sobą uwięzienie Malewskiego,*) który chcąc 



') Oiaires eomplitti de Lametmais tom X. strona 368 Paryi 
1836—1837. 

') „1-er Juillet 1831. Nous avon8 ici depnis <[uelque temps 
M. Mickiewicz et depnia quelques jonrs Antoine Górecki, qnŁ vou- 
lait se rendre de Uthumiie ii Varsovie et a ćt^ obligś de faire la 
dśtour de Londrei et de Paris. lU parteot tous denx incesBamment 
pour Varsovie. Le premier est di^putć Uthuanien et nous lui aYancons 
lea fraie de ronte, aauf k restitution." (Z archiwu poselstwa pol- 
skiego w Paryin.) Wyrary podkreślone są pisane szyfrem. Wyraz 
premier przez pomyłkę sekretarza trzymającego pióro napisany za- 
miast le leeond. 

•) O tym areszcie doniósł rodzicom Fr. Malewskiego Ignacy 



— 166 — 

Obywatele Księstwa wyr]'wali go sobie, starali ^f za- 
trzymać go jeszcze dłużćj, radząc mu, aby poznał w&aystkie 
wybitniejsze osobistości tćj dzielnicy Polski, a byli i tacj, 
co pragnęli, aby sobie w Poznańskiem upatrzył żonę. „Wsp<K ' 
minf^ Grabowski, pisała do Mickiewicza Józefa Bnińska, ii 
dopiero za parę tygodni jedziesz do Drezna, £e myślisz 
osiąść we Wloszecli, niech to nie bgdzie na zawsze. Są ta 
rodziny, któreby sig cblubiły, byś do nich należi^; a może 
choć nie zbyt powabne, ale mile, rozsądne i czułe, choć nie 
bogate może, nie ubogie, twoje losy dzielićby przyszły córki 
nasze i nic sprawiłoby ci to żadoćj śmieszności. Hało mołe 
poznałeś te okolice, nie było tu tych, ktiJrzy ciebie n^lepi^ 
pojąć zdolni, a tak Czapski, jeden w świecie Wallenrodem 
twoim w nąjlepszem znaczeniu być zdolny. Staraj się go 
poznać w twoich podróżach, zrozumiał dawno twoje serety 
wzniósł się jeden tylko może ku twym chlubnym marzeniom. 
Nie poznałeś Seweryna Mielżyńskiego, Karola Marcinko- 
wskiego, ci trz^j braćmi i najpoczciwszymi synami utraconej 
matki, poznaj ich, ufaj im, nie będziesz w ich towarzystwie 
daleko od swoich." W tym samym liście znąjdiyemy echo 
rozpraw o przywódzcach powstania ; rozpoczgte w Księstwie 
tak hucznie i żarliwie, przedłużą się całemi latami na emi- 
gracyi. „Gdyby nie choroba dziecka mego, pisze pani Bnin- 
ska, byłabym się starała widzieć jeszcze Pana w domu Po- 
niuskich. Podług wyrażeii towarzyskich honor i zaszciyt 
dU mnie, iż mnie odwiedzić raczyłeś a podług nczucia seret 
powiem, iż mię tą uprzejmością uszczęśliwiłeś; przywitałeś 
nas od dawna do siebie, najgodniejszy z ludzi, i broniłeś iSt- 
tuszewicza, boś utworzył Wallenroda. Ja poznałam panów 
Żabów, którzy mi o nim nie zbyt chlubnie mówili, mote to 
było uprzedzeniem z mojśj strony przeciw Matuszewiczowi." 
Wincenty Matuszewicz, wziąwszy w niewolę Moskałów, któ- 
rzy wyrżnęli byli mieszkańców Oszmiany, pastwiąc sie nad 
kobietami i nad dziećmi, strasznie się z nimi obszedł 0; 



■) „15-go Kwietnia Wierzulin wpada do Oasmiuiy, Indautt 



;o na emigracyi toczyły się z tśj przyczyny spory, jak 
iko rozciąga się prawo odwetu. 

Oskarżenia namiętne są nieodłącznem następstwem 
Ikich klęsk narodowych. Świadkowie straconćj sposo- 
ści uratowania ojczyzny, uczestnicy błędów i uchybień 
sprawie najświętszej fatalnych, wyszukiwali i piętnowali 
owajców. Stefan Garczyński 25-go Października pisał 
Odyńca : „Ja żyw zostidem. Przecież, gdybym byl wie- 
il, byłbym śmierć przymusił."') A 5-go Listopada do- 
i: „I^ieszczęście nasze ogólne cięży prawda na sercu 
1 umyśle, ale nie ono życie mi podkopuje. Poznałem lu- 
! Ohydni, ohydni t"^ Przez to samo, że udzii^ w osta- 
j walce nie brri, Mickiewicz pobłażliwiej s%dził jćj ucze- 
ików, ale za to martwiły go waśnie, których był ńwiad- 
n. W pożegnalnym, wyżśj przytoczonym liście, Józefa 
liska pis^a do niego: „Spostrzegłam w twych wyrazach, 
wćj mowie rozjątrzenie 1 boleść ; jeżeli się zobaczymy, 
::h cig weselszym ujrzę, pozwól mi, bym sercem matki 
siła Boga, by ci w twoich podróżach pobłogosławił, by 
dy smutek od ciebie oddalił, Niech ci w każdćj chwili 
ykrćj przyjdzie na pamigl^ że niebo darząc cię tak wyi- 
ni zdolnościami, jeszcze cię szczęśliwszym uczyniło, dając 
posobność twemi pismami uczynić ludzi lepszynu. Moje 

mi ei<; do kościoła, Moskale dzieci wbijają na lance, gwałcą ko- 
y, w godzinę pada czterysta ofiar. W Wilnie sprzedawali ty- 
L uBzy i palce kobiece jeszcze ozdobione kolczykami i pieiicion- 
li . . . Matiiszcwicz, wz.iąnszy w niewolę kilkudziesiociu tych 
jcćw, jeszcze zbrukanych krwią dziecinną, uznał potrzebę dać 
azny przykład i kazał odrzeć im akćnj z rąk, zawiązać za grsbie- 
I jak rękawy, i odeałał ich do nieprzyjacielskiego obozu, Bkrwa< 
lych i obitych. Srogi ten odwet, sam przez aię okropny, Bkntek 
-awiedliwit i barbarzyńcy, z przestrachu losu, ktJjry ich apotka, 
li dostaną się do niewoli, zaniechali swoich okrucieńatw." (fff- 
e de la RevoUition de Pologne depuis 1815 jusgiim 183S przes 
Iwika MieiodawBkiego, Paryż 1838, t. IJI, str. 50.) 

■1 Wspomnienia : przeszłości przez A. E. Odyńca str. 39Ł 

•> Ibid. 39.'). 



dzieci niejedno ci chlubne uczucie winne bgd) a tw^ prze- 
strogi im tu danćj ściśle się trzymając, nie zapomną." 

Ośm miesięcy Mickiewicz przepędził w Księstwie Po- 
znańskiem. Jak w 1824 r. oddalił się bezpowrotaie z Litwy, 
tak w 1832 r. pożegnał Polskę na zawsze. 

Stefan Garczyński uprzedził Mickiewicza w Dreme. 
Adam zastał tam i Odyńca, który dowiedziawszy się o re- 
wolucyi listopadowt^j w Londynie, puścił się do Drezna 
i czekał w tem mieście, jaki obrót wezmą n^padki w Pol- 
sce. 7-go Kwietnia 1832 Odyniec pisze do Korsaka: „Przy- 
był do nas Mickiewicz. Mieszkamy naprzeciw siebie przei 
ulicg. Zdrów jest i pracuje. Tłumaczy Giaura. Wczorq 
spowiedź jaź zaczął, widzisz wigc źe niedaleko końca.. Mamy 
tu prawdziwe Poeu Corner jak w Westminsterze. Obok mnie 
mieszka Garczyński. Piękna, wielka dusza, talent znako- 
mity, charakter nieskazitelny i sam młody, piękny, melan- 
cholijny, romantyczny. Wczoraj przybył zacny nasz przj}t- 
ciel pan Antoni (Górecki), zapewne, że także blizko nas 
gdzieś zamieszka. Zegota jeden nocuje nieco dalćj, bo dm 
i wieczory przepędzamy razem, ale nie możemy go namiwif, 
aby się do nas mieszkaniem przybliżył." ') 

W Dreźnie odebrał Mickiewicz list od Szymona Cbln- 
stina, który pisany 2S-go Listopada 1831 r., doszedł go po 
kUku miesiącach. Szymon wielki pessymista, wyrażał Ada- 
mowi 2al, że nie zginął w Polsce: „Byłby to los godzien 
ciebie. Życie dla nas to tylko wybór śmierci. Mi^eś pię- 
kną sposobność śmierci, straciłeś ją. Smutno." *) Ale Adam 
nie podzielał zdania Szymona, że życie nam dane na to 
tylko, aby je jak najjaskrawićj zakończyć. Nie wiemy, ay 
to byt pierwszy wyrzut, uczyniony poecie, za niewrięde 
udziału w powstaniu 1831 r. Lecz gdy przyjaciel Ho^ 
ż^uje pessymistycznie, że Adam nie zginął świetnie, pewne 
głosy polskie dotkliwsze nań miotają pociski. „2e, pisie 

' >) A. E. Odytiiec przez Adama Flugfl. Sloty Nr. 1061 b XLI. 
*) Morespondencya Adama ASickietmcza Ł III. att. 14^ 



— 169 - 

Wojdech Cybulski, pojmował Mickiewicz wojnę za wolność 
teoretycznie nie pralitycznie, to stwierdzają jego ^owa do 
bawiących w Dreźnie emigrantów, czyniąc im wyrzuty, że 
Icpi^, aby się byli zagrzebali pod gruzami murów Warszawy, 
aniżeli wyszli za granicę. „Rzeczywiście tak powinni byli 
Dczynić, odpowiedział mu stary wojak, aby Pan miał jedng 
ruinę więcćj, na którćj siadłszy, z boleścią mógłbyś opiewać 
naez upadek." ') Prawdopodobnie w Dreźnie tćż dopiero 
odczytał Adam namiętny wiersz posądzający go, jak pó- 
źniej Cybulski, o teoretyczny tylko zapał. W tjm wierszu, 
ogłoszonym późnićj w dziełach autora ^. Manrycy Gosław- 

1) Odczi/U/ o poetyi poUWj i. 11. str. 16a Poznań ISTtt 
•) Po prsytocMnin ustępu z WaUenrada zaczynającego eię od 
wienia: 

Gdybym byt Edoloy nła«ne ognie przelać, 

Goslawski tak przemawia do Mickiemicza bawiącego ni Rzymie pod- 
CTits fcoftoj narodomej: 

Pierworodne natchnień dziecięl 

Wyniosły synu swobody 1 

Gdzie ty, gdiie ty wieszczu miody? 

U nas dziś tchnienie swobodne, 

I^ersią pełne włada życie, 

2ycie górnych pieśni godne. 

A ty winny, dotąd grzeszysz. 

Odetchnąć niem nie pospieszysz! 
Bptesz — posą^ diwn^j stawy. 
Co wjelkojcią błyszczą cudzą, 
Bnym, mumija przeszłości, jak stary mie^z rdzawy 
Już zamierzchły — nie widne z pod wieków kurzawy 

Jul ognistych natchnień falą 

Piersi wieszcza nie zapalą, 

Górnych pieśni nie obudzą. 
Spiesz — niejeden mąż by moie, 
Z ty(^, nad kt/trych się dziwisz posągami, 
Bzucił twarde śmierci lote, 

I za wieńce Polski syna 

Odd^ wieńce Rzymianina, 

B; w szeregu stanął z nami. 



Gki^) gromił poetę bez względu na. przeszkody zewnętrzu 
i na proces duchowy, który się odbyw^ wtedy w Mictfe- 



Spiesz! my dumni naszym rodem, 

TutAJ każdj: Wallenrodem. — 
Spiesz — tcD Rzym podeptany gnuśną nogą pop», 

Co przeszłością świat zdumiewa; 
Ta cala wielliość jego — ta śpiąca Europa, 

Nie warte jednej utauslciśj śpiewki, 

Którą wolna dusza śpiewa; 

Nie warte jednfij polskiej chorągiewki, 
Co w wolnćj dłoni powiewa. 

Po co Riymy? po co wielu? 

Po co gdzieś na brzeg daleki 

Iść bić poktoD cudzym bo^om? 

Słyszysz wieszczu I jak do kola 

Jednym głosem ziemia wota: 

Pokłou Polsce, i/merć jej wrogom! 
Ona jedna z mieczem w dłoni, 
Z męczeńskim wieńcom na skroni. 
Znieważoną ludzkość broni! 

Polska — kilka piędzi piasku! 

J^j obroijców szczupłe roty. 

A jakii Rzym zdoła w blasku. 

Jakie ziemie, jakie czasy 

Dzisiaj z Polską śmią w zapasy 
Iść o wielkość i o cnoty? 
Wieszczu czczony! coś umiał ognistemi słowy 

Do serc Ijraci twoich strzelać, 
Coś umiał włai'nc ognie w bratnie piersi przelać, 
^Vieszczu! świat twojćj myśli, jak łysk piorunowy, 

Zajaśniał ci pr/.cd oczyma. 

Czemuż na nim ciebie niema? 



') Wodziński pisał do Bohdana Zaleskiego o tycli peKZytc 
uiana polskiego: „Nie wiem, jak wyrzeozesz o moim estetycznym ^ 
dzie, ale ja tam nie dostrzegłem, mimo najlepszćj chęci, źdźbła ucn 
cia poezyi, interesu, a nawet sensu. Sądzę, ie ty i Adam mu) 
prawo, a nawet obowiązek powiedzieć autorowi, £e polaka epotea 
ność może się po nim spodziewać wiele dobrych i poiytecznyd 
rzeczy, ale nigdy i nigdy poezyi." 



iczu, a którr nie mógł być wszystkim znany. To pewna, 
e wbrew twierdzeniom nie tylko ngdzoycb pamfleciarzy, ale 



Uiaiiehyi iyda jego jeden nie podzielać ? 
Zmutwf chetań I w jego powiciu 

Tfś ma nucił, jak dziecięciu, 
Śpiewaj dziś jego młodości lyciu, 

Utul go w twojem objęciu: 

Dowiedź i pieśnią i czynem, 

Żei tćj wieikićj ziemi synem! 
Niechaj cię wróg j6j pozna i w pieśni i w cięciu I 
Po rodzinnych bagnach Utwy 
Kr«w SIĘ leje — i litłriny 
Na morderczych polach bitwy 
Dowodzą, te są jćj ayny. 
Na wieszczej piersi Bohdana, *) 
Co natchnieniem tak d blizka, 
Na pierai, oo nieskalana, 
Widziszf złoty krzyl połyska? 
Ten krzyl słneznie ją nzdobit — 

W walce za kraj, pieśni męła 

Jest ponury azozęk oręła. 

Wielkość przodków — duma własna, 

Jest natchnienia tęcza jaena. 

Wieszcz bagnetem laur zarobił. 
Zbudzony tó] wieści echem, 
Spiesz — dalekie rzucaj Rzymy, 
Spiesz — bo jeśli zwycięiymy, 

Watyd będue bez zasługi polskim tchnąć oddechem. 
Jejli padniem pod gruzami. 
Wieszczu I wtedy w dniach bole.4ci, 
Nie wart grobu dzielić z nami, 
Kto nie dzielił krwie i części! 

18 Czerwca 1831 r. Warszawa. 

(Poezya Utana polskiego poświecona Polkom. 
M. G. w Parytu. 1833, str. 10—14.) 



■) 36Ut Bohdu Złinki — pcett — podporacinili \-gt> pultu it 
- potnij V3ik u Bdm Mrodowj, aidabionr riotrm knjłemi (-'ii**' 



— 172 — 

nawet głośnych krytyków, wieszcz wiccćj przederpid u 
ustroniu, oiż gdyby cidą był odbył kampanią. ') Nieznueni 
boleść jego wylała się w pieśniach tak rozdzierąjącycli, jik 
mgczeAstwo narodowe, które je natchnęło. Rok 1831 me 
był dla Mickiewicza czasem wypoczynkn i dobierania 17^ 
mów, czego nie pojął Gosławski, gdy w przedmowie sw(g^ 
pisanój I-go Kwietnia 1832 r. tłumaczy z zjadliwa ironią, 
f.e „wielu 2 śpiewaków naszych, ci zwłaszcza, którym bum 
i jęki narodowćj wojny, świetność naszych zwycięstw i żałobi 
upadku, nie mogły przerwać spokojnych zatrudnień poety* 
nych, mogli bez wątpienia w domowem zaciszu dać pismoa 
swoim cechę wy2szćj doskoii^ości." ') O stanie moralnjn 
Mickiewicza świadczą dzieła jego pisane lub rozpoczgte 
w Dreźnie i listy. Do Lelewela pisf^ 23-go Marca 183S r.: 
„Bóg nie pozwolił mi być uczestnikiem jakimkolwiek w tik 
wielkiem i płodnem na przyszłość dziele. Zyjg tylko nt- 
dzieją, 2e bezczynnie ręki na piersiach w trumnie nie do- 
żę." '*) Widział jakby niełaskę Bożą w fekde, 2e nie miłt 
szczęścia wzięcia udziału w tćj świętej walce. Przeznaczdk 
go Opatrzność do cięższych prób ni2 służba wojskowa. Frud 
powstaniem i podczas walki był zbot^ i posępny, toru 
wśród ogólnych waśni czuł się pełen natchnienia i wiaiy. 
Za czasów Nerona chrześcianie na widok szaleństwa Cennt 



') „Aoi huk Bimat, ani glos redosay natoda om chwilę aa 
potralil wyrwać Mickieincza z letat^. Uickiewicz dnonutl w Sty- 
mie, albo romaDeował w PoEDaiiikiem, nie mógł wjdobyć ze swojĄ 
(luBzy ani jednego patry etycznego pienia," iMicktemict odibmitmf 
i luniańKczyzna str. 11 Paryż 1814.) Wojciech OybuUki, •proiamat 
uniwersytetu wrocławskiego, z niemniejazą goryczą się wynJi: 
„Mickiewicz oie stanął na placu boju o wolność, błądził po gąJKli 
pomarańczowych i cytrynowych we Włoszech, albo ugantiU ką a 
niewieścieiui miłoBtkami w Kai^stwie Poznańskiem." [Odczyty o ft- 
eaji t. II. 8tr. :jU.) Lichy paszkwil Gołębiowskiego obficie b^ 
zużytkowany przez Cybulskiego i czc»to czerpie w nim i dzinąsn 
krytyka! 

*) Poetye Maurycego Goaławskiego str. VL 

') Korerpotutmcya Adama Miekitwieza t- L str. 98. 



— 173 — 

wątpili, 2e to s) ju2 ostatnie podrygi pogaństwa, a wie- 
V potrzeba było i oceanu krwi mgczeńskićj, aby zatknąć 
yż na pomnikach Rzymu. I Mickiewicz, przepowiadając 
liccie caryzmu nie mógł ściśle oznaczyć, za ile lat i po 
ich klęskach chorąfpew polska powiewać będzie nad rui- 
mi moskiewskiego wszechwładztwa. Nastrój religijny poety 
owym czasie nie był wyjątkiem, prawie wszyscy jemu 
tsi poUadali swe nadzieje na sprawiedliwości Bo2ćj i na 
lach Jego miłosierdzia. Odyniec pod wpływem Midciewi- 

pisał do Korsaka 19-go Maja 1832: „Teraz dopiero 
zynam widzieć i iywą duszą pojąłem prawdziwy cel 2ycia, 

nie ziemski, ale do którego wszystkie ziemskie są tylko 
polami, a celem tym jest Bóg, a środkiem dojścia do 
go — uszlachetnienie duszy. Oto masz małą sztukę 
!zyi. Mickiewicz t^ sztuczkę bardzo ceoi, jest chrześcija- 
em wielkiej wiary, a bez nićj nikt nie będzie ani wielkim, 

n2ytecznym, ani szczęśliwym. Górecki utrzymuje, że bez 
dugi przed Bogiem nikt dobrych wierszy nie napisze."') 

Błogodawione były to miesiące twórczości. „Mickie- 
■z zacz^, opowiada Odyniec, od wznowienia przekłada 
tura, który kiedyś przed laty rozpoczął był w Kownie, 

gdy doszedł do spowiedzi Maiajora^ modląc się raz w ko- 
sie, poczuł, jak sam się wyrażał, że „jakby bania z poe- 
\ rozbiła się nad nim," zaniechał więc tłumaczenia, a wziął 

do kontynnacyi Ssiadów." Nim Mickiewicz przystąpił do 
anią nowych Dziadom, w których miłość ojczyzDy pochła- 
i wszelkie inne uczucia, i^rzał po raz ostatni we śnie Ewę. 

Jaki^ vidzi^em na albańakiój górae, 
W bi^6j ankieDCe i abraD% w róże. 

19, mu oświadcza, że poleci na Łitwg szukać jego przy- 
iół: 



E A. Fluga. Kłosy vi nr. 1031 tom XLL. 



Znajdę ich, leżą w grob&eh i po kościołach. 
A gdy poeta się przebudził: 

Łzy jeszcze płynęły, 
Ccato po licach i jeszcze wionęły 
Snieżym zapachem i Włoch j&śminu 
I gór Albaiiskich i rOż l^alatynu.') 

Po tym śnie Drezdeóskira w nocy ^3-go Marca 1832 r^ 
Adam zaczął pisać trzecią część Dziadów i odczytywał chę- 
tnie urywki bliższym swym przyjaciołom. O tym poanade 
Mickiewicz powiedział: „Z /^ziac/aw cłicę zrobić jedyne dńdt 
moje warte czytania."*) Miały to być dwie świąljme: 
D^iaihj Gustawa poświęcone osobistym cicrpieoiom, Daaii 
Konrada — narodowym. Z litewskich SziadÓMt szkic pa^ 
wszi^j części odnalazł się, drugą i czwartą część o^od^ 
a nie dostające części, według słów autora do panny Ju- 
nisch"), dokończone w rgkopiśmie zniszczył, Z emigra^j- 
iiycli Dziadów autor tylko część trzecia ogłosił, qos3 dq 
z myślą poprzedzenia tćj Łrzeciój części opisem porozbioro- 
wycli katuszy Polski, a w dalszych częściach przystąpić do 

') Dzieł Adama Mkkiemcza t. Y. itr. 12 i la Uoie 
o tym śnie, niedol^ładnie zapamiętana, jeit źródłem 
Udyńca jakoby Adam napisał w Dreźnie w ciągu tygodni* «!( 
czę<^6 liziadón', obejmującą pobyt jego w Bsymie, a któr^ nie po- 
kazał zgoła nikoma. ( Wspomnienia z przesztoid Htr. 401). Wydajt 
się n:iin to wbrew przeciwnem ówczesnemu duohowemn nastrojowi 
poety. 

') Karesimiideitcya A/liima Mickiewicza Ł I. atr. 148. 

>) Żijmoi Adama Mickienieta t 1. str. 271. Z twierdzeaii«K 
panny Jaenisch zgadza się po części opowiadanie Łsonatdk 
Chodźki w artykule o Adamie w t. III. (atr. 594—591^ daab: 
Siograpliie Uitiverselli: d portutii-e des conttmporains (Paryi 1890 r,} 
„Pierwsze wydanie, pisze Chodźko o wydania wileńakiem poecji 
poety, zawiera poemat w czterech pieśniach: Dziady; dwie tylko 
wyszły w tomie drugim dziet jego, cenzura nie zezwoliła na ogło- 
szenie dwóch następujących." Może Mickiewicz, po tych trudno- 
ściach cenzuralnych, odczytawszy swoje wiersze, rzadł jo do ogai^ 
co nie miałoby nic dziwnego, ponieważ był aurowym sędsią dla 
własnych utworów. 



— 175 — 

świeższych Mikolajowskich okrucieóstw. Byłby objął tym 
sposobem „całą historyą prześladowań i męczeństwa naszćj 
Ojczyzny. Sceny wileńskie są wstgpem do więzień peters- 
kich, katorżnćj roboty i posilenia a Sybirze. W jednćj z na- 
stępujących części wprowadzę niewolnika konfederata, który 
w zamku petersburskim przesiedziawszy całe tycie, doczekał 
roku 1825 i opowiada nowym towarzyszom wigzienie Ko- 
icinszki i Niemcewicza."') Adam prosił Niemcewicza o udzie- 
lenie mu szczegółów o swoim ówczesnym pobycie w f^rieposti. 
"Wstępu tego, któryby stanowił pierwszą i drugą część no- 
wych Dziadów, autor nie doprowadził do końca i spalił 
w 1841 r. 

Skarb cierpień wileńskich nosił Mickiewicz w duszy od 
I-go Listopada 1823 r., to jest od dnia, w którym Gustaw 
odrodził się Konradem. W chwili klęski dziejowej, skarb 
ten wystawił na ołtarzu ojczyzny, jak w czasie zarazy wy- 
stawiają relikwie po kościołach dla przebłagania Boga i po- 
lG'zepienia nieszczęśliwych. A brzydotę dusz katowskich od- 
malował jak w obrazach dawnych mistrzów szyderczy uśmiech 
potępieńców uwydatnia anielski wyraz ich ofiar. Mickiewicz 
wywiózł z Wilna wiarę, która go pobudzała do zgłębiania 
tajemnic, będących pod strażą kościoła. Potwierdziło go w tym 
kierunku cudowne przebudzenie się Polski w 1831 r., a gdy 
sprawa narodowa runęła, c^y kraj znalazł się narażony na 
te same pokusy co Konrad w więzieniu. Nigdy Mickiewicz 
tak wysoko nie sięgnął, jak w improwizacyi trzecićj części 
Dziadów. Śmiał upomnieć się u Uoga o Polski katusze, 
zmierzyć się, iż tak powiemy z samym Bogiem i Bóg mu 
nie tylko przebaczył, lecz jeszcze wynagrodził go miłością 
wielkiego narodu. Oby to było zapowiedzią łaski niebios 
dla narodu. 

Oprócz trzeci^ części Dziadiw^ Adam, pod wpływem 



>) Xorespotulenq/a Adama Miekiermeza Ł II. str. 187—188. 
*) Kiedyś p. Bnrgand des Moreta, tłumacz Dziadów, zapy* 
tftwssy Mickiewicza ile czaau wymagają ntwory poetyckie: „Czas 



opowiadańpowslańczych, napisał w Dreźnie: Redutę Ordona'), 
Ifocleg, Śmierć pułkomnika, Pieiu iołnierza. Reduta Ordna, 
to nspani^e loe Yictoribm: 

Bóg wyrzekł elowo stan sic, B'Sg i -?<" wyrzi 

Niemcewicz, który pod względem formy siggał jesioa 
Stanisławo wskicb czasów, zachwycał się duchem utworó* 
Mickiewicza, ale gorszył się nowością wyrażeń: „Czytała 
pisał on do ksigcia Czartoryskiego 20 Października 1S3S r^ 
Kedutę Ordona; zawsze widzę w Mickiewiczu gieniusz poety- 
czny, ale czasem brak gustu; admirując, nie lubig maka- 
ronizmów. Czemu nic działabiinie zamiast reduty ; ły^at 
wśród kolumny; palisady zamiast ostt-okoły — cenerat, tunett 
— wszystko nie polskie. Ale proszę mu tego nie mówić, 

V tein nie ma, odpowiedział mu Adam, żadnego zuaczcnik, n 
tko zależj od siły natchmenia, monolog Konrada napisałem 
dnćj nocy.* (Z opowiadania p. Burgaud dea Marets 
synowi Mickie wicia.) 

') ['roił sobie p. I^onard Niedżwiecki, te Reduta OrikM 
jcBt pi^ira Garczynakicgo, nio Mickiewicza i od czasu do CKaan wy- 
rywa ai>; s teni oiensiBadnlonem twicrdseniem w rófnych pj 
polskiclł. Sama olbriymia różnica formy w jioeiyacb Adama i Oa- 
czjimkiego, byłaby dowodem doatatecznyin, a przypuszczenie, tt 
Adani okradł najlepszego przyjaciela e promyka należnćj mu chwaiy, 
upada samo przez się. Oiy-ginal wiersza: Reduta Ordima, ręką 
Adama, znajduje »lę w jednaj bil)liotece we Lwowie, bmlioD % po- 
prawkami autora jest w naszem posiadaniu. Ignai^ Domeyko 
opowiadał mi, że wszedł do pokoju Adama w Dreźnie, gdy ten 
kreślił ostatnie słowa h') poezyi i odczytał mu ciitą, nie czekaiąe 
aż wyschnie ntrament. 2e powstała z opowiadania Garosytisldc^ 
to Mickiewicz wypiiwiada w dopisku, gdzie z t^j przyczyny awaia 
wiersz len za wspólną jego i przyjaciela wtasno^c'. {Dzielą Ad^mt 
Mickiemcza t. I. etr. 209.) W Uście do GarczyAslciego z końoi 
Maja 1S33 pisze o wydaniu drugiego tomu dzieł Stefana: „Podobno 
dodam na końcu Redulf Ordona." {fCorespondencya Jdanta Mickiem- 
cza t. I. Btr. 119.) A Barn Gatczyński z Bazylei 17 Czerwca 183J 
pisze do Tumy: „Do drugiego (tomu) przyłączył Mickiewicz awi^fl 
Redtttfi Ordona." (Korespondcncya Adatna Mickiewieza wydanie 1873 i; 
t. II. str. :»3.) 



«■- 



— 177 — 

irritabile genus vałum. Namów go W. X. M., by zamiast 
adom oapisał poema ostatniej walki naszćj i srogich zemst 
ikiewskich, wielkie pole ! Przesiedlenia, matki, dzieci, 
eryjskie dzicze. Citr non sum qualis eram."*^) Mickiewicz 

pisał, jak sobie tego Towarzystwo Warszawskie przyja- 
■ nauk mogło życzyć, a!e Językiem żołnierzy 1831 roku 
iv,ai ich czyny, oddając i zapał ich i nastrój duchowy 
estników tćj walki. W Noclegu, nie jest to już nutaEoer- 
Ei wzniecająca jedynie nienawiść ku wrogom. Wódz pol- 

wziąwszy w niewolę podłego Francuza, który w shiżbie 
ikiewskićj, 2one jego zarżnął, a dzieci spalił, na wieść 
wycięztwie Skrzyneckiego wypuszcza go na wolność: 

Jam dziń karać nikogo nie zdolny. 

Nie mógł Mickiewicz nie zaśpiewać nad grobem Emilii 
ter, t^ Grażyny w mundurze powstańczym.*) PieiA ioł- 

■) Zywoi Niemcewicza przez ka. Adania Czartoryskiego Btr. 39 
i« ISGO r. 

*) Przykład Adama zachęcał jego braci w Apollitiie. Ody- 
: tef pisywał patryotyczne wiersze, z których podamy jeden, jako 
nrięcon; Emilii Plater; i o Mickiewiczu jest tam mowa, a znalazł 
n papierach po i. p. Fraociszlcu Mickiewiczu, z kf^rego opowift< 
ia moie powatcJ: 

Smug kowieński 
( Zdarzenie prawdziwe.) 

W polu Bzerokiem i polu warownem 

Dirodziesty piąty pułk stal pod Kownem, 

Przed Karmelitów bosjeli klasztorem 

żołnierz trzy konie trzyma) wieczorem. 

Trzech oficerów wyezto z klasztoru. 

Jeden adjntant, widać z obioru. 

Starsi być muszą, z którymi jedzie, 

Bo sam im konie za cugle wiedzie. 

Bo sam im na koń eiadać pomaga. 

Jechać tak samym wielka odwaga . . . 

Pomyślał b^nierz — bo wie jak blizkie 

W kolo pikiety stoją kirgiskie. 
tt^nt Aiana INctfoMcio. Tom II. 13 



nierza oddaje te skargi wiamsów, którym Adam pizy^ 
wd się przez tyle tygodni: 

Wstaję, a ja w Fraekićj ziemi, 
Jak tam lepiej leżeć w błocie, 
W chjodzie, głodzie i d& stomie, 
Ale w Polsce, między awemL 

Zwrotka ta miała być nuconą kilkadziesiąt lat u 
czyznie t 



Ooi na lewo pędzą z obozu 

Do kowieńskiego jadi) wąwozu, 

Jeden ■/. nich widzieć chciał go koniecznie, 

Nie dbał, ni słuchał, że niebezpiecznie. 

Wyprzedza drugich, słowa nie gada. 

Patrzy ku niebu, twarz jego blada. 

Twarz jego piękna, dziecięco-mtoda. 

Słychać mtyn micie, ezunii w nim woda. 

Przed młynem wszyscy zsiadają z koni. 

Wszystkie adjutant wiedzie w awśj dłoni, 

Wiąże u płotu — drudzy dwaj wodze 

Niepewni drogi, stojii na drodze. 

Młodszy z uimieciiem pogląda wkoto, 

Śmieje się wdzięcznie, patrzy wesoło ; 

Starszy dumając, patrzy ku ziemi, 

Z rękami na krzyż założonemi. 

'Witam cię w imię wieszcza doliny, 

•Siostro! dziedziczko męztwa Graiyuy, 

'Imię twe w dziejadi Polski i Litwy 

•Brzmieć będzie wiecznie, jak pieśń śrtfd błtwy.> 

Tak rzekł adjutant. Ale rycerza 

Myśl jakaś ciężłca spadła na serce. 

Łza mimowolna spadla z oblicza: 

<T^ś jest przyjaciel, brat Micldewicza, 

łJeśli go jeszcze kiedy obacz^^HZ, 

iGdy sobie o mnie przypomnieć raczysz, 

•Powiedz, że jedna dziewczyna młoda, 

łGdy przeczytała pieśń Wallenroda, 



— 179 — 

W Dreźnie towarzystwo polskie bardzo było liczne, 
rodzin Etale Łam mieszkało : Pani Ewa z Eoszutskicb 
zycka, państwo Józefostwo hr. Łubieńscy, pani jenera- 
Dąbrowska (wdowa po Henryku), księstwo Sapiehowie, 
na Kossakowska, państwo Komarowie, hrabianka Aniela 



•Wzięta broń w rękę, nie ieby słynąć, 

•I«cz by za Polskę nalc^yfi i zginąć. 

•Wiem, że niejeden za złe to widzi, 

•Wiem, że niejeden ze mnie dziś szydiL 

<Możc, gdy umr;, pod tą potwarzą, 

•Juk Orlcanki pamięć znieważą. 

•Lecz serce moje Kg widzi w niebie. 

•Od mnie, jak ojciec, przyjmie do siebie. 

tOn mnie choć ztamtąd ujrzeć pozwoli 

•Moje Ojczyznt>, wolną z niewoli, 

•A żadna z Polek, żaden z Litwinów, 

•Wiem, że z mych szydzić nie będzie ozynćn.* 

Sttnmione tkanie glos jfj stłumiło. 

Lice się ogniem zarumieniło. 

Na ustach tylko driaty modlitwy 

Za wolność Polski, za wolność Litwy. 

Adjutant, Litwin, czułe miat serce. 

Pad) na kolana przy bohaterce. 

On się nie wstydził, że czuł, że szlochał. 

Nigdy on tyle Icraju nie kochał. 

•O Polako nasza, Litwo kochana! 

•Bóg cię wyzwoli z jarzma tyrana 

•Padnie przed lodem moc jego wszelka, 

•Odzie w piersiach niewiast dusza tak wielkal 

•Pdld litewskie oerca w Litwinach, 

•O PlaterfSwny męzlwie i czynach 

•Z czcią mCwić będą ziomkowie ziomkom, 

•Ojcowie dzieciom, dzieci potomkom. 

•Bóg go na siostrach, na córkach skarze, 

•Ktoby śmiat na cię rzucać potwarze, 

•Niech nie doczeka Polski zbawienia 

•Ktoby nie aczcił twego iiuienia.> 

1-2* 



Czacka. Spotkał tam Mickiewicz jedne przedstawideD 
terackiego warszawskiego świata, panią Klementynę i 
skich Ho&nanową. która pod datą 23-go Marca UZi 
sDJe w swoich Pamiętnikach: „PozDałam dziś Micfcie* 
Zastał nas przecieJ i bawił przeszło godzinę; zupełnie* 
wiedział mojemu oczekiwania. Młody, twarz wyrazu p 
mówi m^o, ale dobrze i z uczuciem. Ubiór schludny, i 
niedbany, w oczach iskra gieniuszu ; w całym akładzieji 
pewność a nie zarozumienie."" ') Ale z drezdeńskich a 
mości w uwielbieniu Mickiewicza pierwsze migsce B| 
Klandyna Potocka. Jeżeli, według słów Adama, rew* 
1831 r. wTdała poetę swojego w osobie Garczyóskiego,^ 
w osobie Klaudyny Potockiej przekazała przyszłym ptt 
niom wzór Polki. Klandyna Potocka, przejęta na K-Ekrot: 
szczęściami ojczyzny, oddała się usłudze rozproszonych B 
ków swoich 2 poświęceniem bez granic. Widok j^ c 
budojący dla wszystkich, przejął Mickiewicza nąjwyżsita 
28-go Liutego 1832 r. Polacy w Dreźnie przebywającj ł 
rowali Klaudynie Potockiej bransoletkę, na któr^" »Ji 
było godło Polski i Litwy. 

„Choć często bywaliśmy zapraszani na wieczoiy, f 
Odyniec o tych drezdeńskich czasach, zwykle jednak rf* 
liśmy się o 7-m^j u Adama, który miał najobszerniejsni 
szkanie, lub u mnie, który Icpićj przyrządzałem bal 
i pogadanka przeciągała się czasem dobrze po póbaej- 
Praylączył się był do dawniejszego grona poetów poH 
w Dreźnie Wincenty Pol, którego weiUug świadectwaOd^ 
Adam lubił „za to, że był niewyczerpanym w opowii* 
różnych starych przygód i anegdot szlacheckich." *) 

Taczanowski zapraszał do siebie Mickiewicza i 04 
na Wielkanoc do Horyni. Adam odmówił listem, ^ 



■) Pami(ttaki t. III. str. 4. Berlin 1849. 

*) Korespomlencya Adama .Vickicmcza t. L str. 94. 

') Wtpommenia t przesztosei etr. 440, 

') Ibid. 



Ł"- 



— 183 — 

przy 'wielkich staraniach i protekcjach udi^o się dłnższy 
; czas na mi^scu dotrwać. Mickiewicz nie próbowf^ dalej 
, V Dreźnie gościć. Miał już niezłomne postanowienie dzielić 
los braci na tułactwie. „Ja, pisał S9-go Kwietnia, nigdy 
pod rząd rosyjski nie wrócę, nigdy." ') Wypadało mu więc 
osiąść w kraju, gdzie najliczniej przebywali i swobodni^ 
dzi^ali Z pobudek swoich tak się przed Grabowskim Uu- 
nuczył 16-go Czerwca: „Rugują ztąd powoli naszych, grze- 
cznie wypraszając, nie chcę czekać nim na mnie kolćj przyj- 
dzie i mam osobiste powody posimigcia sig ku Francyi, bo 
moim dawnym opiekunom nie ufam, znając dobrze ich dłu- 
gie ręce. Puszczam się tedy około 23-go w drogę." *) Trze- 
cią czgść Bziadiw Adam mógł ogłosić tylko w Paryżu, a po 
jćj ogłoszeniu nie chciał znaleźć się pod rządem uległym 
' rozkazom z Petersburga. Odyniec 31-go Maja wyjechał był 
' Da ślcb do Królewca. Najbardzićj trapiło Mickiewicza roz- 
f stanie się z chorym Garczyńskim, lecz projektowali połączyć 
nę znów w Paryżu. 



') Korespondencya Adama MckUmcza t. I. sŁt. 97. 
•) Ibid. Ł I. str. 9a. 



m 

Droga z Memiec do Paryia. Sttn emigracyi we Fnncyl Pn^ 

)ęci« Mickwwiczł. Ktięgi Narodu pohkiego i trzecia ozfM 

Iiziad-jte. Sfdy krytyki poltkiej i francuzkićj. 

Towifzysii? pwir'-ŹT. PrCT^laIlki w Hwdelbeifu. Straabugn i Cte 
Icioie. Obiad Liiwin-*'. A'ir«^ mloJ>iciv wileńaki^j. Odpańdi 
Uickienicza. Iinpro'Hiz«i;ja na ozt^.- Direniickiego. Poełiwłly 
i obelgi wpri^lmiie no^ciui utvomiu poetv. Wierne ' uaJcrrs^M, 
łlickiewicza. rncetla-l MoniilembeiTŁ Wpływ EsUf Pielgnpl- 
stwa □» Laiar'DDaii'^-o. Potopienie dzit'tka vr Bcymie. Eonfiikalł 
kajnieoicT ni>n<^ródzki^i. Łrau ^lo1^ackiego b powoda traed^ 
ci'~ci bziddtjir. Auti>lafe UUlonji Przyizloici. 



W 1«29 r. przejeżdżał Mickiewicz przez I^emcy, jsko 
podróżny, żądny poetyckich wrażeń i literackich znajomości. 
W 1832 r. puści! sie w drogę jako dobrowolny wygnaniec 
bardzićj go zajmowały wspomnienia towarzyszy, „widok ci|- 
gnących do Francri w nędzy i ubóstwie oficerów i żolnien; 
naszych"*), lub oznaki współczucia cudzoziemców dla Polski, 
niż zetknięcie się ze znakomitościami niemiedanu. „Nie 
była, pisał Ignacy Domeyko, nudną tlickiewiczowi podrtt 
do Francyi, siedmiu nas emigrantów jemu towaraysiyło; 
w ciągu podróży stary kościuszkowski żołnierz, legionisti, 
więzień Konstantego, pułkownik Łagowski, opowiadał uB 



>) ICoresiHindencya Adama Mickiewicza t. IV. str, 5. 



— 185 — 

coda o Maciejowicach, o legionach, o więzieniach i morze- 
niu głodem za rządów Wielkiego Księcia'), major 4-go 
pułku Slubicki, o Grochowie, Dgbie Wielkiem i kapitan 
2 napoleońskiej służby, towarzysz Napoleona na Elbie, Pan- 
tner o Borodynie, o Waterloo; wesoły poseł mazowiecki 
Trzciński, a^jutant za młodn Dąbrowskiego, szef I-go pułku 
Mazurów, rozweselał nas opowiadaniem pociesznych scen 
ze gazdów, sejmików i hulanek szlacheckich ; a w przerwach 
naczelnicy powstań, posłowie z ostatniego sejmu: Aleksan- 
der Jełowicki, Żarczyński i Nakwaski, prowadzili niekiedy 
żarliwie dalszy ciąg długich dyskusyi i interpelacyi sejmo- 
wych. W jednym powozie jechaliśmy." ") Jeszcze z drogi 
Adam dopytywał się o zdrowie Stefana Garczyuskiego. „Mi- 
ckiewicz, pisała Elandyna Potocka do Odyiica, pisał z No- 
rymbergi do Garczyuskiego, którego zdrowie mnie obchodzi. 
Kaszel ma gwałtowny, ból piersi, schudł, zmizerniał.'") Li- 
stu owego nie posiadamy. O usposobieniu ówczesnem Niem- 
ców wszystkie świadectwa brzmią zgodnie : „Rozrzewniająca, 
pisała 12-go Stycznia 1832 r. pani Tańska, jest gościnność 
poczciwych Niemców w podejmowaniu Polaków. Rozrywają 
ich miedzy siebie, każdy gospodarz dopomina sig o swego, 
karmi go, zabawia i w wieczór na teatr prowadzi." *) W Hei- 
delbergu, Mickiewicz spotkał jeden z tych oddziałów emi- 
granckich ciągnących pomału nad Ren. Zaproszony na ucztę 
ofiarowaną żołnierzom polskim, usiadł skromnie na szarym 
końcu stołu, obok jakiegoś professora uniwersytetu, z któ- 



*) Piotr Ludomir Łagowski, urodź. IT74 r., umarł 1813 r.; 
iralczjl w 1793 i 1794 r., odb;l pod orłami napoleońakiemi kampa- 
nie: praską, auatryacką, moskiewską, siedziat za Wielkiego KsięciK 
KonatantegD w wiezieniu w Warszawie i w Petersburgu przez trzy 
lata. W 1881 r. zaciągnął aię po raz ostatni w szeregi narodowe. 
(ŻyrBot Piotra Łagowskiego, pułkonmtka wojsk polskidi, przez Leonft 
8t«mpowskiego. W 8-ce: Paryż 1845 r.) 

*) Koretpoudeticga Adama Mickitmcza str. G. 

') Kłosy Nr. 1052 t. XLI. 

*) Pomniki t IIL Berlin 1849 r. 




rym rozmowa przeszła do poezyi łacińskich. Gdy wstuo 
od stołu, professor pospieszył zapytać dnigiego swojego są- 
siada, siertaoŁa z kim to on rozmawif^. Sierżant nie zna- 
jąc Mickiewicza, a widząc, te zajmował jedno z ostatnich 
miejsc, bo wyżsi oficerowie siedzieli wyżćj, odpowiedział na 
cłiybił trafił: „To kapral." Professor pobiegł do Mickiewi- 
cza 1 rzeki: „Do\\iadujc sig, panie, że jesteś prostym ka- 
pralem. Słyszałem, że jgzyk łaciński bardzo w Polsce roz- 
powszechniony, ale bez naszego zetknięcia się, nigdybym 
nie był przypuścił, że wojskowi niższego stopnia tak gnin- 
towDie są obznajomieni z starożytnością." Mickiewicz pizy- 
znał ma się, że wykładał literaturę grecką i łacińską w Ko- 
wnie i śmiali się razem z t^j pomyłki. 

Przyjaciele paryscy oczekiwali niecierpliwie Adama. 
„Za dni kilka, donosił 16-go Lipca 1832 Joachim Lelewel 
K. E. Wodzińskiemn, przybędzie Adam Mickiewicz. Jut jest 
w Strasburgu." O pobycie jego w Strasburgu Sozmailoidy 
pismo wydawane we Lwowie, umieściły krótką wzmiutkg 
w Nr. 34 str. i!85 z 23-go Sierpnia 1»32 r. : „Miło jest sły- 
szeć, jak znakomite talenta każdego narodu od ludzi świa- 
tłycłi całego świata powszechny i bezwarunkowy hołd odbie- 
rają. Ze Strasburga piszą nam pod , dniem 19-go Lipca L r. 
co następt^e : „Adam Mickiewicz wyjechał zŁąd przed tne- 
ma dniami do Paryża. Bawił on w tut^szem mieście dni 
cztery. Podobi^ się w ogólności wszystkim, a przez ^ch, 
którzy o jego pismach cokolwiek słyszeli, był aważany, ze 
szczególni ejszem natężeniem. Przez czas pobytu swego był 
uprzejmy i zdawał sig być zupnie spokojny. Kobiety tu- 
tejsze zrobiły mu słodkie rozrzewnienie. W salonie Stras- 
burgskim, kiedy sig ani spodziewa usłyszeć mowy polski^ 
ozwi^ się razem przy fortepianie głosy Idlkn pisknych 
dziewcząt: „Wilija, naszych strumieni rodzica" i Izy ma ag 
potoczyły po licu." 

„Od Strasburga, pisze Domeyko, ja tytko zoSttim 
przy Adamie i towarzyszyłem mu do Nancy, Chalona i Pa- 
ryża. W Nancy umarł nagle z cholery w tćj sam^ oberły, 



— 187 — 

do kMf^j zajechaliśmy, jeden oficer polski, a ten wypadek, 
widok cholerycznego tak straszne zrobiły wrażenie na Ada- 
mie, te to odjgło mu przez wiele nocy sen, zachmurzyło 
amy^ i powiedział mi: — obaczysz, że umrę z cholery. 
I-go Sierpnia 1832 o trzecićj z rana przybyliśmy do Pary- 
ża." *) Adam z Domeyką stanęli rue du Mail, hotel du 
lHail. „Prosto z dyliżansu, pisał Bohdan Zaleski, przyszedł 
do mnie z Joachimem Lelewelem, który sam jeno cichaczem 
dla sprawienia niespodzianki czekał na Adama w biurze mes- 
sażeryL W dnin zaznajomienia się, czytał mi do późna 
w nocy świeżo napisaną przecndowną swoje trzecią część 
StiadAni."*) 

Rząd francuzki rozpraszał emigracyą po prowincyi, 
tworząc tak zwane depóts: *) w Poitiers, w Besancon, w Avi- 
gnou i t. d. Emigranci stali po tych miastach w koszarach 
z oficerami swoimi, radzi z organizacyi wojskowćj, która 
zgadzała się z ich wiarą wyruszenie wkrótce w pole. Jene- 
rałom, posłom, osobistościom wybitniejszym lub zamożniej- 
Bzym wolno było sejmikować w Paryżu i wówczas zaczęły 
się próby zjednoczenia wychoditwa pod jedną władzą i obra- 
dowania nad wspólnym programem — te dwie Sizyfowe 
skały, które emigracyą miała toczyć do samego końca swego 
istnienia. Każdy powstający komitet wzyw^ rodaków do 



>) Koretpondaieya Adama Miekwtieza t. IV. str. 6. Doniesie- 
nie Słowackiego w lijcie 31 Lipo, te jni Mickiewicz przybył do 
Paryta, dowoda jedynie, ia ta pogłoska rozeszła się wśr6d emigra- 
cyi, niektórzy brali, jak to bywa, zapowiedź przyjazdu ^a fakt do- 

■) Soretpondencya Adama Mkkieniicza t. Ł Btr. 170. 

*) Ustawa Bządowa: „Ait. I. Le goufemement eet autorisć 
i t^nnir, daas une ou plusieurs Tilles qu'il dósigaera, les ótraa- 
gera r^gićs qiii r^eideront en France. Art. II. Le gonTemement 
poniTS les aatreindre k ae rendre dana celle de oeB villeB, qui leur 
sera indiąne, II pourra leur enjoindre de aortir du Royaume, B'ils 
ne oe rendent pas i cette deetination, ou B'il juge leur prćsence 
saaceptible de troubler rordre et la tranąoillitń publiąue." (Uchwala 
Izb francnzkich dnia 21 Kwietnia 1832.) 



— 188 — 

posłuszeństwa i przeklinał iDae liomitety. Zebrania* odby- 
wały sig najczęściej przy ulicy Taranne ') bardzo burzliwie. 
Przy panującem rozjątrzeniu umysłów, nikt dodatnich stron 
przeciwnika nie uznawał, a wpływy francuzkich politycznych 
obozów i socyalnycti szkół powiększał zamęt nieuDikniony 
w tak strasznćj rozsypce. Gdzie2 szukać busoli dla wzbu- 
rzonych żywiołów? Należało obudzić przeświadczenie, że 
naj\>iększa przeszkoda do odbudowania ojczyzny, leży nie 
w potędze wrogów, ale w nas samycli, że w duszy wlasn^ 
musimy rozpalić ogień, któryby stopił nasze okowy, że na- 
dzieje trzeba pokładać na sprawiedliwości Bożćj, nie zaś na 
zabiegacłi dyplomatycznych lub ua formułach demokraty- 
cznych. Świadkiem będąc w Dreźnie wzajemnego oskarża- 
nia się wychodźców, Mickiewicz powziął myśl wypowiedze- 
nia im słowa zgody. Paryskie bezowocne szamotanie sif 
ziomków boleśnie odczuwał : „mi^, pisze Domeyko, nocy 
bezsenne, ni dnia wolnego od natarczywości wzywających go 
do tego, jak nazywano, ruchu."*) Odpowiedzią jego były: 
Księgi Xarodti polskiego i P%elgrzymstiva polskiego. 

Na pierwszą wieść o jego przybyciu, Litwini wydali 
mu obiad 4-go Sierpnia. Jedyna wzmianka o tćj uczcie 
przechowała się w listach Stanisława Kożmiana, synowca 
Kajetana Koźmiana, który 5-go Sierpnia pisał do brata swego 
Jana: „Wczoraj przeżyłem dzień pigkny w życiu, poznałem 
Mickiewicza. . . . Była to zachwycająca chwila, gdy Mickiewicz 
prosił Lelewela o temat i po trzy razy w dwie godziny im- 
prowizował." ') 7^0 Sierpnia ze sto osób zebrało się u 
przyjęcie jenen^a Dwernickiego. Uczta, czytamy w numerze 



') Jedna z dwóch sal, gdzie obradowałj wówcaas stron- 
nictwa emif^acyjne, Knajdowała siq pruj iiltcj Taranne, dmgK na 
placu VBuban. ,.Tara/ine i Jauban, piaze Bohdan Zaleaki, tak zwały 
aię dwie g<^ry, huczące naprzeciw siebie wfkliaaniauu, naeie emi- 
granckic Hebal i Garyzim.'' (LUt da syna Adama str. XIV.) 

*) Koreipondeiieya Adama Mickiewicza t. I. atr. 6. 

'J Życiorys Slanislawa Koimiwut W Pnegladztt pobkim ISB& z. 
zeszyt lipcowy atr. 44 i 45. 



— 189 — 

18-go Sierpnia 1832 r. Pumifinika emigracyi*), odbyła się 
„w obszeniyn) ogrodzie pól Elizejskich, na ustroniu, w skrom- 
nym domkn otoczoDym zewsząd drzewami. Było to jak na 
wsi. Po Góreckim i kilku innych osobach, różne glosy za- 
częły wywoływać Adama Mickiewicza, który wystąpiwszy na 
ćrodek sali ze zwykłym sobie talentem improwizował, pra- 
wie nie zatrzymując się , wiersz na cześć Dwernickiego, 
oświadczając zgodne wszystkich rodaków uczucie." 

Młódź uniwersytetu wileńskiego przeważnie znajdowała 
się w Besancon. Radośnie powitała przyjazd Mickiewicza 
do Paryża adresem, w którym mu dziękowała, że przybył 
„ozłocić gwiazdą nadziei tęskniące za ojczyzną, za rodziną 
serca" i ofiarowała mti pierścień z lirą, tłumacząc, z jakiego 
odlany złota. „Wiesz, pisali do niego 8-go Sierpnia, jak 
na ołtarzu wstającej z gruzów ojczyzny, niezrównane nasze 
Polki składny najdroższe upominki żyjących lub zmarłych 
osób; jak piei-ścienie mężów, kochanków, wzigły postać mo- 
nety na opłatę kosztów wojny za ojczyznę, za wolność Pol- 
ski podjftój ; jedna z tych starannie aż dotąd strzeżona, przy- 
biera dawną postać na uczczenie ciebie ziomku." ^ Adres 
ten podpisali przeważnie Litwini, byli studenci uniwersytetu 
wileńskiego i to uznanie głęboko wzruszyło Adama, który 
„Ziomkom Litwinom, tułaczom, w Besan^on" odpowiedział: 

Paris, me Richelieu 50. Sierpień 1832 r. 
Hotel de Strasbourg. 

„Kochani ziomkowie, Polska, ojczyzna nasza, cliociaż 
sama uboga i znieważona, nie przestaje hojnie nagradzać 
wszystkich, którzy się dla ni6j poświęcali. Wam wojowni- 
kom uploUa wieniec sławy szeroki na całą ziemię, mnie, 
który za sprawę narodową walczyłem tylko uczuciem, przy- 
syła przez ręce rodaków dar dla serc czułych najdroższy. 



') W broszurze pod Dazwiskiem: Mieczysłw II. str. 23 — 24, 
wartykote pod tytuJetn: Pnyjteie Dwernickiego m Paryiu. Wydawcą 
Pamiętnika byt UichtU Podczaszy ńeki. 

') Korespondencya Adama Mickiewicza t. III. str. 154, 



_ 190 — 

Bierzmy ztąd pochop pokrzepiać w sobie nawzajem odwsgg 
i zachęcać się nawzajem do nowych poświęceń się za sprawę 
ludu, którego żaden wojownik, żaden pisarz, 2adeD prawy 
obywatel o niewdzięczność oskarżyć nie może. Narody tj- 
wilizowańsze i bogatsze od nas roaj% poetów, więhśzych 
odemnie talentem, osypanych Bkarbami i pochwf^ami, ale 
niejeden z tych europejskich gieniuszów oddałby może miliimy 
złota i oklasków za jeden pierścień darowany poecie tuła- 
czowi, od tułaczćw wojowników. Tym pierścieniem obr%ż- 
kowym, ziomkowie poświadczacie mnie, żem dochował wiary 
od dzieciństwa poślubionej ojczyźnie, tym pierściemem po- 
wtórnie z nią się zaślubiam. Sprawiliście dla du&zy moj^ 
wesele jubileuszowe, wesele złote. 

„Przyjmijcie odemnie powtórną ślubna przysięgę, że 
będę zawsze ojczyźnie wiemy i że jćj sprawy do śmierci nie 
opuszczę. 

Adam Mickiewic z". 

W Listopadzie 1832 r. tak donosił Adam o sobie pani 
Chlustin: „Jestem oddany pracom literackim, piszg i dru- 
kuję z gorączkowym zapałem i z ruchami koDwulsyjnenu, 
inaczójbym zwaryowal." *) 

Po gwarnych i kłótliwych zebraniach emigracyi, Mi- 
ckiewicz rzucał na papier przypowieści swoje z Ksiąg Pld- 
grzymslwa. Znalazł był w Paryżu znajomego z Drezna sę- 
dziwego jenerała Kniaziewicza, szczerą tćż życzliwość oka- 
zywał mu ksiąiże Adam Czartoryski. Bohdan i Jdzef Za- 
lescy, Stefan Witwicki, Karol Różycki, Stefan Zan, brat To- 
masza, stanowili kółko nąjbli28zycli przyjaciół, którym nowe 
swoje utwory udzielał. Na pociski, które zaczęto miotać na 
niego, nie odpowiada. Ból jego musiał być niezmierny, 
kiedy na zapytanie Karola Różyckiego, jakie okolicznośd 
powstrzymały go od podążenia do Polski, rozpłakał się. *) 



') KoresiKmdeacya Adama Mickumcza Ł. I. atr. lOŁ 
^) Z o]H)wia<Uu Aleksandra Biergicla. 



— 191 — 

Wybrał się do Paryża z małym bardzo funduszem. 
Dbali o niego przyjaciele w Księstwie nadesłali mu wpraw- 
dzie za pośrednictwem jego brata sumkę, ktdrą w Wrześniu 
znalazł się już w stanie im zwrócić, donosząc Franciszkowi 
Mickiewiczowi, że jest przy pieniądzach i może mu owe 200 
talarów odesłać. ^) W połowie Listopada dokończył rozpo- 
częte w Dreźnie Księgi pielgrzymslKa polskiego. „Dziś, pisał 
Bohdan Zaleski 4-go Grudnia 1832 r., *) wychodzi z druku 
broszura pod tytułem Ksifgi narodu t pielgrzymstwa polskiego 
w stylu biblijnym, wyborne nauki dla ogółu tułaczów, co się 
myślą poprawić. „Krasiński, „drżący na myśl każdćj próby, 
w powietrzu ją rozumiał, ale na ziemi sprawiała mu rozstrój 
nerwowy" ^ zachwycał się Księgami pielgrzymstna bardziej 
jeszcze od Bohdana, ale wyrażał obawy, których odtąd ju2 
się nigdy nie pozbędzie przy każdem wystąpieniu Adama. 
„Pielgrzymstwo, pisał on do K. Gaszyńskiego, jest tak głę- 



') Koresponiłencifa Adama Mickiewicza t. I, str. 101. 

'1 Mickiewicz bliżazym przyjaciołom mógł Księgi Pielijrzijm- 
fltpa rozdać 4-go Grudnia, ale dopiero w połowią Grudnia puHcila je 
IV obieg Księgarnia polaka. Czytamy bowiem w numerze 7-go Gru- 
dnia 1833 Pielcrzynia polskiego : „W tych dniach wyjdą z druku 
Księgi narodu polskiego i PiełgnyiHstwa polskiego, z kWiych umicaz- 
czamy tu krótki n-y)ątek ; nie przesądzając zdania czytelników, 
śmiało z naszem tak tylko odezwać się możemy, ie równego użytku 
ksiąłki dotąd literatura polska nie ma." Pielgrzym polski li-go Sty- 
cznia 1833 donosi, że u wydawcy złożone zOBtaty do sprzedania: 
1" Poezje Adama Mickiewicza t. IV. (fr. 5), 2° Księgi narodu jiol- 
skiejo (fr. 1.) Niemało kłopotu mieli Januszkiowicz i Jelowicki z ze- 
cerami, którzy chętnie zapominali, ie i księgarz i drukarz mut^zą 
zarabiać aami, jako tćż wynadgraiizać autora. W polemice zeccrOw 
Feliksa Napoleona Niezabitowskiego, Walent«go Józefa .Świerczew- 
skiego i Frandazka Mokrzyckiego z drukarnią polaka czytamy: 
„Egzemplarz Daadów Mickiewicza kosztował ze wszyetkicm Pana 
Jełowickiego najwięcój 2 fr., a Pan Jełowicki dla dobra Ojczyzny 
SW0J6J, która z książek przez Moskali odartą została, sprzedał 3000 
egzemplarzy tylko po dukacie. Otói to patryota polski!" (Odponiedi 
na kitka slóm dntkai-ni polskie/ 18 Września 1835.) 

*) T. Lenartowicz, Zislg o JUickiemczu str. 25. 



_ 192 — 

boko pomyślane, jak nie czfsto zdarza się myśleć naszemu 
wiekowi, ale przez krewkość ludzi będzie ono raczej szko- 
dliwem niż użytecznem, bo mało kto zrozumie cele autora, 
cele najczystsze, najświętsze, Mickiewicz jako człowiek jest 
jeszcze piękniejszym niż jako poeta, on jeden wie co poświę- 
cenie, dla tego myślę, 2e źle mu jest pomiędzy ludźmi, któ- 
rzy interes swój mają na celu, a słowo poświęcenie przycze- 
czepiają do siebie jak liść figowy na posągach, by zakryć 
wiesz co." ^) A więc według Krasińskiego, można mieć my- 
śli szczytne, cele najczystsze, najświętsze, być szczerym, wie- 
dzieć co jest poświęcenie i być szkodliwym! Niepojętym 
tak, szkodliwym nigdy. Krasiiiski znalazł licznych naśla- 
dowców, którzy z mniejszą szczerością chwalą Mickiewicza 
w zasadzie, a potępiają w zastosowaniu ; nic śmiąc podaf 
w podejrzenie pobudki człowieka, ubolewają nad skutkami 
jego działań. Ksift/i pielgrzymstwa aą ze wszystkictl dzieł 
Mickiewicza najbardziej okolicznościowem pismem. Emigra- 
cya, do którćj wyłącznie prawie w niem przemawia, była 
roznamiętniona i świeźem jeszcze wspomnieniem upadkn 
sprawy i odmętem nowych wrażeń i wyobrażeń, wśród któ- 
rych się znalazła we Francyi. Ztąd z jednćj strony nauki 
i przestrogi, dane w zapożyczonej od biblii formie pielgrzy* 
mom, z drugićj strony, na widok katuszy pognębionego na- 
rodu, wznosi się poeta do tonu proroków Starego Testamentu 
i ciska gromy na oprawców, na ich czynnych lub biernych 
spólników, na obojętnych nawet, na mędrków filozofii i mę- 
żów stanu. Że męki Polski porównywa do ukrzyżowania 
Chrystusa, to objaw bólu, nie blużnierstwo, jak nie jest blu- 
żnierstwem, gdy matka tracąca dziecię porównywa boi śwt^ 
z bólem Matki Boskićj. Rozćwiartowanie narodu jest taką 
zbrodnią, że zabrakło poecie porównań na ziemi, szuktU idi 
w niebie. Polska w Księgach pielgrzymstwa przybiera ksztf^y 
olbrzymie l2xaela Nowego Zakonu, dziś chcianoby zreduko- 



■) Korespondencya Z. Krasińskiego i. I. liet z Bsymu pod 
datą 16-go Oradma 1S33 r. 



— 193 — 

wać j^* podział do pospolitego zdarzenia, nieomal podziwia- 
jąc politykę monarchów, którzy j^ rozebrali i przezorność 
ministrów francuzktch, którzy ją opuścili. Polska nie upa- 
dła bez własnej winy i to sig ciągli; uwydatnia w Księgach 
Pieigrzymsiwa, lecz jakże nie miał autor napiętnować tych, 
co j% rozszarpali? Wychodźtwo przyjęło Kstęffi pietgrzym- 
stwa ze szczerym zapałem, nie można jednak zaznaczyć, żeby 
poszło w dalszem działaniu za zawart£mi w nich radami, 
a więc ich skuteczność lub nieskuteczność nie została wy- 
próbowana. Jedynie zmartwychwstanie Polski bgdzie miarą 
ich wartości, wątpimy jednak, aby chłodna rozwaga zdolną 
była rozwiązać zagadkę zapędów biblijnych, których nie sam 
Mickiewicz doznawał w owym czasie. Najnowsza krytyka 
wyroknje, że to dzieło „wzięte jako całość, jest jednem 
z najmędrszych i najlepszych na tym świecie," ') przyznaje 
im ,wysoki, chrześciański i polski ideał prawdziwy, czysty, 
taki, jaki być powinien." *) A jednocześnie twierdzi, „Że ca- 
łość jest fałszywa, nie zgodna z rzeczywistością, ani co do 
przeszłości, ani co do chwili obecnój, ani co do Polski, ani 
co do imiych narodów." *) Odmówienie wszelkićj pomocy 
Polsce przez Kazimierza Perier jest wystawione jako „błąd 
do darowania." *) Emigracya schodzi do rzędu zgrai zbie- 
gów, gdyż ,anl w pojęciu, ani zachowaniu się jój nie było 
nic apostolskiego, nawet nic idealnego." *) Przypuszczając 
nawet, że Micldewicz przecenił zasługi wychodźtwa, (pytanie 
wszakże, czy je podnosząc, nie zamierzał podnieść wychodź- 
ców), trzeba przyznać, że krytyka niemiłosiernie je obniża. 
!Niemnićj surowo oskarża ona Mickiewicza o dumę osobistą 
za to, że śmiał niektórym myślom swoim przypisywać po- 



') Księgi pidgrzi/nul/va przez hr. S. Tarnowskiego str. 43 4-gi> 
BooEiu]ui Tow. Uter. Im. Adama Miekiemcza w Lwowie 1890_r. , _, 
•) Ibid. atr. 65. 
•) Ibid. 
•) Ibid. Btr. 01. 
*■) Ibid. atr. 62. 

ir^ Aiuma itleittma*. Tom U. 16 



— 194 — 

chodzenie „z laski Bożlj". Trzebaby więc potgpii cały sze- 
reg mężów natchnionycb, którzy mniemali czerpać swe myśli 
z wyższego źródła. Jeżeli prawda, że „świat europejski 
.stracił wiarę w swoje odrodzenie, a te wszystkie namiętne 
pragnienia i nadzieje miłości i sprawiedliwości Cłirześciań- 
8twa opadły," ') cóż ludzkości pozostaje? Krytyka upatruje 
w Księgach pielgrzymsiwa „naciągane tłumaczenia, zarozu- 
miałość, niesprawiedliwość, a w końcu jeszcze okrucieństwo.*)" 
Nam się zdaje, że w owj-m czasie ani autor, ani czytełnii? 
nie widzieli tego wszystkiego. W broszurce pod tytułem: 
Dolorzyński Michał *) wydani^ pizez Józefa Majznera w Be- 
sancon, czytamy pod datij 17-go Marca 1833 r., że „Sti^^ 
pieigrzymsin/a były na wycliodztwic znane powszecłinie pod 
imieniem Etvangelii Mickien-icza." *) Wszakże i w piśmieo- 
nictwie emigracyjneui niczem nie krępowanem, nie obeszło 
się bez krzyków oburzenia na Księgi pielgrzymsiwa. Najbar- 
dziej powstali przeciw środkom podawanym przez Mickie- 
wicza ci, co sami zdemoralizowani, krzewili demoralizacy) 
wśród innych. Wyrzucali oni Adamowi wiarę jego w pra- 
wdy przechowujące się w kościele katolickim i nawet nawo- 
ływanie ich do poprawy i do poświęcenia. Zanim przyszło 
do piśmiennych napaści na niego, poeta musiał znosić cm- 
pliwie namiętne dyskusye z przywódzcami stronnictw emi- 
gracyi. Każdy chciał poetę werbować dla siebie, często go- ! 
tów poddać się pod jego rozkazy, byleby to posłużyło do 
zwalczenia przeciwnika. Ci, co mu winszowali, że nie d^ 
się pociągnąć na lewo, nic przebaczali niti, że nie spieszy U 
prawo. Lelewel upatrywał prawie zdradę starćj przyjaźid 



') Księgi pielgtzymstwa prz«z lir. tj. Tamowski^o stt. U, 
Bocznika 4-go Tow. liter. Im. Adama Mickiewicza. 

«) Ibid. Btr. m. 

') Jak jedno piamo cmigrac^tne wycłioclzilo w Patyłu pod 
nazwiskami królów, a drugie znaknmitych męż6iv, tak w BeB>ii{oi . 
pod nazwiskami żołnierzy, polegtycli w wojnie 1391 r. 

•J Str. l(j. 



— 195 — 

Y tein, że Adam Mickiewicz bywał u księcia Czartoryskiego, 
a książę Czartoryski w liście do Karola Sienkiewicza wyra- 
iai obawy swoje, aby wieszcz Litewski „nie Lelewelizowal." 
Najbardziej za złe mu miano, że sig nie zaciągał do żadnego 
otwziku emigracyjnego. Mickiewicz gorzkje więc przebył 
cliwile, zapisane w pobieżnych wzmiankacli jego korespon- 
d«icyi. „Ja tu żyję, pis^ on po Odyńca 28-go Stycznia 
1833 r, niemile wśród żywiołów obcych, i jedni mnie niena- 
widzą, drudzy krzywo na mnie patrzą, doktrynerzy mają za 
waryata: wszyscy głupi solennie, krzykliwi i niedołgżni." ') 
Przi- kona wszy się, że Mickiewicza nie nawrócą, mężowie 
stsnn emigracyi odgrażali slg, że piorunujące filippiki \vymie- 
rz% przeciw niemu w prassic europejskiej: „Na mnie, pisał 
Adam 5-go Marca m33 r. do Stefana Garczyńskicgo, gotują 
tu krytyki straszne w pismach francuzkich i niemieckich, 
i dychaj że Gurowski etc. chcą mnie zdyskredytować, mają 
dowodzić, żem ^upl, przewidując, że Polacy uwierzą, kiedy 
wyczytają taki s%d w pismach zagranicznych, a zagraniczni 
sprawdzić nie będą mogli. Cala ta historya moich przyjaciiii 
gniewa, mnie śmieszy."-) Prototypem przeciwników Mickie- 
wicza w owym czasie był hrabia Adam Gurowski,^ jeden 
z najprzewrotniejszych wichrzycieli emigracyi, który po wy- 
głaszaniu skrajnych zasad i poduszczaniu przeciw zasłużonym 
męiom wychodźtwa, został pierwszym jego apostatą. Po- 
wstawrf on przeciw Mickiewiczowi w imieniu rozumu: 
„Przemysł, pisf^ on, praca, a z nich rozum, oto hasła; nie 
jestem zatem stronnikiem owego ascetyzmu umysłowego, 
kbky Daucza, by nic nie znajdować dobrem u obcych, by 

') Korespotidenej/a Adama Mkkkrmcza t. I. str. 108. 

«( Ibid. atr. 110. 

■) Bohdan Zaleski opowiadał, io pewien emigrant, z ust któ- 
rego to tljMAi, spotkał Gurowskiego, gdy on po otrzymania anine- 
s^ wnid^ do dyliżansu Laffitt et (iaillard ndajno Hic do Eossyi. 
FodtH^ do niego i zaczą) mu wyrzucać jego odstępstwo. Jednooki 
agitatw odpart ma bezczelnie z iiimicchem : „Narobiłem wam błota, 
kąpde aię w niem." 

13- 



— 196 — 

się w swojem ciasnem, narodowem zasklepić. Twienlzę, że 
w ow^j Dauce i j^j rozsiewaczach nic ma dobr^ wiary. Roz- 
winięcie rozumowe jest glównii ceclij^ naszego wieku. Osta- 
tnie nasze powstanie nie zniszczało dla braku poświ gceń lub 
środków materyalnych, ale upadło brakiem ogólnego rozsądku. 
wykazującego potrzeby momentu w jakim byliśmy." ') Ten 
apostoł rozsądku, który wkrótce zaczął szkalować włai^ną 
ojczyznę i już do końca życia nie przestał ubóstwiać wszcch- 
wladztwa carów, udawał wówczas zaciętego demokratę. Je- 
żeli powstawał gwałtownie przeciw llickiewiczowi, w imienin 
terorystycznycli zasad, na zebraniach publicznych, to szcze- 
gólnity starfJ się go podkopać w opinii cudzoziemców. 
W artykule „o stanic teraźniejszym literatury w Polsce" 
w dzienniku : fEuro/ie lillrraire, journal de lilli-rnlnre na- 
tiona/e et ćtrangere (nr. 68, d. 7 Sierpnia 1833 r.) tak pisze: 
„Styl Mickiewicza jest pełen namaszczenia zuprawion^o 
żółcią, a w jego czarujących metaforach tkwi krwawa ironia. 
Jego pokora chrześciańska jest maską nienawiści, mści sig 
za swe cierpienia, bezczeszcząc ich źródló, posuwa swoję 
ascetyczną nienawiść tak daleko, że przyszłość ludzkości 
czyni zawisłą od przyszłości politycznej Irlandczyków, Bel- 
gów i Polaków. Urazy poety nie mają nic przeciwnego na- 
turze ludzkiej, ale człowiek kłam zadaje poecie, który chciałby 
objawić Bię ludowi jako nowy Messyasz i zapomina szukać 
przyczyny swych nieszczęść w woH Bożćj. Kto chce ucho- 
dzić za proroka, musi udowodnić wprzódy, że był męczenoi- 
kiem." Takie szyderstwo wywołało niesłychane oburzenie 
i koledzy Adama, w młodocianym zapale, odgrażali się prze- 
ciw t^ gadzinie tryskającej jadem na poetę. Garczyiiski, 
który Ksiąg pielgrzymslwa „uczył się jak Ewangelii na pa- 
mięć" ') i za złe miid Mickiewiczowi, że się na nich nic pod- 
piHJ^, mitygował Ignacego Domeykę, zapewniając go, że 

') Przedmowa z dnia 29-go Listopada 1833 r. do artykalo 
o Rtickn Europejskim w dzienniku Przyszłość, styczeń, cześć pierwsta. 
•) Korespondćncya Adama MickUmaa t. Ul, str, 193. 



— 197 — 

„czas łotrów wyświeci i że Dziady i Księgi pielgrzyimlna żyć 
będą, kiedy Gurowski sypką prochu będzie plażował." ') Ale 
z listu Garczyńskiego do Adama widać, że napaści Guro- 
wskiego brał do serca, nie mnićj od Domeyki. „Niechaj Guro- 
weki, mówi on 17-go Marca 1832 r,, krzyczy i wrzeszczy, 
kulą gazetową ptakowi skrzydła nie ustrzeli. Jak psa szcze- 
kanie, tak ich głosy przeminą, a żałuję tylko, że mnie w Pa- 
ryżu nie ma, potraiiłbym podobno za życia im jeszcze usta 
zamurować. . . . Zresztą w glowg strzelić jednemu i drugie- 
mu, nie wielka zasługa." *) 

Ślepe małpowanie rewolucyonistów francuzkich z 1793 
roku bez posiadania ich władzy i energii, zła wiara, pyszał- 
kowatość i obrzucanie błotem nąjzasłużeńszych rodaków, 
wszystko to zapowiadało smutne następstwa i poeta omal 
nie użył bicza satyry dla osmagania kusicieli emigracyi. 
„Wojna i wzajemna kłótnia między nami, pisf^ 4-go Gru- 
dnia 1832 r. Bohdan Zaleski do Ludwika Nabielaka. Mic- 
kiewicz występuje do walki z demokratami, to jest z Guro- 
wskim, Erępowieckiem ^) etc, którzy w szale- francuzkim 



*j „Rzecz wiadoma, jakiego zgorszenia Krępowiecki był po- 
nudem, gdj przy uroczystoici 2n-go Listopada 1832 r, wystąpił byt 
pod pozorem miłości ludu z moną, czerniącą naród polski, a unie- 
winniająeą cara rossyjahiego i jego poprzedników! Czyn t«a dopeł- 
niony wobec znakomitych z patryotyzmu i sympatyi dla sprawy 
polekićj cudzoziemców, wobec największego przyjaciela Polaków, 
czcigodn^O jenerała LnfayeŁta, na tem zgromadzeniu prezydującego, 
który w liście osobnym, do obecnych w Faryin Polaków pisanym, 
wynarzyl oburzę^ swoje i łal z podobnego wydarzenia, mogącego 
tylko uradować wrogów sprawy polskiej, czyn ten, mówimy, nie 
m&gł ajać bezkarnie. Komit«t Dwernickiego, wówczas jeszcze w ca- 
łym prawnym komplecie !) członków zgromadzony, uznat jednomyńl- 
nie czyn Krępowieokiego niegodnym dobrego Polaka, dążenie jego ztt 
zgubne dla sprawy narodowój i ostrzegł catą emigracyą, aby nie da- 
wała się uwodzić nieprzyjaciołom naszym pod maską zasad cnoty, 
4ikrywa}ącym się." (Kromka irmigracyi polskiej 7 Lipca 1831 atr. 201-) 



chcieliby pomagać Mikołajowi do wytępienia szlachty pol- 
skićj." Adam prędko poczuł, że podobne objawy moralne 
należy traktować seryo, lecz z chwilowego jego usposobienia 
pozostało kilka poetycznych urywków rzuconych na prgdce 
w seksternie, na którym Księgi pielgrzymsinia napisał. Ury- 
wki te, nigdy nie odczytano, świadczące o zaniechanym na- 
tychmiast zamiarze, należą raczćj do biografii Adama, niż 
do jego dziel poetycznych. Miał w poezyi broń skuteczną, 
nie osądził, aby tacy przeciwnicy zasługiwali na użycie prze- 
ciwko nim szlachetnćj broni. Niektóre z tych kawałków s% de- 
dykowane p, Franciszkowi Grzymale. Były krytyk warsza- 
wski lubili i prozą występować i wierszem na zebraniach 
emigracyjnych, obradowi czynnie nad najlepszem utworze- 
niem najdoskonalszego z komitetów, a jego protekcyonalnośt! 
wobec Mickiewicza wprawiała poetę w dobry humor, ztąd 
żartobliwa skromność pierwszych tych wierszy : 

Do Fnincfszkft Grzymały. 
Franciszku! Ja na morze publiczni^] obrailv, 
Jak IiSdka za okrętem ptynułeni w twe 6lady. 
ża^elek m<i) z piipicru i liny z jedwabiu, 
spotkałem wroga! weź mię do twego korabiu. 
Schowa) mii; z łódką w twoje Azerokie zanadrze 
Przeciw Btarozakonućj wojennej cnkailrze. 
SJyBzysz, że dział z Litwy przywiózł Kr^powiecki 
1 rdzemiym strzałem mierzy w cały stnn Bzlachecld. 



Tadeusz Krępowiecki, członek Towarzystwa Dcniokratyczoego pol- 
skiego, urodzony w roku 1798, umarł w Londynie 6-go Stycznia 
1847 r. Przed rcwolucyą tnidnit się stanem nauczycie Iskim, z pł>- 
czątku wojny słu2ył w artyicryi, w korpusie jenerała Dwemicki^o, 
za powrotem do Warszawy przeznaczony do korpusu jenerała K6- 
iyckiego. „Nad opuszczenie rewolucyjnego htiinowiska, powiedńat 
Worcel nad jego grobem, przeniósł Krępowiecki sąd wojenny i j^o 
następstwo , nicaławi; ", czynnie przyłożył bvi do wypadków nocy 
15'go sierpnia, jenerał Krukowieeki mianował go swoim adjutnntem, 
w ostatnich latacli wrócił na drogę poj<;ć ciirztwciańskich. (Dtumak 
narodowy U Lutego 1847 r. i Ditnokrata polski 21 Lutego 1B47 r.) 



— 199 — 

Choć nie mam prócz Parnasu innj^ch posUcUośd 

I nadzieja dochodów moich w potomności, 

Jestem pono Briacbciccra, truchleję z obawy 

Przed bohaterem Bławnym z Litewskiej wyprawy. 

Jest aJawiony w kantyezkach rabin 7. Swiętogrodu, 

Najnieiniejszy praed wieki z Hebreów narodu, 

Ktiry kiedy Chrystusa związali Rzymianie 

I wystawili na śmiech i na biczowanie, 

Smiat w synagodze, zbrojną wdziawszy rijkawioę, 

Uderzyć bezbronnego Zbawiciela w lice. 

Tego męża byt praprawnukiem naturalnym 

żyd, który la mych czasów hyt w Mirze kahaluyiD, 

Stawili go z niezwykłej ndwagi niechrzczeni, 

I£ śmiał Radziwitłuwi dać ligę w kieszeni. 

Od tego iydfl idzie mąż stawny w tulactwie. 

Który etanąwszy śmiało w paryzkieni opactwie, 

Związanej od Aloskali Polsce dał policzek, 

I związał na nią zdjęty ze 8W('j szyi stryczek. 

Przy nim stoi na deskach Puławski przeczysty 

I wznosi rozcznlocy glos ewangelisty 

Wota: Jam kapłan prawdy! Fałszujmy i łtyjmy! 

Woła: Jam kaptan zgody! KlńOmy się i bijmy. 

Jam zrobił ślub czyiitości, walajmy si); w śmieciach. 

Ja głoszę przebaczenie, mśeijiny wię na dzieciach. 

Ta głos jego oklasków zagliuzyty krocie, 

Lecz on: Krwi! Krtii ! kwiczał jak uwięzly w biocie. 

Na ten kwik towarnych z róiiiych dziur powstają, 

Z nadstawianemi kłami krwi, krwi, krwi kwikają. 

Dziś imiona ks. Paławskicgo ') i T. Krępowieckiego po. 
szły w zapomnieule. Podżegania ich przeciw szlachcie na- 
prowadzały tułaczy n& fałszywo tory zajęcia się przedewszy- 
stkiem przyszłem rządzeniem ojczyzny, nie zaś środkami oswo- 
ł>odzenia. Mickiewicz równie wyśmiewał chłopomanią, z któ- 
TĆj nic dobrego dla chłopa nie wynikło, jak szlachciców. 



') Przyjaciel księdza Fnlawsldego, Jan Ozyński, opowiadał, 
ie 15-go Sierpnia 1831 r. „kiedy księdzu Puławskiemu i msie, wrsr- 
cającym od Rządu, doniesiono, i» przy zamku wieszają: „Spieszmy, 
sawotalem, aby kogo niewinnego nie stracono." „f^pieszę, odpowie- 
dział ksiądz Poiawski, aby kogo winnego nie pominięto." 



— 200 — 

któiTiii Utwićj było wyrzec się antenatów niż przywar Mko- 
dliwszych Polsce od ich herbów. Raz jeszcze Mickiewicz za- 
czepiał redaktora Sybil/i tułacfira polskiego: 

Raz GrzymBtft na Taranie, 
Wzniósł projekt pot) krcsboiranie 
I rzekł wymownemi uatj : 
Obywatele oszustj ! 
Obywatele łajdaki! 
ChcĘ z was mieć poiytek jaki. 
Z hrabików, mędrków i popków 
Chcę porobić polskich chłopków. 
Polaka cała poklask dala, 
Wziął się do pracy Grzymała, 
Dotąd się mąż ivielki trudzi 
Z rąk mozołem, w pocie czoła 
I dotąd zrobi ó oie zdoła 
Dobryeh chłopów z kiepskich ludzi. 

Komary emigracyjne strasznie doknczaty w owych U- I 
tach. . . Do najzaciętszych należał ksiądz Puławski, drwił 
sobie poeta z jego bzykania : i 

I 
Komar nie wielkie licho, lecz bardzo czupnrnc, 
Wyciągnąwszy pyszczyk i alcrzydła poczwórne 
I iądełko krwi chciwe, latał ponad śpiącym 
I krwi, krwi, krwi wołał głosem bzykającym. 
Drży) człowieku 1 wybita ostatnia godzina, 
Jestem Marat owadów, lotna gilotyaa, 
Aż przebudził się człowiek, czatował po głosie 
I za pierwszem aktuciem paf, zabił na nosie. 
Szedł z nieboszczykiem \r okno, nie mógł znale^ić śladów 
T^j dolnój gilotyny, Marata owadów. 
Człowiek gniotąc go w palcach: Nie budź śpiących bra<d«, 
Atomie terroryzmu, owadów Maracic. 
Kiedyś tak małe licho, nie rób tyle Icrzyku, 
A kiedy chcesz ukąsić, kąaajże bez bzyku. 
Jeśli ci krwi potrza, gdzie chcesz nos mi wtykaj ; 
Tylko kiedyś tak mały, kąsaj, a nie bzykaj. 

Po Gurowskim, Krępowieckim, Puławskim, J. B, Ostrów- 



skim ') piątą plagą ^pską tulactwa był Jan Czyński. ») 
Czyński unosił się nad dekabrystami rossyjskimi, ponieważ 

') Jan Bolesław Oatrowski, urodzony w Lublinio 1805 roku, 
umarł w Meaux w 1871 roku; byl nasatiiprzód kanccilistą w trybu- 
nale labetskuD, z kancellisty dostat się na dyrektora do dzieci Pana 
Homana Soltyka, *) hral udział w spiskach przedrewolucyjnych, ale 
„29-go Listopada, tak podczas samć) pamiętnik] nocy, jak przez dn'a 
dni następne siedzi- ukryty w lochu, albowiem w darze od natury 
otrzymał w podobnych przypadkach niewypowiedzianą bojaźliwość 
i OBtroiność," '") oo mu później wychodźcy, przez niego napastowani, 
wciąż przypominali; wykierowat się w Warszawie na ackretjirza ko- 
miasyi sprawiedliwości, zaciągnął się do Seo-jakubindw polskich, 
należał do ledakcyi NojDej Polski, wskrzesił organ ten na eiuigracyi, 
miotając potwarze na wybitniejszych swych wapółwygnaJiCÓw. 

') Jan Czyński podczas rewolucyi należał do redakcyi war- 
szawakiój Nom^j Polski, wydal w tern piKniia artykuł O poirzehić 
spiesznego wyroku na ittrajeótB i szriegów. (List !)-go Września 1834 
atr. 166, 10 Nr. Postępu.) Przy końca życia sprzeniewierzywszy sii; 
w domu handlowym, w którym słulyt, musiał uciec do Lnndynu, 
gdzie umarł 31-go stycznia 1867 r. Poslęfi założyli w Maju 1834 r.: 
Eaezannwaki, J. N. Janowski. Piotr Semeneńko i Henryk Niewę- 
głowski. W S-mjm numerze Poslęp uwiadamia czytelniki'>w, że jego 
ledakcya powiększona została „wejściem ludzi, ktdrzy swoje praca 
poświęcają sprawie ludn, sprawie przyszłego usamonolnienia społe- 
czeństw. Dzisiejszy numer już wychodzi pod wpływem now6j re- 
dakcyi, któro] naczelnym redaktorem zastaje obywatel Henryk 
Niewęgłowski." Zmiana w redakcyi polegała na tern, że Sems' 
neńko ją opuszczał, a miejsce jego zajmował J. Czyński. W spra- 
wozdaniu 2 powieści Czyńskiego: Cesanewia Kmtsiaiitij czyli Jaku- 
Oni poUey znajduje się przytoczony długi przypisek z drukującego 
się czwartego tomn tśj powieści. Wiadomość, że t. III. i IV. ro- 
mansu Ctiarzenicz Konstanty druk opuściły, podaje dopiero numer 9 
Postępu 8tr 144). W artykule następnym 8-go numeru Posl{pu au- 
tor ubulewa nad tem, że „u piersi matki ssiemy skrzywione wyo- 
braienie" i dowodzi, fe „samolubna mniejszość zmusiła większość 



•) Lut Alukundn J«ta>lekiłsa, potłi pDiriitn Hłjiriuktega, pod dtlf !3-so 
fTntiiiii ISM itr. ł. UM tun umlut t^tiihi noil nutjpne ottnrfeniti „Ktmo to w mno- 
«<ch (gumpluuch a* wtljMkls panku Polikl poiłioe, pnMjłioij wBijitklm redakcjom 
pUm poiłklch w Fujta i opn^mf pcołbf, łbj Je taoim prenumentocom lositi noijlj.* 



„Pestel przyrzekł nieszczęśliwym na brzegach Azyi stworzyć 
Izraulią." Sami więc rewolucyoniści rossyjscy naśladąi% 



do cierpień" i opowiada, że „różczka oliwna" zajaśnieje „wśród 
potolfu krwi." W dliigiia zaś przypisko, który jest raczój wypo- 
wiedzeniem zdań awycb, niż prostym przypisliiem, antor zastana- 
wia się nad trzema systemami emigracyi i nad walką stroDDictw, 
„którą głupcy i łotry nazywają szkodliwą niezgodą," gdy ,Jeat do- 
wodem wyŻBzego nsposobienia umysłowego." Przystępuje póituij 
do Mickiewicza. „Mickiewicz uczynił przysłuttę wydaniem Asiaj 
SaroiUi Ptihkie/jo, nie dla tego, aby jego ewangelia była świecą, 
ale, żt; katolicyzm, który on chciał ożywić, oburzy! mętów, co łą- 
cząc religią z łilozoBą, oie chcą eię kłaniać nieznajomym bałwa- 
nom; on budując na wierze i miloki odrodzenie globu, pomieszaw- 
szy najwznioślejsze prawdy z najobrzydliwszym przesądem, nie tni- 
lazł uczniów na słuwiańskiój ziemi, ale zwrócił baczniejszą uwagę 
na wrzód, co toczy najpiękniejszą czę46 północno-wschodniój krainy. 
Któż nie odda należnśj czci tyra wzaiostym przekazaniom; „ubo- 
dzy i nędzarze współdziedzicami mojemi są, cudzoziemcy razem, 
ze mn.^ wHpót ustawodawcami są; „ale któż nie potępi zarazem bla- 
źnierstw, przesądów i toj nieokreślonej wiary, co tyleltroć dopro- 
wadziła do ciemnoty i niewoli ! Ten sam reformator, co pized 
chwilą hołdował prawdzie i sprawiedliwości, modli si^ do „śn, Sta- 
nisława, do Św. Kazimierza, do Św. Józełata. „Nie badajcie jaki, 
mówi, bidzie rząd w Polsce, dosyć wam wiedzieć, iż będzie teps^, 
niż wszystkie, o których wiecie." Dopiero co powoly^rol cudzo- 
ziemców łlo braterskoSci, przywodzi najwznioślejszą naukę Chry- 
stusa miłości bliźniego, i wnet hołdując dumnej sekcie, zachwala 
wojny krzyżowe i prze.tiąkly przesądami, podnieca nienawiść ko 
atnrozakonnym, pastwi się nad godnym lepszego bytu Izra«1env 
i powtarza szynkowe przygryzki: „niówią żydzi i cyganie, indzie 
z duszą żydowską i cygańską: tam ojczyzna, gdzie dobrze.'' Jsatie 
to autor Ody do młodości, co do szkalowania trzech milionów 
ws^iółziomków, rywalizuje z ulicznemi polisonami? Moinaż wy> 
znawcom Mojżesza za'zucić brak wiary, brak wytrwałości? Któi 
dłużej przetrwał w nadziei, któż z żywazem upragnieniem ciakil, 
czeka na wybawcę? Narzeka, że u poganów czczono zbrodaie, b«- 
etye, a potem dr9'.ewa, kamienie i różne figury nakreślona, a zarmt 
niżt'j przeklina Frnecyą, że zrzuciła krzyże z wież stoUoy besboi- 
nej. Każe nam łączyó się z Belgami, narodem najgłapszym na 
ziemi, co na widok księdza pada na kolana, co strojąc dńawczysę 
w ornaty, czołem bije przed nią, jako przed wyobnti«iiiem matU 



— 203 — 

tem cara, obdarzającego nieszczęśliwych temi pustk&mi 
yatyckiemi, do kttirych samowładztwo gna bezustanie swoje 
ary, co wystarczało, aby Czyński głosił, 2e „od naszych 
rormatorów do Pestla, jak od Mickiewicza do Chrystusa, 
i od rabina żydowskiego do Mojżesza." ') W dzienniku 
w/f/) umieścił rozprawę przeciw Mickiewiczowi pełną, żółci, 
o zna dzieje emigracyi przyzna, że Jan Czyński zasłużył 
bie na ten czterowiersz poety ; 

Wp6ł jeat żydem, wpół Polakiem, 
Wp6I jakabinem, wpół żakiem. 
Wpół cywilnym, w p61 żołdakiem*) 
Lecz za to catym lajdakiem- 

Dążenie do równouprawnienia wszystkich stanów obja- 
łło się niestety złorzeczeniem wzajeranem osobistości, które 
ibuj^c wzięć w karby całe wychodżtwo, nie mogły się na- 
;t między sobą zgodzić, tak, że spory hrabiego Gurowskiego 
księdzem Puławskim natchnęły poecie przypowieści: 



ski^j. I w l^j ewangelii, obejmującej przyszłość świata, każe nam 
■ić ludzi, CD Polskę zamordowali. „Któż nie pozoa pod czamarą 
wBtaiiak^ męża, co zwyciężył pod Wawrem? co wyprowadził woj- 
> z Litwy." O zaiste przejdzie do późnych pokoleń pamięć Skray- 
:kiego, oo wbrew woli rządu, sejmu, ludn, frymarczyt z Dybi- 
im. Przejdzie do późnych pokoleń pamięć Dembińskiego, co po- 
wiouy na czele armii, zamiast walczyć z wrogiem, wpadł do 
jTszawy, aby bezbronnych mordować. Takim jest katolicyzm, 
iślony piórem najdowcipniejszego z pisarzy, najgorliwszego z ucz- 
iw księdza de Łamennais Ten przesąd, ta wyłączność, ta klątwa 
rozum, urozmaicone patryotyzmem, nauką moralną, zarażone ni- 
■emnem pochlet>Etwem, oburzają rzeczywistych przyjaciół ludzko- 
[Postęp Nr. 8 Btr. 119—121.) 
') Positp Nr. 8, Btr. 127. 

') Jon Czyński pełnił obowiązki szefa sztabu przy dowódzcy 
wstania w województwie lubelskiem, służbę wojokową przy puł- 
irniku, później generale Szeptyckim, w końcu przygotowywał pro- 
ta na sejm przy ministrze wojny. (List Czyńskicgo pod datą 
:o Września 1!!^ w numerze 10-tym Post^/nt str. 157.) 



— 204 — 

W domu bil aiq hrabia z popem, 
Kto t nich jest póczciwszym chłopem. 
Pies z wieprzem gryzł się pod gankiem. 
Kto z nich jest lepszym barankiem. 
Pies i wieprz gryzą się z aobą, 
Kto z nich jest trzody ozdobą. 
Gryzła się kotka ze świnią. 
Kto s nich w domu s^spodynią. 

Do zajadłych demokratów jeszcze Mickiewicz w kszt^- 
x;ie bajki tak przemawiał : 

Ludzie na czystem polu stanili dom nowy, 

Opodal z ropuchami kldcily się sowy. 

Szekla sowa: to dla mnie budują pokoje, 

A ropucha ziewnęła: moje to są, moje. 

Rzekł człowiek: sowy dotąd żyły w rozwalinach, 

A ropuchy w pognilych ścianach i seczelinach, 

My budujem podłogę czystą i dach nowy, 

A gdzież tam będzie miejace dla żab i dla sovy. 

Powyższe wiersze oiectiybiiie byłby zniszczył Mickiemcs, 
gdyby Die znajdowały się w rękoptśmie darowanym przei 
niego na pamiątkę Ignacemu Domeyce, który go nam ofiar 
rowi^. 

Przynosząc x miasta uszy pełne stuku, 
Przekleństw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów, 
Zapóźnych ialdw. potępieńczych Bwar6w, >J 

Zgromiłby nie jednio, lecz ochłonąwszy z gniewa pnj- 
znawał, 2e najgorszy z tułaczy miał za sobą okoliczności łago- 
dzące: 

A gdy na łale ten świat nie ma ucho, 

Ody ich co chwila nowina przeraża. 

Bijąca z Polski jako dzwon cmentarza, 

Gdy im prędkiego zgonu iyczt stra2e. 

Wrogi idi wabią zdalu jak grabarze, 



*) Dzieła Adama Miekiemeta, t. 111. Btr. S 



— 205 — 

Gdf 'W niebie nawet nndziei nie widza... 
Nie dziw, że ludzi, świat, siebie nhydzą. 
Że utraciwszy rozum w roękacli dłu)nch, 
Plwają na siebie i żrą jedni drugich! ') 

Dziś każdy świstek pisany ręką Mickiewicza , który 
uszedł zniszczenia, Die ujdzie druku. Wiersze na wichrzy- 
cieli emigracyjnych zdradzają i rozdrażnienie i boleść poety, 
uczucia te i w listach jego przebijały. „Paiyż tak obrzydzi- 
łem, pisał on do Odyńca 28-go Stycznia 1833 r., że ledwo 
już mogę wytrzymać." ^) Zobaczymy w następnym rozdziale, 
że Mickiewicz od żadnój poczciwej i pożytecznej roboty emi- 
gracyJDt^j nie usuwał sig, ale narzekano na niego za to, że 
urzędowów tulaczyeh odmawiał. „Waleryan, ') pisał Mickie- 
wicz 5-go Marca 1833 do Stefana Garczyńskiego, narzeka na 
moje opieszałość polityczną... Mówiłem Lelewelowi, żeby 
zaraz si§ usunął, źle to przyjął, i teraz widzi, żem dobrze 
radził." *) Gniewy poety skończyły sig dobrodusznym śmie- 
chem i gromy poetyckie zastąpił ułamek z Gazety Szawel- 
skiej, gdzie w cudownym numerze 2-go Czerwca roku pań- 
skiego 1899 podana jest wiadomość, że pielgrzymstwo za po- 
wrotem do Polski postanowiło wszystko, co było napisane 
przeciw rodakom, Bpalić i zachować milczenie o tern, co sig 
między nimi za granicą działo. *} 

Do innych trosk j^o dołączał się niepokój o brata 
Franciszka, bał aif, aby go Prusacy z KsigaŁwa nie wypło- 
szyli, starał sig dzieła swoje sprzedać za dożywotnią pensyą 
„małą wprawdzie, ale pewną." ^ Jeżeli by bratu nie udało 
sig do Litwy powrócić lub w Esigstwie utrzymać sig „pensy^. 



■) Dzielą Adama Mickicteicza t. III. etr. 350. 

■) Korespondenq/a Adama Mickienńeta t. I. str. 106, 

*] Pietkiewicz. 

*) Koretpondeneya Adama JHic/deteieza, Ł I. itr. 110. 

*) I^ętnaatj pólarkosz Pielgrzyma polskiego pod datą 28-go 

Czerwca 1ES3 r. 

"] Korespondencya Adama Mickiewicza t. I. str. 1C9. 



— 206 — 

pisał do niego Adam 15 Lutego 1833 r., przeniosę na twoje 
dożywocie i tobie całkiem ustąpię, bo ja sam znąjdg jakoi 
sposób do ż}'cia, zresztą jeszcze mogę coś napisać."^} Ten 
fakt maluje tak bezinteresowność Adama, jak przywiązanie 
jego braterskie, ale nie dobił targu, z ktiirego spodziewał sif 
rocznćj intraty „około tysiąc złotych, może i wigcćj." •) 

Przekład francuzki Ksiąg piełgrzymstipa z . obszemf 
i wojowniczą przedmową hr. Montalemberta przyjęła prasa 
francuzka przychylnie. Montalembert zgłosił sig do Mickie- 
wicza, za powrotem z Ilzymu, z listem polecająi^m pani An- 
kwiczowćj.") Adam bywał na zebraniach młodzieiy fcalolic- 
kićj, którą Montalembert skupiał około siebie. „Wieczory . 
dla młodzieży, pisał Fryderyk Ozaoam w liście pod datą 6-gł 
Stycznia 1833 r., odbywają się co Niedziela n Moatalemberta. 
Itozmowa jest zwykle bardzo żywa i urozmaicona; podają 
puncz i ciasteczka, wraca &ię kupami po czterech, lub piędo. 
Zamierzam tam uczęszczać od czasu do czasn. Ostatnićj Nie- 
dzieli spotkałem pp. de Coux, d'Ault-DumeEml, Mickiewicza, 
sławnego litewskiego poetę; Feliksa Mćrode, któr^o naród 
belgijski chciał obrać za króla; Sainte-Beuve przychodzi cza- 
sem na wieczory, zwiastują Ht bytność Wiktora Hugo. Mi- 
łość cbrześciaóska i braterstwo stanowią treść tych zgroma- 
dzeń. Montalembert ma twarz anielską i rozmowg bardzo 
pouczającą. Rozprawia się o literaturze, historyi, poŁnebad 
klass ubogich, postępie cywilizacyi. 02ywienie jest wiel- 
kie, serca biją żywiej , wychodzi się z stodkiem lado- 
woleniem, z czystą uciechą, z duszą pewną siebie i z mg- 
ztwem na przyszłość."*) W przekładzie J^siąc pieigrzgm- 
siwa dopomfigt ftlootalembertowi Bohdan Jauski. Z listi 



'J KoresiHtndencija Adama Mickiemeza t. I. Btr. 1G9. 
') Ibid. 

*J Kwtmia przez ks. J. Sicmicństiego str. 140. 
*) Oemres complites dc A. F. Ozanam l. X. atr. 59, w &«4 
Paryi 1865 r. 



— 207 — 

bez daty do Ankwiczówaćj dowiadujemy s\% , że Mickie- 
wicz ofiarował Montalembertowi dawać mu lekcyc pol- 
skie języka, „lecz, piszo Montalembert, nie chciałem nad- 
używać jego uprzejmości. Czekam, aż zntydzie kogoś , który 
często każe mi żałować niewyczerpanćj cierpliwości i dobroci, 
jaką Pani wzgl^em mnie okazywała, gdy miałem zaszczyt 
być Pani uczniem." W liście pod datą 22-go Lutego 1833 
Montalembert dodaje: „Czekam na okazi-ą, aby Pani posłać 
drugą paczkę broszur, którą Mickiewicz przygotował dla Pań, 
lecz okazye są rzadkie i nie znam poczty prywatnćj, któraby 
aę podjgła transportu aż do Rzymu, Sądzę, że Pani odbie- 
rzesz wkrótce 4-ty tom poezyi Mickiewicza, który dzisiaj 
oddajg na pocztę, stosownie do jćj żądania. Nie wątpig, ie 
Pani znasz już jego cudowną książeczkę w stylu biblijnym. 
Na zapytanie co do mojój pracy nad językiem polskim, mam 
wiele do doniesienia. Wkrótce po ostatnim liście zacząłem 
brać regularne lekcye nie od Mickiewicza, którego czasu tak 
kosztownego nie chciałem zabierać, lecz od jego przyjaciela 
Botidana Jańskiego, który przed powstaniem wysłany był ko- 
sztem rządu do Francyi na naukę, został wyznawcą Siiint- 
Simonizmu, a późnićj katolikiem, dzięki książkom księdza 
de Lamannais i księdza Gerbet. Spostrzegłem, że trudności 
zwiększają się zamiast się zmniejszać, tęcz nie straciłem od- 
"Wagi, przeciwnie kompromituję się przez wystąpienie równic 
zarozumiałe jak śmieszne, pozwalając na wydrukowanie na- 
zwiska mojego jako tłumacza cudnych J^sit/g pielgrzymstwa. 
W rzeczywistości nie ja tłumaczyłem, lecz tylko tłumaczenie 
poprawUem i przerobiłem. Pan Bohdan Jański przetłumaczył 
dosłownie, czego ja nie byłbym potrafił uczynić. Położyłem 
moje nazwisko, ateb^ książka się rozeszła trochę między ka- 
tolikami liberalnymi, stronnikami Aveniru,*) jedyni, którzy 
-we Francyi cenią to dziełko, potępione przez fałszywych 
liberiJów Kwyera ') i absolutystów. Proszę zbytecznie się 



*) L'm>enir, piemo wydawane przez Lameimais. 
■) Le Courrier Francmt. 



nie śmiać z mego szarlatanizmu. Nie omieszkam posłać pani 
egzemplarzy, skoro tylko druk się ukończy." 

Do puszczenia w obieg przekładu Ksiąg Pielgrzymsiwa 
przyczynił się Eustachy Januszkiewicz, któremu zawdzięcza- 
my kilka zajmujących szczegółów o tem głośnem wydaniu. 
„Byłem, pisał Eustachy Januszkiewicz, w m^ nowej księ- 
gami na Quai Yoltaire, i rozmawiałem z Szemiothem; wcho- 
dzi Cezary Plater i powiada, że Montalembert już wygotował 
tłumaczenie ftsiijg, ale chciałby, aby Reuduel, wówczas naj- 
modniejszy wydawca, dał swoje imię. . Tego dość było, aby 
książka poszła w świat ; płacono mu za to. Takim księga- 
rzem przed nim bjł sławny Ledoyen; dziś mamy kilku: He- 
tzel, Leyy, Hachette, Dentu, ale już to nie Renduele. Hr. 
^lontalcmbert chciał poniewierać i siebie i książkę, prosząc 
o opiekę i dla tego przysłał Platera, a koszt druku brał na 
siebie. Ja i Szemioth odezwaliśmy się : — my obaj podej- 
mujemy się i Itenduela skłonić i druk zapłacić. — SzemioUi 
żyje, więc mam świadka. Nie była to wcale zła spekulacya. 
Ledwie wyszła z druku książka, Mćline czy Haumaoii wy- 
drukował wedle 3-cićj eprewy w maluczkim formacie, a po- 
tem wyszło 2-gie wydauie w formacie, jak paryzkie popraw 
wnc. Mimo to książka w rok rozeszła się. Renduel drugi- 
edycyi nie chciał robić, mówiąc, że to za mała rzecz, więc^ 
przynosi kłopotu, niż zysku. Gdyby to in 8" i w dwóch 
tomach, jak romanse Sand, toby jeszcze przyj-" ') 

„Wczoraj, czytamy w szóstym piMai-kuszu Pielgrzyms 
pod datą 16-go Maja 1833 r , wyszło z drukarni p. Pintrd 
tłumaczenie francuzkie Ksiąg narodu i pielgrzymstwa poUkieg* 
przez pana Montalemberta, Para Francyi. Poprzedzone jest 
przedmową tłumacza, z którą nie zaniechamy poznać blilij 
naszych czytelników ; nadto dodano hymn do Polski ks. de Lt 
Mennais." ') 



t) Wyjątki z przedmowy Montalemberta umieacil i^wl^rqa 



dla "la^ciwe^o oii>ini'iiia i^kii^ii il/ii'ia \v/y\\-.\. /v\)\ liljcraly 
i republikanie racyoiialiści \v\iYi.'k!i sie iticjwlncgo / iiawy- 
knień umysłowych i wyobrazili sobie na chwilę, że sij Irland- 
czykami lub Polakami. Krytyk ujmował się za tą 1'rancyą, 
która nie zasługuje na wyrzuty poety i polecał go tym 
wszystkim, którzy „chociażby pod szatą mezwykłą zdołaj% 
pojąć ideę przyszłej wolności."-) 



w numerach 5 i 12 (.'zerwcii ls33 r. Ilymii do PoUki wpieal ks, Ln 
Itlennaia w Bzymic do .\lbuiiiu tlforyetty Ankwiczówny. Wyda- 
nie drugie ksiąg Pieiyr^nislifti ogłasza Jiiiifnttl ile la librairie S-gO 
Ccerwca 1833 roku. W Paryiii wyszło w Marcu tluniacxcnie nie- 
mieckie I. H. riaugera, i litewskii-, drukowane u PiiiarUa, którego 
Biblioteka poUka w Parj'żu posiada egzemplarz w zapisanych j^j 
dziełach praez S. p. Karola P^wanla Wodzinskicgu. 

') W numerze 8-go Lipca ISaii r. 

•) Pochwały dane Jlickie wieżowi w dzienniku „stojącym na 
czele rnchn," strasznie ubodły J. Ii. Ostrowskiego i odpowiedział 
na actyknl iJainte-Beuve długą lilipiką. Obiecywał, ż<; pÓKnii^j po- 
ńwi^i OBobny artykuł dziennikowi Pirlgrzyiii, „pozornie rewolucyj- 
nemu, rzeczywiiicte na dnie i<wći torby zn^znie ukrywającemu do- 
gnULtyun, nowe złagodzone ujarzmienie my^li człowieku, absolutyzm 
raligijny, a następnie i polityczny.-' Go do Ssiny I^elgrzynistwa, 
Ostrowski twierdzi, te ich autor nic pojmuje „u^amowolnienia my- 
śli," te zamyśla ni mniej ni więcł'j „odbudować przeszłość, przeko- 
nać o kłamstwo i obłąkanie stuletnia zwycięzbą insurekcyą myśli." 
Ostrowski, w czem aic zgadza z krytyką najnowszą fisiąg Pklgrzijm- 
gbfoa, powstaje przeciw „przesadzonej, staJ^zowanej wielkości Pol- 
ski," i „obrazie łudu Fnmcyi." Nie należało, według Ostro wskiego, 
wypowiadać wojny „wszelkim nic u na.<4 atworzonym wj'obrafa- 
niom," nie nalaiato „przyrzec Polsce, Europie odrodzenie przez ka- 
tolicyzm." Ostrowski dodaje : „i^mieazna jcet myśl nicowania bisto- 
ryi, dziwaczna ogłaszać siebie kareiciclem nowi'j wiary ludów, na- 
prawiaczem, jak sobie mówimy, niebezpieczny cli złudzeń . . . WoIno2 
nam sarauoać szaleństwo i bezrozum rewolucyom z wy ciężkim ? Je- 
ślibyśmy podobnie rozumować chcieli, lepiej uczynim, kiedy nasz 
pielgnymaki obóz przeniesiem do Kzyinu, który poUką wolnoeó 
wyklina." {Pfdcrtym Adam Mickiewicz w czwartym pólukoszu ga- 
aaty: Somi Polska.) 

ifmtt Adama MitUtirlaa. Tom tL 14 



— 210 — 

Pisarz z obozu katolickiego, przyznając, że z dzirf 
Mickiewicza znał jedynie tłumaczenie Ksi^g Pie/grzymsiira, 
nazywał Polskę Palestyną północy i ^Yz^]iośle porównywał 
słodycz i zdanie sig na wolę Boż% wspomnień wigziennycU 
Silvio Pcllico z świętym gniewem Mickiewicza.') Na ogiM 
podziw formy gardząc^ wszclkiemi retorycznemi ozdobami 
góruje nad wszystkiem innem w ocenacli francuzkicli. Re- 
cenzent dziennika /e Sihcie, =) przytaczając liczBC ustępy 
z Ksiąg Pielgrzymstwa dodaje: „Słowa nasze nie mogą dać 
czytelnikom wyobrażenia o dziele tak rożnem od tego wszys- 
tkiego, co się u nas drukuje w takiem mnóstwie*" 

Nie mniój zdumiewała liberałów francuzkicli religijność 
autora. Łe Temps^ wymawia Mickiewiczowi, „że nadzieje re- 
ligijne przemawiają doń silniej, niż wiara patryotyczna, że 
jest bardziej chrześcianinem niż patryotą." 

Zapt^ liberałów katolickich, póki Rzym sądu sw^ nie 
wypowiedział, był ogromny. Jeden z oajbardzićj obiecigą- 
cych przedstawicieli tego obozu, Maurycy de Guórin, którego 
czeki^a śmierć przedwczesna, pisał 16-go Maja 1833 roku: 
„Adam Mickiewicz jest zdaniem Feli *) największy poeta no- 
woczesny. Dzieło jego jest zachwycające. Jest to styl przy- 
pominający i proroków i ewangelią. Nigdym nie' widzi^ 
bardziej zdumiewającćj poezyi."*) Gućrin 21-go Czerwca 
pisał do siostry : „Feli jest w uniesieniu. Nie znasz jeszcze 
podobnej poezyi ż wyjątkiem Biblii. Co to za naród, do 
którego można dzisiaj podobnemt słowy przemawiać i co to 
za człowiek, od którego słowa te pochodzą ?"") 



') Artykuł podpisany: H. B. 9tr. JJO t I. zeszyt Paidsiw- 
nika 1833 r. gazety ; Le Poloiiais. 

■) Artykuł podpisany X, B. w gazecie: Ig Siicle, Reeue ai- 
tięie de la UlUrature, des sdeiices et des ans t. II. Btr. 406—406. 

•) Le Temps, joumal du p^ogr^8, N. 30 i Sl-go Iip«a 1633 r. 

•) Fł^lidtś de I-amennais. 

") Maurycy de Guśrin. Reliymae. Paryż M. D. OCC liŁ 

0) Ibid. 



— 211 — 

Początkowo dzienniki katolickie milczały. Za to organ 
protestancki łe Semeur powstał na zuchwalca, odmawiając 
Mickiewiczowi prawa używania formy biblijnej : „Niech język 
Ctuinaana ^nży tylko do przedmiotów Clianaeńskich," pisał 
krytyk, wyrzucając poecie, że wydziera kamienie ze świątyni 
dla wzniesienia budowy ziemskiej. ') Czyżby Ewangelia nie 
moKła być wzorem stylu, jak jest wzorem życia? 

W dziele: Sprawy Jizymskie, pisze Lamenais: „Wzią- 
łem z Pielgrzymstwa Polskiego p. Mickiewicza myśl do Pa- 
Tołes d'itfi Croyant." ^ Papież Grzegorz XVI., potgpiąjąc 
w ostrych słowach to pisemko Lamcnnais'go w breve wyda- 
nym do biskupa dyecezyi Rcnnes, 5-go Października ltJ33, 
zawadza też i o Księgi Pielyrzymslwa, „Do tych powodów 
boleści przybywa jeszcze inny : Księgi Pielgrzijmstma Po/skief/o, 
ipismo pełne zuchwalstwa i przewrotności i Lamenuais nie 
indgł nie wiedzieć, co tam w przedmowie wypowiada tak 
•obszernie i gwałtownie jeden z jego głównych uczni (Monta- 
lembert), którego wraz z nim przyjgliśmy łaskawie w roku 
zesrfym."') 

„Co pan powiadasz, pisał z Monachium 5-go Stycznia 
Hontalembert do Jańskiego, o breve papieskiem z przyczyny 
Ksufff Pitlgrzymsiwa? Nie potrzebuję mówić w jak głęboką 
boleść mię ono pogrążyło i jak opłakane następstwa pocią- 
:gnie ono na resztę mojego życia. Ledwie oczom moim wie- 

1) Le Sanew t. II. N. 37 15-t;o Maja 183^. 

•) BohcUn Zaleski piast w 18!il ilo Kajsiewicza; „De IjŁ- 
meiuiaiB wydal iwieio książkę w rodzaju Asiąg Narmiu: ParoUs 
rf'Mt Crouant, a raczej po prostu naBlodowanie Mickiewicza z wiciu 
plugin ł^'"' Adam posiada, >» bije w niój pokłon Molochowi cze- 
£ciś] od niego, choć ksiądz i w sutannie: bardzii;) mu się to nie gc- 
dsłło." {Początki odrodzenia na wijchoditme. Przegląd polski Czerwiec 
1891 r.) 

*) ... Altera subito aeces»iŁ ratio doloris, commentariolum 
<b Po^meo peregrinatore, plenum temeritatis ac malitiae, in (ino 
hand ipsnm latet qnidnam longo ac veliementi acnnone praefntus 
faerit alter ex praecipnis ejus alumnis, <|ucm anno superiore una 
-cnm «odem ipse benigne fueramus adloquuti. 



— 212 — 

rzyć zdoJam. Breve zwriSciło uwagę na siebie wszystkich 
szwajcarskich i niemieckich dzienników broQi%c;ch absolu- 
tyzmn, a szczególniej Gazeiy Frank/urisAiiy, która mnie ściga 
fiwemi denuncjacyami i pisze ogromne artykuły o moich 
podróżach w celach propagandy. Gazefa Fryburska, przyto- 
czywszy kilka nstgpów z mojej przedmowy, mówi z roskosz% 
pewną, że jestem oslalnin odmianf^ znnmp wicieMzwj liberał' 
nćj. Nie myśl pan, żeby to wszystko mogło zachwiać we mnie 
miłości dla Polski — przeciwnie." ') 

Kzym potępiał raczój przedmowę Montalemberta niż 
same Ksii;gi Pielgr:ymsln:a, czego dowodem, że podobno 
w tych ostatnich latach zostały one wyjęte z pod indeksu. 
Tusząc sobie, że kościół odwoła prędzśj lub później wyrok 
niesłuszny, Mickiewicz nie poszedł w ^lady LaaieQuais'go. 
Szanował jego absolutną szczerość, lecz nie wierzył, aby za 
pomocą rozpraw filozoficznych można było ratować społe- 
czeństwo. Czy to Ojcowie kościoła, czy założyciele wielkich 
zakonów tak naprawę kościoła, jak poprawę wiernych zasa- 
dzali na łączeniu się ludzi dobrt-j woli w celu lu-zewienia 
cnót nadzwycztynych i praktykowaniu ich w życiu codzien* 
nem. Zobaczymy późniśj, że tę drogę poczytywał Mickiewicz 
za właściwą dla Polaków, pragnącycli zbawienia Ojczyzny. 

W Rzymie pierwsze przyjęcie Ksiąg Pielgrzymsfwa byłu 
dobre. Ankwiczowa pisała do Mickiewicza, „że wszyscy im 
sprawiedliwość oddają i 2o Yentura chce je po łacinie prze- 
łożyć." *) Nawet po breve papiczkiem Karol Edward Wo- 
dziński, przebywający w Rzymie, zapisuje w swoim dzien- 
onilni : „Chociaż papież Ksi^'iji Pielgmymstina Mickiewicu 
potępił, trzój zakonnicy przetłumaczyli je, jeden po włosko* 
drugi na łaciński, a trzeci na nowo-grecki język." *) 



■} X. Paweł Smo Ilkowski. Początki odradzana religipt€}» 
na nychodżlnne, podług /r^ideł rękopiśmiennych w Keuycie czsrwco- 
■wym Przfglą'lu Polskiego str. 327, Kraków 1891 r. 

•) AoresponiUiici/a Adama Mickiemcza t. III. str. 179. 

'J iFsjminnienia z włóczęgi po Europie. 



— 213 — 

Jeden z głębszych myślicieli francuzkicli, Ballanche, 
prjeślicznit! tłumaczy wpływ Mickiewicza na Lainennai8'go 
i w ogóle wpływ nieszczęść polskicłi na piśmiennictwo frau- 
cuzkie: „Les Faroks d'uii C>oy«H( księdza I^amennais nie jest 
dziełem odosobnionem, poprzedziły je ^stfgi Pielgrzymsima 
Polskiego, poety Adama Mickiewicza, prz^ożone przez Mon- 
talembcrta. Trzeba dobrze rozważyć ten fakt, mojem zda- 
niem wiełce doniosły. Dla wielu osób, dla instynktu nawet 
ludów, dola Polski była niejako złowrogą zapowiedzią losu 
przeznaczonego może całćj Europie, Wśród tłumów rozna- 
miętnionych, tak rzewnie współczujących z podobnemi klę- 
skami, serca szlachetne przejęły się najprzód głęboką litością 
a późnićj niezmierną trwogą. Powiedziano sobie: Oto juJi 
zapora obalona, nasza straż przednia zginęła, pozostaje tylko 
wielki smętny grobowiec między barbarzyństwem a cywiliza- 
cyą. Wtenczas wyraz strasznćj boleści wywołań^ niezasła- 
żonemi klęskami Polski, wiekopomn(\j siostry naszćj, stał sig 
ogólnym wyrazem niesłychanej trwogi o nasze własne losy. 
zatrwożono się o wszystkie swobody w zarodku czy w roz- 
kwicie. Ludy ogarnęła jakaś gorączkowa nieufność do wła- 
snych rządów i zapragnęły ratować się same pr^ez się." ') 



■) Ri-e^ie Earopecnne i. VIII. ]^Iaj IS31. W kronice piama: 
Smwetiirs de la Pohipie, w czwartym kwartale czytamy: „Ssifgi 1'iel- 
•jrzymslwa polskiego znane we Francyi, dzięki ttumaczeniu hrabit^ 
JUontalemberts, przedrukowują Hig po raz czwarty po polaku, cho- 
ciaż władze rosHyjskic zakazały ich czytania pod karą śmieioL 
Dwóch Niemców przełożyło je po ninmiocku i niedawno wyszło tłu- 
maczenie angielskie w I^ndynie." (titr. ;{25. 183-1 r.) W owym cza- 
sie Kurowski wydal portret litograficzny Mickiewicza „poświęcony 
Litwinom," Pismo Soiwaiir ile ta Pohgite tak ń% o tym portrecie 
wyrażało: „Adam Itfickiewicz, narodowy poeta Polski, dość jeflt 
znany w caifj Europie patryotyczntfj i literackiej, aby nie było po- 
trzeby wymieniać tutaj jego licznych i pięknych utworów, ogra- 
niczamy HJĘ na przytoczeniu faktu, że ostatnie jego dzieło: Księgi 
Pielgrzymitma poUkiei/o, którego cztery wydania, odbite w dziesięciu 
tysiącach egzemplarzy, prawie zaraz wyczerpaiętych, przetłumaczone 
zoetało na froacuzki, angielski i niemiecki i<;zyki i że spntedal lub 



— 214 ~ 

W późniejszych latach emigracyi dzienniki polskie po- 
wstawidy na Asieci Pielijrzymsima jako zbyt katolickie, kores- 
pondent emigructji polskiej, po rozbiorze Nieboskiej Komedtji 
i Irydijima, w którym pomawia aulora o jeziiityzm i niedo- 
łężne naśladownictwo, przechodzi do Mickiewicza i Bro- 
dzińskiego: „Pozostaje nam jeszcze kilka stów powiedzieć 
o dwóch politycznych pamttetach: Księgi Narodu polskiego 
i Głos z ziemi itcisktt. Obadwa, starszym braciom, sternikom, 
ludziom, ztwjifcym sif na morzu. Księciu zaczarowanemu, czołem 
biją i tułactwo do ślepego im posłuszeństwa nakłaiuaj%. 
Przypatrzmy się tylko, ozem ci sternicy zasłużyli sobie na 
tak wielkie posłuszeństwo? Ci ladzie znający się na mona, 
ci zawołani sternicy, gdzież narodową podzieli nawę? O! Pra- 
wdziwie nie pojmujemy, jak można te spróchniałe niedola, 
które same spokojności błagają, na wodzów emigracyi pro- 
ponować, Jestto jezuicko-piekielnie z nićj się naigrawać, 
jestto nie widzioó jak młodzież polska, sama też bez obcfij 
pomocy, potrafi się poświęcić dla ojczyzny, dla ludu polskiego. 
Takie to pisma, wraz ze zlo/ym ołtarzykiem kilku formatów 
zalewały dotąd kraj nasz, rozdawano je nawet bezpłatnie" ') 

Trzecia część Dziadów wyszła z druku w połowie Listo- 
pada 1832-go r.^ Z listu Bobdana Zaleskiego z Listopada 



poHiadaDie czwartej tomn jego poezyi, zabronione jeat pod karą 
śmierci w krajach poiidnnych włiulzy carakićj, w których aator, di 
lat kilka przed rewolacyą cicrpiat prześladowanie rossyjakic. Są- 
dzimy, że odbiciem portretu, za któregr. podiibińustwo ręcsyć mo- 
iemy, uprzedzamy życzenie wszystkich przyjaciół sprawy polski^ 
i wolności EuropejskiĄ', jako lii lieznych wielbicieli poety (»tr, 33l.f 

') Str. 60 i 0.1 

') Tom czwarty poezyi, zawierający ii-cią część Duadów ogło- | 
ozony jest w Juw-iial lić (' Imprimerie ei de ta llhralrie w numene 4ft ( 
pod datą 17-go Listopada ISlIi str. (i(17. Drufpe wydanie ogloMl 
Jdumal de I' Iinprimtrie ćl lU la Uhrairie 12 Października-lSSS r. Roi- 
przedat III części Dtiai/m rozpoczęta bIi; w drukami polski^ &^ i 
StyczDia 188:-t r. (Ob. PieU/rzym /miski pod tą datą.) Recen^ I 
IHelyrzym polski ogłodl i-i-go Stycznia ISS^l Wyjątek z pocblebnes ^ 



— 215 — 

di.i A. Uieliiwskicyii okazuje! ^itj, c/imiiii pr/i'/ ]>r>ltora niic^iąrii 
iiikuinu w rai)v,u tuii tum niu lijl znany. ..Mam w tij 
chwili, pisał Zaleski, na stulikii calij tok^ niednikdwanycli 
pism Mickiewicza, które na kilka grubych tomów wystarczą. 
Obecnie drukuje trzecią część Dziadńw, która zajmuje cały 
4-ty tom etiycyi Paryzkiij. Od nićj zaczuie sig nowa epoka 
poetycka Mickiewicza. Dotąd znaliście poezyą młodzieńczą, 
odtąd ujrzycie poezye męża, mgża w zupełnej dojrzałości 
i potgdze gieniuszu. Nic mogę ci opisać treści Dziadów, bo 
zobowiąz^em się do tajemnicy i oprócz trzech osób, nikt 
więcej nie wie o tem w Paryżu, ale za tygodni sześć bę- 
dziecie ju2 mieli drukowane we Lwowie. Napiszesz mt wtedy 
jak sig wam wyda improwizacya poety w więzieniu i różne 
sceny balowe. Bojg sig, abym się nic wygadał. W ogólności 
powiem. Dziady będą naszą prawdziwą narodową epopeją, 
są to obszerne ramy, które żywot narodu i wszystkie światy 
poetyczne obejmą." Krasiński pisał do Gaszyńskiego 16-go 
Grudnia 1833-go: „Iraprowizacya Konrada jest dzielna," 
Wiemy z opowiadania Ignacego Domeyki, że czas pisania 
Bziadów był dla Adama epoką największego w życiu umar- 
twienia, ponieważ odnowił mu się obraz przeszłości, tego co 
sam wycierpiał i cierpień narodu. „Po napisaniu icb, do- 
d^je Domeyko, zakwitJa wiosna i zdawało się, jakoby ciężar 
jaki ogromny spadł z jego duszy." ') Jak drogie kamienie 
z kopalni poeta wydobywał z ciemności podziemnych akta 
męczeńskie i widzenie księdza Piotra otacza aureolą nowe 
ofiary carskie. 

Jak rozszarpanie Polski jest w dziejach Europy zbrodnią 
dotąd nie praktykowaną, tak i pastwienie sig nad nią jest 
bezprzykładne. Przywłaszczenie polskich majątków stało się 
n. p. dla Carów jednym z głównych środków rządzenia pod- 
bitym krajem. W spisie skonfiskowanych majątków, który 



oceDieniem ukaza) się w dzienniku; AgaciiUki Jó:ef, iołnitrz, pod datą 
3-go Stycznia 1833 r. 

') KorerpondejKya Adama ifickienricza t IV. atr. 5. 



— 216 — 

ogłosił 3-go Maja 1833-po kuryer liteitski') jest nsstgpna 
wzmianka: ^Franciszek Mickiewicz miał dom murowany 
w Nowogródku."-) Papiery i pamiątki familijne przepadły, 
samą kamienicę pożar zniszczy! później. 



') kiirespottilenfyu Ailiima MkkUmaa tom IV. alr. (i2. 

') Plenipotencyfl, wydana Franciszkowi Mickiewiczowi wzglę- 
dem Immienicy Nowugrudzkii'). dala pochup ntitdzom roMyjskimdo 
jfj skonfiiikowania, jakłiy do nie^^o same^ iiależala. Aleksander 
i Jcrzj Mickien-iczon'ie nie mogli nawin dopomnieć się o swoje 
prawa, ^(.'hciałcm przeiUiewziuć jakie erodki, pisał Aleksander Mic- 
kiewicz do brała 1'ranci'^zka, lecz oznajmiono mi, ±e bez obUgćw 
twoich lu1> ro^pisek nu wzięte pieiibdzc, i to iirzed lat dzieciątkiem 
przynajmniej, nic wskurać niepodobna. Zostawimy tedy i to n» 
woIq OpatrznoŃoi.'' W lifcie do Franciszka Malewskiego Aleksan- 
der Mickiewicz dodaje inne objaśnienia: „Krauciazek przez wladM 
miejscowe byl publikowany juko emigrant, a wedle winy, połicioii^ 
do ^-go rzi^u. Z powodu jego wydalenia sio, kamienica w Nowo- 
gródku, po rodzicach pozostatii, byln seknestrowauą. Dtugu nn ni^ 
niegdyŃ było na HiO r. st. Ten dług, Franciszek, n« mocy dant-j od 
nas plenipotencyl, w Wilnie przyznanej, częściami spłacił zupelaie. 
Przy takowych wypłatach, zapii^iinych w akta nowogródzkie, znale- 
ziono imię Franciszka i policzono tę fume na jego wytącsuą wU> 
snosi'-, a przehi należitcii do skarbu, a opartą na kamienicy. Kamie- 
nica ta z zabudowaniami koi^ztowala rodziców 3000 r. sr. i zwróciła 
ona uwagę jednego z kruczków miejscowycb, za jego staraniem iro- 
biono przedstawienie z miasta o sprzedaż z licytacyi na dochód 
skarbu, (KM>ni')no iiO<) r. sr. (sprzedaż odbyła się w giibemialaem 
miei<cie GrotlDie, gdzie ^ię nią nikt nie interesował i tenle kmciek 
kupi) za 650 r. sr. i dotiid mieszka. Działo się to w czasie Mroych 
moich przenosin z Kijowa do Charkowa i ledwie w pól roku po 
skończonej sprzcdaity dowiedziałem eii;." Aleksander Uickiewic^ 
byłby odkupił ową kamienicę, ale włazi mu w drogę Ów spekulant, 
kUiry doniesieniem rzijdowi, £c kamienica niszczeje, przyspieszył wy- 
stawienie ji^j na sprzedaż, a Aleksandra Mickiewicza odstręccył od 
wzięcia udziału w licytacji zaręezeniem, że kupuje ją jedynie dU 
odstąpienia mu j<^j kiedyś. Aleksander Mickiewicz, doczekawszy siii 
emerytury, przypomniał mu na piśmie daną obietnicę. „Chytry na- 
bywca naszego domu, mówi Aleksander Mickiewicz w lijcie 6 wrze- 
śnia lH<i2 r. do Franciszka Mickiewicza, Już nie tyje, spekalawa^ 
że tom postawią pomnik dla Adama i cenił pięć tysięcy rubli, a ko- 



— 217 — 

Krytyk francuzki G. OIivier, po ogłoszeniu trzeciśj 
części Dziadów, tak się o Mickiewiczu wyrażał: „Jestło Misti-z 
tój Ezkoły, która łączy sztukę z odrodzeniem politycznem. 
Prześladowany odkąd zaczął myśleć, syn nieszczęśliwego 
narodu, przywiązany do kraju, Mickiewicz w poezyach swoicłi 
ma za cel jedyny: Ojczyznę."') Ustępy z Dziadom ogłosił 
w tłumaczeniu prozą Burgaud des Marets -) a wierszem 
Boyer-Nioche"). Tłumaczenia mnożą się. Kotkowski*) i So- 
wiński^) dorabiają muzykę do niektórych wierszy Mickie- 
wicza, a liczne przekłady okazują się w Paryżu i na pro- 



pil z licytacyi przez intrygi za (J50. Napiaat do Cliarkowa, ża kupit 
nasi dom w celu odprzedania jednemu z naa, tejże wakacyi poje* ' 
chaleni do Nowogródka z piemedzmi, wtenczas zaliczy! ceoę w dwoje 
i cłtcia) rzeci tak lUożyć, ażeby 1 pieniądze wziąć i przy swojeio zo- 
Btau. Pan Ignacy Zaborski, wówczas sędzia, był obecny całej tij 
sprawie. Zaosic skonliBkowano za Lucyaua Sty pul ko wk kiego." 

') W artykule o poezyacti Mickiewicza, wtr. 221 — 223 prze- 
gląda: VKaropg Utleraire, jouniat de la lilleiiituie iiadoiiaU et elrani/ere. 
No. 56 5 KO Lipca 1838. 

«t Str. 179—189 t. I. dziennika U Poionais atr. 71— 75 i 116— 
120 t. II-go. W osobnym tomie 1834 r. 

•) Boyer Nioche przetłumaczy! 2-gą i 3oią część Diiadón 
■w 1834 r. W 1831 wydal byi prieklad wierszem Ody do młodości. 

*) Le chatit dli chasseur tirć des ]>o<:'sies d'Adam Mickienicz m>ee 
une chmisonnetU miisi'/uć de Kotkoirski avec accomiiagnement dt jiiimo, 
Faryt 18BS r. Na tytule litografowanym P. Villain przedetawit 
myśliwca. Cena tego wydania wynosiła fr. 8, tłumaczenie fran- 
cuskie dokonał p. Lemaitre, a muzykę rytowata Pani Lamourette. 

*J M^hdief polonaises, album lyriąue, contenant des roman- 
c«s, chanaonnetea et mazureka d une ou plusieura voix, parolea 
francaiaea et polonsises par M. M. Bćtoumś, G. Fulgence, S. Go- 
ezciyński, £. Gaaiyńiki, L. Lemaitre, A. Stowaczyński et S. D. S., 
miSBB en muaiąae par Albert Sowiński, ornć d'uiie litograpbie par 
M. Kurowski, proprietś de Tauteur. Frii: 12 franca. Paria 1B33. 
W tern wydania znajdują aię: Śmierć jmlkoimdka, naśladowanie L. 
LemaitTk, wieras poddany z lll-ciśj części Dsiadóii-, mazurek oft 
-fllowa Mickiewicza: do konika Ki ąjs tuto w ego, c/iór Aniołów z Diia- 
^óv i pieiA Kota-ada. 



wincyi. ') Odzywają się też od czasu do czasu glosy niesforna. 
Gurowski, zanim wziął amnestyą i do Petersburga podążył, 
tak oceniał Dziady w recenzji Ahasverusa: „między nim 
i.Quinctem) a o. p. autorem Dtiadóm taka zacłiodzi różnica 
jak migdzy kowieńskim kurbankiem a Cymborasso I " *) Nie 
Icpiój traktował Mickiewicza Józef Bolesław Ostrowski, który 
strwonił całe życie na pisaniu pamfletów. „Mickiewicz, pisał 
Ostrowski, ma trzy główne pobudki: miłość, pamięć prze- 
padną o swojera ja i uczucie religijne albo raczćj katolicyzm 
z jego pojęciami. Obawiamy się niebezpiecznego wpływa 
jego ortodoksyi... Gieniuszu! wierz w siebie. Jeżeli staniesi 
się niewolnikiem jednego dogmatu, to przepadnie i chwała 
twoja i twój wpływ!"') 

Śmiesznie dziś brzmią napomnienia dawane Mickie- 
wiczowi przez ludzi takićj moralnćj wartości, jak Gurowski, 
lub J. B. Ostrowski, którzy wówczas w małych, ale hała- 
śliwych kołach, rej wodzili. Egzemplarze trzecićj częici 
Dziadom przedarły sig do ujarzmionćj i skazanćj na grotrawfr 



') w 1831 wyszło: ,^iu profit deB polonus. DithyraiiAe aU 
jiimesse, traduit du poi'te potonaie Adam Mickiewicz par iL B07W- 
Ntoche, aiitenr de fables philosophiąues et politiąues dćdićes m 
g^nóral Lafayette, ami de Kościuszko. Komniage ft \% jennnst 
des EcoleH, w 6-ce. Ba^e okIosiI; Auue merę pohiuase, p«r 11- Ban, 
avoc»t, Agen 183S r. (w broszurze: Kocznioa rewolacyi polskiej 
29-go Listopada 1830 r. obchodzona przez Polaków depirtemeotB 
Lot i Garonne.) W dziele: l'Exild de U Potomne (t L w 8-c*, 
Dijon 1833 r.) znajdują się oastępue przekt&dyi Jlpukara trąd. pu 
J. Ph. a. (atr. 41— 44j z dopiskiem, że da wstępie lewolncyi liatopa- 
dow^j oBtatoi^ strofę t^j ody pisano na wszyaŁkich domaob i ia 
ją wszystkie usta powtarzaJy. J. Ch. O., officier polonais an s«- 
vic<; belge (Krystyn Ostrowski) w dziele Soiwenir de la Pćlegwf 
J833 r. 0((lsBza przekład wiersza do Matki Polki, a w tomie Il-gim 
gazety le Polonait Btr. 167 [834 r. tłumaczenie wierszem Farysa, ttantft- 
czenie Parysa prozą znajduje się w S-cim tomie Anna/es romanligitet, n- 
Gueil dc morceaus cłioisis de littśrature contemporaiae. Pkiis IGBS. 

•) Prztjsztnsć, pismo miesięczne. Styczeń 1831 r. •tr. 2& 

"j Souvenirs de la Polo/jne etr. 386.- 391. 



— 219 — 

milczenie Polski. Moskale poznali się zaraz na doniosłości 
now^o utworn. „Czytanie poezyi Mickiewicza, pisał ów- 
czesny księgarz Alesander Jełowicki, pociąga tam (w pro- 
wincyach Polskich) za Eob% wygnanie na Sybir albo wzięcie 
w soldaty."') Dzieło było tśż zabronione w Prusach i w Au- 
stryi, ale rozchodziło się tajemnie w Księstwie Poznańskiem 
i w Galicyi, „Wyszłe niedawno w Paryżu, pisał dziennik 
Jeszcze Pohka nie zginęła, poezye A. Mickiewicza przyjęte 
były w Krakowie z tym zapałem, na jaki zasługuje znako- 
mity talent i patryotyczne uczucie autora. Na wezwanie 
konsula moskiewskiego robione były poszukiwania w nie- 
których domach, ażeby wynaleźć główny skład tychże poe- 
zyi; wszelkie jednak w tćj mierze śledztwa okazały się 
bezskuteczne. *) „Jakiemi słowy, pisał Bohdan Zaleski do 
Nabielaka 3-go Listopada 1832 o 3-ciiy części Dziadów^ od- 
malować złotą ni^, która przechodzi przez środek tych róż- 
nych zdarzef^ i uczuć? Bohaterami poematu są Bóg i sam 
poeta. Na klęczkach czytałem drukowane i niedrukowane 
części poematu." W tym samym liście Bohdan mówi: 
„Poezye Słowackiego nie wiele warte. Mozaika Mickiewicza 
i moja, a przytem dużo własnćj miki w szczelinach. Duszy 
nigdzie nie dojrzysz, ale wiersze ładne, często przepyszne, 
ale tylko jako wiersze." 

Trzecia część Dziadów najwyższy gniew obudziła w du- 
szy już pałającej zazdrością ku Mickiewiczowi Juliusza Sło- 
wackiego. Po przyjeździe Mickiewicza do Paryża Słowacki 
donosił matce, że nie pójdzie pierwszy do niego. ^) Spotkanie 
się z Adamem opisuje matce w liście z 7-go Sierpnia 1832: 



') List otwarty, piRany 23-ko Września liyj-l r. atr, 2. 

*) Pod rubryką: Ifiailomości polskie, w 8-ce Paryi U Kwie- 
tnia 1883. Pisnrezy numer nosi tytuł: Jeszcze Po/ska uh z^n^ht 
dragi: Pierwej byli a potem sąilzić jak Oj/il: poirzeha, trzeci: Ojcty- 
zfu> I Kobiość i t. ó., ale kaiden numer ozdobiony tym samym ortem 
polsltim. 

') Jjsly Słowackiego t I. str. 60. 



_ 220 — 

„Od kilku dni przjjecli^ Mickiewicz i iaAea z nas nic 
clicial zrobić pierwszego kroku do poznania się, a było 
kiika osób, którym mówił, że mnie chciałby widzieć, sta- 
rano się więc nas sprowadzić gdzie razem i poznać. Driś 
zeszliśmy się na wielkim obiedzie. Mickiewicz improwizował, 
ale dość słabo i po obiedzie kiedy chodziło towarzystwo po 
ogrodzie, Mickiewicz przystąpił do mnie i zaczęliśmy sobie 
nawzajem mówić komplementa. Mówił mnie, te mię znał 
dzieckiem, przypomniałem mu ową jego wizytę u nas, gdj 
się zszedł tak nieszczęśliwie z Janem Sniadeckim. Śmiał sig 
z przypomnienia, potem przypomniał mi, że mu Malewski 
moje wiersze za granicę przysłał. Kiedyśmy zabrnęli w kom- 
plementa, kiedy mu miiwiłem, że go uważam za pierwszego 
poetę, jeden z Polaków, stojący za mną i podchmielony za- 
pewne powtarzał jak eclio: Nadto jesteś skromny." *) 

Skromnością Słowacki nie grzeszył ; pycba przebijająca 
w jego poezyacli raziła Adama. Wkrótce słowa Mickiewicza 
powtórzone Słowackiemu bardzo go ubodly : „Jeden z Po- 
laków, pisał on do matki, mówił mi zdanie, jakie dat Mic- 
kiewicz o moich dwóch tomikach i powiedział, że moja poe- 
zya jest śliczną, że jest to gmach piękną architekturą sta- 
wiony jak wzniosły kościół, ale w kościele Boga nie ma. 
Prawda, że śliczne i poetyczne zdanie. Podobne do jego so* 
netu pod tytułem : Rezygnacya." -) 

W Jiezygnacyi poeta mówi o człowieku, który nte k»- 
cha już, ale nie zdoła zapomnieć, że kocfaał, iż ma: 

Serce podobne do dawnćj świątyni 

SpustoBzalćj niepogod i czBsfiw koleją, 

Gdzie bóstwo nie chce mieszkać a ludzie nie ńmiej^ 

Dowód, że sąd Mickiewicza nie był daleki od prawdy 
jest w tem, co Juliusz sam o sobie wyraził w wierszu, pisa- 
nym tego samego roku: 



— 221 — 

WyobrańiU zlotemi rozkwitała farby, 

I kładła się jak tęcza na ksiąg biaiej karcie: 

I^cz nic było w mij wiary w ezczę^cie ani w Boga. 

Od w głębi duszy sljszt^c krzyk szczęścia daremny. 

Mścił si; i gmach budował niedowiarstwem ciemny. ■) 

Słowacki szczycił się z tego przed matk^, że jest wię- 
kszym od Mickiewitza elegantem i donosił jśj 4-go Paździer- 
nika 1832, ie na wieczorze u księcia Czartoryskiego Adam 
pokazał się. z pomiętym od koszuli kołnierzem i we fraku 
zasmolonym. Trzecia część Dsiadóte doprowadziła go do 
wściekłości. „Więc wiecie o Adamie ? pisze do matki 30-go 
Listopada 1833. Ach, teraz dopiero powiem, ile mię ko- 
sztowało przełamanie pierwszego popędu damy. Skórom 
pi^cczytał, chciałem się koniecznie strzelać z nim i natych- 
miast posłałem do Michała (Skibickiego), przyjaciela mego 
niegdyś, aby mi pomocy swśj użyczył. Przyszedł Michał 
wieczorem i różnemi radami odwiódł mię od zamiaru. Była 
to jedna z przyczyn, dla czego do Genewy wyjechałem, te- 
raz nie uwierzycie ile męki cierpię, ilekroć ludzie chcą zda- 
nie moje o Adamie sł}'szeć. Nienawidzę go."-) 

Znaleźli się nawet poważni krytycy, którzy dają słuszność 
dziwnemu wymaganiu, aby wieszcz wspominając o Becu 
troszczył się nie o prawdę, ale o kolligacye nieboszczyka. 
„W starciu się dwóch poetów, pisze P. Spasowicz, wina jest 
po stronie Mickiewicza, który w swym poemacie, sposobem 
wcale niedwuznacznym, wytykając prawie palcem, przedsta- 
wia ojczyma Słowackiego, professora Becu, osobę drogą dla 
serca Juliusza i ubóstwiana jego matki, jako jednego z naj- 
podlejszych zauszników senatora - kuratora." *) „Jednakże, 
pisze p. Mazanowski, pamiętać mógł to, że professor Becu 
już nie iył, a natomiast żyła matka Juliusza i niezwykłe ro- 



') Gadzina myiU. Pisma J. Siowatkiego t, L. str. 25, wydanie 

*) listu Slttwaekiego t. atr. 121. 
*J Dtteje UUratary polskiej str. 363. 



— 222 — 

kujące nadzieje syn j^, którego czynem swoim stawił pod 
pręgierz." ') Czyż nieżyjących, a złych Polaków piętnować 
nie wolno? Znaleźli się na emigracyi Haukowie i Różnieccy, 
a nikomu nie przyszło na myśl, że sig icłi stawia pod prggien 
wytykając haniebne znalezienie się ich ojców. Poniewal 
Słowacki napadł na Niemcewicza, wigc professor A. M^ecki 
sądzi ,.że Adam i Juliusz mogli sobie obaj podać teraz rgkę 
do zgody." ^ Jak gdyby sprawiedliwe karcenie nędznćj oso- 
bistości Becu stało na równi z obelgami miotanemi na nie- 
skazitelną chwalę Niemcewicza! Można przewidzieć, 2e kiedyt 
podobne sądy krytyków będą wyglądały tak dziwnie jak wy- 
stąpienia Osiński^o i Koźinianów przeciw Mickiewiczowi. 

W wyżćj już przytoczonym liście z 3U-go Listopada 
1833 Słowacki dodaje: „Wyjątek z mojćj przedmowy ca 
{Mickiewicz) obciął i umieścił w pisemku, ale tak obciął, te 
mu nadał całkiem inne znaczenie, pozór jakiejś uazczypliwośd, 
a przedmowa moja jest raczćj mojem usprawłedliwieniem 
i wszyscy, którzy ją przeczytają przyznają, że Adam ze d| 
wiarą postąpił, on bowiem o dziełach literackich w pisemka 
pisał." ") 

Mickiewicz nigdy o Słowackim nic nie pisał. W Pid- 
grzijmie polskim jedne jedyną ogłosił recenzyą: Paauffniia 
pułkii jazdy wołyńskiej. Zresztą w przypisywana Acł&moiń 
wzmiance o poezyach Słowackiego nie było nic, coby ospra- 
"wiedliwiało jego urazę: „Autor, mówi Pielgrzym Polski o^Bf 
wackim, we wstępie szydzi z krytyków: „min^ (powiada) 6» 
czas błogi, chociaż mato korzystny dla literatury nasz^ 
kiedy Oda lub Ballada nadawały imię poety; nadto pismt 
czasowe dzienne (przed kilku laty) zamglonemi niemczyzDi 
-okresami, rzucały z paszcz sfinksowych zagadkę sławy aa- 
torskićj, szczęśliwy kto ją zrozumiał, szczęśliwszy kto w po- 
korze ducha niezrozumianćj wierzył! Dziś dziennikarze, oiri 



■) Slosmtki Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego eXr. IS. 
») Juliusz Slr/wacki t. I., Btr. 105. 
') Liitg Słowackiego t. I., str. 121. 



— 223 — 

tworzyciele literackich królów, milczą. Gazeta ^^arszawska 
umieściła w sześciu Dumerach caJego Żmij^ (utwór autora) 
bez uwag." (Czy autor teraźniejsze czasy uważa za lepsze 
czy gorsze ?) Dalćj napomina poetów : „Szanuję szkolę reli- 
g^ną, ową wieczerzę pafiską polskich poetów, do której za- 
siedli w Paryżu ; sądzg bowiem, że wypływa z przekonania, 
że nie jest sztucznie natchniętą słowami Frjderyka Szlegla, 
który w chrześciańskićj religii źródło jedyne poczyi upatruje. 
Oddaliłem się wszelako od idących tą drogą poetów, nie 
wierzę bowiem, aby szkolą de la Menistów i natchuięta 
przez nieb poezya była obrazem wieku etc."') Poezya Slowa- 
cki^o jest obrazem tych umysłów, które jak żeglarze nad- 
powietrzni bajają po przestworzu. Wystawieni na kaprysy 
wiatru, nie wiedzą, gdzie zarzucą kotwicę. Poeta przezna- 
czony jest natchnieniem rozświecać drogę człowieka. Adam 
czekd, aż natchnienie tryśnie z wierszy Słowackiego. Nie 
upatrywał natchnień w grze słów tego nieporównanego wir- 
tuoza, ale zawsze spodziewał się, 2e kiedyś natchnienie 
wyższe tony wydobędzie z tego wspaniałego instrumentu, na 
którym graty z szaloną fantazyą i ironią, naśladownictwo 
i pycha. 

W ostatnich tygodniach 1833 r. Mickiewicz dokończył 
zaczętą w Petersburgu Bistoryą przyszłości, „albo raczej roz- 
woju ludzkości w ciągu wieków. Świadek, jak żyd wieczny 
tułacz, klęsk człowieczeństwa, opisywi^ jego coraz większe 
2be8twieme.*' *) Wygórowany egoizm warstw rządzących 
w Europie dostarczał poecie nie mnićj obfity materyał, jak 
CerwantC8'owi i Swift' owi zgrzybiałość rycerstwa w Hiszpa- 
nii, lub obłuda wyższych sfer towarzyskich w Anglii. Mic- 
kiewicz uwydatniał próżnię cywilizacyi, opartćj na samem 
bogactwie i zakreślającej ludzkości za cel jedyny wydosko- 
nalenie środków m&teryalnych do używania i zbytku. W po- 
czątku 1833 r. Montalembert pisał do Henrietty Ankwiczó- 



') Szósty póIarkoRZ IHeigrzyma Itl-go Maja J833 r. 
*) Ze wspomnieri niewydanycli Jana Scovazzcgo. 



— 224 — 

imy o Mickiewiczu: „Będzie on wkrótce drukował po firan- 
cuzku pracę, którą ja mam przejrzeć, oczekujg jćj z wielka 
niecierpliwością,^ ') Ale Montalembert zbyt przywitany był 
do organizacyi społecznej, której poeta konanie z góry z ra- 
dością opowiadał, aby nie odradzić mu podobnego zncłiwal- 
Btwa; zaczął mu więc tłumaczyć, że nie ma diiela mni^ 
na czasie, że rzucona przez najgłośniąjszego z pisarzy pol- 
skich rękawica w twarz monarchy, od którego zależał byt 
materyalny wycbodźtwa, może sprowadzić zmaiejszeoie lab 
skasowanie żołdu wypłacanego tułaczom, a chociaż Mickie- 
wicz mniemał, że satyra chyba jemu samemu sprawiłaby 
przykrości Jakie, poszedł za zdaniem człowieka znającego 
lepiej stosunki miejscowe. Wyznawał w kilka lat późnij 
Janowi Scovazzemu, że zapewne nie d^by się tak łatwo 
przelionać, gdyby jego samego nie raziła sprzeczność zacho- 
dząca między własną głęboką chrześciańską wiarą w lepsx( 
dolę człowieka, a cłiłodnym opisem stopniowego upadku 
i ostatecznego upodlenia społeczeństw europejskich.^ Z ob*- 
wy, aby pod parciem finansowćj potrzeby, albo nalegań przy- 
jaciół, nie ogłosił rękopismu w chwili nieodpowiedni^, rzu- 
cił w ogień owoc kilkoletniej pracy. ^) Zachował jedynie 
parę ćwiartek brulionu dla przepowiedzianego w nich po- 
wrotu Napoleonów do władzy. Chciał, aby ślad tego takta 
został w jego papierach, ponieważ w jego przekonaniu wy- 
padek ten miał mieć wpływ na losy Polski. Ćwiartki te 
świadczą, jak daleko sięgał wzrok Adama. Opowiadał wojnę 
socyalną we Francyi, a kończył opisem konfederacyi wszy- 
stkich ludów, obalającćj potęgę Prus. Trzeba wyznać, te 
przewidzenia, które w 1833 r. zdawały się może dziwactwem, 
stały się dziś prawdopodobniejsza Biografowie Adama, ude- 
rzeni twierdzeniami Historyi przyszłości, starają się udowo- 



Emmia, przez ks. Jftna Sieraieńskiego, @tr. 14'2. 

Ze wspomnień Jana Scovszzego. 

Z opowiadania tioweryjM Gałęzowskiego sturflswma Bynoiii 



— 225 — 

diiić, że musiała być w późniejszych latach dokończona, ale 
Bohdan Zaleski^) miał w ręku 1833 r. rgkopism w całości; 
nie skorzystał z sposobności przejrzenia go dokładniej, gdyż 
wiersze Mickiewicza bardzićj go zajmowały, niż proza fran- 
cuzka i odłożył czytanie na później. 

Chociaż nikt nie niszczył swycli rękopisniów tak łatwo 
jak Mickiewicz, szkoda jednak, że owa liistorya przyszłości 
pisana po francuzku, przepadła na zawsze. Sam autor opo- 
wiada swemu przyjacielowi śp. Sewerynowi Gidczowskiemu, 
wla*ótce po coup d^Etat Napoleona III., że mnóstwo W7pad- 
ków dziejących się wówczas przepowiedział w swojem dziele. •) 
Czy wydanie jego byłoby przeszkodziło Mickiewiczowi otrzy- 
mać katedrę literatury słowiańskiej, jak mniema pewien 
krytyk?*) trudno dziś rozstrzygnąć. W każdym razie ksią- 
żka taka, napisana po francuzku, przystgpna szerszej publi- 
czności, byłaby zrobiła mu wybitne miejsce w literaturze 
francuzkiśj. Było jakby przeznaczeniem Mickiewicza pozo- 
stać wyłącznie pisarzem polskim. Prawic wszystkie jego 
prace po francuzku uległy zagubią 



') z opowiadania Bohdana Zaleskiego atar><zemu synowi 

*) Z opowiadania Seweryna Galęzowskiego atarezemu sj- . 
noiri Adama. 

*) Emenia, przez ks, .7ana Siemieńskiego, str. 142. 



« Mickmiiaa, Tom H. 



VIII. 

Udział Mickiewicza w robotach emigracyjnych, Artyloiły poe- 
tyczne. Wyjazd do Bex na apotlcanie Garczyiiakiego. Towa- ' 
rzyszenie mu do Avignonu i pozostanie z nim ał do imieroŁ 
Powrót do Paryża. 

ślady czynności Mickiewicza w towarzystwach zakładanych w Pa- I 

ryżu. Wspólpracownictwo jego do dziennika : Pidgrzym PMi j 
i wynikłe ztąd polemiki. Rad; udzielane obywatelom z krsja. 

Odezwa do nich. Towarzystwo liraci Zjednoczonych. Chland i 

o Mickiewiczu. Przerwa Pana Tadeusza spowodowana chorobą Qv> \ 

ozyńskiego. Mickiewicz przy umierającym przyjacielu. Spotkanie i 

s\% w Lyonie z Bohdanem Zaleskim. , 



W trzecićj części Dziadów Mickiewicz przenikał proro- i 
czym wzrokiem daleką przyszłoś*^, w Księgach pieĄfrzjftMt»a | 
polskiego wykład&ł tułaczom, jak żyć na obczyźnie, aby ta- < 
służyć na powrót do kraju. Nie zostawiał on drugim, ani ' 
czasowi stosowania prawd głoszonych przez siebie, lecz nsi- | 
lował nastrajać swe własne codzienne życie do prawd naby- \ 
tych w natchnieniu. Na polu piśmiennictwa ścier^ sij ' 
głównie opinie emigracyi, na tern polu zwalczał Adam Uhz, ' 
wiodący na rozdroże ludzi roznamiętiiionych, zoiecieipliwio- 
nycb widokiem coraz to zwigksząjącćj sig przepaści międ^ 
Btanem Europy a ich pragnieniami. Rady udzielane w przy- 
powieściach stylem biblijnym, rozwijał obszerniej w szeregn 
artykułów politycznych. Choć znał niebezpieczeństwo robft 



— 227 — 

tajemnycli w Paryf.u dla kraju, któremu one groziły śledz- 
twami, konfiskatami i Sybirem, okazał jednak gotowość po- 
pierania moralnie kółek obywatelskich, tworz^ych sig pod 
zaborczemi rządami dla podniecania i podtrzymywania ducha 
Polski. Nie usuwał się więc od prac emigracyjnycłi, o ile 
te zdawały mu się pożyteczne, wymagał tylko, aby były pro- 
wadzone poważnie i praktycznie, ze ścisłym obrachunkiem 
sumienia, z zaparciem si§ siebie i z miłością ojczyzny. Dla 
tego też stronił niezachwianie od komitetów politycznych 
na emigracyi. Mickiewicz należał do nielicznych emigran- 
tów, którzy się ustrzegli gorączki komitetowej. „Przyznam 
się, pisał b Marca 1833 r. do Stefana Garczyńskiego, że nie 
lubię grać w liczmany i puste orzechy." ') Emigracya po- 
siadająca tylu ludzi wyższych, tyle zasobów wiedzy, odwagi 
i poświęcenia, byłaby niezawodnie wigcój zdziałała dla ojczy- 
zny, gdyby się była związała w zgodną jedność, zamiast 
rozbijania się na zawistne stronnictwa. Zamiast zespolenia 
sił swoich w jedno ognisko, prace swe zasadzała niestety na 
tran, żeby dowieść doskonałości tego lub owego zewnętrz- 
nego kształtu budowy społecznćj. Jedni powoływali zioinków 
do hołdowania królewskiemu majestatowi, drudzy spolszczj'- 
wrszy humanitarne deklaracye rewolucyi francuzki^ i sklei- 
wszy z tych szlachetnych, ale ogólnikowych i po części już 
przestarzałych maksym manifest towarzystwa demokraty- 
cznego polskiego, przeżuwali go do przesytu. Ci, co czuli, 
że nic Polsce nie przybędzie z czołobitności dynastycznych, 
ani z neo-Jakubinizmu, wzdychali za nowym kierunkiem. Po- 



') Korespondćtiq/a Adama MiehiemUza t. I. atr. 110. Cz^ato 
on niego głosowano przy n-yborach komitetowych, chociai z gi^i? 
oćwiadcial, że w komitecie politycznym zasiadać niemyńli, W wy- 
borach do koinitetn Adam Mickiewicz otreymal 1160 gtosSw. Je- 
nerał Dwernicki, który najwięcej zebrał głosów, miał ich za sobą 
2607, BołidaD Zaleaki 827, Maurycy Wochnacki i98. [Noma Polska 
meeatMy pdlarknsz, str. 62.) Mickiewicz w spisie mających naj- 
więcćj gtoadw jest przez pomyłkę drukarsku tytułowany posłem, 
zsmiut poetą. 



— 228 — 

mimo zaciętości polityczDij, były potrzeby, którym wTchodź- 
two zgodnie zapobiegało. Xa gruncie literatury i dobro- 
czynności, monarchiści i demokraci spotykali się często. Na 
tym gruncie wyłącznie Mickiewicz chętnie się spolil z je- 
dnymi i z drugimi, nigdy się nie powiodła żadna z prób 
rządzenia emigracyą na zasadzie wyborOw, wszystkie te wła- 
dze bez siły wjkonawczg zużył)' marnie dużo energii i środ- 
ków, gdy przeciwnie instytucye polskie w Paryżu wolne od 
stronniczjch celów, zostawiły po sobie ślad korzystnej dzia- 
łalności, a do każdtj z oich poeta należał. 

Pierwsi zawiązali się w towarzystwo Litwini i ICosini 
dla wyświecenia wielkićj ofiarności i niezachwianego patryo- 
tyzmu tych dzielnic Polski. Naturalnie, że do swego grona 
zawezwali Mickiewicza zaraz po jego przybyciu do Paryża. 
Towarzystwo litewskie i ziem ruskich, założone 10-go Gni- 
dnia 18.^1 r. uchwaliło swe ustawy 10-go Marca 1832 roku. 
Celem Towarzystwa było najprzód: zbieranie materyałdw, 
ściągających sig do powstania Litwy i Ziem Ruskich, oru 
opisanie tegoż powstania, powtóre : opisanie tych krajów sta- 
tystyczne lub historyczne, po trzecie zajęcie się ich narodo- 
wością. Ponieważ Towarzystwo wybrało na członków hono- 
rowych cudzoziemców, Polsce sprzyjających, ustawy jeg» 
wyszły jednocześnie po polsku i po francuzku. ') Mickiewicz 
podpisał odezwę z dnia 23-go Sierpnia 1832 r., w któr^ 



') Na otyginale Uatawy podpisaoi s%: Cezaiy PUtor, An- 
toni Praecia;-ewski, Adam Kotyazko, J6zcf Zienkomcs, Ludińlr 
Zambraycti, 'Waieryaii Piettiewica, Jan Grotkowski, Antoni Hlo- 
flKuiewicz, Karol Edward Wodziński, Joaohim Lelewel, Aleksandr 
Wołodkowicz, Kazimierz Potulicki, J^jzef Straszewicz, Jnlinsa Sło- 
wacki, ^anciszek SzemioUi, Antoni Górecki, Julinaz Onuowiki, 
Leonard Chodźko, Eoataohy JanuszkiewicE, Kajetan Lesscsyńaki, 
Micłiat Skibicki. Ignacy Chodkiewioz, Bolesław Dobrowobki, Piotr 
Kopczyński, Józef Mikolaki, Ksawery Orański, Erazm BykaCK- 
wski, Hicha) WoUowicz, Łucyan Kotupaylo, ^tlichał Lisiecki, Woj- 
ciech Sowińoki, Jan Kepomncen Umiiiski, Henryk Dmocłiawtfci, 
Edward Mokrzeoki. 



- 229 — 

■oprócz celów wyżój wytkniętych, Towarzystwo zamierza „uła- 
twiać młodzieży Baszćj nieodzowne ćwiczenie sig w naukach 
i sztukach."') W protokułach posiedzeń tego Towarzystwa 
czytamy pod datą, 3-go Września 1832 r., że z powodu zło- 
żenia przez Podczaszyńskiego rgkopismu wyprawy na Litwg, 
pióra pułkownika Bartmańskiego, bądź dla dania go do 
druku, bądź dla zużytkowania go do bistoryi wojny z 1831 
r., Mickiewicz głos zabrał : „Z wniesionćj materyi, pisze se- 
kretarz Towarzystwa, Mickiewicz jest zdania, aby wszystkie 
Pamiętniki komunikowane, mogły być osobno tt7dawane. 
Uważa, iż pisanie historyi współczesnćj jest rzeczą i trudną 
i nader delikatną, i że toby powinno być raczćj dziwem 
prywatnego pisarza, niżeli dziełem niejako kolekcyjnem 
w imieniu Towarzystwa wydanem. Uważa się, że nigdyby 
Towarzystwo nic było w stanic dostatecznie obronić si§ od 
zarzutów, miotanych na takowe dzieło." 

Początkowe czynności Towarzystwa litewskiego były 
bardzo ożywione. Z wzmianki w numerze 20 Listopada 
1832 r, dziennika: Pielgrzym Polski widać, że członkowie 
■w różnych przedmiotach odczytywali wypracowane artylculy. 
^Prezydujący w wydziale literackim Adam "Mickiewicz, obra- 
wszy za przedmiot: Gdzie ducha narodowego i Jak go szukać 
należy? obudził prawdziwie interes słuchaczów swoiclL" 
W tym odczycie Mickiewicz powstawał przeciw teoryom oso- 
bistym, przytaczając przykład Sieyesa, kreślącego na papie- 
rze „koustytucyą w liniach i trójkątach, gdzie każdemu urzę- 
dnikowi ruchy matematyczne przepisał"; dowodził, „że 
z wszystkich rzeczy pod słońcem najbardzićj różnią się od 
siebie systemata od najrozumniejszych ludzi wymyślone," 
nareszcie przypomini^ tułaczom, że uczucie 1 myśl narodowa 
Jedynie zdolne są związać ludzi na każdem miejscu i w każ- 
dym czasie, ale że do zgody „potrzeba pewnego upokorze- 
nia, pewnego skłonienia się pod prawidła od rozumu wyż- 



>) Dodatek pod numersm VL 



— 230 — 

sze." ') Nietrudno odgadnąć, że podobne napomnienia nie 
przypadały wszystkim do smaku w chwili, gdy nadzieje tyla 
Polaków oswobodzenia ojczyzny polegały na własnym rozu- 
mie i przeróżnych systematach. „Towarzystwo litewskie 
i ziem ruskich wybiło medal na pamiątkę prowincyi oder- 
wanych, *) zajęło sig zebraniem maturyałów do pamiętników 
tych ziem; a gdy członek Towarzystwa Feliks Wrotnowsfci 
przyjął na siebie ich układ i wydanie, Towarzystwo osią- 
gnąwszy zamierzone cele zawiesiło czynności swoje." ') 

Drugie Towarzystwo, którego Adam Mickiewicz miał 
zostać późnićj wice-prezesem, Towarzystwo Literackie polskie 
założone zostało 29-go Kwietnia 1832-go r. więc jeszcze przed 
przybyciem poety do Paryża; zakreślało ono sobie za cel 
^zbierać i ogłaszać materyaly tyczące się dawnego Królestwa 
polskiego, jego obecnego położenia lub pomyślności przyszłćj, 
a to w widoku zachowania i ożywienia w opinii narodów 
spólczucia, które dla Polski okazywały." *) Cudzoziemców 
przypuszczano do Towarzystwa jako członków bonorowych 



■) Odczyt ten Mickiewicza ogłoszony jest w t. V. daial, 
8tr. 27— m. 

') Napis medalu jest: 1. Polonia, Lillwaiiia, Retheniteąiie pro- 
fitiiiai; a tgraniiis Moscoviae inijne o/iprcssai; liberlalem armis, ąiuu- 
rebmti 1830—81. In rei memoriam Litbrano-Rytbenica aociftU^ 
3. Nunc olim et giiotiimi/M ilubunt sc temiiorg mres. Juliuae il>towłcbi 
W imieniu Towarzystwa otiarowal ten medal LafayettomL (Arf- 
gnym Polski 2'go Urudnia 16S'^ r.) ir^luwacki przemówi! do tx- 
fayetta w zastępstwie Mickinwicza, któremu zrobiło siy ile i mu- 
siał wyjść. (SluKucki, Listy do matki t. I. str. 441 ) Może tik 
Michiewicz opuścił zgromadzenie, aby nie pozbawii Słowackie)^ 
przyjemności wystupienia na jego miejsca z mową. Staraniem To- 
warzystwa litewskiego i ziem niskich wyszły nastqpiy'ące dsieła 
Felisa Wrotnowskiego: w m33 r.: Rus ot/ótny pnwitama na Utiae: 
w 183ti r.: Zbiór Pamiętiiikón) o poivslaniii lAliiy 1831 r.; w 1638 r.: 
Powstanie na Jf olytiiti, Podolu i Ukrainie tv 18'il r. 

') Kaktidan I.O rok 1838, str. 70. 

*) Zdanie sprawy z dzii-si^dolelnich prac Tatforzi/slwa LiUr*- 
f kiego pelskieco m Parytu, atr. 0. Paryż 1843 t. 



— 231 — 

i dla t^o artykuł 48 ustawy omawiał, że w razie ich obccnośd 
obrady mogą odbywać się w francuzkim języku. Członkowie 
dzielili sig na członków honorowych, kollaboratorów, stowa- 
rzyszonych i korespondentów. Kollaboratorowie mieli glos 
stanowiący w wszelkich postanowieniach, a korespondenci 
i stowarzyszenie tylko glos doradczy. Mickiewicza obrano 
koUaboratorem , wraz z Ignacem Domeyką i Bohdanem 
Jauskim, Stefan Garczyński został korespondentem, i t. d. 
Na dzień zebrań publicznych obrano 3-ci Maja. Towarzystwo 
przez to samo, że prezydowane przez księcia Adama Czar- 
toryskiego, bywało przedmiotem częstych napaści lub szyderstw 
pism rewolucyjnych emigracyi i naprzykJad dziennik JVowa 
Polska znajdował, że nudnie wigczą Trzeci 31aj tak Adam 
Mickiewicz „przyodzian pielgrzymskim kapturem" jako też 
i „tłum szlachetny zapewne, ale jeszcze złudzony." *) 

Gdy Towarzystwo literackie polskie pracowało nad 
zebraniem materyałów do dziejów ojczystych, Francuzi tro- 
szczyli się o założenie Biblioteki polskiej dla tułaczów. Myśl 
tę, którą Towarzystwo literackie miało doprowadzić do 
skutku, poruszyło najprzód Towarzystwo (francuzkie) cywi- 
lizacyi. „Paryzkie Towarzystwo cy wilizacyi "-), pisa! Pielgrzym 
polski pt)d datą 28-go Listopada 1833-go r,, na przedsta* 
wienie Dra Daniel de Saint-Antoine przedsięwzięło zamiar 
utworzenia, przez dary przyjaciół wolności i cywilizacyi, wiel- 
kiego muzeum i ofiarowania go Polsce w dniu jćj oswobo- 
dzenia. Życzeniem jest Towarzystwa zastijpić przez tę ofiarę 
i uczynić mnićj dolegliwemi straty książek, dzieł sztuki, 
jakieśmy ponieśli przez kilkakrotne zabory moskiewskie. 
Wyznaczona już zost^a komisya mająca się zająć wyko- 
naniem t^ propozycyi, w krotce ma ogłosić stosowną odezwę 



■) 37 i 88 pńłwkuaz Nowej Polski. 

*) Towarzystwo to od kilku lat zawiązane w Parjźn naj- 
mowało sale, w których profeasorowia niepatentowaDi przez nni- 
wers^rtet wykładali kursą w pizedmiotach, nie ol>j<;tych po wiqksz6J 
części progrunem publicznej oświaty. 



— 232 — 

do przyjaciół Polski i cywilizacyi. Członkami jćj są: Jenerał 
Lafayette, deputowany Alex. Delaborde, P. P. Julliea de Paris, 
Daniel de Saint-Antoine, Rcfay de Salignan, Mangeait i Bertin. 
Towarzystwo cywilizacyi wezwało czterecli Polaków dla la- 
siągnienia od nich potrzebnycłi wiadomości, a mianowicie; 
Jenerała Dwernickiego i Adama Mickiewicza." Mickievici 
zredagował był odezwę, którą z małcmi odmianami podpisali 
25>go Listopada 1833 hrabia Lasteyrie, zięć Lafayetta i kilka 
znanych osobistości francuzkich ; wyszła ona w numerze sty- 
czniowym dziennika Łe Polonais. ^j Poparcie dane przez Mi- 
ckiewicza Towarzystwu cywilizacyi wywołało różne plotki 
pomiędzy emigrantami, o czcm Adam wspomniał w liście 
z Października IS33 r. do H. Kajsiewicza: „Muszę wam 
donieść jedne anegdotę. Jest tu Towarzystwo jakieś q/»iii- 
zacyi, które powzięło zamiar założyć dla Polaków Bibliotekg 
i pisze więc appel; używają, mnie dla podania noty o zabra- 
Dych przez Moskałów z Polski Bibliotek, klepię tę not^ 
wlokę się z nią po błocie, wracam na hertutę. Nazajutn 
ruch między bracią paryzką, o intrygach migdzy komitetea 
a Towarzystwem Pomocy Naukowej, podobno kwasy i rótni 
różnych oskarżają o akaparowanie i eksploatowanie bitriio- 
teki, którćj jeszcze nie ma i Big wie czy będziel !I Widzicie 
tedy, iż tu wszystko po dawnemu." *) 

Mickiewicz należał do założycieli Towarzystwa Pomocy 
naukowćj, o którem powyżej wzmianka w jego lińcie. Towa- | 
rzystwo to niemałe oddało usługi. Oto pierwsza odezwa ' 
tego Towarzystwa, którą Adam Mickiewicz podpisiU, mote 
i zredagował : 

„Od czasu zajęcia Polski przez wojsko nieprzyjacielskie, ' 
wiadomo, iż rząd rossyjski użył wszystkich środków do zu- 
szczenią narodowości polskićj, uderzył najprzód na zakłady, 
w których młodzież brała wychowanie, zamlinął szkoły, roz- 



') Artykuł Mickiewicza ogłoszony został we<Uag kiitognfa 
w Mitanges paKlnanes t. ET. atr. U!). 

') Korespomierteya Adama MickteKicza t. I, str. 185. 



— 233 — 

zal uniwersytety, przywłaszczył fundusze, wj-wiózl z krają 
lioteki i wszelkie naukowe pomoce. 

„Młodzież Polska tuła sig po obcycli krajach, pozba- 
na grodków utrzymania się, mimo całą cłigć doskonalenia 

w naukacłi, zmuszona jest, albo w bezczynności oczeki- 
■ szczęśliwBzycli wypadków, albo wchodząc w obcą służbg, 

w cudzoziemskie instytuta, zapominać narodowego życia, 
odowych podań, języka i wszystkiego, co ją z Polską 
zylo. 

„Tułacze polscy troskliwi o teraźniejsze położenie i przy- 
i los młodzieży, zebrani w Paryżu, wezwali dnia 21-go 
idnia 1832 roku osoby posiadające zaufanie powszechne 
itwość większą przynoszenia pomocy rodakom, do zbie- 
lia funduszów i obmyślania środków naukowćj pomocy 

młodzieży polskićj. Powołani książę Adam Czartoryski 
\V., generałowie Kniaziewicz i Pac S. W,, były prezes 
du narodowego Bonawentura Niemojowski i Ludwik Plater 
K., przybrawszy do grona swego Cezarego Platera, Ale- 
.ndra Jełowicktego, postów, tudzież Adama Mickiewicza 
[arola Marcinkowskiego, postanowili zawiązać sig w sto- 
rzyszenie w celu ułatwienia dla młodzi polskićj sposobów 
:enia się. Dopełnili tego aktem z dnia 29-go Grudnia 
r. Za środki obrano : 

1. „Wspieranie uczniów, uczęszczających na kursą 
insytutach miejscowych. 

2. „Staranie się o pomieszczenie w zakładach publi- 
lych i prywatnych, bądź naukowych, bądź sztuk pięknych, 
Iź technicznych i przemysłowych, we Francyi, w Anglii 

w Niemczech. 

„3. Otworzenie kursów oddzielnych polskich najpo- 
ebnieJBzych. 

„4, Urządzenie z czasem instytutu, w którymby mlo- 
eż polska narodowe wychowanie brać mogła. 

„Stowarzyszenie zaczgło od zebrania w gronie swojem 
iduszów i wzywa osoby pokładające zaafanie w członkach 



stowarzyszenia, aby raczyły wspierać dzifdania jego radą, 
pomocą i dobrowolnymi składkami. 

„Stowarzyszenie zapewnia, iż przedsięwzięte będą środ- 
ki, aby zbieraniu i administrowanie, działo sig za wiadomo- 
ścią wszystkich onego założycieli, którzy zaręczają ażyde ich 
stosowne do zamierzonego celu. 

„Zakres działania stowarzyszenia musi być umiarko- 
wany według jego środków i wedle potrzeb Łułactwa pła- 
skiego. Czystość zamiarów i ważność skutków, jakie z do- 
pełnienia celów wyniknąć muszą, natchnęły członków stowa- 
rzyszenia nadzieją, że rodacy i cudzoziemcy oceniający cłu- 
rakter sprawy polskiej i czujący obecnie położenie narodu 
naszego, wspierać stowarzyszenie zechcą w jego prawddme 
narodowem przedsięwzięciu, 

„Składki wpisane l)ędą do księgi funduszów i poświad- 
czone przez jednego z członków wydziału funduszow^o. 

„Członkowie tego wydziału są: lisiąże Adam Czarto- 
ryski, generałowie liniaziewicz i hrabia Pac. Oprócz tych 
trzech członków nikt inny w imieniu stowarzyszenia składek 
przyjmować i kwitować nie jest upoważniony. 

„Życzący przynosić pomoc hib składki, zechcą one 
przysyłać do Paryża pod adresem generała Kniaziewicza, 
na placu Magdaleny nr. 3, albo do generała Paca, na alicjr 
Godot de Mauroy nr. 26." ') 

Z drugiego zdania sprawy stowarzyszenia naukowi 
pomocy, dowiadujemy się, że ono podzieliło się na dwa wy- 
działy; wydział funduszowy, o którym powyżój była mowi, 
i wydział naukowy, do którego wezwani zostali: Ludwik hr. 
Plater, Cezary hr. Plater, Adam Mickiewicz, książę Ciet- 
wcrtyiiski, Ignacy Domeyko i Feliks Wrotnowski. Wydzi^ 
ten trudnił się przedmiotami tyczącemi się wybora nancij* 



') Odezwa odbita drobnemi czciookamł jednocześnie vr pol- 
skim i niemieckim języka, w ilrakarni A. Pinard, powtónou 
w pismach emigracj^njch i w pierwazem aprawozdania Ton- 



— 235 — 

ciclów, uczniów, podawaDiem nauki, stoennkiem ze szkołami 
i zakładami Daukoweiui. Posiedzenia odbywały się w biblio- 
tece towarzystwa przy ul. de i' Universite nr. 45. Towarzy- 
stwo starało sig o poparcie cudzoziemców i dla tego poczęło 
sprawozdania wydawać w języku francuzkim. W pierwszem 
francuzkiem sprawozdaniu towarzystwo zaznacza, że dążyć 
będzie do utworzenia szkoły wyłącznie polskiej. Między 
ofiarami znajdujemy franków 200 przesłanych przez bez- 
imiennego na ręce Mickiewicza.') 

„Towarzystwo słowiańskie zawiązane w r. 1634 miało 
na celu wejście w stosunki z pobratymczemi narodami Fol- 
eki. Do pierwszycłi jego założycieli należeli: Adam Mickie- 
wicz, Bohdan Zaleski, Wojciech Kazimirski, Stanisław Ro- 
pelewski, Eustachy Januszkiewicz, K. E. Wodziński.''^) 

Wymienić jeszcze wypada, komisyą funduszów emigraciji 
polskiej, która utworzyła się 23-go Kwietnia 1833 r. na za- 
sadzie braterskiego podatku dla niesienia pieniężnćj zapo- 



') Cimipte-rendu de la Soci^ld polnnaise rlts etiides, iSUblie A 
Fari^, accompaga^ de trois anDexee. savoir o) Adresse de la eo- 
cićtć polunaise des Etudefl da 10 Janvier 1683, b) Composition de 
U Borieló, c) Listę nominative des donateura. Brosz, w 8-ce 1^4 
loku. W drugiem francazlciem a prawo zdani u, Bada oznajmia, ie 
przybrała sobie: Jenerała Dembińskiego, Ignacego Domeykę, Księ- 
cia Janusza Cze Cwertjtisk lego, Feliksa Wrotnowskiego i Jakuba 
Ualinoffskiego. Nszwiako Mickiewicza nie wymienione w sprano* 
zdaniu z r. 1837. Czwarte sprawozdanie podaje nazwiika czlooidw 
Bady, z ktCirych B. Kiemojowski umart i nie był zastąpiony. 
W piatem sprawozdaniu, wydanem I-go Lipca 1840 r., otworzony 
jest konkurs na dzieło, któreby streściło wszystko, co Polakowi 
niezbędnem jest wiedzieć o swojej ojczyźnie i stałoby się jakby 
pMlręczDikiem narodowoŃci polskićj. O warunkach tego konkursu 
Kasiągnięto zdania Mickiewicza. (Ob. Diiefa t. V. str. 52j. Z 9-go 
epranozdania wydsnego w I&45 r. dowiadujemy sl^, ie Towarzy- 
stwo od »łoźenia rozporządzało summa 85,592 franków. (Ob. tM 
Wiadomości o Towanystfeie pomoaj naukoiv<'i w N-rze z 22-go Sierpnia 
1833 r. gazety: Pielgrzym polski.') 

•) Halendart na r. 1838 str. 80. Paryi. 



— 236 — 

- y...vv.r. * potrzebie. Na piervi'szćj odezwie podpisani 

.<ti<%' S/iiajde, J. Tomaszewski, Bohdan Zaleski, Ja- 

^ ,'.■■« iTtyński. Dowiadujemy się z trzeciej odezwy, Je 

.-. ■ lVtiu'yko byl jednym z poborców t^że komisyi, Mic- 

;,■! ■ raloial tylko do datkuj|cych.') 

,\"-.Lh Polski, zawiązany w 183G r., a ostatecznie zor- 
.....■•»»iiy w Kwietniu 1837, miał na celu „pt^ączenie ^{ 
. v.t;tT$ki związek jedności, oraz uprzyjemnienie z oszczf- 
:'i\'>v:ł chwil wolnych od pracy." Zabawami członków 
>>.'> : tvytanie dzienników, pism i dzieł; bilard, gry w karty 
■'■-.c dyrekcyą wskazane; inne gry towarzyskie, za wyłą- 
. '.otttiun bezwarunkowem gier hazardowych, oraz stołowanie 
v;^> członków oszczędne i wygodne." -> Członkowie staK 
fładli wstępnego fr. 9 i następnie corocznie po fr. 36.*) 
('.'hnikowie czasowi opłacali miesięcznic po fr. 4. Ad&n 
Mickiewicz należał do członków czasowych, w racłiunkach 
klubu zapisany jako wnoszący kwartalnie 11 fr. 50 centi- 



') j.Aumilel iiarotliiny eini^raeyi polskie'/, zawiązany 'J5-go 
ilziomika ls:i2 r., zakreślając 2ó-gD Marca IKH r. termin 
Mn-i.iich d. 15-gD Staja, ucbwalit oplata od dnia 1 kwietnia tSUi rokn 
liiulalku hratenkiegi), ustanowił koiaissyn fuiidiisziin) emigracji imlski^ 
przepisał jej atrybucie, a następnie sam się rozwiązał." [KaleitAas 
iia i: 18118 str. tt^.j Pieni-BZym prezesem komieyi byl Janusz Cm- 
twertyiiski, po nim w 1^6 i. jenerał Sznajde. Znajdujemy na spi- 
Mie Iłtografowaiiym rodaków zamieszka^ch w Paryiu, ktdrcy wnie- 
śli ^<kla<lkę ilo ka.-i3y funduszów emigracyi w mieaiącacb Kwietnia, 
Maju i Czerwcu 1^J7 t.: ,,Mickiev-iczavrie 5 fr. na ręce Biernackit- 
gfi;" na spicie w miesiącacb Lipcu, Sierpniu i Wrseinin 1837 r.: 
„Mickiewicz h fr. na ręce Parczewskiego." W eprawoadaniu cijb- 
ności kassy od I-go Kwietnia do koóca Czerwca 1838 r.: „Iffi^i^ 
czowie 6 franków." W sprawozdaniu z czynności kaasy od l-f/t 
Lipca do końca września 1S36 r, „Mickien-icz Adiun 7 fr." Hi 
spisie imiennym wnosziicycb podatek braterski jako tei oBarj do 
kassy komis »yi funduszów emigracyi polskiej 1B39 „Hickiewia 
Adam fr. 4." Komissya rozwiązała się w IbOlJ r. 

'l Ustawy Towarzystwa polskiego (wydrukowuLe po polsbi 
i francuzku) art. i:Ł 

'j Ibid. art. a 



— 237 — 

mów. Prezydującym był Ludwik Plater. J[iędzy członkami 
znajdowali się: H. Dembiński, Adolf Cichowski, Olizar, Ale- 
ksander Walewski, Kalikst Morozewicz, E. Januszkiewicz 
i t. d. 1) 

Chociaż czgBto mu wymawiano opieszałość polityczna "), 
Towarzystwa, na sessye których uczęszcza, dużo zabierały 
mn czasu, za to nie długo pozostawał on na posiedzeniach 
publicznych, gdzie się emigracya Uk spierała, jak gdyby po 
każdem głosowaniu miała do rozporządzenia skarb i wojsko. 
Dzienniki polskie, których wielka ilość nie odstraszała czy- 
telników, ponieważ każde stronnictwo niemal, każda koterya 
chciała mieć swój organ, były właściwie dalszym ciągiem 
tych zebrań. Prz^aciele Mickiewicza sądzili, że pismo, wy- 
tykające wychodźtwu, na jakie bezdroża się zapuszcza, mo- 
głoby ogół odwieść od bezowocnych polemik. Mickiewicz 
Aai się namówić i wszedł w porozumienie z Eustachym Ja- 
noszkiewiczem, który całkiem był oddany dziennikarskim 
i księgarskim interesom, a łączył do szczerego dla poety 
owielbienia rzadką przedsiębiorczość i praktyczność. Wspo- 
mina on, że pierwsze jego stosunki literacko-finansowe z Ada- 
mem zaczęły sig w roku 1833. „Byłem, pisał on 24 Lipca 
1874, od 4-go Listopada 1832 r. wydawcą małego Piel- 
grzyma; za 24 ćwiarteczek prenumerata kosztowida 5 fran- 
ków, mi^em 500 prenumeratorów. Eedakcya nic nie ko- 



') W 1842 r. Jnliuaa Słowacki, wybrany Da jednego z dw-u- 
naetn dyrektorów Uabu, świadczył za zgodność z księgami raportu 
Bady gospodarczi^j. W tymie samym roku rachunkowość klubu 
irykazuje, ±e G-go Lutego Słowacki kazał aobie podać dwie butelki 
wina szampańskiego za ti. 10,25. a 28-go Marca Mickiewicz butelkę 
wina i butelkę porteru za frantów li centymów 50. Mickiewicz zwy- 
csi^nie zachodził do klubu poUkiego na święcone spotkać się z pr^> 
jacifdmi, których tylu liczy) w tem Towarz3rstwie. 

*) Golembiowski w dziesięć lat późnić] ogłosił jako dowód 
oJM^ętso^ Adama dla spraw euugracyjnfch, że „jedno tylko towa* 
rcystwo literaokie raczył przyjęciem tytułu jego członka." {Mickie- 
Kicz odtłoniony i Towiaństcztjzna.') 



sztowała, bo mało co było sen'o, a oajwięc^ na wztfr Ka- 
rijerka zawierai Pielgrzymek Dowinek z emigracji, krają 
i Parj'ża. Emigracja jeszcze ciągle przybywda i cbdińe 
pisemko to czytała. Pamiętnik, wydawany przez Podcza- 
szyńskiego i Mochnackiego, znakomide pisany, i połowy tego 
powodzenia nie miał. Adam widząc, że możnaby wielki 
wpływ «7\<i1erać na emigracyą za pomocą organu, od czte* 
redl miesięcy znanego emigrac}i, zaproponowid mi, ie z Boh- 
danem Jańskim bierze główną redakcyą bezpłatnie, tylko 
Jańskiemu nale2^o stg coś od numeru za korektg i drobne 
nowiny." ') 

Mickiewicz znajdował się na spisie prenomeratoriw 
małego , jak go Januszkiewicz nazy^va , Pi^grzymn % 
W pierwszym nawet numerze umieścił artykuł o PamiftKit* 
pułku Jazdy WołytiskKj Karola Ró2yckiego, w którym mówił: 
„Czytaliśmy pamiętnik w kilku... wszyscy słucliali ze łzaoi 
w oczach." Potwierdza to Bohdan Z^eski w liśde do Na- 
bielaka pod datą 3-go Listopada 1832: „Płakaliśmy, czytajte 
go. Mickiewicz napisał piękną bardzo recenzyą tego Fa- 



■) Kb iDiesiąc przed biniercią, Januazkiewics plsil do mnit: 
„Ten list tylko dla ciebie, dotyka on wielu szosegótów iyeia i ■(•■ 
suiikiSw moicli z ś. p. ojc^m twoim. Te tylko mki% interes dis d>1 
obu. Wielu, co o niektórych szczególacłi wisdriAto, jui nie tjjfi. 
Jaiiaki, Witwicki, Ropelewski, Kotyasko, Cezary Platet i t. d." 
7. liiitu te);o przytaczam tylko co i szerszii publiomość obdłodai 
mote." Eustachy Januszkiewicz był przad rewolnoyą petnomooi- 
kiem w Wilnie maasy Radsiwittowski^j, uoiart on w PaiyCa 28-gB 
Sierpnia 1^74 r. 

^j Na tym spisie dość licznym, ponieważ Pielgrzym mid 
z g/iry zapewnioną sprzedaż 5C6 egzemplarzy, czytamy naswitta 
księcia Adama Czartoryskiego, Michała rTajkowskiego, Henryb 
Dembińskiego, '%nacego Domeyki, Józefa Diremickisgo, KMistiB- 
tego (iaszyńskiego, Bohdana Jańskiego, Józefa Kas^ca, Kniaziewi' 
cza, Jana Ijedóchowskiego, Joachima Lelewela, Mauiyoą^ Hoebii» 
ckicgo, Karola Montalemberta, Teodora Morawskiego^ B6fyekiegBi 
Romana Sołtyka, Franciszka ^znajdę, Edwarda WoduAalu^o, Sta- 
nisława WoTcla, Władysława 2^amoyakiego i t d. 



— 239 — 

miętnika w tonie i stylu aamego oryginału." W Kwictoiu 
1833, Pielgrzym Polski powiększył swój format i zaczął wy- 
cłiodzić w broszuracti pól-arkuszowycli. Zjawiały sig w jego 
szpaltacłi artykuły Mickiewicza bezimienne. Adam myśli 
swoje rozwijał z prostotą potocznćj rozmowy, rzucając na 
papier wrażenia odniesione z wieczornycti pogadanek w kółku 
«odziennycłi gości. Bolidan Zaleski, przysłuchując się Ada- 
mowi, szczególniej pragnął, aby pr/ez dziennik, cała emi- 
gracya mogła poznać jego myśli i wyobrażenia. Wieszcz 
litewski żył wówczas z lirnikiem ukraińskim w wielkirj spójni 
iluchowćj. „Wieczory, pisał Bohdan do Nabielaku 3-go 
Listopada 1832-go r., przepędzam sam na sani z Adamem 
Mickiewiczem. Kochamy sig jak rodzeni bracia, którzyby 
fflę poznali dopiero z sobą na wygnaniu, w nieszczęściu i sie- 
roctwie. Drogi, nieoszacowany nasz Adam! Jak świat wielki, 
cudowny poeta i człowiek!" Dalej Bohdan opisuje zamęt, 
■wśród którego przychodziło Adamowi glos podnosić: „Poje- 
dynki, swary, hałasy, aż bolą uszy, a jeszcze więcćj serca. 
Drobne, różnofarbne stronnictwa, która się już zarysowały 
w Warszawie, jak pocięty padalec, dziś w drobniejsze, coraz 
liczniejsze krające się pierścienie, skaczą na różne strony, 
a wszystkie syczą i buchają nawzajem na siebie jadem. Pu- 
ławski i demokraci na Lelewela, Czartoryski i arystokraci 
na Lelewela i demokratów, wojskowi na wszystkich, wszyscy 
na wojskowych... Każdy chce swój kształt Kządu zapro- 
wadzić w Polsce, któr^ nie ma, która sig jeszcze nic urodziła 
a w dftwnćj Polsce, którą opłakujemy, nikt nic dobrego nie 
wpnyśtit. Męczeńska Polska, dająca się krzyżować dla od- 
kapienia wolności europejskiej, śród zbestwion^j cywilizacyi 
materyalnego wieku naszego, tak bezinteresownie poświęca- 
jąca sig za ludy gnijące w egoizmie i upodleniu, wielka, 
niywiększa od czasu Chrystusa idea. Polska zmartwych- 
wstanie, ale przez ludy, na ruinie wszystkich tron<'iw i wszy- 
stkicłt feudalnych instytucyi." 

W tych wyrazaiA Zaleskiego, całkiem oddanego wów- 
czas wpłyWowi Adama, maluje się i nastrój tego ostatniego, 



— 240 — 

pojęcie jego stanowiska Polaków na obczj-źnie. Uważał od 
panujące ilynastye za bicz Bo2y, napędzający grzeszną ludz* 
kość przez cierpienia i upokorzenia na dobrą tbrogę. We- 
dług niego, stronnictwa walczące z dynastycznemi władzami, 
Hą najczęści^ nie mnićj od nich przesiąkłe egoizmem. Opo- 
zycya Izb franciizkich, rozmiłowana w czczej retoryce, a- 
filiiguje na tg samą pogardg , co tchórzowskie i na wskroś 
gifłilowi; rządy filipa. Mickiewicz pr/yznawf^ działaniom 
najskrajniejszych rcwolucyonistów francuzkich pierwiastek po- 
święcenia się dla bliźniego i dążenie ku uszczęśliwieniu Indi- 
koSci, lecz był i)rzckonany, że bez pokory chrześciański*] 
i jaśniejszego pojęcia tajemnic zawartych w Ewangelii, cuda 
iiuwi;t iiiiergii zlcgo nie zgniotą. Wypadało więc tułaczom 
oc/yścić w sobie ducha, związać się spoiną wiarą z dobra- 
nymi, a dzielącymi ich poczucia towarzyszami, nie tracąc 
nadziei, że ludzie dobrej woli doczekają się sposobnej chwUi 
i uimtiitą ^tosownc .środki. Mickiewicz radził wystrzegaf 
aię nuśhiibwnictwa otaczających, a zarażonych samolabstwon 
spolecznlstw i wcale nie dbać o podtrzymanie spróclmiałyd 
tilarów wiili[CCgo się porządku Europy. Wszystko to dn- 
wacznic wydawało się tułaczom. Rok 1848 dopiero wyka- 
zał, i<: Mpozycya francnzka nic nie chciała uczynić dla Pol- 
ski, że sknijua rewolucya nie zdolna była ruchem kierować, 
a dwoiy od lat tylu zasypywane memoryalami dyplomacji 
emigi'acyjni!'j, nie zezwalały na odwalenie grobowego kamie- 
nia Polski, nie przez zaślepienie, lecz przez słuszną obaw^ 
że fakt ten pociągnie za sobą ich upadek.') 

Wychodźtwo brało artykuły polityczne Mickiewicza n 
poetyczne fantazye. W salonach polskich ubolewano nad 
tem, że poeta nie poprzestaje na wierszach. „Szkoda, pi- 



'I CliocuA artykuły Slickiewicsa ir Pidgrzymie poltkim nit 
nosiły poclpisn, iii^mo Suiirfiirs ild la PkIiu/iu popiwdzito ogtonoM 
tltunaczcnic bilkn z nich zftstrzeżeiiiem, że „autor zbmbj jmI n 
Francji i kilkn dziel, u szciególnie z &'siąg Ptelgrz^Hstma, niedłnł 
wydanych." (t^tr. SllS.J 



— 241 — 

sala w Pamiętniku swym Fani Hofmanowa Tańska pod datą 
8-go Lipca 1833 r., że Mickiewicz teraz na publicystg chce 
wjjśł!." DzieDniki emigracjjne nie wystarczały już stronni- 
ctwom emigracji, walkg chciano przenieść do pism francuz- 
fcich, a tiiekt<Jre głosy domagały się udziału tułaczy w wa^ 
ulach wewnętrznych Francyi. Przeciw tym ostatnim powstał 
Ignacy Domeyko w liście do dziennika : la Tńbu/te, w któ- 
rym 22-go Stycznia 1833 r, tak sig wyraża : „Nie migszamy 
uę do waszych spraw domowych, i, chociaż cięży nam bez- 
czynność, ubolewać będziemy w milczeniu nad losem naszym, 
póki spieracie się jedynie o słowa i frazesa, przestarzałe 
formy, drażniąc i zmieniając tylko księży i ministrów."*) 
Pod tytułem : Próba doktryn Pielgrzyma polskiego, jeden 
z współpracowników pisemka emigracyjnego, -) nie grzeszący 
skromnością, wydrukował w dwóch szpaltach obok siebie 
Artykuł o ludziach rozsądnych i ludziach szalonych. W pierw- 
szo tekst Mickiewicza, w drugićj, jak podług gazeciarza, 
powuiien go był napisać. Widocznie piszący wyobrażał so- 
lne, że Jackiewicz wielce straci na porównaniu; sili się on 
udowodnić, że brak Fielgrzymowi polskiemu jasnych zasad 
i że mógłby słusznie o sobie powiedzieć : Meum principiiun 
nulla habere principia. Zasad przeciwnika Mickiewicza tru- 
dno się domacać, nąjmnićj mu przebacza to, że ostrzegał 
rodaków o niebezpieczeństwie dania sig porwać czczym teo- 
ryom zagranicznym i tłumaczy, że byłoby „nierozsądnie wra- 
cać do ojczyzny bez rozpatrzenia sig w tern, co za granicą 
gocbiem jest naśladowania, nierozsądniej ]ęs,zzzq pożytecznemi 
poprawami gardzić." Że emigracya często wzór brała z tego 
niestety, co właśnie godnem naśladowania nie było, że wy- 
chwalała jako reformy pożyteczne dziwolągi, szkodliwsze tu- 
łaczom w rozsypce, niż niepodległa Francyi, o tem świad- 



■) liat podpiaan? J. D., ale wiem; od Domeyki, fe jego bjł 
piór*. 

■) W ntunerze fFszeehwładztnro Iwlu, 15-go Czerwca 1833 r, 
(Dodfttek pod numerem VII.) 

ŻKUft Atamm MiMt^aa. Tom IL 16 



— 242 — 

cz% jćj dzieje, ale w 1833 r. jednych upajało doktrynerstwo 
orleanizmu, drugich omamiafa frazeologia rewolucyjna. Mi^ 
dzy tymi, co gromili Mickiewicza w imig rozsądku, byfi 
tacy, co zalecali mu pilniejsze czytanie słownika Lindego : ■) 
ponieważ dowodził^ że „w czasach, kiedy umysły chore itt 
sofisteryą, pozwalają sobie o wszystkiem rozprawiać u 
prawo i na lewo, rozum rodu ludzkiego, wygnany z ksiąłek 
i z rozmów, chowa sig w ostatnim szańcu: w sercach Indii 
czujących;" twierdził, że „rozsądek, czyli wzgląd na okoli- 
czności zmienne życia codziennego, nie jest tiybumdem u 
sadzenie spraw, tyczących si§ wieków i pokoleń ;" uważrf 



1} Z powodu artykułu Mickiewicza o ludsiaeh rostąib^diilf- 
dziach szalonych, jedna t gazet polskich w Faryłu ai w dwóch tar 
merach napadła na Hickiewicza. Każdj numer piama, do cMgB' 
zmuszało tułaczy ówczesne prawo prasaowe, wychodzi pod ii 
tytałem. W czwartym numerze: Ojczyzna i mtlnoić pod datą 4^ 
Czerwca 1833 r. czytamy; ,^eszcze Ś. Ai;gnBt}'n powiedziflł; Stfiet- 
tia hamiman stidtUia est. Pielgrzym pobożny w óamym półarkoW 
wymyślił do tego starego tematu dosyć dźwięcEOO i dowcipne wt- 
ryacye. Gdyby to powstanie na rozsądek ludzi byto tylki 
dzie religijnym, tobyśmy ze achyloną głową zamilklL Ale kio ji 
chce rozciągać do światowej polityki, temu przypomiuamy, tt 
wpada w caryzm, czy carat, w aystemat katechizmu drnkowui*. 
w Wilnie. Bneso napisał dosyć długą i piękną kaiątkę o aakodid^ 
wynikających z ksiąiek i nank ; zdaje się nam, ie i artykuł 
Pielgrzyma, ktCrego zkąd inąd wszyscy kochamy i Bzanajemy, jrt 
tjlko igraszka dowcipu z nudoty emigracyjnej wjkoiioypow«iiy. Sf 
zdarzenia rzadkie, w których ludzie dobrzy powodują aię 
uczuciem i popisem serca, /darzenia rzadkie. CBętei^ dalcM 
trzeba koniecznie radzić się i słuchać rozsądku. Niyczqńci^ f* 
czciwe uczucie jest w harmonii ze zdrowym i niespaczonym i i\m^ 
kiem. Zapytujemy naszego racyonoklastę czem jest? i jak b;W 
«rie brak rozsądku ? Jeieli zaś autor artykułu uprse ef^ n« 
dykcyonarzowi nazywać rozsiidkiem haniebny czyn smutnej 
Stanisława Augusta, moskiewską konduitę żywego nie Polaka 
podobne zgrozy: to wart będzie skazania go na prze<atytuua ceł 
dykeyonarza Lindego od deski do deski. Ale dysputowae nie i 
żna, nie zgodziwszy się na znaczenie wyrazćw, a i tak nie wH 
chyba dla obrony od błędu bardzo młodocianych ozytelnikfiir.*' 



- 243 — 

za iiajpewiiiqsz4 wskazówkg uczndc powinności i otrzymy- 
wał, że „wgzelki zamiar, o ile był czysty od widoków oso- 
biiitycb, od chęci wyniesienia się lub poniżenia innych, o tyle 
się uda, to jest : przyniesie pożytek sprawie ojczystej, zaraz 
lob w przyszłości," ') 

Dzisi^sza krytyka roztrząsa głównie poezye Mickiewi- 
cia, może kiedyś odkryje ona w artykułach politycznych 
i prelekcyach Adama obfitszą jeszcze kopalnią mądrości na- 
rodów^. Pielgrzym polski mało znalazł poparcia śród emi- 
gracyi. ^Dla czegonie miał powodzenia? pisał Januszkie- 
-wicz. A któż to odgadnie. Nikt z nas nie zyskfU, tylko 
sŁradł: ten czas, ów pieniądze, a ja w dodatku po 14-tym 
półarknszu czyli po 2-gim 2-go kwartału, za artykuł Adama 
nicąjący d'Argout, wywieziony zostałem 31-go Lipca do 
Belgii." •) 

Artykidn nicującego d'Argout w Pielgrzymie nie zna- 
leźliśmy. Trudno przypuścić, aby minister tak wzi^ do 
serca krtkk^ o nim wzmiankę, uczynioną w numerze Piel' 
grzyma pod datą 31-go Maja 1833 roku: ,2e-go b. m. jenerał 
IioEaytte wystąpił w Izbie deputowanych w naazćj obronie, 
Bzczególniśj z powodu potwarzy rzuconych przez p. d'Argout 
na postępowanie Polaków w Bergerac, i z powodu dodawa- 
nia na paszportach dawanych oddalonym przez rząd z Fran- 
cyi wypędzony (espulsć). Ale Izba, zajęta wyłącznie weto- 
waniem coprędzćj dla ministrów nowego budżetu, z tak nie- 
przyswoitą niecierpliwością słuch^a głosu za nami, że nasz 
obrońca zagrozić ją aż musiał, iż jeżeli nie będzie ^cha- 
Bjm, odwoła się do sądu narodo migdzy nim a rządem. 
BzeCK ca}a skończyła się na kilku bezwstydnych wybiegach 
pp. nunistrów." Sam zresztą Januszkiewicz przyznaje się, 
że nie same artykuły Mickiewicza naraziły go na prześlado- 
wania rządu: „Muszę, pisze on, dodać, a co niewłaściwie po- 



•) DzUla Adama Mictdemeza i. VI. «tr. 9(1. 

*) Z liBtn pod datą 24 Lipca 1874 r. do WladysUwa Mickie- 



— 244 — 

minąłem, źe może więcej jak Pielgrzym, do mego wygnam 
przyczyniła się broszurlia moja: Polacy w Oporlo. Bząl 
francuzlu za pośrednictwem jenerała Bema, cłiciał skłoniC 
wojskowycti naszyclt, aby wzięli udział w obronie praw Ma- 
ryi, córki don Pedro, do tronu portugalskiego. Ja odmawia- 
łem ró2iiemi sposobami i Polacy nie poszli." ') 

Jedncm z głównych zadaii, nad rozwiązaniem którego 
daremnie pracowało wychod;itwo, było : kogo słucłiać w rOE- 
sypce? -Jedni emigranci przyznawali władzę urodzeniu, na- 
leżała się więc ona ich zdaniem księciu Adamowi Czarto- 
ryskiemu ; drudzy wywodzili ją z wyborów, ktiire obalał; 
nazajutrz mężów powołanych wczoraj, a w końcu wynosiły 
najlichsze osobistości. Mickiewicz popierz tycłi, którzy mnie- 
mali, te zamiast gonić za nowymi przewodnikami, lepi^ 
było trzymać się dawnych i ster zostawić sejmowi. Sgn 
przewidział w postanowieniach z 19 i 26-go Lutego 1831 r^ 
w jakim komplecie mógł obradować za granicą. Trzydziesto 
trzecb członków Izby stanowiło legalną reprezentacją PolskL 
Żadnej poważniejszij władzy cmigracya wysadzić z siebie 
nie mogła. Poglądy te Mickiewicz rozwinął w pracy pod 
tytułem: Myśli o Sejmie polskim.^) Przypomina tutaeam, 
źe sejm jest władzą prawą Polski, Sejmom, że pierwsze 
Concilia zgromadzały się w lochach i spokojnie ostanawia^ 
symbotum, które później świat wyznawał. Emigrantom, któ- 
rzy w sąjmie nie zasiadywali, zdawało się, że nie należało 
poddawać się sejmowi, że czas przyszedł na nich sejmiko- 
wać i rządzić, i że lepićj od starszyzny wywiążą się z tego 
obowiązku. Posłowie wstydzili się obradować w lochach i jak 
za rewolucyi listopadowej, tak i po j^ upadku brakło im , 
wiary w siebie. Nie poszli więc ani jedni, ani drudzy za rad% 
Mickiewicza. Ilząd francuzki bojąc się komplikacji z po- 
woda odbywania obrad sejmu polskiego, rozkozid Lelewelowi, 



>) z Ustn pod dat4 24-go Lipca 1874 r. do WUd/alawa lli«- 
ki«włcza. 

*j Dzieła Adama Mickiemcta t. VI. str. 71. 



— 245 — 

Zwierkowskiemu, Przeciszewskiemu, Hluszniewiczowi i Piet- 
Łiewczowi opuścić Paryż. Książe Czartoryski uważał zwo- 
łanie sejmu za akt zbyt wyzywający względem gabioetów 
enrop^skicb. Towarzystwo demokratyczne przcciwniejszu 
jeszcze było temu projektowi, uważając się za jedynego 
przedstawiciela emigracyi, a emigracyą za przedstawicieikg 
calćj FoIskL W niemożności zwołania sejmu, Mickiewicz 
wolał komitet wybrany przez większość wychodźtwa, niż 
samozwańców próbujących narzucić sig ogółowi. Ale 2adcn 
Icomitet utrzymać sig nie mógł, a każdy przez czas trwania 
me siedział co przedsięwziąć. Każdemu z nieb wyrzucano, 
Łe nie prawidłowo obrany, wobec tego zarzutu członkoiric 
-fiotne niedowierzali, mnożyły się komitety odmawiające jedne 
drogim wszelkiego znaczenia, ciągłe sprzeczki o prawowitość 
urzędów emigracyjnych wyradzały zupełną niemoc, a wicb- 
Tzyctele w krańcowych dziennikadi francuzkich silili się udo- 
wodnić, że komitet narodowy i prezes jego jener^ Dwer- 
Dicki szkodzili sprawie potskićj. Stronnictwo zaś zachowa- 
wcze wyrażało się w sposób najnjewłaściwszy o eraissaryu- 
sz&cb, którzy z narażeniem życia szli z propagandą do kraju. 
Za nim przystąpimy do odprawy danćj jednym i drugim przez 
Mickiewicza, zastanówmy się nad zapatrywaniem się poety 
na W7prawy Łidaczów bądź do Szwajcaryi, ') bądź do Polski') 



') N« początku 1883 r. wybuchły eaburxeni& ludowe w Frank- 
' inrcie nad Meaem. Na pierwszą wiadomość o tych wypadkach, 
wnłgnuici z Besancon postanowili wyruszyć ku Franku fortowi i dnia 
następnego 380 wychodźców, pod komendą pułkownika Oborskiego, 
jiizekroczyło granicę Szwajcarską w Soigne L^iper w kantonie Ber- 
neńskim. Kiłkndzłesi^u tułaczy z innych zakładów przyłąciyło si^ 
do nich. Wszystko spełzło na niczetn, bo zaburzenie frankfurtskie 
pnytliuniono. Lecz rząd francuski nie przyjął napowrót emigran- 
tów zbyt skorych do niesienia pomocy mchom rewolucyjnym 
ii Szwajcarya musiaJa im dać przytułek u siebie. 
■) W Kwietniu 1833 weazto do Polski kongresowej kilka 
f -drobnych oddziałów, uzbrojonych w Oalicyi i w Poznańskiem, które 
] prowadzili Dziewicki, Zaliwski i t. d. Po większej części dowódzcy 
; dostali si^ w moskiewskie ręce i zostali rosBtrzBlanL Zaliwaki wy- 



~ 246 — 

Wyprawy te jątrzyły rządy europejskie, pogarszały stan emi- 
gracyi, wywoływały w j(^j łooie prawdziwą wojaę domow|, 
opłacały się życiem wiele obiecującycłi młodzieńców, a na 
kraj ściągały nowe klęski, ninusti''0 bowiem obywateli a 
sprawę emissary uszów postradało wolnoi>ć i mienie. 

Mickiewicz w liście pisaDym w Kwietoiu 1833 do 
J. U. Niemcewicza tak mu zdaje sprawę z poło£enia wy- 
choditwa i z wla8n(!'j w obce niego postawy: „W emigra^i 
pełno ructiu i dosyć niezgody. Nikt temu zaradzić nie sdoła, 
thyba sam Bóg nieprzewidzianym cudent. Tymczasetn, kiedy 
niekiedy odzywać się do rodaków, robić co motna, a zresili 
nie mieszając sig w dzienne zdarzenia, w obrady i Bfjiniki, 
czekać przyszłości, oto, zdaje mi się, powinien by być id» 
ludzi uczciwych. Może kto przypadkiem na dobr% drogę trafi."') 
Mickiewicz dobrej drogi sam nie przesądzając, oburzał sif 
tych, którzy odsądzali od czci i wiary niecierpliwszych bud, 
szukających punktu wyjścia w najrozmaitszych kierankadt, 
powodujących sig instynktem, jak rozbitki rzuceni prza 
burzę na ląd im nieznany, jedni nic wahają się przeiwawii 
przez gurj', drudzy wolą zapuścić sig w głąb lasów, a ot 
trzymają się brzegu i badają przestrzeń w oczekiwaniu okt^ 
któryby ich zabrał i zawiózł do ojczyzny. Pami^fnik Emigneę, 
wydawany przez Michała Podczaszy iiskiego, w numerze 84-gi> 
Kwietnia 1833 r., wyrażał sig o emissarj' uszach z urąganieo^ 
lirzytaczając z widocznem zadowoleniem zdanie : „Niech sobie 
, rewolucyoniści głowy porozbijają !" Mickiewicz ułożył dli 
Worcla odpowiedź, której Pamiętni/c Emigmcyi nie umi 
ale przebijają się w Dii.j własne uczucia poety. Mówił o ps- 
litykacb drwiących z ołiar Mikołaja, że „muszą mieć w bu 

siat byt juź w 1K3L' r, emisaryiiszów tlo kraju w caln to^km 
CIB nowfj Bbrnjn>'j wnlfci. ( Ify/iian-a ilo P<4slii w r. IKiJ pr«eł 
dnego 1 flmiBBryuaiijw (Mirhala ('liini;!!;^.) Pary* 183B.) Pł0« 
ofiary tój wyprawy: A. Olkowski, J. Kiirziamski, B. Pnteonki i 
Bażyński, śmierć ponieśli w Warszawie 7-go Maja. Dsiewidti 
wnież pojmany trucizną odebrał wibie życie. 

') Korexpinu(enaja Ailama Uickien-icza t. 1, atr. 180. 



— 247 — 

nie krew polską, ale atrament tylko," ') przypominając, że 
ludzie, którzy śród tylu niebezpieczeństw przedzierali się na 
ziemię ojczystą, byli ju2 osądzeni podwójnym sądem wojennym, 
sądem Mikołaja, jako najstraszniejsi j^o nieprzyjaciele i sądem 
przysięgłych, równych sobie duszą i powołaniem, którzy za- 
zdroszczą ich ćmierci. ^ Ponawiające si$ t^o rodzaju napaści 
nakłoniły dziennik Pielgrzym Polski do dania odprawy Pami{lni- 
koKt Emigracyi. Prawdopodobnie artykuł, w Łych ogłoszony 
okolicznościach, o którym niźćj będzie mowa, był pióra sa- 
mego Mickiewicza. Niektóre ustępy przypominają zupełnie 
list ułożony na intencyą Worcla : „Dla braku miejsca, pisał 
Pielgrzym Polski w numerze 5-go Czerwca 1833 r. i uni- 
knienia powtarzań, nie umieszczamy tu dosłownie reklamacyi, 
jakie nam nadesłano z zakładów i od naszych kolegów w Pa- 
ryżu, przeciw listom, jakie redakcya Pamiętnika Emigracyi 
umieściła w swojem piśmie, na krzywdg tulaczów i pozo- 
stałych w kraju ziomków, a mianowicie przeciw wiadomościom 
datowanym z Krakowa pod d. 16-go Kwietnia (Ob. Władysław 
II). ') Wierzyć nam każą, że jakiś znakomity emigrant napisz 
był niezbyt znakomicie o powstańcach, którym się zamarzyło 
krew nie atrament przelewać za Polskę, i którzy wyrżnęli 
650 Moskałów, kiedy nam tu w Paryżu ledwo się uda jaldś 
artykuł sklecić na Moskwę. „Niech sobie rewolucyoniści 
głowy porozbijają," co za szlachetne wyrażeniel żywcem 
wzięte z Figaro. I krakowski korespondent z tego konce- 
ptu odgadł, że Moskale w niezłćj komitywie musieli być 
z rewołucyoniitami, bo już o nich wiedzieli pierwśj, nim ci 
przyszli, do siebie im przyjść pozwolili, i na próbę swoich 
660 żołnierzy dali wyrżnąć w zamian za kilkunastu męczen- 
ników. Jeżeli trzynastu przybyłym dziś z Francyi, bezbron* 
n;m, ud^o się wyrżnąć 660, ile2byśmy w stanie byli poło- 



') Korespondeneya Adama Htickiemicia t I. atr. 4G. 
•) Ibid. 

*) Ealdy acBzyt Pamiętnika Emiyraeyi noai zamiast tytułu i; 
swiako jednego z królów polakich. 



źyć nieprzyjaciela, kiedyśmy w liczbie piędziesiąt tysiccm^ 
armii, z bronią w rgku przechodzili granicę ? Zadanie łatwe, 
ale przykre do rozwiązania. Tymczasem, ktokolwiek prze- 
czyta! list z Krakowa, nie wziął ani znakomiieffo aiucranla 
za znakomitego, ani też samego korespondenta za godnego 
wiary, bo w tym liście nie znalazł czci oależnćj wszelkiema 
poświęceniu się za kraj i jego niepodległość^. Nie mniq tU 
zagniewał naszych tulaczów korespondent z Podola (Ob. Mie- 
czysław III), któremu się podobało, donosząc nam o nie- 
szczęśliwych braciach, co z głębi Moskwy uciekali do GaU(7i, 
dodać: dopóki szli krajem moskiewskim, żaden kacap nie 
odmówił im chleba i dalćj ich odprawił, lecz kiedy dostafi 
się do Litwy i do naszych prowinc}'i, wspanif^omyślnl ro- 
dacy, niewiadomo czy z bojaźni, czy z innych przyczyn, nie- 
tytko przytułku, ale nawet lichego posiłku, kawfUka chleba 
im odmawiali. — W ojczyźnie Kościuszki, Beytandw, Korsa- 
ków? Szalona to rzecz pisać nam o rodzinnym kraju, jak 
gdybyśmy z niego sto lat jak wyszli. Dziwi nas tylko, że 
w jednymże prawie czasie oba te listy spotykają się w re- 
dakcyi Królów polskich, z nie zbyt czułemi wyrazami o wy- 
chodźcach naszych do Szwajcaryi : a jednak przyznać mu- 
simy, że nie do piszących należy dziś sądzić i uszczypliwe»m 
wyrazami ścigać nasze młódź polską, co gardzi próZniaczem 
piórem, a orgiem tylko pfdzi czas i dzi^e. 21-go M^a uka- 
zał się w Pamiętniku emigracyi jeszcze jeden list, datowany 
z Krakowa, z którego dość jest przytoczyć następujący wy- 
jątek dla pokazania, jakim korrespondencyom daje wiaif 
i ogłasza wydawca: „Szczególny tu zdarzył się wypadek: 
dwudziestu kilku desperatów przeprawiło się z broni% pras 
Wisłę etc. Nam się zdaje, że emissaryusze mosldewsc^, 
ndając patryotów polskich, namówili tych biedaków fałszem 
i obietnicą do przejścia granicy, etc." 

Jeżeli stronnictwo zachowawcze wystawiało emisBaiyn- 
szów za przebranych Moskali, to towarzystwo demokraty- 
czne szkalowało Dwernickiego za to, że jako prezes korni* 
tetu narodowego powiedział w odezwie 17-go Maja, te „wy- 



— 249 — 

strzegąc się należy przedwczesnych, a tem samem słabych 
Eamachów" i przypomina maksymę, iż chybić celu w podo- 
ttnym razie na jednu wychodzi, co trudniejszemi na przy- 
szłość uczynić środki jego osiągnienia. Mickiewicz, chociaż 
lie pochwalał w całości redakcyi odezwy komitetu, oburzył 
iic na to, że przeciwnicy Dwernickiego cień chcieli rzucić 
la czystość jego zamiarów i zaczaili sig gdzie? w dziennika 
radykalnym francuzkim : ia Tribune. Wziął więc obrong 
iwycięzcy z pod Stoczka i w artykule : O starej łaktyce 
Hronniciw *) oświadczył, że widzi „w tem oskarżeniu fran- 
nizkiem dobre symptoma : już mniemanie publiczne w emi- 
gracyi polskićj zaczyna hyć szanowane, kiedy potwarz nie 
Śmie odzywać się językiem ojczystym i ucieka, chowa sig 
w cadzoziemcz]'znę." ') Napaść na Dwernickiego była bez- 
imienna. Autor j^, oburzony artykułem Mickiewicza, nie 
wytrzymał i zdjął maskę. Autorem korespondencyi w Tribune 
był ksiądz Puławski, który podpisywał się na innym liście 
w t^jże Tribune „clubiste de VarBovie." Natura mętna, po- 



■) Daeia Adama Mickiewieza t. ^1. str. 41. 

*) liat przeciw Dwernickiema ukazał się beumiennie w dzień- 
oikn ia Tribwie 2-go Czerwca 1833 r., jakoby pisany przM Polak*, 
prQ'bftego z Niemiec do Szwajcaj-j'!. Anonim tak odpowiadał aa 
>dezwę komitetu narodowego : „Oromią naa, denuncyiiją d&b Euro- 
pie i naszym towarzyizom, mają nae ledwie, że nie za waryatfiw, 
poniewal ohcemjr ginąć na tćj ziemi, którą miłujemy. Dwernicki 
Rjdaje odezwę przeciw ludziom, którzy wyruizywazy prawie nadzy, 
na lo8 ezcEcicia, bez zaopatrzenia na dzień jutrzejszy, podrńlowali 
zalj czaa w sekrecie po wezystkich drogach, wśród rozlicznych 
niebezpieczeństw, aby doj^A gdzie wojna i śmierć czek^y na nich. 
Z pod obłudnych pozorów przebija w tćj odezwie chęć widoczna 
oziębienia wszędzie litości i współczucia, które nasze przedsięwzię- 
de musi wywoływać w duszach szlachetnycłi. Dajcie Dwernickie- 
mu do zrozumienia, że zniechęcać do tak chwalebnych ofiar,JeBt rzeczą 
niegodziwą. Krew wylana za wolność nigdy nie jest straconą." 
W ntunerze Tribunt IT-go Czerwca, T. Erempowiecki oświadcza, fa 
ddeli sposób widzenia owego korespondenta, dawiąo się, że nie 
podpiaal swego listu. 




250 



dobna do wielu tego rodzaju postaci wielkiej rewdacyi fran- 
cuzki^j, ale na eniigracyi ksiądz Puławski nikogo nie mó^ 
podwieść pod nóż gilotyny. Wkrótce został zamknięty przez 
rząd francuzki w więzieniu Sainte- Pelagie, a późnij wyda- 
lony do Anglii, tymczasem czynnie i zawzięcie spełnij roi; 
oskarżyciela w trybunale, którego Adam Gurowski był preze- 
sem, a Czyński sekretarzem, tylko policyi nie mieli na swoje 
rozkazy i Dwernickiego do Conciergerie zamknąć nie mo^ 
Ksiądz Puławski wystosował do redakcyi Pielgrzyma poMitgf 
usprawiedliwienie. Szkoda, że Pielgrzym go nie umieściŁ ByH^ 
to ciekawy przyczynek do dziejów wychoditwa. Poniewit 
apologia ks. Puławski^o wymierzona była przeciw Micfciem- 
czowi, wolno przypuszczać, że odpowiedź Pielgrzyma na or- 
nione mu zarzuty jest albo pióra Adama, albo przynajmniej 
redagowana według jego wskazówek : „Bedakcya, mówi Pid- 
grtym Polski w numerze 28-go Czerwca 1833 r., odebrała ■ 
kilka pism obywatela Puławskiego, których w cdoSci umie- 
ścić nie może, bo nie zgadzają się z duchem i dążeniem na- 
szego pisma: obcinać zaś nie dmie, bo nieraz za skrócenia 
podobne przychodzi cierpieć wyrzuty korespondentów. Oby- 
watel Puławski nie rad jest, że redakcya uznaje komitet nie 
podług należytych form obrany. Pielgrzym nie aznąje ladn^ 
innćj władzy w Europie, oprócz władzy w kraju lab piel- 
grzymsnuie ustanowionćj, a choćby uzurpowanćj, byleby nie 
narzuconej przez cudzoziemców. Prawidłem Pielgrzyma jest 
słuchać wszelkićj podobnćj władzy, objawiając wszakże swo- 
bodnie zdania o jćj działaniach. Pielgrzym przekonany jest, 
że wszelka władza narodowa, otoczona poszanowaniem, wspi»< 
rana radą życzliwą, odpowie myślom ogółu; przekrsona 
i podkopywana nic dobrego nie sprawi. Rodacy żyj^y gród 
Europy rządzonćj nieprawie, i w którćj poirazechoa jest opo- 
zycja przeciwko rządom, często chcą naśladować cudzoaem- 
ców, myśląc, że każdy nasz prezes jest rodzajem Mikol^a 
lub Filipa, każdy członek komitetu Argutem, kaidy krzyk na 
Dich dowodem odwagi i niepodległości. Xam ai^ zdaje^ żs 
w pielgrzymslnie wigcój potrzeba odwagi i niepodległości da 



— 251 — 

podparcia władzy nh'. majijcrj źaiularnuiw, ani |)icni^'i!/y niż 
do jt-j obalenia. Obalono komitet pierwszy dla lego, że sig 
składał z Kałiszamm i drugi obaloDO, podobno dla ucliybienia 
fono ; Da trzeci nastają dla ti^i2e przyczyny. Jakie to są 
fermy ? Nie mamy ich, i długo u& nie czekać. Zresztą nie 
wszyscy do wszystkiąjo zdolni; zostawiamy lepszym od nas 
politykom ustanowienie tych form, my tylko słuctiać umiemy. 
Kiedy tylu jest kandydatów do rządzenia, niecti te2 będzie 
kto6 i do buchania. Takie jest przekonanie nasze, któr^o 
nikomu nie narzucamy: wypływa odo z naszćj niezdolności 
urE£;(IoweRO rządzenia i urzędowania. Obywatel Puławski 
podaje Pielgrzymotm imiona rodaków, którzy intrygiy*ą w za- 
■liaracb dobru ogólnema przeciwnych. Takiego zaskarżenia 
Bie mo2emy zanosić bez dowodów materyalDych. Nie jesteśmy 
pablicznymi instygatorami. Musielibyśmy potem przyjmować 
Uumaczenia i wytaczać c^y proces ; co nie odpowiada celowi 
saazego pisma. Obywatel Puławski obwinia nas, ie artykuł 
nasz o ttąrij laklycć stronnicim byt wymierzony przeciwko 
jednćj osobie. Zaręczamy, że przeciwko żadnćj osobie nie 
wymierzaliśmy i nie wymierzymy, dopóki pielgrzymstwo zo- 
stawać t>gdzie w etanie tytko obradowania nie działania. Dzia- 
łających według myśli naszćj bronimy, źle myślących lub ra- 
dzących chcemy nawrócić, zostawiamy innym obwiniać ich 
i sądzić kaidy swoje, pielgrzym chce być tylko sędzią po- 
/ioju; naturalnie więc nie wszystkie sprawy do ni^o należą. 
Zostawiamy je innym trybunatom." To oświadczenie ukazdo 
«c w tym 3am}m numerze Pielgrzyma co Gazeta wojemódz- 
łma szaweUkiego z drugiego Junii roku pańskiego 1899, gdzie 
autor przedstawia ostatniego z emigrantów, szczycącego się 
z lego, że pielgrzymstwo nic nie pisało." 

Emigranci, jeżeli nie szli za zdaniem Mickiewicza, to 
chętnie w ważniejszych okolicznościach zasięgali jego rady. 
Ka udzielony mu przez Niemcewicza program nowego dzien- 
nika francuzkiego, ') obronę sprawy polskii!j mającego na 



■) Diieła Artama Mickiemcza t VI. i 



— 252 — 

cdo, Mickiewicz odpowiedział zbijaniem przcłoźonycłi ma 
dowodzeń, zaprzeczał stanowczo, aby można krdli5w i mini- 
strów oświecić, ponieważ królowie, ministrowie, klassy rzą- 
dzące w ogóle trzeba uważać jako zamknięte w szpitalu nie- 
aleczalnych, „darmo by czas i leki trwonić." Mimo t^ 
przestrogi nie mało strwoni się czasu i leków dla tćj sio- 
możebnćj kuracyi. 

Tymczasem ze wszystkich części pognębionego krają 
przychodziły do wychodźców różne komunikacye i zapytania. 
I tak odebrał Mickiewicz list pisany za kordonem rossyjskim, 
widocznie przez jednego z emissarynszów, datowany „na ły- 
8Ćj górze, pod bukiem żałoby, narzekania, płaczu i poprzy- 
siężenia dnia l5-go po uratowaniu żyda, 18-go Maja 1833 
roku".') Że do tego listu Mickiewicz przywiązywał szcz egóbf 
wagę, dowodzi cboćby samo jego przechowanie. List na- 
tchnęły widocznie Ksifgi pielffrzymstwa. „Przez twoje Ktifgi 
narodu polskiego, pisze anonim, postawiłeś się na czele piel- 
grzymów polskich. Obrałeś sobie przeto sam wielkie powo- 
łanie przewodniczenia ludowi wybranemu na puszczy i przy- 
jąłeś obowiązek wyszukiwania najkrótszych i nąjpewniąjazydi 
dróg prowadzących do zbawienia. Błogosławię twojemn po- 
wołaniu i temu duchowi, który ci świątynię przeznaczeń 
ludzkości zakrytą jeszcze na długo dla wielu w odlegtośd 
wskazuje. Serce twoje mieszka wśród ucisku i nędzy i wzrok 
twój od krańca Europy zbliżonego do Afryki sięga po nad 
głowami naszemi aż do kopalni sybiryjskich, gdzie naai bra> 
cia zlewają swojemi łzami ten sam kruszec, którego car 
używa na opłacanie swoich służalców ścigających nas wsię- 
dzie. To staje mi się powodem, że do ciebie piszę i wyko- 



<) List bez podpisu, przesłany nie poczta, lecE przei ok«sją> 
Ka kopercie następujący dopisek: „On voub supplie, monsieor, dV 
voir la bontć de renvoyer cette lettre i. M. Mickiewicz par nn coi^ 
miaBioimaire. II voub en eera obligś, ce aont des souYeUeB de aa b> 
mille en Lithuanie." List wyprawiony byl lapowne pod kopertą 
JRkiegcś bankiera. 



— 253 — 

naiiic fi wifikiepo il/ieiu iiowierzum. Wi(lż;i^z. jak Ilenid 
północy moniiiju i cnhija {iziiilki iia duchu, aby iiiitialil na 
tycli, którzy maji^ być zbawcami i odkuincielami polskiego 
ludu. Widząc to, jako dobry pasterz, powinieneś poświgcić 
wszystko, abyś przynajmDićj tych od zguby duchowej ura- 
tował, których Bóg powołuje na przyszłych proroków i pra- 
wodawców swojego ludu. Wszak to już dziś prawie po- 
wszechnem jest przekonaDiem, że duch Polski uszedł za gra- 
nicę i trzeciego dnia wróci do swojego ciała. Wszak bez 
ducha wszelkie ciało jest martwe i skutków życia objawić 
nie może. Staraj się o to wspólnie z drugimi, aby ten ra- 
zem z wami nietylko nie zaginął, ale owszem coraz wigcćj wzra- 
stał i ożywiał ku pożytkowi następnych pokoleń." Po tem we- 
zwaniu osobistem następuje przełożenie sposobów poleconycli 
przez piszącego. Jest to pierwsza próba zastosowania i wpro- 
wadzenia w życie zasad głoszonych w Księgach pielgrzyntstwa 
i pierwsze wypowiedzenie konieczności nowego Zakonu. 

W dalszym ciągu listu dobitnie malują sig pomysły często 
posunięte aż do dziwactwa patryotów polskich : „Słychać 
tu, że powstanie wojna migdzy Francyą, a innemi sprzymie- 
rzonemi mocarstwami. A co dziwniejsza, że ma być tylko 
pozorna i w skutku porozumienia sig obywatela króla z in- 
nymi na wprowadzenie wojsk sprzysiężonych do Francyl 
i wytępienie do szczątku wszystkich zarodów rewolucyjnych." 
Dokończenie listu wskazuje Mickiewiczowi, jaką drogą ma 
przesłać odpowiedź: „Jakiekolwiek będzie twoje postano- 
wienie względem podanego ci tu przedsięwzięcia, racz mi 
odpisać w wyrazach jak tylko może być najobojętniej szych, 
adresując do Jerzego Zielińskiego w kopercie do księgarza 
Friedleina w Krakowie z proźbą, aby list zatrzymał, aż do 
zgłoszenia się mojego. Racz mi przytem donieść, co tylko 
możesz, o stanie naszych pielgrzymów, przeciwnościach ich, 
nadziejach itp. Krępowieckiego jak najserdeczoićj pozdrów. 
Odpisując mi tak miarkuj, żeby list twój doszedł do Kra- 
kowa DEypóźnićj przed ostatnim Sierpnia : bo w tym czasie 
będę ń% stand albo sam być w Krakowie, albo komu dać 



— 254 — 

zlecenie do odebrania. Bąd^ zdrów i w pracach poż^te- 
cznych dla ludzkości szczęśliwy. Twój przyjaciel doptild 
dla dobra bliźnich pracować będziesz. Dowiesz się kUi 
jestem jak się z sobą spotkamy.** Ze wzmianki o Krępa- 
wieckim przypuszczać motua., że list pocliodził od ajenti 
najskrajniejszycb działaczy emigracyi. 

W projekcie tym widzimy, jak zapalony demokrata ma- 
rzy, pod wpływem nauki Mickiewicza, o utworzeniu inatytacyi, 
któraby zarazem przypominała i szkoły łilozofów greckich 
i zakony chrześciańskie, nie troszczy sig on już o spisko- 
wanie, ani o przyswojenie Polsce pryncypiów pierwszćj re- 
wolucyi francuzkiój, tylko sposoby wyrabiania ludzi godnych 
dźwignąć sprawg narodową. Ze względu, ie wśród nfgza- 
żartszych polskich Jakubinów znajdowały sig dusze tak go- 
rące i tak blizkie dobrćj drogi, złagodził sig gniew przeciw 
nim Mickiewicza. A słowo :aA-on, silnie utkwiło w jego da- 
szy i często powtarzał : „Trzeba nam zakonu." ') 

Bezimienny korespondent Mickiewicza może nie docze- 
kawszy się odpowiedzi Adama, albo po prostu dla porusze- 
nia opinii, poglądy swoje ogłosił drukiem. Tak się nam 
przynajmnićj zdaje z powodu tożsamości myśli w wyż przy- 
toczonym liście i w broszurze wydanćj w Paryżu w 1833 r. 
pod tytułem : Un-agi o utyciu najkorzystniejszem czasu » «b- 
gracyi wraz : projektem ogólnego stowarzyszenia się wyehth 
dżców polskich, przez jednego z posióm. Autor wziął za godło 
dwa ustępy z Ksiqg Pielgrzymstwa : „Naród polski nie amari, 
ciało jego leży w grobie, a dusza jego zstąpiła z ziemi, to 
jest z życia publicznego do otchłani, to jest do życia domo- 
wego ludów cierpiących niewolę w kraju i za krajem, aby 
widzieć cierpienia ich. A trzeciego dnia dusza wróci do 
ciała i naród zmartwychwstanie i uwolni wszystkie ludy 



'} ^ilam, patrząc na gorącskowc i niepłodne zabiegi i n- 
li^itki emigracyjne powiadał: „Na nio się to wseystko sdaJo: Traete 
■dla rolski zakonu." {fami^tnik historyczmj o igromadz€tUH XX. Zmv 
twydistmicÓHi przez ks. Hieronima Kajsiewioza Btr. 407.^ 



— 255 — 

Europy z niewoli. . . . Wy powołani jesteście, abyście wró- 
<dU do poszanowania w kraju waszym i w calem chrześciftń- 
atwie nrząd i naukę." ') 

Gdy jedDi przemyśliwali o nąjkorzystniejszem użycia 
czasa na emigracjn, inni starali się o to2 samo w Galicyi, 
czynnie biorąc się do wskazanćj im przez Mickiewicza pro- 
pagandy objętij w trzech punktach: 1) Wjgaśnić wszystkim 
klassom mieszkańców, iż sprawa Polski jest sprawą równo- 
ści i wolności; ^) Unikać wszelki^' wewnętrznej Uótni 
o arystokracyą i demokracyą ; 3) Popierać wszelkiego stanu 
ludzi, w których widzi się miłość Polski i o ile tylko mo- 
2na poprawić byt ludo, pisma w dachu narodowym rozrzu- 
cać. W połączeniu z tą dążnością zost^ wydany akt na- 
stępny pod datą 99-go Listopada 1833 r. : 

ODEZWA. 

„Ukochani rodacy i bracia! z rozwagą i zbudowaniem 
wysłuchaliśmy zdania sprawy Józefa •) o dotychczasowych 
owocach waszśj patryotycznćj gorliwości. Świadomi już celu 
i zasad, a przeświadczeni w sercu o najczystszem obywatel- 
stwie związkowych rodaków, chlubnie i ochoczo jednoczymy 
się K wami. Dłoń w dłoni braterski^' zapraszamy się do 
współuczestnictwa w rozpoczętćj pracy narodowej, bo wie- 
rzymy, iż Bóg pol>logosławi cnotliwemu dziełu. 

Od dziś- dnia tedy i na zawsze chciejcie nas uważać 
za braci i wsp<^racowników waszych. Obowiązków kores- 
pondencyi i spełnienia wszelkiego rodzaju poleceń waszych 
przyrzekamy ściśle pilnować Rozimiie sig samo przez się, 
iż niezbędne warunki ostrożności i tajemnicy jak n^ściślćj 
tiędą od nas strzeżone. 



■) Projekt aatav zftkonn wychodźców tego aaomima podajemy 
w dodatku pod numerem VIII. Powiedziano jest, ie pisany w Sty- 
osniu 1883, ale musiał by£ do dmku podany dopiero w ostatnick 
'i tego roku. 

■) Zaleskiego. 



— 256 — 
„I wy w ojczyźnie i m; na tułactwie wspólny i jednaki 



mamy zak 

I** Rozpowazechiiieiiie wiary naszćj związków^. 

2" Gotowość poświęcenia się. 

„Z różnico jednak położenia dzid naszego odmieniiff 
mamy środki. 

„Co do pierwszego: wszyscy jak najgorliwićj i bez wyt- 
chnienia powinniśmy opowiadać wzniosę prawdy nasz^' na- 
rodowćj nauki. Na stanowisku naszem niepodl^ll i wolnitja 
od was, śmieliij wigc i skutecznićj w &J mierze pracować 
ztąd możemy za pomocą druku. Postaramy się wydawać 
dziennik, tudzież katechizmy i rdżn^o rodzaju pisemka, jft- 
kieby widokom związku naszego najlepiej odpowiada. 

„Co do drugiego : Jako Polacy i tułacze, jest^my jot 
niejako ze chrztu i miecza żołnierzami świgtćj sprawy w<d- 
ności lud<iw i nikt się z nas tego czcigodnego tjtila nie 
zaprze. 

„W łonie czasu dojrzewające wielkie wypadki zastaną 
i nas w zapełnćj gotowości. W tera przynajmniej szczęśliwo 
od nas rodacy, wam w dniu walki na ziemi rodzimi^, {siy 
meblach ojców i kolebkach dzieci waszych, uroczyścićj i mil^ 
będzie jąć się oręża, bo tćż i serdeczniejsze pobudki, tywsie 
i powszechniejsze spółczucie w około siebie znajdziecie. Uj, 
rozproszeńcy świata, widzowie słabych, chorowitych mcbiir 
w innych narodach, porywani na prawo i na lewo wiron cn- 
dzych zmąconych nadziei, doświadczamy tylko codziennie nie- 
smaków i zawodu. Nie upadamy jednak na duchu. Naj- 
cięższe próby nieszczęścia przemożem rodowitą polską od- 
wagą. Przeminą złe kol^e, przeminą może prędz^, nii śi 
spodziewamy. Do widzenia się więc, Bracia, w obozie. 

„Nie chcemy was łudzić I Nie zwiastujemy ztfd ża- 
dnych pomyślnych nowin. Kiedy nastąpi burza tak pożądana 
od Polski i wszystkich lodów, niepodobna jeszcze ściśle ozoa- 
.czyć godziny. Z lizyonomii tylko niebios, z jakiąjś okobi^ 
duszności, z jaki^oś podziemna łoskotu, przeczuwamy, ie 
niepochybnie nastąpi. Będziemy tymczasem skrupulatnie n»- 



— 257 — 

pisywali' dla was meteorologiczne postrzeżenia z obscrwato- 
ryum naszego. Nie śmiemy dawać rady, ale zakończym 
uwagą, którą chciejcie jak najsumieDnićJ roztrząsnąć: nie- 
opatrzna i niejaho ukradkowa wyprawa Zaliwskiego pogrą- 
żyła tylko kng w nowćj żałol)ie, a zaostrzyła czujność na- 
szych wrogów. Wiemy o katowstwach Mikołaja w głębi 
Itraju, o więzieniach i prześladowaniu u nas. Zjazdy w Cze- 
chach i zmowy trzech ukoronowanych rozbójników tyczyły 
się głównie Polski. RozciąRncli potrójną sieć, aby was 
spólnemi siłami pognębić. Miejcie się więc na baczności. 
OchroAcie kraj od cząstkowych powstań, które miasto przy- 
1}liżyć, oddalą utęskniony dzień narodowego wesela. Świa- 
<loini zresztą stanu rzeczy domowych z wszechwzglgdną mą- 
drością obmyślcie sami, rodacy, najskuteczniejsze środki za- 
radzenia złemu. 

„Pisano w Paryżu dnia 2d-go Listopada 1833 roku, 
w trzecią rocznicę narodowego polskiego świgta. 

Pozdrowienie braterskie. 
Adam Mickiewicz, Ignacy Domeyko, Karol Ró2ycki, Bohdan 
Zaleski, Józef Zaleski." ') 
Mimo całćj chęci uniknięcia niebezpiecznój organizacyi, 
obywatele galicyjscy musieli nadać sobie tytuł związkowych. 
Mickiewicz i kilku z nim zespolonych przyjaciół obrali so- 
bie nazwę, o której będzie mowa. W krajacb, gdzie oby- 
watele nie mają żadnćj podstawy legalnej, obrona narodo- 
wości ciągle zniewala do pi-zekraczania przepisów obmyślo- 
nych, aby ją zatrzeć. Tym sposobem słabe nawet, ale cią- 
głe wysiłki kn podtrzymywaniu polskości, zakrawają na spi- 
sek. Cale generacye z tą walczyły trudnością i walczyć 
będą, dopóki w i^arzmionej ojczyźnie wola monarchy depcze 
wszelkie prawa. „Rozproszeńcy świata" rozciągali patryo- 
tyzm 8w(^ prawdziwie nowego zakonu do innycli tó2 naro- 

') Archiwisty i sekretarza obowiązki pełnił Józef Zaleski, 
Łis^ i protokóły zebrań dopełnili może kiedyś z lekka tylko nasiki- 
cowftuą histoTyą działali owego kola. 

trmit Aś)mt UteUtmaa. Tom IL 17 



— 258 — 

(łów i pragngli być rycerzami wolności świata. Po dłogicb 
naradach i pracach całorocznych nie założyli nowego kółka, 
ale przybrali sobie nowych członków i nadali przedsięwzięda 
swojemu charakter bardziej religijny. Akt ten brzmi jak 
Dastępuje : 

Towarzystwo braci zjeiinoczonych 

W imig 

Ojca i Syna i Ducha świętego. 

I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi. 

(u Jana św. roz. YIII. § 32.) 
,Na cześć i chwalę Trójcy Przenajświętszo", dusz 
szych wybawienie, utrzymanie i wyswobodzenie biednćj Oj- 
czyzny naszej, żeby cała wolna i niepodległa mogła jawnie 
służyć Panu, my Chrześcianie Polacy, wyznania rzymsko- 
katolickiego, oddając się pod szczególną opiekę Matki N<j- 
świętszćj, zaufani w te słowa Jej Boskiego Syna: „Tego od 
„do jnnie przyjdzie nie wyrzucę precz."') „Proście, a bj- 
„dzie wam dano, szukajcie, a znajdziecie," *) „Szukajcie tedy 
„najprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości U^o, a to 
„wszystko będzie wam przydano," ") „Tot! jest przykazanie 
„moje, abyście się społecznie miłowali, tak jakem was mi- 
niował. Większćj nad tę miłość żaden nie raa, jedno gdy 
„kto duszę położy za przyjacioly swoje.-' ') „Zaprawdę wam 
„powiadam, jeśli o co prosić będziecie Ojca w Imię Moje, 
„da wam." ') „Tom ci wam powiedział, abyście we nmie 
„pokój mieli. N^a świecie uciski mieć będziecie, ale nfąjdCr 
„Jam ci zwyciężył świat." ") „Nie zostawię was sierotami, 
„przyjdę do was." ') „Czujcie a módlcie się, abyście nie we- 



') U Jana K. ^'I g :J7. 

•J U Mateusza R. VII. S 7. 

") U Mateusza R. VI. S 33. 

*) U Jana R. XV. § 12, l.i. 

'j U Jana K. XVI, S 3^ 

•) U Jana R. XVI. S 3.1. 

'i U Jana R. XV. 



„szli w pokusę." ') „Gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni 
„w Imię moje, tamem jest w pośrodku ich." ^ 

„W imię zatem Święte Paaa naszego Jezusa Chry- 
stusa, który widzi szczerość myśli naszych, prosząc jego 
Uogosławieństwa i opieki, w pokorze serca i po nmyślnem 
ku temu odprawieniu świętej spowiedzi, łączymy się w zwią- 
zek pod nazwaniem Braci zjednoczonych. Modlić się codzien- 
nie za siebie, Ojczyznę i bliźnich, za przyjaciół i nieprzyja- 
ciół ; przykazania pańskie słowy i uczynki wypełniać i przy- 
kładem swym rodaków do tego zachęcać i na drodze tćj 
spoiną siłą utrzymywać się, jak najmocniej przedsiębierzemy 
i postanawiamy. 

„Działo się w Paryżu, roku Pańskiego tysiąc ośmset 
trzydziestego czwartego, dziewiętnastego Grudnia, w dzień 
świętego Nemezyusza męczennika. 

Antoni Górecki, Adam Mickiewicz, Stefan Witwicki, 
Bohdan Zaleski, Cezary Plater, Józef Zaleski." 

Ignacy Domeyko i Bogdan Jauski późnićj przystąpili 
do tego bractwa. *) 

Mamy tu nazwiska najbliższych Adama przyjaciół 
w pierwszych latach emigracyi. Antoni Górecki, najstarszy 
z nich, kapitan napoleońskiego wojska i bajkopisarz, znany 
mu był z Wilna. Jański, urodzony w 1807 roku. wysłany 
kosztem rządu polskiego w 1827 r. do Paryża, aby się spo- 
sobił na professora w przyszlf^j szkole politechnicznćj w War- 
szawie, zapalił się był do Saint-Simonizmu, a zbadawszy 
próżnię tćj doktryny, wrócił do katolicyzmu. Poeta Stefan 



•) TJ MatensBB B. XXVI. § 41. 

•) TJ UAtoiuia R XVni. § 20. 

') Twierdzenie Kajsiewicza jakoby Mickiewicz, Domeyko, 
Jański nie przyjęli ,^iln^ formy zewnętTznćj" {Pamiętnik historyczny 
o zyromadzeniu XX. ZmarlieychmslańcÓK str, 407) nie jest dokładno, 
Nie Jańeki Mź powziął mj£l tego bractwa, przyjął ją od Mickiewi- 
cza i dalĆj fltaraJ się ją przeciągnąć, gdy już Mickiewicz doszedł 
byt do przekoDania, że i bracia zjednoczeni nie eą w stanie podotaó 
wielkiemu salożeniu. 

17» 



— 260 — 

"Witwicki, bj!y urzędnik w ministerstwie oświecenia w War- 
szawie, i Cezary Plater, ') poseł miasta Wilna, jedea z ni- 
czelnikdw powstania na Litwie i pułkownik strzelców kon- 
nych, należeli do tych zwolenników Lamennais, którzy go 
porzucili, gdy on się wyrokom stolicy apostolskiej nie pod- 
dał. Józef i Bohdan Zalescy, zrażeni ciasnotą demokratów, 
z którymi dotąd trzymali, chcieli oprzeć na naukach Ko- 
ścioła przyszłe działania. Igoacy Doraeyko, powiernik Ada- 
ma jeszcze na Litwie, uzupełniał grono, zamierzające rozpo- 
cząć od reformy moralnśj wyehodżtwa odbudowanie Polski. 
Kady zaś, udzielane przez Mickiewicza obywatelom z Gali- 
cyi, mi^y na celu ochronić ich od mrzonek, któremi łudziły 
ich i siebie wszystkie stronnictwa emigracyjne. Mickiewicz 
tłumaczył im, że jedna prowincya Galicyi nie może podi^aj 
wojnie przeciw trzem mocarstwom, a więc nie j^ rzeuą 
prowadzić podobną wojnę, że z nieporozumień monarchów 
Polska nic dla siebie rokować nie powinna, i te obiecują- 
cym pomoc zagraniczni! wierzyć nie należy. „Większość" 
emigracyi polskiej, pisał Mickiewicz, nie jest teraz z^^ 
obmyślaniem środków wywalczenia niepodległości, czyli pro- 
ści mówiąc, wojowania z Rossyą, Austiyą i Prasami, ak 
raczej zgłębianiem teoryi towarzyskich, organizowania przy- 
szlćj Polski etc. Wewnątrz siebie emigracya kłóci a{ 
o arystokracyą i demokracyą, i to pewna, 2e z tśj crf^ 
kłótni nie może Polska obiecywać w przypadku powstanii 
ani pułków, ani broni, ani pieniędzy." *) Mickiewicz twier- 
dził, że „póki nie obalimy rządu obcego, poty wszelkie 
krzyki na tytuły, na arystokracyą etc. są głupstwem," te 
skoro wojna nie jest domowa, ale zewnętrzna, Polska po- 
trzcbiye równo książąt, hrabiów, chłopów i żydów, a poDie- 
waż „wszystkie siły i środki leżą w duchu narodowym, który 
wojska tworzy i uzbraja, ten duch rozszerzać jest to na od- 



') l.'inarl t)-go Lutego ISWI r. 

-) Dzieła Adama ilickimicza t. VI. sir, 57— C3. 



— 261 — 

rodzenie się Polski ntgskutecznićj pracować." ') Wieszcz 
zacbccf^ do „ciągłych i drobnych poświęceń" ^ i do zawią- 
zania towarzystwa migdzy obywatelami, bez żadnego tytułu, 
nstaw, znaków i haseł." doświadczenie uczy, że najczęściej 
Łe mało pożyteczne nieformalności służą do wydania na jaw 
i na zgubę członków towarzystwa." *) Był t^ż zdania, że 
poznanie interesów, dążeń i środków Węgier i Włoch po- 
trzebniejsze jest, „niż wszelkie stosunki z dalgzemi państwami 
Zachodu." *) 

Poglądy j^o wbrew były przeciwne dwom głównym prą- 
dom wychodżtwa. Demokraci mniemali, że Galicya może 
3ama walkę rozpocząć, błąd ten ciężko Polska opłaciła w 1846 
r. ; arystokraci liczyli szczególnie na Francyą i na Ai^lią, 
B ważność Włoch i Węgier i^awniła się dopiero w 1848 r. 
Z wszystkich więc kółek emigracyi bracia zjednoczeni byli 
najbliżsi prawdy. Zacięci spiskowcy patrzali na nich z poli- 
towaniem. Mickiewicz w owćj fazie wrócił do dzieł misty- 
cznych, w których zasmakował był w Petersburgu: „Czy- 
tam mało, pisał on do Odyńca SO-go Kwietnia 1833 r. najwię- 
cćj dzi^a Saint-Martin, ") teologiczne Baadera. Jeśli gdzie 
znajdziesz Seherin von Preuost, odczytaj. Mnie bardzo za- 
jęła.^" 

£atwo pojąć, że w takiem podniesieniu ducha, Mickie- 
wicz, jeżeli ubolewał nad rozterkami wychodżtwa, to nie zwa- 
ż^ na osobiste zaczepki. Tak we Francyi, jak po za jćj 
granicami i w Polsce, wyższe umysły ciekawie zwracały się 



') Dzielą Adama Mickiemcza t. VI. atr. 57— 63. 

■) Ibid. 

*) Ibid. 

•) Ibid. 

*) Mickiewicz oprócz przekładu wierBzem zd&ń Saint-Martina, 
ttumacz^t prozą niektóre urywki tego teozofa. Czytelnik znajdzie 
w dodatkn pod anmerem IX. kilka kartek oivego ttumaozeaii, które 
Adam pozwolił bfl przepisad Aleksandrowi Chodice. 

*) Korespondertcya Adama Mickiemcza t. L atr. 119. 



ku niemu, w prassie emigracyjni coraz częścićj odzywały sig 
słowa uznania. 

W Grudniu 1833 r. wiersz Uhlanda, chociaż mia! wyjść 
dop ierft w pośmiertnych dziełach autora, wymownie świaduy, 
żej uwielbienie dla Adama zniewalt^o Polsce i niemieckie 
duBze: 

u Buślanych tani wybrzeży, 

Honiuona buczy burza, 

W śniftt łlB.leti ecbo bieży, 

O niemieckie trąca wzgAcza. 

Tną ezablice, walą kosy, 

Zastęp męiiiydi mknie do dzieła, 

Ch6r uderza pod niebioay : 

Jeszcze Polska nie zginęła! 

Bój skuDczuny, w pulu głucho. 
Nie zaszcz^knie ostrze stali. 
Pieśń umilkła, ledwie w acbo 
Szam wi^Uai^j trąca fali : 
Orci ^Tpadl z ręki dzielnej, 
Tylko z cicba brzmi n- dolinie, 
Z jękiem ofiar szept śmiertelny : 
Polska padła: I'olskł j^nie! 

Co ja ałyezęl Wieszcz natchniony, 
Złotą lirę wziął do r^ki, 
Coraz pelnii^j dzwonią tony; 
Pot^inemi on podźwięfci 
W martwycli iskrę zbudzi nową, 
Trupy z mogił pchnie do dzieła, 
HlyazĘ twórcze miatrzft atowa; 
Jeszcze Poldka nie zginęła!') 

Podobnie hr. Caiour wygłosił z mównicy parlamenta ] 
w 1848 r., że naród który takich mężów jak Mickiewia i 
wydaje, powołany jest do wysokich przeznaczeń. j 

Pisma emigracyjne z dum% zapisywały objawy żywszego ! 
zajęcia si$ cudzoziemców, których wygnanie rzaciło na biz^gi 
Sekwany. Julian Szotarski zestawił pochlebne sądy obcydi 



') Tiamaczenie Seweryny DacłuńskiiSj. 



— 263 — 

z dawnemi sądami klassyków warszawskich : „Roztrząsając 
•dzieło, pisze Szotarski, o krytyce polskiej przed rewolncyą 
listopadową, nie stawiano się na szczycie całćj literatary, 
z kttir^o by dzieło owe wskroś przejrzeć można było, ale 
raczćj macano grubym palcem po kartach i gdzie wyraz jakli 
zadrasnął, wydrapywano go z wiersza i stawiano z urwaniem 
pod pręgierz opinii publiczDćj. Po poezyi Mickiewicza szukano 
plam, jak kurzu po szlifacb Napoleona. Nawet jego wielbi- 
ciele, w takim braku wy2szćj krytyki nie umieli go ocenić. 
EomDż z j^o najgorętszych czcicieli postało w głowie, ie on 
jest większym poetą jak Byron, T. Moore, V. Hugo ? A obcy, 
najznamienitsi krytycy, krytycy jak Menzel, co samemu Goe- 
thema nie jeden liść z wawrzynu zdarli, choć Mickiewicza 
tylko z kaleczących tłumaczeń znają, przenoszą go nad tam- 
tych i wyrzekli, że Mickiewicz jest pierwszym poetą w świe- 
-cie." ') Uznanie cudzoziemców częścićj by ciskano w oczy 
klassykom polskim, gdyby Mickiewicz nie powściągiJ zbyt 
zapalonych obrońców swoich, dowodząc im, że wszystko co 
się ściąga do walki klassyków i romantyków „są to rzeczy 
małe, dawno umarłe ju2 i pochowane." ^) 

Wśród gwaru emigracyjn^o życia w Paryżu, posiedzeń 



') Rocinik etmgracyi jtoUkiej atr. 76^70, Odyniec piaał 9-go 
Marca 1837 do Uickiewicza: „W tych dniach w literackiej gazecie 
lipski^]: Bldtler (^ die Ulerarisehe Unlerhałlung czytałem pMewy- 
1>om4 recenzyą des Berm Thadeus. Nikt w calśj Polsc« nie mógłby 
lepiej napisać, ani ci większej sprawiedliwości ckldać. Becenzent 
-cdowiek mądry. Oddaje cześć gieoinazowi, unosi aię nad talentem, 
Bad Dmiarkowaniem pisarza, nad pogodą i awobodą górnego tonn, 
w ciem ci, zdaniem jego, nie tylko żaden z żyjących, ale sam mistrz 
k&ntlleriicht Betonnaiheit tmd Riihe, sam Goethe by nie srównat. 
Koniec końców Pan Tiwfewiijeat podług niego: iMtemalirenałiouidEpos; 
ein Orgtdidd. Najlepsze poema naszych czasów, jak ty ich naj- 
większy poeta. Becenzya ta tem bardziCj powinnahy cię ucieszyć, 
ie autorem jej jest p. Alexig Willisbald, wcale nie życzliwy Po- 
lakom." [^Korespoadenaja Adama Mickiewicza Ł. III. str. 217.) 

■) Horeąiondencya Adama Mickiewicza t. I. str. 157. 



— 264 — 1 

towarzystw, odwiedzin, korespondencji i dorywczych literw- 
kich pr&c, Mickiewicz rzadko znajdow^ czas dorzudć kilka- 
dziesiąt wierszy do rozpoczętćj w J>ukowie powieści, jak ń 
nazwał, szlacheckiej. Poczętą była z żalu wywołanego mjji|, 
że wzięcie Warszawy wykopało między nim a Litwą pnepaśf 
podobną do tćj, ktiira dzieli nas od tamtego ćwiata, a kti^ 
śmierć tylko zapełni. Bo cliociaż Adam silnie wierzył w po- 
wrót do świętej ojczystOj ziemi, krwawiło mn serce przyps- 
szczenię, że może nie dożyje tćj godziny. Gdy go wywocow 
do Petersbui^a, spodziewał się nie zbyt długo wydostać óf 
z KoBsyi, w najgorszym razie mogło mu się udać jak Malew- 
skiemu i Pietraszkiewiczowi zajrzeć na Litwę. Teraz md^ 
do nićj zawitać tylko z orłami polskiemi, potrzebować jut nie 
wizy paszportowćj, ale olbrzymiego europejski^o wstrząćnie- 
nia, i poczuł tęsknotę gorszą od t^j, co go dławiła, gdy opa- 
szczał Litwę w kibitce, ho zwiększona widokiem tłumów pę- 
dzonych na wygnanie. Duszą tylko mógł iyi w Litwie a gie- 
niuszem otworzyć wygnańcom jej wrota i siłą poezyi wyrwać 
ich z morzącej obcćj atmosfery, aby przenieść pod strzedig 
rodzinną. Tułacz po t^j idealnc^j wycieczce do krają aaje 
się rzeźwiejszym. A jak syn, wpatmjąc się w wizeranek ojca, 
widzi go takim, jakim go uścisnął przy nstatniem potegot- 
niu, tak tułacz widzi w Panu Tadeuszu Polskę w dnia j^ 
opuszczenia. Poemat ten ze świeżo ubiegłćj przeszłości — to 
tialsam co goi głębokie rany, uśmierza ciężkie bóle i czy- 
telnik budząc się z snu słodkiego, czuje się nie tylko pi>- 
krzepionym na siłach, ale i wzmocnionym w nadziei, to 
nie obrazy bezpowrotnie minionćj przeszłości dla zabawy 
czytelników, lecz żywy zdrój rzeczywistego życia. Wyma- 
wiano Walter Scottowi, że zbierał tradycye szkockie dU 
rozrywki angielskich lordów, rzucając stare klejnoty sw^ 
ojczyzny pod stopy jćj zwycięzców i zaledwie okazując tti, 
że zniknęły na zawsze opiewane przezeń postacie. Powieści 
Walter Scotta nie są rzeczywiście czem innem jak kansito- 
wym nagrobkiem wystawionym zamarłej przeszłc^ci. W po- 
emacie Mickiewicza pradziady i dziady stoją obok kolebti 



i nikomn nie przejdzie przez głowg wątpić o patryotyzinie 
prawnnktiw pana Tadeusza i Zosi. 

W trzecićj części Dz'tadmv Adam uprzytomniał sobie 
katusze więzienne i powięzienne męki swych towarzyszów, 
w Kiięgtuih pielgrzymsima odwodził braci od manowców, po 
których U^dziła emigracya. W Panu Tadeuszu szukał dla 
siebie osłody, w)-poczynku, a że mu ciągle przerywano, na- 
rzekał na przeszkody, które go odrywały od tego poematu 
i z roskoszą do tćj roboty powracał. Wiadomo z listu do 
Odyńca, że 8-go Grudnia 1832 r. „nakropił już tysiąc wier- 
szy z poematu „w rodzaju Hermann \ Dorothea Goethego" ') ; 
*e jego nowy utwór bardzo sig podobał „szlachcie tutąj- 
sz^, -) ale *e zgryzoty, bazgraniny, rozprawy, projekta, dużo 
mn chwil pochłaniały, skarżył się, że mu „dławią w pielu- 
chach Tadeusza." ^) W nadziei, że oddalając się od centrum 
miasta mnićj będzie odwiedzany, przeprowadził się na po- 
czątku Marca z ulicy Louis-le- Grand ns. Carrefour defObser- 
raioire pod Lusemburgiem. „Domeyko, uczeu szkoły min, 
miał mieszkanko o kilkadziesiąt kroków od tego ogrodu, 
, z oknami ns wsze strony, jak w latarni, w którem tylko 
[ noclegował." *i Cóż, kiedy nowa przykrość go tam, czekała. 
I Aleksander Jełowicki, który wówczas księgarnią polską 
j w Paryżu zawiadował, nabył, płacąc z góry, tłumaczenie 
Giaura Byrona, wykończone przez Adama jeszcze w Dre- 
źnie. Nadchodziła chwila drukowania, a rgkopismu Mickie- 
wicz nie mógł odszukać, nie pozostawało mu, jak Pana Ta- 
deiuza znów odłożyć na stronę. Trapiło go to tern bardzićj, 
iż wyobrażał sobie, że nowy przekład nie zawsze równy po- 
przedniemu. Więcej miesiąca Giaw mu zabrał i na Wielka- 
noc oddał się znów pisaniu Pana Tadeusza, przerywając gO' 



') Korespondeneya Adama MickieKina t- I. str. 105. 
') Ibid. 

*) ŁUI Bohdana Zaleskiego do syna Adama Mkkiiwicta podczas 
pitama i drukoteania Pana Tadeusza etr. XIII. 
*) Ibid. itr. XVII. 



— 265 — 

ta krótko >ila tłorzucsnia ustępów dalszych Dziad-.r. W Mijn, 
jan o t<.'iii •^-ff-:* Garczjii^kiemu donosi trzecią pieió Aim 
Jfir-iizn hkoikzT).') Na wieczornych schadzkacłi Q Adama 
b}-'ali: Jfrłowiccy Edward i Aleksaaden. bimcu Sobafiscy, 
K&-zyc. \V>,rcel. Cezan- Plater, generałowie Dembiński i Mń 
Mjcielski. Fnderyk Chopin. Wrotnowski, Jannszkiewicz, K. 
\.. Wodziii-^ki. lEettel. Semeneuko, Kajsiewicz, JańskL lUnl 
Moutalembert. lJavid rzeźbiarz i L d. Działo sif to w cza- 
sach bardzo burzliwych dla Paryża, których ciekawy oihs 
zoittawit nam iJtjhdaD Zalefki. ^Ulubiona powieiś^, pisze on, 
nJirjcdnokrotTiie szkodowala i od przyiaci^,"'^ którzy pizyno- 
>ili do zakątka poetr, rroz!r>vary z bruków paiyzkich i od 
ri-jTiiikó* emiiiracyjnych.'* '^ Doszło do takiego stanu roi- 
(for^czkowania, że nawet schadzki u Adama nst^. Emi- 
(:r»cya ^podziew^a %\% burzy. „W barykadach, mówi Boh- 
dan Zaleski, i pod oknami króla huczała bez ustaoku Mar- 
iifumka i T>wemicki z kilkoma generałami i całym sztaben 
przechadzali si$ w ogrodzie Tuleryjskim w mundurach pol- 
«:kich i przy pałaszach."*) Polacy zbroili sig i Adamowi pnj- 
jacielc zanieśli w nocy karabin z bagnetem, „chociaż on nie 
dowierzał entHzyazmowi episyerów.-' *) Skończyło Eig na ni- 
czym, a rząd kluby polskie rozwiązał, ruchliwszych em^ran- 
tów ]>o departamentach rozproszył. 

Ofiarowana przez Domeykę gośclDnośt! nie obronSa 
Mickiewicza przed natrętami. Emigracya zamieszkiwała 
wówczas dlu taniości przeważnie okolice ogrodu Lnsemłnirg- 
skiego, a na drugim krańcu stolicy BatignoUes. Przekona- 
wszy się, że na oddaleniu od centrum miasta nic nie zyskije, 
Adam opuścił Cnrrefour de t (Mtsenmloire i najął sobie kw»- 
tcrc przy ulicy Saint-Mcolts d 'Antin pod numerem 78. „Wt*- 



') KoreipOHiiencija Adama Mickiewicza Ł L itr. llGi. 

*J IaU Hiihiłaun Zaleskit/ju do syna Adam-i atr. XIV. 

■; Ibid. 

*) Ibid. str. XV. 

•) Ibid. 



— 267 — 

powiada Bohdan Zaleski, pisał i stopiędziesiąt wierszy 
eń za jednym zamachem, które nam odczytywał wie- 
li jeszcze nie zaschłe na papierze". ') Mało wychodził 
i, czasem dla odpoczynku zabiegał na dzień lub dwa 
lidana Zaleskiego, który mieszki^ w pobliżu Paryża, 
res, pod lasem. Większa część piątćj księgi była już 
aa, gdy zaszła dłuższa przerwa w pisaniu Pana Ta- 

'łickiewicz zostawił w Dreźnie Garczyńskiego chorego, 
!go poezyi i tern gorączkowićj, iż czuł że ma życie 
Rękopism Dziejom 1Vacłatva Adam otrzymał za po- 
:twem byłego członka Rządu Barzykowskiego 11-go 
ia 1833 r., a nastęgnego dnia pisał do niego : „Wię- 
:ez glowg twoję przeszłb myśli niż przez mojg, choć 
e lepićj wyrobiłem. Od dawnych lat, od czasu kie- 
Z)'tał Schillera i Byrona, nic mnie tak głęboko całego 
jęło." *) Garczyński powierzał Adamowi wydanie po- 
woich w Paryżu. Do zwykłćj drażliwości poetów do- 
i się u Garczyńskiego niecierpliwość chorego, czują- 
5mierć za plecami. Mickiewicz rękopism do druku 
towal. „Tu i owdzie wyrazy przestawiam i łagodzę,"') 
lo Odyńca, Jedna tylko drukarnia Pinarda posiadała 
ki polskie. „Emigracya, donosił Adam Stefanowi na 
noc, okropnie piśmienna. Autorowie wyrywają sobie 
." *) Nie łatwo tćż przychodziło Adamowi wykładać 
iyjaciela najmniejszą sumkę. Chlubił się wprawdzie 
nim, że zawsze może kilkaset franków w ostatnim ra- 
życzyć,*) ale zdradzony przez Domeykę musiał mu je- 
iśnie wyznać, że zastawił szpilkę, bo nie chcit^o mu 
Jkać u znajomych.*) Z tego wynikały zwłoki, ktiire 

) List Bobdaiia Zaleskiego do syna Adama str. XVII. 

1 KoTCspondencifa Adama Mickiemcza t. I. str. 106. 

) Ibid. str. 108. 

) Ibid. 111. 

) Ibid. 112. 

) Ibia. 112. 



wielce trapiły Garczyiiskiego, a które Mickiewicz pojmował, 
„lubo jako ojciec wielu dzieci, mówił, jaż mniśj dbam o ich 
urodziny i chrzciny/ ^) „Musisz wiedzieć, dodawał Stffe- 
nowi, że sam robiłem wszystkie korekty, czego dla wiasn*j 
poezyi nie zdołałem podjąć się."*) Wjednem miejsca dodil 
wiersz : 

Wsfcoozy w rydwan wyroków i lajmie Biedzenie 

„bo w tyra pięknym kawałku, mówił, jest wiele ciemności."') 
Pierwszy tom poezyi Garczyiiskiego wyszedł z pod 
prassy w początku Maja. Adam zapowiadał przyjadełowi 
recenzyą w Pielgrzymie polskim, *) oddalenie się z PuyU 
i choroba Garczyiiskiego nie pozwoliły mu dotrzymać obie- 
tnicy, wiele lat póżniój znajdzie lepszą sposobność wypowie- 
dzenia sądu swoj^o o doniosłości utworów Garczyński^ 
Ciążyły Adamowi emigracyjne sprawy, „które, pisał do 
Stefana, czas mi żrą i humor często psują." *) W stycznia 
1S.S2 już zamierzał na wiosnę zjechać się gdzieś z Gaiczjii- 
skim. ") Na Wielkanoc znów pisał, że chciałby sig paicif 
gdzie z Paryża. ^ Jeżeli „bieda finansowa i łigle demokn- 
tyczne" **) mało go dotykały, miał inne zgryzoty. Pani Ło- 
bicńskićj, jak niegdyś pani Bonawenturowej Zaleskićj, B- 
chciało się bawić w Egeryą poety, lecz nie cichą i zrezygno- 
waną, jak j^j poprzedniczka. Wyrażając zbyt ^ośno sw(ije 



') Km-ćS}io«dmcya Adama Mickiewicza t. I. str. 109. 

') Ibid. 116. 

•) Ibid. 117. 

«) Ibid. Ul. W niimerze 31-go Sierpnia 1833 r. Pidgr:f» 



Fnłski umieścił tylko zawiadi 
skiegu wyszły z ilrnkn, 
S)new po in<i/di'zlime pud Slocik. 
poi^iątka Gradnia 1833 r. 

") Ibid. lOe. 

•1 Ibid. 107. 

'I Ibid. U2. 

■) Ibid, 



źe poezye Stefana Garc^i- 

28-go Września ogłosi! itf^- 

Bzienoik priesta) wychoddf na 



uwielbienia, narażała siebie i mgża na złośliwość ludzką. 
Zerwał z panią Konstancyą wezelką korespoDdeocyą, nie od 
razu na to przystała, pisywała do niego przez różne okazye 
i uprzykrzała się tem niezmiernie Mickiewiczowi. W jesieni 
1832 r. pani Eonstancya odbywała kuracyą w Ems, obawiano 
się, żeby nie zajech^a do Paryża. Była chwila, że Adam 
bat się, czy nie zakłóci na zawsze spokoju tego małżeństwa 
i tak wziął do serca całe to zajście, że sam zapadł na zdro- 
wiu. „Pani Łubieńska, pisał do Adama Garczyński z Drezna 
25-go Października 1832 r., dopytywała się listami o twój 
pobyL Mam nadzieję przecie, że cię molestować nie będzie.'' 
Powracając z Ems, zatrzymrfa się pani Eonstancya w Dre- 
źnie i Garczyński doniósł 16-go Listopada 1832 r. Adamowi, 
jaką z nią miał rozprawę : „Rozstaliśmy się bardzo dobrze, 
chociaż z początku kwaśna była, bo list twój, w którym 
o chorobie z jćj przyczyny donosisz, dotknął mnie mocno 
i nie żałowałem prawdy. Podziękuj B(^, kochany Adamie, 
ie rzecz się tak z^atwiła. Miała ona myśli i różne i dzi- 
wne. Zbijałem je kategorycznym sposobem. Dosyć powie- 
dzieć, zupełnie j6j z głowy dawne wypadły projekta i pod 
koniec do dzieci tylko wzdychała, o tobie, jak o przyjacielu 
dozgonnym mówiła, toć przyrzec jój musiałem, zamieniwszy 
pod koniec ton prawdy w słowa pociechy, że i ty o nićj nie 
zapomnisz, a ja, za przybyciem do Paryża, portret twój nadeślę. 
Otóż i pacia conventa, kocbany Adamie. Ma mi z domu na- 
pisać, jak ją przyjęto." Z Księstwa Pani Łubieńska znów 
odezwała się do Adama. Mickiewicz tak się przed Garczyń- 
skim użal^ w liście z 5-go Marca 1833 r. : „Czgsto jestem 
zmęczony moralnie wiesz z jakićj przyczyny. Nieszczęściem 
dotąd nie mogę odpokutować i widzę cbgć wplątania umie 
znowu koniecznie, postanowiłem nic nigdy nic odpisywać, 
nic Łćż o tem nie gadaj i nie pisz nigdzie."^) Ciężko było 
'Mickiewiczowi pomyśleć, że Pani Konstancya cierpi prze- 



Eorespondenci/a Adama Mickietvicza t. L str. lOU. 



— 270 — 

wa2nie z własnej, lecz trochg i z jego winy. Garczyński 
4-go Kwietnia 1833 r. pociesza) go Łemi słowy : „Nie wiem, 
drogi mój Adamie, jak sobie możesz wyrzuty robić sumienia 
z rzeczy, która uawet ua pamięć nie zasługuje. Paoi Ła- 
bieiiskii jest to kobieta, którą ka2dy co wiersze pisze pize- 
wracać by mógł na prawo i na lewo. Zresztą ona tego 
bigosu nawarzyła. Dobrze robisz że nie pisujesz, ale i mj- 
śloć o niój grzechem, osobliwie tobie. Nikt j^ pewno «i(- 
cćj prawd nie nagadał jak ja. Między ionemi dowodziłem, 
ie twego małego palca - nie warta. Jako2 w rzeczy saa^ 
tak jest a nie iuaczój. Zaklinam cię więc, mój Adamie, u 
wszystko, nie myśl o tem, bo widzi Bóg nie warto." Mie- 
kiewiiz nie dał się całkiem przekonać, czuł bowiem, że po- 
winien by] przewidzieć jak w sercu kobiecem z małćj ii- 
kierki wybucba łatwo niebezpieczny pożar. Do pożaru nie 
doszło, ogień nie podsycony wygasł. Ponieważ Adam {u- 
sał wówczas nowe poema, chciano upatrzyć w Tetimenie nie- 
które rysy Pani Konstancyi. O tem przypuszczenia ■upo- 
mniał kiedyś Mickiewiczowi Odyniec. Adam uważał to a 
śmieszne, dodając: „Jakież tam może być podobieństwo? 
Zresztą już do wielu osób stosowano, a niektóre same da 
siebie stosowały, chociaż w istocie o żadoych z nich nie 
myślałem." ') 

Jak w Neapolu dla uwolnienia sig od fałszywego sto- 
sunku z Ankwiczówną, tak w Paryżu dta rozwiązania tru- 
dności wynikłych z zawodu pani f^ubieńskićj, poeta man^ł 
o Wschodzie. Lecz, jeśli w 1830 r. Adam byłby podróiowl 
jak Chitde- Harold, w 1833 r. patrzał już na Wschód DJe 
ze stanowiska poety. Zaciekawiała go postać Mehemet-Ali, 
który zagraicU wówczas sułtanowi, a jemu samemu Mikolij. 
Adam 13-go Kwietnia 1833 r. badając, co wróżą Polakoa 
wypadki na Wschodzie ostrzegał rodaków, że z Ańtiii 
gabinetów europejskich nic sig nie wywiąże nowego i wid-, 



') Koresponderteya Adama Mickienicza t 1. atr. 169. 



— 271 — 

biego, dodając: „Cóż znaczą giesta, mina groźna i krzyki 
człowieka, o którym wiemy, że jest w serca tchórzem. Jeden 
tylko w calćj sprawie wschodniej jest pierwiastek niewiado- 
my, jest to Mehemet-Ali, z Egiptu sięga po dziedzictwo Ma- 
hometa. Ten człowiek może mieć zdrowy rozum, tak rzadki 
teraz w Europie. O gdybyśmy w czasie wojny na czele 
wojska mieli jakiego baszę, idącego ciągle naprzód i niedba- 
jącrgo o układy!" O nim to myślał Mickiewicz, gdy 6-go 
Maja 1838 pisał do Garczynskiego : „Ja miałem projekta na 
Wschód, powierzam tibi soli i Edwardowi, ') ale pokój z Ibra- 
himem podobno mnie odejmie sposobność puszczenia się 
w tamte strony. '•*) Prawdopodobnie szukał Mickiewicz w ja- 
kiem literackiem przedsiębiorstwie mateiyalnych środków 
dla odbycia tój podróży, lecz byłby z nią połączył, jak to 
miało miejsce w wiele lat późniój, cele zbadania, czy nie 
odkrjje się tam pole działania dla Polski, Polacy chwy- 
tali sie każdego ruchu w Europie. Jeneri^ Bem organi- 
zował nie łuirdzo popularną na cmigracyi wyprawę do 
Portugalii, aby obalić caryka don Miguela. Dla wig- 
kszości wschód więcćj miał powabu. W Pielgrzymie pol- 
skim pod datą 16-go Września 1833 r. czytamy: „Jenerał 
Dembiński, kapitan Szemioth i dr. Hagę stanęli szczęśliwie 
Ifi-go Lipca w Aleksandry!. Szulc i Beniowski znajdują się 
w Kairze. Rodak nasz Moszyński jest przy Ibrahimie adju- 
tantem i instruktorem kawaleryi." *) Dwory chrześciańskie, 



') Odyniec. 

*) Korerpondmeya Adama 3Jickieivicza, t. Ł atr, IIT. 

*) „Ibrahim Pasza, zw;cięica Turków pod Koniab, szedł na 
Kagaroienje atoUcy iBlamizmu. Piętnaście tysięcy wojska i kilka 
okrętćw rowyjakich pospieszyło w pomoc Stambułowi. Dyplomacya 
europejska pracowała e wytężeniem nad ocaleniem upadającej Tur- 
cji. Ta chwila stanowcza mignęła świetną nadzieją w oczach emi- 
gracji polaki^. Poznano całą waźnońć porozumienia aic z Ibrabi- 
mcm Paasą, jaka z beapoćrednim nieprzyjacielem Kossji. Wypadało 
oAwiecić go o sile Boesjan. Uczuł tq potrzettę jenerał Dwernicki 
i, jako presee koiiut«tn emigracji połskićj, postanowU wysłać kilka 



które tyle razy w średnich wekach wyprawiały kracyaty dlt 
obalenia sułtana tureckiego, połączyły się, t% raz% z wyń- 
tkiem Francyi, dla ocalenia go i poczwórne przymierze przś- 
wato bi^ zwycięztw Mebemeta-AIi i rozwiało pokładast 
w nim nadzieje Polaków, a rząd francazki usprawiedTiwS 
horoskop Mickiewicza o jego tchórzliwości. 

W czasie, gdy Mickiewicz ćledzit, czy Wschód nie wydi 
jakiego drugiego Mahometa przeznaczon^o do zniesienia Bf- 
zantyj^kicb Kuropejskich dworów, dowiedział się od jenei^ 
Uniiński^o, kturemu Garczyński dawny j^o adjutant, jaśoi^ 
stan swój wytłumaczył, że choroba Stefana wzmaga się szybko. 
Zadrżał na wieść o jego niebezpieczeństwie i zapomniit 
o Wscliodzie i o Pana Tadetism. Nie wicdzii^ tylko, jd 
i gdzie wyruszyć. 6-go Maja napomluął Grarczyńskieini 
o trudnościach połączenia się z nim : „Trudno nam z mig- . 
Kca ruszać, pasportów nie ma, do Niemiec nie puszcz^^ 
a przekradłszy sig trudno oazad wrócić. Fioanse te2 w fi- 
cbj-m stanie." ') Nawet miasta fraDcozkie graniczne byłf 

I'ol]łk6w dv Ibruliinia Paszy, ofiarując mu pomoc einigracjri. Poi- ' 
pułkownik ^zulc, ja i major Benioweki otrzYmaUŚmy tq musyą... . 
Przybyliśmy do .A lokHaiidryi 21-go Cnerwca (1833 r.) ^rłaśnie w tij ' 
chwili, kiudy działa alck^^anirryjekie witały przybywającego Ueł» 
nii.'ta Ali z Kaim wskutek zawartych w KODstaatyDopolu nklidi* 
z Hułtancni. .. Już i junerai Dembiiiski, wyprawiony i Parj-ia b^ 
w drodze i iiuprzM jeszcze listem swoim do Bogosa-Bey, miniita 
spraw zagra nicznycli przy Melieniecie Ali, oliarowat HWoje usłofi.' 
{1'ulncij w Kgiiicif tv 18H3 i 1831 r. Rolacya nie drałowana OiU- 
ckicgo.,1 Szulc i dwaj jego towarzysze mieli poslucłt&nie n Mab^ 
iiitiU Ali 4-^'u Ijijica. W Alek^sndryi icjawili nio t^t Ludwik Byitrw- , 
iiiiwski i .Józef Walewski. Dembiński przedstawił się Mehemelon ' 
Ali w niuiKlurzo naczelnego wodza polskiego i przyjęty został te' 
służby z i)eusy:i 130,0CO plastrów jako jenerabiy instruktor wai«tai, 
odjncliHt do tiyryi z i^wuil^ azcfeiu sztabu ^zeiniothem i t doUr- 
rem >Iage. Różno k<Mk a posłały I>embitiskiemu: Ziemięokiego, Saw-j 
panowijkicgo, Kaczanowskiego, Nowackiego, Czeczota i t. d. Wuj^ 
thim I'olukoni wypadło powrócić do Frane^-i, uic nie wskóran? 
na Wschodzie. 

') KuriiiiumłeHCija Ailiiiiia Mickiewicza t. I. sir, 117. 



— 273 — 

Polakom zabronione. Gdy Garczyńskiego już doktorzy wy- 
prawiali ku cieplejszym stronom, Uczył, 2e zjedzie sig z A<U- 
mem w Strasburgu. „Do Strasburga mnie trudno ni^ły- 
chanie, odpisaJ mu Adam, dla znp^^o braku funduszów 
i Uopotów pasportowycb.- Jeżeli mi przyjdzie spodziewany 
w tych dniach sukurs, będę się starał koniecznie pojechać 
do Szwajcaryi, aby się z tob% spotkać." ■) „Marzyły mi 
się, pisze 14-go Maja Garczyński, odbierając te objaśnienia, 

dziwy nie dziwy Strasburg niedaleko Paryża, myślałem 

sobie, może Adam przyjedzie, zobaczymy się, ożyję I Roz- 
chwiałeś mi wszystko I"*) Takie lamenta były rozkazem dla 
przyjaciela. Garczyńskiemn towarzyszyła w podróży pani 
Klaudyna Potocka. Garczyński 5-go Czerwca doniósł Adflr 
mówi, że jedzie do Bazylei, a ztamtąd na Bem do Bex. 
Mickiewiczowi uddo się za pośrednictwem hr. de Tacher') 
ozyskać pasport do Szwajcaryi i w Bex stanął 6-go Lipca. 
Czuwanie Adama nad dogorywającym przyjacielem, jest, we- 
dług ^ów Ignacego Domeyki, „piękny epizod z jego żyda 
i maluje serce jego." *) „Smutne, pisał Adam do Domeyki, 



■) Korespoi»deneya Adama Mickiemcza Ł I. atr. 119. 

*) Ibid. Ł m. Btr. 181. 

*j „A. łf. Adam Mickiewicz, rue Saint-Nicolas No. 73. 

Paria le 23 Juin 1^3. 
,^ le comte de Tacher a bien touIu, monsieor, me 
mettre la lettre qai toub iii'ave£ fait 1'hoimeur de : 
dana le but d'obteiur tin paaseport francaia ponr rejoindre en 
Snisse et accompagner en Italie nn de vob amis & qQi Yktat de 
■a aantć rand ce voyage nócesaaire. VoaB poQvcz, monsieor, toos 
pr&aenter, ąnaud TOna le jngerez k propos, ii la pr^fecture de po- 
lice oA a's3ecŁae la dólivrancB dea actea de cette natore. J^al 
donno lea avia ooaveDBblea ponr qn'il Mt fait droit fi voŁra de- 
mande. Je tiena d'aiUenr8 i. rotre disposition le paaaeport quB 
ronfl aTBZ cm deToir me coinmnmqaer. 

„Agrćez, monsienr, raaaurance de ma parfaite considśratiou. 
Le pair de France 
miniatre de l'Int6rieiir et dea ooltea 
Comte d ' A r g o n Ł' 
*} Korespondauya Adama Mickiewicza t. I. atr. 120. 

Żr^ Adama Jtlttitwiu*. Tom IL 18 



— 274 — 

i rozdzierające duszę było widzenie się nssze. Patrząc na 
twarz Stefana, tak blad% i smutną, przewTacało mi sig w ser- 
cu." ') W pielęgnowaniu Stefana, dopomagała Adamowi Elso- 
dyna Potocka. „Ta kobieta, mówił o nićj Adam, godzi z ro- 
dzajem ludzkim i mo2e natchnąć znonn wiarę w cnotf 
i w dobroć na ziemi. Zdaje sig mi, że życia ma tylko ni 
parę godzin, a przecież znajduje zawsze siły na służenie 
innym." ^) Na widok gór przypomnif^ sobie Adam „dawne 
weselsze lata" ") i zatargi emigracyjne zmalały jeszcze w jego 
oczach. ,.Przyznara ci sig, mówił Domeyce, że politycy pa- 
ryzcy jeszcze głupsi i mniejsi teraz wydają się, niż przed ty- 
godniem. Jak wielkich ludzi czas i oddalenie powiększa, tak 
Liliputów pomniejsza i pożera." *) Z Bex Adam przeniosłaś 
z chorym do Genewy, dopytywał się 27-go Lipca a Domeyki, 
„na kogo teraz krzyczą ■"*) w emigracyi, bo doniósł mu Witwi- 
cki, ie go „na Taranne fatalnie obracano."^ Z domu prawi* 
nie wychylał się, prawie żadnego z szwajcarskich dobrydi zna- 
jomych nie odwiedził, z Polaków widział tylko Karola Edwardi 
Wodzińskiego. „W Genewie, pisze Wodziński, zast^em naszego 
poetę Adama, który tu przybył z Bes z Garczyńskim, takie 
poetą. Mają razem jechać ztąd do południowej Francji, 
a może do Neapolu, gdyż Garczyiiski chory na suchoty, W^ 
cno już zaawansowane, i Adam ma mało nadziei dowieiieBift 
go na miejsce. Naszych tu w Genewie bawi nieuiela. Ut- 
szkają tu ciągle pani Wodzińska z Sandomirskiego z całą 
famUią, którśj część poznałem, Bernardowie Potoccy, Jelski, 
Grużewski, Mokrzecki, poeta Słowacki, Miączyńscy z Wirfj- 
nia i zresztą szlachta emigranci ciągle sig przewleka 
iobejrzawszy brzegi Lemanu, ruszają w świat dalg."') 

') Korespondciicy<> A/iama Mickiewicza t. I. itr, 12L 

') Ibid. 

») Ibid. atr. 122. 

•) Ibid. 

») Ibid. Btr. V1C,. 

••) Ibid. 

') Wipomnienia włóczęgi po Euroi>ie. 






— 275 — 

Chor; coraz upadał na siłach, często dziwaczył, tro< 
szczył si^ o drag) tom swych dzieł, obawiał gig, aby prenu- 
meratorowie nie odbierają go, nie posądzili autora o oszu- 
stwo, podąjrzewat Domeykę, że po wyjeździe Adama wszystko 
w kąt rzucił. „Trzeba zatem, pisał Adam do pana Igna- 
cego, kochane dziecko uspokoić." ') Nie sposób było w tych 
warunkach Adamowi pracować, z biedą przepisał pieśń 
czwartą Pana Tadeusza, a 29-go Sierpnia wyruszył z Gene- 
wy do Lyonu, a z Lyonu dopłynął Rodanem do Awignonu. 
„Możesz wystawić sobie, pisał 7-go Września 1833 roku do 
Domeyki, biedy podróży z chorym, którego na rgku z po- 
jazdu do mieszkania dźwigać trzeba, w kraju, gdzie oberży- 
ści spojrzawszy mu w oczy i widząc w nich niewiele życia, 
przyjmować nie chcą!"') Tegoż samego dnia Garczyński 
ostatni list wyprawił do Klaudyny Potockićj : „Nie podobna 
wyrazić, ile razy myśl^em pisać do pani. W Lyonie prze- 
cież niepodobna było. Bawiliśmy tylko dzień jeden, a to dla 
zimna, tak że ce^ dzień przeleżałem i dla stancyi na dru- 
giem piętrze, z którego raz wszedłszy, nie można było zejść. 
Podróż nasza była tak uciążliwa, osobliwie dla Mickiewicza, 
że już także chorować zaczął. Tu stancyą mamy najniego- 
4lziwBzą." 

Tymczasem przyjaciele Adama na wieść, że niedomaga, 
postanowili po^ać mu kogoś na pomoc. Bohdan wziął to 
na siebie i w liście pod datą 7-go Września o swoim zamia- 
rze uwiadomił Domeykę: „Nie wdając sig (Uużćj w żadne 
tai^ z snmieniem, jadg do Ayignonu, skoro tylko odbierzem 
-wiadomość, że męczennicy nasi stanęli na miejsca. Istotnie 
w drużynie Adama jam nąjmożuiejszy i nmie najłatwićj wy- 
starać sig o pasport, a zatem na mnie to przypada brater- 
ska kol^, na mnie cigży chrześciański obowiązek. Z natury 
moj^ kozacki^ czuję w sobie powołanie na pocieszyciela. 
Dannol nie łndźmy siQ naszą modlitwą! Niema rady, Gar- 



<) Koregpondeneya Adama Mic/detncza 
*i Ibid. etr. 12». 



— 276 — 

czyński nasi kończyć jak Kamil (Mochnacki). 'Wiem jakf 
zawieruchę i rozstrojenie sprawi to nieubłagane fotam w es- 
Uj organizacyi Adama, tak zbytnie czuł^ i drażliwćj. N*- 
leży nieuetannle czuwaC nad nim i pielggnować jak iiajsU- 
ranni^j. Adam cudownym sposobem odżywił mój charakta. 
Kiedy raz przeczyłem realności nieszczęścia i strasznych 
przygód na ziemi, zawoła! po żwawych sporach: „Tyś ko- 
zak zapaleniec, ty czujesz płomiennie i jak najiywićj, ale jak 
proch bucliniesz na chwilkę, na mgnienie oka I" „Prawda, 
odpowiedziałem, ale w tem wszystkiem tkwi jakieś głębolrie, 
symboliczne znaczenie ! Prawda, nie jestem płaczliwy i nie- 
nawidzę czułostek i niż treny i żale, wolałbym obwinąć się 
w burkg moję i w łeb sobie wypalić. W obecnycli smutnych 
okolicznościach, w schizmatyckićj moji^j naace znajdzie Adaia 
niewątpliwie wigc^j mż w swojćj duchowego obroku dla 
serca. Zbytnia czułaść jest rzeczą zmysłowa i niechrzejd- 
ańską. Mam cala zbrojownią gotowych pocisków, które jik 
kartacze pękać będą na sto śmiertelnych rozłamów. Zre- 
sztą zawrzasnę mu do ucha dtimkę nasze rusk^: 

Niech łza ziemaka, chociaż szczera. 
Rajskich eaów nie płoszy z powieki 
Plączmy, gdy ei^ rodzi człowiek, 
A weselmy, gdy niniera!" ') 

Pod tą istnie kozacką filozofią kryły się u Bolidana 
braterskie współczucie i rzewność, które mogły Adama orze- 
źwić i pocieszyć, ale nie zaraz się zeszli. Adam nie zachę- 
cał Bohdana do t^ podróży: „Nic tu wesołego, ani przyjem- 
nego was nie czeka, pisał do Domeyki 12-go Września. Stefau 



') ^V tym eamjm liśelo Zaleski dodawał: ^Wyrwij ik^d ^^ 
czij^ć Dziadów i wr^cz oaobiście dogorywającemu Bematowicjawi. 
W obecności mojej obiecał mn Adam Dziady. Z cal% gorycią sn- 
chotnika żalił się przedemną na lekceważenie starego kol^ ukoi- 
nego. Po prostu Atlani zapomniał, ale do nas nalety napnirii 
grzech wzglt^em brata, któremu tem czynimy ostatnią na aemi. 

udugę." 



— 277 — 

kocłianego zdrowie tak okropnie zniszczone 1 Nadziei źa- 
-dnćj." ') 

Zaleakiemn szło nie o Ste&na, ale o samego Adama; 
pomimo tego listn puścił się w drogę, zobaczymy, że omal 
się z Mickiewiczem nie rozminął. Na szczęście przjjacJel 
Garczyńskiego, Wielkopolanin, Pągowski, dopgdził go w AtI- 
gnonie i Mickiewicz mógł wyjechać do Marsylii, niby się 
starać o pasport do Włoch, dokąd sig rwd biedny chory. 
'Wybierając się 12-go Września ciaał do Domeyki: „Nie 
nwierzyde, co to jest patrzeć ciągle Da takie gaśniecie miłćj 
osoby!" ») 

Mickiewicz wróciwszy 18-go Września z Marsyliij zna- 
lazł Garczyćsklego bardzo zmienionego. Pani Elandyna Po- 
tocka przybyła w wilią do AvJgnonu i konającemu poecie 
„oriodziła ostatnie chwile na ziemi." ') Garczyński zasn^ 
■V Bogu 20-go Września. Udzielając I3-go Listopada Odya- 
cowi szczegóły o zgonie Garczyńskiego, Adam jeszcze podzi- 
wiał Elaudynę Potocką. „Nieraz nawet Stefanowi w czasie 
jego choroby nie mogłem wstrzymać sig, aby co przykrego 
nie powiedzieć, albo milczeniem zagniewanem karczem dzi- 
wactwa riabości, kt^irym trzeba przebaczyć. My mężczyźni 
nigdy nie osiągniemy doskonałości moralnćj w pobłażaniu 
i w przebaczaniu : przekon^em się o tem, patrząc na Poto- 
cką." *) Jak miłość własna jest cechą mierności, tak uwiel- 
bienie dla wielkośd drugich znamienąje dusze niepospolite. 
Potocka, nie pomna własnych trudów i poświęceń, unosiła 
się nad Adamem, pisząc do Odyóca; „Mickiewicz dzień i noc 
nie odstgpąje Stefona. Duszę jego w gieniuszu przeczułam, 
a z podziwieniem ze łzami na niego patrzę. Wyższy jest 
«d nas wszystkich sercem, cnotą, duszą, jak jest i gteniuszem, 
wyższym od wybranych." *) 



■) Koretpmdau^a Admta Miekieiuieza t. I. Btr. 130. 

») IbW. 

*) Ibid. str. 131. 

«) ibid. 8tr. 136. 

*J Odyniec. Wsponouenia t przesztoid str. 407. 



— 278 — 

Adam ułożjł przyjacielowi nagrobek łaciński. Brzmi 
następnie : 

D. o. M. 
Stefanus Garezyński 

In bello contra MoacoTiae tyrannuiii 

eąuitum PosuaDenainm 

Centurio ni s vice a geaait 

Vatea 

Polonomin arma vircMque oocinit 

Patria a tyrauno oppressa 

Fjcnl 

Obiit Avenioiu, anno MDCCCXXXIII Septemhris. •) 

Mickiewicz czuł się niesłychanie zmgczony irozstrojoi^ 
fizycznie i moralnie. „Pągowski po tygodniu, pisi^ od da 
Domeyki 22-go Września, stracił apetyt i sen, a ja bytw 
dwa miesiące w takiem położeniu." *) Pierwotnie zamiend 
zimg przepędzić na południu, ale byt tak skołatany, że od 
potrzebę wrócić do przyjaciół. *j Pojechał 32-go Wrześnił 
dla rozrywki do Nimes, jeszcze zawitał do A.vignona dli 
pokończenia interesów i puścił się do Lyonu. 

Wśród tych wycieczek, Bohdan Zaleski dojechawszy d* 
Avignonu, tam już Adama nie zastał, podążył do Mar^Gi, 
gdzie nie był szczęśliwszym i tak donosi I-go Paździemiki 
Domeyce o swoich niepowodzeniach: „Daremny koszt i tmdy. 
Adama nie zastałem w Avignon i rozminęliśmy aię gSaii 
pod Lugdunem." Dając za wygraną, Bohdan wracał do Pi- 
ry2a na Lyon gdzie przypadkowo zdybał Adama. „Dtngo- 
śmy się nawzajem szukali, pisze Bohdan o przygodach t$ 
podróży. Dość, żem odnalazł Adama w Lyonie; przechodiąc 
około jakiegoś hoteln zoczyłem go w oknie z papierem w r{- 



■) Napis ten do dziś dnia czyta się na pełnym pięknych dna* 
cmentarzu, os tablicy z białego marmuru, po lew^j stronie od wchodiw 
pod murem. 

') Korespondencya Adama Mickiewicza Ł. I. atr. 132. 

•j Ibid. atr. YM. 



— 279 — 

. Po wejścia do pokoju zastałem Adama co dosłownie 
:ietrzewionego nad Panem Tadeuszem. Wieczorem tego2 
mego dnia puściliśmy się w podróż Iłu Paryżowi." *) W po- 
6ży t^j często musif^ Adam wspominać o zgasłym przjja- 
;Iu i ecłio słów Mickiewicza odbija się w nieco późniejszym 
cie Bohdana do Nabielaka, gdzie wytłumaczywszy, 2e 
.rczyński przyswoił sobie formę J)ziadórp, ale nie był jednak 
>5tym naśladowcą, dodaje : „Nie był z rzędu owycłi pstrycłi, 
apieżnych Odyiiców, Witwickich, Słowackich. Garczyński 
i duszę i duszę niepospolitą. Czqje po swojemu, jak su- 
otnik gorączkowo, ale młodzieńczo i rzewnie, maluje nie- 
edy lepiej jak Mickiewicz sny fantazyi. Szkoda nieodża- 
«ana, że śmierć ugodziła Garczyńskiego nitgako w gnie- 
zie jeszcze, kiedy jak ptak porosły już w p^ki, w pucli, 

pierze rozpościerfd właśnie skrzydła do własnego lotu . . . 
owacki jest to istotny indyk, puszy się i puszy, lecz ani 
iewać, ani latać nie umie. Wszystko w poezyacb jego i cu- 
e i ladaco." 

Bohdan cenił Odyńca i Witwlckiego jako ludzi, nie zaś 
to poetów, w Słowackim nie cenił ani poety, ani człowieka, 
tak miłym towarzyszem podróży Iżćj było Mickiewiczowi 
trzeć do ParyZa, gdzie koił swój świeży smutek, wracając 

przerwań^ pracy nad Patiem Tadeuszem. Znowu tedy 
ł „w Litwie, w lasach, w karczmach ze szlachtą, żydami 
E." *) i w tym świecie wspomnień pozostał aż do skoń- 
enia poematu. 



>) Liii Bohdana Ztdeskiego do syna Adama str. XIX. 
■) Korespondencja Adama JUickienńcza t. I. bŁt. 118. 



IX. 

Miokiewioz konozy i drukuje Pana Tadeusza. Śtub jego i ««/>• 
dowe miesi^oe. 

Wycieńocenie moralne i fizyczne. Pan Tadeust nkftntje ń^ u 
widok pnblicm;. Napady spleenu. Odwieddny Stwustawa Ho- 
rawtkiego. Adam bierze poatanowieme ożenić Biq. ZdAuis pnHJ' 
o Pimu Taitmszii. Chęć FrancisEka Aliddewicaa wybrania ń% do 
Francyi i zaniechanie tego projektu. 

Mickiewicz ciężko przypłacił wytę2enie fizyczne i no- 
ralne ostatnicli dwóch miesięcy. Nigdy nie był tak slu^ 
tany, zbiedzony, scłiorzały. I zdrowie jego ucierpif^o 1 bjt 
jego materyalny zachwiał się bardzie, niż kiedykolwiek. 
Przyznawał sig do wielkiego rozBtroju, z którego sig otnf- 
eał pomału, jak z dręczącej sennej mai^. W k&2dym nie- 
mai liście wymownie sig maluje jego stan wewnętrzny. Dł- 
nosi Kajsiewiczowi w Październiku, że przez c^ czas od 
wjjazdu z Paryia aż do powrotu nie tylko pisać, ale i my- 
śleć odwyki ') Pod niektóremi względami znąjdow^ sit 
w trudniejszem położeniu od braci tułaczy. Obfide sypalj 
eig składki dla wychodźców, Mickiewicz, chodak wyrzekł ng 

') Korts^ondencya Adama Uickiewicta t I. Btr. 136. Z powoda 
Btanii MickiciricEa długo różne dziwaczne krąłyly wieńoi. „Cłiod^ 
Błuchy, pi^aJ Montalembert do JańaMego .'j-go Stycsnja 1831 r., li 
roapacz Mickiewicza byta tak wielka, iź nie chce już łjć międiy 
ludźmi, ale usunął się w niedostępne mi^sce, f^dsiei w gAry «lo-' 
skie." (Poctolki odrodzenia religijnego rw myehoditwie przeć ks. Smo- 
likowekiego, l^rzegląd Polski, Czerwiec 1S91 r.) 



— 281 — 

powrotu do ąjarzmioLĆj ojczyzny i przez to samo dzieląc 
koleje wygnańców, naleS^ do emigracyi, nie korzystał z tych 
ułatwień, mniemając, że one wyłącznie przysługiwały ucze- 
stnikom wojny narodowej. Jak się na te rzeczy zapatryw^ 
od początku, widzimy z tego, że jeszcze bgdąc w Dreźnie, 
gdy mu brat Frandszeh, którego on niejednokrotnie wspie- 
ra, przyda 200 talarów, odpisał mu natychmiast, że jeżeli 
to pieniądze P. Grabowskiego, to je zachowa na wszelki 
przypadek jako pożyczkę, dodając : „Ale jećli wzi^eś z ja- 
kich składek, albo broń Boże z komitetu, proszę ciebie, 
abyś mi oznajmił, a ja zaraz odeślę, bo ja wsparcia tako- 
wego i nie potrzebiąjg i przyjąć nie mogę, bo nie mam do 
niego prawa, nie będąc wplątany w teraźniejszą rewolu- 
cją." •) Pierwsze pieniądze wypłacone mu były w Paryża 
za przekład Giaura, może część z góry odebrał, ponieważ 
już 13 Września 1832 r. pospieszał uwiadomić br. Grabo- 
wski^o, że trzyma do jego dyspozycyi owe 200 talarów. •) 
Wkrótce mógł i inne długi wypłacić i uważać się za zabez- 
pieczonego materyaliiie na czas pewien, dzięki umowie za- 
warto] z byłym poriem, a ówczesnym księgarzem, Aleksan- 
drem Jełowickim. „Na wiele miesięcy, pisze Bohdan Zaleski, 
przed podaniem P<ata Tadeusza do druku, Adam zgłosił sig 
do przyszt^o swego nakładcy. Opowiadał, jak MUikowski, 
księgarz ze Lwowa, nie daje mu spokoju w domu i na 
ulicy, dobij^ąc targu o poemat, który nie jest jeszcze napi- 
sany ani w połowie i 2e mu za niego ońarąje dwa tysiące 
franków. Aleksander J^owicki odrzekł tedy poecie: „skoro 
Ci, Fanie Adamie, Hilikowski daje za twój poemat dwa ty- 
siące franków, ja dam z przyjemnością i chlubą cztery tysiące. 
A wi^ szczęść Boże w pracy i pospieszaj ku końcowi!" *) 
Poeta odetdmął swobodni^ i bratu doniósł 9-go Lipca 
z Bex, że przedawszy rękopism nowego poematu za fran- 



■) KoretpmdeHcya jidama Mickiewicza t. I. itr. 96. 

•) Ibid. Btr. 101. 

■) List Bohdana Zaleskiego do syna Adama ati. XXIII. 



ItÓw 4000 długi pokrył, podróż opłaci i ma znowu na rok 
liapitał. ') Nie przewidywał, te kapitału tego ledwo starczy 
IDU Da kilka tygodni! 7'go Września 2aUł się przed Do- 
meyką: „Pieniądze wszystkie co mifdem wydałem w podróty, 
pięć limes na dzień, i w kraju tak drogim, jak Szwąjcaiyt. 
Faui Potocka przysłała mi była pieniądze do Paryża, alej^ 
tu zwróciłem i póki mam swoje, cudzych nie clicc." ■) Cu- 
dzycłi nie przyjął, ale tć2 2'2-go Września pis^ z Ańgnonn 
do Domeyki: „Jestem podobny teraz do Francuza wrac^^- 
cego z 1812 r., zdemoralizowany, słaby, obdartos zupdny, 
bez butów prawie." ") W takich będąc kłopotach, nic nie 
miał spicszniejszego za powrotem, jak podzielić się ostat- 
kami z Kajsiewiczem, który wraz z Rettlem przebywał w ów- 
czas w Augers, gdzie im szło ciężko. Adam dopytywał sig 
o nich u Davida d'Angers i Wiktora Pavie, tam mie6zkqv 
cych, a chociaż ci mu wystawiali ich położenie w różowycll 
kolorach, z innych źródeł Adam dowiedział sig o rzec^wi- 
Btym stanie rzeczy i pisał do Kajsiewicza w Paździenuki 
1833 r.: „Miałem o was wiadomości w Lyonie od Pavie, 
który mi położenie wasze pigknie malował . . . Tymczasen 
dziś, przyjechawszy do Paryża, słyszę, że jecie marony 
i chleb. Jestem teraz w porównaniu do was Krezusem. Po- 
syłam wam pożyczki franków 100, które oddacie, kiedy bo- 
dziecie w łepszych interesach. Ma się rozumieć, że czdaf 
mogę długo" *], A w dopisku dodaje: „Pisałem w sobota 
już było późno, w niedzielę bióro zamknione, a2 dziś więc 
posyłam. Jedząc wczoraj dobry obiad, myślałem o wat 
i cierpka mi było w brzuchu." Samo zestawienie łych listów 
Mickiewicza uwalnia nas od wszelkiego komentarza. 

Adam, za powrotem do Paryża, w pierw^ych dniach 
Października 1833, pojechał wprost z dyliżansu na dawniej- 



') Korespondenq/a Ailama Middemna t. I. itr, 123. 

•) Ibid. str. 129. 

') Ibid. str. 132. 

*) Ibid. str. 131. 



mieszkanie przy ulicy Saint-Nicolas d'Antin. Po cier- 
liach moralDych i fizycznych przy umierającym Garczyń- 
B, jeszcze caiy miesiąc dręczyła go choroba, „chodząc 

zębach, głowie, piersiach." ') Pomimo to „cieszył się 
lujniejszem natchnieniem'^ ^) i pracował z tern większem 
liłowaniem, że, pisał do Eąjsiewicza, „poezya zawsze 
e przenosi w młodość i wyrywa z obecn^ biedy." ■) 
połowie Listopada sądził, te „wypgdził wszystko złe i że 

znów zdrów i świeży, *) ale wkrótce zaczął niedomagać 
jpiero w pcrfowie Grudnia kaszel go opuścił i mógł się 
ać nadziei, że przyjdzie do zdrowia. ^) Poematu nie za- 
:hał. „Rymy, jak roztopiony kruszec, lały Bię w ogromne 
lo, że na skinienie czarodzieja posąg, dzwon lub działo, 
ikakiwało w mgnieniu oka, jak z pod ziemi." ') ^Nigdzie 
wie nie bywał, ale przyjaciele odwiedzali go codziennie, 
ogie, pisał Zaleski, wieczory zimowe u Adama w roku 
5 nie zamierzchną nigdy w pamięci przyjaciół. W uro- 
stych godzinach rozprawiał o tajemnicach zaziemskiego 
ia, o świecie dachów i hierarchii ich wedle świętego Dy- 
iego Aeropagity." ') Usposobienie jego wymownie maluje 

w liście pod datą 16-go Grudnia do Kąjsiewicza i Rettla. 
irania un nazywać go nauczycielem, Jest to tytuł stra- 
y i ciężki na moje barki." ") Podaje im sposób do roze- 
nia dobrych uczuć od złych. „Kiedy powezmę jaką myśl 
gijną lub polityczną, dochodzę, czy w tym dniu, kiedy 
powziąłem, jestem zgodny z sobą, czy nie zrobiłem czego 
go, czy mową lub myślą bardzo nie zgrzeszyłem. Jeżeli 



') Koreipondtncya Adama Mickieieieza t. I. atr. 136. 

') Lisi Bohdana Zakskifgo do syna Adama atr. XIX. 

■l Korespondencya Adama Mickwi-icza atr. 135. 

*t Ibid. Btr. 130. 

») Ibid. Btr. 137. 

*) list Bohdana ZaUskiego do syna Adama Btr. XIX. 

') Ibid. itr. XX. 

') Korespondencya Adama Mickiewicza L I. Btr. 137. 



— 284 — 

rachunki sumienia ile stoj^, pewnie wtenczas i w głowie 
zamęt. Sumienie jest to żołądek duszy." ') 

Komunikacye listowne jego z krajem przerw^ ńc pn- 
wie zupełnie, chociaż w 1833 r. wyszło w Warszawie trzech 
tomowe wydanie poezyi nakładem Merztwcba, a Józef Krzeo- 
kowski ogłosił w 1834 r. w Wilnie w I^oworocznikn Żma 
ułamek jego przekładu Bon Karloia. Życie tułacze, wdąt 
zamącone rozterkami i projektami, czgsto wyrywało Adama 
ze sfer właściwych jego duchowi. Na końcn 1833 r. i u 
początku 1834 r. wszczęły się na emigracyi przygotowsaik 
Aa nowego ruchu. Po nieudanćj zeszłoroczna wjrprawie 
do Niemiec, zamierzono wyprawę do Włoch. Demokracya 
polska przyrzekła pomoc swoje Mazziniemu *)■ aby podnieM 
w Piemoncie sztandar młod^ Italii. Emigracya polska .pn- 
g&ęla poprzeć usiłowania innych wychodźców, którzy MX 
mieli pomścić się za krzywdy ich ojczyzny, chciwa narańf 
się na nowe ryzyka dla rozpoczęcia przez oswobodzenie 
Włoch wielkiego dzida emancypacyi innych narodów, któfs 
jęczą pod cudzem jarzmem." ■) W ostatnich dniacii Styenui 
prawie wszyscy tułacze rozlokowani w Szwąjcaryi pospiesiylt 
do Genewy, 27-go Stycznia kolumna Polaków przedarła b| 
z Francyi do Sabaudyi pod dowództwem jenerała Ramorino, 
ale władze Piemontskie trzymały się na pogotowiu, Pola^ 
musieli znów schronić się do Szwąjcaryi, większa ich czgif 
w Kwietniu i w Maju dostała się napowrót do Francyi. 

■) Koretpondencya Adama lUicktemcza t I. str. 137. 

*) Komitet narodowy polaki 6-go PaidaiernikA wydal b]'! 
odezwę do Włochów. W imieniu ziomków swoioh Hauiiii odpo 
wiedział, „te z tego związku tułaczów wjIęKnie ńę urAd wielkŃp 
praymieraa ludów, bo ściśnieni bólem aa wzór konipiimtorów QnŁtIi, 
zaprzyBię±em; zwjqzek nciinionjch przeciw zwi^ckowi dmąorck" 
{Pielgnym polski 3I-go Maja 1833 r.) 

'1 Słowa P. Jullien de Faris, członka Towinystwa pnyjtaót 
nauk Warszawskiego, Towarzystwa literackiego polskiego w PaiTii 
i t d. w przedmowie do dzieła: Memmretur Texpiditi<m det r0i9>^ 
en Siiifst et en SavoU pendant les annifes 1833 et 1834 por X J. S*- 
baUki, I t, w 8-<e, Paryi 1836 r. 



— 285 — 

Zamierzona knicyata mnaiałs skończyć się fatalma 
o pewna, donosił Mickiewicz lO-go Lutego 1834 r. Klaa- 
lie Potockiej, że tu zaczęto bębnić o wypadkach, które 
o wielką tajemnicę opowiadano po kawiarniacti.'' ^) £atwo 
)ie wyobrazić nieozasadnione nadzieje jednych, gorzkie 
rzuty drugich. Rząd francuzki emigrantom 2otd zmniej- 
it lub odbierał, ruchliwszycb wydalin do Londynu. Dwory 
nocne groziły Frańcyi i Szwajcaryi, jeżeli Polaków nie 
ikromią, tułacze rzucali jedni na drugich odpowiedzialoość 
nowe te niepowodzenia. Elaudyna Potocka, która przed 
awanturą nalegała na Mickiewicza, aby schronił się do- 
newy od przykrości paryzkich kłótni, pisała do niego 
iienewy 18-go Lutego: „P^owski miał panu opisać nie< 
zęsną wyprawę, po któr^ mni^j wigcij wszyscy chorujemy, 
dzień winszią^emy sobie, że pana tu nie było. Bóg la- 
łw! egoistycznćj proźby nie wysłuchał, a myślą j4j nie 
gardził, kiedy pana daleko od nas i tutejszych kłopotów 
Tzymał." •) Wśród ciągłego więc burzenia się otaczają- 
:h go żywiołów, Mickiewicz skończył najpogodniejszy ze 
t'ch poematów, z daleka patrząc na te machinacye „bo 
gdzy pijanemi najlepszą jest polityką czekać, aż się wy- 
cźwią."*) Gryzł się nie mało ciągłem ponawianiem się tych 
nych błędów, mimowolnie przysłuchiwał się czasem wrzawie 
mików emigracyjnych, jak je nazywał, sam ich odgłos 
eił mu spokój duchowy, ztąd jego zażalenie, że gdyby 
ar emigracyjny nie był go zniżył w nastroju, „byłby 
swego Pana Tadeusza podniósł o półtonu wyżćj." *) Pi- 
,c Pana Tadeusza, odwrócił oczy od obczyzny i wychodz- 
ił cofnął się i pociągnął innycli za sobą w niedaleką, a tak 
:ną od teraźniejszości przeszłość, wskrzeszf^ świat dzie- 
stwa i młodości generacyi, którćj los wszystko wydarł 



■) Korespondencya Adama Mickiewicza i. II. str. 151. 

»J Ibid. t. ni., atr. 189. 

■) Ibid. t. II. str. 188. 

*) Lileralura shmiiańska Ł. 1. str. XII. 




oprócz wspomnień i nadziei. Po Wailenrodzie, któr; pobo- 
dza do walki z wrogiem, po Konradzie z Dziadom passoj^cym 
się z Bogiem, aby jękiem milionów gniew jego przeUa^ 
zamiast wznieść sig znów do tych wy2jn i wzrokiem daUj 
jeszcze sięgać w obłoki, Mickiewicz przysiadał pod dęben 
litewskim. Ach 1 geniuszom jak narodom potrz^ny wypo- 
czynek. Po każdem wysileniu, Polska znajdąje w Paau Ta- 
deuszu ukojenie. Adam prawie wymawiid sobie, jak dnemkg 
na pobojowisku, arcydzieło, które nie tylko rozrywa, lea 
i krzepi tak tułaczy, jak braci z ziemi ucisku. Coraz srot- 
6ze przytłumienie życia polskiego nadaje Panu Tadeunmi 
o samo znaczenie w kraju i za krajem. Emigranta pn»- 
nosi do stron rodzinnych, krajowcom pozwala odetchnąć 
swobodniejszą atmosferą. Im mnićj Moskwa toleruje objawy 
polskości, tern bardziej Pan Tadeusz zastępuje krajowcoa 
wydarte im prawa. Nie mog%c inaczćj, sejmiki^ą, chwytaji 
się do broni i taiicują poloneza w poemacie AGckiewiciŁ 
Nie domyślając się tych dalekich skutków, autor piaał da 
Odyńca w Lutym 1834 r. : „Ja tu żyję prawie samotny, 
z ludźmi coraz mi trudniój, a im ich mnićj widzg, tern le- 
piej mnie Przekonywam się, 2e się nadto tyło i pracow^ 
dla świata tylko, że nigdy już pióra na fraszki nie aljj^ 
To tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek mołe po- 
prawić się i mądrości nauczyć. Możebym Tadeusza imjo^ 
chał, ale już blizki końca, więc skończyłem wczoraj Tłaśnia 
Pieśni ogromnych dwanaście, wiele mierności, wiele tćż do- 
brego. Co tam ni^lepsze, to obrazki z natury kreślone na- 
szego kraju i naszych obyczajów domowych."') 

Dokończeniu Pana Tadeusza obecnych było kilko pr^ 
jaciół Adama. „W połowie Lutego 1831 r., pisze Bohdu 
Zaleski, wieczór pod szarą godzinę, kiedyśmy się ju2 zebnE 
byli przy ulicy Saint-Nicolas i po cichu gwarzyli, widne 
gospodarza w drugim pokoju przy kominkn „szparko nii- 
chąjącego piórem po papierze . . ." powstał od stolika Adim 



') Ktiresfuwleiici/a Adama Mickicmcza t. I, str. 143. 



— 287 — 

z rozpromientoną twarzą i zawołał ku nam : „Głiwała Bogu I 
oto w tćj cliwili podpisałem pod Panem Tadeuszem wielkie 
/fn»." Radośnie za nim powtórzyliśmy „chwała Bogu!" 
i wykrzyknęliśmy trzykrotny Vivat 1 z oklaskami przy vńn- 
szowaniach i uściskach jak najserdeczniejszych." ') Naza- 
jutrz Adam w gronie bliJszych przyjaciół wysłuchał mszą 
w kościele Saint-Lonis d'Antin, a potem odbył s\ę skromny 
emigrancki obiad w Palais Royal. Nie pozostawało jak zmie- 
nić w pierwotnym tekście istniejące imiona własne, rodowe 
OBÓb i różnych miejscowości na Litwie. W zastąpieniu ich 
wymyślonemi dopomagali Adamowi przyjaciele a najgorliwićj 
Domeyko. Dla prowadzenia korekty Adam przeniósł sig 
w Kwietniu bliżćj drukami me de Seine 59 Hotel de France^ 
Ale nie wymawiając pokoju swojego na ulicy St. Nicolas 
d'AntJn. Wówczas Kurowski *) wykonał jego portret lito- 
graficzny. Ponieważ Bohdan i Józef Zalescy wyjechali na 
wieś do S&yres, Adam ikt wyprowadził się wkrótce z hotelu do 
Belleviie w ich sąsiedztwo, przechadzał się dużo, a nocami 
pisywał dalsze czgSci Dziadów. 

„Na Pemu Tadeuszu, mówi Ignacy Domeyko, kończy 
ta% ostatni okres poezyi Adama." ') Dalszemu jego zawo- 
dowi poetyckiemu sprzeciwiło sig jego pojgcie coraz głgbsze 
znaczenia i celu poezyi. W późniejszym liście wypowiedzi^ 
uczucie, które mu już wtenczas wytrącało pióro z rąk, gdy 
chciał opowiedzieć przygody syna Tadeusza. „Po ca poe- 
zya? pisał do Aleksantbra ChodźkŁ Czyż to nasza poczya 
pia być w książkach, a w nas ma zostać prozą, mamyż jak 
posąg Memnona głos \vydawać o Wschodzie, nie wiedzieć 
(Ua czego, kiedyśmy martwi i nieruchomi ? Mamyż obma- 
lować życie dziełami pigknemi zewnątrz, a wewnątrz być 



*) Ii$i Bohdana Zaleskiego do syna Adama str. XX. 

*) „M. Kurowski, artiate polonais, vient de temuner un por* 
towit dn po^ Mickiewicz." (Dzieimik U Polonais t. II. str. 06, luty 
1834 r.) 

*} Korespondeneija Adama AticUemcza t IV. str. 7. 



— 288 — 

grobami pelnemi kości spróchniałych? Czas, brade, niw 
poezyif. Tern tylko zuTciężTniy wszysŁkicli poetów, a o ita 
zrobim, o tyle tylko zdołamy zaśpiewać. Czy myślisz, te 
biedny BtTnn napisałby tyle wielkich stro^ gdyby nie b^ 
gotów i lordostwo i Londrn porzacić dla Greków? W t^ to 
goto^vości leżał sekret jego siły pisarski^, któr^ inni poeci 
chcieli wykraść z jego ksiąiek, a nie z j^o duszy." ') Opie- 
wać własne, a nie cudze czyny, robić poezy^, wprowadzać j( 
w życie, jest to zadanie, które mocno obniża szkołę, i^dńą 
zostawić poezyi dziedzinę fantazyi, a zachować prozie, tft 
jest sobie, kierunek społeczeństw. Wedłag Uickiewica, 
poeta winien przykładem stwierdzać wiersz każdy, nie ros- 
koszować się w niedościgłych sferach, ale pracować nad ten^ 
aby cale społeczeństwo górnie żyło. Wymagd więc od aełńe 
zb^t wiele: nie natchnienie go odstąpiło, ale od sam wze■^ 
dził wcielaniem go w wiersze i w życiu jego zatem, w prde- 
kcyach, w próbach zastosowania prawd głoszonych pnn 
niego, trzeba szukać dalszego ciągu jego poety(^ćJ t*^ 
czości. 

Gdy ustało pisanie Pana Tadewza, które go przenoś 
na Litwę i w czasy młodości, terażni^azość zaczęła znd* 
dol^linićj ciążyć. Wieść o jego ponurem osposobienin do- 
szła w Rz}-mie do pani de Circourt, która w liście do matki 
z 25-go Marca 1834 r. pisze: _Mi^am ubocznie wiadomości 
o bardzie polskim. Podobno, że jest głęboko smutny, rot 
rizierająco melancholiczny. Towarzyszył do ATignona pny* 
jacielowi choremu na suchoty, stracił go: wygnanie pnj- 
gniotło go gorztj niż kiedykolwiek. Taka dusza jest itwo- 
rzona dla cierpienia. Ktoby nam powiedzif^, Ze dni szo}- 
śliwę, które tobie zawdzięcza, będą ostatniemi w jego żyda." 

7. Francuzów widywał obrońców sprawy polskiej w i^ 
bach i w dziennikarstwie. Carrela, jeaer^a Lam8rqDe, U- 
fayetta. Parę razy odwiedził Lafayetta w jego wigski^ 



Liłi S-[fo Luiego 134- 



— 289 — 

sydeocyi, w Lagrange. Lafayette szczególne mu okazywał 
ględy i zwykł zasięgać od Mickiewicza i Domeyki wiado- 
ści o niesnaskach tułactwa polskiego. Szlachetny ten 
ż umarł 21-go Maja 1834 r. Zgon jego połączył całą 
igracyą w wspólnćj źi^obie. 

19-go Kwietnia 1834 r. wspomina Adam Odyńcowi 
splinie gwałtownym, który mu często „grajcarem w sercu 
3rci." ') Dawniej byłby szukał rozrywek w towarzystwie, 
z po Odessie, Rzymie i Budziszewic bał się pokus świa- 
vych. Ale i w samotności nie czuł sig bezpiecznym: 
iężka to jest, pisał do Kajsiewicza, walka życia. Rozko- 
! i przyjemności, które uciekają od nas, kiedy gonimy za 
mi, skoro zaczniem wyrzekać się ich, zaczną gonić za 
ni. Człowiek może przyjść do tćj strasznćj potęgi, że 
wie okiem rzuci na błyskotkę, na twarz piękną, znajdzie 
wnet przed sobą; cisnąć się bgdzle świat do niego przez 
iwl zamknięte." *) 

Tak się Adam wyrażał 16-go Grudnia 1833 r. Posta- 
wił więc w 1834 r. zdecydować ostatecznie, czy ma się 
lić, Czy na zawsze pozostać bezżennym. ^ Zdarzyła sig 
}llczność, która nakłoniła go do wybrania łatwiejszego, 
według słów własnych, do trudniejszego nie czuł w sobie 
iyć siły, 1 Igkal się niebezpieczeństw, które nie zawsze 
iwało mu sig zwalczać. Okolicznością tą był przyjazd do 
ry2a znanego mu z Fetersbui^a Dr. Stanisława Mora- 
Itiego. 

Poeta w Petersburgu jeszcze wprowadził był Mora- 
klego do salonu Maryi Szymanowskiej. „Mickiewicz i Ma- 
'ski, pisze Morawski, już dobrze od Moskwy w domu Szy- 
aowskićj znajomi, bardzo sobie tego życzyli, żebym i ja 
z nią zapoznał. Kilku dawnych kolegów uniwersytetu, 
łd lat trzech już ciągłych mieszkańców Petersburga, by- 



') Korespondencja Adama iUckU-n'icza t. I. sit. 144. 
«) Ibid. atr. 138. 
') Ibid. «tc, 117. 

tyBKi Mama MieiinacMa. Tom II, 19 



— 290 — 

wało u ni^j i słów dobrać nie mogło na dostateczną tćj a 
cnćj kobiety pochwi^ę." ') Morawski naiwnie w^-znaje, i 
długo opierał sig naleganiom swych przyjaciiU. ^Było ta 
akurat pięć kobiet -) na jednym punkcie ciągle skupionyc 
A wiedziałem oddaTtna, 2e gdzie się dożo tych miłych isti 
pod jedn>in dachem znajduje, tam dla mężczyzny zawa 
mało nadziei, żeby z tej znajomości był kontent. Kobiel 
mają rzadki i zadziwiający talent utilizowania mężczyzn, ji 
wołów roboczych, niby od niechcenia. Plotki więc, a różi 
i ciągłe polecenia, a komisa są zawsze nieodłączną takii 
stosunków plagą, od którćj żaden takt, żaden na świee 
rozsądek uwolnić mężczyzny nie zdoła. W obcym kr^ 
między rodakami i rodaczkami, niebezpieczeństwo było pi 
dwójne, bo się oni ściślćj z sobą w tym razie łączyć sr 
kii,"*) Surowego tego słabostek niewieścich cenzora, Mii] 
Szymanowska za pierwszem widzeniem się udobruchała. „B 
■wody, pisze on, bojaźni mojej, w tem co się Szymanowski 
dotyczy, płonnemi były i o tym domu zupełnie innego ■ 
tychmiast nabrałem przekonania, które dobra dalsza zuf 
mość bardzii^j jeszcze utwierdziła we mnie. Przyjęła lU 
z dziwnie uprzejincm ujęciem, z tą pełną polora natuntal 
ścią, z tą ukształcoiią prostotą, która się tylko w osobu 
wyższego wychowania sjiotykać dają To sprawiło, że( 
pierwszej chwili byliśmy tak, jak żebyśmy się od stu I 
znali. Obok niej, był rzadkićj piękności aniołek, młoda 
jćj córka Celina,*) prześliczna i jak róża w polowie rozkł 
tła, wychylająca się dopiero z pączka, świeżutka, z cai 
wnemi czarnemi oczyma panienka.'*) 

Łtickicwicz w Petersburgu w imionniku Celiny SzjBi 
nowskićj zapisał : 

') Wsimmmemn, poszyt IV. 

■J Marya Szymanowska mial.i przy sobie dwie siostry: Jll 
i Kazimire Wołowskie i dwie cńrki. 
') Uspomiiienia, jioszyt IV. 
*) Trod:!ona 16-go Lipca 1812 r. 
*J }f spomnii-iiia, poszyt IV. 



- 291 — 

Zaczyna się werbunek. Widzf; zdała: goni 
C^romna ciżba pieszych, butanów, huzarów, 
Niosąc imiona na kształt rozwitych sztandarom; 
Cbcq VF albumie znloiyt obóz różnrj broni, 
8tanie sio! B«;dc; nlenczas siwym bohaterem 
I z żalem rozmy.''laj»c o myi-h lat poranku. 
Opowiem towarzyszom, że na prawym flauku. 
Jam w Wj armii pierwszym byl grenadyerem. 

Młodszćj córeczce, czasem kapryśnej, Mickiewicz morały 
prawił, ztąd wywiązała się ściślejsza znajomośf, stid się po- 
'wiemikiem dziecinnych jćj smutków i miłym mentorem. 
W dopisku do pierwszego listu matki swojej po odjeździe 
Adama dziękowała mu za rady i obiecywała starać sig z nich 
korzystać. ') Matka jćj donosiła podróżującemu, że Celina, 
nie zdążywszy na czas, aby go pożegnać, mocno płakała 
nad zrobioną jśj uwagą : „Ktiż ci prawdę powie ?" -) 
'W pierwszym liście z Hamburga, Adam prosił panng Celinę, 
aby darowała mu wszystkie dawne urazy, a o przestrogacłi 
pamiętna, bo pochodziły ze szczeri^' przyjaźni. ^ Z Rzymu 
2-go Lutego 1830 r., pisząc do Franciszka Malewskiego, 
Adam „dobrćj Pannie Celinie rączki całi^e" dodając : „Sły- 
szałem, że mniój coraz bywa kaprysów, z czego mocno się 
cieszę." *) Młode dziewczę dorastało na pannę i właśnie 
w 1830 r. pewien obywatel prosił o pozwolenie starania się 
o j^ rękę. Czytamy w dzienniku Heleny Szymanowskiej 
pod datą 20 Kwietnia v. s. 1830 r. „E. P. oświadczył się 
mamie o Celinę i został przyjęty." O tym projekcie donie- 
siono Adamowi, który 20-go Listopada 1830 r. dopytywał 
się u Malewskiego czy „piękna dziwaczka nasza już poszła 
za mąż ?^ ") Gdy rewolucya listopadowa utrudniła wszelkie 



■) Korespondencya Adama Mickie, 

•) Ibid. 

•) Ibid. t I. Btr. 44. 

*) Ibid. Btr. 62. 

•) Ibid. Btr. 77. 



— KI2 — 

lUtowne komniiikacTe, Adam iO-go Lutega IS31 r. pisał do 
Maryi .Sz^inanowgkiej : .CelUia już zapewne za mgżem. 
Nie wiedziałem, kiedy za jej zdrowie wypić. Zamawiam 5i>- 
bie do chrztu trzymać j^j syna, choćhy par procwaiin, 
a Helenka z weselem na mnie czekać powinna. Daruj osi 
Pani te pustoty. Lękam sie, aby razem z jakiem! smutneni 
nowinami nie zbiegły sie,** ') Narzeczony paniiy Celiny wy- 
dalił się z Petersburga dla uregulowania majątkowych inte- 
resów. Marya Szymanow>ka umarła, śmierć jej zmieniała 
położenie materyalne ji-j córek. P. E. P. przestał pisjwae, 
a panna Celina żałowała jedynie, że się na charakterze sta- 
rającego się o j^ rękę kawalt-ra, lepiej nie poznała. Sio- 
stra zaś jćj nie posłucłiała żartobliwej rady Mickiewicza i nit 
czekała na jego powrót, lecz poszła za Franciszka )Ialev^ 
^kiego. Po jij ślubie Celina opuściła Petersburg na poczf- 
tku Marca 1832 r. i zamieszkała o krewuycb w Warszawie: 

Szczegóły te były Mickiewiczowi mni^j więcej zaose 
w 1834 r. Ale Morawski dokładniłj wystawił mit stan mo- 
ralny panny Celiny. I ona i .4dam znajdowali sig w podo- 
bnem bardzo D.'^posobieDiu : po doznanym zawodzie, dręczyła 
ich tęsknota. Adam postanowił szukać ^pociechy w damo- 
wem szczęściu, póki można być w domu;" -) oświadczył nicc 
że jeżeli panna Celina przyjmie jego wezwanie, to ją d» 
ołtarza poprowadzi. Daty podaje nam dziennik Heleny Ma- 
lewskiśj : „P. Morawski przyjecliał z Parj'ża 19-go Lntegt 
n. s. z wiadomością, że Mickiewicz się żeni z Celiną. T^oJ 
dnia list od Celiny, 2e pójdzie za Mickiewicza. 2I-go pisa- 
liśmy do nitj." F. Morawski, opowiedziawszy, że panag 
Helenę Szymanowską, wychodzącą za przyjaciela swoj^ 
Franciszka Malewskiego, do ślubu prowadził dodaje : „Nie 
prędko już potem w Paryżu, młodszą jćj siostrę Celinę wy- 
swatałem za Mickiewicza wygnańca i tym sposobem d«d(k 



'j KoresponiUnaja Adama Mickien-icza i. I. str. 80. 
»J Ibid. Btr. UH. 



■ I 



iobych i nierozłącznych przyjaciół więzami powinowactwa 
iślój jeszcze pomiędzy sobą złączyłem." ') 

Celina Szymanowska opuściła Warszaw- w towarzystwie 
zynki swojćj Laury Brzezióskićj. Dziad i babka jśj, pod 
ieką których żyła po zgonie rodziców, nie odważyli się 
•o%vażnić jćj wyraźnie do wyjścia zamąż za Adama Mickie- 
cza, ale „polegając na znanym ju2 dojrzałym rozsadka 
prawym Fposobie myślenia swśj wnuczki, oraz pewni bę- 
ic. że wybór przez nią, męża padnie na osobę, która jćj 
zjszle szczęście i przyzwoity sposób do życia ze wszech 
iar ustalić zdoia, na zawarcie związków małżeńskich podług 
yboru tejże wnuczki" z gÓry zezwolili.*) W sztambuchu 
?liny Szymanowskiśj dziad jij i babka Franciszkostwo Wo- 
wscy wpisali ostatnie błogosławieństwo i życzenia 24-go 
aja 1834 r. W Dreźnie zatrzymała się dla widzenia sig 
Odyńcem. W j^ sztambuchu Odyniec znalazł wiersze pi- 
ne 14-go Maja 1829 r. w Petersburgu:*) 

Ach! jali ezczcŃliwe dni rycblo płyną 

Panno Celino 1 
Tydzień jat temu, a zda eii; przed chwilą 

Don Alonzo Truchilo 
Miat szczęście pozoać panią, a dzisiaj 
We Wtorek 
Jui ostatni wieczorek, 
Który jeszcze przepędzam w przyiemseiu pad kolo, 
Przy tym okrągłym stolo, 
Gdzie wczoraj z Mictiewiczein do godziny pierwszej 
^Y nocy, deklamacyą rozmaitych wierszy, 
Kie wiem czyiimy bawili, czy nudzili panie; 
Dosyó teśmy pełnili wszystkich pań lądanie. 



1) Wsponutienia, poszyt IV. 

♦) Dodatek pod numerem X. 

'} Panna Celina posiadała dwa sztambuchy. Odyniec w Pe- 
rsburgu zapisał się aa jednym i na drugim. Jedne jego wiersze 
ulaliśmy w I. tomie atr. 364, drugich nie pomijamy, poniewa£ rta- 
iwią dokument biograficzny. 



SEkoda tego wieczorw; Mickiewicz w t<5j porae, 

3Toie idę jni z Kronaztadu wybiera aa. morze. 

Niech gG Pan Bóg Waieclimocny ma w awojćj opiece^ 

Niech go Pirosltaf azj-bko niesie ku Lulwce. 

Ja rano jutro pocztij do Wilna polecę. 

Kiedyż sic obnczymy? Na próżno aic pytam. 

Nikt nie wie, lecz nie piertvćj skończę ten wiersz... 

Antoni Kdward Odyniec. 

W Dreźnie Odyniec dopisał tylko te słowa: 

Witam I ! 1 
1834 r. Czerwca 4-gP Drezno. 

„Celina stangła w Paryżu 29-go Czerwca."') Wysia- 
dła z dyliżansu znudzona drogą, zakurzona i niemało za- 
kłopotana po kilkoletniem nic widzeniu się z Adamem. Adam 
zmienił się bardzo od Petersburga. Oboje przywitali ac 
cliłodni^j, niż si§ tego spodziewfda towarzyszka CMiny, 
Laura Brzezińska. Panny Szymanowska i Brzezińska zaje- 
chały do swych krewnych p. p. Wołowskich, *) Ci zastąpili 
suknie niemodnego kroju warszawskiego paryzkiemi str^jana. 



') Dziennik Heleny Malewskit'). 

') Franciszek Wołowski, urodzony w Warszawie 1786 roku, 
wielkiśj wzictoeci adwokat przed rewolucyu listopadowa, po rewt- 
Incyi poael do Hejmu „tnech synów, jeszcze niedoroslych odd&l do 
wojska i wystawił ditieiui^iu jeźdźców z kompletnym rynsztakiem 
i na pierwszo) ^esayi eejmowfj z dnia 18-go Grudnia 1830 r. ri»- 
Jyl 20,0(XI »1. dobrowolni)] ofiary," (Życie ś. p. Franciszka fft^tm- 
skiego, drputOKantgo na sejm KrółesMa Pohkugo, czytane na pom- 
dzeniu Towarzystwa literBckiego poUkiejro w Paryiu dnia 16-fo 
Maja 1844 r, w 8-cc Par}'ż 1^44 r.) Po upadku powstania Fnno- 
Bzek Wołowski emigrował z całą rodzina, W Paryżu byl za nkcnt- 
plytuowaniem aejmu za granicii. Należał do Kałożydeli Towanjatn 
literackiego. Zgasi 12-go Lutego lS-14 r. Koledzy jego seimom 
wezwali rodaków do uczczenia jego pamięci pomnikiem, ktćry icj' 
stawiony został lL'-go Maja 1844 r. na cmentarzu F&re-1a-Chu« 
z napisem ulolonym przez Bohdana Zaleskiego: „Hpółrudacy, spól- 
wygnańcy. Pamiątce ol)ywatelBkich polskich laalug Francisikim 
Wołowskiemu XIII roku emigracyi, kamień ten położyli." 



anna Celina wyładnif^ft' jeszcze od wyjazdu Adama z Pe- 
rsburga, zmieszanie j6j nie dliigo trwido, tyle wspólnych 
spomnieó łąc2yło ją z Adamem ! Pozostawało im prze- 
eż do zbadania, czy spotkanie się nie zmieni ich uczuć 
zajemnych. Fanna Celina wychowana w rodzinie przejętćj 
ijwyiszą czcią, dla Adama, widziała w jego wezwaniu wol§ 
eba. Adam poszedł był za głosem wewnętrznym, wynu- 
lenia się ich potwierdziły tylko gotowość wspólnego dzie- 
nia wszelkich kolei życia. Że Mickiewicz prędko wzi^ł to 
ostanowienie, o tem świadczy fakt, że Pani Helena Malewska 
isze w swoim dzienniku : „Mickiewicz oświadczył się Ce- 
nie drugiego lipca." A że nie przystąpił bez należnej roz- 
agi do podobnego oświadczenia, dowodem jest własne jego 
powiadanie Eustachemu Jacuszkiewiczowi : .Kiedy pomy- 
ałem o małżeństwie z Celiną, zrobiłem przed nią nąj- 
iczersze z całego mojego życia wyznania i do takićj otwar- 
)ści ją wezwałem. Bez takiej szczerości w życiu wspólnem 
ie masz podobieństwa jakiegokolwiek szczęścia." *) 

Po t^j spowiedzi, Adam i Celina już się o nic więcej 
ie troszczyli. Adam bywał codzień u Franciszka Woło- 
skiego, byłego posła sejmowego ; Celina Szymanowska z ku- 
ynką swoją Olesia Wołowską grywały mu na fortepianie 
łlemi wieczorami i nie śpieszył się z oznaczeniem daty 
łubu. Ale Państwo Wołowscy przyjmowali często rodaków 
siebie, obecność Panny Celiny, codzienne wizyty Adama 
ie mogły ujść uwagi ciekawych. Domyśliwszy się prawdy, 
iektóre panie zaczęły ubolewać nad tera, że poeta łatwo 
nalazłby świetniejszą i bogatszą partyą. Księżna Kune- 
unda z Giedroyciów Białopiotrowiczowa szukała już kogo 
o zastąpienia Panny Celiny, gdy dowiedziawszy się o jćj 
lotkach, p. Franciszek Wołowski napomknął o tem Ada- 
lowi, zapytując go, czy ma jakie powody do zwłoki. Adam 
midi się z gadatliwości ladzkićj, która nie zostawia narze- 
zonym pożądanćj swobody i obrał na obrząd ślubny dzień 



'} Z rozmów spisanych przez E. Januszkiowicza. 



— 296 — 

32- go Lipca. Świadkami jego bvli: Aleksander Jetowidi 
i Ignacy Domeyko. Do Domeyki pisa! 21-go Lipca: „Puue 
Ignacy. Jutro miii ^lub. Masz tedy ubrać się pięknie ire 
frak i przyjść o pól do dziewiątćj z rana do Zana, a z nim 
przed dziewiątą do Wolowskicb, zkąd udamy się na ce- 
remonią. Nie mów o tem nikomu i pamiętaj nie spóźnif 

Dał tego2 dnia Adam zabawny dowód roztargnienia. 
„Wyszedł, pisze Jaiiuszkiewicz, wcześnie z domu przy ulicy 
Pćpiniure, a cała rodzina i przyjaciele dali sobie rmdet-vo\ii 
w domu pani Tekli Wolowskiiy, zk^d wszyscy mieli się udać 
do kościoła. Czekano nadaremnie na Adama, przygotowano 
mu wszystko do ubrania, a ?.e on niósł w kieszeni klucz od 
mieszkania, gdy Rodzina zbliżała się, wszyscy już bjli u Pani 
Wołowskiej. Adam wraca na me Pśpiniere, dzwoni, nikt 
mu nie odpowiada, a zapomniawszy, że ma klucz w kie- 
szeni, przyjeżdża do mnie na nie des Marais Saint-Germaio 
i znajduje mnie ubierającego się. Ubiera się w mój frak. 
kamizelkę i chustkę białą i jedzie do Wołowskich, ja natu- 
ralnie już na ślubie być nie mogłem."-) 

Ślub odbył się w kościele Saint-Louis d'AntiD ■) pny 
ulicy Canmartin. Świadkami panny mlodćj byli: wiy jij, 
doktor Stanisław Wołowski *) i J. U. Niemcewicz. Obrządkn 
ko.4cieInego dopełnił ksiądz Szymon Skórzyński. *) Weselna 

') Kari-siioiiilenct/a Ailnma Mickiettiaa tom I. str. 146. 

°) / listu pod (latii 21-go Lipca IS74 r. do WUdf a lair& Mic- 
kiewicza. 

') Dodati^k jiod numerem XI. 

*) Stanisław \\'olo«-ski byl przed rewoliicyą naczelojm Ida- 
rzpin prz.Y szpitalu ^iv. Diiclia iv Warszawie, a po rewoincyi ntcal-' 
njui lekaritetn przy głównym sztaliie, dowodził alulbą chirnrgiciDł 
w lli-tu bitwach, ranę odoiiisl pod (.irocliott-em. 

^) K«iiiidz ^zymuii Skorzy ii siei, rodeni a Zamościa, odbft 
kampania ItJSl r. jako kapelan legii litewsko- wołyńskiej, otnymił 
Łrzyź zloly liruiii mi/iiari. od jilaja ItiJS r. znalazł omieBzcioua 
przy kościele Saint Louis dAntin {Kronika emigracyi pcltkUj t. II 
str. 203.) 



— 297 — 

nczta odprawiła się o państwa Wołowskich, którzy wówczas 
mieszkali przy ulicy Richelieu 65. Zajechawszy do Wołow- 
ekicb, Celina Mickiewicsowa zawiadomiła listem dziadunia 
i babkę, że już po ceremonii. Adam przypisał sig w kilku 

- riowach do listu *) żony : 

i „Paryż 22-go Lipca 1834 r. 

[ „Jako mąż Celiny, całiyg rączki kochanego dziadunia 

[ 1 drogiej babuni. Panny Julig i Kazimirę-) serdecznie ^ci- 

I skarn. 

Ada m." 

Państwo Wołowscy przypisując się do listu pani Mic- 
, kiewiczow^j dodawali, że „weteran poetów polskich J. U. 
' Niemcewicz prowadził ją do ślubu i wraz z damami i kilku 
',' przyiaciołmi państwa młodych za zdrowie nowożeńców toast 
; spełni. " 



') Paiyf 22 go Lipca 18^ r. o --git'j po południu. „Mani so- 
bie la DajświętsEj i najmilszy obowiązek doDieśu imjdrołitzćj babuni 
' i dziadionowi, łe w tćj chwili wróciłam z kościoła do kochanych, 
dobrych p. f 'ranclezkAw, *) ktCrzy mi tutaj reprezentowali dom ro- 
.. dzicielBki. Oprdcc hilkn prijajciól Adama, którxy z nami dzień 
[ przepędzą, innych gości nie b<fdzie. Idąo do ołtarza, myślałam 
; O wazystkich nieprzytomnych osobach, ktdre z duszy kocham, a od- 
ebodaąc o Eazi**) i wazyntkich naszych krennych; kochaną Julią'") 
X serca pozdrawiam i podług jój życzenia mieliśmy po dukacie, 
«h]eb i cukier przy sobie. Juź czas odeslad liet na poczti;, dla tc{^ 
nie mc^ dziś pisać tak obszernie jakbym chciała, liaczcie, kochani 
pkńatwo przyjąć zapewnienie dozgonnśj wdzięczności i przywiązania, 
0^ familią mamy i papy proszę uwiadomić i z serca odemuie po- 
. sdiowić. Helenęt) i Romualdaft) śiiiskam z duszy. 

Posłuszna wnuczka 
Celina Miokiewiczowa. 



•) Wolowikich. 




••) Kulmin WoKinkł. 




•••) JnlU Wolowiki. 




t) RalMi* »>l«nkt. 






ikL 


»} Wołowskie. 





- 2S)8 — 

Wiclkit! bjlo zdziwieoie przyjaciół Mickiewicza nieiŁ- 
micszkalycli w Paryżu, którzy o jego postanowienia dowie- 
dzieli się dopiero po dokonanym ślubie. Przed Eąjsietii- 
czem, osiadłym wówczas w Anders, tak sig Adam thunaczyi: 
„Lubiłem ją, pisał o żonie, niegdyś jako dziecko dobre, 
żywe i wesołe. KozsŁaliśmy sig nie przeczuwając, ani pne- 
widując, że sig kiedyś spotkamy. Celina utraciła rodziciiir, 
moje ożenienie z inną osobą do skutku nie przyszło. Przy- 
pomnieliśmy sobie dawną długą znajomość^ prz^eclu^ do 
mnie i zaraz poszliśmy do ołtarza. Nikt o tern z moicb 
przyjaciół nie wiedział do ostatnićj cliwili, możesz eobie wy- 
stawia ich zdziwienie ! Ślub mój przez kilka dni przerwrf 
w Paryżu dysknsye polityczne i ledwo nie tyle ząjmowtf 
nowiniarzy, ile przyjazd Lubeckiego."') 

O zdumieniu emigracyi świadczy złośliwa wzmianki 
w liście Słowackiego: „Prawdziwie nie mogłem wienji 
zrazu, gdy mi o tern powiedziano, bo ten Adam to czystf 
szczep sucłiy. . . . Nie lubi nosić guzików rzędami osadio- 
nych na sukni, ale je obrywa, gdy są do pary."-) yiiiit, 
że Słowacki przypisywał parzystości guzików wpływ de SffO, 
kobiece. 

Książe Lubecki przyjeclial byl do Paryża w potomP 
Lipca dopominać się od rządu Ludwika Filipa, w imiesa 
Mikołaja, sum pożyczonych Francyi przez Wielkie Ksigitn 
Warszawskie.^) Cała prasa emigracyjna tylko o tern pis^ 



') Kares/iuiiiletici/a Adama Mickkfmcza t. I, atr, 146. 

»j List do matki str. I'j0. 

') Wielkie Księstwo Warszawskie ponioeto było od IWB fc: 
(lo upadku Napoleona znaczne wydatki, które cesantwo fntiicnłh 
zobowiiiznne było zwrócić. Kongres wiedeński unat wainoić tjA 
zobowiązali, komianya ItkwidacyJDa zajmon^J* się tą Bpr>v% f 
wyliui/hla rcnolucya listopadowa. Eaiążę Lubecki chci&I dowctI 
mierze rozpocząć pertraktacye, ca co gabinet Toleryjaki nie lA 
utai. {Sur les cri'aaces riidamees lie la France par la Ruttie mi N 
(/u Rii^uiime ile Polagtie przez N. Kubalskiego w zes^cÓB XIX |i 
zety te Polonftis, Paryż 1835.) 



Tedni proponowali, aby domagać sig wypłaty tych długów 
lie Łabęckiemu, lecz emigracyi, jako jedynćj prawśj przed- 
tawicielce kongresowej Polski, drudzy głosili, że Łubecki 
lamierza traktować z Czartoryskim o amnestyi dla tułaczów. 
Przypuszczać wolno, że wieści rozpuszczane o ślubie Mickie- 
ricza nie były mni^j nadzwyczajne, ale gdy żadne pisemko 
migracyjne ich nie powtórzyło, s% one stracone aa zawsze 
Ja historyi anegdotycznćj wycbodźtwa. 

Mieszkanko, do którego Adam żonę wprowadził na 
ae de la Pćpimere pod Nr. 160, znajdowało sig wówczas 
rawie na przedmieściu. „Mamy, pisała Celina do siostry 
leleny, ładny domek, gdzie nikt nie mieszka, tylko gospo- 
larstwo i my. Mało bardzo wychodzg, ty wiesz, że mój 
*&a nie lubi wizyt, ani etykiety, ale mamy przyjaciół, co 

nas nie zapominają,. Pac wyjechał z córką na kilka mie- 
iccy do Włoch, na ten czas zostawił nam swój fortepian. 
łędę dużo muzykować, tem przynajmniej mogę rozerwać 
:ochanego Adama." ') Mieszkanko składało sig tylko z trzech 
lofcoi. Mickiewiczowa nigdy przedtem domem nie zarzij- 
Izała, w obcem dla nićj mieście nowy ten obowiązek musiał 
tyć kłopotliwy: „Moje małe gospodarstwo, pisała ona 2l-go 
lierpnia do ciotki swojśj Julii Wolowskićj, które z począ- 
Ini zawsze jest tmdne do prowadzenia, tak mnie zajmuje, 
e większą czgść mego czasu poświęcam na nie. Nie mogę 
ię przyzwyczaić, żeby się rządzić zupełnie sobą i was się 
I radę nie pytać, czasem wychodzę do drugiego pokoju 

wołam na którą. Mieszkanie mam bardzo przyjemne 
r ogródku, ze ^żą,c^ nie bardzo jestem kontenta, po na- 
^ch tutejsze wydają mi się wielkie damy, wszystko mi się 
daje drogie. Żyjemy z wielką oszczędnością, a jednak dość 
rydąjemy." Naturalnie, że tęskniła za dalekiem rodzeństwem: 
,Nie uwierzycie, jak mi bez was tęskno, zdaje mi sig, żeśmy 
iię już kilka lat Diewidziały." Listami zwyczajną drogą wysy- 
anemi bała się narazić krewnych : „Przez pocztę pisywać nie 

') Korespondentya Adama Mickiewicza t I. atr. 149. 



— 300 — 

sposól), trzeba korzystać z okazyi, którą wam podałam." Sie. 
pnYDOść wszelkich komunikacji listowych z krajem, ima- 
sikała do iMkoiiiziDu: „Co watn po szczegółach, najbardziej 
wam idzie o moje szczęście, a. o to możecie hyć spokojai. 
Adam bardzo sig wam kłania, a babuni i dziaduniowi całaje 
niczki wraz ze mną." Adam o sobie nie mnićj krótko do- 
nosił przyjaciołom. ,.Itozwodzić sig, pisał w Sierpnia do 
Odyńra, nad tera;!nigszem szczęściem jeszcze zawcześnit 
Tyle ci powiem, że od trzech tygodni nie bjlem ani razn 
w kwaśnym Immorze, a często czułem się wesoły i pusty, 
jakim od dawna nie byłem, życzcie tylko, aby tak zawsze 
było. Celina IH powiada, że jest zupełnie szczęśliwa i cie- 
szy się jak dziecko. Od rana Celina robi kawę, potem niby 
tu gospodaruje, krgci się, świegoce i i^mieje się a2 do wie- 
czora. Wieczorem dawna kompania, Domeyko i parę iunrch 
osób czasem zaglądają do nas. Ale jeszcze moi znajomi nie 
zupclnif przywykli do mojego nowego mebla: trochę ieno- 
wani. I'owoli jednak wrócę do dawnego trybu życia, zaong 
coś i-obić, bo przez cały ten czas próżnowałem i u2yw^em 
tylko życia."') Najzupełniej tlómaczą jego usposobienie rady, 
których udzielał w Grudniu 1832 r. Odyócowi po jego'Slabi& 
„Gołąbka twego słyszałem, że trwoży przyszłość i że ty san 
się lękasz D nią i myślisz zawi:ze o juirze. Fi Edwardzie I 
Nil.' skorzystałeś z mego towarzystwa. Czy mię widzialei 
kiL-dy oglądającego się na jutro ? Gdybym miał kochającą 
żonę, zdaje mi się, że nie myślałbym nawet o następu- go- 
dzinie i cały oddychałbym teraźniejszością." *) W tym ss- 
Diym duchu pisał do brata Franciszka o sobie i żonie: „Cho- 
ciaż oboje nie mamy majątku, i)óki żyję będziemy mieli ki- 
wał chleba. O przyszłości wiesz, że mało myślę, wcale ni 
to nie truje szczęścia, że nie wiem, jak długo to szczęjcis 
IHłtrwa. Celina jest żoną jakiej szukałem, śmiała na wszy- 



') Kormiioniićiiaja AJama Mickiewicza t. L Mir, 150. 
'J Ibid. dtr. 101. 



stkie przygody, przestająca na małem, zawsze wesoła." ') 
Mickiewicz uważał troskę o jutro jako brak ufności w Opa- 
trzność, prędko młoda para zaczęła pasować się z trailno- 
ściami maŁeryulnego 2ycia, które nigdy nie zdołały ani zmie- 
nić poglądu poety na ich podrzędność, ani pozbawić odwagi 
tę, którą wezwał, aby dzieliła jego „los niepewny." ^) Panią 
Celing wciągnięto zaraz do dwócli towarzystw emigracyjnych: 
do Towarzystwa dobroczynności dam polskich, zawiązanego 
l2-go Marca 1834 r. pod prezydencyą ksigżnój Czartoryskiły, 
w którem do końca życia czynny brała udział *) i do towa- 
rzystwa politechnicznego polskiego, które się wkrótce, bo 
w 1836 r. rozwiąz^o. *) 

Mickiewicz żeniąc się, nie posiadał żadnych stałych 
dochodów, zapasu w pieniądzach prawie nie miał a Celina 
oie była bogatsza od niego. Wyprawa i klejnoty po matce, 
dość wprawdzie kosztowne, stanowiły całe jej mienie.'^) 

Poeta mniemał, że zabezpieczył sobie na kilka miesięcy 
byt materyalny. Z wydań warszawskich i poznańskich ze- 



') Kortspondaneya Adama MkkieimcTa t I., str. 1-lS, 

') Ibid. stc. 143 

') W pierwezem sprawozdaniu, ogłoBzoncm w 18^j5 r. pani 
Mickiewiczowa Knajdujtj bIij pomiądzy o narodowcami, wniosła bowiem 
25 franków, w JMlenaatem sprawozdaniu z 1H4>; r. i w iwetępnych 
at do dwudziciitegD pierwazego ogłoszonego w 1356 r. wymieniona 
W spisie członków Towarzystwa. 

*) Dodatek pod numerem XII. Towarzystwo politechniczne 
polskie, zawiąz&ne pod prezydencyą jenerała Rema, rozpoczęło swe 
czynności 15-go Marca 183& r., ogłosiło zdanie sprawy w 1836 r., 
miało na celn przyjście w pomoc wychodźcom przez wyaiukanie im 
z»ięć odpowiednich ich zdolnoiciom i do Marca 183<) r. rozporządziło 
Kiltnmą 11,480 franków. {Łe Połanais t. VI. str. 492). 

"} Donosząo rodzicom o awoim zamiarze ożenienia się z He- 
leną Szymanowaką, Franciszek ^lalewski pisat: ,JÓj fundusz po 
uczynionym teraz przez jenerała Grabowskiego podziale miedzy jój 
drugą siostrę i brata wynosi do OOO r. w wyprawie, kobiecycłi 
klejnotach i sprzętach." Celina mogta mieć trochę więci^j, poniewai 
ojciec )^j zostawił kamienicę, przypad^ącą na dwoje dzieci z pier- 
wszego, a troje z drugiego luaŁteństwa, 



— 302 — 

brato sic ''•"'^ tysięcy franków u Odyńca, który w DreiiDB 
wziął był im siebie pienigźae interesa Adama. Odyniec dh 
oszczędzonia Mickiewiczowi kosztów przesyłki, powierzył tn; 
tysii|cu kilka set franków pcwnomu wielkiemu pana, a ten 
po drodze; zgrawszy się w Niemczech, grosza Adamowi nie 
wypłacił. Adam a konto tój sumy sprawił sobie meUe, 
strata jej na samym wstgpic pożycia małżeńskiego była do- 
sem liolegliwszyni jeszcze, niż w 1830 r. baakructwo Bańit- 
zaiii 't Dowiedziawszy się o doznanym przez niego zawodzie, 
książę Adam Czartoryski i J, U. Niemcewicz porobili pewne 
kroki, aby poruszyć sumienie niefortunnego gracza. Grosn 
nic zwrócił i Adam opowiadając ten szczogół, po dhigui 
latach nic chciał nawet córce nazwiska jego wymienić. ') 

■\V Sierpniu niial mile odwiedziny Bernardostwa Poto- 
ckich w przcjeźtlzie do wód pyrcnejskich, nakazanych P«m 
Klaudynic dla poratowania wątłego Jćj zdrowia. Poeta spo- 
ilziewał się, że Pani Klaiidyna na Paryż WTacać bcdit 
„Tu, pisał do niój, bardzo szczerze i mocno Panią kochamj, 
może wiccój, niż gdziekolwiek. Na rMt de ta Pepiniere go- 
tiyeniy wielkie fety na przyjazd Pani, bgdzic żupa kwaćni, 
kurczęta i nawet dla Pani pul butelki wina szampańskiego, 
aby jii! rozweselić, bo gdzież teraz zualcźć wesołość V "*) 
Donosi iii] w tym samym liście o burzy, wywołanig uległo- 
ścią żuny, która za jego konceptem pokazała sig w Icapelo- 
szu męzkim. „Familia żony przysłała do mnie urzędowi 
depntacyą, protestując przeciwko takim abuzom wlad^mt- 
^owskiej-" -') I w drobnych rzeczach mało dbał Mickiewio 
u światowe przykazania. Pani Klaudyna odpowicdzi^a ma 
13-go Września, żartując z bezprzykładnego mężowskiego 
bzahi, kazać żonie chodzić w takim kapeluszu, o któryś 
żurnal mód nigdy nic pir^ał. , Przypominam się panucd, 
dodawała, męczennicy pańskićj, życzg jćj, żeby sig nie zbrt 



'J 'A oponititluri Mickiewicza Htiirazi-j c^rce. 

") A'umtpoti'tciici/11 Aitama Michien-icza t. 1. atr. 1G'J, 

') Ibid. 



cieszyła tern, co w nićj chwalić htd% i nie zważała, jak jćj 
doświadczać przyjdzie, że i ona wszystkim dogodzić nie po- 
trafi" i przyrzekała nauczyć ją kapuśniaku pyrenejskiego, 
jeśli rzeczywisty talent w niij postrzeże. *) Nie zdaje się, 
aby Pani Klaudynie udf^o się znów zawitać na rue dc la Pó- 
piniere i już się poeta 2 nią nie spotkał. 

„W końcu Czerwca, pisał Bohdan Zaleski, odbijał sig 
w drukarni ostatni arkusz Pana Tadeusza i jednocześnie ja- 
wiła się w Parj'żu panna Celina Szymanowska, twoja Wła- 
dysławie i twego rodzeństwa przezacna i ukochana matka, 
a która niebawem po ożenieniu się z nią ojca, stalą się 
i nam, jego przyjaciołom, milą i drogą siostrą." -) W po- 
czątku więc Lipca rozeszły się pierwsze egzemplarze nowego 
utworu Adama.*) W Kwietniu zaś wyszło w osobnym tomiku 
tłumaczenie *) przejrzane przez niego urywków z Dziadów, 
o którem Dawid d'Angcr8 pisf^ do niego : „Nie masz czego 
obawiać się tłumaczeń, bo gieuiusz zawsze może być prze- 
łożony na inny język, tylko płodów dowcipu przełożyć nie 
można." ^) Tłumaczenie to wywołało sprawozdanie w odcinku 
pizeglądu le Cabinei de lecłure. *) „Kie dbający o chwtdg, 
pisał recenzent, przynajmniej chwilową chwałg, Mickiewicz 



') korespoadeticya Adama Mickiemicza t. III. atr 191. 

*) Lut BoMana Zaleskiego do syna Adama str. XXV. 

*) Jmimal de la libraińe ogłasza Pana Tadeusza „cleiix yulutiicB 
in 12 ensemble dea 23 fcailleB ■/, plus DnegruYiire. Iitipr. <lc Pinard 
E Paria prix 12 fr.," w numerze 28-go Cierwca 1834 r. 

*) Dziady ou la fiie des morls, poi!me Iraduit du potuimi^s 
d'Adam Mickiewicz. 2-e et 3-e parties, in 10 de 5 fcuillos 3,4 luip. de 
Fiaard. A Parie chez Cl^tienne. Burgaud des Slareta wydal naj- 
przód flwćj przekład w dzienniku le Pulonais. Mickiewicz napi«il dla 
niego ezkic przedmowy do osobnego wydania; tłumaczenie do togu 
stopnia przerobił, że Burgeaiid des Marets uważając, 2e uio uoże 
przyznać aic do przekładu nic podpisał się. {Melanges {losllmmes t. II. 
etr.' 211.) 

^) Korespondenqja Aitama MickieKiaa t. IQ. str. 192. 

0} Nr. 8ó5 0-go Września lS3i, str. 14—16. Przegląd ten 
podiU ^^ciągi z owego tłumaczenia. 



— 304 — 

rozproszył sv'c pienia według holei życia tułaczko, bnn po- 
litycznych i wygnania. Osiągniemy nasz cel, jeżeli obudńmj 
w tych, którzy Mickiewicza nie czytali, chęć poznania tego 
jedyncgi) w swym rodzaju poety. Na uwielbieniach potom- 
ności nil.' hgdzie mu zbywało, ale miło nam oddać mu hołd 
wprzuii nim sig olworzą oczy tłumu." Prassa emigrarnnt 
wyłącznie znjgta wewnętrznomi swarami altio pominęła /*apis 
Tadeusza, fllbo oceniła go surowo, ale poza sferą tułaczy zk- 
hlepionych korni ti.'tomanią, wrażenie było ogromne. Słowacki 
w lińcic do matki pod datą 18-go Grudnia 1834 pnyznaje, 
żo „iieroina pooniatu, choć gęsi pasie, ma jaką^ w sobie świe- 
żość dawnych opisów" i chwali przedewszystkiem opis łowca 
dmącL-fio w róg myśliwski i żyda grającego na cymbrikach.') 
>^ygmuiit Krasiński pisał 30-go Października 1834 do Ga- 
szyńskiego, żo „Pan Tadeiis: jest epopea drobnćj BzlacJit]r 
naszój." -) 

W pierwszym wierszu Pana Tadeusza słowa : Litwo, 
ojczyzno moja! wywołały ze strony Stefana Witwickiego^ 

') Jtorfffw/ciirya t. I. str. 57, wyd. 18S2 r. 

't .,)[ii'kicuicz, kii'iri^^o irierszo cala nasza mlodziet nmie ni 
piimii;^ i kl/iry po IsiemcoiYtczu, jflbo obyczajem kaplaiiatwa »ta»- 
źyinydi, /ostnjc k l'o\3xvic wieiitczem i piastunem narodowym, I7 
uriikłcm HAyirli pieśni wychował duolia w pokoleniu nadchodzącem; 
jali/R iia|irzyl:lail zaczyna ustatnie swoje dzieło: 
Litwo! Ojczj-zno mojal 

„Pniwilziwie d/iwne to poety roztargnienie, jakiemu faden FuUk 
□io uwierzył i nie nwitrzy. Nie masz bowiem z nas ladii^;o cobj 
nie wicrtziat, że ojczyzna twi'ircy Gratijny i iV'aiUm-oda, dla ktćf^ 
on Oli nnjtiierws/6J sw6j młodości ponosił wiezienia, wygnania i diii ' 
cierpi iiitnetwo, je^t nic ten lab ów kawałek Polski, ale eaia /Udia 
Nic mdfrlże to .Mickiewicz zawołać: Pofstn! 0/ciyzno moja.' TakiM 
wylącznem opa.iywaniein ti^ litewazczyzni) grzeszy on dwojako: i» 
jiamprzńd, że mimo swi') płii?ci i wieiizy zasiewa śród braci kąbl 
prawiDcyałizmii i powtórc, ie swoim przykładem wciąga do t^ 
mtodszycli pisarzy. Tym spodobcm biedna PoUka nie wyjdzie Bt- 
gdy z rozbiorów. Już Moskal, Prusak i Auattyak rozabiali ją pv 



(Skarżenie o prowincyonalizm. Niewinna figura retoryczna, 
która brała część za całość, nie zasługiwała na tyle krzyku. 
Dla czegóż jednemu Mickiewiczowi miało być wzbronione 
Ożycie Bynekdochy, uprawianćj przez wszystkich poetów? 
W poezyi powtarza się Ło samo, co w kościele, gdzie jedni 
błagają Zbawiciela, a drudzy modlą się wyłącznie do Serca 
Jezusowego. Mickiewicz upatrywał w ukocłianćj Litwie serce 
Polski i wypowiadfd jej miłość swoje dla calćj i nierozdziel- 
U^ Ojczyzny. 

Inny krytyk oświadczał, że „dopiero autor Pana Ta- 
^€tu:a jest poeitf polskim w pciaem znaczeniu tego wyrazu; 
tu umarł poczyną;ąqj pisarz romantyczny, a narodził się 
Ałlsm Mickiewicz." ') Ale krytyk ów, który do Pana Taće- 



s^roJBmu; jeszcze nie dostawało, iuby sami Polacy zaczęli ją aiekać 
^ Toibieraó na coraz drobniejsze cząstki, na jakie- maleńkie ojczyzny 
* ^wałeczki. Kto wie, może nie za<Uiigo, który uowy poeta, naśla- 
dując niby Mickiewicza, zacznie jaką epopeję od tych alCiw: „O zie- 
^-*>io Czerska! Ujczyzno moja! ty dla mnie jesteś wazystkiem na 
^"^iecie i t. d," albo: „O powiecie Latyezewski! Ojczyzno moja!" 
-"Toże oawet, chcąc być zupełnie nowym, napisze według nowych jw- 
^~adal6w: „O gubernio llińaka!'' albo: „O gubernio Kijowska! Oj- 
^^^syzno moja!" i t. p. Chociaż ja to piszę, być bard):o może, ił jaki 
-^^cdolak, Ukrainiec, czy Litwin, dla tego jednak nic odstąpi od 
I*Kiyjct«go zwyczaju i owszem umyślnie na dowód, że to nie jest 
-'^Sc złego, będzie i na przyszłość podawał za swoje ojczyznę wyłii- 
^^^uie Podole, Ukrainki, albo Litw^'. Takiego godzi eiq zan^^zaau 
^^itrzedz, ie katdy czA'telnik rozsądny poina co slusZnośt', a co upńr, 
* ie lepii^j jest ras si^ zapomnieu przez mimowolne aiedopatrzeiiio 
^^^, aiteli ciągle zawiniać przez pychq miłości własnej i chęć posta- 
^*"Senia na awojem." {Tfienory Pielgrzyma, rozmaitości moralne, hura- 
'^^cie i polityczne. Zeszyt dmgi w 8-ce Paryż 18£W str, 50— ótt.) 

■) List do redaktora Wiadomości z powodu dzieła P. JI. Cir. 
OMichala Grabowskiego}. pod napisem: Lileratuia i krylyka w Nr. 21 
^*iia 16-go Sierpnia 1837 r. gazety niadomośei krajomć i fiiigracyjne, 
*■*»!» hitloryczte i liUracJrie str, SiJ— 01, Krytyk napadał na szkolę 
^^Muntyciną: „Mickiewicz stworzył n nas szkolę: co mówi za jśj 
^k&jliiośdą, to te naczelnik wyszedł na mi^^trza, zmieniwszy kierunek, 
^ nuniowie... Bo£e zmiłuj się. Uleliśmy byli BoiwiailaijiisMeyo, 

JW JifsH MieUmitaa. Tom IŁ 20 



— 300 — ■ 

u,i:a uważał Mickiewicza za pisarza poczynającego, przjma- 
wał tym początkom większa wartość, niż ostatniemu poenu- 
towi ; przyznając bowiem, że Farys i Sonety Krymskie są je- 
diiemi z najpiękniejszych kwiatów poezyi polskiej i 2e&' 
„dal uam utwory arabskie lepsze, niż wszystkie Moallaki za- 
wieszone w Kaabie," dodawał : „Co dziwniejsza, Mickiena 
syn cywilizaeyi polskiej, mimo źc pisał dzieła wyższej wagi, 
nie dał nam uic z polskiego gruntu, coby niosło na sobie tg 
ci^chę doskonałości, odbitą na Parysie i Soyttłacb KrymkiA, 
uważanych juko poezye wschodnie. To tłumaczy się nator; 
talentu Mickiewicza, który grzeszy zawsze w rozmiarze, i 
kowaniu, a ^lepi połyskiem: niedostatki i bogactwa sUno- 
wiącc właśnie cechę rodzajową poezyi wschodu.*' ') 

Cudzoziemcy, w braku tłumaczenia, nie byli w stule 
ocenić Pałui Tadeusza. Emil Haag, pisarz protestancki, śli- 
nowi pod tym względem wyjątek, ale zaczął był zawód słijj 
od nauczycielstwa w Polsce. „Bug, pisał on, nie odmO«3 
daru gieniuszii narodowi, którego obdarzył Mickiewiczem... 
Nic nie ma górniejsżego w wyrażeniu boleści i botiaterstn 
od strof jego do Matki Polki." *) Ten sam krytyk dodani 
o Panu Tadeuszu: „Mało co mamy u nas i u sąsiadów In 
przeciwstawienia Panu Tadeuszowi. Ale, aby nasi czytelilitl 
nie posądzali o strouność, zobowiązujemy się podać im oif 
wki tego pięknet;o poematu . . . Zgłębiając poezye JliiiSt- 
wicza, przychodzi się powątpiewać, abyśmy kiedykoiwii 
mieli poetę we Prancyi. Jaka próżnia w większej części in- 
szych poezyi! Jaka suchość uczuć! Jaki styl mi^y, ij- 

Zofióti>k(, Pieśni Kar/iiiig/iiiyo, Barharr, zakazano nam je czvu£ fsd 
klątwu. (.Vii nnni ptidataniuno na. ich miejsce? Edutunda t jnj- 
datkiem łiallaJ; Oór^, poemnt opiao>vj-, dranutt 7iwf, riecłr « 
dość,I2e bez iicKucia i fantazyi, ale nadto bez Ikdu i aklado. 
romiintyczuuM k Polsce, opuszczona przez naczelnika kona wiitf 
tach i odach nierj-mowauych Szylajskieyo." 

') Wiwlomiiid krajowi i t'migraeypić "St. l&go Sierpnia I^< 
«j Henia f/tTimiiiiifiu liiii</ite Uttnaire t XI. alr. 3S. 1! 
laccnzye z iralsldfj literatiuy były piOra p. Emil Haig, 



— 307 — 

luczony, zniewieściały ! Ile słów dla wydaDia myśli ta 
ikowćj I Jak nasz język jest chłodny, wymuszony, preten- 
ttnaluy!" ') W recenzyi bezimieimćj, ale polskiego pióra, 
;ło8zonćj w gazecie le Folonais^\ krytyk nie szczędzi po- 
wal poecie za umiejętne użycie jędrnej i barwnej mowy 
itoczno-lndowćj, ale w jego pochwałach przebija pewne 
kceważenie „gry na skrzypcach grajka wiejskiego." Owe 
rzypce krytyk nazywa nawet ordynamemi, widocznie ży- 
ylby w duszy poecie wykwintniejszego instrumentu. 
Niemczech bardziój zajmowano się Mickiewiczem, niżeli 
! Francyi. 

„Literatura polska, pisał jeden z głównych organów 
lactwa, ') coraz większego rozgłosu nabywa w Niemczech, 
lody Mickiewicza z upodobaniem są Łam czytane. 102 Du- 
er (d. 6-go Października 1834) dziennika Liłeratur-Blaii 
ł-dawanego przez doktora Wolfanga Menzla, zawiera w so- 
e życie naszego poety, krótko określone i wyjątki z dzieła : 
Tmass, wydawanego w Uumaczeniu i staraniem Juliusza 
endelsona*) w Heidelbergu. Romantyczmii, Pani Twar- 
wska. Czaty i Trzech Budrysów zamieszczono w tych wyjątr 
icb. Próbki te dosyć piękny i wierny przekład zwiastują." 
a Bama gazeta nieco póżnićj dodaje: „Pod tytułem: Nord- 
thler wydiodzi w Stutgardzie tłumaczenie tegoczesnych po- 
\,ó-w polskich, mianowicie Mickiewicza. Pierwszy tomik, 
LWierający: Farysa, Wailenroda, Graiyn^, wyszedł z druku, 
rzekład^ na wiersz niemiecki, z pomocą Ludwika Nabie- 
ka, J. B. Werner, młody wierszopis, znany już chlubnie 
kilku ulotnycli poezyi." *) 



') Ibid. t, X. str. 10—20 Paryż 1887 t. w artykule: TaUtau 
r la htl^ature połottaise, podpisanym pncz p. Emila Haag. 

«) Le Pokmais t. V. Btr. 441 w Lipcu 1835 r. 

') Tyfjodnik emigracyi polskiej Nr, 9-go Października 1834 r, 

*) Jnliuaz Mendelson byl ocliotnikiem z 4-go putkn utoDÓw 
olekicłi (Puignym polski z d. 27-go 5Inja 183;t r. str, 82.) 

*) Nr. 3-go listopiida i8..!4 r. Bolidac Zaleaki piaal z t^j oka- 
fi do Ludwika Nabielaka, 4-go Griidain 1832: „Mickieincz napisze 
20* 




Juliusz Wysłouch w zbiorow-ym łomie, wydanym pną 
kilku emigraniów, ^i podał treść poematn. H. Szotuda, 
w Rerut frnnraue et elranffere ') wychwala szczególnićj opi- 
sowość u Mickiewicza: , Wielkie, pisze on, lasy polskie wy- 
dają bezustannie szelest, huczenie faliste, wśród nawet naj- 
większego spokoju. Ciągły ten szmer ma dla mieszkańców 
urok cudowny. Ucho myśliwca rozpoznaje śliczną harmonii 
w szumie tych lasów ciemnych i nieznanych, serce j^o poj- 
muje każdy dźwięk tej gry czarownej. W tych to lasach 
schroniły się dawne tradycye, pieśni ludu, prześladowana 
wiara jego i historya wielkich czynów. Nieprzebrzmiałą me- 
lodyą tych tradycyi, pieśni, dziejów, Mickiewicz podslnchd^ 
i dźwięki te zrozumiał. Każdy naród rozpoczyna swój u- 
wód od poezyi. Polska zaczyna rónTiie od poezyi swojf: 
odrodzenie." Ten sam Szotarski w piśmie emigracrjaoB 
winszował Brodzińskiemu, że się doczekał „arki, w któr^ 
my na toniach naszego dzisiejszego nieszczęścia, zachowki 
do przyszłej, prawdziwie narodowi-j poezyi unosim, oirfj 
arki, zamykajacój w sobie tyle piękności, naszej, dziś Mi}- 
skalem zalanej ziemi, arki, którą jij cieśla Panem Tadeutzm 
nazwał. ') 

Stanisław Kożmian *) ogłosił w piśmie angielskia 
Atheneum ') rozprawę „o literaturze polskiej X\lII-go i XIX-ffr 



mlbo nic n&piszu, l>o jest bardzo za Ir miniona, triem jednak, kt pro- 
jekt twój w zujiclnciści pocliwiiln, nie chce tylko, by JVaBejirod M 
tłumaczony, którego najroniej n-ni z ilzicl swoich, raczij t^n- 
iyif, Ddatly, a iniaDowicic Dziwly, w których taki wielki, a oijg^ 
nalny gipniusi pmta nasz roKwinąl." 

') Pod t>-tulcm: La Bńse <lu yord. Parj-ż 1838 r. p. Wj- 
Hloiich, pr/ytnczBJuc wyciąg z tłumaczenia p. K. Hang lapomedoit 
£e wkrótce przeklnd ten całkowicie ogło^zonjm będue, ale suo*-' 
Tzone wydnnit- nie przyxzlo do skiiikii. 

•) Sr. 3-go -Marca 1837 r. atr. Hi7. 

*) Racznik Eiiii'/raci/i {itiUkiej sir. 80. 

*) Dziennik MMii Polska Nr. 29 dnia 20-go Paidaeniita 
IKW r. 

'') Pisma wydawane w Anglii przez emigracyą polaka wit-- 



stulecia," iiór^j Jietnte briianni'/ue ') paryzka podała tłuma- 
czenie. Krytyk odkrył w trzeciej części Dziadom brak cie- 
pła, a Pana Tadeusza potępiał nie mnićj stanowczo, jak Ka- 
jetan i Andrzśj Kożmianowie potgpi^i BaOady i Sonety 
krymskie. „Jest to poemat rozwięzłj, wspomnienie prze- 
sdości bez iadnego moralnego pierwiastka przyszłości, jest 
to podarek odwadze umarłych bez jednego słowa dla 2yj%- 
cycb. Historyk pochłania liryka, mistyk poetę." 

Ale i w najbardziej krańcowym obozie emigracyi Mic- 
kiewia miał wielbiciela w osobie Worcla. Worcel, wypc- 

■ dzony z Francyi, chował w żywćj pamięci przyjemne poga- 
danU wieczorne przy ulicy Louis-le-Grand i przy placu Ob- 
serwatoryum, lecz był tak odosobniony najprzód na' Jersey, 

;- A potem w Portsmouth, 2e dopiero w Londynie wpadł mu 
do rąk w 1838 r. Pan Tadeusz „całemu, jak pisał do Adama 
kwiatu jq2 wtedy znajomy." *) &zcz^<H ten wymownie świad- 



t szcziły pochlebne wzmianki o Mickiewiczu i pneklady z jego po«- 
f j^i. W 3-ciin numerze (Uicnnika: The poUsh Record, wychodzącego 
F -w HaU, znajdajemj Songs of the peopte by Adam Mickieroicz, Gru- 
t daieu 1H32 t.; w nnmerzo 5- tym: Tribute of Ihe Rustians to the fioUtk 
I poet MUkiemci, Cierwiec 1833 r.; w The polish Record Itr. 1, new 
i series, artjknł o literaturze polskiej nadesłany z Chatillon sur Seino 
: podpisanj: M. 8. zawiera biografią poety, w tym aamym zeszycie 
J są następne przekłady ; The polish molber by Mickiewicz translaUd 
j y«Wt the fi-eneh i Prayer of the paUih Piłgrim. W Edymburgo łry- 
I;' chodńlo inne piimo poświęcone Polsce: The poUsh exUe, Being oh 
• Jmitiinettl, ttatitticai, polilicai and Uterary accouat of Poland, interspersed 

mlh poelieal Iranslalioiu Jrom the poUxk poeli' oriffiiiał poetry, musie, 
Lfirsl guarter edited by JV, F. Żaba and F. Zaleski, second and Ihird by 
J S. F. Żaba, poUih re/uyees. Pismo to umieściło w Nr. 11 to the po- 
t Jish Motlw, by Adam Mickiewicz tramtated by J. Rdd, 15-go StycBsia 
f 18K r., a w numerze XI. l&-go Sierpnia 1833 r. w artykule: LUt- 
i futurę of Poland przedrukow^o przektfid Farysa z VII. numeru mie- 
\ tf^cznika: Tlic Metropolitan, Musi to być tiumaczenie Henryka 

Bmto. Tlomacsenie Ksiąg Pielyrzymslma przez Lacha Szyrmę wy- 
^ 0Mio w Londynie 1833 r. 
; ') We Wrześniu 1838 r. 

*) JCorispondencya Adatna Mickiewicza t. III. str. 270. 



— 310 — 

czy o biedach tułaczego życia. SzczgSIiwsz; od Latan&a 
llcnrj'ka Sienkiewicza, Worcel w Londynie miał z kim po- 
dzielić swoje wrażeDia. „ZDajomym, donosił on Mickiewi* 
czowi, czytałem go głośno, nieraz musiałem czytanie yntx- 
wać, tak mię wzruszało całkowite przeniesienie ciałem i dn- 
sza na polskie ojczyste nasze niwy. . . Pozwolili mi wydawcy 
MonWy Magazine napisać artykuł o twoim Tadeusat^ o owjlł 
kamieniu grobowym, położonym rgką gieniuszu, aa star^ Ptl- 
sce naszi!j, który tak uderzajijcy obraz przed oczyma 
nów nieboszczki matki ich przedstawia, że nietyllto cał| i§ 
duszę wyczytać w ni^ mogę, ale jeszcze i te rozeznaje ly^ 
codzienne, które w nichże samych przelała i które stason| 
przejście ze zmarłego do żyjącego pokolenia, bratając \ja 
sposobem przeszłość z przyszłością, a wydobywając z grobł 
zaród przyszłego naszego życia. Pierwszy o tobie ar^U 
napisał w 2-gim numerze Monlhly Magazine ') Mazzini. Po- 
między tobą a nim, jakże wydam się małym." 'J 

PoniGważ wypawnietwo the Mmiihly polish 
BStało po drugim numerze, więc Worcel zapowiedzianćj re- 
ccnzyi Paim Tadeu-iza nie ogłosił. Przypuszczać wolno, 
ile był poinformowany, przypisując autorstwo artykułu w dni- 
gim numerze Monlhly magazine Mazziniemu. Poglądy igJ- 
dzają się wprawdzie z późniejszemi zdaniami Mazziniego 
o Mickiewiczu. Ale nawet w artykule bezimiennym d^obf 
się poznać Włocha. Recenzent przemawia ze stanowiska ł>fc 
polskiego, że niepodobna wątpić o jego narodowoścL Wb- 
źdym razie, praca ta należy do ciekawszych stadydw o Ki*- 
mie Mickiewiczu. ') Musiał Mickiewicz mieć w redakcji 



') w rńinycli Monihh/ m/ioadnu z 1838 r. nic 
nie znaleźliśmy, opr(Jcz artyknlii w 2-Kim omncrze The poliik M 
thly magazine z Listopada 1833 r. Przegląd t«ti wydfc<g«J Wikw^ 
w drukami polskiej A. N. Dybow^^kiego. 

') Knrespondeiicya Adama Mickienicza t HI. etr. 271. 

') Artyknł ten wyszedł pod tytułem: Adam MickUmai 
wien przekłady improwizocyi z Dziaióm, Fan/Mt i sooeta: A 
J>Btockiei (Nr. 11, atr. 100-113.) 



— 311 — 

ihb/ Waffazine') prawdziwego wielbiciela, bo już w pierwszym 
zeszycie tego pisma znajdujemy wzmiankę o nim, na samym 
bońcu ogólnego zarysu literatury polskićj. Autor wymieni- 
wszy Krasickiego, Trembeckiego, Karpińskiego i t. d., do- 
dawał: „Są inni poeci równi im gieniuszem, a wyżsi patry- 
otyzmem, wymienimy pomiędzy nimi Mickiewicza. Utwory 
ich są SDigtne, ile razy nie opiewają chwały Polski," *) 

Przekonania demokratyczne autora artykułu umieszczo- 
nego w drugim numerze Monlhly maga:ine zaznaczają sig 
na samym wstępie wypowiedzeniem zdania, że uduszą poezyi 
Mickiewicza jest myśl socyalna." Piszący nie określa bli- 
ik} tego zbyt ogólnikowego twierdzenia i mówi dalćj: „Jest 
to więcćj niż człowiek, jest to prorok, jak prorocy Izraela. 
Przekazuje on narodowi polskiemu tradycys gwałtownie przy- 
tłumione, a wiersze jego podnoszą skargi wszystkich i oży- 
wiają wszystkich nadziąje. Głos jego jest głosem milionów, 
które wołają jego ustami, że naród polski nie umarł, że 
Polska ma wielkie posłannictwo, które wypełni, bo jest jego 
świadoma. Głos ten, jest on rękojmią naszego przyszłego 
istnienia pewniejszą niż kłamliwe obietnice dyplomacyi. Nie 
przypadkowo, nie dla stwierdzenia ostatnich chwil Polski, 
dana nam była poezya narodowa. Każdy wiersz natchniony 
jest zapowiedzią przyszłości. Nagrobki narodów piszą histo- 
rycy, nie poeci. Tacyt nie Wirgiliusz zapisuje ostatnie pro- 
testacye wolności. Nie stopniowo, jak poeci romantyczni 
w innych krajach, lecz od razu dosiągł Mickiewicz szczytu 
chwały. Wielka i święta idea przewodniczyła wcześnie na- 
tchnieniom Mickiewicza ; oswobodzenie i przyszłe powołanie 
ojczyzny były wiarą jego młodości, idea ta towarzyszyła mu 
na wygnaniu, nosił ją jak wychodźcy garstkę ziemi ojczysta 
uniesionćj z kraju." 



') Z««iyt I Października 1838 roku atr. 34, artykuł podpi- 
sany J. H. K. 

•J Autor artykułu przytacza przekład eonetti: Pulcnym (ze- 
szyt l-8zy Btr. 85 — ćl(>.) 



brało sig kilka tysięcy franków u Odyńca, który w Drań 
wiiiil był na siebie pieniężne interesa Adama. Odyniec dl 
oszczędzenia Mickiewiczowi kosztów przesyłki, powierzył tn 
tysiące kilka set franków pewnemu wielkiemu panu, a ti 
po drodze zgrawszy s\% w Niemczech, grosza Adamowi d 
wypłacił. Adam a konto tćj sumy sprawił sobie mebl 
strata jćj na samym wstępie pożycia m^eńskicgo była d 
sem dolegliwszym jeszcze, niż w 1830 r. bankructwo Bań 
zata 'I Dowiedziawszy się o doznanym przez niego zawodzi 
ksiijże Adam Czartoryski i J. U. Niemcewicz porobili pewi 
kroki, aby poruszyć sumienie niefortunnego gracza. Gros 
nic zwrócił i Adam opowiadając ten szczegół, po długt 
latach nie chciał nawet córce nazwiska jego wymienić. ') 

W Sierpniu miał miłe odwiedziny Bernardostwa Fot 
ckicL w przejeździe do wód pyrcncy'skich, nakazanych Pi 
I^laudynic dla poratowania wątłego jćj zdrowia. Poeta sp 
tlzicwat się, że Pani Klaudyna na Paryż wracać będą 
„Tn, pisał do nićj, bardzo szczerze i mocno Panią kochao 
może więcćj, niż gdziekolwiek. Na rne rfe la Pepmiere g 
tujemy wielkie fety na przyjazd Pani, będzie zupa kwadi 
kurczęta i nawet dla Paui pół butelki wina szampaiiskieg 
aby ją rozweselić, bo gdzież teraz znaleźć wesołość '? " 
Uouosi jćj w tym samym liście o burzy, wywołaDój ul^ 
ścią żony, która za jego konceptem pokazała sig w ki^>d 
szu mczkim. „l'amilia żony przysłała do mnie urzędoi 
deputacyą , protestuji^c przeciwko takim abuzom władzy n 
żowskićj" ") I w drobnych rzeczach m^o dbał Mickiewi 
o światowe przykazania. Pani Klaudyna odpowiedziała i 
13-go Września, żartuji^c z bezprzykładnego mcżowskiq 
szału, kazać żonie chodzić w takim kapeluszu, o któi7 
żurnal mód nigdy nie pisał. „Przypominam się pamig 
dodawała, męczennicy pańskićj, życzę jćj, żeby sig nie zb 



'J Z opuivii)daii Mickiewicza sŁarszój c 
') KoresjioiKlciioja Adama Mickiewicza 
') Ibid. 



cieszyła tem, co w ni^ chwalić będą i nie zwa2ała, jak j^j 
doświadczać przyjdzie, że i ona wszystkim dogodzić nie po- 
trafi" i prz}Tzekał& nauczyć ją kapuśniaku pyrenejskiego, 
jeśli rzeczywisty talent w ni^ postrzeże. ^) Nie zdaje się, 
aby Pani Klaudynie udało się znów zawitać na rue de la Pć- 
piniere i już sig poeta z nią nie spotkał. 

„W końcu Czerwca, pisał Bohdan Zaleski, odbijał się 
Yf drukarni ostatni arkusz Pana Tadeusza i jednocześnie zja- 
wiła się w Paryżu panna Celina Szymanowska, twoja Wła- 
dysławie i twego rodzeństwa przezacna i ukochana matka, 
a która niebawem po ożenieniu sig z nią ojca, stała się 
i nam, jego przyjaciołom, miłą i drogą eiostrą," -) W po- 
czątku więc Lipca rozeszły sig pierwsze egzemplarze nowego 
utworu Adama.*) W Kwietniu zaś wyszło w osobnym tomiku 
tłumaczenie *) przejrzane przez niego urywków z Dziadów, 
o którem Dawid d'Angers pisał do niego : „Nie masz czego 
obawiać się tłumaczeń, bo gieniusz zawsze może być prze- 
łożony na inny język, tylko płodów dowcipu przełożyć nic 
można." *) Tłumaczenie to wywołało sprawozdanie w odcinku 
przeglądu le Gabinet de lecture. ") „Nie dbający O chwalę, 
pisał recenzent, przynajmnićj chwilową chwałę, Mickiewicz 



>) Korespimdtnaja Admua Mickieieicza t. III. i^tr l'Jl. 

*) Ust BoMana Zaleskiego do syna Adama str. XXV. 

>) Jounial de la Ubrabie ogJftsza Pana Tadeusza „deux Yolitinea 
in 12 Bnsemble dea 23 fenilles '/s pl"s une gr.iyure. Impr. do Piiiard 
li Paria prix 12 fr.," w numerzi; 28-go Czerwca 1834 r. 

•) Dziady on ia file des morls, pocme traduit dii polonais 
d'Adam Mickiewicz, 2-e et 3-c parties, in IG de 5 fcuillcs 3/1 Inip. de 
Fiaard. A Paris chez Clótienne. Burgaud dca Mareta wydal naj- 
przód HwCj przekład w dzienniku le Palunah. Mickiewicz napisał dlu 
niego Bzkic przedmowy do osobnego wydania; tłumaczenie do tego 
stopnia przerobił, że Burgeaud des Marete uwiiżajiic, £e nio może 
przy/nać aię do przekładu nic podpisał się. {Metanges posthones: t. II. 
«tr. 211.) 

') Eorespondencya Aaama Mkkiewicia t IQ. str. 192. 

*) Nr. 855 9-go Września 1S31, str. 14—15. Przcglud ttu 
podał wyciągi z owego tłumaczenia. 



— 3&4 — 

rozproszył swe pienia według kolei tjda tułacze^o, bon po- 
lityc/nych i wygnania. Osiągnii'niy nasz cel, jeżeli obiidótnr 
w tych, którzy Mickiewicza nie czytali, chęć poznania tegs 
jeclynegd w swym rodzaju poety. Na uwielbieniach potonh 
ności nil' będzie mu zbywało, ale miło nam oddać mu hoU 
wpizód nim się otworzą uczy tłumu, " Prassa emigiacjjna 
wyłącznie znjgta wowngtrzncmi awarami allro pominęła /"oiu 
Tadeusza, albo oceniła go surowo, ale poza sferą tułacz; 
ślepionych komitftomanią, wrażenie było ogromne. Słowacld 
w liScie do matki pod datą 18-go Grudnia 1834 przyznaje, 
2e ,,hi>roina poomatu, choć gęsi pasie, ma jakąś w sobie świe- 
żość dawnych opisów" i cliwali przedewszystkiem opis Iowa 
dmącego w róg myśliwski i żyda grającego na cymbałkach.') 
Zygmunt Krasiński pisał SO-go Października 1834 do Gtr 
Bzyńskii^go, ża „A/m Tadeusz jest epopea drobnćj szlachtj 
naszij," ■) 

W pierwszym wierszu Ptma Tadeusza Błowa : Litwo, 
ojczyzno moja! wywołały ze strony Stefana Witwickiego *) 

') h',i,v.ii'tml,-my'i 1. 1, str. 37, \vyd. I8S2 r. 

') ll>id. 

'I „^lickiewic;'., ktOrcgo wiersze cała nasza mlodziei 
psimii.-i: i który po Nicincctriczu, jako obyczajem kapłaństwa ^Un^' 
;tvinyc'li. zo^tnje w i'ij\%r.rie wieszczeni i piaatunem narodowym, t^ 
unikJi.'ni Hwych pieiiii wychowa! ducha w pokoleniu nadehodiąccm; 
jnkKE n«pr3;yklad zaczyna ostatnie swoja dzieło: 
Litwo! Ojczyzno moja! 

„Prawdziwie dziwne ti) p»ety roztargnienie, jakiemu £«den Folak 
nio nwicrEri i nie itwiiTzy. Nic masz bowiem z nas iadne^ cefay 
nie wieil^iat, że ojczymn twurcy Graiyiii/ i iVaUenroda, dla ktili^ 
on ihI nnj]>ierwszój ^w£j nitoilości ponosił więzienia, wygnaiuA i diił 
cierpi tiiiacŁwo, je^t nic ten lub Tiw kaicałek Polski, ale eala PMm. 
Sie mófrlże to Alickiiwicz zanolai': PoUko! Ojetyaio maja! TaktMi 
wylączneni opnsywanieni sifj litewaiczyzna grieazy on dwojako: Hp 
namprzi'"}, i.a mimo swi'j cłicci i wiedzy zasiewa śrAd braci k^kił 
prowincyalizmu i powti^rc, ie i<woim przykładem wcdąga do ttgA 
mlods/ycli pisarzy. Tym spo^bein biedna Polslui nie wyjdzie ^ 
gdy z rii/.hiorón-. Jul Moskal, Prusak i Aiutryak n»«bnli ją |» 



f - 317 — 

ł Pani Celina sprzedawała na renus rfc hknfaisance, 

m kt«rc książę Czartoryski urządza! ua korzyść emigrantów. Na 
I jednój z tych ventes spostrzegła Czyczagowa, który czasem by- 
I wed u nich i przemówiła doń po rosyjsku, tytułując go admi- 
[ rcLlem. Odpowiedział jćj po francuzku: „Pani, jestem ju2 
tylko emigrantem, jak wy Polacy, odpowiadam po francuzku, 
bo to wspólny jfzyk nieszczęśliwycti, ale nie zapominam, 2e 
rticszczgśłiwycti obowiązkiem jest pomagać jedni drugim* ') 
Starnszek ten lubił powtarzać Polakom, że należał do rzad- 
kich Rossyan, którzy niezachwianie przeciwni byli podziałowi 
E*«3łski.») 

Zdaje się, że te pierwsze cztery miodowe miesiące po- 
cisnęły zasoby pieniężne poety. Urządził był swoje mie- 
^^Klanie w przewidzenia nadejścia summ, które, jak o tern 
^'^*"3żfj wspomniano, nłotniły się w drodze. Zawód ten po- 
'-^Kągnął za sobą potrzebę prędkiego zarobkowania, skrócił 
'^iogie chwile wytchnienia, W najmilszej oazie musi od cza- 
^"*-a do czasu przypomnieć się podróżnemu otaczająca go pu- 

Przed końcem tegoż roku 1834 pani Klaudyna PotO' 
^^^la, zawitawszy znów do Avignonu i pomodliwszy si\; na 
^%~3obie Garczyńskiego, oderwała listek na intencyą Adama 
*■ zawinąwszy go w ćwiartkę papieru, przysłała Mickiewiczowi 
■^^ nadpisem : „W dzień zaduszny. Listopad 1834 r. Avinion." 
-^^Jickiewicz dołączył ten dar do pamiątek, które przechowy* 
t do zgonu. 



\ 



') Z opowiadftnift ś. p. Ignacego Domeyki. 

■) Ślad Bilachetnych uczuć Czyczagowa przccliowat sią -w Jego 

-^ami(lnikaeh, gdzie aię tak wyraża; ,^Hmaifl l'amiral n'approuva 

^'umeiion de la Fologne ^ la Ru^aic. II peosait <jiic cea deiix pays 

^diTis^ pac noa hoatilitA traditionnelle, par la religion, par la di- 

4tance qa'U 7 a eotre lluibitude de robt^issance passive et la passion 

^B la Ubertó, ponraient bien f'tre i^udIb par la force, aouii tm mOme 

Boeptre, mau ne ae fondraient jamais l'un avec Tautre ponr foimct 

une łenle aation." {Memoh-es mediu de Camirał TcMtchagoff w 8-ce 

Berlin 1855 r.) 



— 306 — ■ 

as:a uważał Mickiewicza za pisarza poczynającego, przyin- 
wat tym początkom większą wartość, niż ostatniemu poou- 
towi; przyznając bowiem, że Farys i Sonety JCryttukie S4j^ 
dnemi z najpiękniejszych kwiatów poezyi polskiej i żente 
„dał nam utwory arabskie lepsze, niż wszystkie Hoallakitł- 
wieszone w Kaabie,'^ dodawał : „Co dziwniejsza, Mickievia 
syn cywilizacyi polskiej, mimo że pisal dzieła wyżazćj mp, 
nie dał nam nic z polskiego gruntu, coby niosło na sobie t( 
cechę doskonałości, odbitą na Farysie i Sonetach Kryatkki, 
uważanych jtii:o poezye n-schodnie. To tłumaczy się nabBf 
talentu Mickiewicza, który grzeszy zawsze w rozmiarze, Eqr- 
kowaniu, a ^lepi połyskiem; niedostatki i bogactwa stuio- 
wiące właśnie cechę rodzajową poezyi wschodu," ') 

Cudzoziemcy, w brakli tłumaczenia, nie byli w stude 
ocenić Pana Tadeusza. Emil Haag, pisarz protestancki, śli- 
nowi pod tym względem wyjątek, ale zaczął był zawód nf 
od nauczycielstwa w Polsce. „Bóg, pisał on, nie adtti 
daru gieniuszu narodowi, którego obdarzył MickiewioeiB 
Nic nie ma gómiejsżego w wyrażeniu boleści i bohjrtetflto 
od strof jego do Matki Polki," *) Ten sam krytyk dodani 
o Panu Tadeuszu : „Mało co mamy u nas i u sąsiadów h 
przeciwstawienia Pami Tadeuszowi. Ale, aby nasi czytelniej 
nie posądzali o stronność, zobowiązujemy się podać im ury- 
wki tego piękneRo poematu , . . Zgłębiając poezye Micki^ 
wicza, przychodzi się powątpiewać, abyśmy kiedykolwidE 
mieli poetę we Francyi, Jaka próżnia w większej części 
szych poezyi! Jaka suchość uczuć! Jaki styl mdfy, iiy-. 



Zofiówka, Pkiiii Kariiiiiskicijo, ]laiiiaix, zakazano nam je czrUĆ pa^ 
blątwłi. Cół n&ni pudstaniono no ich miejsce!^ Ednumda z 
datkiem ballad; Guii, poemat opisowy, dramat it«-£, rzeci> w 
dośćg^ie bez uczucia i faniazyi, olo nadto bez ładu i sktadii. Ti 
roiuaiitj'c2nu^ć w Pokce, opuszozona przez niLCzelnik& kona w i^^a 
tach i odach nierymowanjcii Szi/lajskieyo." 

'I Miailtunośd krajoii-e i einigracijjne Nr. 16-go Sierpnia ISE. 

^) Renie gennaiiiijiie Criiiijun lill&airć t. XI. etr, ^ ISiJT i 
rcCGDzye z ]iolskii'j literatury były pióra p, Emil Hau, 



— 307 — 

<ie&czoaj, znicwieścialy ! Ile stów dla wydania myśli tu 
zinkowśj 1 Jak nasz język jest chłodny, wymuszony, preten- 
^onalny ! " *) W recenzyi bezimicnnćj, ale polskiego pióra, 
-ogtoszonój w gazecie le Pohnais *), krytyk nie szczędzi po- 
chwał poecie za umiejętne użycie jędrnej i banra^j mowy 
potoczBo-ludowćj, ale w jego pochwałach przebija pewne 
lekceważenie „gry ua skrzypcach grajka wiejskiego." Owe 
skrzypce krjtyk nazywa nawet ordynarnemi, widocznie ży- 
czyłby w duszy poecie wykwiiitniejszego instrumentu. 
W Ni^nczech bardzićj zajmowano się Mickiewiczem, niżeli 
■we Francyi. 

„Literatura pulska, pisał jeden z głównych organów 
tołactwa, *) coraz większego rozgłosu nabywa w Niemczech. 
Płody Mickiewicza z upodobaniem są tam czytane. 102 nu- 
mer (d. 6-go Października 1934) dziennika Literalur-Blalt 
wydawanego przez doktora Wolfanga Menzla, zawiera w so- 
bie życie naszego poety, krótko określone i wyjątki z dzieła : 
Pamats, wydawanego w tłumaczeniu i staraniem Juliusza 
Hendelsona*) w Heidelbergu. Romautycznoić, Pani Twar- 
.Mowska, Czaty i Trzech Budrysów zamieszczono w tych wyjąt- 
kach. Próbki te dosyć piękny i wierny przekład zwiastują." 
Ta sama gazeta nieco późnićj dodaje: „Pod tytułem: Nord- 
.Ucbier wychodzi w Stutgardzie tłumaczenie tegoczcsoych po- 
etów polskich, mianowicie Mickiewicza. Pierwszy tomik, 
zawierający: Farysa, Wallenroda, Grażyna, wyszedł z druku. 
Przekladtd na wiersz niemiecki, z pomocą Ludwika Nabie- 
laka, J. B. Werner, młody wierszopis, znany już chlubnie 
•z kilku ulotnych poezyi." •*) 



>) Ibid. L X. Btr. lii— 20 I'aryż 1837 r. w artykule: TabUau 
jU la htt&alure pohaaise, podpieanym przez p. Emila Haag. 

») Le PotoiuUs X. V. 8tr. 441 w Lipcu 1836 r. 

•) Tygodnik emigracyi polskiej Nr. 9-go PaźdiiemilaŁ 1834 r. 

*) Jnliufiz Mendelsos byl uchutiiikiem z 4-go piilka ułaauw 
polsUch (Pielgrcym polski z d. 27-go 3Iaj& 183^1 r. str. 'd2.) 

■) Nr. 3-go ijstopada m:>4 r. Bohdan Zaleski piaal z tuj oka- 
zyi do LndiriH Kabieli^a, 4-go Gniduia 1832: „Mickiewicz uapisze 

20* 



Juliusz Wysłouch w zbio^o^^7m tomie, wydanyin pnei 
kilku emigrantów, >) podat treść poematu. H. SzotanU, 
w Rt-iiie /'rnni-aise et eirangere ') wychwala szczegÓlnićj opi- 
sowosć u Mickiewicza: „Wielkie, pisze on, lasy polskie nj- 
A&}% bezustannie szelest, huczenie faliste, wśród nawet n^ 
wickszŁ'^ spokoju. Ciągły ten szmer ma dla mieszkańców 
urtik cudowny. Ucho myśliwca rozpoznaje śliczną hannoiii^ 
w szumie tych lasów ciemnych i nieznanych, serce jegopi^' 
niigi' każdy dźwięk tćj gry czarownćj. W tych to tasarli 
schninily się dawne tradycye, pieśni ludu, prześladowana 
wiara jego i historya wielkich czynów. NieprzebrzmiJ^4 iiK- 
litdy^ tych tradycyi, pieśni, dziejów, Mickiewicz podshlChł^ 
i dźwięki tct zruzimiiai. Każdy naród rozpoczyna swój n- 
wód od poczyi. Polska zaczyna równie od poezji swoje 
odrodzeniłł." Ten sam Szotarski w piśmie emigracyjne! 
winszował Kroilziiiskiemu, 2e się doczekał „arki, w ktdr^ 
my na toniiicli naszego dzisiejszego nieszczęścia, zachoirki 
do przyszła, prawdziwie narodowtj poezyi unosim, o*q 
arki, zamykającej w sobie tyle piękności, naszój, dziś -Mo- 
skalem zalanśj ziemi, :irki, którą jej cieśla Panem Tadeuizta: 
nazwał. ') 

Stanisław Kożmian *) ogłosił w piśmie angielskits 
Mhenettm ") rozprawę „o literaturze polskk^j XVIII-go i XIS-g» 



albo nio napisze, bo 'yst bardzo zatrudniony, wiem jedoak, ie pro- 
jekt twój w auijetności pochwala, nie chce tylko, by fftdhnrod brf 
Uiiraaczony, którego nnjmnićj ct^ni z dzieł awoich, ntaćj t^n- 
żync, Daailij, a mianowicie liuadij, w których taki wielki, a or^ 
nalny gicniusz poeta nasz ro/H-inąl." 

■j 1'ck1 tytułem: La Brise <lu Xord. Pai^-ż 1838 r. p. Wy 
łitoiich, przytaczając wyciajii z tłuiiiaczoaia p. R Haag zapowtedoł^ 
że wkrótce przotcłud ten całkowicie ogtoKzonym będzie, ale zanik- 
rzone wydanit! nie przyszło ilo skutku, 

•) Nr. 3-go Jlarca 1837 r. str. J07. 

•) Roi-mik Emigracji pobkiiy atr, 80. 

*J Dziennik AlliK/a Polska Kr. 29 dnia 20-go PaidiienA*' 
1838 r. 

*J Hsma wydawane w Anglii przez emigracyą polaka nnń^ 



^ulecia," którój Jievue brilauni//ue ') paryzka podała thitn^ 
czenie. Krytyk odkrył w Łrzecićj czyści Dziadom brak cie- 
pła, & Fana Tadeusza potępiał nie mnićj stanowczo, jak Ka- 
jetan i Andrzćj Koźmianowie potępiali Baiiady i Sonety 
krymskie. „Jest Ło poemat rozwięzty, wspomnienie prze- 
szłości bez żadnego moralnego pierwiastku przyszłości, jest 
to podarek odwadze umarłych bez jednego słowa dla żyją- 
cych. Historyk pocbłania liryka, mistyk poetę." 

Ale i w najbardzićj krańcowym obozie emigracyi Mic- 
kiewicz miał wielbiciela w osobie Worcla. Worcel, wypę- 
lizoDy z Francyi, chował w żywój pamięci przyjemne poga- 
danłd wieczorne przy ulicy Louis-le-Grand i przy placu Ob- 
serwatoryum, lecz był tak odosobniony najprzód na' Jersey, 
a potem w Portsmoutłi, że dopiero w Londynie wpadł nm 
do rąk w 1838 r. Pan Tadeusz „całemu, jak pisał do Adama 
świata jeż wtedy znajomy." *) Szcz^ót ten wymownie świad- 



szcutj pochlebne wzmianki o Mickiewiczu i przekłady z jogo poe- 
^i W S-cim numerze dziennika: Tltc polis/i Record, wychodzącej^) 
W Unii, znajdnjemy Sonys of the peopU by Adam Mickiewicz, Gru- 
.dzień 1832 r.; w numerze 5-tjin: Tribute of ihe Rustiaiu to the fioliik 
poet Atiddeivici, Czerwiec 1S33 r.; w The poUsh Reeord Nr. J, new 
senes, artykuł o literaturze polskiłij nadealany z Chalillon anr Beioe 
podpisany: M. 8. zawiera biografią poety, w tym samym zeezyde 
są następne przekłady ; The poUsh mother by Mickiewicz transUltd 
/rom the li-eneh i Praijer o/ the poHih Pilgrim. W Edymburgu wy- 
chodaiło inne pismo poiwi^cone Polsee: The poUsh exiłe, Setny an 
iatUirical, statisticai, poUtical and iiierary aceoual o/ Poland, interspersed 
inth poetical trmulaliom Jrom the polish poett' originai poetry, musie, 
firsl juarler edited by y. F. Żaba and F. Zaleski, second and Ihird by 
S. F. Żaba, poUth refugees. Pismo to nmieścito w Nr. 11 (o (Ae po- 
iith Mot/ier, by Adam Mickiewic: tratislated by J. Reid, 16-go Stycznia 
18S8 r., a w numerze XI. 15-go Sierpnia lBil3 r. w artyknle: Lite- 
raturę of Poland przedrukowało przekład Farysa z VII. numeru mie- 
sięcznika: The Metropolitan. Musi to być ttaniBozenie Henryka 
fieeve. Tlnmaczeme Ksii^ JHclyrtyrnslma przez I.Acha Szyrmę wy- 
fi^o w Londynie 1333 r. 

') W« Wrześniu 1838 r. 

•) KoTespondenqia Adtaua Mickiewicza t, III. atr, 270. 



— 310 — 

czy o biedach tułaczego życia. Szczęśliwszy od Laianakit 
Henryka Sienkiewicza, Worcel w Lond>i)ie miał z kim po- 
dzielić swoje wrażenia. „Znajomym, donosił on Mickien' 
czowi, czytałem go głośno, nieraz mnsiałem czytanie pncT' 
wać, tak mię wzruszało całkowite przeniesienie ciałem i du- 
szą na polskie ojczyste nasze niwy . . . Pozwolili mi 
Monthhj Magazine napisać artykuł o twoim Tadeuszu, o 
kamieniu grobowym, położonym ręką gienluszu, na starij Pol- 
sce naszej, który tak udei-zający obraz przed oczyma j^ Bj- 
nów nieboszczki matki ich przedstawia, 2e nietylko cdą j^ 
duszę wyczytać w nićj mogą, ale jeszcze i te rozezniyą ry^ 
codzienne, które w nichże samych przelata i które stanowi) 
przejście ze zmarłego do żyjącego pokolenia, bratając tj» 
sposobem przeszłość z przyszłością, a wydobywając z grabo 
zaród przyszłego naszego życia. Pierwszy o tobie artykid 
napisał w 2-gim numerze Monihly Magazine ') MazzinL Po- 
między tobą a nim, jakże W7dam się małym."*) 

Ponieważ wypawnictwo Ihe Afonihhj potitk 
ostało po drugim numerze, więc Worcel zapowiedzianej n- 
cenzyi fana Tadeusza nie ogłosił. Przypuszczać wolno, tt 
żle był poinformowany, przypisując antorstwo artykułu 
gim numerze Sfonthly magazine Mazziniema. Poglądy zga- 
dzają się wprawdzie z póżniąjszemi zdaniami MazziiU(:g» 
o Mickiewiczu. Ale nawet w artykule bezimiennym didotif 
sie poznać Włocha. Recenzent przemawia ze stanowiska tik 
polskiego, że niepodobna wątpić o jego narodowości. Wk»- 
żdym razie, praca ta należy do ciekawszych studyów o Adft- 
mic Mickiewiczn.*) Musiał Mickiewicz mieć w redakcyi Jtat- 



■) w rf-inycli Mimłhhl miignzine a 183S r. nic 
nie znaleźliśmy, opntcz artylnilu w 3-giin nniiii>n!e Tfu: poliA M 
t/ity mnijazine z Listopada 1833 r. Przegląd ten wydawał 'Wilen*^ 
w drukami polskif) A. N. Pybowsltiego. 

■) Korisjiomtencija Adama Mickieińcza t, HI. ati. 2 

■) Artyknł len wyszedł pod tytułem; Adam Mickienia i ■' 

wiera pneklady improwizacyi s bziiMn), Fartfsm i sonetn: Gr^ 

J>oloekii/i (Kr. łl, str. 100—113.) 



— 311 — 

My nfacazitte') prawdziwego wielbiciela, bo już w pierwszym 
zeszycie tego pisma znajdujemy wzmiankę o nim, na samym 
końcu ogólnego zarysu literatury polskićj. Autor wymieni- 
wszy Krasickiego, Trembeckiego, Karpińskiego i t. d., do- 
dawał: „Są inni poeci równi im gieniuszem, a wyżsi patry- 
otyzmem, wymienimy pomiędzy nimi Mickiewicza. Ctwory 
ich są smętne, ile razy nie opiewają chwały Polski." *) 

Przekonania demokratyczne autora artjkuhi umieszczo- 
nego w drugim numerze Monlhly magazine zaznacztyą sig 
na samym wstępie wypowiedzeniem zdania, że „duszą poezyi 
Mickiewicza jest myśl socyalna." Piszący nie określa bli- 
ż^ tego zbyt ogólnikowego twierdzenia i mówi dal^: „Jest 
to wigcćj niż człowiek, jest to prorok, jak prorocy Izraela. 
Przekazuje on narodowi polskiemu tradycye gwałtownie przy- 
tiumione, a wiersze jego podnoszą skargi wszystkich i oży- 
wiają wszystkich nadzieje. Głos jego jest głosem milionów, 
które wołają jego ustami, że naród polski nie umarł, że 
Polska ma wielkie posłannictwo, które wypełni, bo jest jego 
świadoma. Głos ten, jest on rękojmią naszego przyszłego 
istnienia pewniejszą niż kłamliwe obietnice dyplomacyi. Nie 
przypadkowo, nie dta stwierdzenia ostatnich chwil Polski, 
dana nam była poezya narodowa. Każdy wiersz natchniony 
jeei zapowiedzią przyszłości. Nagrobki narodów piszą histo- 
rycy, nie poeci. Tacyt nie Wirgiliusz zapisuje ostatnie pro- 
teatacye wolności. Nie stopniowo, jak poeci romantyczni 
w innych krajach, lecz od razu dosiągł Mickiewicz szczytu 
chwały. Wielka i święta idea przewodniczyła wcześnie na- 
tchnieniom Mickiewicza ; oswobodzenie i przyszłe powołanie 
ojczyzny były wiarą jego młodości, idea ta towarzyszyła mu 
na wygnaniu, nosił ją jak wychodźcy garstkę ziemi ojczystej 
nniesiODĆj z kraju." 



'J Zeszyt z Października 1838 roku str. 34, artykuł podpi- 
sany J. H. K. 

') Aator artykułu przytacza ptzekt&d sonetu: Pielffnym (le- 
szyt l-«zy Btr. 85—30.) 



brało się kilka tysięcy franków u Odyńca, który w Dreźnie 
wzii^ł był ua siebie pienięSne interesa Adama. Odyniec dla 
oszczędzenia Mickiewiczowi kosztów przesyłki, powierzy! trzy 
tysii|ce kilka eet franków pewnemu wielkiemu panu, a ten 
po drodze zgrawszy się w Niemczech, grosza Adamowi nie 
'wypłacił. Adam a konto tćj sumy sprawił sobie meble, 
strata }(•■} na samym wstępie pożycia małżeńskiego była cio- 
som dolegliwszym jeszcze, niż w 1830 r. bankructwo Barbe- 
saitt '! Dowiedziawszy się o doznanym przez niego zawodzie, 
książę Adam Czartoryski i J. U. Niemcewicz porobili pewne 
kroki, aby poruszyć sumienie niefortunnego gracza. Grosza 
nie zwiócil i Adam opowiadając ten szczogót, po długidi 
latacli nic chciał nawet córce nazwiska jego wymienić. ') 

W Sierpniu miał mile odwiedziny Beraardostwa Poto- 
ckich w przejeździe do wód pyrenejskich, nakazanych Pani 
Klaudynie dla poratowania wątłego jćj zdrowia. Poeta spo- 
dziewał się, że Pani Klaudyna na Paryż wTacać bgd^e. 
„Tu, pisał do ni<^j, bardzo szczerze i mocno Panią kocłtam;, 
może wigcćj, niż gdziekolwiek. Na rv.e de la Pćphiiere go- 
tujemy wielkie fety na przyjazd Pani, bgdzie żupa kwaśoa, 
knrczgta i nawet dla Pani pół butelki wina szampańskiego, 
aby jł rozweselić, bo gdzież teraz znaleźć wesołość V " ^ 
Donosi jój w tym samym liście o burzy, wywołamy uleglo- 
aciij: żony, która za jego konceptem pokazała sig w kapela- 
szu męzkim. „1'amilia żony przysłała do mnie urzędowi 
dcputacyij, protestując przeciwko takim abuzom władzy mf- 
żowskiej'" *} I w drobnych rzeczach mało dbał Micldema 
o światowe przykazania. Pani Klaudyna odpowiedziida na 
ł3-go Września, żartując z bezprzykładnego mężowskiegs 
szału, kazać żonie chodzić w takim kapeluszu, o którym 
żurnal mód nigdy nic pii-al. „Przypominam się panufo, 
dodawała, męczennicy pańskićj, życzg jśj, żeby się nie zbjl 



'} z opuwindHii MickieiricKii starszej córce. 

') liorcsjmHiliniciju Ailiuiia Mickiewicza L 1. ntr, 1B2. 

'] ibid. 



— 303 — 

cieszyła tern, co w nićj chwalić bgdą i nie zważała, jak jćj 
doświadczać przyjdzie, że i ona wszystkim dogodzić nie po- 
trafi" i przjTzekała nauczyć j% kapuśniaku pyrcDejskiego, 
jeśli rzeczywisty talent w ni^ postrzeże. ') Nie zdaje się, 
aby Pani Klaudynie udało się znów zawitać na rue de la Pć- 
pini^re i już się poeta z nią nie spotkał. 

„W końcu Czerwca, pisał Bohdan Zaleski, odbijał się 
w drukarni ostatni arkusz Pana Tadeusza i jednocześnie zja- 
wiła sig w Paryżu panna Celina Szymanowska, twoja Wła- 
dysławie i twego rodzeństwa przezacna i ukochana matka, 
a która niebawem po ożenieniu się z nią ojca, stała sii^ 
i nam, jego przyjaciołom, miłą i drogą siostrą." *) W po- 
czątku wigc Lipca rozeszły się pierwsze egzemplarze nowego 
utworu Adama.^ W Kwietniu zaś wyszło w osobnym tomiku 
tłumaczenie *) przejrzane przez niego urj-wków z Dziadom, 
O którem Dawid d'Angers pisał do niego : „Nie masz czego 
ot)awiać się tłumaczeń, bo gieniusz zawsze może być prze- 
łożony na inny język, tylko płodów dowcipu przełożyć nie 
można." *) Tłumaczenie to wywołało sprawozdanie w odcinku 
przeglądu le Gabinet de lecłure. *) „Nic dbający o chwałę, 
pis^ recenzent, przynajmniej chwilową chwałę, Mickiewicz 



>) Eorespundataja Adama Mtckiemcza t. III. str l'JI. 

*) List Bohdana Zaleskiego do syna Adama str, XXV, 

*) Jonmal de la Ubrmrie ogłasza Pana Taileiista „deux vuluiui?s 
in 12 Bnsemble des 23 feuilles '/a p'"s une gravure. Iinpr. dc Pinard 
^ Paris prii 12 ft.," w numerzy 28-go Czerwca 1834 r. 

*) Dziady OD la flte des tiiorls, poi-me traduit da polunais 
'd'Adfun Mickienicz. 2-e et 3-e parties, in Id de 5 feuilles 3/4 Imp. de 
Pinard. A Paris chez CWtienne. Burgaud des Marets wjdal naj- 
przód swój przekład w dzienniku le Poloiiais. Mickiewicz napisał dliL 
niego szkic przedmowy do osobnego wydania; tłumaczenie do togo 
stopnia przerobił, że Burgeaud des Mareta uważając, źe uic może 
przyainać się do przekładu nic podpisał się. {Mćlanges jiusUmmes t. II. 
rtr." 211.) 

') Korespondenaja Aauma Mickietvicza t. III. str. 192. 

*) Nr. 353 St-go Wricśnia 1834, att. 14 — 15. Przegliid tca 
podał wyciągi z owego tłumaczenia. 



— 304 — 

rozproszył swe pienia według kolei 2jda tułaczko, ban pD- 
litycznych i wygnania. Osiągniemy naaz cel, jeżeli obudainj 
w tych, którzy Mickiewicza nie czytali, chęć poznania tego 
jedynego w swym rodzaju poety. Na uwielbieniach potom- 
ności nie bfdzie mu zbywało, ale miło nam oddać mu hiM 
wpizód nim sig otworzą oczy tłumu." Prassa emigracjju 
wyłącznie zajęta wewnętrzncmi swarami albo pominęła Panś 
Tadeusza, albo oceniła go surowo, ale poza sferą tułaczy za- 
ślepionych komittjtomanią, wrażenie było ogromne. Słowadi 
w liście do matki pod datą 18-go Grudnia 1834 przyznaje, 
że ^lieroina poematu, choć gęsi pasie, ma jakąś w sobie świe- 
żość dawnych opisów" i chwali przedewszystkiem opis łowa 
dmąct-go w róg myśliwski i żyda grającego na cymbałkach.') 
Zygmunt Krasiński pisał 30-go Października 1834 do Gł- 
szyiiskiego, że „Pan Tadeusz jest epopea drobnćj szlartiy 
nasz('j." •) 

W pierwszym wierszu Pana Tadeusza słowa : LiŁn, 
ojczyzno moja! wywołały ze strony Stefana Witwickiegł^ 



') h''ir(s)iowl-:i'cya t. I. str. 57, wyd. 1882 r. 

E) lliid. 

°| „Jlickiewicz, którego wiersza cala nasza mTodzieil n. 
pamioć i który po Niemcewiczu, i)Lko obyczajem baplaństwa itin-l 
tTtnycli, ?:OHtflje w i^nWicie wiear.citem i piaatunem nuodoiryin, Iffl 
unikiem HA'y['h pieśni wychowa) ducha w pokoleniu nsdchodittf-] 
jHkiii! na[ii-zyk!Bi) zaczj-ha o^tutnie awoje dzieło: 
Litwo! Ojczyzno moja! 

„PrawOiiiHie dziwne Ui poety roztargnienie, jakiemu taden FoUl 
nie Limcrzyl i nie uwierzy. Nie masz bowiem z nas tadn^oeaifl 
nie n'ie<lział, że ojczyzna twórcy Gr»iy»y i WałUtiroda, dla \ 
on Oli niijpierwazój ^■wi) młodości ponosił więzienia, wyfpianiai^ 
cierpi tiiloctwo, jast nie ten lub <^w kaiealćk Poitki, »le ccta Pai 
>'ie mógtża to Mickiewicz zawołać: Polsko! Ojctyzno moja! 
wyląciinem opa:iywaniein sit] litewszczyzoa grzeszy on dwojako: < 
naniprzód, 2e mimo swój choci i wiedzy zasiewa śród braci 1 
prowincyaIi:rmii i powtóre, ie ^woim przykładem wciąga do t 
młodszycłi jiisarzy. Tym spoaobeiii biedua PoUka nie wyjdzie 4 
g^y z ro/biorOw. Jul Moskal, Prusak i Auatryak roacbrali ją ^ 



— 315 — 

p^źni^j dodawał, znowat takąż sumkę, jeśli nie bgdg mógł 
■więcej. Żyj oszczędnie i ufaj Opatrzności," ') 

Wieść, że tjh kolegów z Nowogródzkiego przebywało 
we Francyi, pobudzała Franciszka Mickiewicza do opaszcze- 
nia Poznańskiego. Przedłuż^ pobyt swój w Łukowie, po- 
dając sig ciągle za chorego, przez to samo nie śmiał się 
ruszać do najbliższych okolic. Obawa, aby go policya pię- 
knego poranku nie zaczepiła i osamotnienie z przyczyny 
częstycli wycieczek brabiego Grabowskiego za granicę, po- 
grążyły go w smutek, uskarżał sig Odyftcowi na przykrości 
swojego położenia, a Odyniec, wtajemniczony w lichy stan 
finansowy Adama, starał się zatrzymać pana Franciszka 
w ^''nkowie. W maju 1834 Odyniec, donosząc panu Fran- 
ciszkowi, że nadesłane na jego ręce wiersze „kiedyś celu 
Bwego dojdą" prosił go o wydostanie mu rzeczy zostawio- 
nych w Królewcu, a między innemi bluzy plóciennćj „w któ- 
rćj z Adamem po Szwajcaryi chodziłem. Do t^j bluzy mia- 
nowicie przywięzuję miłą pamiątkę." W późniejszym liście 
czytamy : „Pojmując aż nadto, że oddalenie od wszystkiego 
co miłe, nie osłodzone nadzieją blizkiego złączenia się, po- 
łączone z ciągłą obawą i niepewnością obecnego bytu zdolne 
jest najsilniejszy umysł przytłoczyć, najweselszy humor za- 
sępić, tem bardzićj, że zdrowie twoje tak ci źle służyło. 
Ale wybacz, kochany Franciszku, żęty sam, zda się, zanadto 
popuszczasz myśli smutnej wyobraźni, że za nadto się w ro- 
zważanie cierpień obecnych zagłębiasz, zapominając wszy- 
stkiego, co cię sprawiedliwie pocieszać mogło i powinno, 
to jest zapominasz, 2e nie twoja wina, ale tylko dopełniona 
powinność doprowadziła cię do dzisiejszego stanu, który do- 
tąd daleko jest lepszym od tylu innych, a co człowiek z tak 
sslftcbetnego powodu cierpi, może się spodziewać, że Bóg 
w końcu obróci na dobre." Pan Franciszek zostawił był 
kochankę na Litwie. Odyniec pocieszał go jak mógł : „Dzi- 



— 30G — 

tis:a uważał Mickiewicza za pisarza poczjuającego, przjzoi' 
wał tym początkom większą wartość, ni2 ostatniemu poenur 
towi ; przyznając bowiem, że Farys i Sonety Krymskie s% je- 
dnemi z najpiękniejszych kwiatów poezyi polskiej i że autor 
„dał nam utwory arabskie lepsze, niż wszystkie Moallaki za- 
wieszone w Kaabie," dodawał : „Co dziwniejsza, Mickiewici 
syn cywilizacyi polskiej, mimo że pisał dzieła wyższej w^ 
nie dał nam nic z polskiego gruntu, coby niosło na sobie te 
ceclig doskonałości, odbitą na Farysle i Sonetach A'rt/mtkiti, 
uważanych jai;o poezije mschodnie. To tłumaczy si§ uatur) 
talentu Mickiewicza, który grzeszy zawsze w rozmiarze, sij- 
kowaniu, a ślepi połyskiem : niedostatki i bogactwa stano- 
wiące właśnie cechę rodzajową poezyi wschodu." ') 

Cudzoziemcy, w braku tłumaczenia, ule byli w stanie 
ocenić Pana Tadeusza. Eruil Haag, pisarz protestaacki, 
nowi pod tym względem wyjątek, ale zaczął był zawód svifi 
od nauczycielstwa w Polsce. „Bóg, pisał on, nie odmói 
daru gieniuszu narodo\vi, którego obdarzył Mickiewiczem 
Nic nie ma górniejsżego w wyrażeniu boleści i bohatersti 
od strof jego do Matki Polki." -) Ten sam krj'tyk dodłł 
o Panu Tadeuszu: „Mnlo co mamy u nas i u sąsiadói* 
przeciwstawienia Panu Tadeuszowi. Ale, aby nasi czyteli 
nie poaq,dzali o stronnośi, zobowiąziyemy się podać im orf 
wki tego pięknego poematu . . . Zgłębiając poezye Mickit 
wicza, przychodzi sif powątpiewać, abyśmy kiedykolwid 
mieli poetg we Francyi. Jaka próżnia w większej części 
szych poezyi 1 Jaka suchość uczucM Jaki styl mdły, 



Zofiówks, Pieśni Karjmskleijo, Barhar^, zakazoDO nam je uyUe 
klątwa. Cdi nmn podstaniuno na ich miejsce? Edmunda i p 
datldem halUd ; Górę, poemat opisowa-, dramat Itorj, neciy 
do£ć,3ie bez uczucia i fantazyi, ale aadto hw. lądu i aklado. 
Tomantjczność w Polsce, opuszozona przez naczebuka kona w « 
tach i odach nierymowanych Siylajskiego." 

■) 'Wiaiiomoid krajowe i emiffraeypie Nr. 16-go Sierpnia Ktf 

") Renie fferiiianiqiie lYi&jun lilteraire t. XI. sir. 3S, ISK i 

locenzfe z polskifj litatatury były pi6ra p. Emil Haag. 



— 307 — 

ńczony, zniewieścJaly ! Ile stów dla wydania oijśli ta 
kowćj ! Jak nasz jgzyk jest chłodny, wymuszony, preten- 
inalny!" *) W recenzyi bezimiennej, ale polsidego pióra, 
toszonćj Yi gazecie le Folonais *), krytyk nie szczędzi po- 
wał poecie za umiejętne użycie jędrniej i barwnej mowy 
toczno-ludowćj, ale w jego pochwałach przebija pewne 
;ceważenie „gry na skrzypcach grajka wiejskiego." Owe 
i^ypce krytyk nazywa nawet ordynaroemi, widocznie ży- 
rlby w duszy poecie wykwintniejszego instrumentu. 

Niemczech bardzićj zajmowano sig Mickiewiczem, niżeli 

Francyi. 

„Literatura polska, pisał jeden z głównych organów 
lactwa, ') coraz większego rozgłosu nabywa w Niemczech, 
ody Micldewicza z upodobaniem są tam czytane. 102 nu- 
!f (d. 6-go Października 1834) dziennika Literatur-Blatł 
dawanego przez doktora Wolfanga Menzla, zawiera w so- 
i życie naszego poety, krótko określone i wyjątki z dzieła : 
•mois, wydawanego w tłumaczeniu i staraniem Juliusza 
mdelsona^) w Heidelbergu. RomantycznoU, Pani Taiar- 
vska. Czuty i Trzech Budrysów zamieszczono w tych wyjąt- 
cb. Próbki te dosyć piękny i wierny przekład zwiastują." 
i sama gazeta nieco późnićj dodaje: „Pod tytułem: Nord- 
hler wychodzi w Stutgardzie tłumaczenie tegoczesnych po- 
ów polskich, mianowicie Mickiewicza. Pierwszy tomik, 
.wierający: Farysa, Wallenroda, Grażyna, wyszedł z druku. 
'zeUadał na wiersz niemiecki, z pomocą Ludwika Nabie- 
Ita, J. B. Werner, młody wierszopis, znany już chlubnie 
kilku ulotnych poezyi." ') 



') Ibid t X str. le— 20 Paryż 1837 r. w artykule: TaUiau 
ła lUl&aiure polonaise, podpisBDym przez p. Emila Haag. 

«) Ze Polonais L V. str. 441 w Lipcu 1835 r. 

■) Tygodnik etmgracyi polskiej Sr. 9-gO Października 1834 r. 

*) Juliusz Meudelflon był ochotnikiem z 4-go putkn ułanów 
ilBkich (Pielffrzym polski z d. 27-go Maja 1833 r. eU. 32.J 

■) Nr. 3-go Listopada 1S34 r. Bohdan Zaleski piaat z tuj oka- 
i do Ludirika Nabielaka, 4-go Grudnia 1832: .Mickiewicz napisze 



— 308 — 

Juliusz Wy&łoucb w zbioron7in tomie, \irydaii;m ptiec 
kilku emigrantów, ') podat treść poematu. H. Szotarski, 
w Reme fraticaise et etrangere *) wychwala szczególnie* 0[»- 
sowość u Mickiewicza: „Wielkie, pisze on, lasy polsine wy- 
dają bezustannie szelest, huczenie faliste, wśród nawet naj- 
większego spokoju. Ciągły ten szmer ma dla mieszkańców 
urok cudowny. Ucho myśliwca rozpoznaje śliczną hannoiii| 
w szumie tych lasów ciemnych i nieznanych, serce jego poj> 
muje ka2dy dźwięk tój gry czarownćj. W tych to lasacłi 
schroniły się dawne tradycye, pieśni ludu, prześladowun 
wiara jego i bistorya wielkich czynów. Nieprzebrzmi^ą nw- 
lodyą tych tradycyi, pieśni, dziejów, Mickiewicz podshctii! 
i dźwięki te zrozumiał. Każdy naród rozpoczyna swój za- 
wód od poezyi. Polska zaczyna rówuie od poezyi swc^e 
odrodzenie." Ten sam Szotarski w piśmie eniigracyjnem 
winszował Brodzińskiemu, 2e się doczekał „arki, w któr^ 
my na toniach naszego dzisiejszego nieszczęścia, zachowki 
do przyszło], prawdziwie narodowej poezyi unostm, o«^ 
arki, zamykającej w sobie tyle piękności, naszój, dziś Mo- 
skalem zalan6j ziemi, arki, którą j<^ cieśla Panem Taietutm 
nazwał. ') 

Stanisław Kożmian *) ogłosił w pism 
Athenewn ") rozprawę „o literaturze polskiój XVin-go i XIX-g» 



ftlbo nie napisze, bo )c3t bardzo zatrailoionf, wiem jednak, ie pro- 
jekt twój w zupcinouci pocliwala, nie clice tylko, by W^etved tni 
tłumaczony, którego itRJmnićj ceni z dziel airoich, raczij Cł* 
iyiii, Daady, a mianowicie Dziady, w których t&ki wielki, a OTIp- 
nalny gieniuai poeta dbbz rozwinął." 

•; l'od tytułem: La Brise ifu Xor(l. Paryż 1838 r, p. 
slouch, przytaczając wyciąg z tłumaczenia p. E. Haag lapowiedsiit 
łe wkrótce przekład ten całkowicie ogtoszonjm będzit 
rzone wydanie nie przyszło do ekutku. 

•) Nr. S-go Marca 1837 r. str. 407. 

•) Rocznik Emigraeyi pnUkiej str. 90. 

*) Dziennik Mtwla Polska Nr. 29 dnia 20-gf> 
1838 r. 

°) Pisma wydawane w Anglii przez emigracyą poIak% ni 



fitalecia," którt^ Ilevue britanniyue ') paryzka podała tłuma- 
czenie. Krytyk odkrył w trzecićj czgści Dziadom brak cie- 
pła, a Pana Tadeusza potępiał nie mnićj stanowczo, jak Ka- 
jetan i Aadrzćj Koźmianowie potępiali Ballady i Sonety 
Arymtkie. ,^eBt to poemat rozwięzły, wspomnienie prze- 
szłości bez żadnego moralnego pierwiastku przyszłością jest 
Ło podarek odwadze umarłych bez jednego słowa dla żyją- 
cych. Historyk pochłania liryka, mistyk poetę." 

Ale i w najbardziej krańcowym obozie emigracyi Mic- 
kiewicz miał wielbiciela w osobie Worda. Worcel, wypę- 
dzony z Francy], chowfd w żywćj pamięci przyjemne poga- 
danki wieczorne przy ulicy Louis-le-Grand i przy placu Ob- 
serwatoryum, lecz był tak odosobniony najprzM na' Jersey, 
a potem w Portsmouth, że dopiero w Londynie wpadł ma 
do rąk w 1838 r. Pan Tadeusz „całemu, jak pisał do Adama 
. kwiatu już wtedy znajomy." ') Szczegół ten wymownie świad- 



flzczal; pochlebne n-Einianki o Mickiewiczu i przekłady z jego poe- 
sjri W 3-ciin numerze dziennika: Tiic poUsh Record, wychodzącego 
'n Hnll, znajdojemy Sonijs of the peopU bu Adam Mickiemcz, Gru- 
dzień 1832 r.,- w nomerie 6-tym: Tribide of ihe Rustiana to Ihe foUsh 
poel Mkkiemct, Czerwiec 1B33 r.; w The polish Reeord Nr. J, new 
serici, artykuł o literaturze polski^^j nadesłany z Chatillon bot Seioe 
podpisany: M. 6. zawiera biografią poety, w tym samym zeazyde 
są naat^pne przekłady ; The polish mother by Mickieteiez traruUted 
/rmn the fyench i Prayer o/ the poliih Pil/jrim. W Edymbnrgn wy- 
chodziło inne piamo poświęcone Polsce; Tlie poUsk ex'de, Beaig tm 
Imtiincal, flalisika/, poUdcal and Uteranj aceouat of Poland, intersperted 
teitk poetieal tratulations Jrom the poUsh poels' original poeiry, awsie, 
. fint quarter ediled by N. F. Żaba and F. Zaleski, seeond and third by 
W. F, Żaba, polish refugees. Pismo to umieściło w Nr, II lo the po- 
Mfh MoUter, by Adam Mickiemcz trtawlaled by J. Reid, 16-go Stycznia 
WISSA r^ ft w numerze XI. 15-go Sierpnia 1S33 r. w artykule: Lite- 
raturę of Polarid przedrukowało przekład Parysa z VII. numeru mia- 
sj^cznika: The Metrojiolilan. Muai to być tłumaczenie Henryka 
BeeTe. Tłumaczenie Ksiąi/ Picłgrzymstwa przez Lacha Szyrmę wy- 
^o w Londynie 1833 r. 

') We Wrześniu 1838 r. 

■) Kortspondencya Adama Mickiewicza U III. str. 270. 



— 310 — 

czy o biedacli fulaczego życia. Szczgśliwszy od Latenuta 
Henryka Sienkiewicza, Worrel w Londynie miał z kim po- 
dzielić swoje wrażenia. „Znajomym, donosił od Mictiein< 
czowi. czytałem go głośno, nieraz musiałem czytanie przer- 
wać, tak mię wzruszało całkowite przeniesienie ciałem i du- 
szą na polskie ojczyste nasze ntwy , . . Pozwolili mi wydawcy 
Monthly Magasme napisać artykuł o twoim Tadeuszu^ o owyn 
kamieniu grobowym, położonym rgką gieniuszu, na starćj Pol' 
sce nasz(!^, który tak uderzający obraz przed oczyma jćj sy- 
nów nieboszczki matki icti przedstawia, że nietylko catf y% 
duszę w7czytać w nićj mogą, ale jeszcze i te rozeznają ry^ 
codzienne, które w nichże samych przelała i kti5re sŁanowi| 
przejście ze zmarłego do żyjącego pokolenia, bratając tym 
sposobem przeszłość z przyszłością, a wydobywając z grota 
zaród przyszłego naszego życia. Pierwszy o tobie aityknł 
napisał w 2-gim numerze Monthlij Maijazine ') łtfazzini. Po- 
między tobą a nim, jakże wydam się małym."*) 

Ponieważ wypawnictwo ihe Monthly polish 
ustało po drugim numerze, wigc Worcel zapowiedzianćj 
cenzyi Pana Tadeusza nie ogłosił. Przypuszczać wolno, 
źle był poinformowany, przypisując autorstwo artykułu w dnn 
gim numerze Monlhly maijazine Mazziniemn. Poglądy zga- 
dzają się wprawdzie z późniejszemi zdaniami łliazziiueg* 
o Mickiewiczu. Ale nawet w artykule bezimiennym dałaby 
się poznać Włocha. Recenzent przemawia ze stanowiska 
polskiego, że niepodobna wątpić o jego narodowości. Wki- 
żdym razie, praca ta należy do ciekawszych atodyów o Adii 
mie Mickiewiczu. ") Musiał Mickiewicz mieć w redakcji 



') W tiiżnych IHonlhli/ nagudne z 1838 r. nic o Hickiewil 
nie Etialeźli£my, opr6cz artykułu w 2-gim namerze The potith M 
[/% macazine % Listopada 1833 r. Przegląd ten wydawał Wilne^dJ 
w drukarni polskićj A. N. Dybowi^kicgo. 

*) Korefpondenaja Adama Micki^mkia t. HI. str. 271. 

■) Artyknł ten wyezedt pod tytułem: Adam Michi^wia i * 
Wiera pneklady improwizacyi a Ihi/idóm, Fary$a i Bonetn: 
J>otockie) (Nr. 11, str. 100^113.) 



— 311 — 

thly Waffazine*) prawdziwego wielbiciela, bo już w pierwszym 
zeszycie tego pisma znajdujemy wzmiankę o nim, na samym 
końcu ogólnego zarysu literatur)' polskiej. Autor wymieni- 
wszy Krasickiego, Trembeckiego, Karpińskiego i t, d., do- 
dawał: „S% inni poeci ró^Mii im gieniuszem, a wy2si patry- 
otyzmem, wymienimy pomiędzy nimi Mickiewicza. Utwory 
ich są smętne, ile razy nie opiewają chwały Polski." *) 

Przekonania demokratyczne autora artykułu umieszczo- 
nego w drugim numerze Monthbj magazine zaznaczają Bi§ 
na samym wstępie wypowiedzeniem zdania, że „duszą poezyi 
Mickiewicza jest myśl socyalna." Piszący nie określa bli- 
żej tego zbyt ogólnikowego twierdzenia i mówi dal^: „Jest 
to więcći niż człowiek, jest to prorok, jak prorocy Izraela. 
Przekazuje on narodowi polskiemu tradycye gwałtownie przy- 
tłumione, a wiersze jego podnoszą skai^i wszystkich i oży- 
iriają wszystkich nadzi^e. Głos jego jest głosem milionów, 
które wołają jego ustami, że naród polski nie umarł, 2c 
Polska ma wielkie posłannictwo, które wypełni, bo jest jego 
Świadoma. Głos ten, jest on rękojmią naszego przyszłego 
istnienia pewniejszą niż kłamliwe obietnice dyplomacyi. Nie 
przypadkowo, nie dla stwierdzenia ostatnich chwil Polski, 
dana nam była poczya narodowa. Każdy wiersz natchniony 
jest zapowiedzią przyszłości. Nagrobki narodów piszą histo- 
rycy, nie poeci. Tacyt nie Wirgiliusz zapisuje ostatnie pro- 
testacye wolności. Nie stopniowo, jak poeci romantyczni 
w innycb krajach, lecz od razu dosiągł Mickiewicz szczytu 
chwały. Wielka i święta idea przewodniczyła wcześnie na- 
tchnieniom Mickiewicza ; oswobodzenie 1 przyszłe powołanie 
ojczyzny były wiarą jego młodości, idea ta towarzyszyła mu 
na wygnaniu, nosił ją jak wychodźcy garstkę ziemi ojczystej 
nniesionćj z kraju." 



') Zeaiyt z Października 1838 roku str. 34, artykuł podpi- 
sany J. H. K. 

') Autor artykułu przytacza praeUad Bonetn: Pielynum (ze- 
szyt 1-My atr. OS— 3a) 



— 312 — 

Ton tego artykułu obudził gniew dziennika DeMAraSt 
j'-/lsk{, który zdając spraw- z dwóch pierwszych zesz;tóv 
Jfie polish Mfmthly .yhcazim^ tak sie wjTazil: „Uniesienia u 
Mickiewiczem są przesadzone i nie wiem, gdzie jest socyalu 
zasada, która przewodniczyć ma natchnieniom zało2ycidi je- 
ztiicki^j szkoły między pohkimi wrchodźcami. Czjlit eub 
niiesł^cziiik nie mówi. że Mickiewicz same wspomnienia i po- 
dania przedstawia? Czyliż Jlickiewicz w swoim nąjniero- 
zuniniej wj-slawionym Tadetazu nie wynurzył niejako barba- 
rzyńskiej nienawiści umysłowemu mchowi i rozwinigciu Pid- 
bki? Człowiek staiu quo, a nawet cofania, niewątpliwie nie 
jest popieraczem socyaln^j zasady. Wynurzyliśmy i powta- 
rzamy słowa, wzigtość narodowa Mickiewicza, powstała prza 
i^wiatło, które nie odeń świeciło, chociaż bynajmnićj nie za- 
przeczamy Mickiewiczowi wysokich i umiejętnych, czasanń 
najszczc^Iiwszycb, prawdziwie slkOiiczonych usposobień. M> 
rzeczy i przedstawienia, których dalćj posunąć nie moSna." ') 

Tomkiewicz i jemu podobni wymagali, aby w katdym 
wierszu występowała zasada socyalna. Jaka zasada, na to 
nie mogli się i w towarzystwie demokratycznem zgodzić. 
Zai^ada, 2e człowiek jest na t^j ziemi, aby jemu i dmgiot 
nhyio jaśniej i lepićj," -) którą Mickiewicz wyznawał, jest 
arcysocyalną ; poezya, po przeczytaniu którćj, czytelnik czaję 
się lepszym i pewniejszym drogi, nadaje właściwszy kierunek 
ruchowi umysłowemu, niż przeżuwanie pustych maksym. 

Po wyjściu z druku Pana Tademza ustaje twóraośó 
poetycka Mickiewicza. Zdaje się, że odtąd uważał za wil- 
niąjsze dla siebie zadanie wpływać osobiście na braci Łolir 
czy, na tych mianowicie, na których liczył wiele w pracj 
duchowi!^ nad odrodzeniem Ojczyzny. Obszemićj o tembf- 
dzic mowa w następnym rozdziale. Tymczasem wróćmy do 
życia domowego Adama. Parę szczegółów o niem pod^e 



') hinnokrntit polski, pismo polemiczne pod kierunkiem Kui- 
mierzti Tomkiewicza wydawane str. ii. l'oitiera J-gg Grudni* 183i 
'■■j h'tiiespondeiiqja A'1-ima MickicivUza t. I. str. 120, 



— 313 — 

Pani Celina w listach do rodziny. 19-go Października 183ł 
jHSze do ciotki Julii Wołowskićj : „Mam się, chwała Bogu, 
zapełnię dobrze. Moje małe gospodarstwo dość dobrze idzie, 
ale najtrndnićj zajmować sig kuchnią, do tego polską, bo 
Adam francnzkićj nie lubi." Pani Celina znalazła w Paryżu 
jednego tylko znajomego znad Newy. „Karol Wodziński 
bardzo ci się kłania, bywa n mnie, lecz biedny, słaby na 
piersi. Zambrzycki ') przeszłego roku umarł tu na su- 
choty, żal mi go bardzo. Nie ma tu nikogo więcćj z na* 
azjch dawnych znajomych. Moje najmilsze rozmowy z Ada- 
mem są o dawnych czasach petersbarakich, wspomina często 
o tobie kochana i droga Julciu, kochamy cię i szanujemy 
jak matkę. Przepowiadałaś i prosiłaś Boga o szczęście dla 
mnie, wysłuchał Pan Bóg twoje proźby, gdyż jestem zupeł- 
nie szczęśliwa. Adam polecił mi ucałować ci rączki, co 
2 wdzięcznością spełniam." 

W 1634 r. wylądował był w Hawrze z cafą gromadą 
Litwinów brat cioteczny Mickiewicza, Łncyan Styputkowski. 
Należał do tych żołnierzy długo trzymanych w fortecach 
pruskich, których rząd zdecydował się ostatecznie wyprawić 
do Ameryki. Udało się im jednakże w Europie pozostać. 
O odyssei tćj garstki tołaczów doniósł Franciszkowi Mickie- 
wiczowi Nowogrodzianin Terąjewicz 30-go Czerwca 1835 r.: 
„Wydobyliśmy się przecie, pisze on, z więzienia i tyranii 
naszych prześladowców." Ciężka była przeprawa morska 
z Pomorza do Francyi. Okręt odpłynął 25-go Listopada 
183t r., ale wszczęła się burza. „Szturm na moście okro- 
pny powstał i pierwszy raz w życiu odbywając morską drogę, 
nie mogąc ustać na miejscu, rzucaliśmy się po całym okrę- 
cie, 89dzą«| iż nadeszła chwila rozstrzygnięcia losów na- 
szych." Wyprawa I-go Grudnia 1834 r. przybyła do Nor- 
wegii i zawinęła do małego jakiegoś portu w okolicach Man- 
dol. „Pozycya skał niebotycznych, pisze Terąjewicz, nie- 

)) Lndwik Zambrzycki, poseł litewaki, umarł w Paryża 25-go 
<:;zerwca 1634. 



— 304 — 

rozproszy! swe pienia według kolei iycia lułaczego, bnn fi- 
litycznycb i wygnania. Osiągniemy nasz cel, jeżeli ob 
w tych, którzy Mickiewicza nie czytali, cligć poznanii Up 
jedynego w sv>-ym rodzaju poety. Na nwielbieoiach potifr 
ności nio będzie mu zbywało, ale miło nam oddać mn iidt 
wpizód nim s\ę ot»'orz% uczy tłumu." Prassa. emigngjK 
wyłącznie zajgta wewngtrzDcnii swarami albo pominęła ftt 
Tadeusza, albo oceniła go surowo, ale poza sferą tnlaay o- 
ślepionych komitctomanią, wrażenie było ogromne. Słowicti 
w liście do matki pod datą 18-go Grudnia 1834 przyzniit, 
że „heroina poematu, choć gęsi pasie, ma jakąś w sobie iw 
żość dawnych opisów" i chwali przedewszystkiem opis lora 
dmącego w róg myśliwski i żyda grającego na cymbałkadl 
Zygmunt Krasiński pisa! 30-go Października 1834 do Gi- 
3zyi'iskit'go, że „Pan Tadeusz jest cpopea drobnćj alitiilj 
nasztj." -) 

W pierwszym wierszu Pana Tadeusza słowa: Lititł 
ojczyzno moja! wywołały ze strony Stefana Witwickiegsł 



'J Konsiiowleneya 1. 1, str. 37, wyd. 18S2 r. 

«) lliid. 

■{ „Slickiewicz, którego wierszo cała •ca.szi DiTodziei un 
pnmirć i który po Niemci.'n'iczii, jako obyczajem tapliuistwft 
iytnycli, zostaje w l'n\s7.cłe wieszczem i piaatunem narodowym, ^ 
urokiem nA'ycłi pieśni wychowa) ducha w pokoleniu nadcbodi^ 
jakże n&pi-zykind zaczyna ostatnie an-oje dzieło : 
IJtwo! Ojczyzno moja! 

„Prnwilziwie dziwne to poety roztargnienie, jalcietnu ładen 1 
nia unicrzyJ i nie uwierzy. Nio masz bowiem z oas tadnE^ 
nie wiedział, ie ojczyzną twórcy Gratyny i WaiUnroda, dla \ 
on ud najpierwsitój swS] młodości ponosił więzienia, wygnania! 
cierpi tulactwo, jest nie ten Inb ów katcaUk Polski, ale e«la Pi 
Nic mógtże to Mickiewicz zawołać': PuUko! Ojetyzno moja! TłbW 
wylącznem opasywaniem *ię litewsiczjznit grzoazy on dwojako: i 
Bamprzód, że mimo swO) chęci 1 wiedzy zasiewa aród braci ic^ 
prowincyaLizmii i powtóre, fe ^woim przykładem wciąga do tq 
młodszych piaarzy. Tym sposobem biedna Folsks nie wyjdna 
gdy 7. ro7.biorów. Jut Itloskal, Prusak i Austryak mabnli H 



-diłfdy mu jedynie ten zaszczyt jakiego doznał, niemnićj 
-wdzięcznie ziomkom dzigkuje. Zaledwie dla nieopisanego 
iiałasu dosłjszeć można było, gdy mówit, że każdy toast 
■ wydaje mu się zbyteczn)!!! w tćj chwili nawet : Kochajmy sig I 
\ „Ci co słyszeli, klaskali. Przy czarnój kawie i cyga- 

I rach, nacierano na Stefana Witwickiego, aby zaimprowizo- 
F- wal. Wzbraniał się stanowczo, prawie Big gniewał. Nako- 
|. nieć, ulegając natarczywym proźbom, aby choć parg wierszy 
f powiedział, powstał: 

Mówił Ursyn, mówił Adam, 
Po Dich mówić, do nóg p&dom. 

„Itzekł i usiadł. Brawami i śmiechem odpłacono kon- 
■cept poecie." 

Kronika emigracyi pi7&A:Jc/' nadmienia, że jeszcze przemó- 
wili: Plater, jenerał Dembiński i Aleksander Jełowicki. 
'Wspomnienia wigc powyższe widocznie były zredagowane 
'.. -w wiele lat po uczcie. Ale jeżeli grzeszą w niektórych szcze- 
. .gółacłi, zdaje się, że s% wiarogodne w głównycłi zarysach 
i praenoszą czytelników w czasy początkując^ emigracyL 
Była ona liczna, obfitowida w ludzi znakomitych i wymo- 
-wiiycłi i wielki gieniusz jćj przyświecaŁ 




X. 

Ctątkn warunki mat«ryalnego bytu. Sfoaunki z Awiatem litaff 

ckim paryzkim. Próby pisania po fninouzku i łycia na mL 

Zwrot religijny w emigraoyi. 

Ogloez«Die przekładu Oiaura. Zaprsriaźnienie si^ t panią Elibwl| 
Sletłay i poznaoie glównycli pijarzy stolicy. Współpraco wnictM* 
w Recue <lii Xorfl i powody zaniecliania jego. Urodzenia i AimĄ 
córki. Pobyt w llomont. 7.tif.yto^ć poety z Karolem WodzLbkis^ 
Okazy uwielbienia i życzliwości Edwarda Raeiyuskiego. Nicipti 
dziane zapomogi i netalenie sic na nowo w miećcie. 

Mickiewicz ogłosił na początku 1835 r. wspani^ sif 
przekład Giaura, ') przypisany Julianowi NiemcewicMfŁ' 



■) BSiUogrophie de la France podaje wyjście z drukn Gmi 
c <}-go (irudsiei 1834 r., ale dzieło puszczono w obieg A 
piero w 1835 r. 'Widać ze wzmianki dziennika U Polonais, że pi 
rękopism Giaura dał do druku we ^VrEeflnin 1834 r. {Le Pak 
t. III;. Jełowicki i .Tamiszkienicz nie mało niiali kłopotu 
rami, podburzanymi przeciw nim w imieniu eocyalistycraych t 
śmieszna pamiątkę tych zatargdn- stanowi wyrok, -wydany ) 
gromadę Onidziąi na Aleksandra Jetowickiego i Gnatachc^ J 
nuszkiewicza na zeandzie, że „podnoszenie robotników płacy JM 
powinnością, zmniejszenie Tak ji'j, zwłaszcza w emigraoyi, ] 
ludzbOHci występkiem." [Ln-i polski w emigraqfi IS-^CS — lBt6 str. 3 
Jersey.) Wyroić ten uchwalony na posiedzeniu gromady dnia U 
IJetopada 1S35 r. pozbawia! skazanych „wszelkich praw obyi 
«twa polskiego," w chwili, gdy obce rządy iadnych praw obyn 



— 327 — 

Niemcewicz mieszkał wówczas i, rue du Colysee, blizko Adama 
Kniaziewicz tćż blizki sąsiad i Niemcewicz czgsto do poety 
zachodzili, zapraszali go do siebie, ich towarzystwo nie jeduę 
mu osłodziło chwilę, wśród nieustających swarów eniigracyi 
i coraz cięższych warunków życia. 

Można powiedzieć o stolicy Francyi jak o Rzymie, że 
wszystkie drogi do uiej prowadzą. Przesuwali się więc przez 
Parjż dawni znajomi Mickiewicza z Moskwy, Petersburga, 
Kzymu, W Marcu 1835 r. zawitała do Paryża Pani de Cir- 
conrt ;') milo było zapewne Mickiewiczowi powziąć bliższe wia- 
domości o jej matce i bracie, zachodził czasem do nićj , ale 
ule dał się zaciągnąć do zastępu znakomitości różno-naro- 
(iowych, które stanowiły ponętę wytwornego salonu arcy- 
światow^j Kossyanki, 

Z inną cudzoziemką Irlandką, a więc sympatyczna 
Irlandyi północy, jak wówczas często nazywano Polskę, 
z panią Elżbietą Marlay, Adam Mickiewicz zawiązał tak 
przyjazne stosunki, że ona byłaby trzymała do clirztu, starszą 
jego córkę, gdyby była na czas odebrała list Mickiewicza, 
pisany w ciągu podróży j4j po Niemczech. ') Elżbieta Mar- 
lay, bardzo majętna i muzykalna osoba, Mickiewicza i żong 
zabierała do loży swćj w konserwatoryum muzycznem, lub 
w teatrze włoskim, a była to świetna epoka włoskiój opery 
w Paryżu. 

Serdeczność jednych, uprzejmość drugich odrywały Mic- 
kiewicza od trosk codziennych, ale coraz bardzićj dawał ma 



ekich tnlftczom nie przyznawały i poddawały ich kapryiom ministrów 
i wlads policyjnych. Naturalnie, że nikt tych platooioznych wyro- 
ków nie brat na seryo, oprócz łych, którzy )e wydawali i ogłaszali. 
Czytamy w liście Wodzińskiego pod datii 10-go Lutego IbSU r,: 
„Krepowiecti, odurzywszy kilkunastu żołnierzy z Portsmouth założył 
gromadę Grtidziąt, która niedawno wypaliła odezwę do liraju i do 
emigracyi. Jest to arcydzieło starozakonnego nierozumu, nienawiści 
i azału." 

>) Koreipondencya Adama Mkkieaiczn t. 111. str. 103. 

») Ibid. 



— 328 — 

Rig czuć brak stałych doehoduw. Mato co z dzieł wf^ynlo, 
trzeba więc bv]o ^orzd'j jeszcze ścieśniać się : „Bieda, pisd 
30-go Kwietnia 1835 r. Kustacby Januszkienicz, zaczyu 
eniigracyi dokuczać, a bgdzie wstyd krajowi, 2e jednego, je- 
dynego wieszcza opuścił. Adam musiał odprawić riniąci 
i Celina sama zawiaduje i domem i kucłmlą." ') Pani Cel^ 
gotowa była wyrzec się wTgód, troclic przecież kosztom^ 
ją musiało nabranie wprawy do ciężkiej emigranckićj go- 
spodarki. 

Gwarne i liczne otoczenie tułacze, jeżeli często napeł- 
niało goryczą serce Adama, to też nieraz korzystnie wpły- 
wało na jego usposobienie: „35-go i\Iarca, pisze dalćj Janosi- 
kiewicz, miałem u siebie, jako w rocznicę powstania Litwy, 
kilkunastu rodaków. Przy obiedzie i muzyce, Adam sig tro- 
cłię rozweselił i improwizował długo, opowiadając, czego do- 
znał od cliwili, kiedy nas i Wilno opuścił. Rozmowy toczyły 
sig o szczeg<)IaL-b powstania i zawsze o Litwie, bo chcmy 
Adama skłonić, aby dalój pisał Tadeusza. W wielką sobolf 
byliśmy ja i Szemioth z Adamem i nalrącaliśmy znowu tj 
myśl. Bodaj że Tadeusza syn wyjdzie na scenę." *) 

Mickiewicz nie przystąpił do dalszego ciągu /'ona Ta- 
deusza. Wydawcy emigracyjni byli pełni dobrćj woli, aie 
bardzo ograniczeni w środkach. Zdawało sig łatwiejszy przed- 
stawiać zarobek pisanie po francuzku rzeczy, mogących wy- 
chodzić w przeglądach paryzkich. Zachęcało do t^o Mit 
kiewicza założenie w Paryżu Jfevue des Elati du Nord. f 



') Z dzicriaiba Eustachego J&nu szkleni cza. Ś. p. JftuosikK- 
wicz notował czasem aobie Edavzenia emigracyjne, w p6ŻDieiHyd 
lat&ch uzupełnił te notatlci wypisami ciekawszemi z listów Bwiwi 
do narzeczoni^j Kiigenii IjońsB. 

') Ibid. 

') Rn w des Elals du IVord el principalement rf« pags germmi 
gues foitdee fmr J. S. Bon/et de Mćlz et R. O. Spaiier, tU LeiptiA. 
I*ierwszy zeszyt ukazał si^ w Marcu 1835 r. Już w prospekcie is> 
powiedziao}- był artykuł Mickiewicza „aur la peiature religiausa 
cŁ modernę d&i Allemands." W ISlJti i. tytuł uległ ztniaiiie: Rtm 



— 329 — 

Wspdłwydawca tego pisma, niemiec Spazier, zbierając zaraz 
po wzigciu Warszawy materyi^ do historyi listopadowego 
powstania, zgłosił się o potrzebne mu objaśnienia do wybi- 
tniejszych osobistości rewolacyi, starał się powziąć wyobra- 
lesie o nowoczesnćj literaturze polski^', a w 1832 r. prze- 
tiumaczyt Fart/sa; w 1836 r. wydrukował tłumaczenie Pana 
Tadeusza w Lipsku; życzył on sobie zasilić nowy przegląd 
utworami Mickiewicza. Mickiewicz go nie lubił; dał mu 
przecież, jak się w jednym liście wyrażał, kilka kawjdków 
po francusku. ') Pierwszy kaw£dek był u3t§p do zamierzo- 
na pracy o malarstwie w Niemczech *) Gazeta Tygodnik 
emigracyi polskiej zaraz doniosła o wspólpracownictwie Mic- 
kiewicza jak następuje : „Dziennik raz na miesiąc w Paryżu 
wychodzący, Beme du IVord, a wydawany po najwigkszćj czg- 
ici przez pisarzów niemieckich, zajmuje sig gorliwie rzeczami 
polskiemi : w pierwszym numerze tego pisma : o malarstwie 
w Siemaech (wstęp) przez Mickiewicza" *). Mickiewicz do- 
wodził, że sztuka nie jest rzemiosłem, nie polega, jak to dziś 
tylu malarzy mniema, na wiemem naśladownictwie natury, 
ale wymaga, aby szukać wzorów w świecie nadziemnym i da 
się wskrzesić nie oddaniem formy, lecz ożywieniem ducha. 



tUi Etałs du Hord, on cfaoix d'artio1ea tradnits des iiouvellea publi- 
catioDs de rAllemagne, la Suiase, ta Belgique, la Su&de, le Daae- 
marek, la Pologne, la Uuasie eW. sur la littńrature... et les pro- 
gres da Tesprit humain chez lea peuples slavBS et gennaiiiques etc 
A\% naiwisko Spiziera znikło z okładki, prawdopodobnie nsuDięcie 
się jego było ptzyciyną, że Mickiemcz zaniecha! pracy Bwojćj o ma- 
larstwie. W 1837 I. przegląd nazywa się po prostu: Revuć du Hord 
pobli^ aotiH la direction de J. J. O. Feltion. W 183S r. dyrektor 
Fizeglądo nie wymieniony na okładce. 

') Korespemdetuya Adama Mkkiemcza i. I. str. 154. 

•) Beaux-arU. De la pemCure religieuse modernę des AUeramtds, 
w teszycie Marcowym Recue dy Kord str. 106 — 114 podpisany: A. 
M. Przekład tego arlykułu pióra p, Józefa Kallenbacita wyszedł 
w PrteglądM poUkim w Styczniu 1891 r. 

*) Tygodnik emgracyi polskiej Nr. 8, Częić V. Faryt 6-go Maja 
1886 r. str. 63-64. 




w Maju Mickiewicz ogłosił w tćjże samćj Heuue du Sari 
tydzień miodan>!/ rekruta '). Próbował sig Adam w rodząJB 
uprawianym przez Merim^, jego tydzień miodowy reknla 
nie ustępuje w niczem zdofiyciu reduty tegoż aatora. Ale 
przecłiwalki Spaziera zniechęcały Adama do Jlevu£ du Xord. 
„Czytałeś, pisał on do Odyiica, zapewne tłumaczenie nkmie- 
ckie Tadeusza, albo słyszałeś o niem. Oszust Spazier wy- 
drukował, że to ja gemeittschaftlick z nim pracowałem, a jam 
ledwo początek słyszał" *). Nadmieniał Odyńcowi w Paź- i 
dzierniku 1835 roku, że tworzył różne plany na przyszłoś^ \ 
„ale, dodawał, nie wcielają się i przesuwają się jak cienie').'' ' 
On, co wykładał artystom, że malarstwo nie jest rzemiosłem, I 



') Afi/liaii/es .' St'rnaine ile miel iChh eoHscriI, tragment dtt nrf- 
moirea d'uii aergent polooais str. .'116- 5S8, bes podpuu, ale m 
nsobnu wydanym Smtunaire il^i principaiu; artidet piililies dtau la 
hidls premiers miiiieros znajdujemy pod rubryttj : Beaux-arU : lur U 
peintutc ruligieiise des Allciuands par Adam 3Iickiewicz, a pod r» 
bryką; Conies et iiowelles: La semaine de miel d'un coDKiit 
-Ailam Mickiewicz. Przekład tego urywku wysjwdl w V-tyin t. Ititl 
str. i^a 

') A'oresponiUiie>/ii Ailama Mickiewicza t. L str. 160. Oto urtę 
>^paztera, do kt^ref^o udaoDi sii; list Mickiewicza : „Uebrigaua iit bn 
Wort in der Jtaarbeitang, dnss Mickiewicz mit dem Studium im- 
sri^r r^pracho selbst Htif eine Weiee vertraut, dte mich achr eA 
Husserordentlicb frai>]iierte, uichts, ais die treueste Wiedergebmi 
des ScinigeD sacrkannt liiittc. .Tedes Biich ward vor ibm and ein^ 
Kmse di^utacher ond polnisclicr Frcundc gelescn, erwogen uud maii- 
cho bedeutendc Aenderuog von dem Dichter beantra^ tmd anf dff 
Stelle gemaclit. „l>ic Jtilder und Sprichwiirter sind itbendl jm%»- 
Sndcrt gdasppn worden; die einiige Yerttinschung im dritten Buck 
dca .^rautjunkcrs'' gegeii „BuchweizenBiiher," waa im Folnischa 
deii«<'lben Bogriłl' bat, geschab atif aasdriicklicbea YerlAugeu dei 
Dicbtcra" — (Ihrr ThaiUrms oder iler U-tzle Sajasdin Lilkmiat. Sn* 
.Schlacbtaitz (iescbichte aiie den Jahren ISll und 1612. IbzwSI 
Biichem. Aiu dem PolniMchen des Adam Mickiewica io Gemea- 
scbaft mit dem Dichter von R. U. Spazier. ErateF Band. Leipofr 
Yerlag von Job. Jacob AVeber 18*5 Mr. VIII. i XrV.) 

') Horespoiulencya Aiiama Uickiemicza t. I. atr. 1Ó4. 



— 331 — 

nie mó^ i literatury uprawiać jako rzemiosło. A tego, 
który żałował, że przynajmniej o pół tonu nie podniósł Pana 
Tadeusza, nie nęciła cłiwała Merimego lub Walter Scotta. 
Od nowelek 1 estetycznych rozpraw odciągały go dzielą mi- 
styczne. „Zdaje się przecież, mówił Odyńcowi, że korzy- 
stałem wiele, myśląc i czytając kilka tylko książek, które 
dostarczają zapasu na długie medytacye" '). I radził mu 
czytać dzieła Saint-Martina i wizyc mniszki Emmcrich. 
W rok później wizye Emmcrich dał Dawidowi d'Anger8, 
który w rzeczach duchowych bardzićj ulegał wpływowi La- 
mennais'go, a w artystycznych przejęty był poglądami Ada- 
ma. „Czy Dawid, wielki rzeźbiarz, pisał do Wiktora Pa- 
Tiego Kajsiewicz 6-go Października 1836 roku, jest jeszcze 
w Angers ? Gdzież przebywa ? Mickiewicz dat mu do czy- 
tania siostrę Emmericb, znajdiye, że to piękne, ale natural- 
nie pod względem artystycznym. Jaka szkoda, że ten czło- 
wiek nie jest Gbrześdaninem. Bzadko go widuję, bo mnie 
to martwi, często modlę się za niego." 

Mickiewicz wypowiedział swoje Credo literackie w liście 
do H. Kajsiewicza pod datą 31-go Października 1835 r. 
„Mnie się zdaje, że poemata historyczne i w ogólności wszy- 
stkie formy dawne są już wpół zgnile i tylko można je od- 
żywiać dla zabawki czytelników. Prawdziwa poezya naszego 
wieku jeszcze może nie urodziła się, tylko widać symptomata 
i^ przyjścia. Zbyt wiele pisaliśmy dla zabawy albo celów 
2byt małych: Przypomnij sobie proszę te słowa Saint-Mar- 
tina: On ne deirail ecrire de vers tflCapres avoir fait un mi- 
rach. Mnie się zdaje, że wr6cą czasy takie, że trzeba bę- 
dzie być świętym, żeby być poetą, że trzeba będzie na- 
tchnienia i wiadomości z góry o rzeczacb, których rozum 
powiedzieć nie umie, żeby obudzić w ludziach uszanowanie 
dla sztuki, która nadto dhigo była aktorką, nierządnicą lub 
polityczną gazetą. Te myśli często we mnie budzą żal i Ic- 



') Jiorespondeticya Adama Mickiemicza t. I. atr. 154. 



333 



ilwii' nit' /}ii'y'*''V' »A'st'* zfliije nii się, 2e widzę ziemię obie- 
t;m:i iiin',->i. jak Młtjicsz z g''>n-. ale iziiję, żem nie godzien 
;-iii-r .ii' uiij. Wioiu jtrzocie s-Mzie leży i wy młodzi patrzcie 
u tamlt; >iioiu\" ') 

\':A\c .iiimtrywauia pokrzepiały moralnie poetę, ale 
i:-.- .! »uah iiiatiTyaliiie jego interesów. A spodziewa! się 
\»\!.:.-.- .i.'it'iK:i. ..Kiizia, -) jiisala 6-go Marca 1835 r. Ce- 
; ,-. \::.kif«io/ł'wa ilu Julii Wolowskiei, mnsiała ci wzmian- 
i,«.i.' -• !ii'\it\i słabości. Kiody tak B6g zrządził, to się 
. .'^ .■ 1 i.ekam / odwatią koiica. Adam sobie życzy córki, 
w,-. M :ak*i'. iho.iai inialaiii inne pragnienia. Mam się 
■..■;,t- iMiii i' iU'ł>r.e i j'.;^ wcale nie cierpię. Adam ścifka 
, ;^,-.ki." W Sierpiiiu pani t."el:na otrzymała wiadomo^ 
,■ ■i,-.w iMMii ^V.«K-\^ski.■;. .ItLij^iero oi dwócb dni. pisała 
■ ^,- S:4i;".::a l"^'"' v. .to s: stt} Heleny Malew^kićJ, dowie- 
/■.■.!•,■■: j-.i- o !',''',>:u'; >:r.-,:!e jr c--,* babuni. To nieszczę- 
s. ,■ ;■.■;■..;.■*! ■■■■;' *' i".".: ii-.:. 'tiiAS :;:? poddaję mn się, 
j;. V ■ . tt I, ,;,-,iu;; -;.:: r.;«:jTaz'i i nietylko o sii- 

■ .':.- ,•.• ■ >- :vM. \ :•.-■ Li. :-:^; :;:: :a:t •:•! tak dawna, 
;, . ■ " ' A" -':.■■ V,:.i-; z :<' :'i:;zi. sie odbierając 

«.' "s- •■■■*, ; 'A /rs.i"---. --li-.i; z:; Liresz;ie p<>- 
» ,v ■■.',»■■; - "'■ -. T ; w.f'ii:iii. ^zeai opędzić 

■ i.'. ■ ;.v ■ '.■ *■:;.•■': itzu :.-ii-»ifi *;« ; .Proszę 
.-. .- .1 . ■■•: i:i f ■;: . : z:-iz:±L:-i. Mam si{. 

. "-A ■ '-■ -; ■.■■-:: tt. .;,r;*i3 *■> szczęśliwie 

• - ■ -• ^ ~ .:' "• tj: ".tij: ;ir.-*. ijbry i co- 
. .■ -■ .-■>.- --.-i. ii ;■: n±:i-i~ '.'iyby nie 

V ~ - '■■'<■ 1 ■■-.■■:: :-.7eii;-i. j. rjpełnie 

V ^ ■ ■ V! .-. ,;■■:: . : .,--,:^ s-j roj-iro cieszę. 



— 333 — 

po milion razy z gigbi serca wraz z Adamem, ktdry się leni 
napisać, tak jak to zawsze bywa." 

I do brata Franciszka lenił się Adam napisać, póki nie 
zaszedł oczekiwany wypadek. Fan Franciszek w takich ra- 
zach odzywał się do Odyńca. „Pan rejent, odpowiedział mu 
Odyniec 19-go Sierpnia 1835 r., choć nie ma bardzo z czego 
się radować, przynajmniej tćż i bardzo desperować nie ma 
przyczyny. Brat jego żyje i zdrów, Bogu dzięki. Miałem 
od niego wiadomość z końca przeszłego miesiąca, pierwszą 
dopiero w tym roku. Go chwila spodziewał się potomka, 
do tćj pory mnsisz być stryjaszkiem. Nie powinieneś mieć 
mu za złe, 2e nie często do ciebie pisuje, wiesz jak mu tru- 
dno do pióra. Zakomunikowałem mu jednak twoje wy- 
mówki." 

Niemcewicz i Kniaziewicz przepędzali lato w Montmo- 
rency. Mieścina wznosi się nad jedną z najpiękniejszych do- 
lin w okolicach Paryża. Mało wówczas zabudowana, z przy- 
ległym lasem, stała się ulubionym zakątkiem dwóch wetera- 
nów, których męczył łoskot wielkićj stolicy, miejscem miłych 
przechadzek i gawęd. Spieszyli z Pai^ża do nich rodacy 
nidzi ich odwiedzić i odetchnąć wiejskiem powietrzem, i od- 
tąd Montmorency stanie się dla emigracyi i dla krajowców 
chwilowo przebywających w Paryżu, miejscem pielgrzymki. 
Kerwszy Witwicki dla towarzystwa Niemcewicza i Kuiazie- 
wicza poszedł za ich przykładem i przeniósł się do Montmo- 
rency. Z listu j^o bez daty widać, że ponieważ panią Ce- 
linę dłuższe wycieczki zbyt nużyły, a Saint-Denis leż; na 
pół drogi do Montmorency, więc Łam mif^ się odbyć obiad, 
■wydany przez Kniaziewicza przyjaciołom ze stolicy: „Histo- 
rya dnia dzisiejszego jest taka, pisze Witwicki, z podróży 
do Saint-Denis nic nie będzie, jak to już jenend pani po- 
wiedział, ale wtenczas, gdy to mówił, nie wiedzit^ jeszcze, 
czy ułoży się obiad w mieście, teraz zaprasza was na go- 
dzinę 5-tą do siebie, tu w Paryżu jutro w niedzielę, gdzie 
będzie ten sam obiad, co miał być w Saint-Denis i ta 
sama kompania, oprócz mnie. Gdyby pani była chora i nie 



— 334 — 

mogła przyjść, odpisz mi to zaraz, ale jenerałowi byłobj 
[irzjkro , gdybyście nie byli , więc bgdziecie koDiecznie.^ 
W innym bileciku ^Yitwicki przysyła lalkę dla oczekiwanego 
dziecka : 

6-go Lipca 1835 r. z Montmorency. 
„^Yielmoźna Mościa Dobrodziejko, przy wydarzono 
okazyi i przez oddawcę tego listu, opatrując wcześnie po- 
trzeby spodziey^anej pupki, pospieszam z przesłaniem papki 
niniejszej, z którą mam zaszczyt zostawać i piaać sig 
■\VWWPani Dobrodziejki 
najniższy sługa i podnóżek. 

De Montmorency," 

Ody Adam wymagał koniecznie pupki, a pani Celioi, 
jak widzieliśmy, przestała obstawać za synem, wigc już tylko 
o córce była mowa, i stosownie do oczekiwania rodzicdw 
i bli;iszycli przyjaciół, pani Celina 7-go Września „powiła, 
jak o tern doniósł Odyńconi Mickiewicz, bardzo szczęśUtńe 
córkę. Możesz sobie wystawić, jaki w tern dziecku jest zbidr 
wdzięków, cnót, przymiotów i zalet. Matka codzień nowe 
odkrywa i ja powoli tym odkryciom wierzyć zaczynam." '} 
Cłirzest odbył się w kościele Saint-Pbilippe du Roule 31-go 
Października. Niemowlę trzymali do chrztu w pierwszo pa- 
rze Niemcewicz -} z panną Aleksandryu^' Wołowską, z 
pujiicit nieobecną Julią, \Vofowską , w drugićj paize zapisano 
l'ranciszka Malewskiego i Elżbietę Szymanowską, macocb{ 
pani Celiny, dziecię otrzymało trzy imiona Maryi, poniewat 
przyszła na ćwiat w wilii| narodzenia Najświętszej Panny, 
i Heleny, na intencyę pani Malewskiój, a Julii na intencyj 
Julii Wołowskićj. Ksiądz Skórzyiiski, który dawał ślub Mic- 
kiewiczowi, był też obecny temu obrządkowi. 

Tajemnica przyszłości nai'odowej, którą natchnienie od- 
krywa gicniuszowi błyskawicznie, leży w liistoryŁ Historya 



') KurtiiHiiuleiiaja Adama Mickiewicza t. L Btr. 153. 
«J Jbid. t. lU. su. l'jr. 



— óób — 



jt nie tytko opowieścią przeszłości, ale i wytknięciem dróg 
owadzącycli ku dziejowym celom narodu. Mickiewicz, zwi- 
awszy skrzydła poetyczne, bo nie chciał bujać po znanych 
LI wysokościach, a nie czuł w sobie siły dotrzeć do sfer 
czytniejszych, zwrócił sig do badań dziejowych i zaczął 
lierać materyały do napisania historyi polskiej, „Ja teraz 
jdzę w prozie, pisał do Odyńca, czytam kroniki." *) Wrzawa 
oigracyjna często go rozstrajała. „U nas, donosił Kajsie* 
.czowi, ciągłe kłótnie i pojedynki. Dziś Jełowicki ma 
rzelać się z Duninem : Istna wieża Babei 1" ^) Bohdan 
deski uległ chwilowo pokusie pustych obrad i czczych gło- 
wań. „On ciągle, mówił o nim Adam, politykuje i komi- 
tuje. Jesteśmy jak dwa instrumenty, na których grać nie 
ożua razem, bo ka2dy inaczćj nastrojony." ^) Bozkiełzanie 
nysłów dawało się we znaki i w literackich objawach. Nie- 
:óre płody poetyczne przewj'ższaly potwornością najuiedo- 
;eczniejszą prozę. Ludwik Mierosławski ogłaszał na przy- 
:ad poemat swój Szuja') z następną dedykacyą : „Adamowi 



') Korespimdatcya Adama Miektewieta t. I. str. 154. 
«) Ibid. Btr. 157. 
») Ibid. 

*) Suija, wiersz Ludwika Mierosławskiego, nukladem autom. 
ayt w 18-ce. Autor opist^e ucztę w piekle: 

Mefistofelca poetom ją dawał, 

Słychać nawet było jego alowa: 

,Jeżeli kłamiif, niech jak tebrak gint;; 

„Panie djabłice tańcują na głowie, 

„Szampan rozjaśnił prorockie oblicze. 

„Święty Lamartine liże Prozerpinę, 

„Manfred i Faust piją świętycli zdrowie, 

„Byron się z Goetem śmieją z Mickiewicza, 

,rA royalistą zoBtał Barthelcmy. 

„Ha! ha! ha! ha! hal ktoby aię spodziewał, 

iJUalibóg, my tu raj cały spojemy." 

I umilkł djabeł, bo kogut za.'^piewał. 
Po wyjściu tego poematu, Nabielak, przechadzając z się Gosz- 
lyilakim, spotkał Mierosławskiego, który objawił mu Życzenie być 



— 336 — 

Mickiewiczowi, apostołowi na pielgrzymce w zakład hołdą 
poświęca autor." Uznanie apostolstwa Mickiewicza, nie po- 
ciągało za -sobą zastosowaoia się do jego rad ani w czynadi, 
ani w pismach, i chyba młodość autora łagodzi wisg przy- 
pisania wieszczowi polskiemn podobnych ramot. 

W kolach francuzkicb nie dolatj-wało przynajmniej do 
Mickiewicza przjkre echo zaciętych sporów wjcboditwa. L*- 
mennais, Montak-mbert, wprowadzili go do grona liberałuw 
katolickich. David d'Anger^ zapoznał go z najgłośniejszymi 
literatami francuzkimi. Obowiązki wdzięczności zbliżył)' go 
do obrońców sprawy pobki^j. Widzieliśmy że jenerał La- 
farettł', który w ostatnich latach życia ciągle opiekowid się wy- 
chodźtwcm, a dla kilku przyjaciół Adama, dla Domeyki na 
przykład, melce był łaskaw, szczególne okazywał Mickiem- 
czowi względy i zapraszał go do Lagrange. Deputowany Dulong 
i pierwszy z ówczesnych dziennikarzy francuzkicb, Armand 
Cam'l, ujęli Adama szczerością uczuć swych do Polski. Z Be- 
rangurem łączyło go wspólne uwielbienie dla Napoleona. 
Szlachetna dusza Alfreda de Vigny odgadła gieniusz Mickie- 
wicza, zachęcał go do pisania po francuzku, otiarował mu si( 
z pomocą, i ubolewał nad niepewuością jego emigranckiego 
położenia. Z Mussetem spotkał się u Nodiera i u pani Sand, 
ale poety odczuwając^o niedolę caf^o narodu nie mdgt 
zrozumieć poeta zasklepiony w jedng namiętności, nic nie 
widzący prócz kobiety, roskoszy i męczarni miłosnych. 

Adam poznał się z Cbateaubriandem u pani Cblostii, 
która była zaprzyjaźniona z autorem Gieniuszu Chrzeieim- 
sima podczas jego ambassady w Rzymie. Zdaje się, że Mic- 
kiewicz, który się w młodości zachwycał Chateaubriandem, 
doznał względem niego rozczarowania, gdy ten, doszedłszy 
do znaczenia, pomagał monarchom uciemiężać ludy. Siad 
tych uczuć Adama przechował się w jego wierszach: 



przedstawionym poecie iikraiiiskieiiiu „Autor Zamku Kmtiotedafjt," 
nekl Nabielak, ,^utoi Szid." 



— 337 - 

P«ii Chatoubriand mówca i poeta 
Był w Jeruzalem, na Golgocie siadał, 
Chwalił Chrystusa w państwie Hahotneta, 

męczennikacli bardzo pięknie gadał, 
Lecz gdy go wielkim ministrem zrobiono, 
Kiedy się wcisn^ mi^y królów grono, 
Wnet Aleksandra pokochał szalenie: 

Już go i s g&zet i z trybuny wieńczy, 
Joź męczenników puścił w zapomnienie, 

1 będzie stawił cara, co nas dręczy. 

Ale Da schyłku 2ycia Chateaubriand zupdnie inaczćj 
na świat poglądał, życzył ludom skruszyć pęta, nad wzmo- 
cnieniem którycti sam niegdyś pracował, zasłużył przez to 
na upuszczenie t^' strofy w 3-cićj czgści Dziadów. Pisał on 
naprzykład o Aleksandrze I-szym : „Aleksander I-szy był 
(wtatecznie zgubny dia swego paóatwa. Zasiał w niem za- 
rodki cywilizacji, którą późnićj chciał wykorzenić." O Gha,- 
teaubriand był tak milczący, że zdarzało się, iż Mickiewicz 
cały wieczór rozmawiał u pani Chlustin, nie usłyszawszy 
z ust jego jednego zdania. Chateaubriand zaprosił raz Mic- 
kiewicza na polowanie. Adam nigdy nie był tęgim myśli- 
wcem, a teraz ściągnął na siebie krzyki, że dzik przebiegł 
oki^o niego, & on nie dał wystrz^u. Dzik ten jakoś tak 
potulnie wyglądi^, że Mickiewicz zawahał sig, czy to nie 
prosta świnia zabłąkana w lesie; nie strzelił z obawy skom- 
promitowania się. ^ 

Lamartine przyjmował wszystkich, tak znakomitych jak 
nic niezoaczących ludzi z równą, wystudyowaną uprzejmością 
wielki^o pana, pod którą ukrywała sig zupina obojgtność 
samolaba. Fani de Circourt, którą Lamartine podziwii^, 
zetkngła go z Mickiewiczem. Mickiewicza gniewfdo, gdy kto 
chci^ porównać Lamartlna z Byronem. W prelekt^ach 
swoich w CoUege de France Wilctora Hugo wymienił parę 



') Cahinet <U Uclure Nr. 5 Maja 1838 r. atr. 393. 

■) Z opowiadania pani Chluetin starszemu synowi Adama. 

rMl Adamm mMmiaa. Tom O. 32 



— 338 — 

razy pochlebnie, a nazwiska Lamartina nawet nie wspom- 
niał. Gorąca nienawiść Lamartina dla Napoleona, długo 
utajona, ale żywa niechęć jego dla Polaków, która póżnifj 
miała sig tak jaskrawo objawić, nie pozwalały stosunkom 
dwóch poetów przekroczyć granic salonowych grzecznośd 

Najpopularaiejszy z poetów irancazkich był wówcus 
Wiktor Hugo, z nim cmigracya chgtnie porównywała Mic- 
kiewicza; podziwiano nietylko twórczość poetyczną Wiktora 
Hugo, ale też i jego olymptjskie czoło; natnralnie, że wid- 
biciełe polscy Mickiewicza utrzymywali, że Adam „daleko 
bardziej romantyczną ma powierzchowność: wyraz oczu jego 
nie do określenia : pod jego wzrokiem nieraz obojętnie przejść 
nie moJna : gdy to spojrzenie z całą bystrością spuści sit 
na ciebie, bądź pewnym, iż sig wskroś przeszytym uczujesŁ 
Niekiedy przymdlone sig błąka, ... natenczas widzisz w niem 
całą głębokość nieobjętych Bethowena kompozycyi, melodyt 
fantastycznych improwizacyi Chopena; czasem znów zdaje 
sig niem sklepieniu niebios przedzierać, wieki odgad}'wić, 
przyszłość zgłębiać, pojmować. Wtenczas widać w tych 
oczach, że ziemia z przed nich znikła, wtenczas i tylko 
wtenczas Mickiewicza malować trzeba." ') 

Wiktor Hugo nie prgdko oceuił Mickiewicza. Przy- 
stępowano do niego, jak do bogów starożytnych, z ktda- 
dlcm w ręku. Adam nikomu nie kadził, ani sobie, ani 
drugim. IJavid d'Angers zaprowadził Micidcwicza do Wi- 
ktora Hugo w chwili najzażartszćj walki romantyków z klas- 
sykami. Przypominało to Mickiewiczowi czasy jego młodo- 
ści, ale nic mógł przywiązywać do zadań czysto literackich 
tćj samój wagi, co zwolennicy francuzkiego poety. Wyzwo- 
lenie stylu i pojgć scenicznych tak dalece zajmowało Wiktoił 
Hugo po 183(l-lym roku, że ledwie kilka wierszy z C/iaidt 
liu Cn'puscule poświgcił Polsce. Nie zapłakał nad nią, jik 
Lamennais, nie zapalił sig dla jćj sprawj-, jak Laiiyette 

'i ifspomiikma iiwje o Fruiicyi przez T^ z O. R. (z tiiedicj- 
cuw llotitenstrauchowł) atr. Sriri. Kraków 1831.' r. 



— 339 — 

i Carrel, i chociaż zapisał się do członków komitetu franko- 
polskiego, losy jcRo dramatów obchodziły go zbyt żywo, 
aby znalazł czas dla dłuższego zastnnowienia się oad losami 
Europy. W salonie Jego. przy Place-Royale ') rozprawiano 
przeważnie o gienialności jfgo własnych arcydzieł i o śle- 
pocie Łych, co nie czuli {jigkno:jci uowćj szkoły. Mickiewicz 
uie nastroił się do panuji{Ccgo tam tonu, a romantycy fran- 
cuzcy, nic Bzczgdzący zwykle pocłiwał samym sobie, uie byli 
wstanie pojąć skromności jioety polskiego. Wiktor Pavie, 
domownik Huga, nadmienił mu pewnie o sławie Mickiewi- 
cza, ale prawdopodobnie, w salonie Place-Royale, utwory 
Adama znano ledwo z tytułów. Pavic przechował nam opis 
pierwszćj wizyty Mickiewicza u Wiktora Hugo : „Boulay- 
Paty był na lym sławnym wieczorze przy placu królewskim, 
na który David d'Angers przyprowadził Mickiewicza do Wi- 
ktora Hugo i wieczór bardziój si§ odznaczył dobDrem oso- 
bisŁofici, niż znaczeniem ich zejścia sig. Komu na myśl nie 
przyjdzie wspanl^ obraz, natchniony poecie widokiem 
dońca zachodzącego w morzu? „Zd^o sig, że dwa słońca 
spotykają sig z sobą, jak dwaj cesarze." Ale nie! Jedno 
się tylko mszyło słońce. Nasz cesarz podniósł się z tronu 
o tyle tylko, aby obdarzyć gościa ukłonem protekcyjnym 
i natychmiast zwrócił się ku iigurantom wieczoru, obcym 
i jemu i nam, dworakom chwały, cisnącym sig do jego ogni- 
ska i tak zajętym scłilebianicm Wiktorowi Hugo, że wielkie 
imię Mickiewicza nie zrobiło na nich żadnego wrażenia. 
Kłęby kadzidła wijące się przed głową francuzkiego poety 
zacłemoialy mu sąd wszelki. Mickiewicz zjawił się za pó- 
źno. Ledwie skazówka zegara w stylu Ludwika XIII, wi- 
szącego nad kominem, obiegła jedne godzinę, wielki poeta 
polski wymknął się równie niepostrzeżenie, jak był przy- 
szedł. Wychodząc z nim razem, nie wiedzieliśmy, co więcej 
podziwiać? czy nieuwagę monarchy placu królewskiego, na- 
iwnie pogrążonego w swij wielkości, czy prostotę wygnańca 



*) Hugo mieezkat na place RoyaU, dzisitij ]ilace de VosgC4. 



litewskiego, który wracał do domu, nie podgrzewając nawet, 
jak dziwnie był przyjęty." ') Artykuł Pani Sand o Mickie- 
wiczu, uwielbienie dla niego Micheleta i Quuieta uderzyły 
późnij Wiktora Hago, *) lecz poeta polski ju2 się doń ni- 
gdy nie zbliżył. Nie umiał pogodzić sig z panąjącą u niego 
atmosferą dworactwa i czołobitności. 

Boulay-Paty, o którym Pavie wspomina, przynosił Ada- 
mowi swoje dzieła i zapraszid go do siebie. Mickiewia od- 
wiedził więc raz autora dziś mało czytanych Sonetów łffdt 
ludzkiego. Boulay-Paty pokazał mu caiy szereg seksterodWr 
mówiąc: „W tym zapisiąjg zdania, które mi na myśl pny- 
chodzą, w tym drugim wiersze już sklejone, w tamtym pół- 
wiersze itd. „wszedł w najdrobniejsze szczegóły co do im- 
tody swojćj pracowania i zapytał: „A jak się Pan bierze do 
roboty?" — „Ja, odpowiedział mu Mickiewicz, gdy czujb 
chętkę do pisania, chwytam pierwszy lepszy kawałek papiero, 
zmieniam wiersz czy wyraz przepisując brulion, który nisza; 
najczęścićj." „Ach, wyrzekł boleSnie Boulay-Paty, nic Pana 
nie zataiłem, a Pan nie odwdzięczasz się mi równą szcze- 
rością." Daremnie Mickiewicz zapewniał go, że nie po^ 
guje się zbiorem dobranych rymów lub myśli, nie przekonał 
go, że nie posiada przygotowanych zawczasu sposobików. 



') Oeiwres clioisiex de 1'ielor Pavie, prieideei (Cmte nolict (w 
Bene Btniii U 11. str. IfJ— 160. 

') Hugo dokładniej znuł działalność polityctDą Ta± poetfcaią 
Mickiewicza, ale umiał go cenić: „Pamięć waszego ojca, pisał 20-gi>- 
(■rudnia ISiri r. do atarazego syna .\dtuaa, jest jedną z najazcz;- 
tfliejszych w tym wieku i rzuca blask promienny n& wsazq ojcjj- 
znę. I^rce moje nigdy nie oziębi się dla waszćj cieipiąoćj i jsuśa^ 
Polski. Nie pomin<j żadnt^j zręczności, żeby wyrzucać Europie jej 
zbrodnią, bo bezczynność jest wspólnictwem.'' W innym liMU 
z 1*2-00 Kwietnia 1870 r. dodawał, że jeżeli duszy Hickiewiai. 
trzeba szukać w jego poezyach, to jego serce ludzkie cnajdi^ ną 
w artykułach politycznych : „Wysnuwa z tcrainiejaaoóci pr^ule 
losy z pewnośdti wzroku właściwą wyższym umysłom. Waas ojow 
panuje na horyzoncie, ^yje izi& więcej niż kiedykolwiek. Wieonr 
dach jego czuwa nad Polską." 



— 341 — 

Karola Modier poznał Mickiewicz tć£ za pośrednictwem 
Davi<l'a d'Angers. W salonie biblioteki arsenalskiój, w któ- 
T^ Adam mi^ ostatnie lata życia przepędzić, Nodier zgro- 
madzi cal% plejadę poet<^w romantycznycli: Musseta, An- 
toniego DeschampB, Teofila Gautbier itd. „Czekam cię o dzie- 
"wiąt^, pisał Mickiewicz do Dawid'a d'AngerB, bardzo mi 
ni, miło będzie poznać p. Nodier, znam jego niektóre dzida." *) 
Od czasu do czaso wyjątki z dzieł Mickiewicza pojawiaJly 
się w pismach fraocozkicl), ale te krótkie i prawie zawsze 
niendolne przeUady, *) słabe dawały wyobrażenie o jego 
poetjckićj twórczości. 

Głośnycb powieśdopisarzy francozkich Mickiewicz uni* 
kał, gardził dziełami pisanemi dla zabicia czasu, lub ana- 
tomią skaz moralnych dokonywaną łechtaniem najniższych 
skłonności człowieka dla wzbogacenia autora. Wspomnieliśmy 
Jnż poprzednio, że pani Sobańska wyszedłszy poraź trzeci 
za mąż za poetę Juliusza Lacrois, osiadła w Paryżu. Z sio- 
«trą jćj ożenił się Balzac. W nadziei, ŻG zaimponuje zna- 
komitym pisarzom francuzkim swoją znajomością z Adamem, 
a tego olśni swemi stosunkami literackiemi w Paryżu, za- 
prosiła go na obiad, na którym byli także Balzac i Fryde- 
ryk Sonlić. Ci prosili Adama, aby im dał jako cudzoziemiec 
poznać swój sąd o nowoczesnćj literaturze fraucuzkićj. Pani 
domu spodziew^a się, że z obu stron posypią się grzeczno- 
ści, świetne dowcipy i i. p., ale spotkid ją zawód bolesny. 
Uicłdewicz odpowiedział, że gdyby nowy Omar spalił dwie 



') „Je voai attends ^ neof heares, ti^B-heureui de furę U 
-conouasuice de M. Nodier dont je cwnnais plusieura (iuvnge8." 

*) W diiele: JteeM ftoitigne du XIX. siede, mt choix des poi- 
siet C4mtempartanes imidites ou tradmUs dts languei Europiaates ou 
^trtmghres, Fu7i 1835 t. znajduje t\% w tomie pierwsEym przekład 
•ceny >; 3^gj cEęAci Daadćn pOd tytułem : Vn saUm de VartmU en 
1829 (str. 123) a na str. 40S przekład eonetu: Bvrza. W zbioue: 
U liairalew IMńersel, publie par tme socUU de gem de leitret, n» atr. 
S*—Si częjei dnigići (Puyż 1836 r.) znajduje się przekład łmprowi- 
awyi Konrada z Diiadów. 



— 342 — 

trzecie dnikiyących się dzieł francuzkich, nie byłoby aepi 
żałować. Goście francuzcy wytrzeszczyli oczy i zaczęli bro- 
nić z przycinkami wartości modnych powieści. Rozstali sig 
l)ez najmnieJEZt^ chęci nowego spotkania. Pani domn bjłł 
mocno zrażona znalezieniem się Mickiewicza, Mickiewiczom 
wcale nie podobała sig jej światowość i przestali widywaf 
^e z sobą. 

Z całego literackiei^o świata francnzkiego najlepićj po- 
jęła go i najwięcej przyczyniła się do oznajomienia pobli- 
czności z jego dziełami pani Sand. Opowiadała ona, te m 
Chopin improwizował u nićj na fortepianie. Mickienia 
i pani Sand słuchali go z zajęciem. W tern ogień zapalił 
się w kominie, pani Sand wybiegła po ratunek, wledała strat 
ogniowa, pożar przytłumiono łatwo, a Chopin ciągle grał, 
u Mickiewicz wciąż słuchał. Gdy Chopin przestał grać, on 
i Klickicwicz spostrzegli, że posadzka zalana wodą, zapytali 
zkąd to pochodzi i dopiero wtedy dowiedziełi się z zadzi- 
wieniem o początkacb pożaru. Cały rejwach gaszenia uszedł 
icli uwagi. 

Pani d'AgouIt powieściopisarka i wielka przyjadołbi 
pani Sand, bywała wówczas dość częstym gościem w dema 
Mickiewiczów, ci zaś chodzili do niej słuchać gry Liszu. 
Mickiewicz spotykał sig w salonach obu tych autorek z Ste- 
fanem \Vitwickim, Albertem Grzymałą i t. d., lecz z powoda 
kłopotów finansowych i częstych wyjazdów z Paryża nie 
ł)ardzo uprawiał stosunki ś\Yiatowe i poprzestawał na odwie- 
dzinach najl)liższych przyjaciół współemigrantów. 

W naszćj zaś kolonii emigracyjnej nastawata coraz ni- 
doczniejsza zmiana w usposobieniach garstki młodych i go- 
rących wychodźców. Po wielu próbach zaczęli dochodzić do 
przekonania, że dyskussye c/y to o prawach obywatelskie]), 
czy o dynastyi w Polsce do niczego nie prowadzą. Wypra- 
wy emissaryuszów do kraju w celu wywołania poirstania, 
dostarczały licznych ofiar carowi, a nie zachwiały bynajmni^ 
jego potęgi. Pomoc niesiona dziecinnie obmyślanym ruchtw- 
kom we Włoszech i w Niemczech świadczyła o zapale, Ica 



— 343 — 

zarazem i o niedojrzałości naszych tułaczy. SpostrzeJono, 
ie scholastyka średniowieczna nie jest bardziej czczą i nu- 
dną od dyskiissyi towarzystwa demokratycznego, pism ko- 
missyi korespondencyjnej w Poitiers, okólników, głosowań, 
przygotowawczych wyborów na członków idealnego komitetu, 
mającego zjednoczyć emigracyą, projektów ustaw i t. d. Nie- 
którzy z redaktorów najgwaltowni ej szych pism emigracyjnych 
zrozumieli nareszcie doniosłość przestróg Ksi^c Pieigrzymsiwa : 
„A każdy z was w duszy swojćj ma ziarno przyszłycłi praw 
i miarę przyszłych granic, O ile powiększycie i polepszycie 
dusze wasze, o tyle polepszycie prawa wasze i powiększycie 
granice." ') 

Lecz łatwiej rozprawiać o wydoskonaleniu konstytucyi 
przyszłej Polski, nii naprawić siebie samego. Pewni tuła- 
cze zaczgli bić się w piersi i wyzuawać publicznie, że dotych- 
czas owe roboty ich były marne i uważali sobie za obowiązek 
odwrócić ziomków od bezdroży, po których sami długo błą- 
dzili. Podobał się Mickiewiczowi zapal kilku z nich. Wy- 
znawali oni szczerze {między nimi Leonard Rettel i Hiero- 
nim KajsiewiczJ, że gdyby nie Mickiewicz, toby nie wybrnęli 
z obłędu. 

Rettel i Kajsiewicz czas jakiś przebyli w Angers. Mic- 
kiewicz polecił byl ich Paviemu, Pavie zaś wprowadził ich 
do kół katolickich w tem mieście: „Rettel służył w pie- 
chocie w stopniu oficera. Bardzo oczytany, władający do- 
brze niemieckim i francuzkim językiem, wywierał znaczny 
wpływ na ziomków swoich mnićj wykształconych. W La- 
val jak w Angers istniał tfepoi polskich wychodźców. Rettel 
często tam się pieszo udawał, w długim tym marszu palił 
fajkę i posilał się jedynie kawą, puszczał się wieczorem 
W drogę, a stawał na miejscu nad rankiem. Spieszył ze- 
brać w polu oczekujących go żołnierzy i miewał do nich 
przemówienia, przyjmowane z uniesieniem. Mało udzielał 
się towarzystwu, rzadko bywał na batach i pilnie praco- 



') bzida Adama iUckUmieza 



— 344 — 

wal ■ . . Były ułan Hieronim (Kąjsiewicz). wysokiego wno- 
stu, silnćj budowy, z twarzą uśmiechniętą i wesołą, jtx^ 
mował cłigtnie, pomimo szerokiej szramy od oka do brodj, 
zaproszenia i tańcował z polską zaciętością. Nie opiad 
si§ światowym ponętom i w godzinacli nabożeństwa wclndd 
do katedry pokazać się pigknym paniom i sam im się ptzy- 
patrzyć." ') Wkrótce Kąjsiewicz wyrzekł się tańców i pny- 
milania się damom i zaczął pomagać Rettlowi w oawnea- 
niu ziomków. 

Nowy kierunek tćj propagandy gorszył i stromiiWw 
arystokracyi, która uważała podobną gorliwość za zbyte* 
czną, i demokratów, którzy w rozbudzeniu wiary i w tblite- 
niu się do kościoła chcieli koniecznie widzieć obłudę.*) 



M ł'iclor Pavie, sa jeunesse et ses reialions litlerairts, Angen 
1S87 r. atr. I!i7. 

*) .Tan Ozyneki wystąpił w swojem piśmie Północ pn*d> 
gPCongregacyi Kato Hcko - Pap iezkii^)." Piant w osŁatnun numemt^ 
gazety: „otrzymuje my od dość dawnego czasu zabawna ucwgiły 
u kongregacyi jer.uicki(:j zawiązanej pod Paryżem, iicromadiąiąo^ 
się na Cbaillot. l'7.Daie ona władzę papiezką i kata ńę modlić, abj 
Folakę zbawić. Bylibyśmy się śmieli z kilku bigotów Inb isano* 
nali wiarę ]dlku obłąkanych, gdyby zawiązek ten nie wpływał u 
słabe nmysly i gdyby tajnie uorganizowany askodliirego vpljm 
na kraj nie wywierał. NU iiaUiymy do lej szlachty, co w ca^ ituki 
ręce, kfania sif i pochlebia non-ym apostołom ptyiitmu, » Co t» w? 
sinieje się i uraj/a umodiącipn albo uiDodzonym, Wytykamy oaobf 
wskazane nam za przewodników t^j kongregacyi x dwAoh powodAw, 
mz, że jeżeli zarzut jest płonny, aby mylnie obwinionym nastt^ciyi 
spoiobnoBŁ- wytłumaczenia się przed krajem i przed emignc^ 
i powtóre, jeJteli zarzut jent rzetelny, aby ostrzeds wepdłbrau. 
dan Zaleski, Kąjsiewicz, Jański mieli wziąć sa aiebie ożywienŃ 
papizmu, z którym wieczny toabrat uczynili najgorliwsi togo wieka 
katolicy ŁameiiDais, 0'Connel. Semeneiiko, co miał n Polsce wyi» 
leźć narodowość raską, co w Poslipie ogłaszał, ie wiara powinas 
być połączona z wiedzą, nawrócił się i jest jednym a najgorliwczy^ 
kaznodziejów nowego zakonu. Lecz co nas izczególnićj zAdii*i^ 
Karski i Ordęga, ludzie czerstwi, zdrowi i młodzi, przejęci £«ic^ 
Bzemi ducwiętnastego wieku wyobrażeniami mieli wpaść w ndla 



— 345 — 

Mickiewicz zacbęcał rod&ków do rachunku Bumienta i przed- 
-WBtępnego korzeuia si$ przed nauką Chrystusa. Z drugiej 
strony zebrania braci jednoczonych ustawały, ponieważ po 
za ćwiczeniami ducbowemi nic nie uradzono; a, przygoto- 
wawszy się przez wejście w eiebie i modlitwy, spodziewano 
8i$ począć organizacyą, ułatwiającą Polakowi i uwolnienie 
się od grzechu i wyzwolenie ojczyzny. Mickiewicz, czeka- 
jąc, 82 odsłoni się, czy jemu, czy któremu z jego towarzy- 
szy, kszt^t marzono organizacyi, zostawiał swobodę dzia- 
łania drugim, ponieważ mogU natrafić wcześnićj od niego 
na właściwe tory. ' Chociaż gotów był przyjść im w pomoc, 
nie dowierz^. jednak ich prćbom, przewidywał niepowodze- 
nia, odradzał pod^mować się przedwcześnie trudnćj roli 
przewodników braci swoich, zachęcając, aby raczśj siebie 
ćwiczyli dalćj, niż żeby zaraz kierowali drugimi. 

Jański, Rettel, Eąjsiewicz, mniemali, że jak tylko znaj- 
dą fundusze na rozpoczęcie żyda wspóbi^o, to przyciągną 
do siebie licznych rodaków, a nawrócona emigracya wnet 
cudów dokona. Szczera pokora Mickiewicza nie pozwalała 
mu opierać eię żadnym zamiarom, wypływającym z szlache- 
tnych pobudek. On, który pisał do Niemcewicza, że wypa- 
di^o „zostawić wszystkim wolność szukania środków czy 
bronią, czy konspiracyami, bo rzeczywiście, gdzie leży zba- 
wienie nasze ziemskie, los ojczyzny naszćj, nie podobna od- 
gadnąć" ')) nie odrzucał a priori prób acz nieudolnych za- 



miatjcjzma, któiy dsia nawet stare mitrony nwieść by niepowinien. 
Kie chcomy bkwló czytelników powtarzając co nam doDoazą o klą- 
twscb, jakie ta nowa inkwizycja naca na diesydentów i heretyków, 
to tylko dodamy: Aryatokracya widz%c niedoł^tnoić szlachty pol- 
skiej i pntekonana, łe płytkie głowy jaśnie wielmolnjch posłów 
nie zdołają zaŁnyinBĆ postępn wyobrażeń, poBtanowila za. pomoce 
bigoteryi i jezuityzmu to odzyskać, czego nie potrafi zachować kona- 
jącem szlaclieotwein. Niech to będzie prEestrog^ Niech ci, co ty- 
cie poświęcili dla Indu, mimowolnie nie stają Bię narzędziem Jego 
najzaciętazych niepnyjaciół." (Nr. IG, 12-go Października 1835 r.) 
') Km-espondma/a Adama Mkkiemcza %. III. str. 189. 



— 346 — 

knnifcu polskiego, a nawet ułatwił zdobycie pierwszycb, 
zbędnycii kapitałów. Sam nic w tej mierze nie mogąc, Bdd 
się ilo księcia Adama Czartoryskiego : „Mości Ksią2e. Mole 
W. Ks. Mość przypomina sobie, że przed dwoma laty i»- 
ciąKnąiem byl u niego pożyczkę dla pewnego emigranta 
ją regularnie wypłacono. Pochlebiam sobie, że pozyskałem 
niejaki kredyt w kassie W. Ks. Mości. Śmiem odezwai- si{ 
w podobnym interesie. Kilku moich znajomych, młodyrh 
i zdolnych Indzi, postanowiło nająć sobie dom na wspólw 
niiefzkaiiie i zająć się poźytecznemi pracami. Brakuje is 
fundus/ii na zapłacenie z góry terminu sześć-miesięcmego. 
Szukają pożyczki, którą ratami miesiccznemi, bez zamódl 
zwrócą. Jeślibyś Książe przychylił się do mojćj proźbjr, 
raczył byś dać znać do Paryża, aby mi wyliczono na m^ 
rewers franków sześćset, ja zaś kredytatorów sam pilnowi 
będę. 

„Radź łaskaw Książe wybaczyć mi, że go zajmuję ti 
lichym interesem, a co gorsza pieniężnym i kredytowy 
w czasacb, gdde tak ciężko o grosz i trudno o kredyt. 

W. Książęcej Mości 

najobowiązańszy sługa 

Adam Mickiewicz." 

Książe Czartoryski natychmiast się do proiby ia| 
chi lii i z Londynu 15-go I.utego odpisał Mickiewii 
,.K<ichany I'anie Mickiewiczu 1 Hzecz do którćj się inte 
snjesz, nie może nigdy być w moich oczach licłią, istot 
też nie jest. Owszem jest godną zajęcia, kiedy mołc 
poniódz kilku zacnym młodym ludziom do wzięcia si; 
pijżytecznćj pracy. Piszę do Sienkiewicza, aby snmmc ) 
franków zaawansował. O jej zwrocie nie wątpię, pń» 
że trudne czasy, trudniejsze od ostatniej naszej smul 
finaasowOj katastrofy. '_) Ale jeszcze na tyle stanie, a 



') Wiidziiiski piatc w ii^^cie pod liatu I3-go Stycznia 1836. 
„ISaiik Jelskiefjo igral się na Hursie i ogloail si^ bankrutem, 
wi^ks/ą Nuiiiin^ Bimcit Czart'ir}'sld, nHJnięc^j, bo wszystko 



— 347 — 

do kredytu, masz go u mnie zupełny. Chcii^ pani Mickic- 
wiczowćj złożyć moje ukłony i wierzyt^ wyrazom prawdziwego 
ftzacnnkn i przyjaźni." 

Tak powstał domek Jafiskiego. ^) -Kajsicwicz pisał 
18-go Maja 1836 r. do Paviego. „Krą^.y znów pogłoska, 
te oddalą z Paryża co najmnićj połowę przebywających tam 
Polaków, prawdopodobnie i nas los ten spotka. Nie wiem, 
czy doszło do twojćj wiadomości, że 15-go Lutego bie^ijcego 
roku sześciu z pomiędzy nas przyjaciół, katolików najęło 



Platei- i wielu paniczOw emigracji. .Takk[>Iwiekł»|d;i ±n\, że tak 
maczna summ.i 7, tak już puHtych kiuszeti pi>Iski(-h wypatlla." 

-| Jarifki diciat wydać swqjq spowiedź, o<l czego gii odwiódł 
Adam, „Cxy naicżj, pisał Jański w swoich notatkach, od razu zu- 
jiełną prawdo odkrywać, c^y jak mówi Mickiewicz, jest kiedy nic- 
cms mówić do ludzi, n obowiązek milczenia i usuni<;cia się od to- 
warzyitwa^' W postanowieniach z dnia 12-go I.istopada 183.'> r. 
taki aobie cci zakreślał: „Użycia wszystkich riI na chwała Botc[v 
i dobra bliźniego bez żadnego względu ziemskiego, ludzkiego, sta- 
xając (tię nawet, żeby wszelkie dobro, jukic zamierzam lub które mi 
Bóg pozwoli dopełnić, pozostało znpełnie ukrytem i od ludzi nie- 
SDttnem." (X. I'BWBt Smolikowski. Początki oilroiheuin religipifgo 
SMT rmje}\nitżtt€ie , podług źródeł rękopiśmiennych. i'izt-;/liiji fiifski, 
Oterwieo 181ii.) Janaki w itatnch do przyjaciół wspominał o swo- 
jem nawróceniu, i pisał na przykład w Uarcu 1837 r. do Alfonsa 
Kropiwnickiego : „Po długich błąkaniacli 911; jk) rozmaitych Blozo- 
fiaeh i filantropiach zwróciłem sjq w zupełności od lat trzech do je- 
dności katolickiego kościoła Chrystusowego, tam znajdując i tam 
tylko wszystko, w czcm miłość prawdy i d<ibrego pragną być za- 
spokojone. Wszystkie nasze obłąkania Hię pochodziły jcdyolc z naj- 
l^abezój naszej nieznajomości rzeczy najważniejszy cli i znanych 
pasayi egoistycznych," W liście pod datą 7-go Czerwca 1837 roku 
podobnie nic wyraża: „Stary grzesznik, apostata, natlnkłszy się po 
najkrótszych i najdzikszych bczdroiach błędu i mamony świata — 
S pokorną wiarą katolik. Gdzie indziój czuję, że nierównie trudniój, 
praw'ie niepodobnie byłoby wydobyć sig z pod despotyzmu łilozo- 
ficenych przesądów i przez oilzyskanie prawdziwi') wiary, uwiecznić 
prawdziwe nadzieje." i Bogdan Jailski, pierwszy pokutnik jawny 
i apostoł emigracyi polskiej we Francyi przez Oallicra. Poznań 
187C r. 8tr. 118, 123.) 



— 348 — 

dom osobny, aby mieć moiność praktykowania życia chne- 
ściańskiegn. Każdy z nas usługuje kolejno. Modliny są 
i uczymy zarazem. Jako wyznanie wiary i symbol naai n- 
wiesiliśmy krzyż na widowni. Otóż policya się 
[lokoiła. Wpadła do nas przeszłego tygodnia. Ci puom 
oświadczyli nam, że nie mogą wierzyć, aby my, taegijl 
czynni i tak niesforni, mogli przejść na świętoszków. Odpo- 
wiedzieliśmy im: dozierąjcie nas. Tymczasem, dzięki Bogi, 
ich się nie obawiam, niech sobie robią, co im się podoba.' 

jański i Kajsiewicz znaleźliby w jakimkolwiek z istiw- 
jących zakonów możność praktykowania życia chrzeŚciłć- 
skiego. Dla czegoś zawiązywali migdzy sobą nowe sto«» 
rzyazenie? Zdaje się, że marzyło im się zostać rycenm' 
przyszłego zakonu, mającego wyzwolić grób Polski z r^ 
niewiernych, ale ograniczyli sig na werbowaniu kilku osobi- 
stości, znużonych bezowocną walką stronnictw i sposób 
siebie i drugich do apostolstwa emigracyi. Rozwiązali śfc 
prawie nic nie wskórawszy, ale przez lat kilka ostraegiĆ 
wychod/two, że samym rozumem , niemiłosierną poleimk| 
i ślepem rachowaniem na konieczność rychlycli przewrotdv 
europejskich łudzi siebie i kraj. Domek Jańskiego istiuii 
przy ulicy Noire-Dame des Ckamps No. li, dwa lata póinf 
przeniesiono go na Boulevard Mont-Pamasse Mo. 26, a » 
stępnie rve Yaiin pod No. 13. Gromadka ta została * 
końca zebraniem ludzi dobrćj woli, bez przełożonego, 
ani ślubu przed Bogiem, Mickiewicz szukał im opiekasz 
którzyby ich w biedzie ratowali, ale do robót icłi nie raf 
szał się. 

Na wstępie 1)^36 roku o mało nie stracił dziecin 
„Adam, pisał Wodziński do Bohdana Zaleskiego, odwkdnt 
mię niedawno, oboje zdrowi, ale ich dziecina przed 
liniami śmiertelnie była zapadła na grypę. NietłezpiecK^ 
stwo już zupełnie minęło." Wodziński dodaje 10-go Lułeg*: 
„Adam ze swoją Ewą i swoją maleńką Adą zdrowi. 
Mickiewiczowi nic łatwo było podołać rosnącym wydatkdt 
rodzinnego pożycia. Parę drobnych kawałków, 



— 349 — 

■ych « Sevue du Nord, mało co przyniosło, a nie mógł spo- 
dziewać się doprowadzić pr^ko do końca świeżo rozpoczę- 
li hisŁoryi polski^. Terroryzm Mikotajowski niesłycłianie 
itrudzf^ krajowcom przyjęcie w pomoc emigrantom. Ale- 
ksander Midiiewicz, któremu się materyalnie nieźle powo- 
Iziło, spróbował był znaczną summg bratu przesłać, ale 
ałdś Moskal, professor jak on uniwersytecki, źle odpowie- 
Iział jego zaufaniu, kwotę powierzoną dla Adama sobie 
irzywlaszczył. Aleksander Mickiewicz musiał w dodatku 
ist swó) do brata drogo wykupić pod groźbą, wydania po- 
icyi tego niebezpieczoego świstku papieru. Ta awantura 
tkropnie zraziła Aleksandra Mickiewicza , odtąd rzadko 
:g]aszi^ sig do brata i zniezmieroą ostrożnością, na którą 
V późniejszych latach Adam czasem narzekał. „O bracie 
woim, pisał Aleksander do Franciszka Mickiewicza, 28-go 
jtycznia r. s. 1836 r., wiem tylko z pogłosek i o jego oże- 
lieniu niespodziewanem, któremu długo wierzyć nie chcia- 
rai i o jego córce i o powodzeniu nie najlepszem. To 
tBtatnte bardzo dla mnie bolesne, Łem bardziej, że wszelka 
totnoc, na jakąby można było się zdobyć, z lakierni połą- 
■zona jest trudnościami, że sobie ani wyobrazić nie potra- 
isz. Przed dwoma laty, sama próba takiego kłopotu na- 
lawiła jego brata, o ozem może nie wiesz, a ja słyszałem, 
e ledwie a ledwie z niego się wyskrobał. Zapewne musi 
lyć potem uważniejszy, wątpię jednak, żeby mu nie odsyłał 
ego przynajmnićj co winien, zapewne środki znajdzie. Je- 
eli będziesz miał sposobność, kłaniaj mu odemnie z takim 
.fektem, na jaki tylko zdobyć się może twoje przywiązanie 
iraterskie." 

Aleksander wspominał więc Frajiciszkowi o własnych 
łopotach, jakby się Łrzecićj osobie trafiły! Odważył się 
irzecież 12-go Lutego do samego Adama napisać, ale z jaką 
iględnościąl') Sumka, którą przęsło, pozwoliła Adamowi 



') List Aleksandra Mickiewicza przytoczymy tu dla szczegiS- 
irrt, które zawiera o braciach Adama: „Wielmożny Mości Dobro- 



na cliwilg odctclinąć, ale pani Celina nie widziała spt 
utrzymać się nadal w P&r}'żu i szukała, gdzie by dla i 



dzieju, Zapewne pan nie rozezna na pierwsze wejrzenie chara 
mojego, tak jak nie łatwo rozeznaiemy od razu oblicza n^ 
Hzego przyjaciela, niewidiiaiief^ przez lat wieie, ale o obec 
przyjaciela ostrzega uaa dusza jaśnifg widząca, nil oko, i «p( 
wam eię, że każda litera mole powinaa mieć moc wyraicni* ; 
blizkićj i przychylnej mip ręki pochodzi. Trzymając się zirji 
przodków najprzód zaczynam od interesów. Cliociaż nie miaia 
dawna żadnych z panem stosunków, główniejsze wszakże obi 
ności życia jego wiećć doniosła do mojego ucha ; z kilbn tu 
słyszanych umiałem sam robić długie komentarze i tak mni^ 
ci^j wiedziałem o panu. Czułem z jakiemi trudnościami #pot 
eii; musisz, a nawet pomiiiąwazy inne niezliczone, samo iitnyn 
się w obc^j stronie z rodziną, jak jest trudne! Pozbawiony M 
kich Krodków i sposobów wyrażenia skutecznio troskliwo^ ■ 
wzdychałem tylko do opatrzności, która mnie samego wśrAd |i 
krych i dotkliwych okoliczności rOin^o rodzaju utnymi^k i dl 
zachowuje ezczQHliwie. Pamiętając zawsze, że jestem jians dU 
kiem, korzystam z pierwszf^j zręczności, by uiścić się z cząstki <i 
i odsyłam mu własnych jego pieniędzy lOOO złotych polskich. 1 
staram si^ wręczyć je oddawcy zmienione na francuzkie cierff 
abyA P^y wydawaniu nie miał żadnej trudności. Wiem jdl 
szczupła jest rzecz przy licznych potrzebach domowego źycii.i 
teraz nic umiem zdobyć eią na więcój, racz przynajmnif) po^ 
w dodatku zapewnienie, że znowu starać się będę skutecznie tM 
stać z pierwszćj zręczności. Ponieważ zręczność terażniejsit, ilii 
się zdaje, jest pewna, dołączam przeto i podarunek dla pal* Ił 
tego aparatu fajkowego, zawierający fajkę z lawy wezuniii^M 
cybuch z cyndału, bursztyn, cygamicę, krzesiwo. Racz sobie lUil 
szy w Hwobodnćj chwili zapalić i patrząc na ulatający djin|M 
pomnieć i ulecialych lat trzydzieści i kilka blizkićj nijoBl 
naszi^j. Muszę teraz powiedzieć panu cokolwiek o sobie i b4 
powodzeniu. Przeszedłszy różne kuleje niepowodzeń, o ktn 
mówić Bzczegóiowio nie łatwo, ustaliłem się, jak się zdaje ptfl 
mnićj, przy moiin obowiązku, który zabiera mi wszystkie M 
chwile, niemało przedstawia ciągłych trudności, połączony jwt 4 
tego z wielu dotkliwciui przykrościami, lecz ma i swoje dogoW 
a mii^izy innemi daje sposób do życia, dochód roczny Btatjt]4 
rubli arebrnycli czyli 40UU franków, bo może już z»pomDiłll'| 
chunku na tutejsze monety; nadto pewne tytuły potmbn«*<| 



— 351 — 

ici osiąść w okolicach stolicy. Mickiewicz jakiś czas wabal 
sig i nakoniec zgodził się na ten projekt, a przyjaciel ich 
■Wodziński, osiadły w ViIlebon dla potrzeboego jego zdrowiu 
wiejskiego powietrza, upatrzył był już tam dla nich mie- 
szkanie. „Donoszg z ukontentowaDiem, pisała do niego pani 
Celioa, i^e Adam zgadza sig przenieść na wieś i źe mnie 
upoważnia prosić przez pana pana Cassin^j, żeby mnie nic 



stronacli dla zapewnienia na przyszłość sobie i potomstwu, jeżeliby 
było, niektórych ważnych priywilejfiw. Co do życia domowego, to 
bftrdzo jest przykre: strona dla luoie obca, otaczają osoby obce, 
osierocenie z catego rodzeństwa, strata przyjaciół daje się uczuć 
dętko i ciągle. Dotąd żyjq samotnie, na familijne życie jakoś eię 
nie zabiera. Brat mój młodszy, medyk, dawno już się ożenił, miał 
kilkoro dzieci, lecz te wymarły, jeden mu tylko syn pozostał, mu 
imię Bazyli. Zona jego ma imię ]Vlarta, z domu 1'upożcuska, córka 
kapitana elulby morskiej. Nie zuam ji^j i brata nie widziałem od 
Tozataoia się niegdyś w Kronsztacie. Mieszka on teraz v Krymie, 
Tsadko do mnie pianje i radom moim nierad uakłnnia uclia, ztąd 
WBzellde starania moje sprowadzenia go w te strony stały aię bez- 
skutecznemi. 

„zegnam pana, żonie jego kłaniam najuniicnićj, malutką Ma- 
tylkę ściskam serdec2iiie. 

życzliwy i najniższy stuga 
Aleksander Rymwi d." 

•) Eugeniusz Cassin urodził sii; ll-go Grndnia 1790; zarzą- 
dzając kilku naukowcmi towarzystwami, których posiedzenia odby- 
\r*ly aię rue Taranne, mieszkał w domu, gdzie naiczęścii:j icjmiku- 
wała wówczas emigracya i zaprzyjaźni! się do tego stopnia z Pola- 
kami, że bywał na zebraniach wychodźców i gorliwie zf^uował się 
icb sprawami: ,,Dnia 14-go b. m., pisał DzUnnik narudowij w nu- 
merze 151 dnia 24-go Lutego 1»J4 r., zmarł nagła śmiercią w Pa- 
ryia p. Eugeniusz Cassin, niegdyś agent komitetu francuzko-pot- 
. akiego, człowiek dobrze zasłużony sprawie cierpiącej. Cicliy a bcz- 
łateresowny, serdeczny i czynny przyjaciel Polaki, przyja.ł z nami 
lirataiatwo kiedyśmy za czaatki; do udziału mieli już tylko żal 
i biedę. Mnóstwo wycliodźców było z nim w stosunkach, z których 
apodzicwamy nię, wynieśli wdzięczne wspomnienie; zaś dla wielu 
% DOS dom pana Casfiin byt niby własnym domem i przypominał 
pŁtn gościnne sąsiedztwa zostawione nad Wisła. To t«ż w dzień 



— 352 — 

odmówił swojej protekcyi w tym razie. Znając jego dolirof, 
gpodziewam się, te mi nie odmówi, jak będzie miał Idedj 
trochę wobego czasu, pojecłiać ze mną do YilletMHi, 2ebj lit 
ułożyć z gospodarzem o zatrzymanie mieszkania, o ktiirea 
mówiliśmy wczoraj. Wkładam na pana obowiązek wyrobi^ 
nia mi tćj przejażdżki, a zarazem proszg od nas pokłonić aj 
p. p. Cassin. Życzg dobrego zdrowia, Adam pozdrawia.' 
>Vodziński IC-go Stycznia 1836 r. odpowiedzi^ pani Celiiiit: 
„Jeżeli pani rada rozpatrz}'£ sig jeszcze w Yillebon, p. C>sai 
oświadcza, że najmilej mu b^zie pani towarzyszyć w prij- 
szły czwartek lub inoego dnia, którego z następnych tyi^Hliii, 
lecz jeżeli rzecz idzie tylko o ułożenie Big z panem de Traej, 
gospodarzem, mieszka on całą zimę w Paryżu i można bgdń 
wszystko załatwić bez przejażdżki do Yillelwn. Oprócz zu- 
jom^o już pani domku, jest tam w wielkim domu 
nie na drugiem piętrze, równie obszerae, wygodne 
i ile mi wiadomo, tejże sam^j ceny, lecz ponieważ bex ogrd&i 
i małych zabudowań gospodarskich, sądzg, £e gospodan 
żyłby cenę do 250 franków. Możnaby je było z^j^ć w t 
gdyby państwo Cassin mieli zamiar zatrzymać dla sJetne 
mek, ale po wszystkiem wnosić mogę, że oni na lato t 
inne projekta i radzę pani i Adamowi trzymać ag 
w którym będzie mieszkać osobnićj i przyjemniej. 
ulica, na którćj mieszka właiciciel YiUebon, bliższa jest 
leko nie Pepiniere, jak rue Taranne, proszg więc upraedtf 
mnie kilku słowy o dniu, w którym pani bgdzie didA 
z nim się widzieć, a w takim razie pani Cas^ zajdzie dt 
pani, zaprowadzi do p. de Trący i pomoże dokończyć Il]dld^ 

„Całuję rączki i życzg dnia dobr^o pani, Adaaoiri^ 
i maleńkiLJ Maryli." 

Zdaje sig, że do układu przyszło, gdy2 10-go 
Wodziński pisał do Bohdana Zaleskiego : „Mickiewicz 



pogrzebu tego r-aenego człowieka, Polacy beU la jego trutnną jlto 
za ^półrodaka, bo Emarły byt oasiiym Bpótrodftkieni w duohiu I 
jego trunmą priemówil Leonard Chodźko. 



]}it na rok cały mały domek w Yillebon, który zajmowałem 
przeszłego roku. Mickiewiczowie z cf^m bagażem, to jest 
żoną i córą, byli zeszłćj niedzieli na obiedzie u pp. Cas&in 
i wszyscy każą wam kłaniać się nąjpickni^." Udało się 
zapewne zwolnić z zobowiązania co do domu w Yille- 
bon, jak się nadarzyła zręczność bezpłatnego mieszkania. 
Pani Celinie łatwiej było dawać znać o sobie siostrze, za- 
mieszkf^^ w wielkićj stolicy jak Petersburg, niż Adamowi 
bratu swemu wykładającemu w uniwersytecie Charkowskim, 
ale nie zawsze odważała się posługiwać pocztą i przez An- 
glików jadących do Petersburga uwiadomiła panią Malewska 
że odebrała pozostałość ze swego funduszu, wynoszącą 126 
r. sr.; drobna ta zapomoga nie usuwała kłopotów, które 
pani Celina tak siostrze przekładała w liście pod datą 24-go 
Lutego 1836 r. : „Na wszystkie twoje pytania odpowiadam. 
Mamy się wszyscy troje zupełnie dobrze, z karmieniem nie 
miałam żadnych trudności. Piastunki nie wzięłam, gdy2 nam 
i o jedne sługę trudno. Grywam o ile mi czas pozwoli, 
o 6piewte zupełnie zapomnit^am. Mieszkam zawsze w jednym 
domu z Urszulą.*) Alfons') najwięc^ kuruje rodaków, przy- 
syłają im na 2ycie z domu ... Ze znajomych Mamy, oprócz 
IJorblina, nie ma żadnego. Nigdzie nie bywam, i bywać nie 
myślę. Manuskryptów Mamy nie wydaję, gdyż nie mamy 
funduszu. Polepszenie waszych interesów z serca nas ucie- 
szyło. Go się nas tyczy, ponieważ mię prosisz, żeby ci do- 
nieść otwarcie, mam sobie za obowiązek powiedzieć ci pra- 
wdę. St^ego dochodu nie mamy ani grosza i nie spodzie- 
wamy się mieć. Co się tyczy robót Adama, jest ich dużo, 
ale jak je zbyć? Żyjemy jak można najskromniej, ale żyć 
i trzeba, a znikąd nam nie przybywa. Co dalćj będzie nie 
k wiem. Może tćż Pan Bóg nam dopomoże, w nim ci^a na- 
[ dzieją." Mickiewicz widzi^ się zmuszonym dopominać się 
F u przyjaciół o maJe należności: „Pisałam ci, mówiła pani 

■ O Krjńńaka. 

■) Doktor Kryeinski. 

itmt 4dama MtUnham. Tom n. 23 



— 364 — 

Celina w po«7ższyin liście^ już od dawna, że pan Rot 
Uube, bfdąc w Rzymie, pożyczył od Adama dwieścu 
trzysta franków, Adam z pewnością nie pamięta, ale 
Teodora,') żeby mu o tem powiedział i koniecznie wj 
kwował. Przedalam wiele z moich rzeczy, mam jt 
u Kazi*) czarny, koronkowj weloD, który ci nadeszlę: 
szę cię, jeżeli nie możesz inaczej, to sprzedaj sa 100 
ków. Nie myśl, moja najdroższa, że niedostatek pieni 
w kt6r}'m teraz jesteśmy, bardzo nas martni ; przechod 
ja przez większe nieszczęścia, a w czem innem sowicie 
nadgrodzoną jestem za nie : dzielę z najdroższym Adi 
to, co on ma. Zmiłuj sig, nic o tem nie wspominaj do 
ezawy, bo to się na nic nie przyda i byłoby nam b 
bolesno, żeby kto wiedział oprócz was. Kasza drogi 
rylka była bardzo chora, ale teraz ma si§ zupełnie d 
i zdaje mi się, że wkrótce dostanie ząbku List mii 
siejszy nieznośnie długi i smutny, ale wierzaj mi yw 
malgre moi, gdyż za każdą rażą co piszę do ciebie, c^ 
tak wzruszoną, że nie mogę sensu schwytać. Bądźcie a 
i szczęśliwi. Adam poleca ci pozdrowić z serca dn( 
Franciszka." ') 

Emigranci oswoili się z niepewnością tułacz^ I 
a gdy porównywali objawianą im życzliwość z okropni 
tylu ich współbraci zapędzonych w głąb Syberyi, skargi 
mierała im na ustach. Położenie Mickiewicza trapiło \M 
francuzkich jego przyjaciół niż jego samego. David dA| 
ofiarował mu domek swój letni w Domont, który ifl 
fitałby pustkami, ponieważ miał i podróż przed sobą i ■ 
stwo robót rozpoczętych w pracowni parjzkiej. Adia 
się przekonać i zaniechał myśli przeniesienia się do VilH 
Tracił sąsiedztwo Wodzińskiego, ale las go tylko oddi 
od Niemcewicza i Kniaziewicza. W wiosce takićj jak DN| 



'I Wołowskiego. 
') Wołowski śj. 
*) Malenakiego. 



— 355 — 

lie był narażony na natrętów, uwalniał się od towarzyskich 
>bowi%zków często ciężkich dla kieszeni i od światowych 
znak współczucia, które dźwignia żadną w kłopotach nie s% 
. dodają ino tyle goryczy. 

Na wieść o zamiarze Adama opuszczenia stolicy, Ody- 
iec pisał do Franciszka Mickiewicza 30-go Maja 1836 r. : 
Od Adama samego dawno już bardzo wiadomości nie miałem, 
le o nim wiem z niedawnej daty, że zdrów, wybiera się na 
Łto na wieś, w okolice miasta i bardzo się cieszy ze swojćj 
latyni. Nie prawdaż, że to musi być pocieszny widok wi- 
zieĆ Adama kołyszącego dziecko na ręku, aibo też miuę 
^go, gdy płaczu dziecka słuchać musi. Daj Boże, żeby ta 
farynia tak ojeu jak stryjaszkowi wynadgrodzić mogła cier- 
ienia przez jćj cioskę sprawione. Tem życzeniem żegnam cię." 

Gdy Odyniec Panu ('ranciszkowi przypomniał litewską 
[arylę, Mickiewicz ju2 więcćj jak od miesiąca mieszk^ił 
' Domont. Przenosiny odbyły się w Kwietniu. „Dono./ę 
i, kochana Heleno, pisała 24-go Kwietnia pani Celina ilo 
ani Ualewskićj, że od dwóch tygodni przenieśliśmy się na 
rień. David, rzeźbiarz, przyjaciel Adama, dał mu swój dom 
ogrodem, któr}' jest bliziutko lasu Montmorency. Bardzo 
am tu dobrze i spokojnia Marynia zdrowa jak rybka, 
lamy z nią tysiąc pociech, to są nasze całe rozrywki, nie- 
yczerpane, gdyż codzień coś nowego przybywa w rozumie 
urodzie. Adam was po milion razy ściska wraz z dziećmi." 
tziecbo częśdćj ł)awiło, a czasem zasmucało Adama. ^Bóg 
rie czy ją wyhoduję, pis^ on w Marcu do Stattlera, bo wiesz, 
tk teraz trudno liczyć na pr/ysźłość." ') 

Mikołaj mową swoją wypowiedzianą 16-go Października 
836 r. w Warszawie, w którćj zagrażrf ludowi tiij stolicy, 
B jeżeli się ruszy, to miasto zniszczy, a jużci nie on go od- 
udiije, wielką wywołi^ wrzawę w prassie zagranicznej. \Vy- 
bodźtwo więcćj wagi jeszcze przywiązywało do wystąpień 



') Korespondeneya Adama Mickiemcza Ł I. str. : 



— 366 — 

ców ; dzienniki francazkie coraz mnićj się nią zajmowały, 
a po tylu bezowocDjch szamotaniach, ręce opadły emigracyi. 
Zapobiegliwy i rzadkićj wśród emigracyi praktyczności, 
Eustachy Januszkiewicz, bardzo brał do serca kłopoty poety: 
„Interesa pieniężne naszego Adama, pisf^ on 18-go Siei'pnia 
1836 r., są w dosyć złym stanic. Pytałem go, jakie są jego 
resursa? odpowiedział mi, iż Platon czy inny um filozof 
grecki utrzymywał, że nic tak nie zabija duszy, jak myśl 
o jutrze; potem, według słów Pisma Św., kaz^ mi patrzeć 
na ptaki niebieskie i t. d. Jego czcigodna Celina, to drngi 
Adam : ładna, ale jak on bezładna, mało troskająca się o to, 
co będzie za dwa lub trzy miesiące." ') Młoda mgżatka, 
jak to bywa, spuszczała się najprzód we wszystkiem na męża. 
Konieczność prędko ji^ wyuczyła umiejętnój gospodarki. Rzad- 
ko poddawała się t^ obawie jutra, wstrętnej jśj mężowi, 
duto sobie odmawiała, ale nieraz nie wiedziała, jak sobie 
dać radę nie z jutrem, lecz z dniem dzisiejszym. „Byłem 
u nieb, pisał dalćj Jnnuszkiewicz, w poniedziałek, świgto 
małej córeczki Maryni. Adam z Zanem byli na przechadzce. 
Ją zastałem we łzach, pytałem sig o przyczynę : „Płaczę nad 
losem Maryni." — „Jakże, czyż to nie zawczcśnie kłopoctć 
się tem, co za lat szesnaście wypadnie?" W końcu przy- 
szło do wyznania, że dla braku funduszów musi opuścić Pa- 
rjż, przedać część mebli, i że całą zimę myślą mieszkać 
w Domont (pod Montmorency), w opuszczonym i prawie pu- 
stym zamczysku rzeźbiarza David'a; że to martwi Adama, 
niepokoi, do niczego się jąć nie może, zaczętych prac nie 
kończy. Wtem wszedł Adam tęskny i ponury. Wziąłem na 
stronę Zana, a ten mi potwierdził wyznanie Celiny i propo- 
nował, czyby się nie udało przedać rękopisów Tadeusza i in- 
nych wierszy Adama V On jest kapryŚTiy i wolałby z głodu 
umrzeć, niż darowiznę przyjąć, ale temu by się zaradziło, 
gdyby się znalazł kto, coby dal 200 lub 300 dukatów. Przy- 
sięgam na wszystkie Bogi, że kiedyś, po śmierci Adama, za 



') Fatnictnik Kuatacliego Jaiiuazkiewii'za. 



— 367 — 

fciżd% ittiartkg dadzą dukata, a więc i kapitał zwróci się 
z procentem.'" ') 

Obeszło się bez spienigieoia rękopismów, ale były to 
iate, ciężkie. / bilecilni pani Celiny do Wodziński^o do- 
wiadajemy się, że w kofica Sierpnia i Mickiewicz i jego có- 
recaka jednocześnie zasłabli : „Adam, opowiada 23-go Sier- 
pnia pani Celina, wczoraj bardzo był cierpiący i wiele mi 
nabawił strachu. Dziś już prawie dobrze, i Marynig dokto- 
•^y nie znaleźli bardzo słabą. Dziękujemy dobremu panu 
z% pamięć i książki dla /-dania" Wodziński otiarował pŁa- 
s^fei : „Anglik, sąsiad mój Yilleboński, przysłał mi poczci- 
'^'^czek kupkę skowronków, a ponieważ nie wiem co z niemi 
z«~obić, więc przesyłam pani, całując przytem jćj rączki. Dzień 
dtiiiy Adamowi i Mani." 

Eustachy Januazkiewicz znów zajrzał do Domont 8-go 
^V'rześnia: „Odwiedziłem, pisał on, Adama w Domont. Po- 
^ttzywał mi przesłany od Adolfa ') widok Iszyma, mieściny 
SybiryjskiSj, do którój zesłany. Kiedyś razem podróżowali 
Po Włoszech. Jakby to dać wiedzieć w Dzieszynie, że ten 
■"ysonek doszedł rąk Adama V" 

Niedomaganie córeczki zaniepokoiło znowu rodziców, 
pospieszyli do Paryża po radę lekarską i omal nie wyrzekli 
Big domku w Domont A mimo tylu niepomyślnych okoli- 
czności, Mickiewicz i Celina nalegali na Wodzińskiego, aby 
tię do nich przeprowadził. Wodzińskiemu coraz było gorzój, 
przez delikatność chciał wyprowadzić się od rodziny fran- 
cozkićj, przy którćj trudnił się wychowaniem dziecka; pisał 
on z Yillebon do Bohdana Zaleskiego 25-go Sierpnia : „Wkrótce 
wynoszę sig zupełnie z domu Cassinów, nie chce być im 
dłnżćj ciężarem; dotąd dawałem ich malcowi Ickcye niemie- 
ckie i inne, a to połączone z matą kwotą pieniężną, którąm 
im miesięcznie oj^acał, wywiązywało mnie jako tako, ale 
teraz oni oddają swego syna zupełnie na pensyą, a zatem 



■I z dziennika P'uEtachego Jannszkiewic 
*} .T&nusEkiewicza. 



— 358 — 

iim. juk ludowi wybranemu wśród puszczy, jedynie o dosU- 
iiii' si\; tlo itionii obiecanój. '/.olA wypłacany emignntoi 
przi'z r/.i[il francuzki pozwalał iiti zostawać wielkim niepntr- 
wmiYUi si>jnu-ni, lipzii:<tannie obradującym. JeDerałoine, pt- 
^ł^>w^^^ poliioruli znaczni* pensye, mogli oddawać się wjl|- 
K-iMiK- npiHwii' narodowój, a mlod^^za brać ani myśMaosifii 
■/;i ciauiia i kancrowii-iostwo było choroba prawie aib 
/uan:i. Odbywały się wykłady sztuki wojskowej, drukowiM 
tniktiity o wojiiif party/anckifj, mało kto dbał o zapewnie- 
iiii' sobie niatcryaliifiio bytu, bo mało kto przypuszczał miK 
jT/cii !Hil>:j liliisu' liUa wygnania. Książe Ogiński otworri 
lyl /iikl;ul iiitniliiiaiiirski, zamożni niegdyś paaowic bnS 
>;^' ilo stolarstwa lub iuDyob rzemió?! tcm chętniej, że ti 
i:vialv» w toh ('r^i'kt'iiaiuu knilko trwai-. Emigranci nie 
nuiwali iiiitfs.'kati sa kontraktem, upatrując w tein 
wi^ri w rji-hty powror ilo oiczjTny. 2yli ciągle w pog 
w i;:. .'i,vi-k:«aU .' iiiv!:i m tUteii hasła wymaszerowuui 
tt ivtv'. \l:i-kii.»\'i lidrvliii'J jeszcze oJ innych pielgizyiwif 
;!:ial iv.'ł »U'i':;u..' w Polskę, ale władze francuzkie ■■ 
.■Elk':j'j j;i' lal-c.MÓ io wyobo-litwa. Ody szło Adioad 
: tiiwarijAie:::^ v.'.v;:r.i'4:i!i:'i liarrzyńskiemu. to paspari' 
.'iriyfai ::a a^il:'::. -i rio brał !:'lz:alu w walce 1^ 
<-=j> NaU cisir^o ^■.' ia*,','ięh, ks:a2e Adam Czartoryski po- 
»:aai.'»'* >X.i.';j>>:ai." k wi-^^^-i.w. ;ak:e miał a mi11i5truv.1l? 
-tri^Tdc !--■«! ei.'";;ra:i.:t; ij Mickiewir.-za. a nie przewidiótc 
'^r-ii-.cac ".'Oii^-wi^ ■.■?l-:'i iiaiin*em'i s wychi>l2ców nie o4- 
■'.iN»-ai'\ yotUi* *.'-^'.' ','rjrw'.'i !?3t'' r. knjttą notatk; 
>.lŁ-*-:a-*.a >"a:ji :.'. ii.- -Aitur!:!. 'y któcvj przekładał, *e 
:•;':■., "a; Mcit*':: i::■l^^^■^al sie ze sprzeiLiiy siyi 
y^:vi. .lv" '.■: .'d -^-ii-rsi-ili. •\---jmkyv "« Kr^owie 
"ui •,:-.-ati^i:v :-j:rii-ii.jfą :"s:ai'a La i&^aj^k p'>tskił:h. lejł 
:f;t it-\-:\ ■*i.:-:-\f i<;>.-i<-d ■ -i-i Mb*'U. =1 3Cnist« 
i-i^ii ywłi iii:,i '.-k^'} ■_":■-!■■* .a >iiiil0'VT]i| MpowLedz: .1 



sza Książęca Mość, pisał do niego p. de Gasparin, wręczyła 
sa Dstatnićj soboty notatkę o p. Adamie Mickiewiczu, który 
potrzebuje wsparcia rządowego. Pospieszyłem kazać zrobić 
poszukiwania w ministeryum spraw wewnętrznych dla wyszu- 
kania śladów przybycia do Francyi i przyczyn oddalenia sig 
'■M braju waszego ziomka. Przedłożone mi-dokumenta prze- 
konały mię, że ten Polak nie należy do liczby tych, którzy 
zmuszeni byli wydalić się z powodu wypadków warszawskich. 
W rzeczy sam^, podczas powstania, podróżował we WJo- 
Bzecb za pasportem cesarskim. 

„Jakiekolwiek były powody osobiste jego wyjazdu z kraju 
w 1823 czy I8Sd r., pan Mickiewicz pozbawiony jest w obec 
admintstracyi francuzki^J cechy politycznego wygnańca ; nie 
można więc ani jemu ani innym w podobnem znajdującym się 
położenia Polakom przyznać żołdu przeznaczonego przez Izbę 
wyłącznie dla tułaczy sprowadzonych na nasze territorium 
przez ostatnią rewolucyą polską. 

„Niezmiernie więc żałuję, że nie mogę poprzeć życzli- 
wości Księcia dla rodaka w nieszczęściu. 

„Niech Wasza Książęca Mość zechce przyjąć zape- 
wnienie mego wysokiego poważania. 

Par Francyi 
Pod-sekretarz ministerstwa spraw wewnętrznych 
Gasparin." ^ 

Książe Czartoryski odpisał ministrowi 22-go Czerwca 
1836 r., że po wybuchu rewolucyi 1830 r. Adam Mickiewicz 
próbował przekraść się do Polski nie za rossyjskiem pas- 
portem; te, jeżeli ró2ne trudności stały mu na przeszkodzie, 
to poddał się wszelkim skutkom upadku Polski i stracił mo- 
. 2ność powrotu do nićj. P. Gasparin I-go Sierpnia odparł 
księciu, że trzyma się poprzedniego zdania *) na zasadzie 
listu Mickiewicza z 1833 r. do ministra Broglie, w którym 



■) Dodatek pod aumerem XV. 
•) Dodatek pod numerem XVI. 



— 360 — 

z wyżój wypowiedzianych względów, zaprzeczał, aby polic^ń 
służyło prawo obcłiodzenia się z nim jako z emigrantem. Pi>- 
licya dokuczała mu jako emigrantowi, nie mógł nigdzie ni- 
Bzyć się bez j4j zezwolenia, i jedynie, gdy szło o wsparae 
przyznane przez Izbg Polakom, zaprzeczała mu chamktera 
politycznego wygnańca. Widocznie nazwisko Mickiewioa 
nigdy nie obito się o uszy pana Gasparin. Sainte-BeuTC, 
zdając w owym czasie sprawę z przekładu Graiyny przei 
Krystyna Ostrowskiego,*) z współczuciem wspomniał poetę, 
„który ukrywa między nami w któremś z naszycb przedmieśd 
chwałę skromną i dumną, chwałę w żałobie jak przystoi wy- 
gnaniu."') W tymże samym czasie wyszło tłumaczenie 
szem (Conrada Wallenrodu, przez p. Loison. „Jako LitwiD, 
pisze tłumacz, potomek dawnych męczenników i sam męczeo- 
nik, polski autor opisał klęski ojczyzny i marzył o zemście. 
Ale wywołując przeszłośd, czyż poeta mógł zapomnieć o nip- 
szczęściach obecnćj chwih? Gdyby chciał zapomnieć, to ślady 
własnych kajdan, kurzawa wygnania, jęki konających braci, 
wszystko około niego glosby znalazło, chociażby milczał, aby 
go zachęcić do napiętnowania, pod zgasłemi nazwiskami 
tr<A'ąjąccgo ucisku, do biczowania Kossyi, smagając niby u- 
kon. Biedna Litwo ! niegdyś pogańska, dziś katolicka, a a- 
wsze napastowana, rozdarta. Dla niej niedźwiedź wschodni 
zastąpił wiika północnie ; po gwałtach rycerstwa średnio- 
wiecznego doczekała się gwałtów polityki państw nowocze 
Bnych.''^) Tłumacz objaśnia myśl autora Wallenroda wezws- 

') W diielc: Niiils <te.xil. 

*) W dzienniku: U Polonais str. 444. Czetwiwc 1836 r. 
'i Bihiioyiaphie tle la France podała wyjście z draka tep 
przekładu w uumerze 2^-go Czerwca 1836 r.: Conrad W^tcwi, 
poime traduit du polonais tfAdam Mkkieniic: par A. R. Lotson, popnt- 
dzooy wstępem o dziejach £rzj2akón, który noei jako godto oart^ 
l>ny wienz H. Moreau: 

Ob! c'eat une biea vieiI1e et bien noire cbroniąae. 
Wiersze Mickiewicza: 

I nikt bez straty życia lub swobody, 
Nic mógł przestąpić zakazantij wody. 



— 361 — 

niem djabla, jeżeli Bóg w pomoc nie przjjdzie. Si nequeo 
superos, Acheronta movebo. Chęci pana Loison były najlepsze, 
ale przekład jego tak dalece lichy, że nie mógł publiczności 
francuzki^ dać i najriabszego wyobrażenia o Mickiewiczu. 
Mickiewicz, którt^o tylko niewielki las przedzielał od 
Montmorency, bardzo często zaglądał do Niemcewicza i Knia- 
ziewicza. Dwaj weterani puszczali się tćż czasem do ni^o 
na piechotę, nie zawsze szczęśliwie. Pewnego razu jenerał 
Kniaziewicz, namęczywszy się „cał% godzinę po gliniastej 
drodze" ') musii^ „powrócić ze wstydem do domu." *) Do- 
meyko odbywał podró2 naukową^ Bohdan Zaleski siedział 
w Strasbui^. Innych przyjaciół odwiedzał Mickiewicz od 
czasu do czasu, a bywało, że zagawędziwszy się, powracał 
nocą pieszo z Paryża do Domont. Żył najbardziój z Litwi- 
nami, byli w Paryżu Nowogrodzianie, współpowielnicy, któ- 
rych Inbiał towarzystwo, między nimi marszałek Kaszyc 
i proboszcz z Nowogródka, ki^iądz Dłuski, ") wielki oryginał. 
-Przed kilku dniami, pisał Wodziński do Zaleski^o 8-go 
Czerwca, był u mnie w Yillebon i nocował ksiądz Dłuski, 
proboszcz z Nowogródka, któr^o może widywałeś u Adama, 
nagadał mi on tyle rzeczy nadzwyczajnych, że ci muszę o tern 
parę słów napisać. Przytaczał mi wynalezienie jakichś ka- 
szkietów i pancerzów z bibuły, których żadna kula nie prze- 
bija. Ciekawsze są j^o przepowiednie, że proboszcz kościoła 



P. Loison tak oddat: 

Mnlhear ik qui youdrait franchir l'oDde fatale, 
Tant la douane est ici soupconneuse et brutale! 

Czytelnicy francuzcj mogli myśleć, źe Mickiewicz w Ńrednio- 
wiecznym poemacie mówił u komorze celnej. Prześcignął p. Ixiisoiia 
p. V. Leroux, który bierze KrzyiakCw za kawalerów Ilodyjakich 
i wyobraża sobie, że wypadki opiewane przez poeti! dzieją siq sześ6 
l«t po nawróceniu Litwy przez królową Jadwigi;! (Falieitrod, tragedie 
£K cinq actis. Paryż 1891 r.) 

'ł Korespondencja Adama Mickietmcza i. IIL atr. 198. 

»l Ibid. 

*) Gaspar Dłuski, kapelan IB-go pułku ułanów. 




Saint-Roch w Paryżu zostanie wkrótce Papieżem i aakałe 
krucjatę za Polska, że Adam wkrótce będzie w taJdm stanie, 
że zapomni czytać i pisać. Kie wiem, co mam o Dłuskim 
sądzić. Wiem, 2e go szanuje Adam i że jest w cią^ch 
stosunkach z naszymi katolikami z rue Xoire-Dame des Champs 
i słyszałem z boku, 2e rząd francuzki miał go mianować bi- 
skupem w ChinacłL Będąc więc u Adama i w Faiyżu za- 
pytam o to wszystko." Biedny ksiądz Dłuski dostał był po 
prostu pomieszania zmysłów, na czem się Wodziński nie po- 
znał. Wodziński w Lipcu odwiedzał Mickiewicza i pisd do 
Zaleskich 14-go tegoż miesiąca: „U Adama w Domont by- 
łem parę razy. Mieszka obszernie i pięknie, wioska ma 
ładne okolice, ale brak jćj ciszy Yillebońskićj. Oboje kazali 
mi was obu nąjmilćj pozdrowić i powiedzieć, że Maryla jot 
bardzo dowcipna i mądra, ciągle gada: bum! barn! gul borni 
dum I i wiele innycłi równie ciekawych rzeczy, co wszystko 
tak zadziwiło starego Niemcewicza, że napisał do nićj długą 
odę.') Adam z żoną i córą bawił cfdy prawie przeszły mie- 
siąc w Yillebon, był z nimi Zan i prócz te^to przypadkim 
zjechała znajoma Gassinów zakonnica z prowincyi, miła nad 
wyraz i słodka osoba. Czas nam więc zeszedł bardzo przy- 
jemnie i żal tylko, że was w S&vres nie było. Jest podo- 
bieństwo, że Adam aż do Nowego Roku, a może i całą zimę 
w Domont zabawi." 

Mickiewicz wybrał się był do Yillebon dla pocieszenia 
Wodzińskiego, którego trawiły suchoty. Już w Styczniu pi- 
sał on do Zaleskiego: „Morilurm te sahUat.'* 10-go Maifa 
donosząc o ciągłych bólach w piersiach i krwotokach, do- 
dawał: „Często w jakichś gorączkowych marzeniach zd^je 
mi się, że wyzdrowiałbym zupełnie, gdybym mógł odetchnąC 
choć godzinę polskiem powietrzem, gdyby do piersi m(q^ 
dotknęły polskie dłonie matki, siostry lub jaki^ dobr^ da- 
Ezy, którą boli moje życie tułacze. Wzdrygam uę, ilekroć 



■) Koreipmdtncya Adama Mickitipicia t I. str. 160. 



— 363 — 

myślę, że mo2e przyjdzie gnić w jednćj jamie z ludźmi, od 
których mnie dzielą moja religia, moje uczucia, moja ojczy- 
zna. Modlf się często i serdecznie do Boga, aby mi po- 
zwolił zamknąć oczy w krainie mego serca, ale niech sig Bta- 
nie święta wola Jego," Mickiewicz i jego żona osładzali, 
o ile mogli, Wodzińskiemu ric^kie to i powolne gaśniecie 
na obczyźnie. 

Na wypowiedzenie mieszkania paryzkiego zdecydowano 
się. Pani Mickiewiczowa przyjechała do Paryża w pier- 
wszych dniach Lipca, aby je opróżnić. Adam przemyśliwat, 
czy nie wypadnie mu przenieść sig dali^j niż Domont, w głę- 
bszą prowincyą. „Kochane Heleno, pisała 6-go Lipca 1836 
r. Pani Celina do pani Malewskićj, przyjechałam do Paryża, 
żeby wypełnić twoje komissa, a zarazem, żeby wymówić 
stancyą, gdyż nadal nie pozostaniemy w Paryżu. Adam ży- 
czyłby sobie na zimę wyjechać na prowincyą, gdyż życie 
daleko tańsze, lecz to wtenczas, jeżeli nam nasze pieniężne 
interesa pozwolą zrobić podróż, inaczćj zaś osiądziemy zu- 
pełnie na wsi, w Domont. Mieszkanie nas nic nie kosztuje, 
a my głównie dążymy do oszczędności." Pani Celina przez 
okazyą przesyła siostrze muślin angielski, który jej pani Te- 
kla Wołowska z Londynu przywiozła. „Jest a la modę, ale 
ja tego nosić nie będę. Marynia I-go Czerwca dostała 
ptemszy ząb i nic nie chorowała, zaczyna także trochę 
chodzić. Czy pojmujesz nasze szczęście? Achl moja droga, 
kiedy my się zobaczymy ? Coraz tęsknićj, a nadzieja daleka, 
tylko mi tego brakuje do zupełnego szczęścia." 

Mickiewicz pragnął czasowo osiąść w jakiejś mieścinie 
poJndniowśj Francyi, gdzieby w zupdnćj ciszy mógł się swo- 
bodni^ oddać pracy. Prędko przekonał się, że podobna po- 
drób zbyt wielkie koszta pociągnęłaby za sobą, tw pani 
Celina pisała 31-go Lipca do Julii Wołowskićj : „Donoszę 
ci, droga Julciu, że Marynia pełza doskonale i wstaje sama. 
Maryni od kilku tygodni plotę warkocze, niedługo będę za- 
wijać loki. Wszyscy się dziwią, że ma takie długie i gęste 
włosy. My także chwała Bogu jesteśmy ciągle zdrowi. 



— 354 — 

Celina w powyższym liśde, jat od dawna, że pan Boi 
Hubę, będąc w Rzymie, pożyczył od Adama dwieśd 
trzysta franków, Adam z pewnością nie pamięta, ale 
Teodora,') 2eby mu o tern powiedział i koniecznie w] 
kwowat. Przedałam wiele z moich rzeczy, mam j< 
u Kazi^ czarny, koronko«7 welon, który ci nadeszl;; 
szę cię, jeżeli nie możesz iuaczćj, to sprzedaj za 100 
ków. Nie myśl, moja najdroższa, 2e niedostatek pieni 
w którym teraz jesteśmy, bardzo nas martwi : przechod 
ja przez większe nieszczęścia, a w czem innem sowicie 
nadgrodzoną jestem za nie : dzielę z najdroższym Adi 
to, co on ma. Zmiłuj sig, nic o tern nie wspominaj do 
szawy, bo to się na nic nie przyda i byłoby nam bl 
bolesno, 2eby kto wiedział oprócz was. Nasza droga 
rylka była bardzo chora, ale teraz ma się zupełnie di 
i zdaje mi się, że wkrótce dostanie ząbki. List OHJj 
stejszy nieznośnie długi i smutny, ale wierzaj mi ^ 
malgr^ moi, gdyż za każdą rażą co piszę do ciebie, oĄ 
tak wzruszoną, źe nie mogę sensu schwytać. Bądźcie ri 
i szczęśliwi. Adam poleca ci pozdrowić z serca dn)^ 
Franciszka."') 

Emigranci oswoili sig v. niepewnością tułacz(co \ 
a gdy porównywali objawianą im życzliwość z okropittl 
tylu ich współbraci za])Ędzonych w głąb Syberyi, Bkargłj 
mierała im na ustach. Położenie Mickiewicza trapiło h 
francuzkicłi jego przyjaciół niż jego sam^o. Da\id d'Ai 
ofiarował mu domek swój letni w Domont, który i 
stałby pustkami, ponieważ miał i podróż przed B0b| i ■ 
stwo robót rozpoczgijch w pracowni paryzkićj. Adwj 
się przekonać i zaniechał myśli przeniesienia się do Villl 
Tracił sąsiedztwo Wodzińskiego, ale las go tylko ( 
od Niemcewicza i Kniaziewicza. W wiosce takiĆJ jak E 



't Wolowstii'go. 
*) Wolowskićj. 
*) Malewskiego. 



— 365 — 

moje rupiecie z Paryża, gdzie zostawię tylko moje niern- 
cbomości, popiersie, które znasz. P. 01ivter przyrzekł mi, 
że zajmie sig jego przeniesieniem na ulicę Xotre Damę des 
Champs pod nr. 11-ty do pana Jaiiskiego. Nie śmiałem 
powierzyć t^ przeprowadzki osobom, któreby nie wiedziały, 
jak się wziąć do tego. Proszę p. 01ivier, aby popiersie ka- 
zał zapakować i skrzynię złożył pod nr. 11." 

Popiersie swoje Mickiewicz przeznaczał Klaudynie Po- 
tocki^: nie doczekała się tego daru. „To popiersie, pisze 
dalćj Mickiewicz, wycłiodzi na włóczęgę, jak ja. Osoba, 
która miała mu dać przytułek w Polsce, pani Potocka, jak 
wiecie, umarła. Znałeś ją, wiesz wielkość naszćj straty. 
A zacny ten Carrel, ') pamiętam, że byt waszym przyjacie- 
lem, był tćż przyjacielem Polaków, jak Lafayette, *) jak 
Dulong. ') List mój staje się zbyt smutnym na dzień świą- 
teczny. Oddany Wam Adam Mickiewicz." 

Rzeczywiście, że z Carrelem, z Lafayttem, z Dulon- 
gem, polska sprawa straciła najdzielniejszych swych obroń- 



') Armand Carrel, urodzony 8-go Mnja 1800, bronił pobkif^j 
sprawy w d2denniku te Uatimiut, którego był głównym redaktorem, 
(idy dzienniki paryzkje zaczęty szukać podstawy bytu swojego 
W ogłoszeniacli i sprzedaj ii ości bankierom i rządom, CarrcL nie taił 
Bwego oborzeriia i przyszło z tego powodn do pojedynku z Emilem 
de Uirardin, w którym zoBtał zabity 24-go Lipca 183G r, Artykuły 
jego o Polflce wydane zost^y w osobnej broKzurze pod tytułem: 
Let arlicUs (fArmattd Carrel pmir la Pologne. Paryż 1813 r. 

') Lafayette, urodzony (i-go Września 1757 r., umarł -'0-go 
Maja 1834 r., zaprzyjaźnił się podczaa wojny o niepodległość Ame- 
ryki X Puławskim i Kościuszką; po rewolucyi 1S80 r. niezmordo- 
wftnie zabierał głos za Polską w Izbie i opiekował aią wjckodżtwem. 
^■zemówieiiia jego za Polską zebrane zostały w broszurze pod tytu- 
łem: Ditcours de Lafayette pour la Poloctte. Paryż 1864 r. 

■) Deputowany Franciszek Karol Dulong, urodzony w 1702 
roku, gdy jeneml Bngeaud rozpowiada o biernem posłuszeństwie, 
odparł, ie nie trzeba tego posuwać bż do aromoty, aź do lostania 
dosorcą więziennym. Bugeaud, który włajśnic dozorował księżnę 
Berty w wii^eniu Blaye, wyzwał go na pojedynek. Dulong zginął 
od kuli Bugeaad'a 80-go Stycznia 1834 r. 



ców; dzienniki francuzłcie coraz mnićj Big nią zajmaw^, 
a po tylu bezowocnych szamotaniach, ręce opadły emigracyi. 
Zapobiegliwy i rzadkićj wśród emigracyi praktyczDośd, 
Eustachy Januszkiewicz, bardzo brał do serca kłopoty poety: 
„Interesa picnigine naszego Adama, pisał on 18-go Sierpnia 
1836 r., są w dosyć złym stanie. Pytałem go, jakie s% jego 
resursa? odpowiedział mi, iż Platon czy inny tam filozof 
grecki utrzymywał, że nic tak nie zabija duszy, jak myśl 
o jutrze; potem, według słów Pisma Św., kazał mi patrzeć 
na ptaki niebieskie i t. d. Jego czcigodna Celina, to dra^ 
Adam : ładna, ale jak on bezładna, mało troskająca się o to, 
co będzie za dwa lub trzy miesiące." ') Młoda mężatka, 
jak to bywa, spuszczała się najprzód we wszystkiem na meta. 
Konieczność prędko jii wyuczyła umiejętnój gospodarki. Rzad- 
ko poddawała sig tćj obawie jiilra, wstrętnej jćj męiowi, 
dużo sobie odmawiała, ale nieraz nie wiedziała, jak sobk 
dać radę nie z jutrem, lecz z dniem dzisiejszym. ^^7'^"' 
u nich, pisał dalćj Januszkiewicz, w poniedzi^ek, świgto 
niałt^ córeczki MarynL Adam z Zanem byli na przechadzce. 
Ją zastałem we Izach, pytałem się o przyczynę : „Płaczę nad 
losem Maryni." — „Jakże, czyż to nie zawcześnic kłopocie 
się tom, co za lat szesnaście wypadnie?" W końcu przy- 
szło do wyznania, że dla braku funduszów musi opuścić Pa- 
ryż, przedać część mebli, i że całą zimę myślą mieszkać 
w Doniont (pod Montmorency), w opuszczonym j prawie pu- 
styni zamczysku rzeźbiarza David'a; że to martwi Adami, 
niepokoi, do niczego się jąĆ nie może, zaczętych prac nie 
kończy. Wtem wszedł Adam tęskny i ponury. Wziąłem u 
stionę Zana, a ten mi potwierdził wyznanie Celiny i propo- 
nował, czyby się nie udało przedać rękopisów Tadeutza i la- 
nych wierszy Adama? On jest kapryśny i wolałby z głodu 
umrzeć, niż darowiznę przjjąć, ale temu by się zaradziło, 
gdyby się znalazł kto, coby dał 200 lub 300 dukatów. Przy- 
sięgam na wszystkie Bogi, że kiedyś, po śmierci Adama, » 



>) Famiclnik EustacLcgo Januszkiewicza. 



— 367 — 

knżdą ćwiartkę dadzą dukata, a więc i kapitał zwróci si§ 
z procentem." ') 

Obeszło się bez spieniężenia rękopismów, ale by]y to 
lata ciężkie. Z bileciku pani Celiny do Wodzińskiego do- 
wiadujemy się, te w koucu Sierpnia i Mickiewicz i j^o có- 
reczka jednocześnie zasłabli: ,,Adam, opowiada :23-go Sier- 
pnia pani Celina, wczoraj bardzo byt cierpiący i wiele mi 
nabawił strachu. Dziś ju2 prawie dobrze, i Marynię dokto- 
rzy nie znaleźli bardzo słabą. Dziękujemy dobremu panu 
za pamięć i książki dla /<dama-" Wodziński ofiarował pta- 
szki : „Anglik, sąsiad mój Yilleboński, przysłał mi poczci- 
weczek kupkę skowronków, a ponieważ nie wiem co z niemi 
zrobić, więc przesyłam pani, całując przytem jćj rączkL Dzień 
dobry Adamowi i Mani." 

Eustachy Januazkiewicz znów zajrzał do Domont 8-go 
Września : „Odwiedziłem, pisał on, Adama w Domont. Po- 
kazywał mi przesłany od Adolfa ') widok Iszyma, mieściny 
Sybiryjskićj, do którój zesłany. Kiedyś razem podróżowali 
po Włoszech. Jakby to dać wiedzieć w Dzieszynie, że ten 
rysunek doszedł rąk Adama ?" 

Niedomaganie córeczki zaniepokoiło znowu rodziców, 
pospieszyli do Paryża po radę lekarską i omal nie wyrzekli 
się domku w Domont A mimo tylu niepomyślnych okoli- 
czności, Mickiewicz i Celina nalegali na Wodzińskiego, aby 
«ę do nich przeprowadził. Wodzińskiemu coraz było gorzćj, 
przez delikatność chciał wyprowadzić się od rodziny fran- 
cazkićj, przy którój trudnił się wychowaniem dziecka; pisał 
on z Yillebon do Bohdana Zaleskiego 2S-go Sierpnia : „Wkrótce 
wynoszę się zupełnie z domu Cassinów, nie chce być im 
dłuż^ ciężarem; dotąd dawałem ich malcowi lekcye niemie- 
ckie i inne, a to połączone z małą kwotą pieniężną, którąm 
im miesięcznie opłacał, wywiązywało mnie jako tako, ale 
teraz oni oddają swego syna zupełnie na pensyą, a zatem 



■I '/, dziennilca flustachego Janoszkieinc 
') .Taniiszkie 



— 358 — 

mil, jak ludowi wybranemu wśród puszczy, jedynie o 
nie się do ziemi obiecanśj. Żołd wypłacany emignuitoB 
przez rząd francuzki pozwalał im zo^itawać wielkim niepnet- 
wanyni sejmem, bezustannie obradąjącym. Jener^owie, po- 
słowie, pobierali znaczne pensye, mogli oddawać sif) «^ 
cznie sprawie narodowej, a młodsza brać ani myśl^aeu^ 
za granicą i karyerowiczostwo było chorobą prawie me- 
znan^i- Odbywały się wykłady sztuki wojskowćj, drakovu» 
traktaty o wojnie partyzanckiej, mało kto dbał o zapewnie- 
nie sobie materyalnego bytu, bo mato kto przypuszczał 
jirzed sobą długie lata wegnania. KsiąZe Ogifiski otworzył 
hyl zakład introligatorski, zamożni niegdyś panowie bnfi, 
i-ic do stolarstwa lub innycli rzemiosł tem cbstnićj, i 
miało w ich przekonaniu krótko trwać. Emigraaci nie 
inowali mieszkali za kontraktem , upatrując w tem 
wiary w rycbły powrót do ojczyzny. Żyli ciągle w 
wiu, oczekiwali z dnia na dzień hasła wymaszeronń 
w pole. Mickiewicz bardziej jeszcze od innycli pielgrzynif 
miaJ oczy wlepione w Polskę, ale władze francuzkie 
chciały go zaliczyć do wychodźtwa. Gdy szło Adamem 
o towarzyszenie umierającemu Garczyńskiemu, to pa^iol 
otrzymał na zasadzie, iż nic bral udziału w walce 1830 
Gdy bieda cisnąć go zaczęła, ksiąie Adam Czartoryski ff 
stanowił skorzystać ze względów, jakie miał u ministrów, 
otrzymać żołd emigrancki dla Mickiewicza, a nie przewiilqy 
trudnoSci, ponieważ żołdu żadnemu z wycłiodzców nie 
mawiano, podał 10-go Czerwca 1836 r. krótką notatkf 
sekretarza stanu p, de Gasparin, w którćj przekładał, te ti 
pięciu lat Mickiewicz utrzymywał się ze sprzedaży biijbI 
dzieł, ale że od ostatnich wypadków w Krakowie 
tak szczelnie zamkniętą została dla książek polskich, lefC' 
eta stracił wszelki dochód z ich odbytu. *) Minister pnedd 
księciu pod datą 14-go Czerwca odmowną odpowiedź ~~ 



') Dodatelc pod numerem XIV. 



_ 359 — 

sza Książęca Mość, pisał do niego p. de Gasparin, wręczyła 
BU ostatnićj soboty notatkę o p. Adamie Mickiewiczu, który 
potrzebuje wsparcia rządowego. Pospieszyłem kazać zrobić 
poszakiwania w ministeryum spraw wewnętrznych dla wyszu- 
kania śladów przybycia do Francyi i przyczyn oddalenia się 
■ kraju waszego ziomka. Przedłożone mi ■ dokumenta prze- 
konały mię, źc ten Polak nie należy do liczby tych, którzy 
zmuszeni byli wydalić się z powodu wypadków warszawskich. 
■W rzeczy samćj, podczas powstania, podróżował we Wło- 
szech za pasportem cesarskim. 

„Jakiekolwiek były powody osobiste jego wyjazdu z kraju 
w 1823 czy 1828 r., pan Mickiewicz pozbawiony jest w obeo 
administracyi francuzkit^j cechy politycznego wygnańca ; nie 
można więc ani jemu ani innym w podobnem znajdującym się 
p<dożemu Polakom przyznać żołdu przeznaczonego przez Izbę 
wyłącznie dla tułaczy sprowadzonych na nasze territoriuro 
przez ostatnią rewolucyą polską. 

„N^iezmiemie więc żałuję, że nie mogę poprzeć życzli- 
wości Księcia dla rodaka w nieszczęściu. 

„Niech Wasza Książęca Mość zechce przyjąć zape- 
wnienie mego wysokiego poważania. 

Par Francyi 
Pod-sekretarz ministerstwa spraw wewnętrznych 
G asp ar i n." ') 

Książe Czartoryski odpisał ministrowi 22-go Czerwca 
1836 r., że po wybuchu rewolucyi 1830 r. Adam Mickiewicz 
próbował przekraść się do Polski nie za rossyjskiem pas- 
portem; że, jeżeli różne trudności stały mu na przeszkodzie, 
to poddał się wszelkim skntkom upadku Polski i stracił mo- 
2D0ŚĆ powrotu do niej. P. Gasparin I-go Sierpnia odparł 
' księciu, że trzyma się poprzedniego zdania ■) na zasadzie 
listu Mickiewicza z 1833 r. do ministra Broglie, w którym 



') Dodatek pod namerem XV. 
■) Dodatek pod numerem XVI. 



— 370 — 

koszulce, bosa i z zakasanemi rękawkami. Wszyscy bywi- 
jiicy w ich domu kochają ją bardzo a mianowicie chrzestny 
ojciec Niemcewicz, który co dzień idzie piechotą pól mili, 
żeby Marynię zobaczy-. Bo musisz wiedzieć, że Adamowstwo 
mieszkają przez lato na wsi, u przyjaciela swego, sławnego 
rzeźbiarza David"a,'' Odyniec dzielił się przjtem z Panem 
Franciszkiem wiadomościami z Litwy : „Kuzyn wasz Rostocti 
umarł. Wiem od Adama, o ile Roytocki przychylny był dli 
was wszystkich." 6- go Listopada jakiś współpowietnik, który 
przez ostrożność listu swojego nie podpisał, donosił z No- 
wogródka Franciszkowi Mickiewiczowi co następuje: ,Dom 
wasz zajęty na skarb. Płoński regent w nim mieszka la 
naznaczoną opłatą skarbowi. Musisz wiedziet;, że oficjnj 
twego domu spaliły się i przybudowania, do jego juryzJyid 
także zabrane, z folwarkami Zaosie, Horbatowicze itd. Bóg 
wie co będzie. Wystaw sobie, że oprócz przyjaciół nic jnż 
nie masz." 

I Adam oprócz przyjaciół prawie że już nic nie miał 
i narzeka) czasem na poezyą. „Nieraz mi powtarzał Mickie- 
wicz, opowiada pani Rautenstrauchowa, że gdyby mn zosti- 
wionym był wybór, wolałby tysiijc razy być muzykiem, nil 
rymotwórcą, i pewną jestem, iżby daleko wigksze uwielbie- 
nie zjednał. Ci bowiem, co go nic zrozumiawszy, potępiajt 
teraz, jedynie czuciem uniesieni, dotykalniejszego dla zimnego 
sądu i krytyki szukaliby przedmiotu." ') Ale przyjaciele 
poety starali się mu przjjść w jiomoc. Mickie\\1cz spo- 
strzegł się, że lepiejby do Paryża powrócić, niż zasiedztef 
się w pustym zimową porą Doniont, lecz jak osiąść na now 
w stolicy V W pierwszych dniach Października, jak Dm 
ex mac/lina, zjawił się w Domont Eustachy Januszkiewia: 
,,Otrzymalem, pisze on .3-go Października, przysłane od Hn- 
biego Wąs.[owicza] 569 franków. Oddałem MickiewiotoR 
500, niby wjpadające z rachunku wydawnictwa Pieli/nyna, 

') Wspoimiienia iiioji- z Fianaji. prze^ L. z G. U. str. SIL 
Kraków 1839 r. 



— 371 — 

za 24 fr. kupiłem herbaty, a 45 fr. dałem jego Icrawcowi 
i o tyle z rachunku iimniejazyl. Jadąc do Domont, rozmi- 
nąlem się z Adamem. Celina otrzymawszy pieniądze uznała 
■w tem ich przyjściu dziwną laskę Opatrzności, bo już 
w kassie nie było ani grosza. Zatrzymała mnie na obiad, 
który sama przyrządzała, bo kucharka, nie mając co goto- 
wać, wyszła prać bieliznę. Hyła tedy pieczeń na zimno a sos 
jakiś się nie udał, mleko do makaroni na zupę z rądla wy- 
łiiegio. Wracam do Paryża i znajdujg Adama drzemiącego 
na mojem łóżku z fajką w ustacli. Uradowany z nowiny, 
kazał nazajutrz sporządzić sobie odzież a mnie dał tytuł 
jedynego niydama/, co sig tak dobrze z autorami rachuje. 
Otóż i niezasłużona pochwala. Za to, że nam Eugenia ') 
otrzymała tg pomoc, przyślę rgkopism Adama : Zdania i uieagi, 
■j. dzieł Bohme i Saint-Martin, które w ii-mym tomie poezyi 
są wydrukowane." ') 

Tak rękopism Adama zakoticzył tranzakcyą przeprowa- 
dzoną bez jego wiedzy. Mickiewicz pospieszył wynająć so- 
bie mieszkanie w Paryżu. Ale poniósł w owym czasie dość 
znaczną pienigżną stratę. Owych tysiąca franków nadesła- 
nych przez Raczyńskiego nic chciał naruszyć, nie wiedząc 
jeszcze czy napisze wiersze, których one miały być zapłatą 
z góry, czy też wróci summę, złożył je u kogoś i przepadły : 
«Adam, pisał Januszkiewicz, zkądinąd otrzymał tysiąc fran- 
ków i oddid je do schowania Panu W., a ten je gdzieś stra- 
cił, a Adam nie chce, aby mu zwracano. Od dwóch dni bawi 
u mnie i szukamy mieszkania. Chce wykupić brylanty żony 
\ sprzedać je, żeby stratę wynagrodzić. Wyrozumował so- 
bie, że brylanty nie potrzebne a może mieć Sj,500 franków. 
Mieszkanie bierze na Marais Saint-Germain, na przeciw iia- 
szćj księgarni, za fi*, 520. Ja pod sekretem dokładać będę 



') PaniiŁ Eugenia J^rjss narzeczona Jnau^izkiowic 
*) DzienniJc Enstachego Janus^^kienicza. 



— 372 — 

80 franków '), bo Adam uigcej nad 500 wydać nie chciał, 
a to mieszkanie idzie za 600 franków. Nie wyobrażacie so- 
bie co to jest Adam. Ja miłość moje dla niego posuwam 
do fanatyzmu prawie. Jest on dla mnie jakąś istotą, do 
której ze świętym przystępuje się przestracliem. On jest 
dla mnie jak to jest w wierszu do E. L, : 

Ula wątpliwych pokoleń świadectwo o Boga."-) 
Mickiewiczowie opuścili Domont około 20go Paździer- 
nika: „Ja od dni kilku, pisał Wodziński do Zaleskiego, po- 
wróciłem do Paryża z AdamosŁwem, którzy mieszkają iS rue 
des Marais Sainl- Germain ; kwatera ich nie bardzo wygodna; 
daj Boże, żeby była przynajmniej spokojna, o co sif boję. 
myśląc, ic na. przeciw drukarni i księgarni polskitj. Od 
powrotu z Domont, mieszkam na rue du Bac. Marysia 
Adama ładna jak aniołek, zdrowa jak rybka i juź od kilku 
tygodni biegać poczęła. Domeyko w tych dniach spodzie- 
wany." 

W Listopadzie, w przejeździe do Rzymn, ksigżna Ze- 
neida Wołkońska zatrzymała się dni kilka w Paryżu. Ileż 
zmian nastąpiło od icli rozstania się w wiecznem mieście 
w 1831 r. 1 Wołkońska pisała do niego, aby wierzył, że 
szczerze pragnie mu powiedzieć, iż się nigdy nie zmienia.*) 
niezawodnie i Adama zastała w niczmicnionij dla ni<^j przy- 
jaźni. Jeżowskiemu znów udało się donieść Mickiewiczowi, 
że czytał Fana Tadeusza. Nie taił mu tylko swojego zadzi- 
wienia, że gdy w tym utworze panowała wiara, w listach jego 
widać nieufność. „Tam otucha, pisał do niego Jeżowski, tn 
rozpacz; możnaby rzec, że to dzieło, gdy je pisałeś, niebyło 



<) Januszkiewicz n-ćwczaH sam cii.ilio zsr&biał oa cbleb. 
Z ksii^żeczek rachunknwjcb, kti'>rc w o.statnicli tygodniach żvdi 
przepatrywał i niszczy), oknzulo siij, że aiimki które wyktadat nt 
Adama zwracat sobie pi'ł±niśi z przychodów poety, co zreaztą w ai- 
czetn zasługi jego nio zmniejsza. 

'j Dziennik ICustachego Januszkiewicza. 

') Koreątondiucifa Adama JJkkieaucza t, I. str. 213. 



- 373 — 

filozofią ale poezyą, nie brio dziełem przekonania, ale sztuki." ') 
Listy do Jeżowskiego z owćj epoki zdaje się, 2e przepadły; 
przebijały się w nicti zapewne smętne uczucia obudzone sta- 
nem emigracyi. Adam, gdy duch poetyczny w niego wstę- 
pował, witał fiat iux mające kiedyś ciemności rozproszyć, 
a w korespondencyi prywatnćj użalał się na zamęt otaczają- 
cych go żywiołów, ale u niego filozofia nie była w sprzecz- 
ności z poezyą, jak go o to posądzał Jeżowski. Z przeko- 
naniem zapowiadfd przedświt, z przekonaniem przeklinał po- 
przedzające go mroki. 

W drugićj połowie Stycznia 1836 r., Mickiewicz ze- 
zwolił na ogłoszenie w Roczniku Emigracyi po/skity, wydawa- 
nym przez Aleksandra Jełowickiego, wiersza : Arcy-mUłrz *), 
który wchodził w skład drukującego się wówczas ósmego 
tomu dzieł jego. Tom ten ukazał się dopićro w drugićj po- 
łowie Listopada. *) W pierwszym numerze Rocznika Emigra- 
cji pokkiij w doniesieniach literackich, znajduje się objaśnie- 
nie, że są „pod prassą: Poezye Adama Mickiewicza, z po- 
rządku wydania Faryzkiego t. YIII, zawiert^ący zupełne jego 
dopełnienie, wyjęte ze wszystkich pism pcryodycznych i ulo- 
tnych, z dodatkiem niektórych nowych poezyi, in 18 str. 180. 
fr. 4,50 c. Dla emigracyi i księgarzy fr. 3."*) Ale 18-go 
Lipca 1836 r. Mickiewicz pisał do Odyńca: „Mnie dokucza 
drukarnia o skompletowanie tomu ósmego, który jest tylko 
przedrukiem dawnych rzeczy, ale mi trudno na kilka ćwiar- 



•) Kortspmuiencya Adama Alickiervieza i. 1. fltr. 2'. 

■J 'WJBTBz ten poprzedzony następnem objaśni 
ilzimy, że czytelnikom naezyuL zrobimy przyjemność, umieszczając 
ta jedne z nieznanych doCiid poezyi Adama Mickiewicza, a nale- 
żącą do zapowiedzianego przez nas tomu VIII," (str. 12). 

*) W polowie Listopada Rneznik emiijracyi potskiej donińsi, ,^e 
2Sgo b. ta. wyjdzie na widok publiczny: óamy tom poezyi Adamk 
2klickiewicza. Oona jogo dlu emigracyi fr. 3, z przesyłką: franków 
3 c BO." (Str. ll»). Wyjście tego tomu dziel Mickiewicza ogło- 
siła BihUographie de la France w numerze lU-go Listopada 183G r. 

*) Numer Styczniowy, str. 4. 



^^^^^■i 



tek zdobyć się i druk przez to zatrzymał się i spoczywa." ') 
Spoczywa prawie rok cały. 

Wodziński zaniemógł znów cigitko w grudniu i doszedł 
do strasznego osłabieoia. Z powodu zamiaru Bohdana i Jó- 
zefa Zaleskich wybrania się z Alzacyi do Włocli*), pisał do 
nich z łóżka 9-go Grudnia; „Zdaje mi się, jak gdyłjym wy- 
padł 2 lodzi życia w spokojne jakieś morze, na brzegu wi- 
dzę jasno dom, daleką rodzinę, przyjaciół i to wszystko co 
kochałem i serce moje żywszą, jeszcze górze miłością jak 
przedtem i dobywam ostatnich sit, aby do nich dopłynąć, 
ale w śród moich usiłowań słabnę i znużone usta zaledme 
mogą wymówić modlitwę, proszącą Boga, abym myśląc o Nim 
zasnął~i nie zbudził się aż w niebie." Zaleskim donosił, że 
Adam z rodziną i wszyscy ich znajomi w Paryżu zdrowi. 

W 1836 r. zaznajomił się z Adamem powieścto-pisarz 



' Kuresponiłencya Adama Mickkmkza t. I. atr, 169. 

*) Ustęp z listu WodziDskie(;o świadczy o trudnościach ce- 
nionych emigrantom, którym wypadało podróżować po EarO[H« : 
„Zaraz po odebraniu listu twojego, zaprosiłem do siebie Adsma 
i przedstawiłem mu cały wasz interes, a cośmy obaj nradzilL to 
ci bez zwłoki donoszi;. Adam z Nuucyuszem Papiezkim żadnych 
nie ma stosunków, ale zna kogoś w Rzymie, którego insŁani^» 
do Nuncyusza będącego w Paryżu będzie skuteczQ%; jedyna więc 
rzecz, któri^ Adam może wam zrobić i zrobi, jeżeli zażądacie, jeat. 
ie MuncyuBz Papiezki potoży wizę nn paaporcie Bz^u fraaciii- 
kiego do Ezymti, co jeszcze, jak łatwo się domyślicie, nie małe 
zabierze czasu, tak długie przechodząc koleje. Ate, aby ta wiza 
była na co przydatna, trzeba mieć od Rządu francnckiego paspcHl, 
Inbo Adam przyrzeka chętnie się starać, jednakże nie ma najmniej- 
szej nadziei dostania go i, zastanowiwszy się nad dzisiejszemi oke- 
licznoiciami, zdecj'dowaliśn)y, że nawet o tem myśleć nie warto. 
Montalembert jest teraz we \V'loszecb, ale to nie stanie na aawa- 
dzie i czy Adam czy ja przez kogo ze znajomych Caasina dostanę 
wam Ust polecający do prefekta Marsylii. Rady zaś moje wypły- 
wające z doświadczenia, które komunikowałem Adamowi i które 
on zatwierdził — wziąć w Marsylii paspori fałszywy i w tan epoaóh 
n«iadomić prefekta, jeżeli on jest z rzędu ludzi nierygoriatów inift 
tchórzów." 



— 375 — 

rossyjski Gogol, którego biograf Szenrok pisze: ^W osta- 
tnich tych czasach, nic już, oprócz możności częstego widy- 
wania Mickiewicza i innego poety polskiego Bohdana Za- 
leskiego, Die wstrzymywało Gogola w Paryżu. Mickiewicz 
mieszkał tego roku w Paryżu, nie będąc jes/cze professorem 
w CoUrge de France. Ponieważ Gogol nie znał polskiego 
języka, rozmowa toczyła się po rossyjsku albo po mało- 
rusku." *). 

Boże Narodzenie spędził Mickiewicz w licznem towa- 
rzystwie rodaków. „Że to, pis^ Januszkiewicz, był dzień 
Adama, Jdowicki i ja dawaliśmy wieczór dla wszystkich li- 
teratów pod prezydencyą J. U. Niemcewicza. Podniód on 
toast : Ojcu poematów Dziady, Graiyna, Wallenrod a szcze- 
gólniej nieporównanej Maryi. (Jestto córeczka Adama). Za 
ten dodatek pochwycił Adam, i w pocblebnem dla Ursyna 
przemówieniu, wyznał, że w tem jednem Nestora naszego 
potrafił przewyższyć. Stary Julian tak był rozweselony, że, 
choć zwykle bawi tylko do 11-tćj i idzie do spoczynku, 
przesiedzi^ do pierwszej w nocy i opowiadał nam dziecia- 
kom czasy cztero-letniego sejmu. Nieporównany Chopin grał, 
śpiewał, improwizował, i tak wszyscy grą i serdeczwą za- 
bawą byli zajęci, 2e nikt nie widział zorzy północnćj, co 
nam przez pół-godziny przyświecała." *) 

Mickiewicz poświęcił ostatnie miesiące 1836 r. napisa- 
niu dramatu: konfederaci Barscy. „Piszę teraz, donosił on 
Odyńcowi w Grudniu, dzieło po francuzku; jeśli się uda 
i podoba publiczności (już napisane), może interesa nasze 
poprawić; drugie takie dziełko mam napięte, jeśli pierwsze 
dobrze pójdzie." ^) 

Adam był świadkiem zapału wywołanego w teatrach 
paryzkich słowem Polska lub ukazaniem się na deskach 
aktora w roli Napoleona. Uśmiechała nm się myśl ożywie- 



■) Gogol i DaniUmki, w JFlestnika Eniroinj Styczeń 1890 r 

■J Dńeimik Eustachego Januszkiewicza. 

*) Korespottdmcya Adama Mickiewicza t. I. atr. 165. 




nią dramatem słabnącego współczucia Francuzów dla spraw; 
polskiej. Dramat skuteczni^by podziałał na lud wralliwr 
niż stosy rozpraw politycznych. Poeta zamierzał rozuriDfĆ 
przed paryzkimi widzami sceny z dzigów narodowycli, wzbro- 
nione teatrom polskim, zdobyć ojczyźnie wolny teatr nad 
Sekwaną. 



XI. 



Myil przedtławenia na loente paryzki^j KonfederatiK Barskich. 
Zaniechanie tego zamiaru. Mioktewioz o Pmzkinie. Postanowie- 
nie osiedlenia aię w Szwajoaryi. 



Mickiewicz jako pisarz dramatyczny. Poparcie Alfreda de ViKiiy 
i Pani Sand. Odmowa d3rTekcyi t«atru Porte- Saint- Martin. Poeta 
opuszcza Domont. Letni pobyt w Paint-Germain. Zgon K. R. Wo- 
dzińskiego. Wstawienie się księcia Adama Czartoryskiego za Mic- 
kiewiczem. Objawy czynnej życzliwości li)dwsrda Baczyńskiego. 
Obawy wykrycia zwitku Braci Zjednoczonych. Przyjęcie na świat 
i chrzest syna. Starania o katedrę literatury łacińskiej w Lozan- 
nie. Pomyślny ich skatek. Pośpieszny powrót do Paryża z po- 
woda ztych wiadomości z doiiin. Choroba i wyzdrowienie żony. 
Pożegnalny obiad wydany Mickiewiczowi. 



Dyrekcye wielkich teatrów par}'zkich nie przyjmują 
dramatn bez długich i mozolnych staraA. Trzeba wymódz 
na dyrektorze teatru, aby rgkopism przeczytał, wmówić mu, 
2e powodzenie niechybne i że zrobi majątek na tym drama- 
cie. AuŁorowie dramatyczni francuzcy najcz§ścićj skromno- 
ścią nie grzeszą : chwalą się, podnoszą pod niebiosa piękno* 
6ci własnych utworów, zjednywają sobie dziennikarzy i akto- 
rów. Na tym gruncie była to dla Mickiewicza walka ze 
■wBpólzawodnikami nie równa. Prawie cały 1837 r. zszedt 
na wstrętnćj mu paAszczyźnie zasięgania rady u powag lite- 



rackicli i szukania przedsiębiorcy teatralnego dobrej woli. 
Naturalnie, że muza jego drzemała '). 

Odyniec I-go Marca 1837 r. odezwał sig do Pani Ce- 
liny, list podpisywał don Alonzo, na pamiątkę Petersbarskich 
czasów, gdy za pierwszą, wizytą u Maryi Szymanowskiej 
przedstawiony jćj był przez Adama jako Hiszpan. Pan Edward 
donosił dwie wiadomości. Jedna wiązała si§ ze wspomnie- 
niami włoskićj podróży : „Panna Henryeta Ankwicz, pis^ 
Odyniec, poszła za mąż za Sołtyka, zacnego w gruncie, ^e 
jeszcze bardzo fantastycznego i nieogladzonego młodde- 
niaszka." Druga wiadomość bliżćj obeszła Adama : „Aleksan- 
der Puszkin zginął w pojedynku z własnym szwagrem swoim 
z powodu podejrzeń zazdrości." Dwaj poeci miewali o sobie 
wiadomości przez wspólnych rossyjskicli przyjaciół i pana de 
Circourt. Hrabia de Circourt i żona jego widywali Puszkina 
w Petersburgu. Ze szczegółów udzielonych Mickiewiczoni 
o jego duchowym nastroju, powziął był nadzieję, że Pnszbin, 
oziębiony dworską atmosferą, zapali się niebawem kn noirriD 
ideałom. Adam wyraził żal swój po dawnym przyjaciela 
i znakomitym poecie w artykule rzuconym na papier zape- 
wne w Marcu. Puszkin umarł bowiem 10-go Lutego, ale 
praca ta ogłoszona została dopiero w Maju *) ; zdawał w oi^ 
na zasadzie danych, które posiadał, sprawę z usposobiei 
Puszkina w ostatnich miesiącach życia : „Widocznie, że ini- 
bywało się w nim jakieś przeobrażenie wewnętrzne. Co s; 
dziato w jego duszy? Spodziewałem sig, że ukaże s( 
wkrótce na scenie jako człowiek nowy zupinie. WsijsC 
co go znali dzielili to moje pragnienie. Jeden strzał z {*■ 
stoletu zniszczył te oczekiwania." ") W obec śmierci, 



■) Na Daleganie Odyńca posłał nierssdo H. Ł., }ct6rj ni 
się w MeUleli 1837 r. i w Nr. 2-gim z dnia 25-go Lutego iWt] 
gazety: Wiailmnosci krajowe i cmiyracjjjue. 

») yotici- biographique et Uit&airc sur AUxandre ft"i*S*l 
w pierwszym numerze 2r>-go Uaja 1837 dzieonika: le GMe- 

■ij If:ie/a Adama Mickiewicza t. V. etr. 279. 



Nie bał sig Adam tych pocisków. Ukończył był dra- 
mat, w którym przedstawiał typ mnicha patryoty. W sto- 
licy Yolterianizmu, zamierzał wystawić na scenie postacie 
ksigdza i konfederata, moskiewskiego jenerała i polskićj zalo- 
tnicy, szpiega rosayjskiego i ochotnika Francuza. Obraz 
walki, którćj Pnłaski był bohaterem, odnowiłby wspomnienia 
niedawnych zwycigzŁw, kigsk i zawodów. Zadrgałyby dusze 
"Widzów. Francuzi nie mni^ jak emigranci poczuliby zgrozg 
tych scen dziejowych. Jeszcze barbarzyństwo moskiewskie 
nie miało wtedy żadnego uroku dla Francuzów. 

Mickiewicz zacz^ od udzielenia rgkopismn dramatu 
swojego znakomitemu poecie Alfredowi de Yigny i głośnśj 
powieściopisarce George Sand. Yigny radził mu, w liście 
pod datą I-go Kwietnia 1837 r., starać się o przedstawienie 
dramatu, ale miał kilka ważnych spostrzeżeń do zrobienia'). 
Jakie to były uwagi i w jakićj mierze z nich Mickiewicz 
skorzystał, nie wiemy. Może szlachetnemu, ale nieco boja- 
iliw^ natury poecie francuzkiemu pewne ustępy dramatu 
zdawały się grzeszyć zbytnią śmiałością, może od niego po- 
chodziły poprawki, których nie uznała pani Sand. Według 
nićj, Mickiewicz daleko lepiej znał siłg i energię języka fran- 
«azkiego niż ten, którego upoważnił do robienia tych popra- 
wek. „W miejscach, pisała pani Sand, gdzie styl bierze 
gors i<id działaniem, styl wydał mi się tak pięknym, jak 
styl którego z przedniejazych naszych autorów; tam zaś, 
gdzie działanie musi koniecznie mieć gorg nad stylem, styl 
twój (z wyjątkiem kilku usterek łatwych do usunięcia), wy- 
dał mi się takim, jakim być powinien, prócz, 2e jest zbyt 
urywany, szczególniój w charakterystycznej roli wojewody, 
Jttór^ calsk enei^a wyraża się właściwie przez wypuszczenie 



i){« cftTt nad tfruiią Bzymn. Briicia uzbroją się przeciw braciom, 
odnowią nię nesie religijne; na grozach rodzinnych orzel dnrugłony 

zatknie iwjcięzką chorągiew. Boże niedopaść tćj plagi!" (DzitwUa 

* $lmneć', powieść, Paryż 1837 r.) 

') horespondimcya Adama JUiekien-ieza t. III. Btr. 221. 



— 380 — 

Oboje z<)rowi i ich infantka jak malina. Niezdecydowani 
jeszcze, cy.y w Domonl. czy w Saint-Germaio, ale najdal^ u 
pięć tygodni Paryż na wieś zamieniają. Adam wiele pisid 
t^j zimy, coś nawet po francuzku". 

Mickiewicz ostatecznie wyrzekł się domku w Domont 
z obawy, aby zajmując go dlużćj nie narażał się Pani David 
d'Angers. Zalescy puścili się byli w drogf} do Wioch. ,Jak, 
pisał do Dohdana Wodziński 4-go Kwietnia, ja cieszyłem si^ 
z waszój ślicznćj wędrówki, to wypowiedzieć nie można, b» 
nie tylko ja, ale i Adam i całą nie wielka nas kupka, co 
o tem wiedzieliśmy. Adam was obu pozdrawia i każe po- 
wiedzieć, że córka jego tcmi dniami okropną poniosła strat;, 
bo ji^ odsądzono. Dotąd się jeszcze nie zdecydow^o, gdde 
oni lato przcbędą". 

Adam nie spieszył się z dccyzyą i dla braku fiinda- 
.szów i dla okropnego stanu zdrowia Wodzińskiego, od ktit- 
rcgo oddalać mu się nie chciało. W Kwietniu doniósł Bi- 
czyńskieinu, że wiersze których żądał nadeśle mu wkrótce. 
AV Czerwcu, chociaż si§ tych wierszy nic doczekał, Raayi- 
ski zapowiadał mu, że po świętym Janie wyprawi mu tr^ 
sta talarów 7. uowym literackim obstatunkiem. Tymczasci 
oświadczał się z chęcią wydawania, coby tylko Adam napi- 
sał „byle po polsku, o Polsce i byle tak, aby cenzur& !»■ 
lińska (dosyć łaskawa) przepuściła dzieło." ') ProtesbótCi 
że ,.i)różno orłowi ścieżki wskazywać" ') Raczyński rów 
przedmioty jioddawał ]Mickicwiczowi, chciało mu się pnrft 
wszystkiem poczyi obyczajowych, „coś takiego, coby kod*-' 
nego Tadeusza przypomniało." ") Przyjaciele paryzcy oat- 
kiwali syna T'ideiv<zu, Haczyński pragnął dziejów dziada O! 
ojca 'ratkux!n, l'olaka urodzonego w 1750, coby pozwoBi 
opijać konfedcracyą Barską, Sqm czteroletni, walkg obycn- 



2j Ibid. 
■'i IWd. 



— 381 — 

:ą polszczy^Dj z franciizczyzną. ') ^lickiewicz coś podo- 
^go przedsięwziął, biorąc sig do pisania dramatu: Ja/;alf 
■iński, albo dttne Polski;*) przedstawiał tam walkę oby- 
jową szlachty wychowanej w dawnych tradycyach z pa- 
ni wynarodowionymi. Ale dramat ten, może nigdy nie 
Łończony, pisa! po francuzku i w myśli dania go na 
nc. Pisać krępując się względami choćby dość łagodnćj 
izury berlińskiej, nie było jego rzeczą. Nic odbierając od 
ckiewicza żadnego rękopismu, Raczyński nic tylko nie zra- 
i^ię, ale napisał do poety: „Nie wiem, czy Panu pismem, 
mam zwyczaj co dzim po obiedzie, jakby na wety jakie 
icście wierszy Tadeusza czytać. Nie dawno mi ktoś po- 
ddział: — Czy wiesz, że z tego powodu dłużnikiem autora 

stałeś? — Nie i-aprzeczam długu i dwieście talarów 
nu przesyłam. Niech Pan Bóg Pana krzepi." ") Ten AW, 
Jrego rad Edward Raczyński święcie się trzymał, było to 
;o głębokie poczucie polskie: zasłużył tem na zaszczytne 
ejsce w zastępie miłośników ojczyzny i poezyi narodowej, 
irzy starali się wieszczowi ułatwić jego tak ciężkie życic, 
iąże Adam Czartoryski troszczył się tóż o położenie Mic- 
;wicza i 18-go Czerwca 1837 r. poda! notę') ministrowi 
)ntalivet*): „Książe Czartoryski ma zaszczyt polecić laska- 
j uwadze Jego Ekscelencyi, ministra spraw wewnętrznych, 
itępne punkta: P. Mickiewicz, który podziela losy emigra- 
, zasłnguje pod każdym względem na zapomogę rządową." 
mtalivet nie spieszył się z odpowiedzią, więc książę Adam 
dał mu osobiście 3-go Lipca nową notatkę, silnie nalega- 

na ministra, aby nie odrzucał dłużćj słusznej jego prożby. 
itatka brzmiała jak następnie: „Zeszłego roku, książę Czar- 



'J KorespoiiiUnaja Adama Mickienicza L III. str. 222. 
') Dzida .Plama Mickiewkz/i tom V. str: 163. 
*) Korespondeiicjfa Adama Mickieickza t. III. str. 2S5. 
') Dodatek pod numerem XVIII. 

<■) MoutaliFet (Hrabia) urodzony 1801 r. hyl mianowany w 
trem spraw wewnętrznych 15-go Kwietnia 18B7 r. 



toryski url^ się był do pana de Gaspańn z proźbą o pnr- 
puszczenie pana Mickiewicza do 2ołdu; otrzymał odmowna 
odi)owiedź na zasadzie, 2e pan Mickiewicz nie był właśuwie 
oniigrantcm polskim. Jednakże p. Mickiewicz dzieli los e 
yraiyi od sześciu lat i nie mógłby powrócić bezpieaaie do 
kraju: dzieła jego są tam srogo zabronione, co go pozbiińt 
jedynego środka utrzj-niania. Jest narażony na coraz ci^ 
warunki życia. Względy te, nie mówiąc jnż o zu&komttj(fc 
]ir?.vmiuiach, którcmi się odznacza, zdaje się, że mogą p 
ważać powody zeszłorocznćj odmowy. Książe Czartorr>^ 
pozwala sobie odwołać się do życzliwości i wzniostycti n 
paun mintstni i ponawia swoje proźbg za panem &nckie«i- 
czem i jego rodziną.'- 'j 

Słowa ksiifcia Adama trafiły tym razem do przekoat- 
nia Montałiveta. Miał tóż zapewne u niego uiększe zada- 
wanie niż u pana dc Gasparin. List, w którym mu c 
inia, że uczynił zadość jego naleganiom świadczy, że c 
jioszedł 7.3. wskazówkami Czaitoryskicgo, nigdy o poecie p 
skim nie słyszał: 

„Ministeryum 
spraw wewnętrznycłi. 

Paryż, 27-go Lipca 1837 r. 

W'a.sza Książęca SIość wręczyła mi do uwzglgdniesl 

kilka notatek tyczących się wygnańców polsldcłL 

bzaui ją uwiadomić o skutkach tych przedstAwieii. Połottrii 

zupełnie wyjątkowe p. Adama Mickiewicza obudziło i 

troskliwość. Stanie si§ czego Wasza Książęca Mość If 

dla niego. lVoszę o wskazanie mi adresu tego cudi 

Par Fraacyi 

Minister spraw wewnętrznych 

Montali ve t. 

Mickiewicz mógł więc pochwalić się humorysCał 

'j J Watek pod numerem XliL 



— 383 — 

przed Domeyką, że jest na „drodze zbogacenia się"^), donosząc 
mu, że otrzymał od rządu „80 franków pcnsyi na miesiąc 
i jednorazowej gratyfikacji franków tysiąc"-). Jeszcze przed 
rozporządzeniem MonŁaliveta nadeszła mu zapomoga z kraju: 
„Pieniądze, pistJ IB-go Lipca 1837 r. Eustachy Januszkie- 
■wicz, z Wiednia dla Adama przyszły. Pani Rautenstrauch 
potrafiła mu je oddać. A sądzę, że było 3000 franków, bo 
1500 zło2ył u mnie do scłiowania a lOOO przeszło na wy- 
kupienie brylantów ; coś musiał zatrzymać na wydatki i długi. 
Zresztą wczoraj w maryasza, n. b. w karty polskie, grajjjc 
po susie, wygrał franków 5 ! To już prawdziwe moje do 
maryasza szczęście."*) 

Jeżeli finansowe interesa Mickiewicza cliwilowo się po- 
prawiły, to moralnie mocno był skołatany, bo zbliżał się 
koniec Wodzińskiego, a Adam go coraz mnićj odstępował, 
wzmacniając go do ostatniej przeprawy. Jemu szczególniej 
■Wodziński zawdzięczał budujący spokój, z którym poglądał 
na śmierć nadchodzącą szybkim krokiem. „Od początku 
kwietnia, pisał on 22-go Czerwca do Zaleskiego, aż do chwili 
obecnej nie było jednego dnia bez ziębienia i gorączki mc- 
czącćj niesłychanie. Od pięciu zaś tygodni, nie spałem je- 
dnój cf^ćj nocy, wszystko to zrobiło ze mnie pół szkicleta. 
Dotąd jednak nie jestem w łóżku, wyprowadzają mnie cza- 
sem do ogrodu Luxemburskiego, od którego mój hotel o kil- 
kanaście kroków. Ale co lepsza nadewszjstko to to, że 
nigdy, jak teraz, nie było tyle w duszy mojśj pokoju i rczy- 
gnacyi chrzeSciańskićj, a w sercu moim miłości dla Ojca nie- 
bieskiego i dla tych, których pokochałem na ziemi. Cierpię 
moje wielkie cierpienia tak ciclio, że się sam sobie dziwię 
i mam jakąś pewność, że tak będę w ostatnią godzinę, jeśli 
będę powołany do przyszłej wiecznćj ojczyzny z ziemi wy- 
gnania. Pochwalone niech będzie na wieki wieków imię 



*) korespotuUiicya Ailiima ilickiewictn t. I. str. 164. 

^) Ibid. 

*) Dziennik Eustachego Januezlcicwicza. 



— 384 — 

Pana, który mnie w takim postawił stanie! W zeszła nie- 
dzielę siiowiadalem sig i pożyłem chleb aniołów. Assystowił 
mi Adam, poczciwy Adam, który mnie nie odstępi^e. Nie 
umiem wam powiedzieć, czem on jest dla mnie w ciągu cho- 
roby- Adam z ioną (która w tej minucie przyniosła nu 
miseczkę poziomek) najmilej was pozdrawiają; sam nawet 
miał kilka słów napisać, które włożę w mój list jeśli przy- 
niesie. Mieszka na V'il de OrAce No. 1 i 3, gdyż na wieś 
nieborak dla braku funduszów i\7brać się nie mógł Ma 
jednak teraz projekt jednego dziełka, które jeśli się uila, 
bardzo go we finansach podniesie. W tych dniach ma »; 
to rozstrzygniić a co wypadnie, w następnym liście wam 
donifisĘ." 

!Nic starczyło już sił Wodzińskiemu na list następny. 
Ciągniil jeszcze prawie miesiąc. Adam chciał dotrwać przy 
nim ilo końca, więc na tydzień przed zgonem Wodziliskiego 
ulokował swoich na wsi, sam zostając w mieście. 15-go lipo, 
to jest w dzień śmierci WodzińskiegOf Jannszkie«icz pisil: 
„Celina z dziećmi wyjechała już na letnie mieszkanie do Suot* 
Germain'). Po pogrzebie Wodzińskiego, Mickiewicz posfńe- 
szyl do Saint-Germain. Ciężko był Wodzińskiego^ stnlł 



■) Dzii-iinik iCustacbiigii Januszkiewicza. 

-ł 1 1 Kgoiiii' Wo(lzii'iHkiFgD doniósł Zaleekieiau Dyaiii2v Pi»- 
tronski lialfui pod dalii 29-pu Lipca: „Od polowy Cze^^vcŁ 
pucliiiii<- zaczęły, leilwio ia.% lub dwa rae; nn dzień iiiógl prwjić 
prKfK fokój. Pomimu tu, wolu! siodzii- w kneśtc niżeli le£eć w tuttc 
do owlatiiipiĘii dnia wnlczyl z chorobą. W piątek -wieczorem li^ 
Lipcn, o.sinbł ])ad£n-ycz!i)nio < potożył sir- w lóźko, przez rai^ nw 
nie spal, ciiiglc r.e nini! RoiUt, naMJntrz ii:idzwycBiijiue prcyspieszoif 
oildciiii tak go latygonnt, ii calii aadziejc ratowania go atraciiian]'' 
Do samego o>^tatka mini zawsze przytomność; na dEieaięć u 
prz''d nkonniiiciLi kazat sobie świeca zapalić a za pięć minut pjtil 
mnie, która godzina. Konanie nie trwała jak p6t ininutv, tak brb 
lekkie juk Kdiuuclmiccie świecy. Pogrzeb byl 17-go po potndiiii; 
ii)ijprxud zaprowadził i :^uiy eiato do końoiota Samt-Sulpice, ^if 
ksiiidz Korycki miał mazi; ipiewaii:|, a potem stoki łka dziesięcin ptT; 
jadól nilprownilzito na cmentarz Mont-Paruasae. Nąd gtobem J4p 



— 385 — 

dotkniętj a lubU ten wspaniały taras, z którego tak rozległy 
odkrywa się widok na Paryż i okolice. Montmorency, Saiut- 
Germain i Fontainebleau, są trzy miejscowo-^c), które prze- 
kładał nad inne: Montmorency i Saint-Gennain dla panoramy 
dalekiej, Fontainebleau dla olbrzymich drzew i skał dzikich. 
Kłopoty Mickiewicza trapiły i jego francuzkich przyja- 
ciół. „Potrzebuję mieć adres pana Mickiewicza, mój kocłiany 
Dawidzie, (pistd 21-go Lipca 1837 r.') Alfred de Vigny) 
mote zechcesz mi go udzielić? Gzy p. Mickiewicz bawi 
jeszcze w Saint-Germain? Powiedziano mi w Londynie, źe 
dozntd nowych trosk. Byłby zapewne rad z odwiedzin je- 



stoi injt nienielki z n&piaem: Charlts Eiiouard ffoiiuAtkin^łe 4 .Vo- 
vembrt 1807. Nad grobem jego przemówił czule i po koleżeńska 
' IgBBcy Klukowski a w imieniu Francuzów po£egnat go p. Ottavi. 
Na dowód, % jak% pokorą podd&wał się wyrokowi Stwórcy, przyto- 
OEą wyjątek z rozporządzenia przedśmiertnego, kt^ry dla mnit. zo- 
stawił, pieany IS-go Maja: „Ty wiesz, Dyonizy. ile w mojem sercu 
było miłości dla tych, których kochałem i czciłem. Powiedz wiec to 
Bohdanowi, Adamowi, Józefowi i moim na Wołyniu i moim na ziemi 
wygnania. Podziękuj CaBsiuom za wszelką przychylność, kt^rą mi 
wyświadczali. Smutno, posępnieby było zamykać oczy tutaj, da- 
leko od polakićj, kochanśj krainy i od moj^j biednej, stęsknionej 
' rodziny, ale mi ten smutek rozpierzcha błoga, jasna, niezachwiana 
wiara w Boga i przyszłe lepsze życie, obiecane i kupione przez Zba- 
' wiciela Chrystusa. Od chwili, jak ta wiara Bptyaęła z nieba we 
' mnie, dusza moja i serce napełniły się nieznanym dotąd pokojem, 
I ^reiygnacyą i nadzieją. Ta wiara świeciła jak gwiazda przewodniczka 
i- oiemnym dniom tnłactwa mego i z nią, da Bóg,, zstąpię cicho na 
ło£e wiecznego spoczynku. Nigdym wi^j jak teraz nie kochał 

I Boga, ludzi, ojczyzny, rodziny i przyjaciół. Błogosławione niech 
r bidzie na wieki Imię Ojca niebieskiego, który mnie w ^m stania 

II pozostawii." Zbiory swoje broszur w dziesięciu Łomach zapisał To- 
I. warzystwu Naukowej Pomocy tymczasowo z zastrzeżeniem, aby byty 
1^; oddane po wskrzeszeniu Polski do Biblioteki głównój szkoły Wo- 
^-^Jynia. Zbiory te złożone dzisiaj są w Bibliotece polskiej w Paryło. 
[■ <) Bilecik ten przytoczony pod datą 1839 r. w dziele: Daoid 
i ^Jngers, tes reladons UiUrairts, Correspondtmce du Maitre, publice par 

Matri Joum, w 8-co, Paryż 1890 r. Widocznie wydawca wziął 1887 
z» 1S89, ponieważ w 1839 Adam w Saint-Germain nie mieszkał. 

ŻfMęt Adama mcKtieUia. Tom IŁ 25 



a. 



— 386 — - 

dnego z sw^ch dawnych przyjaciół i z ndzielenia mu szcze* 
gófów o prz)j&ciotacb, których posiada w Anglii'). 
Całkiem twój tysiąc razy 

Ałfred de Vigny. 

Od roku 1836, w którym prowincyą opuścił, bratanek . 
Mickiewicza Łucyan Stypułkowski, którego siostra Serafioa^ | 
gospodarowała w Zaosiu, bawił stale w Paryżu. Stypułko- 
wski zajmował się w fabrjce deseni na suknie. Vf końcu 
1836 r. pisał do Franciszka Mickiewicza ; „Dotychczas przy 
]»omocy utrzymywałem się. Teraz stanąłem już na tym sto- 
pniu, że mógłbym z raćj pracy prawdziwie emigranckie pro- 
wdzić życie. Ale Adamowie są tój pretensyi, aby i diii 
jeszcze obdzielić mig kawałkiem chleba, mieszkam teraz sto- 
sunkowo blizko od nich, obowiązany jestem zatem codzien- 
nie bywać u nich na obiedzie. Szkoda, że odległość miejsc 
nie pozwala ci poznać dobrćj bratowćj i cieszyć się z córki 
Adama. Ty masz kraj bliżćj, a ja rodzinę, i to słodycz!' 

Pobyt w Saint-Germain o tyle zmienił ten stosnaek, 
2e już liucyan codzieii obiadować u Mickiewiczów nie mógł, 
ale często do nich dojeżdżał. „Zawsze będziesz miłym go- 
ściem," pisała do niego z Saint-Germain pani Celina 10-go 
Sierpnia. Mickiewicz zresztą co tydzień parę dui przepędził 
w Paryżu dla interesów, często znów z Paryża sprowadzd 



') Po śmierci Karolu Itraya, autora; Oh Foecf, iu tnenUA da' 
mor(U citriiilnies, iat<l oh iliiii wliicli is siippastnl lo undtrUe aU pidił" 
Mmi mth s\)eculalmif im .yiiriliiałisiii antl ol/ier abtutnHiiI coHiiiliim 
i>f ?iu>i'l, i: Psi/cliulogicnl <m'l Klhiciil (lefinitions mi a Phy^ologk^ ktA, 
prasaa warszawska wsponini::!;!. nie wiadomo na jakii^j zaudn_ 
jakoby iiic1)0)<7czyk £yl w pr7.yin;iui z Alickieniczeui i sostawil W- 
reg lisflw śnTa<icziicycli o wpł;-ivie poetj' polskiego na jego kiero- 
nek uiiiy^to^'. W papieracli .Mickiewicza żaden list Brtiył śt 
nic znalazł. 

^) I.ucyflii miał dwie eioi^try: Koraelt; i Serafini;. Sttti^. 
vy*tzta za ini^i w 1:^3^ r. /a Ignace^^o Skiiratowicza, który l'S44t 
umarł; siedzialti z dzieckiem w Zaosiu a eiostra jój iyta w Bialćh 



— 387 — 

jćj gośd. W czasie jednego z pobytów w Paryżu byt cier- 
piący. „Ham sig nieźle, pisał do nii;j, po niedomaganiu 
kilkndniowem i zdaje mi się, że wkrótce przyjdę do Biebie. 
Interes z Caisse ć'epiugne odłożę na potem, bo w sobotg 
będf w Saint-Germain. Witwicki jedzie ze mną. Jeśli na 
obiad dacie mięso, Witwicki prosi, aby nie było cebuli, za- 
mawia sobie także kartofle. Może i Donieyko zabierze się 
z nami, ale go jeszcze nie widziałem. Bądź zdrowa. Misi 
pilnuj." 

Nie ustawał ruch wywołany przez Mickiewicza z po- 
-wodn marności robót komitetowych. Adam, który w Gru- 
dniu 1836 r. donosił Odyficowi, że w emigracyi bardzo sze- 
rzy się Ewangelia'), uwiadamiał Domcykę w Wrześniu 1837 r., 
że z Cezarym Platerem i Jańskim był na tydzień w Amiens 
i Saint-Acłieuil, gdzie zacięci dawniej demokraci „Grotkowscy 
Stefan i Jan, po rekolekcyach przeszli do kościoła katolic- 
Łiego. Jest to w ttj chwili nowina « lordre dujoitr w emi- 
gracyi. Mnie podróż i pobyt w klasztorze w Saint-Acheuil 
bardzo podoba się i niejako ożywił."' ^j Wiedziano w Rzy- 
mie o działaniach Mickiewicza i pomimo nie poddania się 
jego wyrokowi Grzegorza X\'I-go przeciw ksągom Pielgrzym- 
słma, bardzo tam łaskawie o nim sądzono. „Widziałem trzy 
razy Papieża, pisał po powrocie z Włoch Montalembert do 
■ Ankwiczow^j 28-go Czerwca 1»37 r. Mówiłem mu o Polsce 
r. i Polakach z zupełną otwartością ; ])owiedział mi o was rze- 
^ czy wyborne i dał mi swoje błogosławieństwo, abym go udzie- 
Ą VA. wszystkim* emigrantom a w szczególności panu Mickiewi- 
3, czowi." Mickiewicz nie oczekiwał zbawienia Polski od ra- 
\ chub ziemskich. Wyznawał Od}'ncowi, że „sama emigracya 
jt z zewnątrz siebie jeszcze nie wypuściła światła, któreby za 
E jutrzenkę nadziei wziąć można hyio."^) Nie upadałjednakżc 



') KoresponiUiicija Ailimia Mkkii; 
*) Ibid- 8tr. ir>4. 
»> Ibid. 9tt. Itil. 



na duchu i pisał do brata Franciszka: „Nie mam; pnn 
być szczęśliwsi od c^ego oaroda."') Brzydził się pos^ 
h^ascm. Niektórzy emigranci bili sig w piersi, wracając d» 
kościoła i próbowali, wykorzeniając w sobie pycłię i zwadli- 
wość, trafić torem cbrześciaóskim do celów, do których ^e 
W7praw, spisków, głosowań i odezw o krok nie przybliżyło 
tułactwa. 

Samo wykazywanie nicości robót politycznych obunało 
ciasnych demokratów wyobrażających sobie, że trójkąt ró- 
wności mocen obalić wszystkie potggi starego świata. W iro- 
nie przeciw Kościołowi, br^ ich strach mierzyć się z takin 
przeciwnikiem jak Mickiewicz, obsypywali go więc pociskami, 
jak je Adam nazywał, „szpilkowemi i iglanemi."*) 



') Koresiioiulencya Adama Mickiemcza t. I atr, 188. 

*) Karesjionilewya Aitama Mickiewicza t I. str. 103. Jilco pny 
kład ow^ch pociików szpilkowych i igUnych, przyti>czyiiiy mty 
J&na Czyiiskiego: „Mąi wymowny pocieaia atTKpionyeh w rtow*^ 
obrońcy rzymsko-katolickiego Końciola, lióg was dotknął po dn> 
kroć, ale trzecief^j dnia waa pocieszy; rzucicie eię na pole walki ■ i ' 
gwią matki dziewicy, wymordujecie do jednego heretyków, proteita- 
tów, Bchyzmatyków i niewierny cli. l.'6taiicie panowanie lizymn n 
nocy i Wschodzie; aa gruzach bezboinych ludów eatkniecie < 
giew prawdziw*'] winry, A mówił głosem miłym i tak dźwiiiCiBji^ 
jak źadeo z Polaków. A Hlowa egoizmu i pychy nimlit boiborf 
wyrazami nulnici i piiiwi^cetiin. Widzę jak oa to jego wołanie mj- 
mqżniei«i weezli do zakonn i odzic^t rycerską na odzież duchowną 
mienilL Ciemny habit okrył piei^, na którćj jaśniała zbroja; wi^ 
w którym przed ehwili( ^oził pałasz, bagnet i lanca, przeMinfl 
się... padórld. Por7.ncili książki filozofów, czytają pisma koiei^ 
i modlą eię we dnie i w nocy. A matld ptaczą, a kochanki pr^ 
wdziewają żałobę. O nieba! jaki to rozruch na północy, krew *r 
stąpiła na twarz protestantów, seliyzmatykow i niewiernych. Dt^ 
naście milionów prostego ladii |,'otowego przelać krew la niepodl^ 
głość, wolność, szczęście wszystkich, przysioga bronić się do oat^l- 
przeciw tyranom, co im clicą narzucać kajdany aa, sumieDie, co iA 
chcą zmusił' <lo odstąpienia wiary przodków. O nieba! Jeżeli W 
przebiegły powie; Ja bi,dę szanował waazę i«ligią, ja wolnośi f*- 
mienift biorę p^ mojq opieka, to oni uwiedzeni pnteoiosą płi 



Nie bał się Adam tych pocisków. Ukończył był dra- 
1 w którym przedstawiał typ mnicha patryoty. W sto- 

YolŁerianizmii, zamierzał wystawić na Gcenie postacie 
■dza i konfederata, moskiewskiego jenerała i polskićj zalo- 
y, szpiega rossyjskiego i ochotnika Francuza. Obraz 
ki, której Pułaski był bohaterem, odnowiłby ¥rspomnienia 
iawnych zwycicztw, klęsk i zawodów. Zadrgf^by dusze 
zów. Francuzi nie mniój jak emigranci poczuliby zgrozę 
1 scen dziejowych. Jeszcze barbarzyństwo moskiewskie 

miało wtedy żadnego uroku dla Francuzów. 

Mickiewicz zaczął od udzielenia rękopismu dramatu 
jego znakomitemu poecie Alfredowi de Yigny i głośnćj 
.'ieściopisarce George Sand. Vigny radził mu, w Uście 

datą I-go Kwietnia 1837 r., starać się o przedstawienie 
matu, ale miał kilka ważnych spostrzeżeń do zrobienia'). 
ie to były uwagi i w jaki^ mierze z nich Mickiewicz 
rzystał, nie wiemy. Może szlachetnemu, ale nieco boja- 
'6'] natury poecie francuzkiemu pewne ustępy dramatu 
wały się grzeszyć zbytnią śmiałością, może od niego pę- 
dziły poprawki, których nie uznała pani Sand. Według 
I, Mickiewicz daleko lepićj znał siłę i energię języka fran- 
iciego niż ten, którego upowaJnił do robienia tych popra- 
:. „W miejscach, pisała pani Sand, gdzie styl bierze 
e nad działaniem, styl wyd^ mi się tak pięknym, jak 

którego z przedniejszych naszych autorów; tam zaś, 
ie dziidanie musi koniecznie mieć górę nad stylem, styl 
j (z wyjątkiem kilku usterek łatwych do usunięcia), wy- 

mi się takim, jakim być powinien, prócz, że jest zbyt 
waoy, szczególnićj w charakterystycznej roli wojewody, 
r^ cała energia wyraża się właściwie przez wypuszczenie 



cara nad tynuiią Re^diu. Bracia uzbroją się przeciw bradom, 
)wią nią rzezie retigijne ; na gruzach rodzinnych onel dwugłowy 
nie zwycięską chorągiew. Boże niedopnść tćj plagi'." {Dziemica 
TZ4><f, powiesi, Paryż 1837 r.) 

') korespondencya Adama Mickiewicza t. ITI. 8tr. 221. 



— 390 — 

wyrażeń: duch naszego języka nie znosi tego łamanego 
stylu." Co do powodzcniA draniatn, nie mogła nic pnevi- 
dziet: : „Publiczność francuzka, dziś haniebnie głupia, przjUir 
skująca n^śmieszniejszym tryumfom, gotow-a jest wygwizdać 
nawet sztukę Szekspira, gdyby ją przedstawiono pod iDnen 
nazwiskiem. Ja zaś tylko tyle dodam, że jeżeli to co pigbie, 
szczytne i silne zasługuje na uwieńczenie, tedy dzieło paś' 
skie nwieńczonem być powinno.*') Pani d'Agout też przej- 
rzak dramat, i wiedząc, że pani Sand pisała co myśli o tern 
dziele, oświadczała mu, że nie zna „szczers^ćj od ni^j osoby.'^ 
Rgkopism radziła udzielić panu Mallefille, znanemu drama- 
turgowi. Mallefille znalazł w sztuce Mickiewicza „mnóstwo 
piękności uczuć i myśli""), ale niedostatek „zaprawy dratu- 
tycznćj"^}, tak jak ją pojmują we Francyi. Rękopism do- 
stał sig aktorowi Bocage, któremu Mickiewicz rolę Pa- 
ławskiego przeznaczał. Bocage nie zadał sobie zapene- 
trudu rozpatrzyć się w dramacie przed aprobatą dyrekWri 
teatralnego. Iłarel, były prefekt, sam pisarz dramatyczny, 
miał rcputacyą człowieka bardzo przedsiębiorczego, a talent 
aktorki panny Georges ściągał widzów do Porte Saint-Martin. 
W Sierpniu Mickiewicz wyrobił, że odbyła sig lektura w dy- 
rekcyi teatru Porte Saint-Martin.*) Harel, mocno zadłu- 
żony, nie widział w dramacie cudzoziemca dostatecznej r{- 
kojmi pieniężnego powodzenia. W Wrześniu Mickiewicz dt>- 
niósł Domeyce, że jego dramat dotąd śpi i na Porte Saini- 



'I Knrespoiflciiaja Adama Mckiewicta Ł III. str, ^4, Tlnuw 
czeoie listu pani Sanil otitoail Tygodnik Uleracki z następnem t)łq»- 
śnieaiem; ,LiBttój oajjeiiialniejsz^j z kobiet aatorek tyoz; si; dn- 
matu Mickiewicza: Obh;ieiiit: Krakoifa, DHpiBanego w jc^'kn fn*- 
ciizkim i przcznaczunego ilo wystawienia dei scenie, który jedut 
ilotąd nie byt ani drukowanym ani ivystawion;ni. OtrsyiaalUi? 
go od znakomitfgo literata." <Nv. 8 z d. 21 .Moja 1638 r) 

■-■) Ibid sir. 22r.. 

'J JJziela Jdama Mickien-iczn t. V. str. 7fi. 

*) Aorespandaicya Adama Mickitnicza t, I. Btr. 122. 

"J Ibid. 



— 391 - 

Martin nie przyjęty.*) Zniechęcony Adam do innych teatrów 
nie zaptikał i zdaje się, że zaniechał dokończenia drugiego dra- 
matu: Jakób Jasiński. W 1840 r. pani Sand, za jego powrotem 
ze Szwajcaryi, przypomniała sobie konfederatów i radziła ogło- 
sić. „Pamiętam, pisała do niego, że to było pigitne. Po- 
wierz mi. Dla czegóż miałoby to spać? Nic z tego coś 
zrobił nie może być ani zbyteczne ani obojętne."*) Autor 
spostrzegł wtedy dopiero, że rcliopism zaginął. Dał był go 
do przepisania Jańskiemu, który załedwie zdążył przepisać 
dwa akty, bo Mickiewicz, nie mając innego egzempłarza, 
dawał oryginał do czytania Bocage'owi, Harelowi i innym. 
U kogo on przepadł nie wiadomo, dość że pozostały tylko 
dwa pierwsze akta przepisane przez JaAskiego. „Otóż już 
wiemy, pisał br. Stanisław Tarnowski, co jest największem 
nieszczęściem naszćj poezyi: oto nieodżałowane, niepoweto- 
wane, przeklęte zatracenie trzech następnych aktów trage- 
dyi. Boleśniejszego nic nigdy w żadnym teatrze nie było. 
Konfederaci są rzeczywistością, tak żywą, tak blizką serca, 
że widoku i wraicnia ich prawie znieść nie można. Trzeba 
było dopiero przedstawienia, żeby gieniusz poety objawił się 
w całym swoim blasku z t^j strony dotąd nieznanc-j. Gie- 
niusz dramatyczny Mickiewicza? Tak jest, i to geniusz pier- 
wszego rzędu. W przedstawieniu odsłania się potęga dra- 
matyczna, taka jak a Schillera i u Goethego, taka, że sam 
Szekspir mógłby się do ni(''j przyznać."") Drugi recenzent, 
Leon Kapliński, pisał w podobnym duchu: „Konfederaci 
Barscy, choć są tylko fragmentem, pozostaną jako najznako- 
mitszy utwór w naszćj dramatycznej literaturze."*) 

>] Korespondeiieya Adama IHiekiemeta t. I. str. I<I2. 

') iVelaii;/es posi/nmes ifAdam Mickieifin t. I. atr. 13. 

'I Przegląd Polski Loty 1971 r. 

■■) Konfederaci Barscy. Mickiewicz na scenie kraioifskiij, w od- 
cinku Czasu 9-go tl-tycznia 1872 r. Dramnt przedstawiony byt po 
raz pierwBiy w sam dzień Nowego Koku 1872 i grano go również 
w Lipcu 180O r„ podczas uroczystości towarzyszących przenieeieniii 
zwłok poety na Wawel. 



— 402 — 

chownfj. Tak na przykład Witwicki, który w tym przedmio- 
cie i rad Mickiewicza zasięgał, zajął się wyborem modlitw 
wcliodzącycłi w skład Ołtarzyka polskiego. W Maju 1838 r. 
Adam pisał do Bohdana, że z robót przedsięwziętych na 
rzecz Bractwa pochwalić si§ nie może. Sam miał zamiar 
tłumaczyć Dyonizyusza Areopagitę, radził tłumaczenie no- 
wych dzieł polemicznych a między niemi historyi Cabefa. 
DyonizyuBz Areopagita pisał o teologii mistycznej i o hier- 
archiach niebieskich. Cabefa dzieło ') gwałtownie potępiało 
kierunek nadany polityce francuzkićj przez Ludwika Filipa 
i namiętnie broniło sprawy polskiej. Przebija w wskazów- 
kach danych przez Mickiewicza różnica między jego po- 
glądami a reszty £rad jednoczonych. Witwicki, Zaleski, 
Jafiski zaciągali się ostatecznie po prostu do szeregów ka- 
tolickich. Mickiewicz sięgał i wyżśj i dal^j od nich. Ze sfer 
mistycznych zapuszczał się aż w dziedzinę rewolucyjną i go- 
tów był zachęcać wszelkie objawy szczerćj pogardy dla pa- 
nującego egoizmu, bezinteresownego współczucia dla cier- 
pień narodów i silnego postanowienia walczyć z potęgą 
złego. A bractwo, do którego należał, dzieł Areopagity 
nie rozumiało, dziełami zaś Cabefa gorszyło się. Ale, we- 
dług Mickiewicza, dom Jańskiego przynosił korzyść przez 
to samo, że egzystował: „Słowo najrozumniej sze rychło 
przebrzmiewa, książka przeczytana zapomina się, ale insty- 
tucya żyjąca wywiera wpływ ciągły i skuteczniejszy." -) 
Bracia Zjednoczeni przez .samo rozproszenie ich członków 



') Cabet, urodzony 1788 r. umart 1856 r. W iego dwnto- 
mowiij ; Histoirć de In Rmtlution de 1830 maluje się żal i oburzenie 
BzlachetDieJBzyeh Francuz<!iw po zawiedzionych w 1631 r. nadzie- 
jach Polaki i całego świata, dzirti maloduainości i zaślepieniu klass 
rządzących J''rancyi. Cabet, u- pó;fDieJ3z>'ch latacb, zalecał nową 
organizacyą społeczną, próbował w Stanach Zjednoczonych zało- 
żyć wzorowe państwo; la floiwelU łcaie. Próba nie ndala się. Ca- 
bet liczył micflzy ^noimi z\volennikaini kilku Polaków, a mi^zy 
nimi filozofa Ludwika Króli ko wakiego. 

'J Koresimnilencija Atlnma Alickien-ieza t. I. atr. 176. 



- 393 — 

EoiDunikacye z krajem stawały się coraz trudniejsze. 
Adam nie dmii^ się odzywać do krewnych pozostałych w po- 
wiecie Nowogródzkim ; jednakże 2-go lipca 1837 r. dopisał do 
listo i^ucyana Stypułkowskiego do matki: „Eochanćj cioci 
przypomina się dawny gość z Białej i Zaosia, który zachował 
drogą pamięć waszćj dobroci i przychylności. Najwyższem 
jego życzeniem jest widzieć raz jeszcze strony, gdzie prze- 
pędził lata dziecinne, uścisnąć twoje rączki, ciociu, i ucało- 
wać kochane siostry, brata i siostrzeńców". 

We Wrześniu tegoż roku, otworzyło się miejsce w Chili 
dla Ignacego Domejki. Pertraktacye o to miejsce ciągnęły 
się kilka miesięcy. 

Z końcem Września, Mickiewicz z letniego mieszkania 
w Saint-GennaJn powrócił do zimowego w Paryżu. Mi^ 
budżet trochę lepi^ zrównoważony, więc pani Celina mogła 
i futerko sprowadzić z Petersburga i grywać na lepszym niż 
-dotąd fortepianie^ „Proszę cię, kochana Heleno, pisała ona 
do Malewskićj 15-go Października 1837 r., żebyś mi kupiła 
sobolowe boa, jak można najpiękniejsze i żebyś mi je naj- 



«za8 ut«lentowanj 24-lettu młodzieniec, który miewa) wielkie nawet 
na BC«nie powodzenia, mle żadna jego sztuka nie zoat^a w repertua- 
Tze i wazjstkie ntwory zmztj z nim do fp'obu. Pani Sand w 1863 r. 
piaata w n^'lepacći wierze do syna Adama, że „wcale nie miała 
■wydać sąda o tym dramacie, ale jedynie wręczyć go Bocage'owi". 
i^MePiuges posihumes t, L str. 18). A list j^ własny z 1837 r, 
jwiadoy, ta przeciwnie dramat odczytała, osądziła i o zdanie pro- 
szoną była. Mallefille w 18G7 t. nie pamiętał ani iadnago ezoze- 
gjdta z K<mfederaXÓK, ani treści dramatu, ani rozwiązania. Nie pa- 
miętał 1^, Że po przeozytania i odesłanin rękopismu, kaza) przez 
panią d'AgoBt Mickiewiczowi oświadazyć, ie „gotów zawsze na jego 
nsłcgi tak co do uporządkowania scen jak do odczytania w tea- 
V Irze". {Miianges postkuntes t. I. str. 12). WoIdo więc przypuszczać, 
le Mallefille po prostu osądzi), łe Koti/ederaci wcale nie dorówny- 
wają własnym jego utworom scenicznym i nie mogły obejść się bez 
jejco WBpółpraeownictwa, to tylko wrażenie staroazkowi zost^o o prze- 
biegu dawnej t^j sprawy. Mickiewiczowi zaś ani śniło ei; z pomocą 
Mallefllla dramat swój przerabiać. 



f^^^^^m 


_ 


— 394 — 



prędzćj przysłała. Nie trzeba, aby przechodziło cenę stu luV 
studwuciziestu franków. Od dawna do tego wzdycham, tutaj 
wszyscy je noszą i burdzoby mi si§ w zimie przydało. Kie 
wam nie zazdroszczę, tylko kacawejek, lecz niestety nie 
trzeba o fem myśleć. My dzięki Bogu zupełnie zdrowi je- 
steiśmy; Marynia także, biega od bardzo dawna, a od mie- 
siąca zaczęła wszystko mówić, ale tylko po polsku : po &«n- 
cuzku nic nie rozumie. Adam kupił mi fortepian carre ErardSr 
najpierwszego tu majstra, z czego niezmiernie jestem szof- 
.śliwa, gdyż dotąd miałam bardzo zły najęty. Powiedz Fran- 
ciszkowi ■), że się szczerze wzięłam do muzyki. Nasz po- 
czciwy Wodziński, po dfugiój chorobie, skończył 15-go Lipca, 
powszechnie żałowany. Znajomym za pamięć podzięki^j i 
zdrów bardzo odemnie i Adama". 

W Październiku 1837 r. Aleksander Jełowicki pomitt 
myśl przedrukowania trzech pierwszych tomów poezyi Mic- 
kiewicza w taki sposób, aby z inneml utworami stanówmy nibr 
to nowe całkowite wydanie. „Prosiłem Januszkiewicza, ptsil 
Jełowicki z Wiesbadenu 7-go Października 1887 r., aby sit. 
z tobą ułożył o wydrukowanie r)00 egzemplarzy pierwszyci 
trzech tomów, myśląc, że łatwiej te rzeczy ustnie wytimm- 
czyć, lecz, gdy dla zdecydowania się potrzebujesz obja^nici 
o naszćj dawni>j umowie, więc ci je przesyłam, a te ^ 
bardzo krótkie; ustąpiłeś mi prawo drukowania wszystkich 
pism twoich w liczbie 3000 egzemplarzy; to prawo miałi 
służyć na lat trzy, te trzy lata skończyły się w Marcu r. b. 
więc moje prawo upadło. Pana Tadeusza termin był Ukte 
tylko trzyletni i także upłynął wraz z tamtym. Tylko GiBur 
jest moją dziedziczną własnością. „Dal^ Jełowicki tjumaczjl 
że zamierzał przepchnąć pozostające mu egzemplarze 
dawał: „Dla tego teraz, pod pokrywką nowego wydaoii 
trzech tomów pierwszych, chcę puścić i inne tomy za ti 
cenę, niby jako nowe zupełnie wydanie. Daj mi więc pnm 
przedrukowania pierwszych trzech tomów, zajmij sis ■* 

') Malewskiemu. 



— 395 — 

oczyszczeniem, przejrzeniem i zastosowaniem do dalszych to- 
mów co do układa, to jest porządku; może zechcesz co do- 
dać, przemienić, W7rzncić." Jełowicki kończył ponawifyąc 
propozycyą względem dodatku do Pana Tadeusza: „Daj mi 
nadto dodatek do Pana Tadeusza, któryby się dodrukował 
na końcu Fana Tadeusza, ten dodatek coś go to mi chciał 
dać za 500 franków, które mi winien Umiński. Ja, to jest 
ksifgamia, ofiarujemy ci za to połowg zysku, który minimum 
oznaczamy na franków 300; wypłacimy ci nieodmiennie po 
nowym roku, a, jak sig iivyprzeda, resztg połowy zysku, która 
może dojść do 1000 franków, jeśli wszystkie egzemplarze 
przedadzą się. Termin na ta prawo oznaczam na l^s rokn. 
Decyzyą swoje zaraz oświadcz Januszkiewiczowi, bo na nowy 
rok potrzebit, aby było wydanie skończone, inaczćj to prze- 
drukują twoje pisma gdzie indziej, jak to czynią z pismami 
Niemcewicza, kradzionym sposobem. . . Przy t^j zręczności, 
przyjmij serrfeane podziękowanie za pożyczenie 1000 fran- 
ków, które zapewne wypłacone ci zostały". 

Mowa tu o pieśni Pana Tadeusza zatraconćj ')■ Nie 
znamy powodów, dla których Mickiewicz dług Umińskiego 
cłiciał wziąć na siebie, ani w jakiej okoliczności chwilowo 
pieniężnie przysłużył się księgarni polskiej; przyjął propo- 
zycye czynione mu przez Jełowickiego*). 

Kroki przedsięwzięte w celu przedstawienia Konfedera- 
ton) Barskich na scenie paryzkićj pociągnęły za sobą częstsze 
bywanie w kołach literackich francuzkich. Adam odnowił 
dawne znajomości, porobił nowe. Trzydziesto-cztero letni 



') Dopiero w parę lat póici^j, Mickiewicz dal za w^rgraoą. 
Czytamy bowiem w dsienniku Eustachego Ja,Quezkiewicza pod datą 
13-go Marca 1641 r.: „Adani nia wyszukał pieśni Tadeusza nie- 
dtukowanfj ; naUmiiast posyła co innego, ^^zkoda wielka, ie tamta 
satracona". 

■) BibUeijraplUe de la France ogłosiła w zaszycie 10-go Lu- 
tego 1838 r.: Poezye Adama Mickiatteza, troi» Yolumes ia 12 de 2S 
ieuilleB 2/3, prix: 15 franca". 




wówczas Edgard Quinet dał był parę artykułów do driea. 
Dika VAveiiir, wydawaocgo przez LamenDais, który go lapo- 
znał z Mickiewiczem. QuiQet już był w blizkich stosunkach 
z Micłieletem. Tak sig zawiązała dozgonna przyjaźń tizech 
mężów wielce różniącycli sig migdzy sobą, ale połączODycIi 
tą samą 2ądzą stanowczych a zbawiennych zmian, które s^ 
pragnieniem wszystkich wyższych i szlachetniejszych umy- 
słów. Z Micheletcm, rówiennikiem swoim, od 1838 r. pro- 
fcssorem w College de France, Adam nie zaraz przyszedł do 
poufałej zażyłości, serce Quineta podbił sobie od pierwszego 
spotkania. ^Zeszłego czwartku poznałem sławnego poetę 
Mickiewicza, pisał (Juinet do matki 23-go GrrudDia 1837 r. 
Nie można mieć w ob^ściu więcćj zarazem wdzięku i dzi- 
kości; uderza szczególnie wysokim nastrojem duchowym. 
Zdaje ml sig trochę mistyk. Młodo wygląda i jest peteo 
prostoty, CU w naszym wieku nie jest rzeczą zwykłą, lloi- 
drażniony jest przeciw Francyl. Ale mój Boże! któryż Polak 
w obecnój chwili mógłby nie być rozdrażnionym"')- A z po- 
wodu odwiedzin Heinego dodaje: ^Mickiewicz 1 Heine, oto 
niezawodnie dwa antypody najoddaleńsze, anlół i szatan''. 
W Maju 1838 r., opuszczając Paryż, Quinet pisał do Mic- 
kiewicza, że chce pozyskać sobie jego przyjaźń: „Czas prze- 
chodzi a nic jeszcze nie umiem co umieć potrzeba. Pomóż nu 
wyjść z tego nieuctwa, lub też je znosić'). 

Publicyści francuzcy coraz rządzi^ poruszali sprawg 
Polski. Jeden Lamennais przeklinał caryzm i zapowiadał 
rządom i klassom panującym, że ciężko przypłacą gwałty, 
których pozwalają Moskwie dopuszczać się na podbitym prza 
nią narodzie. „Ludy, pis^ on, zniecierpliwione są tcro- 
ryzmem nakształt 1793 r., dokonywanym przez monardiów. 
Rzućcie okiem na Europę: któż dziś więzi na wielką skalę, 
któż zadaje męczarnie, konfiskuje, rozstrzeliwa, sypie kartir- 
«zc i morduje? Monarchowie czynią bez zgryzoty sumieiiia 

') Korespoudenena Adama Micki*wicza t. III. str. 256. 



— 397 — 

to, czego Bię Eonwencya nie dopuszczała. Nie grzebią ona 
w głfbi kopalni Yeodejczyków ocalonych od rzezi, nie na- 
kazywała kawaleryi tratować nieszczęśliwych szukających 
schronienia i błagających, jako o łaskę jedyną, aby ich nie wy- 
dano katom ; nie wydzierała dzieci z łona matek, aby je 
rozdawać jak sztuki bydła obcym i nie przesiedlała do kra- 
jów dalekich ludności całych okolic, aby ją wszystkiego po- 
zbawić, nawet powietrza i słońca ojczystego ; nie narzucała 
samowolnie nowych sędziów tym, których uniewinniły ich try- 
bunały, aby oddać ich głowę pod topór; nie odmawiała 
ani żywności, ani łóżek, ani lekarstw, ani rozrywek jeńcom 
zamkniętym, lecz nie skutym w więzieniach. Walka rozpo- 
częta będzie straszna, sprawiedliwość weźmie gćrę, ponieważ 
sprawiedliwość to Bóg. Niech królowie porozumiewają sig 
przeciw ludom, ludy porozumieją sig przeciw królom. Nie 
bójcie się, przebiją sobie drogę, kilka tronów nie powstrzy- 
ma chodu ludzkości." ') Ale szlachetne te wybuchy nieusta- 
jącego gniewu Lamennai&'go stanowiły wyjątek, głos jego 
nie obudzić echa w prassie paryzkićj. Emigranci odczuwali ozię- 
błość Francuzów a to rozczarowanie rozgoryczało ich bardzićj, 
i dalćj prowadzili spory rozpoczęte w pierwszych dniach tułactwa. 
Rok 1838 zastał Mickiewicza w głębokiem rozmyślaniu. 
Żadne stronnictwo nie widziało jasno drogi przed sobą. Kaj- 
siewicz z Rzymu udawał się o radę. Adam mu odpisał 2!l-go 
Stycznia, 2e nąjlepićj byłoby nazwać projektowane Zgroma- 
dzenie Coiieffe du Nord albo Irlandskiem „i zupełnie Polaka 
pod kaptur schować. Przyjdzie czas wołania, ale czekajcie 
a2 głos wasz nabierze mocy." ^) Mocy t^ nie czując, Mic- 
kiewicz obawiał się nazw zapowiadających wtęcćj niż dotrzy- 
mać można; wolał, żeby Polaka schowano pod kaptur, do- 
póki nie będzie się w możności okazać go w dostatecznej 
potędze moralnćj. Starał się zapewnić zastępom przyszłych 

') Przedmowa do X-go toma dzieł Lameniiai8'go. Paryż 
1836-37. 

■) Koresfondencj/a Adama Mckiemicza t I. atr. 167. 



— 393 ~ 

kapłanów polskich protekcyą swoich przyjaciół w Rzymie, 
ale w niczem nie krępował ich swohody, prosząc, aby sif 
nic zrażali jego lękliwością i roztropnością światową, jeśli po- 
czują w sobie większą ufność. „Jestem dziś w smutku, dodaw^ 
łracg Domeykg, starego i doznanego przyjaciela." >) Domeyko 
wyruszał do LondynU; zkąd popłynął do Cbili. „Kto wie, pisil 
Domeyko do Adama, może kiedyś przez Antypody powrócę do 
Polski."-) Mickiewicz, jak niegdyś w Wilnie Czeczota i Zana, 
tak teraz w Paryżu Domeykę pożegnał na zawsze. 

Gdy upadła wszelka nadzi^a przedstawienia dramatów 
polskiój treści na scenach francuzkicb, musiał Mickiewicz na 
innój drodze szukać chleba powszedniego. Tymczasem żył 
prawie samotnie. Witwicki przebywał w Niemczecii, Józirf 
i Ijohdan Zalescy siedzieli w Endoume, nad Śródziemnem 
mor/em. Na emigracyi trwały dalój sprzeczki między stron- 
nikami dynasty! ki-ńlewskićj w Polsce, a strAonikami gmino- 
wladztwa. Ccntralizacya demokratyczna waltzyła z Towa- 
rzystwem deniokratycznem, wszystkie te kłótnie były dli 
wielu obojętne, dla Adama bolesne, przeczuwał fatalne ich 
skutki, dyskussye przedłużane całerol latami zakraw^y nt 
byzantyzm. Wychodźtwo, gryząc się wzajemnie, marnoKtJo 
s''y, które mu w stanowczej chwili nie dopiszą. 

W Marcu odezwała się do Mickiewicza Ankwiczowi. 
Odebrała ona od łłenryka Rzewuskiego „rękopism zbioro- 
wych kronik, których to czytaniu razem w Rzymie byliśn^ 
przytomni." *) Rgkopism wkrótce po tym liście, nadszedł 
i starannie przejrzany przez Witwickiego, wyszedł pod tyto- 
łem : Pamątki J. Pana Seweryna Soplicy. *) 

') Korespondciieya Adama Mickiewicza t- I. atr. 1C7. 

=j Ibid. Ł III. 8tr, 233. 

") Ibid. a..-. -239. 

'j Gazeta; Młoda Polska napadła początkowo z pnyK^jay 
tego tytułu na M'itwi(;lf iogo : „Po co było dowolnie nad&wać tytst 
de /aiilaise i podawać w podejrzenie wierzytelność dzieta, nd«jt)C i* 
z;i iitwiir świeży w skutek czytania Ptinn Taileiuza napisuiy? Ma 
tu uiinij nowo -francuski ego szarlatani' nu, który nikomu m:u(j ei* 



Dsmia zDigoma Mickiewicza i pani Celiny, pani Ba- 
grejew, córka Speraiiskiego, zapotrzebowała jakichś damskich 
sprawunków w Paryżu, ale prosiła o odesłanie pakunku za 
pośrednictwem poselstwa rossyjskiego. Pani Celina odmówiła 
j6j, pisząc 15-go Marca 1838 r. do siostry swojćj Heleny: 
„Nie mamy i nie możemy mieć stosunków z ambassadą." 
Malewscy ciekawi byli szczegółów o towarzyskich stosunkach 
Adama w tak wielkiej stolicy: „Chcesz wiedzieć, odpowie- 
dzif^a jćj Pani Celina w dalszym ciągu ^^72ćj przytoczonego 
l^stu, gdzie bywam i kto bywa u mnie. Powiem ci tylko, 
że żjjemy nie jak w Paryżu, ale jak w zakącie na wsi. 
Oprócz kościoła i Luksemburga, nigdzie nie wychodzę i bar- 
dzo mi z tem dobrze ; u nas bywa kilku przyjaciół, ale bar- 
dzo cicho i skromnie. Oto sprawozdanie z naszego trybu 
iycia, nie jest to zapewne położenie świetne, ale jesteśmy 
szczęśliwi 1 spokojni i zmyduję, że więcej w tem życiu nie 
trzeba. Całiyemy was serdecznie, wraz z dziatkami. Moja 
Misia zdrowa i bardzo poczciwa Litwinka. W maju spo- 
dziewam się gościa. Dąj Boże żeby szczęśliwie." 

Zapewne z przyczyny spodziewanego gościa więcćj 
Mickiewiczowie przesiadywali w domu. Adam wciąż pojjie- 
ral usiłowania Jańskiego i jego przyjaciół, przypuszczał, że 
może ZE^ożą pierwszy kamień potężnej jakiqś budowy, ale 
wysilenia te dotąd nie miały innego skutku jak wyrwanie 
Z wiru emigracyjnego kilku osobistości, które, ćwicząc się 
w pobożnem życiu, oczekiwały dalszych wskazówek Opatrz- 
ności. W prassie zagranicznej od czasu do czasu wspom- 
niano pochlebnie o Adamie. W jednym z Przeglądów 
ówczesnych,') pewien krytyk mówiąc o poezyi Byrona nie 

przystoi, jak człowiekowi tego charakteru, talentu i wziętośoi c i 
p. Witwicki." (Dodatek do Kr. 3-go dnia 3l-go Stycznia 183!f r.i 
Ale w następnym snmerze, MloUa Polska odwołuje ten zarzut, 
olrzymawazy czupotno przekonanie, że rękopism nadestany panu 
■Witwickieniu prayazedJ do niego z nazwą Pamiętnika Pana Siipliei/." 
<Dodatek do Nr. 4 z dn. 15-go Lutego 1839 r.) 
') ^oliJi/lol mayaziiie Nr. 1. 183« r. ' 



— 400 — 

widzi w ojczyźnie jego nikogo, coby mógł się porówuE 
z takimi poetami jak Malczewski i Mickiewicz w Pol- 
sce. Ale Mickiewicz trzyma! się poza kołami literackiemi 
stolicy. 

W kwietniu, list jenerała Dwernickiego z Londynu n^ 
niepokoił trochę Braci Z/ednoczonych. Bracia ci zawiązaU 
byli stosunki z krajem. Moskwa śledziła za każdym emigra- 
cyjnym związkiem i każde j^j odkrycie groziło Sybirem p»- 
tryotom bgdącym w stosunkach z wychodźtwem. Dwernicki 
17-go Kwietnia doniósł, iż rodacy w Londynie przekonali 
się, że niejaki KompUkiewicz ') wydawał tajemnice tulactn 
poselstwu rossyjskiemu. Dwernicki pisał do Mickiewicza: 
„Zeznania tego szpiega, jakotćż inna okoliczność, zapewne 
nad wszelkie twoje spodziewanie wiadoma mi, powoduje nmit 
do skomunikowania sig z tobą." Okolicznością tą były ny- 
śledzone szczegóły o ^roc/acA Zjednoczonych: „Pomiędzy ity- 
znaniami lioinplikiewicza, pisał dalfj Dwernicki, jest MJ- 
ważniejsze, że czytał w ambossadzie raporta wielu Polakóir, 
wymienia osoby, bo powiada, że na każdym raporcie jest po- 
łożone nazwisko podającego, przez sekretarza ambassad; 
Kisielowa zapisane. Możnaby temu nie dawać wiary, ale 
jest okoliczność mnie tylko samemu tutaj wiadoma, która 
żadnej mi wątpliwości nie zostawia co do istnienia tych ra- 
portów i właśnie w t^j okoliczności piszę do ciebie. Wedłag 
zeznań Komplikiewicza, między wspomnionemi raportami, jest 
jeden, donoszący ze wszystkiemi szczegółami o Towarzystiri* 
katolików we Francyi zawiązanem, o celach onego, o komu- 
nikowaniu się z krajem za wpływem księży i o wielu innyck 
rzeczach w tym względzie, o których nie pamięta. PodiyąiTm 
ten raport ma byfi młody ***■), zupełnie Komplikiewiaowi 

'J O Bpritwie Komplikiewicza azf Kamplikiewioft jak g> 
nazywają dwenniki e migracyjne ob. Dmoh-ata Polski s St* 
Paźd2demika 1&39 gtr. .'24 i yoma PoUka i. IV oddsial % póIaiŁoBS- 
21 9tr. BM. 

') Nazwisko pomijamy, poniewaiE wiarogodność Kon^Ukia*' 
wicsa zdaje aiq baidso podąjnaną. 



- 401 — 

lie znany. Ten młody człowiek otrzymał niedawno amne- 
tyą i wjjecłiiJ do Polski O ile ja wiem, i jak mi się zdaje, 
:e wiem z pewnością, wysłany został przez Towarzystwo ka- 
olików, o czem wiesz najlepićj, do kraju jako emisaryusz 
władnie w tym celu, jak raport objaśnia. Czyli więc rze- 
:zywiście wysialiście go, lul) też czy mylna jest moja w tym 
vzględzie wiadomość, zawsze wypada wam użyć środków 
istrzegającycli braci w kraju, którychby ten emissaryusz 
nógł skompromitować, bo że wyjechał z Anglii za amne!>ty% 
lo Polski i że raport o katolikacti w ambassadzie przez 
liego podany znajduje się, to żadnej kwestyi nie podpada, 
^hyba, że dla omamienia Rządu moskiewskiego dostał od 
nas instrukcy% i że macie zupełną rękojmię o jego chara- 
tterze, to co innego. Ja zawsze dopełniam powinności, uwia- 
lamiając cię o tem; zaręczając, że co do szczegółu wysla- 
lia go przez was, otrzymanćj amnestyi i wyjazdu do Polski, 
likt oprócz mnie nie wie, więc z tćj strony możecie być 
pokojnymi. Jeżeli istotnie jest wysłany a do podania po- 
[obnego raportu do ambassady nie miał instrukcyi, to sens 
noralny z t^ historyi; nigdy dosyć osiroinym być nie moina. 
gapisz mi kilka słów, czyli powyższa okoliczność dobrze lub 
:kt mylnie jest mi wiadoma, bo o tem koniecznie potrzebi^ę 
)rzekonać się, a możesz być pewny największego sekretu 
: mój strony i żadnego użytku sprzecznego z waszemi ^vido- 
tami (jeżeli są jakie) nie zrobię, o czem nie potrzebuję za- 
pewniać." Dwernicki kończył zapraszając Adama do Anglii: 
,\Varto poznać Londyn. Wiele w nim rzeczy prawdziwie 
}oetycznych. Przyjedź na koronacyą, ma to być coś wspa- 
rialego nad wszelkie przygotowania." 

Bracia jednoczeni nie rozwinęli wielkićj czynności, 
rzymali się w obec kraju wielkich ostrożności. Odpowiedzi 
Mickiewicza Dwernickiemu nie mamy, ale zdaje się, że Adam 
lie miał powodów wielce obawiać się domysłów lub nawet 
ionosów szpiegów roasyjskich. Widocznie Bracia Zjednoczeni 
Eeszli byli z pola propagandy polityczuo-religijnćj do wyłąc- 
znie religijnej i ograniczali się do układania pism treści dn- 

Żytot tiama Mitkiacitza. Tom IL 26 




chowTi^j. Tak na przykład Witwicki, który w tym przedmio- 
cie i rad Mickiewicza zasięgał, zajął się wyborem modlitu 
wcłiodzących w skład Ołiar:yka polskiego. W Maju 1838 r, 
Adam pisa] ilo Botidana, że z robót przedsięwziętych na 
rzecz Bractwa pochwalić się nie może. Sam miał zamiir 
tłumaczyć Dyonizyusza Areopagitę, radził tłumaczenie ni}- 
wych dziel polemicznych a między niemi historyi CabetŁ 
DyonizyuBZ Areopagita pisał o teologii mistycznej i o liier- 
archiach niebieskich. Cabefa dzieło ') gwałtcwnie potępiało 
kierunek nadany polityce francuzkii5j przez Ludwika Filipi 
i namiętnie broniło sprawy polskićj. Przebija w wskazów- 
kach danych przez Mickiewicza różnica między jego po- 
glądami a ra^zty J^raci ZjednoczoHych. Witwicki, Zaieski, 
Jański zaciągali liię ostatecznie po prostu do szeregów ka- 
tolickich. Mickiewicz sięgał i wyż^j i dal^j od niclL Ze Ffa 
mistycznych zapuszczał się aż w dziedzinę rewolucyjną i go- 
tów byt zachęcać wszelkie objawy szczerb pogardy dla 
Dującego egoizmu, bezinteresownego wspiUczucia dla aa- 
pień narodów i silnego postanowienia walczyć z pot^ 
złego, A bractwo, do którego należał, dzieł Areopagity 
nie rozumiało, dziełami zaś Cabefa gorszyło się. Ale. »(• 
dług Mickiewicza, dom Jnńskiego przynosił korzyść pną 
to samo, że egzystował: „Słowo najrozumniejsze rycldo' 
przebrzmiewa, książka przeczytana zapomina się, ale insty- 
tacya żyjąca wywiera wpływ ciągły i skuteczniejszy.""} 
Bracia Zjednoczeni przez samo rozproszenie ich członki* 



'J Cabet, urodzonj- J788 r. umarł 1856 r. W jego dwnta- 
mowej : Hisloirc ile In Itri:.'hilii<n 'ie 1830 malaje się ia.\ 
azlachetoiejszyah Francuzów po zawiedzionych \v 1^1 r. nad 
JAch Policki i całego świata. d^ii.'ki małoduszności i zaślepieniu ki 
rządzących Francji. Caliet, w póżniejszrch latacb, zalecał m 
orgftnixacj-ą społeczną, próbował w Stanach Zjednoczonych b 
Żyć wzorowe państwo: la tioiwflU learit. Próba nie udała się. 
bet liczył między swoimi zwolennikami Idlku Polaków, a mi;^ 
nimi fliozofa Liidivika Królikowskiego. 

^j Kurćspoiitlencya Atliima Miekiewieza t, I. str. 175, 



— 403 — 

"byli de /acto rozwiązani, pozostał tylko domek i działalność 
Jańskiego. Adam troszczył się o stan moralny emigrantów 
biedujących w Algierze, zachgcał Józefa Zaleskiego, aby ich 
odwiedził, marzył o założeniu czegoś lepszego jak bractwo, 
sądził, że gdyby przyszło do połączenia się w organizacyą 
i do obrania starszego, „w takim razie ów starszy powi- 
nicnby albo w Irlandyi albo w Afryce założyć stolicę. Wszak- 
że i to Towarzystwo Kawalerów Szpitalnych powstało z tak 
małych początków!"^) ^'ie tylko nic lepszego nie di^o się 
zrobić, ale i bractwo upadło, członkowie jego wchodzili do 
Seminarjiim. Rucb, któremu Jański przewodniczył, powoli 
ustawi, mało już się kto do niego przyłączał. Nowy organ 
emigracyjny: Młoda Polsku, którj- podjął był obronę religii, 
wcale nie zadawalni^ Mickiewicza, który gniewał się, że rozpu- 
szczano wieść, iż do redakcyi należał: „Prawdę mówiąc, pi- 
s^ on do Zaleskiego o redaktorach owego pisma, zdaje mi 
się, że oni sami dobrze nie wiedzą w co wierzą i czego 
chcą, może pisząc dowiedzą się." Młoda Polska zresztą 
na Mickiewicza nie powoływała się, ujęła się raz za jego 
pisownią,^) zkądinąd rzadkie są w tym dzienniku o nim 
wzmianki. 



•) Koresjiondćnaja Adama Mickiewicza t. I. str. 175. 

*) Autor recenzyi dzieła Felicyaoa M'alakiego o pisowni, 
t&k eię wyrażał: „Z pisowni doti^d używanych, pisownia Mickiewi- 
cza op&rta na naturze głodek, zdaniem naszem stoi dziś najwyżej 
na drodze postępu. Lelewel także używa poprawnej pisowni, która 
-wszelako różni się od Mickiewiczowskiej, i ma pewne osobliwości, 
Ictóre zanadto uderzają, ażeby tak pr|dko przyj^temi byty. Prócz 
tego pisownia Lelewela zmieniała aię od czasu do czasu. iMickio- 
wicz zaś od czasu wyjścia dwóch tomików poezyi swoich w Wilnie 
(1822) dotąd pisownią swoje niezmienną zachował. Wiemy od 
uczniów jego, że Mickiewicz byt nauczycielem języka łacińskiego 
-w Kownie, greckiego zaś słuchał pod wielkim mistrzem. Oba za& 
ta jq^ki dawane dobrze rozpoczynają si<^ od wykładu głosek: go- 
dziłoby się wnosić, że Alickiewicz przyjął ortografią awoji; po mo- 
cnćj rozwadze. Głoska Z. nie może stać w brzmieniu przy głosce 
F.; bardzo więc właściwie Mickiewicz tak jak s]wilobać, pisze spod 

20- 



— 404 — 

INie sami demokraf-i wyrzucali Mickiewiczowi zbytnif 
uległość kościołowi. Niemcewicz lubiał z nim filozofonif 
i spierać się, zaręczając, le już w Boga nie wierzj, odkfd 
widzi, 2e n^okropniejsze zbrodnie popetniane przez Moski- 
lów w Polsce uchodzą im bezkarnie. Pewnego wieczora 
rozmawiano o długiem konaniu zaciętego wroga Polski Tallej- 
randa, i jeden z obecnych wyraził zdanie, że uważa za Die- 
podobieiistwo, aby taki złoczyńca poŁratił pogodzić się z ko- 
ściołem. „Znam tego filuta, odparł Niemcewicz. Od i w ijn 
przypadku da sobie radę." Następnego dnia Niemcewicz 
wpada zadyszany do Mickiewicza i wita go temi słowami: 
„A cóż? Czy nie miałem racyi? Przeczuwałem, że Tat- ' 
leyrand oszuka i Pana Boga." ') Na to Mickiewia: ; 



(przez a nie przez z), sknrzijstać, s korzyścią, etc, bo n ruta wjmt* 
wianie aajczęścićj jeat podstawą pisacU, i dla tego dech ma w dn- 
gim przypadku tc/ni etc. W ogóle zalecalibyśm; pisownią Hickie* 
wiczB. Wszakże Mickiewicz jiif/uWiur bladnie pisze sittmuenit; Bro- 
dziński i Kamiński wyiYodzą ten wyraz od tonignie; z jeat pnj- 
roatkiem i daje z-iimienie, czyli jak dziś piszemy s-umietue; i w.vrt- 
zem Sejm, toż samo zrobiono: ;-sejni (od :;ac piszemy i wymawia- 
my Seim." (Sr. 29 z d. 20-go Października 1838 t. str. S39-34IJ.L 
*) Chateaubriand tak opisuje ostatnie cbuite Talleyranda: 
„M. do Talleyraiid a trahi tona lea gouvernements. La comedis 
par laąuelle le prelat a coaronnt: ses quatre-vlagt-deux anneM 
est one eh o ae pitoyable: d'aboTd, pour faire preuve da force, i\tA 
a.\\k pronoDCcr a Tlnstitut Tćloge commun d'uDe pauvre macfaoif* 
allemande, dont ii se mo[|uait. Malgr^ tant de apecŁaoles lioat 
nos yeoz ont ćti^ rassasićs, od a fait la haie poor voir sortir la 
grand homme; cnauite ii ent vcnn mourir chez łoi comme DioclJ- 
tien en se montrant ii rUnivers. La foule a bayć A 1'heiire BuprviM 
de ce prince au.i troia tjnarts pourri, une ouvertare gangreneDM 
au crite, la t<'te retombant aur sa poitrinc en d€pit da bandeAU <jni U 
Boutenait, disputant minutę k minutę sa reconeiliatioa avec łecid, 
sa nii^ce jouant autoar de lui un riMc pn-parć de loin entra un prttre 
abusć et una petito-iille trompiie; ii a signć de guerre-lasss 'M 
peut-ćtre n'a-t-il pas mi'me signi^l, quand aa |iarole allait s'^ił- 
dre, le di'sHveu dc aa premii-re adhOdion & TEgliae CoDstitutionelia, 
mais saD» donner aucun signe dc repentir, sans rćtraotor lea imiM- 



— 405 — 

igc wierzysz w Boga i wczoraj udawałeś tylko niedo- 
irka." ') 

Mickiewicz 14-go Czenvca donosił Domeyce : „Żona 
ja zdrowa, spodziewa się od miesiąca połogu co chwila. Cie- 

często bardzo wepomina, bo teraz, po wyjeździe Witwic- 
go, zostaliśmy sami",*) W ciągu Czerwca narodził mu 

syn, oczem Adam uwiadomi! Bohdana Zaleskiego: „Żona 
Ja 27-go Junii powiła syna, który nazywa się Władysław, 

tego dnia patronem, według kalendarza polskiego, jest 
iz świgty północny. O nowym obywatelu tyle tylko wiem, 
jest zdrów, bardzo cichy i ssie gorliwie i czynnie"'). 

Chrzciny odbyły sig 22-go Lipca w kościele Sainl-Jacgues 
Ilaui-Pas. Ojcem chrzestnym był ksiąie Adam Czartory- 

a matk% chrzestną, pani Wera Cblustin. Podwójny ten 
bór świadczył o niezależności moraliićj poety; stronnictwu 
howawczemu solą było w oku prawosławna, stronnictwu 
nokratycznemu Czartoryski; jedni i drudzy gorszyli sig, 
Mickiewicz dawał publiczny dowód czci swćj Moskiewce. 
:<ił za głosem sumienia, nie dbając o chwilowe prądy, 
Jie mąciły opinią wychodżtwa. Czując do bruku paryz- 
;;o „wstręt niezwyciężony"*) chciało mu się z rodziną prze- 
de sig do Eudoume, miejscowości w pobliżu Marsylii i na 
nem wybrzeżu Śródziemnego morza, gdzie Zalescy sie- 
eli sobie spokojnie, daleko od wrzawy emigracyjnćj. Sam 
ivątpiewal, aby z tój jiodróży co było, ale zapewne za- 
iry te sprzeciwiły sig zadośćuczynieniu fantazyi żony, któ- 

zachcialo sig pieska. Pieska obiecał jt^ p. Konstanty 
-czewski, skrzypek, który grywał czasami u Mickiewicza. 



tćs et lea Hcuidales de bb vic. Jamftis Torgucil ne B'a 
lUt^r&lile, radmiraUonsibSte, la pii5tó ai dupę". {Hemoirćs 
't). Talleyrand zgist IT-go Maja 1888 r. 

') Z opowiadania Aleksandra Biergiela. 

•) £orespviulciicya Adama MtcAiewicza U I. str. 173. 

•) Ibid. 

') Ibid. Btr. 181. 



■J 



— 406 — 

„CeliDa, pisał do niego Adam, dziękuje pann za painięf 
i wielka by mii^a ochotę na pieska, ale ja ani mómć sobie 
iiie dam o tym Dowym przybyszu. I żona też rozmyśliwszy 
tiię zgodziła się na to, iż nam teraz niepodobna zająć sig 
edukacyą pudelka, kiedy mamy dwoje piastunów." Widać, 
że pani Celina wkrótce znów zatęskniła za psem i że Ad&m 
dał się t% rażą przekonać, ponieważ córeczka jego cieszyła- 
się aż do wyjazdu do Szwajcaryi jakimś Azorem, i rozśmie- 
szyła ojca pytaniem : „Papo, czy Azor Polak czy Francuz'*?'). 
Kraj nieprzestannie zwracał oczy ku Mickiewiczowi, 
i, pomimo ctdcgo Mikołajewskiego ucisku, nawet publicznie 
odzywał się do niego. Ksiądz Krasiński, który późnij jaku i 
biskup tak dłuf^e miał znieść prześladowanie, nie wahał się j 
z Petersburga głos do niego zwracać : 

Leć WIĘC jak orzeł, jak błyskawica, 

Tajne ludzkości przepuuiacląj loey. 

Od gwiazd ilu ziemi niechaj brzmiit twe gtoBy, 

(iranica twego lotu — natury gr«nic«! 

Lee nieściglcmi gieniiis^u pióry, 

Tj^ królem —- iv pniistwic iicKiie, tneiii dziełem iwiat dudu. 

Niech pieśni twoj<'j ziemia, niecliaj przyszłość aładu'). 

Ale hołdy tak śmiało mu składane nie dawały mi 
chleba powszedniego, a ciężary życia powiększały się z po- 
mnożeniem rodziny. Wprawdzie w Sierpniu odebr^ za po- 
średnictwem Zaleskich jakąś zapomogę^j, ale nie pozosU- 
wało mu innego ratunku jak szukać w obomązkowem zaję- 
ciu st^ch dochodów. Dzienniki paryzkie nadmieniały o wa- 
kującej katedrze professora literatury łaciliskićj w Lozannie. 



'1 Zo wspomnień nie wydanych Maryi Góreckiej. 

■) Tiawnroeznik literacki, wydany przez księdza Adama ^uai- 
«łan& KrasiuskicKO, n. p. str. 31—82. Pcteraborg 18%. Wiemaihy 
do M. A., ale kaJIdy wiedział, ie wypadało litery prz«stawi6 i ^ 
Adamowi Mickiewiczowi poświccoiiy. (Dodatek pod numerem XX> 

*J Korespondtneya Adama Mickieiiwza t. I. etr. 178. 



— 407 — 

Stosunki, które miał w Szwajcarii, pozwalał; mu spodziewać 
się poparcia u władz kantonu Wodejskiego. Pasport do Lo- 
zanny wziął 10-go Października, ale dopiero w kilka dni 
pó:^Dićj z Paryża wyruszył. W liście pod datą 20-go Paź- 
dziernika doniósł żonie swojćj o pierwszycli swycti staraniach 
o posadg')- Spotkał był Aleksandra Potockiego w bramie 
Genewy i dzień z nim przepędzi!, wybrał sig potem do Vevey 
do Nakwaskiego^), z nim do Lozanny, gdzie stanął w mie- 
szkaniu Melegarego, znanego mu z Paryża a który wykładał 
nad Lenianem. Emigranci włoscy, zbliżeni do Polaków wspólną 
niedolą i wspólną nienawiścią do Austryi, chętnie bratali sig 
z tułaczami polskimi. Prawie wszyscy późniejsi ich mgżowie 
stanu przesunęli się przez galon Mickiewicza. Terencyusz Ma- 
nijani, który został ministrem Piusa IX a umarł professorem 
przy Uniwersytecie Rzymskim i senatorem włoskim, pisywał 
w dzienniku: te Polonah i lubiał opowiadać, że gdy upadał 
na duchu, biegł do Mickiewicza, którego niezachwiana wiara 
' w konieczny upadek ciemięzców Włoch dodawtda mu otuchy. 
Melpgari zaczął od Paryża długą swoje wędrówkę. „W bliz- 
kiej byłem, opowiadał, zażyłości z Mickiewiczem. Mając 
małe mieszkanie w Lozannie, dałem mu je do dyspozycyi, 
ale mi nie odpowiedział. Podróżowałem po Niemczech i An- 
glii, kiedym sig dowiedział, że Mickiewicz stanął u mnie. 
Powróciłem z Londynu, nie zatrzymując się w Paryżu. Po- 
siadałem pewne wpływy w Lozannie. Po niejakim czasie, 
Mickiewicz katedrę otrzymał. Wielki tłum słuchaczów zebrai 
sig na pierwszą jego lekcyą""). 

Ale nie prędko mu przyszło ową pierwszą lekcyą wy- 
powiedzieć. Z mieszkania Melegarego, Mickiewicz przeniósł 
^g wkrótce do hotelu Zioiego Lwa. Wprawdzie, szczęściem 



^) Korespondencijii Ailaina Miekiemcza L I. Btr. 182. 

') Henryk NaknaBki, poael z Braclawift iirod:!ony 1800 r. umarł 
22-^0 Marc& IBTfJ r. 

*) Z opowiftdaiii» Ztlelegarego starszemu synowi Adama. Me- 
legari byl mioistrem spraw zewnątrz nycti wl8T7— IST8. 



— 408 — 

dia niego, „Szwajcarzy, którzy o niczem nie wiedzą oprdcz 
ceny serów i wina"') usljszeli jakoś o nim, jak lo potirier- 
dza opowiadanie Jana ScoYozzego"). ^ Znajdowałem się, pi- 
sze Scovazzi, w kawiarni Morand na ulicy Bourg, przy ho- 
telu Złotego Lwa, gdy mi powiedziano, że jakiś Polak slanrf 
w tym liotelu. Wystarczyło mi to. Od dzieciństwa miałem 
współczucie dla Polski i należałem do wyprawy- Sabaudzki^ 
5834 r. Na pierwszą wieść, że Polak zatrzymał sig wlioteln 
Zioiego Lwa, pospieszyłem tam dla zaznajomienia sig z DioL 
Przy powitaniu powiedziałem mu, że jestem emigrantem wło- 
skim, że z jego rodakami brałem udział w wyprawie Sa- 
baudzkiej i że jeżeli mogę mu wczemkolwiek służyć, jestea 
na jego rozkazy. Podziękował mi gorącem uściśnieniem dłoni, 
i wytłumaczył, że przeczytawszy w dziennikacłi, że otwierajt 
konkurs w Akademii Lozańskii^J na katedrę łiteratury łi- 
cii'iskićj, pragnie brać w nim udział. Będąc w błizkicli sio- 
suiikacli z rektorem Monnardem ofiarowałem się go mu przed- 
stawić. Wyszliśmy razem przejść się na Montbenon, i roi- 
staj%c sig umówiliśmy się, ie dnia następnego wybierzeoT 
się razem do rektora. Tak tśż i zrobiłiśmy. Serdecznie 
nas przyjął. Mickiewicz rozpytywać się zaczą! o warcnki 
i epokę konkursu. Monnard wiedział już o jego przybędą 
i znal od dawna jego zasługi. Zdziwiły mię wzgłędy, jati( 
mu okazywał, i gdy Adam nalegał o oznajmienie mu dois 
konkursu, Monoard rzekł: „Jesteś już po egzaminie. Zbyt 
jest chlubnem dla nas, że będziemy mieli Adama Mickiewi- 
cza za professora w nas/ej Akademii". Zaprosił nas paten 
na wieczerzę, spotkałtśmy tam kilku professorów. Mickie«i- 
cza uderzyła serdeczność, z jaką go przyjmowano. Zaj)}t sij 
ze mną wyszukaniem mieszkania, które najął w jednym domu 
przy ulicy Bourg obok lioteiu Sokola i mego domu. Mówił mi: 



'I h'i"fsi>ii>itfeiiaja Ailnnm MtchU-a-iciti t. I. str. 182. 
") Scoyazzi uroiizoiiy 2-go marca 180S, jest bibUoiekuKan 
izl>y depiitowaiij-eh w Hzymie. 



— 409 — 

„Jak swobodnie oddycha się w tern mieście!" Uszczęśliwiony 
Ijyl z okazanćj mu życzliwości." ') 

Posada w Lozannie przedstawiała ma się w warunkach 
korzystnych. „Godzin lekcji na tydzień, pisał do żony, sześć 
tylko czy siedm. Pensyi około dwóch tysięcy ośmset fran- 
ków. Kraj piękny jak obraz." ') Adam polecał żonie wyszu- 
kać mu co prędzej przekłady z dzirf jego i artykuły o nim, 
któreby mógł udzielić władzom kantonalnym. Napisał tC-i 
20-go Października do księcia Czartoryskiego, jako do da- 
wnego swego kuratora, prosząc go o świadectwo, że otrzy- 
mał w Wilnie stopień magistra z literatury, że był profcsso- 
rera w szkole Kowieńskiej i że „się sprawował trzeźwo, 
uczciwie i mernie." ■) Czyniąc zadość jego życzeniom, książę 
Czartor}'ski odpisał mu 26-go Października : „Pospieszam, 
kochany panie Mickiewicz, przesiać ci żądany attestat. Cie- 
szyć się będę, jeśli się to przyczyni do ustalenia według 
twego żądania losu, który mnie i wszystkich naszych ziom- 
ków powinien tak mocno interesować. Przyznaję sig wszak- 
2f. że szczerze żałować będę, iż raczi!^ tu nie znalazłeś po- 
sady i że będziemy rozdzieleni długą dość drogą przez re- 
sztę lat naszego tulactwa. Jeżeli już się to nie odmieni, 
trzeba nam się pocieszać myślą, że przynajmniej tym sposo- 
bem zapewnisz sobie i familii materyalne dogodności. Ja 
zaś proszę, abyś od czasu do czasu chciał do ranie pisywać, 
donosić jak mu się powodzi, udzielać mi swoich postrzeleń 
i myśli i być zawsze pewnym, że wszystko co się jego tyczy 
i od niego pochodzi nie przestanie mieć nigdy dla mnie wy- 
sokiej wartości i że szczęśliwym będę, kiedy mi się zdarzy 
sp< sobność przekonania go o tyra rzetelnym szacunku i szcze- 
rćj przyjaźni, których mu dziś ponawiam wyraz." 

Mickiewicz, nie pewny jaki obrót sprawa jego weźmie 
■w Lozannie, spodziewał sig przez chwilę, że w Genewie ko- 

') Zi' rnspomiiieii Jima Scovazzego. 

*J KorgspoHitencya Adama Mickii:itiic;a t. 1. Btr. 182. 

=j Ibid. str. 184. 



— 410 — 

rzystnicjszą otrzyma katedrę i pisał do żony : „Kiedy to pi* 
6zc, odbieram wiadomość, że w Genewie jest miejsce pro- 
fessora <le lilhralures compaiees i że ważne osoby Rzeczj- 
pospolitój gadały o mnie. To miejsce byłoby jeszcze lepsn 
od Lozańskiego. W Poniedzi^ek, jadę do Genewy dla riM- 
pytania się o ową Uttirature comparee."^ ') Przez Idlka ty- 
godni, Mickiewicz, wabając się między Lozanną a Genen-ą, 
czynił przygotowawcze kroki w jedaem i drugiem mieśde, 
mając chętne mu osoby w obydwu kantonach. 22-go Paź- 
dziernika zrobił podanie do C. Jaquet, Prezesa Komissyi 
Akademii w Lozannie. *) Przełożył mu, że był mianowanj 
w 1819 r. professorem literatury łacińskićj w Kownie i te 
od czasu wygnania nigdy nie opuścił zawodu literackiego. 

Przybył mu niespodziewany sprzymierzeniec w osobie 
poety szwajcarskiego Juste 01iviev. Na statku parowym, 
plynijc z Oucby do Genewy, 01ivier, który wiedział o pny- 
byciu kandydata do katedry literatury łacińskiej, domyślS 
się widząc Jegomościa przechadzającego się po pokładzie, te 
ma przed sobą Mickiewicza, wszedł z nim w rozmowę, i, wy- 
ładowując, powiedział mu : „Jestem Olirier z Lozanny. Po- 
zwól mi służyć ci mojemi stosunkami." ") 

Mickiewicz widywał się t^ż w Genewie z Gogolem 
i zaznajomił się z Danilewskim. Na Gogolu W7warł *-płnr, 
który nie był trwały, Z Jednśj strony zraził Gogola prze- 
sadzony prozelityzm Kajsiewicza i duchowych polskich, 
a z drugtćj uległ pokusie poprawienia lichego stanu finansów 
swoich przez pojednanie się z rządem rossyjskim. *) 



') Koresfiondetiaja Adama Mickiemaa L I. str. 182. 

*) Ibid. str. 184. 

') Z opowiadaniB, I. 01ivier starszemu eynowi AdMoa. 

') „Gogol, plaze biograt' jego Siemrok, przepędził ZDÓwjt'. 
sicii z Danilewskim w Szwajcajyi. jak to widać z listu do nudi' 
pisRnefro 24-go Listopada 1837 r.: „Bardzo byłem rad optucii G*> 
newe, K^zie zresztą nie nudziłem się, tern bardziej, ism w^ 
szczęście spotkać si^ z Danilewskim i tym sposobem jesień m- 



— 411 — 

U 01iviera poznał Mickiewicz bliżej Sainte-Beuva, który 
miewał wykłady w Lozannie. Sainte-Beuvc zdał niegdyś 
sprawę w dzienniku le PołonaU z Ksiąg Pielgrzymsiwa i spo- 
tyka Mickiewicza w Paryżu. Opowiedział Szwajcarom o sa- 
lwie poety polskiego. 

Widzieliśmy powyżej, 2e Mickiewicz znalazł w Genewie 
przycłiylność i cłigć wyrobienia mu tam posady professorskii^j. 
Myśl tę poniszyli zapewne wspólni znajomi Adama i pani 
de Circourt, która pospieszyła poprzeć icłi starania listem 
do Candolle: „Przyjeżdżam w tćj chwili, pisała do niego 
pani de Circourt 38-go Października, i znajduję, kochany 
przyjacielu, miły wasz list, który czekał na mnie, aby mi§ 
obdarzyć uśmiechem waszćj przyjaźni. Biorę się natychmiast 
do pióra, chociaż ani odpowiadam, ani dziękuję, ale proszę. 
Tak jest i z zapałem, jakiego nie miał nigdy żaden obrońca, 
ponieważ chodzi mi nie o wygranie procesu, ale o satysfa- 
kcyą serca. Wysłuchajcie mię więc łaskawie i dajcie mi 
wasze poparcie. Przemawiam w tćj chwili nie do przyja- 
ciela, ale do byłego Rektora Akademii Genewskiej." 

Po tyra wstępie pani de Circourt wyluszcza, że Mickie* 
wicz jest w całćj rodzinie jgzyków słowiańskich pierwszym 



Bzła mi bardzo przyjemnie, „ftlieszkali razem w hotela de la Con- 
rmme. Między innymi, widywali często Mickiewicza, który sio 
byt przeniósł dc Lozanny, zkąd do Genewy przyjeżdiBi." {lioijot 
i Daiiilervskt. w numerze Styczniowym 1890 r. ffiesinila Ewropij). 
Mickiewicz zbyt krótko bawił w Suwajcaryi w 18^18 r. i zbyt za- 
jęty byl zabiegami o posadę professora, aby mógł wówczas duio 
chwil poświęcić Gogolowi i Danilewskiemn. Gogol udał się pó- 
ćoiój z listami Jego i Bohdana Zaleskiego do Rzymu, K^^zie zaraz 
Polaków odszukał, bratał się początkowo z nimi, wkrótce prze- 
stał ich widywai:: spotkany przez Kajsiewicza i zagabnięty o to, 
odpowiedział, że ponieważ carewicz Aleksander spłaci! jego długi,. 
które niebacznie Eaci^oął. nie pozostawało mu nio innego jak 
powrócić do Kossyi i zerwać stosunki tu źle widzianemi przez 
Hząd osobistościami. (Z opowiadania Rohdana Zaleskiego). W pa- 
pierach swoich, Hohdan Zaleski przechowywał długi list Kajsie- 
wicza donoszący mu o całem tera zajSciu z Gogolem. 




412 



z i)oetów żyjących. .Żukowski, mówi pani de Circonrt, 
który od śmierci Puszkina nie ma ju2 prawdziwego wsp6ł- 
(awodnika, przyznaje z szlachetną szczerością wyższość Mic- 
kiewiczowi." Dakj pani de Circourt uważa w Mickiewicza 
brak forin towarzyskich za oryginalność nie przewidzianą; 
brak ten zastąpić mogły piękne oczy jego żony; przypomimU 
swemu korespondentowi, że jeżeli nie jest już Rektorem, jest 
zawsze Candollem. ') 

Candolle, złamany wiekiem, *) żył coraz bardzićj u 
ustroniu: przedstawiali się zresztą inni kandydaci, z ktćrjch 
jeden wszystkim jego wymaganiom odpowiadał. Ledwie 4-go 
Grudnia zdał sprawę Pani de Circourt z stanu rzeczy. D<h 
s^ło już do niego, że Adam robił starania w Lozannie i le 
niejeden z wpływowych Gcnewczyków krzywo patrzał na j^ 
wybór w grodzie Kalwina. Pisał wigc do Pani de Circonrt: 
^Od ostatnićj awantury Polaków, to imię nie dobrze brzna 
w wielu uszach, a w stanie walki migdzy dwoma wyznanitnń, 
trudno będzie przywołać tutaj katolika, który ma reputacją 
gorliwości." Candolle wspominał, że drudzy kandydaci a- 
mierzaii dać się poznać publicznemi prelekcyami, radził Mic- 
kiewiczowi pój.';ć za ich i jiana Rossi'ego przykładem i do- 
dawał: ^.Jedna z przeszkód do wyboru p. Mickiewicza, ta 
że dzielą ji'go są pisane w języku, którego nikt nie rozumie 
tutaj; siidzę więc, że coby można zrobić najpożyteczniejsza 
dla niego, to ogłosić w Bi'/liot/ih/ue UniverseiU tłumaczeniB 
z kilku wyjiftków" : obiecywał poprzeć go o tyle o ile po- 
zwalał tryb teraźniejszego jego życia, przekładając, że pri- 
wie z domu nie wychodzi i tak się mało udziela, że lunt 
nie wiedział, iż Mickiewicz dni kilka przepędził w Geoetria 
i że go nie widział. *) Odpowiedź p. de Candolle idecjdo- 



') l)rn!atek pod numerem XXI. 

=) Augustyn Tyramus de Candolle urodsony 4-go Lntegł 
r. umarl w (.ipne«'ie 0-go Września 1841 r. 
*) I>odateb pod numerem XXII. 



— 413 — 

ta Mickiewicza starać się wyłącznie o katedrę w Lozannie 
latedrę w Genewie otrzymał Adolf Pictet') 

Z przyjaciół Szwajcarskich, którym pani Anastazja de 
■conrt poleciła Mickiewicza, najwiccćj gotowości przyslu- 
lia mu sig okazał Sismondi. Z jego listu do poety pod 
ą 5-go Listopada 1838 r. okazuje sig, że go przestraszał 
chę charakter emigranta. Można przypuścif, źe żadnego 
istatnich dziel Mickiewicza nie znał w tłumaczeniu, ponie- 
ż wyrażał mu zdanie, że list konfidencyotialny posła re- 
skiego KrUdenera, zapewniający, 2e przeciwko wyborowi 
;kiewicza nic nie ma, zadowolniłby lękliwych Szwajcarów. ") 
i należało to do kategoryi usług, których Mickiewicz mógł 
lać, a pani de Circourt oddać. Ale i bez tego nie bra- 
I poecie poparcia. Na pierwszą wieść, w jakim celu Mic< 
wicz udał się do Lozanny, Worcel przysłał mu 7-go Li- 
pada z Londynu list polecający do pana Mandrofa °), 
iry, gdy polscy wychodźcy przekroczyli dawnićj granicę 
wajcarską, odznaczył sig czynną dla nich sympatyą. Nic 
;c dziwnego, że Itada wychowania publicznego kantonu 
)dejskiego napisała 20-go Listopada 1838 r. do Akademii 
zańskićj: „Panowie, p. Adam Mickiewicz, Polak, ołiaro- 
ł się waszej Badzie wykładać w ciągu przyszłego roku 
olnego kurs o niektórych przedmiotach literatury łaciń- 
ćj. Prosimy Panów rozpatrzyć tę propozyeyą, a, udzie- 
^c nam zdania waszego, wskazać nam, ku jakićj specjał- 
gałęzi, lub ku jakiemu szczególnemu przedmiotowi skie- 
^ać wykłady pana Mickiewicza." *) Ton zapytania nic 
:ostawia najmniejszej wątpliwości o treści odpowiedzi, 
■awę Mickiewicza wniesiono na posiedzeniu Akademii 
go Listopada 1838 r. Po udzieleniu wyżćj przytoczonego 



') Adolf Pictet urodzony 1799 r. um»rl 187:>. 

*) Korespondenaja Adama Miekieteicza t. III. str. 20(). 

') Ibid. t. lU. str. 267. 

*) Dodatek pod namerem XJiIII. 




— dli 



listu z 20-go Listopada „Rektor odczyttd objaśnienia zawarte 
w piśmie 21-go Listopada Wice-prezesa Bady, który zali- 
czył interesująca notatkę p. Sismondi odnoszącą się do pana 
Mickiewicza i nakoniec przytoczył ustęp z listu odebranego 
od p. Saint c-Beuve'a, a niemnićj przychylnego temu znato- 
mitemu uczonemu. ') Według tych danych, Akademia po- 
stanowiła jednogłośnie przyjąć propozycyc p. Mickiewioi 
i zażądać przez wzgląd na okoliczności, w których się znij- 
dnjti, aby przyznano mu pensyą tak wysoką jak tylko mo- 
żna.** ^) 

Na zasadnie tych obrad, Akademia odpowiedziała 34-gD 
Listopada ISZU r. Kadzie oświecenia publicznego, że jedno- 
głośnie przyjmuje propozycyą, aby p. Mickiewicza powołam 
do wykładania kursu łaciny, /daniem Akademii byłoby do 
życzenia, aby można do siebie przywiązać tak znakomitego 
uczonego i aby zatem Itząd przeznaczył p. Mickiewiczoń 
jako ojcu rodziny wynagrodzenie, któreby go skłoniło do 
przyjęcia propozycyi mu cz}Tiionych, Rektor dodaje, że rV' 
padałoby poczekać na powrót p. Mickiewicza, nim się okr^ 
jakie przedmioty będzie zaproszony wykładać." *) 

Mickiewicza już wtedy nie było w Lozannie. Opnśd 
był pospiesznie Szwajcaryą około 15-go Listopada na vieii, 
że żona jego dostała pomieszania zmysłów. Pani Celina 
karmiła synka : „Powodem słabości, pisaka ona do siostiT 
Heleny po wyzdrowieniu w Kwietniu 1839 r., było mlikł 
które uderzyło na mózg." 

Nieszczęście to spotkało Adama w chwili, w ktirij 
nmiemał, że sobie i rodzinie zapewnił pogodniejszą ^- 
stencyą. „Genewa, pisiU on do żony, o kilka goitón drop; 
można tam latwiój dostać się niż od nas do Wołowsidd. 



■) Pisiua Siniiiondi'ego i S&inte-Beuve'» nie daty nią odur 
kat' w Archiwach Akademii Lozańskiej. Hektor zapewne attrtjad 
je jako listy prywatne. 

«) Dodatek pod uumerem XSIV. 

') Dodatek pod numerem XXV. 



■Na Yfakacye jeździlibyśmy do Włoch. Jeśli drwa kupujesz, 
weź tylko jedne sięgę; może przecie da Bóg wyrwiemy się 
2 Paryża." ') 

Paryż obraydł był Mickiewiczowi. Wygnanie uważał 
za opatrznościową rekolekcyą; według niego, emigracya po- 
winna być szkol% powstańczą, a nawet zakonem wyrabiają- 
cym warunki życiowe przyszła Polski. Wychodźtwo nie od- 
powiadało wzniosłemu ideałowi poety, trwoniło niemałe 
zasoby wiedzy i talentu, a tem samem skazywało się na 
dłuższe błądzenie po puszczy i na wymieranie daleko od 
ziemi obiecanej. Lżćj było patrzeć z ustronia na zamęt emi- 
gracyjny niżeli ścierać się daremnie z nieuleczalną uporczy- 
wością przywódzców stronnictw, których złudzenia czas chyba 
mógł rozproszyć. Troski tćż codziennego żytia bardziej mu 
były dokuczyły niż kiedykolwiek, bo szło już nie o niego 
samego. Otrzymanie katedry w Lozannie zapowiadało mu 
folgę ... aż tu klęska domowa niweczyła wszelkie jego za- 
miary, nie pozwalała mu przyjąć żadnych zobowiązań, ani 
oddać się literackim robotom. A co gorsza, nie mógł prze- 
widzieć, jak długo potrwa burza, która wywróciła jego na- 
miot i miotała najdroższemi mu istotami. 

W Paryżu zastf^ Mickiewicz bliższych przjjaciół za- 
trwożonych niebezpiecznym stanem i żony jego i dziecka, bo 
syn nagłego odsądzenia omal nie przypłacił życiem : „Znajduję, 
donosił on Domeyce, konsyhum przy żonie i drugie kon- 
syhum przy synku małym. Oprócz niedostatków finansowych, 
nie byłem w stanie ntczem zająć się. Nic nawet przez ten 
czas czytać nie mogłem a nawet czytając nie rozumiałem. 
Większą cierpiałem biedę niż tobie opisuję." ^) Wielka du- 
sza Adama wytrzymała ten cios okropny i z podwójną miło- 
ścią walczył przeciw objawom obłędu. 



'I Korespotideneya Adama Miekiefricta t. I. str. ISB. 
=) Ibid. str, 19<). 



_ 416 — 

Z caJ^j korespondencji Adama z Witwickim •) jeden 
ocalał bilecik z 29-go Listopada 1838 r. „Bądź, proszę, 
u Doktora Everat, który mieszka Da rue Castiglione No. 3, 
czy 10 czy 12? Opowiedz mu całą. chorobę mojśj ionj. 
Teraz oita ma się lepiąj, ale ustawicznie woła o Everat; 
w nim jednyiu ma zaufanie. Trzeba, żeby on był iaskiir 
widział ją raz i kazał brać lekarstwa. Idzie tu o jeduę wi- 
zytę tylko. Potem pomyślimy o innych środkach. Zrób 
to dziś. Adam." 

Doktorowie byli zdania, że nawet przy pomocy, ktfiic 
Adamowi nieśli oddani mu przjjaciele, pobyt chorćj w domu 
sprzeciwiał się j^j kuracyi i że prędzćj wyzdrowieje oitią- 
czona od męża i dzieci. Mickiewicz nie zaraz na to przy- 
stał. Tymczasem sprawa jego professorstwa pomyślny br^ 
obrc^t w Lozannie. Sainte-Beuve udzielił mu 2 I-go Gnidnit 
wiadomość odebraną od p. 01ivier, że Akademia w Loan- 
nie jednogłośnie postanowiła przedstawić go Radzie oświe- 
cenia pnbhcznego na posadę professorską w najkorzystnig- 
Bzych warunkach i zachęcał go do przyjęcia tego wezwani*, 
wychwalając mu Lozannę. -) W kilka dni późoićj, znó» 
zgłosił się do niego z doniesieniem, że Akademia łv7praiiili 
mu list oficyalny, który przepadł może na poczcie, posieirał 
Adam zaniechał był zostawić swój adres. "O 

Mickiewicz żadnego nie móg! wziąć postanowieoiL 
Czartoryski, w liście pod datą 24-go Grudnia, wigc w sam 
dzień imienin poety, czule mu "wymawiał, że nie jemu có- 
reczkę swoje powierzył. ') Tego roku w rozpaczy spędził 
Mickiewicz święto, z którem łączyło się dla niego tyle dro- 
gich i wesołych wspomnień. Żonę odwiózł do domu zdro- 
wia w Vanves, córką opiekowała się pani z Wołowskich 



'J o okoliczności uch zEitraty listów Adłm« do Stefuift Wit- 
wicldego ob. KorespimiUncya Adama MickieiDicza t. II. atr. 100. 
') Koresponik}icya Adtanu Mickiemeza t. IH. str. 271. 
') Ibid. Btr. 272. 
') Ibid. Btr. 278. 



— 417 — 

Faucher, BjDem kasztelan Plater. Nie chciało ma aig sa- 
memu zajmować opustoszać mieszkanie aa Fai de Grtke, 
najął sobie pokoik na tfj ulicy Saini-Nicolas d'Antin, gdzie 
przed laty Pana Tadeusza dośpiewał. Przez kilka miesięcy 
dręczył się niesłychanie, rzadko chwytając sig pióra i tylko 
dla pisania do 2oay czy do Domeyki. 

Boleść tryska z jego bilecików do żony. ') Zdaje się, 
że szereg ich rozpoczyna bilecik bez daty, w którym Mic- 
kiewicz nadmienia, ile go kosztowało przystać na rozstanie 
się z nią,*) a wnet potem słówku nastąpiło zawiadomie- 
nie, że mieszka teraz w mieście, aby być bliżćj dzieci.^) 
Ciągle zmiany mamek tak pogorszyły stan synka, że dokto- 
rowie sądzili, iż nie wyjdzie z choroby. Pisząc do żony, 
ojciec mneial ciągle zaręczać, że syn zdrów. W bileciku 
francuzkim z 28-go Grudnia 1638 r., Mickiewicz donosił, że 
zajęty ułożeniem programu przyszłych swych wykładów *). 
Witwicki 30-go Grudnia pisa! do Bohdana Zaleskiego: 
„Adama kilka razy namawiałem, żeby na parę dni mszył 
do Fontainebleau, jeszcze się nie decyduje, ale zapewne, że 
go w końcu namówię ; stanął teraz na me Sainl-lficolas 
d'Antin nr. 10 ; prócz mnie, Zana i Stypułowskiego nikt 
tego nie wie, bo Adam nie chce, radby sig biedak ukryć 
zupełnie przed całym Paryżem, co bardzo łatwo ppjąć. Ma 
się dosyć dobrze, jak można, tylko niezmiernie rozdrażniony, 
nocował u mnie trzy razy raz po raz i spał dosyć, onegdaj 
przed wyjściem z ostatniego noclegu przypomniał sobie, a ra- 
C2Ćj uroił jakąś do mnie wielką urazę i powiedzifd między 



■) BileciU te pierwsi wydawcy ogłosili, nie troszcząc się 
o dironologiczny porządek. Niektóre nie noazą iadnćj wekaiówki, 
imie OEcaczone są dniem ^Iko lub tei i mieiląceni. Jeden z tych 
bilecików, zBCsyiiAJący lię od eliSw: „EochAna moja Celino, staraj 
się, aby w twojej duszy..." {Koresponitattya t. I. str. 192) umie- 
sscioDy mylnie pośród listów t. 1838—1889 r.) 

*} Korespondtncya Adama Mickitmcta t. I, etr. 187, w. 11. 

•) Ibid. 

*) Ibid. Btr. 1^ 

' Żguft Adama UlMnrtaa. Tom n. S7 



- 418 — 

innemi, żo on z moją żoną inaczćjby i lepiej postąpił i t d. 
nicwiedzieć co, choO nic sobie nie mara do wyrzuceniŁ 
Zmartwiłem się, ale cóż robi*^, chciałbym o tem już lipo- 
miiieć, od dwócłi dni nie był u mnie, ja byłem, alem nie zi- 
stal." Micliiewicz nie długo gniewał się na Witwickiego za 
cierpkie napomnienia, dawane chori''j, ciągle oczekiwał wyzdro- 
wienia żony i przeniesienia sig do Lozanny. 

Ponuro roiipoczął rok lS3it, wobawie, czy kiedykolwiek roz- 
nieci gasnące ognisko domowe. W liście francuzkim pod ditf 
2 Stycznia 1^39 r.') przekłada żonie, że jój choroba jest wła- 
ściwie niepikojem; radzi jt5j, aby zajęła sig robótka, którały 
została pamiątkii t^o rozst.ania. Doktorowie Faleret i V 
przyrzekali prędkie wyzdrowienie : choroba przeciągnęła sig do 
Marca. 8-go Stycznia Adam pisał do Domeyki, że żons le- 
dwo teraz daje nadzieje wyzdrowienia, że dzieci w obcrdl 
domach i że ,.bardzo zestarzał w duszy. ^) Matka dopomiidł 
się wciąż o dzieci ; doktorowie chcieli rozerwać ją sz>'dan 
czytaniem , muzyką. Pani Celina poszła za ntdą mftt. 
W bileciku z wtorku '') Adam uwiadamia ją, że posyła )^ 
robótkę. Zona jego wiedziała, że słabości następujące ntii 
karmienia dziecka, powtarzają sig czasem po nowym połogu 
Mąż ją uspokajał na tym punkcie ; dodawał, że obmyśla, jak 
się nadal urządzić, żeby miała mało kłopotu i więcej 
body do życia umysłowego i moralnego ; nakoniec chwlil 
przysłane mu wiersze, zachęcając do dalsz^o pisania. Chwa- 
lił błędne wiersze tak samo jak pod datą, 10-go Styczim 
zaręczał jój, że i on i synek są zdrowi, ') chociaż saiii oie- 
domagał, a synek był między życiem a śmiercią, ale chdil 
jćj oszczędzić wszelkiego wzruszenia. 13-go Stycznia Stefioi 
Witwicki pLsal do Bohdana Zaleskiego: „Adam jest siato 
tako; lepii?j. Bogu dzięki, niżem się obawiał. Projekt Bfflj- 



') Kore^iondencya Adama Mirkienieia t. I. 

") Ibid. 9tr. )!I5. 

"j Ibid. Rtr. I!i2. 

*) Ibid. str. ISe. 



— 419 — 

«arski może jeszcze przyjdzie do skutku, z czegobym się 
bardzo dla niego cieszył; właśnie pisał do Lozanny i spo- 
<lziev&ć się, że to się ułoży. Tymczasem nikogo nie chce 
widzieć, nic teraz nie czyta, niczera Eig nie zajmuje, chyba 
że w szachy gra z Zanem, albo je sam sobie ustawia. Bywa 
także n dzieci, ^ony, od czasu jak tam jest, nie widział 
ani razn, bo nie wolno, miewia wiadomości przez doktora ; 
przed kilku dniami było gorzój, wczoraj mówił rai znów le- 
pićj, słowem zmiany nie ma, Adam wybiera się do was na pie- 
chotę z Zanem, ale był to raczćj projekt Zanika, który chci^ 
zrobić ten spacer. Widziałem sig na moment z Słowackim, 
ale zdaje mi sig, że nic bardzo sig zmienił i że w tg mał$ 
8ucb% strukturkę żaden jeszcze gość nie wstąpił." W na- 
stępnym liście pod datą 25 Stycznia dodawał: „Adam jest 
siako tako, był w tycłi dniach słaby na katar dość mocny, 
ona także nie źle, nawet teraz ma być całkiem dobrze, ale 
doktor każe czekać Marca, wtedy się dopiero ma pokazać, 
czy choroba istotnie odeszła. Szwajcarski interes zaczyna 
iść w zapomnienie, bo na napisanie programu nie może sig 
Adam zebrać:" 3-go Lutego Witwicki pisze: „O Adamie 
nie mam ci powiedzieć nic nowego; ona ma być wcale 
nieźle i pojutrze ma do nl^j pojechać doktor Krysiiiski ; 
będzie to pierwsza wizyta, jaką w tym domu odbierze ; mę- 
żowi nie chcą jeszcze pozwolić, ale pisują do siebie." 

Z tćj smętnćj korespondencyi dwa listy nie datowane 
zdają się przypadać na Luty. W pierwszym francuzkim ') 
Adam przypomina żonie, że dla dobra jćj rodziny Marya 
SsTmanowska długie odbywała podróże i że dużo matek 
ayje daleko od własnych dzieci w ich interesie. W drugim bile- 
dkn po polsku, Adam t^agając ją o cierpliwość, dodaje: „Ja 
wiem co to więzienie, siedziałem także w ciupie gorszćj nad 
Łwoję. Pamiętam, że mnie wtenczas więzienie uleczyło z po- 
czątków melancholii." *) Przyjechała była do Paryża pani 

■) Korespondenaja Adama Mickiewicza t. I. str. 18<.i. 
«) Ibid. 8tr. im. 



— 420 — 



Narlay, Irlaodka, wielka Mickiewiczów przyjaciółka. Adta 
zapytąję żonę, czy pragnie ją zobaczyć: sam nie mii^ ochoty 
widzieć kogokolwiek. ') Posyłał żonie „francuzkie błaz»- 
stwa." *) Była to powieść Pawła de Kock. Wyprawii^ąe 
jćj 15-go Lutego książkę polską, zabawną, dla rozrywki, ot- 
pominą ją : „Wszakże ilekroć mig zęby boli^, mimo c^ 
twe politowanie, trzeba było udać się do dentysty ; owtt 
udaliśmy sie do doktorów i od nicłi wszystko zależy."*) 

Ostatnie trzy listy są z Marca. Doktorowie oświłd- 
czyli, że pani Celina już powróciła zupełnie do zdrowii. 
Farę tygodni przetrzymali ją jeszcze dla większej pewno^', 
pod pozorem , że Marzec jest miesiącem Diebezpiecznm '> 
i że trzeba wybrać najstosowniejszą por^ do jćj wyjścia, t« 
bsrdzićj, że mowa była o rycbłem wybraniu się w podróŁ 
„Adam ma się dobrze, pisał 3-go Marca Witwicki do Ztle- 
ski^o; żona jego jest ciągle od kilka niedziel przy zuprin^ 
przytomności ; cały jednak jeszcze Marzec l>ędzie tam 
szkać u doktorów dla ostatnićj próby. Adam jeszcze n nUf 
nie bywa, tylko Krysiński i Wołowska. Za kilkanaście ia. 
jeśli tak zawsze będzie, ma widzieć się z mętem i dziećmi' 

Fani Celina zdała sobie łatwo sprawę z ogromnych ko- 
sztów, które choroba jćj pociągnęła za sobą. Adam, ciągle 
jt*] polecając cierpliwość, kazał j^ nie troszczyć się zbyt o ilj 
stan interesów : „Opatrzność nas nie opuści, wróćmy ^li» 
do zdrowia." '') A można o wszystkich tych bołesnych bile- 
cikach powiedzieć, że je pisał, „maczając pióro w serca."*) 

Datę powrotu pani Celiny do męża podaje nam Wit- 
wicki w liście do Zaleskiego z 23-go Marca : „Adam pnj- 
jeżdża do Fontainebleau : jutro odbiera jii2 żonę z domo, ft 



Korcspondencija Adan. 
Ibid. fltr. 191. 
Ibid. str. 19a 
Ibid. str. 101. 
Ibid. Btr. ISS. 
Ibid. str. 193. 



Micktemcta i. I. str. 192. 



— 421 — 

dwa dni zabawią jeszcze tutaj, a na wtorek lub środę do 
^'ontainebleau. Taki przynajmnićj projekt był wczoraj wie- 
■CKÓr, może tylko przeszkodzić temu Władzio, bo podobno za- 
czął trochg chorować. Szkodaby bardzo, bo byłoby dosko- 
nale u was, tam mógłby napisać program i dobić wnet szwaj- 
carski^o interesu." Rozproszoną rodzing znów zebrawszy 
-w mieszkaniu swojem przy ulicy Val-de-Grace Mickiewicz 
nie zdecydował aig do wyjazdu na wieś. „Moja najukochań- 
-sza Heleno, pisała pani Celina do Malewskićj 3~go Kwietnia 
' 1839 r., byłam cig2ko chora, ale się już mam dobrze ; bądź 
więc spokojna o mnie i wierzaj mi, 2e się mam tak dobrze, 
Jak przed słabością; już się skończyło, więc nie myślmy już 
-o tem. Fani But[eniew] była a mnie. Widzi^a tylko Adama, 
gdy ja byłam w Maison de Sante. Od tygodnia już wróciłam, 
Alem się dowiedziała, że ju2 wyjechała, cz^o bardzo żgJujg. 
Władzia odsądziłam w wielki piątek, ma już dziewięć mie- 
Fięcy, ząbków jednak nie widać, ale zdrów, Marynia także. 
Adam was zawsze pozdrawia. Bądźcie zdrowi i szczęśliwi." 
Po tak okrutnych przejściach Mickiewicz nie mógł za- 
raz pospies'yć do Szwajcaryi. Trzeba idu było postarać się 
o Eummg niezbędną do tćj podróży. Ale, uradowany wy- 
zdrowieniem i żony i synka, pełen był ufuośd, że da sobie 
łatwo radę w Szwajcaryi. Wszyscy mu życzliwi, którzy od 
tylu tygodni szanując jego smutek, nie śmieli mu się naprzy- 
krzać, garnęli się do niego. Tę porę wybr^ Słowacki, aby 
znów zaczepić Mickiewicza i poetów, uznających wyższość 
Adama, chociaż mu nie o tych ostatnich chodziło, wielkość 
Adama dławiła go zawiścią. Anonim , podpisujący Z. K. 
skrjtykował był Juliusza Słowackiego w gazecie Mtoda Pol- 
ska- z którą Mickiewicz nie chciał mieć najmniejszej stycz- 
ności. Zastanawiając się nad poezyami Stowacki^o, krytyk 
Dadmieniał, że jego tomiki mało się rozchodzą, co ubodło 
miłość własną autora. W odpowiedzi swojćj z końca Marca 
1839 r. Juliusz Słowacki zaliczał do przyczyn niepowodzenia 
swojego „trochę wyrachowani obojętności ze strony tych po- 
-etów naszych, którzy dość mają lekko zrobionćj ^awy, 



— 432 — 

ten potwierdzony zostf^, Mickiewicz odnawiał dawne i zawią- 
zywał nowe Btosnoki z wybitniejszemi osobistościami Lozanny, 
obiecując sobie lżejszą pracę w spokojnćj mieścinie i z wspa- 
niałym krajobrazem przed oczyma. Okna z jego stancyi 
wychodziły na jezioro Leman i na Alpy, tylko żałował, że 
do jeziora daleko i wolał litewskie krajobrazy „na których 
zaraz nio2na położyć się i przespać, niż te dalekie blichtry, 
co oczy trudzą jak camera obscura."' ') 

Pani Celina odebrała 11-go Sierpnia fortepian i rzeczy, 
o czem Stypnłkowskiego zawiadomiła dopiero 6-go Wrze- 
śnia: „Czuję się winną względem ciebie, żem od tak dawna 
nie odpisE^a, jednak zaręczam ci, że to nie było przez le- 
nistwo. Adam jeat głównym tego powodem, gdyż chciał 
do ciebie pisać i kazał mi czekać na siebie, nareszcie już 
mi się sprzykrzyło, to niech sobie późnićj napisze. Przez 
Akademią został jednomyślnie przyjętym, teraz trzeba tylko 
potwierdzenia Rady Stanu." Stypułkowski, który dotyczczas 
był, według świadectwa Januszkiewicza „zjednoczonym, scen- 
tralizowanym, należącym zapewne do kilku gmin i ogółów* *) 
uwiadamiał Adama o zmiauie zaszłćj w jego zapatrywaniacti, 
jak mają najwłaściwiej zachowywać się w emigracyi: „Adam^ 
odpowiada mu pani Celina, bardzo był rad z tw^o listu 
i ja także ; dobrze, źe się twój umysł zacznie trudzić rze- 
czami bardzićj potrzebnemi i które przynoszą więcćj korzyści 
niż polityka emigrancka, która do niczego nie doprowadzi, 
a często kosztuje wiele trudu i zamieszek z rodakami. Za 
parę dni, pojedziemy z dziećmi do Genewy na dni kilka." 
Chociaż waśnie tułaczów strasznie Mickiewiczowi dokuczyły, 
przykrzyło mu się, że nic do niego nie dolatywiUo o ich 
kłótniach i drukach. „Pisz do mnie, dodawała pani Celina 
Stypułkowskiemu ; mógłbyś nazbierać emigranckich nowin, 
które tu nas zupełnie nie dochodzą. Pozdrawiam cię ser- 
decznie za siebie, Adama i dzieci. Marynia jak tylko ze- 



') KorespoHdena/a Adama MUkienńeza t, L itr. I 

■f Ibid. t. IV. 8tr. 161. 



— 423 — 

z powodu ustępu wymierzonego iia Mickiewicza, taką odpra- 
wę: „P. J. Słowacki zdaje się mieć jakieś powody goryczy 
■ względem ludzi, których my uważamy za prawych naczelni- 
ków polskiego intellektuatizmu, których sławę mamy nie za 
iekko, ale za łatwo zrobioną, bo zdobycze gieniuszu, są tak 
Daturalnego pozoru, że nie zdają sig kosztować ni usiłowań, 
ni trudu. Otóż nie chcielibyśmy, żeby czy to publiczność ko- 
chająca imiona tych ludzi, czy to oni sami sądzili, iż umie- 
szczając list p. Słowackiego, bierzemy na się wspóluictwo 
o narodowśj ich sławie cierpko i lekko wyrzeczonego sądu.'") 

Słowacki już o głos uie prosił. Emigracya cała była za- 
jęta sprawą Konarskiego. Wyrok wydany 18-go Kwietnia 
3830 r. V. s. na Szymona Konarskiego i jego spóluików do- 
tykał wielu przyjaciół Adama. „Słychać, pisał Mickiewicz 
do Domeyki, że daleko więcćj ludzi wpadło w szpony mo- 
skiewskie, niż w czasie rewolucyi. Z naszych znajomych, 
Uonierowie młodzi i Kozakiewicz wysiani na Sybir, Dziwne 
przeznaczenie naszej generacyi : Kozakiewicz tylekroć wybrnął 
a na koniec musiał się spotkać z Sybirem." ^ 

Nadzieja dziejowego odwetu pokrzepiała Adama wśród 
wieści krwawych, dolatujących z Litwy, a nie mógł nacieszyć 
się z odzyskania doniowego spokoju. „Widziałem się z Mic- 
kiewiczową, pisał 26-go Kwietnia ]83f) r. Stefan Grotkowski 
do brata swego Ferdynanda w Strasburgu, która już zupełnie 
zdrowa. On sam w najlepszym humorze. Wybierają się do 
Szwaj caryi." 

Przygotowania do podróży zabrały nieco czasu. W osta- 
tnich tygodniacb pobytu w Paryżu, Mickiewicz czynnie zaj- 
mował sig przeprowadzeniem perlraktacyi z Edwardem Ra- 
czyóskim o wydanie poezyi Bohdana Zaleskiego. W Maju 
dopiero podał proźbę o pasport i wybierał się z pożegnaniem 
do Bohdana, któi7 osiadł był w Fontainebleau. „Przybędę, 



>) Dodatek do Nr. 'J-go z d. 3-go Macca 183!) r. dziennika: 
Mło<ła Polska str. 31— łj. 

*) Korespoudencya Adama Mkkicific:a t. 1. atr. 200. 



XHi^1h9 ^Hi 


— 424 — 



pist^ do ni^o S-go Maja, statkiem parowjm. Goszcsyćski 
t^ż pono jedzie ze mną. Biorę tćż z sobą Mazura Miero- 
slawski^o, który bardzo chce ciebie poznać. Ja mim do 
niego ^boćĆ. . . M7 już pokwaśnieli, ten Masor nam 9{ 
przyda, bo jest okrutny gawęda. Tylko boję się, iebyi na 
ni^o nie krzywił się. Jeżeli nie cbcesz piżed nim czyUi, j 
to go wyprosisz won, już to Eobie z góry zamówiłem. Ho> 
2eby nic źle i jemu co przeczytać, ażeby na Mazura łcbnąć 
lepszym wiatrem poetyckim, inaczćj zepsieje do reszty." *) 

Projekt wycieczki do Fontainebleau spełz na niczem, 
„Adam, pisał Witwicki do Zaleskiego 11-go Maja, miał do 
ciebie jechać wczoraj, już to było pewne, ale deszcz i zmiaoi 
czasu projekt zabiły. Ja wolę, że został u żony, bo mówiąc 
pod sekretem wielkim, zdrowie jćj nie jest jeszcze ze wszy- 
stkiem zabezpieczające i lepićj, że się ani na parę dii 
z sob% nie rozstaną." 

Domeyko poruczył był na wyjezdnem Adamowi wrdt- 
nie trzech map Polski, jedne lasów, drugą rzek, a irttnĄ 
geologiczną, przez niego wykonanych. Mickiewicz nie zm- 
lazłszy czasu dopilnować tego interesu, rzecz zdał na Lu- 
dwika Plfttera. 

W Maju wyszły nowe przekłady francuzkie poeiri 
Adama. Pani Karolina Pawłów, z domu Jienisch, *) prze- 
tłumaczyła Farysa i pieśń Wąjdeloty, a Boyer-Nioche *) 



') ^oresponiietwya Adama Mickiewicza t. I. str- 19!(. 

*) Ogłoszeniem tlumac/eń pani Pawłów, które noszą jako ^• 
tul: Lis Preliii/es, zajiił się Aleksander Turgieniew; tom ten podmr 
jeat w numerze 4-go Maja 183!) r. BibUographle lU la Frmue. Z nu- 
meru 11^0 Maja tegoł samego pisma widać, że przekład przez pł- 
ni)| Pawlow wierszem dokonany Jnlianny ifArc Schillera drtik opt- 
ścit prawie jednocześnie. 

') numaczenie Sonetów iiyszlo w dziele: la Pologne lillirtin, 
traductiona et imitations en vers de Krasicki, Niemcewicz, BrodtiD- 
ski, Mickiewicz, pi6c6d6ci d'ua pn-cis historiqae de Is littiiratiut 
polonaisc ancienne et modernę. Tom ten podany w Nr. 11-go Miji 
1339 r. Biblioyra/i/iie de la France. „Autor, pisał daiennikl: Miai* 



— 425 — 

«onety. Dziennik : !^hda Polska zbyt pochlebnie powiedział 
-o tym ostatnim przekładzie, że „Sonety Mickiewicza, straciły 
sw% formę, nie moc oryginału." *) Boyer-Nioche poetą nie 
był, ale pani Pawłów nawet w obcym sobie języku okazała 
DiepospoUty talent i słusznie p. Ludwik de Rondiaud powie- 
dzie : „Bgdzie to dla czytelników francnzkicb prawdziwe 
szczęście, czytać w eleganckiem, wiemem i dźwięcznem tłuma- 
czeniu wierszem fragmenta wielkiego poety Adama Mickie- 
wicza : nrywki z jego dzi^, przełożone w prozie mnićj wię- 
cćj bezbarwnej, nawpół nam tylko odsłoniły gicniusz ten ^%- 
boko poetyczny,"*) Przekłady te wzbudzały w publiczności 
zagranicznej chęć poznania jego utworów i ułatwi^ mu 
trochę odzyskanie katedry w Lozannie. Zachęcony dozna- 
nem w Szwajcaryi przyjęciem, wyjeżdżał pełen otuchy. I-go 
Czerwca pisał do Domeyki, że z żoną i z dwojgiem dzieci 
puści się za tydzień do Szwajcar}'!, miejsce, które mu 
wprzódy ofiarowano odszukać. *) Opuścił Paryż 11-go Czer- 
wca. „Moja droga i kochana Heleno, pisała pani Celina do 
Malewskićj 10-go Czerwca, jutro wyjeżdżamy do Genewy, 
zk%d się udajemy na mieszkanie do Lozanny. Adam ma 
tam zapewnione miejsce professora literatury łacińskićj. My 
zupełnie zdrowi i dzieci takie. Teraz trudno nam będzie 



Polska w dodatku do Nr. VAffi z d. 10-go Maja 1S39 r., Diuiejs^rcm 
'dziełem nyptaca dtug osobisty naezgj ojczyźnie. P. lioyer-Nioche, 
jeniec wojeiiDy po kampanii 1812 r., zostawał lat kilka w A\'ilDia 
i tam znalazł oaaz obyczaj narodowy, gościnność spieszącą na spo- 
tkanie nieszczęścia. Wdzięczność p. Boyer-Nioche przjijęta delika- 
tny, pochlebny dla Polski wyraz. Kozbit cesarskif-j armii, usiadłszy 
przy naszem ognisku, pokochał nasz język, a dziś choć już 'dwadzie- 
^ia lat z górą ubiegło jak wrócił do Francyi i do wiejski^ zagrody, 
jeszcze wspomnienia owych czasów tyle go budzą, że uto używa 
pięknego talentu na przebranie w strój frsncuzki utworów pol^kićj 
aztuki." 

■) Nr. 13 10-go iUaja 1839 r. 

') W przedmowie do dzieła: len Prfiwh-s, 

*) KorespondeHCija Adama MiekUnicza L I. str. 201. 



— 436 — 

samemu Bogu. Według pani Sand, Mickiewicz tworzył 
obrazy, którycfaby nie wykonali ani Goethe, ani Byron, uli 
Dante: „Od lez, pisf^a pani Sand, i narzekań proroków Sy> 
onu, 2aden głos nie podniósł sig z podobną siłą dla opiewa- 
nia tak wielkiego przedmiotu, jak upadek narodu. Wśród 
tego konania, djabli śmieją sig i tryumfują, aniołowie modlą 
sig i szlocbają, Bóg milczy. Wtem poeta wydaje jęk roz- 
paczy i wściekłości, skupia wszystkie potęgi serca i gieniu- 
szu, aby wymódz na Bogu ułaskawienie konającój ludzkości." 

Mickiewicz, nadmieniając 8-go Grudnia Zaleskiemu o tym 
artykule, dodawał: „Zgadnitsz, jak nasi dziwią się, widząc 
mig tak wysoko posadzonego. Cieszg się tylko, 2e Sand 
atakuje mój katolicyzm." ^) Faui Sand rzeczywiście wyrażała 
ial, że Polska jeszcze nie przeszła, jak Fraacya, z filozofii 
chrześciaóskićj do wyższćj filozofii. Jakaż mi^a być ta filo- 
zofia wyższa od Ewangelii? Doktryny społeczne, którj-m 
hołdowała pani Sand, pochodzące z litości nad dolą warstw 
niższych i uciśnionych, zasługiwały, aby Mickiewicz wspomniał 
o nich w późniejszych swoich prelekcyach , ale dziś one }ut 
przebrzmiały i ślad ich jedyny pozost^ w dziejach socyologii. 
Jeżeli pani Sand marzycieli szukających po omacku szczęścia 
ludzkości brała za jasnowidzących, to hołd oddany przez nią 
gieniuszowi Mickiewicza zwrócił na niego uwagę Francyt 
myślącćj i sławę jogo rozniósł daleko po świecie. 

W życiu Mickiewicza rok 1839 był dla poezyi zupeł- 
nie stracony. Napisał wprawdzie Adam w Sierpniu i w Wrze- 
śniu ^kilkadziesiąt wierszy w celu zrobienia pierwszćj części 
Dziadom. Chłopiec tuła się migdzy mogiłami, chórem nad 
nim nocą i piołuny siwe i lebioda i ślimaki" % ale nawał 
prozaicznych zajgć zbyt odrywał Adama od poezyi, aby po- 
zwolić natchnieniu rozwinąć się swobodnie. Mfjo mi^ iH 
czasu do poświęcenia towarzyskiemu życiu. Z przyjaciół 



') Korespondencja Adama Mickiemcza t. I. bŁi. 207. 
*) Ibid. t. I. atr. 210. 



— 427 — 

niomiu bgdzie mi brakować, sicdm lat prze^lićmy tak 
sobą, że prawie nie było nigdy dnia, żebyśmy się nie wi- 
ieli, a często dwa razy. Boska wola! Może za tę pocic- 
ie straconą da mi inną jaką nową." 

Mickiewicz t6ż nie bez żalu opuszczał przyjaciół, klu- 
y w ciężkich kolejach tulaczego życia dali mu tyle dowo- 
iw przywiązania. Chociaż często narzekał na Polonią Nad- 
kwańskij, zapewne, że oddalając się od niój i od tfj mati?j 
itwy, którą mu tworzyli w Paryżu koledzy uniwersyteccy, 
estcbnął nad swem przeznaczeniem tułaczem. Podtrzymy- 
ało go przekonanie, że nad Lemanem Iżij mu będzie utrzy- 
lać rodzing i dziatwę wychować, niż w Paryżu. 



XII. 

Przeiiedlenie sic do Szwajctryi. Pobyt w Lozannie. Wykktf 
literatury łacińskiej. Mickiewicz powołany do Paryis. 

Xo«e -starania o katedrę łaciiUldi^j literatui^-. Praychrlność wlidi 
kantonu n-odejskiega i nuAnowanie Mickiewicza professorem nad- 
zwyczajiiym. Pani ^and o Mickiewicza. Przyjaciele wtoscj i siv%- 
caracy. Znajomość z JiiodiiUami. Projekt kat«di7 siowiAÓski^ 
n' Paryżu. Życzliwość ukazana Mickiewiczowi w Lozaniiie. Wpro- 
wadzenie go na katedrę jako profesaora swyczajnego. Rozprawy 
o katedrze slowiBÓskii'] tv Izbic dep litowany cli i raport przedat*'' 
wiony Izbie Paruw. (Idwiedziny /.nleakich. Wycieczki w [rtlij. 
Clioroba syna i żony. Nadanie tytułu pTOfessoT& honomw^o. 
Poifgiiania w i»z3nnie. IJcena w}'ktaddw łacińskich. Powrót do 
ł'aryla. 



Podróż, którą Mickiewicz uważał całe życie za wypo* 
czynok, odbywała się tą rażą dyliżansem. Powolność jaz^ 
wynagradzały częste przystanki w ciekawych i malowniczy^ 
miejscowościach. Ładna pogoda uprzyjemniała jeszcze bar- 
dziej drogę- P" tyli frasunkach, poeta potrzebowrf zmiany, 
Iżój oddychał po za Paryżem : lasy, rzeki i góry snujące sg 
przcil jego oczyma, orzeźwiały go. Pani Celina nie 1^ 
bez obawy o synka, ledwo dźwigającego się z cigłkićj dift* 
roby i rzeczywiście nie zniósł kilkudniowćj fatygi równie 
dobrze, jak siostrzyczka. Adam stanął w Lozannie 17-go 
Czerwca 1839 r. 



— 429 — 

„Donoszę ci, mój kochany Łucyanie, pisała 18>go Czer- 
wca pani Celina do Stypułkowskiego, te&my tu szczęśliwie 
i zdrowo przybyli wczoraj o giódmćj wieczór, a co wigksza, 
że nie miałam ani części tego kłopotu, com się spodziewała 
z dziećmi." Nie jechano jednym ciągiem: „Zatrzymaliśmy 
się, czytamy dalćj, dwa dni w Dijonie, gdyż miejsc nie było 
można dostać, potem dzień w Besansonie, a ztamtąd tutaj." 
Mickiewicz więcćj liczył przyjaciół w Genewie, niż w Lozan- 
nie. Wypadło znów zażądać ich poparcia. „Do Genewy, 
mówi pani Celina, może pojedziemy na dni kilka, ale do- 
piero jak się zupełnie urządzimy. Władzio znów trochę 
słaby, jak dawnii^j ; jednakże dość wes<^ i rzeżwy. Marynia 
trzpiotka, jak zazwyczaj, kazała ciebie uściskać. O intere- 
sach nic ci jeszcze nie mogę napisać, gdyż Adam jeszcze 
nikogo nie widział," Stypułkowakiemu powierzone było wy- 
prawienie pak Adama. „2 rzeczami na roulage, pisała pani 
Celina, wstrzymaj się, mój dobry Łucyanie, aż nie otrzy- 
masz drugiego listu. Będziemy szukać mieszkania sn garni, 
a dopiero późnićj pomyślimy o kupieniu mebli. Służącej 
jeszcze nie mam, ale najęłam dziewczynę do pilnowania 
dzieci. Podróż mieliśmy bardzo przyjemną, nie było bardzo 
gorąco, i zacząwszy od Dijonu, śliczny kraj i piękne wi- 
doki." Córeczka Adama wzdychała za ogrodem Luxembur- 
Bkim, zwyczajnem miejscem jej zabaw, i za domem, o czem 
matka nadmieniała Stypnłkowskiemu : „Marynia przez całą 
drogę wybierała się do Luxemburga na dót i chciała iść do 
domu, wspominała nieraz wujaszka, a my daleko więcćj od 
niej cię wspominamy i tęsknimy za tobą. Mam tćż nadzieję, 
te ta nas odwiedzisz, jak ci czas pozwoh, i ta myśl bardzo 
mię raduje. Adam kazał cię serdecznie pozdrowić." W liście 
do Malewskiej pod datą 93-go Czerwca, pani Celina doda- 
wała, że chociaż okolice czarujące, żal jćj Paryża dla do- 
brych znajomych, których tam zostawiła, a mianowicie c&ly 
dom zacnych Fr&nciszkowstwa Wołowskich, którzy „byli 
DieskoAczenie przychylni i dla których mamy wiele wdzię- 
czności." 



— 440 — 

dozwoliła mu zatrzymać się nad uroczemi brzegami TjemanOf 
gn^a go bezustannie, dla nićj wyrzeld się te^o, za czem 
reszta ludzi wzdycha, ciskał kwiaty na bok, krwawiąc Bobie 
stopy po ciernistej drodze. 

Ledwie Mickiewicz zdobył sobie w Lozannie nąjpoią- 
dańsze stanowisko, gdy powstał projekt założenia w Paryżu 
katedry literatur słowiańskich i powierzenia jćj Adamowi. 
Poeta pisaJ 8-go Listopada 1839 r. do Domeyki; „Są nie- 
jakie nadzieje, że może dostanę miejsce w Paryżu," ') Ge- 
neza tego projektu była następna. Aleksandryna Wołowska, 
kuzynka pani Celiny, wyszła za mąż za p. Leoua Faucher, 
który został w 1839 roku redaktorem naczelnym dziennika : 
Le Courrier Francais. Faucher cieszył się szczególnemi wzglę- 
dami Thiersa i Cousina, którzy byli w trakcie dostania się 
do władzy. Zanim jeszcze Cousin otrzymał tekę ministra 
oświecenia publicznego, Faucher w przewidzeniu, że ten osta- 
tni niechybnie wejdzie w skład przyszłego gabinetu, napom- 
knął mu o Mickiewiczu i przekonał go, że trzeba założyć 
w Paryżu katedrę literatury słowiaiiskićj.*) 

Mickiewicz nie miał prawa wahać się pomiędzy baka- 
łarzenicm studentom szwajcarskim, a stanowiskiem, dającem 
mu możność odzywania się z mównicy, którćj rozgłos jest 
europejski. Kończył więc rok 1839 zadowolniony z po- 
wszechnie okazywanćj mu przez Szwajcarów przychylności 
i pełen nadziei, że wkrótce przemieni wodqskie professorstwo 
na katedrę paryzką i że prawić będzie już nie o staroży- 
tnościach, ale o najżywotniejszy cii zadaniach wieku. Ma pa- 
miątkę pobytu nad Lemanem zamierzał ogłosić wykłady 
swoje. „Od Adama, pisc^ Witwicki do Zaleskiego 18-go 
Stycznia, miałem list także. W liście do ranie jest dobrego hu- 
moru i już drugi raz mię zapewnia, że z czasem wyda pewnie 
kurs swój. Stoją teraz w jednym domu z familią Jundziłłów; 
pisze mi Adam, że Marysia przesiaduje u Jundziłłów po ca- 

') Koresi>oileiicija Adama Mickiewicza t. I. str. 207. 
«) Ibid. t. IV. Btr. ISit. 



— 431 — 

■chylnych sobie ') ; musiał się wprawdzie powtórnie podawać 
■do- kandydatury, ale była to czcza formalność, zwolniono 
go nawet od egzaminu. Mickiewicz odebrał od członka Rady 
Stanu zaproszenie na obiad. Po obiedzie wszczęła sig roz- 
prawa o literaturze lacińskićj. Adam żywy w nićj wziął udział. 
Zamknął j% gospodarz mówiąc mu: „Egzamen paliski świe- 
tnie sif udał," — „Jaki egzamen ?' — „Goście moi są pro- 
fessorowie uniwersytetu i doskonale pan odpowiedział na 
zadane mu pytania i wyrok ich wypad! pomyślnie dla pana." 
Mickiewicz wyznawał, że gdyby z góry byl wiedział o co 
szło, byłby czuł zakłopotanie, którego mu ten delikatny spo- 
sób postępowania oszczędził. ^) Nie stanowiło to w rzeczy 
sam^j egzaminu, profcssorowie użyli raczój tego wykrętu, 
aby mu dać poznać, źe się bez egzaminu obejdą. 

Niepewność Mickiewicza nie dlngo zresztą trwać miała. 
Świeżo obrani przewódzcy kantonu okazali mu nie mnićj 
dobrą wolę jak ich poprzednicy. Wypadało tylko przepro- 
'wadzić niezbędne porozumienie między kilkoma władzami, 
od których rzecz zależała. Pierwsza odezwała sig Akademia, 
która, gdy przyszło do ułożenia porządku wykładów nad- 
chodzi^cego roku szkolnego, przełożyła 31-go Lipca 183!) r. 
Badzie Stanu, że co do katedry literatury łacińskićj, „po- 
nieważ Mickiewicz osiadł w Lozannie, najstosowniejszem się 
jij wj'daje uchwałę powziętą względem niego uważać za 
ważną na rok bieżący i zażądać od niego tak wykładów hi- 
etoryi literatury łacińskićj, jak tłumaczenia autorów przez 
trzy lub cztery godziny na tydzień." *) Rada Stanu, zasto- 
sowi^ąc się do zdania Akademii, wypracowała 24-go Wrze- 
śnia program przyszłych lekcyi nowego professora. •) Adnin 
uwiadomiony o tych postanowieniach, doniósł 11-go Sierpnia 
Laskowiczowi, że go Akademia wybrała. ") Zanim wjbór 

') Korespondtncya Adamit MickieKteza t<im I. Mt.^fSl. 

*) Z opowiadania ArlaiiiB Aleksandrowi Bicrgielowi. 

•> Dwlatek pod numerem XXVII. 

•) Ibid. 

•J Korespowteneya Adama Mickiewicza t. I, rtr. a)l. 



— 442 — 

Inda rzymskiego, dar wymowy w obcym języka i nAtchiiienie 
poetyczDe. Professor zjcdn^ sobie młodzież ; liczba dnclu- 
czy wzrastała. ^) W roalem mieście jak Lozamia, opinia 
Akademii o Adamie nie mogła zostać długo tajemnica i pani 
Celina, prosząc I&-go Lutego StypiJkowskiego o wypłatę- 
rachunku księgarskiego u Januszkiewicza, donosiła, że mąż 
jćj wkrótce ma być mianowany professorem zwyczaJDym, 2e 
mu praca dość służy i że pomału przywyka „do swego ja- 
rzma." Znalazła była za tą samą cenę mieszkanie daleko 
Ippsze, z dużym ogrodem, „co mi jest, mówiła pani Celina, 
bardzo dogodnem dla dzieci.** Dyrektor zaś kollegium kan- 
tonu zd^ 26-go Lutego 1S40 r. rektorowi Akademii o wy- 
kładach Mickiewicza w Gimnazyam raport, w którym podzi- 
wiał oryginalność poglądów professora i stanowczo oświadczał 
się za jego wyborem. *) Natychmiast Akademia postanowiła 
jednogłośnie polecić Radzie stanu mianowanie Mickiewicza 
professorem zwyczajnym literatury łactńskićj, *) a S7-go Lu- 
tego rektor Monnard to samo zdanie wyrażając Badzie 
oświecenia publicznego, wychwali u Mickiewicza nie tylka 
budzenie zapału młodzieży, ale gruntowną naukg i czyste 
przytaczanie z pamięci długich ustępów z autorów łaciń- 
skich. *) Rada oświecenia publicznego, podzielając najzu- 
pełnićj powyższe ocenienie, uczyniła 6-go Marca uwagę, że 
prawo wymagało, aby zamianowanie Mickiewicza jako pro- 
fessora zwyczajnego nastąpiło nie wcześniój, jak 20-go Czer- 
wca, to jest nie podczas jego wykładów, lecz po zamknięciu 
roku szkolnego. ^) 

Gdy się tak wszystko dobrze składi^o, gdy zadowole- 
nie młodzieży, rodziców i *ładz uniwersyteckich wynagra- 
dzało Mickiewiczowi trudy lekcyi nucących często aż do wy- 



■) Dod&tek: pod numerem XXXIV. 

'J Ibid. pod numerem XXXV. 

•) Ibid. pod numerem XXXVr. 

*| Ibid. pod numerem XXXVII. 

>) Ibid. pod numerem XXXVIir. 



— 433 — 

ije zabawkę, to j^j przychodzisz na mjśl, a ja często, 
dy mam kłopoty domowe, a nie ma komu mi pomódz. 
dzisz jak to na tym świecie zawsze jesteśmy interesowani, 
Inak gdybyśmy cię mogli tu uściskać, tobym si§ i tego 
rzekła." 

Mickiewiczowi przyznano tylko tytuł professora nadzwy- 
jnego. Otwierając mu pole, na którem mógł dać się oce- 
, nie brano względem niego 2adnych zobowiązań. Wy- 
(lami i konkursem musiał zdobyć sobie stanowisko profes- 
a zwyczajnego. Rozpatrzywszy się w programie udjaelo- 
n mu przez Radę Stanu, zobowiązującym go do wykładów 

Akademii i w Gimnazyum, Adam przystał 6-go Paidzier- 
a na podane mu warunki, z wyjątkiem liczby godzio; 
isił, aby mu więcćj zostawiono chwil wolnych dla pozna- 

słuchaczów w pierwszym roku i dla przysposobienia się 

konkursu na professora zwyczajnego.') 

Dziennik : U JVouve//isle Yaudois podał 15^0 Paźdśer- 
a wiadomość, że „poeta polski Mickiewicz mianowany zo> 
t na rok professorem literatury łacińskiej w Akademii 
ińskii^J." ') Tegoż samego dnia, Rada oświecenia publi- 
ego, zgadzając się na żądania Mickiewicza, tak określiła 
Izie stanu przyszłe jego czynności: miał on wykładać 
)■ czy cztery godziny na tydzień w Akademii historyą lite- 
ary łacińskićj i Uumaczyć autorów, a w gimnazyum cztery 
ziny na tydzień historyą literatury starożytnej i tłuma- 
ć autorów. Gdyby dawał lekcye w obydwóch zakładach, 
la przyznawała mu 1000 &anków wynagrodzenia na pół 
u; w razie wykładu jedynie w Akademii, otrzynudby 1300 
ików rocznie, lecz 700 franków, gdyby lekcye trwały tylko 
10 półrocze ; w razie nareszcie całorocznego wykłada 

Akademii i w Gimnazyum, płaconoby mu 1800 &anków. 
la oświecenia publicznego, ,przycliyl^ąc się do jego pro- 
, redukowała liczbę godzin do sześciu na tydzień: cztery 

■) KorespottdeJicya Adama Mickiewicia t. II. Btr. 190. 
•) Dodatek pod numerem XXVni. 

^ywel Adaina Mickimii^. Tom U, 28 




— 434 — 



godziny w Gimnazyum, dwie godziny w AkaderaiL') Preiis 
Rady Stanu zgodził się 16-go Października na wniosek BtdT 
Oświecenia. ") Chociaż sprawa tak pomyślny obrót ve)^ 
Mickiewicz nie byl bez pewnych obaw, mógt jeszcze hyi wy- 
pędzony, „albo przez ambassadę rossyjską, albo przez reiro- 
lucyą,^ i pisał do Witwickiego, te ambassada moskiewski 
mieszała się podobno do tego intereao.*) Jeżeli poseł rossjj- 
ski starał się rzeczywiście mu zaszkodzić, to nic nie wskó- 
rał. Do nowćj rewolucyi w Lozannie nie przyszło i Mickit 
wicz 12-go I^istopada rozpoczął wykłady swoje. WitwicK 
donosił Zaleskiemu, że miał list od Adama „nazajutrz po 
pierwszej lekcyi, z której, widać, zupełnie jest kontent, a soi- 
sem poszedł, przyniósł napisane, a jak zobaczył pnblicznotó. 
zapalił się i zamiast czytaC, zaczął gadać i gad^ c^ 
lekcyą." 

Jeżeli ta pierwsza publiczna lekcya powiodła się, to 
nabawiła go niemałego strachu. „Mickiewicz, opowiada 
J. 01ivier, mówił mi w dzień pierwszśj lekcyi w Lozamue: 
— Zdaje mi się, że idę na rusztowanie. — Ale jak raz wstą- 
pił na katedrę, nic z tego w nim nie przebrało. Był bi' 
opeń, który ledwo rozpalony płonął i błyszczał sam z sieliiF, 
buchał, grzmiał czasem, ale nie zatrzymywał się nigdy.'*) 
Młodzież po tćj lekcyi data mu serenadę.*) „Pracę mut 
wielką, pisał Adiiiii do Bohdana Zaleskiego 2-go Łistopidi. 
dni całe nie wstaję od stołu, a często do pierwszćj w dkj 
rozbieram jaki trudny metr łaciński. O siódmćj ron£zę brr 
na nogach w dni lekcyi. ^rę tedy łacinę i plpję frIlIlCH^ 
szczyzną. Nie prędko będę mógł spotkać się z tobą u 



>l DoiUtok pod numerem XXIX. 

'I Ibiil pod numerem XXX. 

') £ores/ioiiiliiu!/a Mima Mickiemcza t. L, sto. 207. 

*) Ibid. 

*) SaiiiU--lkuKf n Lauaaiiiii- vi ilan» sa /twuste, dHaiU hiafi 
phi'/iii!f, iii-^ilils tUhtiiillibjHe UHhvrselk el Revue Suitse, Genewa 1S7'' r, 

'V AmesjiOHiloicya Ailama Atickiemcza t. L str. S07. 



— 435 — 

Jiię." ') Często żywo mu stawały w pamięci uniwersytec- 
e wileńskie czasy, ale chwile jego całkiem pochłaniało 
zygotowywanie lekcyi." 

Podczas gdy Mickiewicz tak sig mozolił baliałarząc 

Lozannie, pani Sand ogłoszą w Revue des Beux-Monćes 
akomite studyum o trzecićj części Dziadom. *) W rozma- 
ch z Uickiewiczem odgadła j^o gieniu^z, oceniła wartość 
;o dramatów francuzkich, uderzyłu ją uwielbienie dla niego 
iłaków, których widywała, ale prawdziwie poznała go z tłu- 
łczenia Burgaud des Marets, jak świat literacki cudzoziem- 
i poznał go ze studyum pani Sand. Może t^ objaśnienia 
bopina ułatwiły ji^j pojęcie górności poety polskl^o. Z szczę- 
ścia i z odwagą wypowiedzenia przekonań swoich, które ją 

rzadkim stopniu cechowały, wyprzedziła sąd nietylko kry- 
ki zagranicznej, z wyjątkiem paru recenzentów niemieckich, 
e nawet i krytyki polskićj. Porównywając siłg natchnienia 
oethego, Byrona i Mickiewicza, temu ostatniemu przyznaje 
erwazeństwo. Nie zaciekała się w źródłach, w analizie 
tztałtów zewnętrznych i w wyświecaniu drobnych okolicz- 
>ści, towarzyszących tworzeniu arcydzieł. A chociaż rozmi- 
wana była w szlachetnych, lecz mglistych teoryach Piotra 
?rou8, wieizyła w doniosłość tilozohcznycb rozumowań La- 
eDnais'go, a gorszyła się nieco wiarą Mickiewicza, opłaku- 
c jego katolicyzm, nikt jednak może wznioślćj i dobitniej 
e wykazał tak pokrewieństwa duchowego Mickiewicza z naj- 
yższymi przedstawicielami poezyi nowoczesnćj, jak niezró- 
oanćj wyższości jego lotu. Przekładała Konrada Mickiewi- 
!a nad Fausta i nad Manfreda, ponieważ Fanst zaspakaja 
j chłodnym panteizmem, a Manfred, wyobrażając sobie, że 
aierć jest koniecznym warunkiem objawienia Boga, unice- 
wia się, oczekując grożn^ tćj tajemnicy. Konrad o Bogu 
e wątpi: aby wierzyć w B(^ nie potrzebąje badać ani 
rzyrodzenia, ani sumienia własnego, pytania swoje zadaje 

') Korespontlenq/a Adama Mickienicza t I. i>-iT. 'Mi. 
*) Numer I-go Grudnia. 



— 436 — 

samemu Bogu. Według pani Sand, Mickiewicz twotq( 
obrazy, którycbby nie wykooali ani Goethe, ani Byron, m 
Dante : „Od lez, pisała pani Sand, i narzekań proroków Sy- 
onu, żaden głos nie podniósł się z podobna siłą dla opiewk- 
nia tak wielkiego przedmiotu, jak upadek narodu. Wśród 
tego konania, djabli śmieją sig i tryumfują^ aniołowie modlą 
sig i szlochają, Bóg milczy. Wtem poeta wydaje jęk roz> 
paczy i wściekłości, skupia wszystkie potęgi serca i gienin- 
szu, aby wymódz na Bc^u ułaskawienie konaj^j ludzkoścL' 

Mickiewicz, nadmieniając 8-go Grudnia Zaleskiemu o tym 
artykule, dodawał: „Zgadnii^Bz, jak nasi dziwią się, widząc 
mię tak wysoko posadzonego. Cieszę się tylko, że Sand 
atakuje mój katolicyzm." ^) Pani Sand rzeczywiście wyrazi 
żal, te Polska jeszcze nie przeszła, jak Francya, z filozofii 
chrześciańskićj do wyższćj filozofii. Jakaż mij^ być ta filo- 
zofia wyższa od Ewangelii? Doktryny społeczne, któijin 
holdow^a pani Sand, pochodzące z litości nad dolą irarstw 
niższych i uciśnionych, zasługiwały, aby Mickiewicz wspomni^ 
o nich w późniejszych swoich prelekcyach , ale dziś one jut 
przebrzmiały i ślad ich jedyny pozostf^ w dziejach socyologn. 
Jeżeli pani Sand marzycieli szukających po omacku szczęścił 
ludzkości brała za jasnowidzących, to bołd oddany przez Di| 
gieniuszowi Mickiewicza zwrócił na niego uwagę Francji 
niySlącój i sławę jego rozniósł daleko po świecie. 

W życiu Mickiewicza rok 1839 był dla poezyi zupi- 
nie stracony. Napisc^ wprawdzie Adam w Sierpniu i w Wrze- 
śniu (kilkadziesiąt wierszy w celu zrobienia pierwszćj aęśd 
Dziadów. Chłopiec tuła się między mogiłami, chórem nad 
nim nocą i piołuny siwe i lebioda i ślimaki" '), ale namt 
prozaicznych zajęć zbyt odrywał Adama od poezyi, aby po- 
zwolić ' natchnieniu rozwinąć się swobodnie. Mało miał t£t 
czasu do poświęcenia towarzyskiemu życiu. Z przyjadA 



■> Korespoitdeneya Adama Mickiewicza t, L str. 207. 
*) Ibid. Ł I. etr. 210. 



Lozańskich, stali mu się najbliższymi państwo OIivier, ') ser- 
■deczne stosunki zawiązał z rektorem C. Monnard, *) ale naj- 
milsze mo2e chwile przepędzał u dwóch Włochów, tułaczów 
Jak on, professonijących jak on w Szwajcarii, bo ojczyzna 
była: im zamknięta, a o których wyżćj jii2 wspomnieliśmy : 
n Melegarego i u Scovazzego. „Pamiętam, pisze ten osta- 
tni, że zrobiliśmy wycieczkę w towarzystwie de Ludra i wa- 
szych rodziców na Col de Balme, zkąd widać Mont-Blanc 
w całćj okazałości. Przypominam sobie, że najdroższa pani 
-Celina ofiarowała się nam przygotować piwną zupę, a pan 
Adam poglądając na Mont-Blanc, wytykał śmieszność pisarzy, 
którzy udają egzaltacyą bez przeniknienia głębokości tych 
tajemnic." ') Wszyscy wspólnie przeklinali tych samych wro- 
gów i żywili podobne nadzieje, przed nimi rozwijał Adam 
swoje spostrzeżenia nad niedolą narodów i wzmacniał ich 
wiarę w upadek ciemięzców wolności. Włoscy przjjaciele 
Mickiewicza, szczęśliwsi pod tym względem od niego, docze- 
kali się oswobodzenia ojczyzny, które im zapowiadał. W po- 
czątkach, nikt z Polaków nie przebywał w Lozannie. Wkró- 
tce jednak poeta znulazł z kim gawędzić o Litwie. 

Godzina Jundziłłów przyjechała z Fryburga do Lozanny 
i zast^a Mickiewicza już professorem. Jundziłłowie zamie- 



') Juste Daniel 01ivicr (urodzony w 180" r. umarł w 1871 r.) 
pioeta i profesBor literatury w Akadeni Iiozaństićj; opuścił Szwaj- 
(sryą z powodu zaborzeń politycznych i przeniósł fiię w 1842 r. do 
Paryża. (Ob. Oeuur/s ckotsies piililiets par sts amis 2 t, w 8-ce Lo- 
zannna 1879 r.) ż^ona ji^go, z donia Rnchet, zasilała przegli(dy 
HiwąjaarBltie wierszem i prozie. 

*) Monnard, TiToA-umj w 1 700 r. umarł w 1805 r. ; był prostym 
posłagaczem w kawiarni, gdy przyszła myśl kilku protestantom ło- 
-żyć lUi jego wykształcenie, odbył atndya teologiczne, został pasto- 
rem ewangielickim, prezesem Wielkiej Kady, deputowanym na sejm; 
w ISitS wpłynął na postanowienie Szwajcaryi nie zgodzić aie na wy- 
pędzenie Lndwika Napoleona. Monnard po rewolucyi 1846 r. zost^ 
profeeeorem w Bonn i liczył pomiędzy swoimi uczniami prayszlegw 
cesarza Fryderyka. 

*) Ze wspomnień Jana Scomziego. 



.— 448 — 

wćj prozie, rzekłem do niego: — Pójdźoo aa chwOg do 
2ony — i zredagowałem mu list, litóry przyj- z uśmiecliem 
i przepisał na czysto." ') 

List trafił do przekonania ministra i Faucher, otrzy* 
mawszy od niego zapewnienie, te jest zdecydowany otworzyć 
katedrę literatury slawiaiiskićj, prosił księcia Czartoryskie© 
o ułożenie mu memoriału w tgj sprawie dla Cousina. Czar- 
toryski w tym dokumencie wykazywał szczególnie doniosłość 
polityczna podobnej katedry. Faucher sam zredagował drag^ 
notatkg o korzyściach literackich, która posłużyła do zreda- 
gowania raportu przedstawionego królowi." ■) 

' Przyjaciele Mickiewicza w Paryżu cieszyli się , że 
wkrótce do nich powróci, a jednocześnie Szwajcarzy winszo- 
wali sobie, 2e kraj ich zwerbował taką znakomitość. Widać 
z artykułu 27-go Marca gazety: Courrier Suisse, że wszystkie 
dzienniki szwajcarskie zajęły sig powołaniem Mickiewicza na 
katedrę w Lozannie. Courrier Suisse, z powodu mianowania go 
professorem sypał pochwały Radzie Stanu za to, że umiała po- 
jąć ważność wyższój nauki.') Naturalnie, że projekt katedry pa- 
ryzkićj, pomimo dobrćj woli ministra, mógł ostatecznie być 
odrzucony przez króla lub przez Izby; wiedzif^ o tem Mic- 
kiewicz, wiedziały i władze kantonu Wodejskiego, więc z je- 
dnćj i z drugiej strony postępowano, jakby ten projekt nigdy 
nie mif^ przyjść do skutku. Akademia Lozańska doniosła 
3-go Kwietnia Radzie oświecenia publicznego, że Mickiewicz 
przyjął posadg professora zwyczajnego, i że instalacya j^ 
mc^łaby się odbyć w Maju. *) 

Mickiewicz, dziękując za udzieloną mu professurg, wy- 
powiedział zdanie, że gdyby nie pochlebne dla niego wyrazy 
listu Rady Stanu, toby wahfJ się przyjąć wyjątkowe korzy- 



■) z opowiadania Helegarego etarszemu synowi Aduna. 

*) korespondeiieya Adama Mtcidemcza t. IV. str. 195—6. 

') Dodatek pod ouinerem XLIX. 

*) Ibid. pod n 



— 439 — 

mu i Januszkiewiczowi poniczył wyręczyć go na ślubie, 
ib się odbył w Październiku. Eustachy Januszkiewicz 
I drużbą w zastępstwie Mickiewicza: „A takenf z tego 
Dony, pis^ 15-go Października do Adaina, że mię chętka 
rze pochwalić się nawet przed tobą. Już w sobotę by- 
ny w Maine, a jutro będziemy w kościele i na śniadaniu, 
aieważ tedy ja ciebie reprezentuję, więc o biesiadzie bę- 
esz mógł powiedzieć: miód, wino piłem, a w gębie nie 
to."^) 

Położenie Mickiewicza zdawiJo się być draźliwem, jako 
ierwszego katolika-profeasora"') od czasu założenia arc}'pro- 
.tanckićj akademii. Prostotą i szczerością qiął sobie Yi-szyst- 
:h, nie tając nigdy swych przekonać, ale nic wtrącał się 
miejscowe spory, gdzie tylko osobiste widoki rolę odgry- 
ją. Stało sig, że, pomimo wzajemnych nienawiści, wszyscy 
azali mu życzliwość, która u wielu zamieniła się wkrótce 
gorącą przyjaźń. „Sezstronnie, pisf^ Adam, wszystkim 
Łwdę mogę mówić, kiedy i ilekroć mię zaczepią." ') Trzy- 
.ł si§ zasady sam z nikim bez potrzeby nie zadzierać, 
zielając się chgtnie tym, którzy poważnie zdania jego za< 
gali 

Zapowiadały mu się dni pogodne, przyszłość materyal- 
'. zapewniona i nie bez moralnych pociech. Wodejczycy już 
: nim szczycili, upatrując w Mickiewiczu jednego z tych 
izoziemców, którzy, jak Gibbon, samą obecnością są chlubą 
asta. Adam przeświadczony był, że nigdzie nie spotka 
runków pomyślniejszych, słodszego wygnania. Z t^o bez- 
^cznego portu byłby nie wyt^ynął znów na burzliwe morze, 
yby mu wolno było kotwicę zarzucić gdzie indzićj jak 
Polsce. Póki żyć musiał na tułactwie, ojczyzna jego była 
! tam, gdzie jemu lub rodzinie lepićj, lecz gdzie korzyst- 
j ^użył sprawie. Sprawa ta jedynie nim kierowała, nie 



■) ^oTfSpomieticya Aiiama Mickienńcza t III. str. 164. 
•) Ibid. t. I. «tr. 217. 
»J Ibid. 



— 440 — 

dozwoliła mu zatrzymać sig nad uroczemi brzegami riemann, 
gnała go bezustannie, dla nićj wTrzelcł się tego, za czem 
reszta ludzi wzdycha, ciskał kwiaty na bok, krwawiąc sobie 
stopy po ciernistej drodze. 

Ledwie Mickiewicz zdobył sobie w Lozannie najpol)- 
dańsze stanowisko, gdy powstał projekt założenia w Paryta 
katedry literatur słowiańskich i powierzenia jćj Adamowi 
Poeta pisał 8-go Listopada 1839 r. do Domeyki: „Są nie- 
jakie nadzieje, że może dostanę miejsce w Paryżu.'*') Ge- 
neza tego projektu była następna. Aleksandryna Wołowska, 
kuzynka pani Celiny, wyszła za mąż za p. Leona Faucher, 
który został w 1839 roku redaktorem naczelnym dziennika: 
Le Courrier Francais. Faucher cieszył sig szczególnemi wzglę- 
dami Thiersa i Cousina, którzy byli w trakcie dostania sig 
do władzy. Zanim jeszcze Cousin otrzymał tekę mini^ra ' 
oświecenia publicznego, Faucher w przewidzeniu, 2e ten osta- 
tni niechybnie wejdzie w skład przyszłego gabinetu, napom- 
knął mu o Mickiewiczu i przekonał go, że trzeba z^ożyi 
w Paryżu katedrę literatury słowiańskiej.*) 

Mickiewicz nie miał prawa wahać sig pomiędzy bakt- 
łarzentem studentom szwajcarskim, a stanowiskiem, dąjącem 
mu możność odzywania sig z mównicy, którćj rozgłos jest 
europejski. Kończył więc rok 1839 zadowolniony i po- 
wszechnie okazywanćj mu przez Szwajcarów przychylności 
i pełen nadziei, że wkrótce przemieni wodejskie professorst^o 
na katedrę paryzką i że prawić będzie już nie o staroży- 
tnoćciach, ale o najżywotniejszycli zadaniach wieku. Na p»- 
miątkę pobytu nad Lemanem zamierzał ogłosić wykłady 
swoje. „Od Adama, pisał Witwicki do Zaleskiego I8-go 
Stycznia, miałem list także. W liście do mnie jest dobrego hn- 
moru i już drugi raz mię zapewnia, że z czasem wyda pennie 
kurs swój. Stoją teraz w jednym domu z familią Jundziłlów; ■ 
pisze mi Adam, że Marysia przesiaduje u Jundziłłów po ca- 



') Korespo-fciicya Aiiama Mickiewicza t. I. str. 207. 
«) Ibid. t. IV. itr. ISa 



— 441 — 

iych dniach jakby na pensyi, że umie już syllabizowaC, mó- 
vi cały pacierz i prosi także o moje zdrowie: na tę modli- 
wC wiele liczę." 

W pierwszych dniach Stycznia, pani Celina dowiedziała 
;ig o śmiertelnej chorobie swego brata Romualda, który wy- 
lany nft Kaukaz za ułatwienie wigźniom politycznym cyta- 
leli kijowskićj stosunków z miastem, zapadł ua febrę. „Gdy- 
>y Bóg dobrotliwy, pisała 6-go Stycznia 1840 r. pani Celina 
lo siostry Heleny, odwrócił od nas to nieszczęście, a z innćj 
itrony nas próbował, tobyćmy mu dzięki złożyli. Adam was 
iFOsi, żebyście mu niezwłocznie od nas posłali dwieście 
ranków." Strapiona pani Celina oczekiw^a właśnie powię- 
kszenia rodziny : „Spodziewam się w Maju, dodawała, zresztą 
ak mam zbolałe serce, że ci o niczem nie mogę pisać. Mój 
idres: a Beause-Jour, a la ćescente d'Ouchy. Życzę, aby ten 
ok był dla was tak pomyślny, jak my dla was żądamy 
prosimy." 

Wśród tych familijnych frasunków, wypadało już poe- 
ie powoli przygotowywać się do wycofania się ku Paryżowi. 
Ńajniewinniejsze ruchy Polaków obudzały wówczas podejrzli- 
vość rządów. Dla przekroczenia granicy francuzkiój, tułacz 
ausiał starać się najprzód o zewotenie ministra spraw 
wewnętrznych w Paryżu, co zwyczajnie pociągało za sobą 
Iługie zwłoki. Adam w przewidzeniu powrotu nad brzegi 
jekwany, zażądał od posła francuzkiego w Bemie nowego 
lasportu; ten, za którym wyruszył z Paryża, był już prze- 
lawniony. Hrabia Mortier doniósł mu 27-go Stycznia 1840 r., 
e upoważniony jest zadość uczynić jego proźbie, ') 

Chociaż Mickiewicz nie myśhił poświęcać się nadal li- 
eraturze laciiiskićj, wykładał ją nie mnićj gorliwie i z coraz 
vigkszem powodzeniem. Akademia Lozańska wydała o jego 
irelekcyach 15-go Lutego sąd najpochlebniejszy; przyznawała 
nu wielki talent krytyczny, znajomość życia wewnętrznego 



■) Dodatek pod numerem XXXIII. 



— 442 — 

ludtt rzymskiego, dar wymowy w obejm językn i natchniaue 
poetyczne. Professor zjednał sobie młodzież ; liczba ahdu- 
czy wzrastała. ') W małem mieście jak Lozanna, opinii. 
Altademii o Adamie nie m^^Ia zostać dingo tajemnicą i pani 
Celina, prosząc 15-go Lutego Stypnłkowskiego o wypłatę 
rachunku księgarskiego u Januszkiewicza, donosiła, ie mąt 
jćj wkrtitce ma być mianowany professorem zwyczajnym, ie 
mu praca dość służy i 2e pomału przywyka „do swego ja- 
rzma." Znalazła była za tę samą cenę mieszkanie daldTO' 
Ifpsze, z dużym ogrodem, „co mi jest, mówiła paid Celiu, 
bardzo dogodnem dla dzieci." Dyrektor zań koll^um ku* 
tonu zdał 26-go Lutego 1840 r. rektorowi Akademii o wy- 
kładach Mickiewicza w Gimnazyam raport, w którym poda- 
wiał oryginalność poglądów professora i stanowczo oświadct^ 
się za jego wyborem. *) Natychmiast Akademia postanowilt 
jednogłośnie polecić Radzie atann mianowanie Mickiewiat 
professorem zwyczajnym literatury łacińskićj, *) a 37-go Lh 
tego rektor Monnard to samo zdanie wyrażiyąc Badat 
oświecenia publicznego, wychwali u Mickiewicza nie tylko 
budzenie zapału młodzieży, ale gruntowna naukę i atsie 
przytaczanie z pamięci długich ustępów z autorów łada- 
skich. ') Rada oświecenia publicznego, podzielając najzi- 
pełnićj powyższe ocenienie, uczyniła 6-go Marca awagf, te 
prawo wymagało, aby zamianowanie Mickiewicza jako pro- 
fessora zwyczajnego nastąpiło nie wcześoi^j, jak 20-go Cwt- 
wca, to jest nie podczas jego wykładów, lecz po zamknisdl 
roku szkolnego. '*) 

Gdy się tak wszystko dobrze składfdo, gdy zadowok- 
nte młodzieży, rodziców i Władz nniwersyteckicłi wynagt** 
dzało Mickiewiczowi trudy lekcyi nnżących często aż do *y- 



') Iłodatek pod numerem XXXIV. 

*) Ibid. pod numerem XXXV. 

•) Ibid. pod numerem XXXVI. 

') Ibid. pod numerem XXXVII. 

*) Ibid. |>ad numerem XXXVnŁ 



- 443 — 

czerpania sił, spadła na dom j^o nowa 2ałoba i pani Celina 
dowiedziała si$ o podwójni stracie: „Po odebraniu twego 
pierwszego listu, pisała ona 10-go Marca do Malewskićj, 
byłam tak boleśnie przerażoną, że sądziłam, że nasz drogi 
Bomoald *) już nie żyje, lecz poczciwy Adam tak mnie po- 
cieszał i przekonywał, że to być nie może, że nadzieja za- 
błysła znowu w mem sercu. Dopiero od dwóch dni zawia- 
domiono mig o nieszczęściu, które mię spotkało. Wczoraj 
odbyła się msza żałobna za niego. O śmierci dziadunia do- 
piero się od ciebie dowiedziałam, a więc dwie żałoby na nas 
razem spadły. Iłądź spokojna o moje zdrowie, sama się dzi- 
wię, żem nie odchorowała tćj chwili, ale Bóg dał mi moc, 
za którą mu pokornie dziękuję. Adam i dzieci zupełnie 
zdrowi. Adam pozdrawia z serca Tomasza -) i Budrysa. ')" 

Jeżeli pani Celina dziwiła się swemu zdrowiu, to mąż 
j^ nie był bez obawy o nią i nie śmiał myśleć o podróży do 
Paryża przed jój rozwiązaniem. Podróży tći wszakże wyma- 
gali promotorowie katedry słowiańskiej. Im bardziej Szwaj- 
carzy starali się uprzyjemnić Mickiewiczowi pobyt u siebie, 
tem mocttićj czuł się on obowiązanym ich uprzedzić że przyj- 
dae mu prawdopodobnie pożegnać wkrótce Lozannę. Wo- 
dęjczycy jak najkorzystntćj usposobieni dla niego, dowiadując 
df, że mogą go stracić, nie zaniechali niczego, żeby go za- 
chować dla SzwBjcaryi. Spodziewali się zresztą, że może 
albo projekt paryzki nie przyjdzie do skutku, albo że ko- 
fsyBtne warunki, ołiarowane Mickiewiczowi, zatrzymają go 
w Lozannie. 

Najhiiżćj to obchodziło słuchaczy Mickiewicza. Posta- 
nowili udać się do Rady Stanu, aby wyrazić żal swój z po- 
wodu, że ich professor może opuścić Lozannę, do którćj pra- 
gnęliby go przywiązać na zawsze. *) Wystąpienie młodzieży 



■) SsTinuiowski. 

■) Zana. 

') Budrewicza. 

*) Dodatek pod numerem XXXIX. 



— 444 — 

z podaniem, noszącem datę 9-go Marca, przyspieszyło mote 
jeszcze rezolucyą, Rady Stanu, która oznajmiła 11-go Marca 
Radzie oświecenia publicznego, 2e zamianowała Micłdewioca 
professorem zwyczajnym.') Tegoż samego dnia, wiceprezes 
Rady stanu, podpisał nomioacy) Mickiewicza.*) Rada oświe- 
cenia publicznego, powołana do obradowania nad poisy), 
Jaką mu wyznaczyć wypadało, oświadczyła się l3-go Maica 
za ofiarowaniem mu korzyści, mogących iść w porównaniu 
z temi, które rząd francuzki zapowiadał, a to w celu zacho- 
wania Lozannie tak znakomitego męża.^) Nie tracąc czasie 
Rada stanu wyznaczyła Mickiewiczowi 3000 franków szwaj- 
carskich, to jest 4000 franków francuzkich pensyi, o aaa 
Radzie oświecenia doniosła.*) 

Jest coś niezwykłego w okazach tak jcdDomyśloój dó- 
br^ woli niedawno przybyłemu cudzoziemcowi Akta prze- 
chowywane w archiwach lozańskich świadczą wymownie, tt 
Szwajcarzy poznah sig na Mickiewiczu, pokochali go i go- 
rąco pragnąc, aby wśród nich pozostał, nte zaniechali ni- 
czego, aby go odwieść od szukania w innym kraju dogo- 
dniejszych warunków. Tak wysokićj pensyi żadnemu innemi 
professorowi nie płacili. „P. Mickiewicz, pisała gazeta: 
Xourellisle Vmtdois, zasobny w poglądy głębokie, bystre i «^ 
tworne, łączy obszerną wiedzg z gruntownem doświadoe- 
niem ludzi i rzeczy ; podniósł on naukę literatury łaciński^ 
do wysokości filozohcznego badania ducha i charaktera Inta 
rzymskiego."*) Gazeta kończyła wyrażeniem życzenia, ,il? 
pan Mickiewicz, który używa reputacyi europejskiój, ^d>r 
na świetne propozycye czynione mu zkąd inąd, dał 
wszcństwo matćj Itzeczypospolitćj, gdzie jest kochany i «• 



■) Dodatek pod iiuitierem XL. 
=1 Ibid. i>od numerem XLI. 
') Ibid. pod numerem X1,II. 
*) Iliid. pod numerem KLIII. 
ro Marca. 



_ 445 — 

niony i która go pierwsza wezwała." ') Pozostawało jeszcze 
władzom szwajcarskim wyznaczyć dzień installacyi Mickiewi- 
cza, jako professora zwyczajnego. Rada wychowania publi- 
cznego postanowiła Id-go Marca czekać oa jego odpowiedź 
co do daty mu nąjdogodnieJBZt^J.^) Akademia zaś uwiadomiła 
go ' oticyalnie 20-go Marca o mianowaniu go przez Radę 
stanu professorem zwyczajnym.*) Mickiewicz odpisał dnia 
następnego Radzie stanu, że przyjmuje ofiarowaną mu po- 
5adg.*) Nie chciał sig zrzec professorstwa w Lozannie, piiki 
projekt francuzki nie przyjdzie do skutku. Rada stanu do- 
niosła 24-go Marca Radzie oświecenia publicznego, że wrę- 
czyła Mickiewiczowi dekret nominacyi.*) 

W Paryżu p. Faucher nie zasypiał sprawy. I-go 
Uarca Tbiers został prezesem gabinetu, a Cousin ministrem 
oświecenia publicznego. P. Faucher zaczął Big obawiać, aby 
Mickiewicz nie uległ naleganiom Szwajcarów i w liście pod 
dat^ 7-go Marca przedstawiło mu, że w Lozannie na chleb 
zarabia w pocie czoła, 2c nie zostaje mu dość czasu do po- 
czyi, i że nie znajduje się na godnój siebie scenie ; w College de 
France miałby tylko siedm miesigcy wykładów i dwie lekcyc 
na tydzień. Utworzenie katedry słowiańskićj sUłoby się fa- 
ktem wielkićj doniosłości; wygnańcy polscy znaleźliby punkt 
skupienia się i „w braku ojczyzny politycznćj ojczyznę lite- 
racką."") 



') Dodatek pod nmnerem XLIV, Wyjątek z tego artykułu 
dzictmika NotwiUisU Vaudois amieściła Młoda 1'utska z naatępnem 
objaśnieniem: „W chwili, kiedy zdaje aiq być rzeczą niezawodou, 
ie dzisiejszy minister oświecenia, ma zamiar utworzyć katedrę j^zy- 
kćw słowiańskich i powoUć do ich wykładu Adama Mickiewicza, 
nie będzie rzeozq obojętną dla czytelników naszych wiedzieć, jakie 
pizyjęoie wieszcz nasz znajdnje w Szwajcaryi i jakiego nwielbienia 
jeit przedmiotem." (Nr. 10-go Kwietnia 1840 atr. 150 — 156.) 

<J Ibid. pod numerem XLV. 

») Ibid. pod numerem XLVL 

*) Ibid. pod numerem XLVII. 

>) Ibid. pod numerem XLV1IL 
I ') Korespondtneya Adama Miekiemcza t. rV atr. 189. 



— 446 — 

„Mickiewicz, pisze T. Scovazzi, 2yt w spokoja w Łft- 
zannie, uwielbiany przez wszystkich. Pani Celios neUt do 
niego w mojćj obecności: Hl)rogi Adamie, pojmuję, tett 
nam bardzo dobrze, ale w Paryżu będziesz m<tgł odda6jest- 
cze usługi naszej Polsce, a tu 2yj^z jak pustelnik." Adam j^ 
odpowiedział: „Masz słuszność i myślę przyjąć wezwanie." O 

Mickiewicz znał emigracyą, wiedział jak mu trndBO 
będzie skupionych około j^o katedry tułaczy przejąć swoia 
duchem i zjednoczyć w spólnem działania ; wiedziai, 2e ro- 
zwój piśmiennictwa wcale nie zastopuje narodowi praw poli- 
tycznych, i nie szło mu o rzucanie kwiatów krasomówojd 
na grób żywcem pogrzebanej Polski. Ale rozumiał, że po- 
niekąd otworzy usta skazani na niemota ojczyźnie, że sŁn- 
szne skargi jćj rozniesie po świecie, jeżeli uda mu się pr» 
mówić z wolnój katedry w Paryżu, powołując sig na ar^- 
dzieła bratnich literatur, jako na zwiastunów lepszć) pn?- 
szłości, a Europę wtajemniczając w skarby moralne, w bt- 
leści i nadzieje słowiańskich ludów. Gdy miał umysł zajtł 
podobnemi zapatrywaniami, otrzymfd z Paryża napomnieiai 
przyjaciela, który, wychodząc z zupełnie odmiennego stuw- 
Aviska, dochodził do wbrew przeciwnych wniosków. 

Witwicki, dowiedziawszy się o projekcie paryzkim, prt- 
wdopudobnie od Wołowskich, najmocniej odradzić Adaminri 
przyjęcie propozycyi pana Faucher. „W Paryżu, pistd dl 
niego 15-go Marca, większe pole do sławy, ale na co U 
tobie V Gdzie indzićj mnićj trzeba pieniędzy, żeby żj-ć wt- 
godnie, mniój cnoty żeby żyć zbawiennie... A nawet co dł 
samćj sławy, w małych miasteczkach dłuższa n ładzi pamis^ 
wsiąka nawet niejako w cegły domów, w kamienie braku; w h^ 
ryżu codzieii wszystko wymiotą, wyskrobią, odnowią." ') Jik 
Aleksander Wielki, cdrzucając propozycye Dar)'usza dodaml; 
że przyjąłby je, gdyby był Parmenionem, ' tak zapewne Ifie- 
kicwicz pomyślał sobie, że poszedłby za radą ma daną, gdftf 



■) '/, wspotnnien Jana !^covazzego. 

") Korcfiiouileiuija Jdattia MU-kiemiza t. IV. atr. 194. 



^v 



— 447 — 

Itył Witwickim. Ale wszystkie drobne w^lędy ustępowały 
przed wyższym od oich obowiizkiem. W Lozannie Mickie- 
wicz pracow^ wyłącznie dla rodziny i nauki ; w Paryżu słu- 
żył przeważnie ojczystój sprawie. Wybór był prosty, cho- 
^&2 stawić go w drażliwem położeniu w obec Szwajcarów, 
którzy mniemali, is ich serdeczność przemoce nad pokusami 
^wietniejszćj karyery. Niektórzy z nich doskonale pojmowali 
prawdziwe pobadki Adama ; inni przypuszczali, że kieruje si§ 
pTftktycznemi względami, jedni i drodzy nie chcieli go wy- 
pościć i nie tracili nadziei, że ostatecznie postawią na swojem. 
Takby się t^ż było st^o, gdyby Mickiewicza ngciła do Pa- 
ryża próżność, chgć pokazania się na okazalszym teatrze, 
w takim razie ostatecznie korzyści otiarowane mu w Lo- 
zannie przemogłyby nad perspektywą satysiiikcyi miłości wla- 
SDĆj, ale, ponieważ Adam nie szedł za podszeptami ambicyi, 
lecz za głosem sumienia, więc go nic zachwiać nie potratiło ; 
odpisał 9-go Marca panu Faucber, że postanowił przyjąć ka- 
tedrę i zachęci go nawet, aby swym wpływem dopomógł 
t^ twórczćj rubocie. ') Fan Faucher szturmował do mi- 
nistra; minister, któremu projekt ten pochlebiał, napisał 
do Mickiewicza; obawiał się jedynie, aby przyszły profes- 
gor nie nadał katedrze cechy zbyt polityczoój. Mickie- 
wicz nie zaraz mu odpisał; wziąwszy się do pióra, za- 
q>okoił go, ale bardzo oględnie. '-) Listu t(^o nie po- 
siadamy, przyczynę jego pozornego wahania się i ostro- 
żności łatwo odgadnąć. Hie zamierzał politykować e.i: 
cathedra, ale wysoko cenił niezależność swaję, nic chciał 
więc z góry krępować się zbytniemi obietnicami. Taki zre- 
sztą miał wstręt do wszelkich korespondtncyi ołicyalnych, 
te w tym przypadku Mclegari posłuż)'ł mu za sekretarza: 
„Ja to napisałem odpowiedź jego Cousinowi, mówił Mele- 
gari. Kiedym przyszedł, zabazgrał był siedm czy oSm 
ćwiartek papieru; widząc go zakłopotanego w tćj urzędo- 

') Korespimdenaja Ailai»a Mie/neniau t. I. '■tr. -*15. 



- 458 — 

zmiernie malowniczy i oryginalny. Za uczonym widać za- 
wsze wielkiego poetę i człowieka myślącego głęboko. Jeszcze 
raz powtarzamy, że szczęśliwa młodzież, która będzie mo- 
gła korzystać z jego nauk, szczęśliwe grono literackie, które 
w liczbie swych członków będzie posiadało tego męża." ') 

Przemówienia la Harpa i Monnarda do Mickiewicza *) 
były właściwie pożegnaniem Szwajcaryi i słuchacze nie mieli 
pod tym względem złudzenia. Oświadczenie Mickiewicza 
potwierdziło ich w mniemaniu, że nie da się ubłagat?. Choć 
nie ulegał ich proźł)om, ognist£ słowa Jego rozpaliły chłodne 
Wodejczyków dusze: porwani tą siłą, która mif^a niezadługo 
cuda dokazywać w Paryżu, dobrodusznie spowiadali mu się 
z roskoszy po raz pierwszy doznanych wra2eń. Zeznania 
ich i gorącość rozczulały Adama, i dobitniej przekonywały 
go, że brzemię lżejsze zamienia na cięższe ; donosił 2-go lA' 
pca Zaleskiemu, że rozprawę jego arcy-dobrze przyjęto. „Bę- 
dzie, dodawał, żal mi Lozanny. Katedra słowiańska jeszcze 
nie przeszła przez Izbę Parów. Będę ją musiał przyjąć, 
2eby Niemiec jaki nie wlazł i na nas ztamtąd nie szczekał." *> 
Zaleskich zapraszał do siebie na ostatnie wakacye, które 
wypadało mu przepędzić nad brzegami Lemanu. 



'} NouvelUsle fawloa nr. 30-go CzerwcA. Comritr Suisst idat 
rńwnie sprawę z insUllaoyi Mickiewicza. (Dodat«k pod numa- 
rera LVII I.) 

') Discours prononces a FuutallatioH de M. A. ^ickUnnct ctmmt 
jirofessiur oriUnaire de Ulleratiire lataie ii PAcademie de Laustome k 
36 Juitt 1840 par M. M. dt la Harjie, Pr<fsideul dti Conseil de tlnstryt- 
tion publiipie; C Monnard, Reeteur de FAtaddmie; A. MtckiarKt, t£eipie>r 
daire. W l^zannie w 8-cb 1B40 r. Bro»Eura ta odbitj| eoatałi 
w małej liczbie egsempi&rzy, z zastrzeżeniem następ&em na okładce: 
„].a iliscDiirs prononcu par H. Mickiewicz ft son inetallation at 
celui que le Conseiłler d'Etat Mnret a prononc^ en ijualitó de Pri- 
aident du Conseil dc rinstruction pub3ique % l'iiiatallatioD ds 
1[. M. Ztiodet et PMouard Sect^tan ii'ont pae (Ak leroiB pat lenn 
■uteurs pour rimpresaioa." (Dodatek pod nnmerem LIX .) 

») KorespaiuUncya Adama MuhitreUza t. L str. 322. 



— 449 — 

id zmniejszenia liczby lekcyi i powiększenia pensyi. Wice- 
prezes Rady stanu odpowiedział na to 4-go Kwietnia, win- 
szując sobie, że mógł zastosować w tym przypadku dwa para-- 
grafy prawa tyczące sig okoliczności nadzwyczajnych'), j t^o2 
samego dnia odpowiedź tg udzielił Radzie oświecenia publi- 
cznego-). Władze kantonu wodejskiego nie chciały, nawet 
w przypuszczeniu, że Mickiewicz nie oprze się ponętom pa- 
ryzkiego projektu, mieć sobie nic do wyrzucenia, a Gazeia 
Lozańska ogłaszała, że Mickiewicz prawdopodobnie propozycyi 
rzijdu francozkiego nie przyjmie"). Cousin z swojiij strony, 
czynnie przeprowadzając projekt katedry słowiaiisldćj przez 
cały szereg niezbgdnych formalności, nic przestawał troszczyć 
się o to, czy Mickiewicz okaże sig dość umiarkowanym, i pi- 
sząc do niego 10-go Kwietnia, że jego stanowisko na podobnej 
katedrze będzie samo przez sig wypadkiem politycznym wiel- 
kiój wagi, polecał mu, aby zachował swojemu wykładowi cecitę 
wyłącznie literacką, kończył zaś oświadczeniem, że uważa za 
zaszczyt dla siebie, iż dla Francyi pozyskał taki^o męża*). 
Cousin wiedział, że parlamentaryzm prgdko pożera ministrów 
a powołanie Mickiewicza na katedrę słowiańską zostanie je- 
dną z pigknych kart jego urzgdowania. A ponieważ nie two- 
rzy się nowćj kateciry bez obciążenia budżetu, porozumiał się 
przedewszystkiem z ministrem finansów. Pan Faucher, dono- 
sząc 11-go Kwietnia Mickiewiczowi, że ów minister nie sprze- 
ciwia się temu wydatkowi, kładł nacisk na to, że szło 
o „unarodowienie Polski we Francyi"*), że katedra słowiań- 
ska będzie miała .cechg polityczną"*"), i że tak wzniosły cel 
wymaga, aby się nie wałiał połączyć w 8wojt5j osobie imiona 
Francyi i Polski'). 



') Dodatek pod Dgmercm LL 

») Ibid. pod numerem LII. 

■) Ibid. pod numerem LIII. 

*) KoresponiUnaja Adama MickUwicia t. IV. atr. 2U:{. 

») Ibid. str. »Ł 

•) Ibid. 

') Ibid. 

ifwat Adama Hiekinilcia. Tom IŁ 29 



- 460 — 

Jak żołnierz, który zajmuje posterunek nie Ilajbezpi^ 
czDJejszy, ale ten, który mn wódz wskazuje, tak Mickieińa 
cate życie nic szuk^ swojej dt^odności, ale bad^, co mn 
Opatrzność przeznacza. Żywiej jeszcze nił p. Faacber ciul 
w swojćj polskiój duszy, że powołany jest służyć ojczymie 
bronią, którą potężnie władał, to jest słowem.') A jfdoakie 
wzdragał się trochę, przypominając sobie „co to jest pobyt 
w Paryżu i na łonie emigracyi." *) Wtenczas pani CeUoi 
prawiła mu o cliorobie gardła (goitre), która tak cz^to szpad 
dziewczęta w Lozannie.- Adam po części podzielał olnwy 
swojej żony i przytaczał je w obronie od natarczywości przy- 
jaciół i kolegów odra i za jacy cli mu wj-jazd. A gdy Melegui 
wymawia! mu uległość kobiecie, Adam odpowiedzi^: „Co 
ctice^z! Przypomniałem sobie, iem czytał, iż Cezar zgia^ 
ponieważ nie UBłuchał żony." — „Ale, odparł mu Melegui, 
jest przykład dobitniejszy niż Cezara, to przykład twego imien- 
nika, naszego pierwszego ojca, któremu zgubna była rada żoDy' 
Adam parsknął ze śmiechu,^) ale nie dał się przekonać. Jol 
tylko odrzucenie projektu Cousina przez parlament francoiU 
mogło Mickiewicza zatrzymać w Lozannie. 

Projekt ten utworzenia kstedry słowiańskiój bjł już wr- 
pracowany przez ministra i podany Izbie deputowanych. £i-' 
pose /Ids moli/s ogłoszone zostało w Monileur Utiiterscl z 2(^go 
i 21 Kwietnia 1840 r. W tym dokumencie pr^jpominam, 
że Słowianie stanowią prawie trzecią część ludności Europj 
i nadmieniano pobieżnie o ruchu literackim w głównych kra- 
jacli słowiańskich.^) Mickiewicz widział w tem F.rposr. It 
zbyt wielką dawano w niem przewagę językowi rossyjskiema.') 
P. Vójux, w imieniu komiss)i Izby, zdał raport, w któria 
twierdził, że wykłady w fWiUje ile France o literaturze slo- 



') KurespoiitUiiciia .Marna Mickiewicza t. IV. atr. 138. 

") Ibid. 1. L str. 224. 

*) Z [] powiadaniu Melegarego ^tarszcma ajuowi Aduni. 

'} Dodatek pod numereLii LR'. 

') hiTesjioiiiIatciia Ailama MicJiiewicza {. L sir. 221. 



_ 461 — 

wiaiigki^ będą miały doniosłość nietylko narodowa ale euro- 
pejską.') A dziennik Trzeci Maj, wielkie sobie z wyboru 
Mickiewicza rokując nadzieje, tak donosił emigracyi o powo- 
łaniu go na professom: „Zdaje sig, że Adam Mickiewicz, 
niezawodnie otrzyma katedrę języków i literatury słowiań- 
skiej w kolegium francuzkiem {CoUvge će France). Zdarze- 
nie to będzie ważne. Polak tak znanego patryotyzmu, tak 
wielkićj nauki i natchnienia, ma w stolicy cywilizowanego 
świata odkrywać, tłumaczyć i nauczać co to jest Słowiań- 
szczyzna. Wielki wieszcz często jest nie tylko nauczycielem, 
ale i prorokiem: może on bgdzie zachodnim ludom nie tylko 
przeszłe, ale i przyszłe skarby tych ludów odkrywał, równie 
wszystkich razem jak każdego z osobna." °) Jeszcze przed 
powstaniem projektu katedry słowiański(^j, anonim wołi^ do 
Mickiewicza : 

Obal^' twoJ4 pieśnią przesąd zastarzały, 

Ktńry każe p<^ard/ać dziety fitowiaiiskiemi, 

I ludy, co DAS dotąd cenić nie umiaty, 

Sprowadź w hotd nam łańcuchy z twych pism eplecionemi.') 

-Powołanie Mickiewicza do Paryża spotęgowało podobne 
nadzieje. 

Mickiewicz pochlebne postanowienia względem niego 
władz szwajcaiBkich udzielił przyjaciołom paryzkim. ^Ode- 
br^em on^aj, pistd Witwicki do Zaleskiego 19-go Maja, 
kilka ^ów od Adama, dobrze mu się dzięki Bogu powodzi. 



>) Dodatek pod numerem LV. 

■) W numerze 26-go Kwietnia. JUioila Polska t6i podała 
wiadomość, „że miniater oświecenia p. Cousin zażądał od Izby 
depntowanych sześciu tysięcy franków kredytu, na utraymauie 
pr^ kolleginni francuzkiem katedry literatury jijzyków słowiań- 
skieh. Wiadomo, że głos powniechności i wybór ministra prze- 
znaczają to mieJBce dla' Adama Mickiewicza." (Dodatek do nr. 13 
z diua 2D Kwietnia 1310, etr. 48). 

") TygodnUt Uteracki nr. 51 18-go marca 1839 r. Sonet pod- 
pisany St. Jasz. 



— 452 — 

kazał ci zakomunikować pismo, które tu sałączam, prędko 
mi tylko odeszlij, bo je mam także pokazać Sty pułkowskiemo. 
Prócz tego {ale to jeszcze sekret) otrzymał propozycy^ z Pi- 
r>'ża od nowejjo ministra Cousina objęcia tutaj katedr)' liten- 
tur słowiańskich z pensyą 5000 franków, dwie godziny u 
tydzień, nie wie jeszcze jak sig zdecydować, mnie się zdaje, 
że zostanie w Lozannie i tak mu nawet radziłem, chyba, 
dodałem, gdyby sądził, iż podniesieniem Słowiańszczyzny 
w Lakiem mieście jak Paryż mógłby sprawie ojczyste] usłu- 
żyć. Co do pensyi, sam pisze, że to co mu teraz dają w Lo- 
zannie wiccój znaczy, niż gdyby w Paryżu miał 8000 franków ; 
za Paryżem więcej jest wprawdzie pozoru, ale za Lo^anD; 
wiccćj istoty." 

Zanim projekt katedry słowiańskiej doczekał się po- | 
rządku dzienunego, urodziła się 24-go Maja Mickiewiczowi 
córka, którćj dal na imię Helena. Clirzest odbyt się 4-go 
Czerwca w kościele katolickim lozańskim. Ojcem chrzestnm 
hył Wiktor Jundzilł, matką chrzestnii córka jego Helena. 
Adama niepokoiło tylko, że wbrew jego i doktora naleganioD 
pani Celina uparła się sama karmić dziecko, co lekarze sa- 
dzili ryzykownem dla jfj zdrowia.') 24-go Maja Bohdan 'l*.- 
leski donosił Adamowi o pogłoskach krążących o nim w Pa- 
ryżu: „Co ja o trj katedrze nie nasłuchałem się między 
Polonią paryitką! ale wszyscy bez względu na swoje koterjjti 
polityczne, życzliwie cię oczekują. Są i tacy co się po cichu 
przyznają, że to z ich protekcyi spotkał cię ten zaszczyt; 
są znowu insi, co chcą konkurować jako : Jastrzębski, Miero- 
sławski, Eońkowski; z jednych i drugich naśmieliśmy sij 
z Witwickim dowoli, ze wszystkiego atoli pokazuje si^ ti 
katedra twoja słowiańska arcy-wielce znaczy na świecie, bo 
mniejsza, że zaprząta głowy naszój różnogwarnćj drużyny, ale 
i po dziennikach niemieckich o niój buk. Umyślnie zachodzi- 
łem do Palais-Hoyal, gdzie jest z parę tuzinów tych balamo- 

') Jioinpoiii/ifnci/a -Mama Miekienicza t. L str. 221. 



— 453 — 

łów. Glos na głosie, jeden jak drugi przemawiają wszyscj' 
za Słowiańszczyzną i za tobą, i ucieszyłem się tern nie po- 
mału. Zgniewałem się jeno bai'dzo na gazetę lipską, która 
z powodu katedry, umieściła twoje biografią, pełną kłamstw, 
acz kniciuclmą. W tejże sam^j gazecie jest inszy znowu 
list, wyraźnie moskiewski, grozi TliiiTsowi i Cousioowi pro- 
testacyą Falilena, jeśli Polak i Polak nieprzychylny najpo- 
tężniejszemu mocarstwo w Słowiańszczyznie, zajmie takie wa- 
żne miejsce i t. p. Ztąd to zapewne biegała wieść, że Paris, 
7. biblioteki królewskićj, Schnitzler i jakiś tam trzeci tłumacz 
Karamzina forytowani od Pahlena, spólubiegać sig z tobą mają." 
Rozprawy o utworzeniu katedry slowiańskićj w Collćije 
de France przyszły przed Izbę 12-go Czerwca.') Głównym 
przeciwDikicm projektu był deputowany Auguis.-) Mierny 
ten, ale płodny pisarz, który do lichi^j historyi rossj^skićj 
Lćvgque'a tom o panowaniu Katarzyny Il-gićj dorobił i był 
autorem przedmowy do jednego z wydaii dzieła Uulbiera 
o Polsce, zaprzeczał, aby języki słowiańskie mogły sig szczy- 
cić płodami nosząccmi piętno oryginalności. Auguis wystę- 
pował tuirdzićj jeszcze pr/eciw Mickiewiczowi i Polsce, niżeli 
przeciw samćj katedrze slowiańskit^j. Trudno dziS odgadnąć, 
jakie miał pobudki i czyjem był narzędziem. Może wypy- 
chało go naprzód poselstwo rossyjskie, które i wówczas miało 
na żołdzie pewnych deputowanych i dziennikarzy: „Wiem, 
zawołał p. Auguis z mównicy, dla kogo żądacie katedry, ale 
upewniam, że godność narodowa nie pozwala powierzyć fran- 
tuzkićj kadedry cudzoziemcowi, szczególnie kiedy ten cudzo- 



') DodRtek pod numerem I,\X 

*) P. Augiiii, który omul nie zwyciężył, byl członkiem To- 
■warzyntwft arlykwarzy i wapfiłpraoownikiem jednego z wieltich 
dwczesnycli przeglądów literackich, n którym skrytykował Boshit 
Komediją, widząc jedynie w dziele łlantego „rozmowy u ies ko liczone, 
rozprawy jedna orl dnigiig subtcliuejszc" i twierdził, że gdyby 
chciał wytbnąć wszystkie dziwactwa i śmieszności te^^o utworu 
..miałby za wiele do roboty." (Fraiia littdriure t. XVIII. Paryż 
aSSÓr.) 



— 454 — 



ziemiec może być zDakomitym poetą w swoim językn, a nu£ 
je(I;yiiie jedno z narzeczy słowiańskich. Przyzm^cie wi^c, te 
chcecie założyć katedrę polski^o języka i że b^.ą pol- 
skie prelekcye, ale w takim razie załóżcie katedry języków 
Basków i Bretouczyków." Pan Cousin zbyt był doświadoo- 
nym szermierzem parlamentarnym, żeby zejść na pole siregfr 
przeciwnika, puścił mimo uszu wycieczki p. Auguis, me wspo- 
mniał o Mickiewiczu i o Polsce, przełożył tylko Izbie, że gdy 
w College de France istnieją już wykłady języków żyjącydi, 
naprzykład tureckiego i chińskiego, dla czegożby miano nie 
zbadać mowy ich groźnego sąsiada, tego ludu, któr^o przy- 
szłość jest tajemnicą, ale który jednę rgkc wyciągnął jo* hi 
Konstantynopolowi a drugą sięga o mur chiński?" Deputo- 
wany Denis przemówił w tym samym duchu co miniater, m- 
wodząc sig głównie nad bogactwem literackiem krajów do- 
wiańskicb. Faucher doniósł Mickiewiczowi, że przez chwiłg 
panowała wątpliwość, czy prawo przejdzie i że jakiś darnio- 
wany odpowiedział Władysławowi Zamoyskiemu, obecnenn 
na posiedzeniu i zdradzającemu niepokój: „Nie macie oe^ 
się obawiać, jest to prawo popierane przez dziennik le (km- 
rier Francais, więc zostanie przyjęte." ') P. Faacber większy 
wpływ wywierał na obowiązanych sobie Thiersa i GoDSiu 
ni2 na Izbę. Nie płonne więc były obaw; o tę katedrę Polaków, 
którzy w jój utworzeniu i w powołaniu na nią Mickiewtcia, 
widzieli tryumf emigracyi. Ale na 239-ciu głosujących (konie- 
czną większość stanowiło 120 głosów), 198-miu oświadczyb 
się za projektem, a przeciw zfdożeniu nowćj katedry 91 
głosów. *) 



') Koresptmdeneya Adama MicMermna t. lY. itr. 216. 

*) „W Izbie deputowanych, n& posiedzenia dnia 17 b. m. 
przedłużono moc prawa wyjątkowego o wychodźcach do koćn 
1810 roku. Na temże poBtedzeniu. większością atu ośmdBBsitcia 
gloaów przeciw czterdziestu, uchwalono założenie katedry jf^Ł* 
1 lileratury słowiańskie/ przy kollegium franoozkiem pomimo, i* 
projekt był żwawo atakowany przez carozumiałą niewiadomoUt 



— 455 — 

Po tein ciężko zdobytem zwyci^ztwie, była jat pewność, 
że wkrótce Mickiewicz znów zajmie wśród emigracji opró- 
żnione od roku miejsce Pobyt w Lozannie przerwał był 
zupełnie czynności emigracyjne poety a właśnie w t^ chwili 
Towarzystwo naukowćj pomocy, którego Mickiewicz był crfon- 
kiem, zapotrzebowało zasięgnąć j^o rady. Ksi^e Czarto- 
ryski uwiadomił Mickiewicza, że Towarzystwo „przelęknione 
szybkością z jaką wiadomość rzeczy narodowych zaciera sig 
w emigracyi, szcz^ólnie między dorastającą młodzieżą" ') przed- 
sięwzięło wydać książkę, któraby złemu zaradziła. Program 
konkursu skreślił Witwicki. Czartoryski ciekawy był zapa- 
trywań Mickiewicza i pragnął, aby on się podjął tćj pracy. 
Adam nie dowierzał, „aby jakie dzieło pożyteczne urodziło 
się z programu ; " ^) nadmienił o chętce „stanąć między kon- 
kurentami, co do części historyczni^" *), ale bez wielkiśj na- 
dziei wywiązania sig z tego zadania, ponieważ w Lozannie 
prawie nie miał chwili wolnćj a przewidywał, że w Paryżu 
nowe wykłady wymagać będą od niego niezmierna wy- 



Gdy się jego myśli już zwracały ku Paryżowi i słowiań- 
skim literaturom, następowała w Lozannie jego installacya. 
Gazeta: le Courrier Suisse, donosząc 23-go Czerwca, że ce- 
remonia ta odbędzie się w piątek o jedenastćj, dodawała, 
że opóźniona została rodzinnemi okolicznościami.*) Miała 
rzeczywiście odbyć sig w Maju, ale urodzenie córki spowo- 
dowało odłożenie tćj uroczystości. „Przez kilka dni, opowia- 
da Scovazzi, Adam przyspasabiał sig do przemówienia, i czci- 
godna pani Celina powiedziała mi; „Mąż mój praciije, ale 



a broniony słabo i bez nuceniK najmniej pzego światła ba kwoHtyąt 
przez minietra oświecenia i pana Denis." {Mtoita Polska, dodatek do 
nr. 17 z i. 20-go Czerwca 1840 r. Btr. 68). 

') Korespotulencya Adama Mkkiemtza i. IV. atr. 217. 

•) Ibid. Ł I. Btr. 223. 

') Ibid. 

*) Dodatek pod numerem LvlL 



— 46S — 

niżeniu Francyi pod rządami Ludwilui Filipa"'). Tymczasem 
Cousin niecierpliwie wyglądał przybycia Mickiewicza i uwia- 
damiając go 7-go Września, że go mianował professorem 
nadzwyczajnym, cieszył sig z jego postanowienia rycUego 
stanięcia w Paryżu-); podpisał 8-go Września reskrypt no- 
minacyi Mickiewicza, jako professora tymczasowego literatury 
sluwiańskii^'); obiecywał mu nadać tytuł professora zwy- 
czajnego po naturalizacyi, a dla powiększenia jego dochodów, 
przeznaczał mu tysiąc ii-anków rocznego wyuadgrodzeoia za 
katalogowanie rgkopisniów słowiańskich w Bibliotece kró- 
lewskićj*). 

Pisma emigracyjne zaczęły ogłaszać wieści krążące 
o przyszłtij katedrze i przyszłym profesorze. „Z prawdziwą 
przyjemnością, pisał dziennik i^loda Polska, douosimy naszym 
czytelnikom, i2 król przed kilkoma dniami podpisał małą 
naturalizacyą i nominacyą na professora języków i literatury 
słowiańskićj dla Adama Mickiewicza. Naturalizacyą stosownie 
do praw krajowych była koniecznie potrzebną mającemu spra- 
wiać obowiązki professora cudzoziemcowi. W biuletynie praw 
ogłoszono postanowienie Izb względem utworzenia katedry 
słowiańskiój w kollegiiim francuzkiem z sankcyą królewską. 
Mickiewicz spodziewany jest w Paryżu w koucu bieżącego 
miesiąca"^). Wiadomość o nadaniu naturalizacyi Mickiewi- 
czowi była bezpodstawną, rząd francuzki nie zwalniał nowego 
professora z żadnych prawem wymaganych formalności i ter- 
minów. 

Adam prawdopodobnie powrócił do Lozanny na uro> 
dżiny starszły córki, to jest 8-go Września. Synowi pogor- 
szyło się było, a pani Celina, znużona pielęgnowaniem dziecka, 
tćż zaniemogła. „Żona moja, pisał Mickiewicz do Zaleskiego 



') Ztj wspomnieli Janii f?covazzego. 

») KoresponiUncya Adama Mickieteieza t. rV. 9tr. 226. 

■) Dodatek pod numerem LW7. 

*) Ibid. pod Dum«rem LXY. 

") Młoda Polska, dodatek do ur. 24 z d. 31-go Sierpni 



— 457 — 

kiewicz jak ich kraj wysoce go uwie!bia i gorąco pragnie 
zatrzymać n siebie. 

„Iinprowizacya pełna wdzięku i zajmująca, jeszcze tein 
uwieńczona usiłowaniem, przez jakie nowy nauczyciel zwy- 
ciężał ciągle trudności nie ojczystego języka, była odpowie- 
' dzią p. Mickiewicza. Oświadczył w nićj wdzięczność oso- 
Ihhd co go przyjęły, a mianowicie słuchaczom, których za- 
cbęcaniom przypisał swoje powodzenie. Dawało się widzieć 
2 jego mowy, że uczucia i skłonności osobiste przywiązują go 
■do kantonu Wodejskiego; ale, jak się sam wyraził, jtjśli fiig 
zdarza, że los nieprzeparty całe plemiona ludzkie przenosi 
w dalekie strony od ulubionćj im ziemi, tern bardzićj czło- 
wiek pojedynczy znaleść się może w wyjątkowem położeniu, 
które nie dozwala mu iść za życzeniem wlasncm. Istotnie, 
bywa taki zbieg okoliczności, że człowiek nic należy do sie- 
bie samego, ale do sprawy narodowtj, do myśli, które re- 
prezentuje, którycli jest organem i wyrazem; a bezwątpienia 
w podobnym przypadku znajduje się teraz p. Mickiewicz. 

„Sądząc słusznie, iż najlepszy sposób inaugurowania 
katedry będzie dać nadzwyczaj zgromadzonym słuchaczom 
■wyobrażenie swojćj metody uczenia, sławny nasz cudzozie- 
miec, porzucając natychmiast względy osobiste, wszedł na 
ogólne pole i odbył przepyszną lekcyą literatury lacińskiijj 
z pierwszych czasów chrześciaństwa. Wydobył on tu na 
j&w kilka skarbów tak długo zarzuconych i ukrytych w dzie- 
łach pierwszych poetów chrześcian, którzy na gruzach po- 
gańskiego Rzymu, wznieśli tryumf męczenników i napiętno- 
wali ich prześladowców. Kiedy po skreśleniu obrazu mę- 
czeństwa sześcioletniego dziecka, które za wiarę rodziców 
skazane, sama matka podała katowi, niepodobne do opisania 
współczucie objawiło się między słuchaczami a mówcą, a on 
zatrzymał się i rzekł : — Darujcie mi to wzruszenie, ja by- 
łem świadkiem podobnych rzeczy. . , — natenczas cały dra- 
mat nieszczęśliwa Polski rozwinął się przed oczyma obecnych. 

„Erudycyą p. Mickiewicza od erudycyi pospolitej, za- 
msze prawie suchćj i bez kolorów, odróżnia charakter nie- 



— 45» — 

zmiemie malowniczy i orygiualny. Za uczonym nidaf 
wsze wielkiego poetę i człowieka myślącego głęboko. Jesicie 
rnz powtarzamy, że szczęśliwa młodzież, która będzie mo- 
gła korzystać z jego nauk, szczgśltwe grono literackie, ktńre 
w liczbie swych członltów będzie posiadało tego męża." *) 

Przemówienia la Harpa i Monnarda do Mickiewic2&^ 
były właściwie pożegnaniem Szwajcaryi i słuchacze nie du^ 
pod tym względem złudzenia. Oświadczenie Mickiewicza 
potwierdziło icti w mniemaniu, że nie da się ubłagać. Cbot 
nie ulegał icłi prożbom, ogniste słowa jego rozpaliły chłodne 
Wodejczykfiw dusze; porwani tą sil^ która miała niezadłi^ 
cuda dokazywać w Paryżu, dobrodusznie spowiadałi mu ag 
z roskoszy po raz pier^^■szy doznanych wrażeń. Zeznamy 
ich i gorącość rozczulały Adama, i dobitniój przekonywalf 
go, że brzemię lżejsze zamienia na cięższe ; donosił 2-go Ii-] 
pca Zaleskiemu, że rozprawę jego arcy-dobrze przyjęto. ,B)- 
dzie, dodawał, żal mi Lozanny. Katedra słowiańska je 
nie przeszła przez Izbę Parów. Będę ją musiał przijt^ 
żeby Niemiec jaki nie wlazł i na nas ztamtąd iiie szczekał."^ 
Zaleskich zapraszał do siebie na ostatnie wakacye, 
wypadało mu przepędzi*! nad brzegami LemaniL 



') NowtlUste yawiois nr. 30-go Cierwca. Cnurrier Smsttiii 
równie sprawi: z insiallaoyi Mickiewicza. (Dodatek pod wm 
rem LVUI.) 

*) DincotiTt firanonars a Fiiulallalion de M. A. Alickiemci <•• 
profisstur nrdinairi; /te lilteralHre łiiliiie a i' Aeadrtinit df Lennamt 
26 Jnin 1840 pitr M. M. de la Harpe, President du Conseil de ~ 
don pubUipie; C Monnard, Recteur de VAcademie; A. Mkkienicz, 
tioire. W I^zannie w 8-ce 1S40 r. BroeEora ta odbitą lOitiA 
w malśj liczbie egzemplarzy, % zastrzeżeniem nasŁępnem oa oklsdct: 
„I.e 'liBCotirs pronoDcti par M. Slickiewicz & eon insiallatioB it- 
celni ąue le Conseiller d'Ktat Murat a proDoacć en qualitś dePr^ 
Bident du Conseil de rinatruction publi<]ua il rinatallati 
JI. M. Zaodel et Mouard Secr^tan n'ont paa ćtó remis pai 

a pour l'imprea8ion." (Dodatek pod nnmerem I.IS.) 

') Koresjioiulentya Adama Mukiemtza t. L atr. 222. 



— 459 - 

Zanim się Zalescy w drogę wybrali, prawo tycEą.ce się 
tedry słowiaiiskiśj przeszło z Izby deputowanych do Izby 
rów. Pan de Gćrando zdał 7-go Lipca w imieniu komi- 

raport przychylny: „Ważność badań, mówił p. de Gi- 
ido, które oświecić i upowszechnić ma katedra literatury 
'wiańskićj, długo nie była poznaną u nas; ale z początkiem 
gżącego wieku uderzyła ludzi uczonych, dziś z biegiem 
źnych okoliczności przedstawia sig nam już pod polity- 
lemi, już pod naukowemi i literackicmi względami. W zc- 
ym roku zostf^a ona wyświecona wśród nas przez uczo- 
50 autora Porótmania językom europejskic/i z językami Indyi, 
t Niemcy otworzyli byli zawód: w roku 1836, w Budzie, 
lafTarzyk ogłosił swojg faistoryą języka i literatury słowiań- 
ii'j. Ta Polska, którą jśj nieszczęścia czynią nam podwój- 
; drogą, Polska W tych badaniach odszukiwała swą wła- 
ą historyę i swoją literaturę, i na szczęście miała za przc- 
)dnika na tćj drodze świetnego historyka i poetę, towarzysza 
iściuszki, męża zacnego charakterem, wiekiem, odwagą, 
órego Francya z chlubą do siebie przyjęła, w czasie nic- 
:zęść jego ojczyzny." Utworzenie katedry słowiański^ 
fwołalo więc hołd publiczny oddany zasługom sędziwego 

U. Niemcewicza; poczem pan de Gćrando daK-j rozwijał 
ój przedmiot: „Józef Dubrowski, autor historyi języka 
?skiogo i Ełymologicona, ogłosił w Wiedniu swoje Ustawtf 
■yka słowiańskiego. Szlachetne spółzawodnictwo obudziło 
! pomiędzy narodami, których podania i mowa wiążąc się 
I wspólnego początku, dają im nazwę familii słowiański^." 
tn de Gćraudo, skreśliwszy granice obszarów zamieszka- 
eh przez słowiańską rodzinę, tak rzecz prowadzi: „Te 
ostrzenia jeograłiczne już są dostateczne, aby dać poznać, 
{ich korzyści politycznych Francya ma się spodziewać na 
zysztość z uprawy tych języków. Ułatwi to nasze stosunki 
tylu narodami. W tych różnych dyalektach przechowuje 
; mnóstwo dokumentów do historyi religijnćj, politycznćj, 
iwet do mytologii starożytnej: gieniusz poetycki słucha Łam 
nnych natchnień, inne kształty przybiera, najczęściej na- 



— 460 — 

cechowany jest szczerą oryginalnością, co wszA'5tko nie I 
dzic bez w]>ływu na rozninotenie a nas źródeł iDven 
Rodowód tycli narzeczy, porównanie ich z jęzj-kami Eon 
zachodniej, rozszerzą sferę filologii, gramatyki powszech 
i porównawczój , sanuj nawet filozofii przyniosą pewną i 
ning. Nowy zawód się otworzy, nowy ruch nadany b{d 
stosunkom różnorodnych intelligencn." 

Mówca, po wyliczeniu narzeczy słowiańskich i oznac 
niu pokrótce ich ważności historycznej lub naubowćj wyks 
jącćj użyteczność wykładu, który odsłoni Francyi skari^ 
terackic prawie nieznane dotąd, uważał że „będą one on 
szczególną wartość, dziś, kiedy ludzie oddają się z pod« 
nym zapałem ]>oszukiwaniom historycznym, dziś, kiedy łnl 
rya odnawia się niejako, radząc się starych podań przed 
wanych w legendach i pieśniach gminnych; dziś, kiedy I 
ratiira nasza doświadczając pewnego wysilenia, chciałaliyi 
odświeżyć w pierwotnych, oryginalnych utworach,*' Pai 
O^rando kończył wjrażeniem nadziei, iż „ustanowienie ) 
tedry slowiańskićj jost tylko początkiem i że kolejno «H 
Ktkic języki i literatury europejskie znajdą dla siebie tła 
czów i mównice. Tak dopełniony będzie godnie poM 
wzniesiony przez Franciszka I-go: kollegium franctizkie sta 
się cuiopejskiem." ') 

W Izbie Parów nie znalazł się żaden Auguis, ii 
sprzeciwiać się przejściu prawa o katedrze słowtausjn^ i hi 
kluzye raportu p, de (ićrando przyjęte zostały bez dysku 
przez Ii4 głosów przeciw 27 na !I8 wotujących,*) 

Mickiewicz 9-go Lipca zasiadł po raz pierwszy w $ 
nic profesi-orów zwyczajnych Akademii Lozański ćj."} Nl4 
piły wakacye i Adam doczekał się odwiedzin bobdana i | 



') Dodattk pod uutnerem I^. Raport pana de (^n 

Bttcśtila ,y/«'/« J-iiIskii w numerze 10-go Lipca 1810. str. TS-T* 

-) Dodatek poil puuierem LXI, 

'I Ibid. pod numerem LXII. 



— 461 - 

la Zaleskich; gościli a niego przeszło miesiąc i odbyli 
nim razem pieszo podrób na Mont-Blanc i po okolicach 
wajcarskich. 

Układy dalej się prowadziły o katedrę paryzł(%. Mic- 
ewicz był bez wahania się, ale i bez cntuzyazmu. Gdyby 
rl upatrzył ziomka mogącego zastąpić go w Colteye de France, 
yrzcklby się zapewne Paryża, lecz niewątpliwie, w razie 
[imowy z jego strony dostołoby się jnkiemu wrogowi Polski 
k ważne stanowisko, i 17-go Lipca powtarzał księciu Czar- 
ipyskiemu myśl, którą wyraził był 2-go Lipca Bohdanowi 
ileskiemu, że katedrę ową przyjmie „szczególnie w tym 
ilu, aby to naukowe stanowisko obronić od spekulacyi Niem- 
n\ sprawie nnszój nieprzychylnych." ') Wielbiciele i pvzy- 
ciele Adama po wickszćj części nie rozumieli, dla czego 
ę ociągał i ze smutkiem przyjmował, co ich l)ezwarunkowo 
eszyło. Adam, świadomy trudności zadania i pamiętny 
esmaków życia pomiędzy wciąż szamocącą się emigracją 
I'aryżu, uważał katedrę słowiańską jako ciężki krzyż dla 
ebic, a cięższym stał się on rzeczywiście nad wszelkie je^o 
■ze widzenia. 

Książe Adam Czartoryski optymistycznie na rzecz po- 
ądal, samo sprowadzenie poety do Parjża bardzo mu się 
imiechalo, mniemał, że pobyt w Lozannie był podwójneni 
ygnaniem, że miejsce Mickiewicza jest wśród wychodźców 
naglił na ministra; 24-go Lipca zdał sprawę Adamowi 
rozmowy z Cousinem. Cousin nie życzył sobie narazić się 
\ skargi posłów austryackiego i rossyjskiego i na wjTzuty 
rola Filipa „nader lękliwego w tych matmach." -) Czarto- 
'ski zaręczał ministrowi, że Mickiewicz nie będzie „się ba- 
ił palnemi i drażliwemi materyami." ^) Minister dał do zro- 
imienia, że pragnie, aby Mickiewicz wykłady swoje rozpo- 



') Koiespoudencya Adama iliikiemc^a t. I. str. S 
■l roid. t. IV. alr. 222. 
•) Ibid. 



— 462 — 

czi|ł od rysu htstoryi literatur słowiańskich '), a wi^ odło 
na późniój ocenę nowszych polskich utworów. A poińe* 
w Izbic zarzucił p. Auguis, że kandydat do katedry nie 
dzie dostatecznie obznąjmiony z literatura pobratymn; 
narodów "), na dowód, że ona obcą wcale mu nie jest, Ad 
w odpowiedzi Czartoryskiemu, pod datą 31^o lipca-, pr 
toczył podróż swoje w 182S) r. do Pragi, a na dowód li 
stronnoiści względem Rossyan rozprawkę aatchnioną mu śmi 
cią Puszkina. A chociaż miał zamiar z obrębu właśdw 
nic W}'cboiizić, odmówił jednak ministrowi wszelkich zapewi 
i zaręczeń. *) Czartoryski wziął na siebie w liście pod i 
5-go Sierpnia dać ministrowi rękojmią, że w 2adnym razie 
pożałuji! wyboru Mickiewicza.*) Cousin 10-go Sierpniami 
domił Adama, że po otrzymaniu zapewnienia, iż przyjmie i 
zwanie rządu francuzkiego, zaproponuje jego nuanomi 
królowi.") 

Król wabał sig. Posiedzenie Rady ministrów, na U 
rem Cousin wnieść miał wybór Mickiewicza było bnrd 
i ledwo, że się nie skończyło przesileniem gabinetowem. i 
usunięciu kilku drażliwych punktów, król znużony nd 
— Spodziewam się, że nie ma już o co spierać się? 
Owszem — odparł Cousin, jeden punkt nie załatwiony. 
A jakiż? — zapytał król zdziwiony. — Mianowanie {■ 
Mickiewicza. — No, nie chcę już wznawiać kwestyi gabiad 
wej — odpowiedział król, zgadzając się na podanie mioisk 
Pochlebiło Mickiewiczowi, który Ludwika Filipa cierpieć l 
mógł, że król się instynktowo wzbraniiJ go powołać. 

Bohdana Zaleskiego odwiedziny w Lipcu uprzyjead 
mu wakacye. Itaz, gdy z nim wieczorem mówił cuś o poo] 

') KorespiMileiiciiii .lilnmi Vi<-kiewi.-za t. IV. Blr. 222. 

*) Ibid. t I. str. 224. ' 

") Ibid. atr. 22,-.. 

') Ibid. 

■■■) Dodatek pod numerem 1,XI1L 

•) kWesimiiilctifya Ailmtia ilickienicia U IV, itr. KI, 



— 463 — 

^^i sobie nucić: Idzie iotnierz borem, lasem, przymierając 
•łodu czasem. Nim doszedł do kotica, córeczka jego roz- 
żala się rzewnie. „Otdź widzisz, rzekł Adam do przyja- 
la, jak silnie działa poezya ludowa"*). Bołidan Zaleski 
miadij o wycieczce tćj następną anegdotę: „Z Józefem 

Mickiewiczem puściliśmy się we trzech w wgdrówkg po 
\ajcaryi. Gdyśmy idąc ku Mont-BIanc rozłożyli się na 
•ze odpoczywając, poczęliśmy śpiewać polskie i litewskie 
śni. Mickiewicz je lubił bardzo, więc każdy sobie coś 
:ypomniał. Wtem przechodzi niedaleko od nas jakiś 
iozora Szwajcar, figura okrągła, protestancka, a ten także 
izyna jakąś pieśń litewską na glos zawodzić: „Pan Polak"? 

tak. A panowie także. Jaka godność"? Powiedzieliśmy 

ize nazwiska, pylał Mickiewicza i nas zkąd rodem i czem 

trudnimy. Był on professorem w Szwajcaryi. Razem 

Fczuitami opuścił Bitdoniś, osiadł w Szwajcaryi, trudniąc 

nauczycielstwem i dobrze mu się wiodło, bo sobie dość 
tczny kapitalik uciułał. Człowiek książkowy, na pół lite- 
., bo i wiersze pisał po polsku i po francuzku, ale Mic- 
;wicza nic nic znał. „O! widzisz Bohdanie, rzecze Adam, 
: głośne nasze imię. Nam się zdawało, że wszyscy nas 
Europie znają, atu Polak nic nie słyszał"'). Zalescy opu- 
li Lozannę w połowie wakacyi. „Mówił mi Cezary"), 
ial do Mickiewicza Zaleski 27-go Sierpnia z Fontainebleau, 

Zygmunt Krasińki wybierał sig w odwiedziny do ciebie, 
y t^ż był w Lozannie? Polonia tu szaleje, tak pewna już 
ijny." Krasiński do Adama nie zajechał, ale w owym 
isie ślicznie oceniał go w liście z Rzymu do Romana Za- 
tkiego*). 



■i tyspomnicnia u Adamie MicAign/iczu przez Maryij Guretkę. 
ydnnie drugie str. 13. Kraków lt(89 r. 

') Z 'iponiaiiwiia Bolulma Zalfskier/o w HyfT&i 12-t'O Maja 
r;i r. opisanego przez księilza Waicryana Kalinkę. 

'I Plater. 

*) ,.W diicliu Mickiewicza prMwngii na strony indynidualiziiiu, 



— 464 — 

Mickiewicz sam przedsięwziął nown wycieczkę. Pisał on 
7. InttTlaken I-go Września do Bohdana Zaleskiego: .Po 
waszym wyjeździe, wyruszyłem znowu ku górom i przez do- 
lin^', ktfjriiśmy przeszli, wlazłem na lewo w Oberland: ztąd 
może zahrnę aż do Ziirycbu. Bardzo mi to służy na zdrowie 
i czuję się tak rzeźwy, że aż mi sig na wiersze zbiera'). 

ł';dy Adam wędrowni sobie zanosiło się u iiiepo w domo 
na nowa biedę. Syn jego „zawsze biedny i słabiutki"') cij- 



ouiibnik-R. wiary uiwoliia wpoili'], enerpi, skupienia, środka, co w &•■_ 
»s/,ystki(* zphriil ]jri>iiiti!ijie ukr;;;!). Mickiewicza postacie sh rziiirl^ 
u- ii[i(ii?L' Z{!rHiiitił, ollirzytiiic su, srclii tektoniczne, n-itniosle. F. Adin 
X iiirhn Vvii.a z^tli.-iHiwiiiJ Hwoim i titk je dłutem przybija rio zi«roi. 
Hg Kniii sii; uniatiii i na nii'j posiigitwo zontanii na zawsze. \V nwł^ 
liliirntur/(t ktiuii-c/nnśi- liyla Admua. .Mickiewicz ua ziiwazp zw«i' «f 
I<i;ii7.ie Hlwńrni: OD imihIhI di:iO'^, on r/ekt wnasE>'>j literaturze: .J-»ii- 
lln sini'i sil.'", iiy K riizirrwiinrcli i sa.niDpas cliodzącycb ainuŃn: ri^ 
stwiir<yó i iiksztaltowtu':, Ir/.elia tej siły wszystko do -roiika Łiern- 
l\V''\. wi-Kyfltkit iiBHilzajiici-j iia dół, wszystko co płynne /inieiiiaiv 
Cl') w krya/.tiil. Muwin, ie 7. wyiyn. atmosfery, bliikające sii^ ęi'J 
njinilly na zieTiiii; w k^ztIL)«e griiiiitowych skal: to kości piaście 
jiidni jrj, pnorpa ji'j. Tern Bniiieiu Adam w świecie duchowym Polali; 
w nim "^iliL Tyiańska. to .Michał Ani<'it nasz.' W oczach posągu łloj- 
żc-smi. któremu rnztliikl kulana Mii'hał Aui'M, mówiąc: ,.AHe9>o 

purlu!'' — ,jr:!4t co> przypominającego oczy Miokiewicza Im tw- 

dzii''i /Hpatrnji.- sii; iia literutnri- poUkii, tern barc!Kii'j sii; przekuny- 
wuiii, żn w r<iwiii *v ti'zymii. co do poczyi, s reutą Kiiropy- ')aeA 
Bufipcjski lud i\-f\k nw ma laki-'-] epopei jak Paa Tadentz. Oden- 
tatom ^1 iiiediiwuD. Hun Kiszot sir lam zlał, z Iliada. Poeta itil 
m:i prz>'.imyku mi<;dzy zniknjiicem tam plemieniem ludzi, a mi^ 
nmiii! Nim uuiiirli, widziiił ich, a teraz ich juf nie ma. U'laśiueu 
Jest .-tanowisko cpi ipi;ii-^ne. llokonat tego Adaoi po misirzciwikn: 
In ]il(?mił; iimartc uwiec/.uil, ono już nie zaginie. Temu lat sif* 
czytjijnc l'awt Jaiłewzii nic pojmowntem nalej jego wielkości, ih^ 
bij-: c/.olem i niAwi^ : to jest epopi.*. Więci-j powiedsieilziei!- — ni 
można ni potr/oba". (I.iat z 13-ijo Maja 1S40 r.), 

'i K-ir<'!ii"'nili!nvyii .l-/anin Mickicmcza tom I. strona '-'iN 

'-) Ibid. 



- 465 — 

żko zapadł. Pani Celina pis^a do mętu. 2>go Września: 
„Mój drogi Adamie, Wtadzio trochę lepiej; o 12-tćj rano 
zrobiłam konsylium z Felisem i Ferotem, którzy mnie nad' 
zwyczajnie uspokoili; r^zą honorem, 2e nie ma najmniej* 
szego niebezpieczeństwa, jednem słowem nie tak źle jakeśmy 
sobie wystawiali. Zresztą Helenka tyje & Marynia psoci. Nic 
nowego. Ja zdrowa. Nominacyi jeszcze nie ma. Nie 
pojadę do Echichens') td po urodzinach Misi, bo nie warto 
się wyrwać na parę dni. Jeżeli się dobrze bawisz, mój 
Adalku, to siedź jak chcesz, tylko mi się sprawuj trzeźwo 
i uczciwie, Całoję ci rączki i buzię. Dzieci jeszcze o tobie 
mówią, osobliwie Władzio. Helenka widocznie myśli o tobie 
i turbnje się. Bądź zdrów i spokojny, bo Bóg z nami. Nie 
bój się o mnie, kiedy ja o ciebie się nie boję! Dowidzenia, 
jeśli można na urodziny Misi, gdyż wyprawiam bal grandiote. 
P. Grużewskiego pozdrów odemnie". 

Widać, że Juliusz Grużewski bawił w Interlaken. Gru- 
źewski*), jeden z dowódzców powstania na Litwie, osiaiU 
w Genewie i założył tam fabrykę zegarków w spółce z Cze- 
cłiem Czapkiem; często do Lozanny dojeżdżfd. Bawił tćż 
przez jakiś czas w Lozannie gitarzysta Szczepanowski. Adam 
„rad ^cbał jego muzyki i szczególnie lubił hiszpańską Ca- 
chucha^^). „Różni rodacy, przeważnie z Galicyi, odwiedzali 
Mickiewicza. Często przepędzał ze mną wieczór u emigranta 
francuzkiego hrabiego de Ludre, z Nancy, jakotćż n adwo- 
kata Mandrota, który dawał u siebie przytułek jakiemuś wy- 
chodźcy polskiemu, z wyprawy Sabaudzkićj z IS34 r. Pułko- 
wnik Karol de Lndre był dawnym adjutantem jenerała La- 
inarque. Rozmowa toczyła się nąjczęściój o Wschodzie i o po- 



■) Wioska w dlicznem poloieniu w okolicach miasta Horgeo. 

*) Grulevald nmarl w Puyźn 3-go Listopada 1865 r. 

') Wspotmuema o Adamie Mickiemieat opowiedziaiie nąjinlod- 
ssema bratu prtez Haryą Górecką. Wydania drogie atr. 16. Kraków 
1889 r. 

Żtmt Mama lUiUtmaa. Tom IŁ 30 



— 4(iia — 

niżeniu Franc}i pod rządami Ładwika Filipa"'). Tymczasem 
Cousin niecierpliwie wyglądał przybycia Mickiewicza i nwii- 
damiąjąc go 7-go Września, że go miauow^ profesEorem 
nadzwyczajnym, cieszył się z jego postanowienia rychłego 
stanięcia w Paryżu*j; podpisał 8-go Września reskrypt iw- 
minacyi Mickiewicza, jako professora tymczasowego literatury 
slowiańskii^j*); obiecywał mu nadać tytuł professora zwy- 
czajnego po naturalizacyi, a dla powiększenia jego dochodów, 
przeznaczał mu tysiąc franków rocznego wyiiadgrodzenia za 
katalogowanie rękopismów słowiańskich w Bibliotece km- 
lewskićj*). 

Pisma emigracyjne zaczęły ogłaszać wieści krążące 
o przyszłćj katedrze i przyszłym profesorze. „Z prawdziwą 
przyjemnością, pisał dziennik Młoda Polska, donosimy nasiym 
czytelnikom, iż król przed kilkoma dniami podpisał m^ 
naturalizacyą i iiominacyą na professora języków i literatury 
słowiańskiej dla Adama Mickiewicza. Katuralizacya stosownie 
do praw krajowych by!a koniecznie potrzebnij mającemu pra- 
wiąc obowiąjiki professora cudzoziemcowi. W biuletynie praw 
ogłoszono postanowienie Izb wzgigdem utworzenia katedry 
słowiańskićj w kollegium francuzkiem z sankcyą królewską. 
Mickiewicz spodziewany jest w Paryżu w końcu bieżącego 
miesiąca""). Wiadomość o nadaniu naturalizacyi Mickiewi- 
czowi była bezpodstawną, rząd francuzki nie zwalniał now^ 
professora z żadnycli prawem wymaganych formalności i ter- 
minów. 

Adam prawdopodobnie powrócił do Lozanny na uro- 
dziny staiszćj córki, to jest 8-go Września. Synowi po!;or- 
szyło się było, a pani Celina, znużona pielęgnowaniem dziecka, 
tć2 zaniemogła, „^ona moja, pisnł Mickiewicz do Zaleskiego 



') Ze wspomnień Jan:i f?covazzegO. 

') Korespondeiicya Adama Mickiewicza t. IV. str. 226. 

") Dodfttek pod numerem I.KR'. 

*) Ibid. pod Dumereiu IjXV. 

«; moda Polska, dodatek do nr. 24 2 d. 31-go Sierpnia. 



— 467 — 

Itl-go Września, była dę2ko chora. Synek ledwo uszedł 
śmierci, miał zapalenie mózgu. Byliśmy znowu rozbici, 
ja z Soną na wsi, dziecko jedno w domu, drugie u Jun- 
<lziłłów"*). 

Głioroba 2ony i dziecka pociągngła za iiobą, inny nie- 
przewidziany i przykry skutek, zniewoliła Adama ilo zanie- 
ctiania publikacyi poniekąd obowiązkowej. Gazeta Courrier 
Suisse podała do wiadomości, żu Rada Stanu upoważutla Radg 
oświecenia publicznego do ogłoszenia mów wypowiedzianycli 
przy installacyi Mickiewicza'). Adam, który miał zamiar, sto- 
sując się do przyjętego zwyczaju, wydać rozprawg o poetach 
chi-ześciafiskich^, musiał uwiadomić 23-go Września Prezesa 
Itady Stanu, że kłopoty domowe nie pozwoliły mu uporząd- 
kować notatek swoich i przytrotowuć do dniku*). Gdyby zo- 
stawał w Lozannie, prosiłby o zwłokę i wykoiiczylby pracg, 
która tią dochowała w urywkowym stanie, ale dłu^ćj bawić 
w Szwajcaryi nic mógł i 23-go Września posłał swojg dy- 
niissyą, tłumacząc, że opinia ziomków powierzała mu stano- 
wisko, które interes sprawy narodowćj nakazuje mu przyjąć 
a zarazem wyrzekał ńę przyznanćj mu peusyi professora 
zwyczajnego*) i wyrażał życzenie, aby go nie pozbawiono ty- 
tułu professora zwyczajnego. Wydział spraw wewnętrznych 
oświadczył się 26-go Września Radzie stanu zu odrzuceniem 
propozycyi Mickiewicza ograniczenia się do pensyi professora 
nadzwyczajnego a za nadaniem mu tytułu professora hono- 
rowego*). Tegoż samego dnia. Rada stanu kantonu Wodej- 
skiego, przyjmując daną dymissyą i przyznając Mickiewiczowi 
pensy^ professora zwyczajnego, wyraziła mu swoje wdzi^ 
czuość za oddane przez niego usługi w wychowaniu publi- 



') Korćspoiidetwya Adama Mickiemcza t. I. str. 22<J. 

*) Numer S-go IJpca. Dodatek pod numerom LXVL 

*) lioTćspondmcya Atlanta Mickiewicza t. I. atr. 'i2'Ł 

*) Ibid. t. II. Btr. 1LI2. 

»}, Ibid. str. 193. 

') Dodatek pod numerem LXVII. 



cznem'). Treść tćj odpowiedzi zakumunikowała Radzie 
oświecenia publicznego*), która 29-go Września prosiła At*- 
demią o raport w tyra przedmiocie*). Mickiewicz pisał 4-go 
Paidziernika do Rektora, że jeżeli kiedyś prace jego zyskajł 
aprobatę ciał naukowych, to spodziewa sig, że Akademii 
przypomni sobie wówczas, iż życzeniem jego jest otrzjinać 
kiedyś zaszczytny dla niego tytuł professora honorowego*). 
Wśród tój wymiany dowodów życzliwości i wyrazó* 
wdzięczności, Mickiewicz pożegnał Lozannę, gdzie był jak się 
sam wyraził „na końcu pobytu zepsutem dzieckiem i Eządo 
i Akademii""*), i którą, gdyby nie choroba powtórna żony 
i dzieci, wspominałby Jak raj""). Przewidywał wprawdzie 
wybuch, który obalił stronnictwo będące wówczas u stera 
władzy i powtarzał przychylnym mu członkom Kządu, źe 
nawet mały kanton szwajcarski nie można bezkarnie chcieć 
utrzymać w nieruchomości. „Na proszonym obiedzie, opo- 
wiada Scovazzi, u pewnego radcy arystokraty, gdy ten wy- 
raził mu obawę, aby rewolucya nie wybuchła, Mickiewia 
porwał szklankę i rozbił ją o ścianę mówiąc, że rewolucya 
obali wszelkie zapory jak on stłukł tę szklankę"^. Gospo- 
darz widział jedynie w tern uniesieniu gwałtowną żądzę Po- 
laka wstrząśnień powszechnych. Na albumie podanym ma 
przez Jundziłla, Mickiewicz napisał: ' „Adam Mickiewicz, 
w dzień odjazdu z Lozanny poczciwej do Paryża, który 
wcale niepodobny do Lozanny*. Wir paryzki po spokoju lo- 
zańskim zasępiał Adama. Na egzemplarzu Ksiąg Pielgntfm- 
słtva napisał: „Jundziłłowi na pamiątkę drogidj dla mnie 



■) Dodatek pod numerem LKYIII. 

«) Ibid. pod numerem LXIX. 

*) Ibid. pod numerem LXX. 

') Koresjiondencya Ailama Mickieimcza t. IV. str. 121. List 
mylnie podany w koreapondencji jako pisany I-go FaźdeierDika. 

>) Ibid. t. 1. str. 22G. Lwi mylnie podany }ako z I-go Listo- 
pada lS4i). Jest bez daty. 

«) Ibid. 

•) Ze H-spomiiicD Jana ScovaMego. 



— 4159 — 

jego przyjaźai Adam Mickiewicz. Lozanna 5-go Oktobra 
1840 r."'). Zdaje się, że puścił się w drogę 7-go Paździer- 
nika. Dyliżans powoli wlókł się po drodze górzystej. Pani 
Celina siedziała z dziatwą a Adam jeszcze u2ywał prze* 
«liadzki. ^Towarzyszyłem mu pieszo przez trzy godziny, 
pisze J. Scovazzi. Nie mogę wypowiedzieć, ile mię koszto- 
wało rozstanie się z nim!"*) 9-go Października dziennik: 
le Courńer Suisse poświęcił Mickiewiczowi artykuł, który 
przecłiował się wjego papieracli: „Mickiewicz, pisał Courrier 
Siiisse, nas opuszcza, ale jeżeli usługi tego znakomitego mgża 
przestaje do nas należeć^, nazwisko jego nam zostaje, w czem 
poeta oddaje nam ostatnią i wielką przysługę. Nazwisko to, 
zachowane na spisie professorów, powinno być dla Dicli i dla 
nas napomnieniem wiecznem. W dnia, w ktÓT^'m zakład 
miałby się staC niewiernym obietnicom, musi^by przez cześć 
i pudor wymazać wielkie to nazwisko", Courrier dodaw^, 
2e Mickiewicz z żalem opuszcza Lozannę i że go Polska 
odbiera Szwajcaryi''). Dziennik: ie A'ouve/lłsle faudois poświę- 
cił jego oddaleniu artykuł w podobnym duchu,*) A gdy od- 
dalał się Z Lozanny, dzienniki paryzkie z 10-go Paździer- 
nika umieściły następną wzmiankę: „Minister oświecenia pu- 
blicznego reskryptem swoim z dnia 8-go Września katedrę 
Języka i literatury słowiańskiej, nowo utworzoną w kollegium 
francuzkiem, powierza panu Adamowi Mickiewiczowi, sprawu- 
jącemu dotąd obowiązki professora języków starożytnych 
w Akademii Lozańskićj". 

Jak wykłady Mickiewicza mogły w tak krótkim czasie 
zdobyć mu tyle sympatyi w Lozannie? Z notatek pozosta- 
łycłi w jego papierach, można łatwo zdać sobie sprawę 
z lekcyi jego o literaturze starożytna. 



') Ksifgi Pielgrzymsłwa, h'otvy Job i słoma wieszcze, wyA Alek- 
sBUdra Jotowichicgo. Paryi 1834 r. Cena zip. 5. 
*) Zb iTspcmnieii >Iaaa Rcovazze)cu. 
>) Dodatek pod numerem LXXI. 
*) Ibid. pod numerem LXXII. 



— 470 — 

Eamiąc się z trudnością ciągłego przekładu na język fran- 
cuzki poetów łacińskich, porównywał ich arcydzieła pozbawio- 
ne właściwej im szaty, do posągów starożytnych Grecyi i Rzy- 
mu stawianych na tie chmurnego nicha północy. Ale umiał 
zapalać pochodnie, przy świetle których posągi te ożywiały 
się jak pod promieniami słońca Wioch lub Hellady. Pro- 
fessor mówił o czasach średniowiecznych, kiedy zabytkom 
piśmiennictwa Greków i Rzymian groził los podobny temu, 
jaki spotkd papirusy egipskie. Przebud